Chiny oczami Polaka

Pierwszy raz byłem w Chinach w lutym 1993 roku i do 1997 roku spędzałem w Chinach średnio po 5 miesięcy, a od lutego 1997 roku mieszkam w Chinach na stałe.

Dlatego też ludzi w Polsce wypowiadających się o Chinach traktuję za przeproszeniem jak PRZYGŁUPÓW, lub za pożytecznych dla władzy (zachodniej) idiotów.

Z racji tego czym się wcześniej zajmowałem zjeździłem sporą część Chin, w tym w dużym stopniu samodzielnie prowadząc samochód, co zarówno wcześniej jak i teraz w Chinach nie jest takie proste.
Przykładowo chyba do końca 1997 roku obowiązywał w Chinach w przepisach ruchu drogowego. Przepis mówiący o tym, iż w przypadku wypadku drogowego z udziałem ROWERU, rowerzysta jest NIEWINNY, bez względu na to jak doszło do wypadku z jego udziałem winny jest zawsze prowadzący samochód.

To tak dla przykładu o sposobie myślenia, który dla mnie też początkowo wydawał się całkowicie głupim, ale jak trochę pojeździłem po Chinach samodzielnie prowadząc samochód stwierdziłem, że ten przepis był całkowicie uzasadniony. Najdłuższa trasa jaką jednorazowo przejechałem w Chinach prowadząc samodzielnie samochód, to przejazd z Pekinu do stolicy prowincji Xin Jiang (tak zwany Ujgurski Okręg Autonomiczny) i powrotem, w sumie ponad 6 000 km. - Taki przykład co do odległości w Chinach.

Natomiast co do języka, to gdzieś kiedyś czytałem, że w Chinach jest parę tysięcy dialektów języka chińskiego, ale ja z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że będzie ich raczej parędziesiąt lub nawet kilkadziesiąt tysięcy. W latach 90-tych jeżdżąc po Chinach zawsze miałem problemy z językiem. Prowadząc samochód, szczególnie na drogach regionalnych rzadko wówczas posiadających drogowskazy, pytając ludzi o drogę prawie zawsze musiałem wracać się o jedną lub dwie miejscowości i szukać tłumacza aby zrozumieć miejscowy dialekt. Często się zdarza, że dwie na pozór sąsiednie wsie mówią zupełnie różnym językiem, często jeździłem ze znajomymi chińczykami co znacznie ułatwiało sprawę. Bez względu na to jakim dialektem kto się w Chinach posługiwał, to zawsze bez problemów można się było porozumieć w formie pisemnej, dialekty są różne, ale pismo jedno. W formie pisemnej Chiny posługują i posługiwały się zawsze tylko jednym językiem, zrozumiałym na terenie całych Chin i nie tylko. Chiny wcześniej obejmowały również państwa Koreańskie i Wietnam. Do dziś jeśli Koreańczyk chce zrozumieć co naprawdę oznacza jego imię i nazwisko musi je najpierw zapisać znakami chińskimi, język chiński był przez wieki językiem urzędowym (oficjalnym) w Korei, a język koreański nie posiadał nawet formy pisanej. W Wietnamie natomiast wszystko zniszczyli francuscy koloniści wprowadzając fonetyczny zapis języka alfabetem łacińskim, pozbawiając Wietnamczyków ciągłości historycznej. Do dziś można oglądać w Wietnamie zabytki, na których widnieją chińskie znaki, ale chyba mało który Wietnamczyk umie je dziś odczytać.

Ponadto przez tysiąclecie ludzie żyjący w Chinach, żyli praktycznie w odrębnych enklawach, dlatego właśnie pojawiła się taka różnorodność dialektów, a jednocześnie doprowadziło to do bardzo dużej różnorodności zachowań i uwarunkowań we współżycie w poszczególnych enklawach. Ktoś kto naprawdę trochę pożył w Chinach wie że nigdy nie należy mówić o Chinach jako całości, ale wypowiadać się w odniesieniu do konkretnego rejonu Chin, i nigdy nie wypowiadać się w odniesieniu do jakiejś religii tradycyjnie istniejącej na terenie Chin.

Natomiast rząd centralny to taka specyficzna mieszanka wszystkich tych uwarunkowań utworzona na przestrzeni tysięcy lat, w tym i dzisiejszy Chiński Rząd. O chińskim rządzie mógłby się wypowiadać ktoś, kto przestudiował by chińską historię, w tym tą najstarszą jak i tą najnowszą. Abym ja się tu mógł wypowiadać właśnie w tej sprawie, musiałbym chyba kilka książek napisać na tym forum, aby uzasadnić dane postępowanie chińskiego rządu.

Rządzić narodem o liczebności ponad 1,3 miliarda ludzi, i to tak zróżnicowanym pod bardzo wieloma względami (przedstawionymi w dużym skrócie powyżej ), to coś wręcz niemożliwego, tym bardziej jeśli weźmie się pod uwagę, że Chiny w znacznej części, jak widziałem to własnymi oczami, żyły w 93-94 roku jak XVII-wieczna Polska. W 1993 roku niecałe 30% ludności Chin mieszkało w miastach, a reszta ponad 70% mieszkała na wsi; dziś chyba prawie 50% Chińczyków mieszka w miastach, i tak pozostaje ogromna liczba ubogich Chińczyków.

W chińskiej historii jest bardzo wiele złych rzeczy, jak i w każdej innej historii dowolnego narodu, jednak nie zgodzę się z autorem artykułu co do zagrożeń ze strony Chin. Wszystkim zagrożeniom ze strony Chin winne są w większości rządy innych państw.
Trzeba mieć na uwadze jedną podstawową rzecz. Władze chińskie trzymają rygor wewnętrznej praworządności silną ręką, Chińczycy rozwijający działalność poza Chinami wchodzą jakby na terytorium bez jakichkolwiek rygorów.
To właśnie miejscowe rządy dla własnej wygody stworzyły u siebie wolne terytoria, gdzie każdy może kraść co chce. To im było wygodnie wchodzić w układy z wszelkimi przestępcami, aby ciągnąc z tego własne zyski, a przy okazji upadlać własne społeczeństwa. Widać to gołym okiem we wszystkich tak zwanych zachodnich demokracjach.

I co tu ma do tego Chiński rząd, sami stworzyli takie warunki i Chińczycy tylko to wykorzystują, i wykorzystuje to nie chiński rząd, ale chińscy przedsiębiorcy.

Wracając do lat 90-tych, słynnych lat przestępczej prywatyzacji, najlepiej zapoznać się najpierw z tym wpisem:

Eksperymentalna prywatyzacja Exbudu, czyli jak Wejchert z Walterem (ITI) pomnożyli majątek pod nadzorem Balcerowicza
https://marucha.wordpress.com/2018/05/07/eksperyme...

A co się tyczy chińskiej prywatyzacji, to chyba do września 1998 roku obowiązywał w Chinach przepis, iż wspólne przedsięwzięcia chińczyków z zagranicznymi firmami czy też osobami zagranicznymi mogą być przyjęte do realizacji tylko i wyłącznie w takim wypadku, jeśli strona chińska obejmuje w nowym przedsięwzięciu minimum 51% udziałów.

Fizycznie zgodnie z przepisami w początkach lat dziewięćdziesiątych, kiedy rząd bardzo ściśle nadzorował tego typu transakcje, prywatyzacja odbywała się w następujący sposób.
Przedsiębiorstwo chińskie mogło być w całości wniesione jako wkład do nowo powstającej firmy, lub też mogło zainwestować część swoich środków w nowe wspólne przedsiębiorstwo.
Jeśli przykładowo jakaś chińska firma chciała zawiązać wspólne przedsiębiorstwo z partnerem zagranicznym, to w pierwszym rzędzie taki zamiar strona chińska lub partner zagraniczny musiał uzyskać specjalną zgodę specjalnego biura przy rządzie chińskim. To specjalne biuro decydowało, z kim konkretnie partner zagraniczny może zawiązać wspólne przedsięwzięcie na terenie Chin, to właśnie to biuro wskazywało przedsiębiorstwo chińskie z którym partner zagraniczny może podjąć działalność na terenie Chin.
Przedsiębiorstwo chińskie musiało bezwzględnie objąć w nowym przedsięwzięciu na terenie Chin minimum 51%udziałów, ponadto było wiele innych ograniczeń.
Partner zagraniczny jeśli wnosił do nowego przedsięwzięcia maszyny, to bezwzględnie musiały być to maszyny fabrycznie nowe, nie mogły być to w żadnym wypadku maszyny używane.
Był przypadek z fabryką Citroena w 90-tych latach, gdzie wniesione były przez Citroena maszyny używane, z czego wywiązał się duży skandal i likwidacja fabryki.

Ponadto chyba do końca 1998 roku rząd chiński nie pobierał dywidendy od dużych przedsiębiorstw aby ułatwić inwestowanie dużym chińskim przedsiębiorstwom państwowym. O ile dobrze pamiętam to chyba od 1988 roku do końca 1998, czyli przez 10 lat firmy zachowywały zyski dla siebie i inwestowały (kto był mądry). Chińskie państwowe przedsiębiorstwa od dawna są na własnym rozrachunku, albo zarobią albo zbankrutują.

W związku z powyższym chińscy przedsiębiorcy zostali przyzwyczajeni do tego, że muszą mieć minimum 51% udziałów, i to już weszło chińczykom w nawyk w tym i milionom prywatnych firm.
Takim skrajnym przykładem może być Chiński Carrefour, w którym na dzień dzisiejszy Chińczycy maja 90% udziałów, a Carrefour jedynie 10% udziałów.

Wracając do dnia dzisiejszego, to parę dni temu przeczytałem taki artykuł:

Skarbówka może już blokować konta. Podatnicy pełni obaw
https://pl.sputniknews.com/polska/201805077915792-...
W tym artykule przeczytałem informacje o limicie 10.000 euro (dziesięć tysięcy euro). Z tego co zrozumiałem, to jest to kwota limitu przychodu i jeśli przedsiębiorąca przekracza ten limit to skarbówka przy podejrzeniach o przestępstwo może już blokować konto przedsiębiorcy.

Co do Chin to powiem tak. Jeśli w Chinach utworzono by coś na wzór polskiej policji skarbowej, to ta policja byłaby gnana przez przedsiębiorców tak długo, aż by z głodu nie padła.

A co się tyczy blokowania kont, to jest to możliwe wyłącznie po przeprowadzeniu śledztwa przez prokuraturę, i po rozprawie sądowej gdzie sąd podejmuje decyzje o ewentualnej blokadzie konta.
Dla zrozumienia Chin ja biorę 1.000.000 yuan (to około 500.000 PLN), w gotówce. Idę do banku i wpłacam na swoje konto tę gotówkę, nikt mnie o nic nie pyta, to moja gotówka i na tym koniec.

A co do skarbówki to miałem tutaj kontrolę skarbówki, przyszło dwóch pracowników skarbówki na kontrolę. Zaczęli sprawdzanie dokumentów, wykryli kilka drobnych nieprawidłowości, starszy pracownik przez swoją komórkę zadzwonił do biura, wyjaśnił kilka spraw na miejscu, poprawiliśmy kilka kartek. Zrobili sobie przerwę, pogadaliśmy o głupotach, pożartowali i przeszli do kontroli innego poważniejszego pakietu dokumentów. Też wykryli parę nieprawidłowości, starszy pracownik znowu zadzwonił do biura, znowu poprawiliśmy parę dokumentów, a odnośnie paru z nich powiedział, że trzeba je wymienić, ale w tym celu muszę przyjść do nich wypełnić nowe blankiety i będzie OK, umówiliśmy się od razu na termin wizyty u nich w skarbówce. Odwiedziny w skarbówce trwały niecałe 30 minut, dokumenty wymieniliśmy i OK. Nie był żadnej kary żadnej grzywny, czy coś takiego, wszystko z uśmiechem na ustach.

Co się zaś tyczy limitów, to odnośnie przedsiębiorstw na dzień dzisiejszy, o ile dobrze pamiętam, jeśli firma nie przekracza dochodu chyba 300.000 yuan (150.000 PLN) rocznie to nie wchodzi w obowiązek podatkowy, nie składa żadnych zeznań podatkowych i nie płaci żadnych podatków.

A co do osób fizycznych, jeśli dobrze pamiętam, to w Polsce jest zwolniona z podatku kwota 3.195 PLN rocznie, może coś się zmieniło, nie wiem. Natomiast w Chinach zwolnionym z podatku jest kwota 3.500 yuan miesięcznie co daje kwotę zwolnioną z podatku 42.000 yuan rocznie, co daje około 21.000 PLN zwolnionych z podatku rocznie.

Można by książki pisać jak to jest w tych Chinach, ale już nie mam czasu i po prawdzie już mi się nie chce.

POZDRAWIAM

Chińczyk Na Połowę

Źródło

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.2
Ogólna ocena: 4.2 (głosów: 5)

Dyskusja

oto mika

Chiny

Jeśli chodzi o chińskie dialekty proszę zauważyć, że od czasów Mao w Chinach istnieje powszechny obowiązek szkolny, a szkoła uczy tak w mowie jak w piśmie dialektu mandaryńskiego. Tak samo telewizja, radio. Zasięg i rola dialektów w związku z tym będzie się kurczyć.
PS Warto poprawić literówki.

oto Krzysztof M

Warto poprawić literówki.

Warto poprawić literówki.

Będę wdzięczny za konkrety. Poprawiłem, ale widocznie nie wszystko.

Pozdrawiam.

oto Krzysztof M

Co znalazłem - poprawiłem (ze

Co znalazłem - poprawiłem (ze wstydem...).

oto chłop jag

Dobrze - to jaką

umowę mają Chiny ze światowym pupilem szatana, że ten pozwala się im rozwijać na swój sposób - tołażysze?
Wniosek?
Czyżby Szatan uczynił już swoim faworytem - Chiny kosztem USA - tołażysze?

oto YUZEK

greg.jaszczurowski@wp.pl

SIE SIE!!! sam tam spędziłem prawie 2 lata (1985-1987) i nazwy Ritan Lu czy Ritan Hotel powinny być autorowi znane. Tak samo jak Friendship store i "certyfikaty" dla cudzoziemców. Mao-tai także. Palce lizać. Tianjin był portem, gdzie statki czekały tygodnie-miesiące na wejście na rozładunek. Palce lizać. Od tamtego czasu jestem wielkim fanem Chin - ich historii a Konfucjusz jednym z trzech moich idoli (+Sokrates i Budda). A ksywka "czajnik" ma dla mnie pozytywny wydźwięk.
Dla mnie problemem jest jedno-będąc inżynierem: Chiny reformowały swoją ekonomię od dojścia TengSiaoPing'a "do władzy". Wszyscy wiedzieli 'worldwide" co i jak. Notabene prawie identyczny model zastosowali Turcy. Dzisiaj zarówno "czajniki" jak i Turków - mając solidną bazę przemysłową-stać na to aby ustawiać EU, opierać się muricans (inaczej zwanych Red Necks). CO SIĘ WYDARZYŁO między Bugiem a Odrą, że nie udało się SKOPIOWAĆ tych modeli? Dzisiaj RPjakiśtamnumer jest 'państwem upadłym"!! i NIE MA ŻADNYCH szans na wyjście. A do tego te nasze "elyty' jawiące się jako totalne prymitywy. Albo totalnie skorumpowane kanalie. Wliczając w to te noszące koloratki czy jarmułki. To nie smutne. To tragiczne.
Pozdrowienia dla autora-zazdroszczę "permanent stay" in China.

oto Krzysztof M

CO SIĘ WYDARZYŁO między

CO SIĘ WYDARZYŁO między Bugiem a Odrą, że nie udało się SKOPIOWAĆ tych modeli?

Katolików się nie futruje.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.