Fakty i mity kryzysu demograficznego

Na tekst Karola Kilijanka prawdopodobnie nie zwróciłabym większej uwagi, gdyby nie fakt, że od kilku tygodni uczestniczę w dyskusji, toczącej się na kilku portalach i na Facebooku, na temat „kwestii kobiecej”. W dyskusji tej, niestety, padają prawie wyłącznie religijne i pseudo-empiryczne argumenty, brakuje w niej natomiast racjonalnego spojrzenia na rzeczywistość. Niestety, tekst Kilijanka dokładnie wpisuje się w tę właśnie manierę wielu dyskutantów przedstawiających się jako „prawicowi” i „katoliccy”. W swoim tekście posługuje się kilkoma figurami retorycznymi, które notorycznie pojawiają się w konserwatywnej publicystyce, a które zamiast wyjaśniać „zaczarowują rzeczywistość”.

Główne tezy Kilijanka są następujące: Autor wskazuje na problem kryzysu demograficznego, który jest faktem. Przedstawia i krytykuje pomysł państwa polskiego na przezwyciężenie tego kryzysu, czyli przyznawanie zasiłków na dziecko. Kilijanek uważa, że przyczyną obniżającej się dzietności nie są problemy materialne ludności, lecz kwestie duchowe. Jego zdaniem, problem demograficzny może zostać rozwiązany poprzez odnowienie duchowe, dzięki któremu „skromne, ciche i czyste” kobiety zaczną rodzić więcej dzieci.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej jego tezom. Kilijanek słusznie wskazuje, że wzrost dobrobytu nie idzie w parze ze wzrostem dzietności, tylko dokładnie odwrotnie – obniża ją. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje w „ideologii, która zamyka łona”, czyli w szalejącym materializmie, wygodnictwie i indywidualizmie. Ta „panująca ideologia ubezpładnia Polki”.

I dalej: „Zaczęło się od upadku ducha i tylko na jego podniesieniu może się to zakończyć. Nawet mając w perspektywie pomoc finansową, małżeństwo nie zdecyduje się na kolejne dzieci, bo to nie jest modne, bo to przeszkadza w tzw. spełnieniu się, bo kobieta stanie się kurą domową” (na marginesie można zadać pytanie, czy upadek ducha nie przejawia się także w upadku języka, bo czy ideologia może kogokolwiek „ubezpładniać”? (sic!)). Środkiem zaradczym ma być „siła Kościoła, wycofanie się państwa ze sfery rodzinnej i powrót do wartości chrześcijańskich w życiu społecznym”, „silna rodzina pod władzą ojca, z którego należy zdjąć chomąto podatkowe” oraz „skromna, cicha i czysta kobieta, która zobaczy, że jej wartość to nie obnażone przesadnym dekoltem piersi i powabny makijaż, ale wianuszek dzieci dookoła jej nóg”.

Kilijanek bez wątpienia rysuje uproszczony, wręcz sprymitywizowany obraz współczesnego społeczeństwa. Posiadam w kręgu swoich znajomych wiele bezdzietnych kobiet i żadna z nich ani nie afiszuje się „przesadnym dekoltem”, ani nie charakteryzuje się szczególnie wybujałym materializmem. Przyczyny bezdzietności leżą dużo głębiej – dostrzeżenie ich oraz zrozumienie i zanalizowanie wymaga jednak kierowania się motywacjami poznawczymi, a te, niestety, są z zasady zbyt słabo rozwinięte u osób posiadających silne motywacje ideologiczne (motywacje ideologiczne w znaczeniu socjocybernetycznym obejmują także motywacje religijne).

Na pewno zgadzam się z tezą Autora w tej części, która mówi, że problemów demograficznych nie można sprowadzić do kwestii energetycznych (w pojęciu socjocybernetycznym), czyli finansowych. Nie zgadzam się jednakże z tezą zakładającą, że problem leży wyłącznie na płaszczyźnie duchowej (informacyjnej). Błąd ten popełnia wielu konserwatystów nierozumiejących istoty zjawiska modernizacji ekonomicznej, technicznej i społecznej, która dokonała się w ostatnich stuleciach. Kijanek nie jest tu żadnym wyjątkiem – jego niezrozumienie współczesnego świata nie jest więc niczym wyjątkowym.

Zacznijmy od przypomnienia, że już Malthus dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że postęp techniczny, ekonomiczny i społeczny prowadzi do ograniczenia dzietności. Malthus wskazał, że warstwy bardziej „ucywilizowane” rozmnażają się wolniej od warstw niższych, co stanowi poważny problem dla zapewnienia ciągłego postępu społecznego. A ponieważ był zwolennikiem takiego postępu, proponował, aby poprzez środki eugeniczne ograniczać dzietność warstw niższych. Jak wiemy z historii, jego teorie znalazły licznych zwolenników, i ciągle znajdują.

Kilijanek przyjmuje w punkcie wyjścia dokładnie to samo założenie co Malthus, ale oczywiście proponuje diametralnie inne rozwiązania. Ponieważ postęp społeczny sprowadza wyłącznie do rozbuchanego hedonizmu, środkiem zaradczym ma być zmiana wartości duchowych.

Paradoks polega jednak na tym, że wzrost ilości ludzi ściśle zależy od tegoż właśnie postępu. Wszyscy dobrze wiemy, że 6 miliardów ludzi nie dałoby się wyżywić w ramach struktur gospodarczych z epoki kamienia łupanego lub średniowiecznego społeczeństwa agrarnego. A teraz się da i, moim zdaniem, wbrew współczesnemu maltuzjanizmowi, można wyżywić jeszcze dużo więcej ludzi.

Rzecz jednak w tym, że nowoczesna struktura gospodarcza ściśle powiązana jest nie tylko z rozwojem techniki, ale także i stosunków społecznych. Patriarchalne, hierarchiczne, homogeniczne i statyczne struktury społeczne, które są tak bliskie sercu Karola Kilijanka, były ściśle związane z energetycznym metabolizmem średniowiecznych społeczeństw agrarnych. Biologiczne przetrwanie ludzi zależało od efektywnego wykorzystania ziemi, co wymuszało taką a nie inną organizację społeczną. Postęp, który dokonał się w nowożytności, w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, że człowiek nauczył się pozyskiwać i odpowiednio wykorzystywać nowe źródła energii, co nie tylko służy jego przetrwaniu biologicznemu (energia jałowa i robocza), ale także wyzwoliło ogromne pokłady energii swobodnej, którą może wykorzystywać w różnoraki sposób. I to właśnie ta wyzwolona energia swobodna jest tym, czego współczesny człowiek za żadne skarby nie odda. I oczywiście, wiele osób używa jej na hedonistyczną konsumpcję, ale równie wiele osób rozwija swoje talenty, szuka dostępu do wiedzy, angażuje się społecznie itd.

Zwiększenie indywidualnych zasobów energii swobodnej umożliwia każdemu rozwój „wyższych części duszy” – jedni z tego korzystają lepiej, inni gorzej, ale prawie każdy w naszym kręgu cywilizacyjnym ma większe możliwości np. studiowania filozofii i teologii, niż w tzw. krajach trzeciego świata. Zwiększanie się indywidualnych zasobów energii swobodnej budzi w ludziach „wyższe aspiracje”, co oczywiście przekłada się także na „kulturę rozrodczości”: przestaje ona podlegać wyłącznie czystej biologii, lecz staje się częścią kultury. Jednym słowem: coś za coś.

Czy należy jednak ludzi oskarżać o to, że chcą być istotami bardziej świadomymi i chcą mieć więcej kontroli nad własnym życiem? Przecież najprostszym sposobem na zwiększenie rozrodczości byłoby wyrzucenie biologii z programów szkolnych, a najlepiej w ogóle pozostawienie ludzi w stanie analfabetyzmu i wmawianie im, że dzieci przynoszą bociany. Takie istoty człekokształtne, które nie rozumiałyby związków przyczynowo-skutkowych między stosunkiem płciowym a pojawieniem się dziecka, na pewno nie próbowałyby ograniczać swojej płodności, a co najwyżej mogłyby mordować noworodki jak to czyniono w starożytnej Grecji.

„Wiedza to władza” mawiał F. Bacon. I tak dokładnie jest. Człowiek posiada coraz większą władzę nad samym sobą i dzięki temu może się rozwijać. To samo dotyczy kobiet. Także kobiety, jako byty wolne i rozumne, pragną zwiększać swoją energię swobodną a tym samym zwiększać kontrolę nad własnym życiem. Niestety, wielu mężczyzn prezentujących się jako „katoliccy konserwatyści” chętnie korzysta z dobrodziejstw postępu (nie słyszę pośród nich żadnych głosów postulujących przywrócenie pańszczyzny czy masowego powrotu na rolę), nie chce ich jednak przyznać kobietom.

Wyemancypowany chłop pańszczyźniany, który zrzucił z siebie jarzmo pługa, chce intensywnie korzystać ze swojej energii swobodnej, i to na koszt kobiety, której energią swobodną chce dysponować on sam! A jeśli ona stawia mu opór, to obarcza się ją moralną odpowiedzialnością za wymieranie gatunku. Jakie to perfidne – zajadła feministka rzekłaby: jakie to męskie…

Niestety, większość katolickich antyfeministów nie chce dostrzec, że zdecydowana większość kobiet chce kontrolować swoją rozrodczość nie po to, by cały dzień leżeć na sofie i oglądać swoje paznokcie, tylko dlatego, że chce korzystać ze swojej energii swobodnej na dokładnie tych samych zasadach, co mężczyźni. Część z nich – dokładnie tak jak mężczyźni – spożytkuje swoją energię swobodną na rozrywkę, część na działalność społeczną, ale część będzie rozwijać „wyższe części swojej duszy”.

Tak, kobiety nie chcą utonąć w pieluchach, tylko jako osoby wolne i rozumne chcą poznawać i zmieniać świat. A tę właśnie chęć wy mężczyźni świetnie rozumiecie, nieprawdaż?

Jeśli więc mężczyźni chcą, aby kobiety mogły zgodnie ze swoją ludzką naturą rozwijać wszystko to, co także u siebie chcą rozwijać oni sami, niech się zastanowią nad stworzeniem takiej nowoczesnej „kultury rozrodczości”, która pozwoli kobietom w równy sposób korzystać ze swojej energii swobodnej. Jak na razie nie widzę nawet zaczątków takiego myślenia u wielu przedstawicieli płci rzekomo bardziej racjonalnej, co świadczy o faktycznej dominacji u tych osobników motywacji witalnych (pozycji w stadzie, pozycji dla stada) albo ideologicznych (religijnych), a nie poznawczych.

Aby uniknąć możliwych nieporozumień pragnę podkreślić, że rozwój nauki i techniki zmusza nas do refleksji na temat moralnych aspektów ich zastosowania. W kontekście kwestii demograficznej dotyczy to między innymi problemu antykoncepcji. Kościół odrzuca antykoncepcję „sztuczną”, zezwalając na stosowanie tzw. naturalnych metod planowania rodziny. Istnieje jednak grupa radykalnych katolików, która odrzuca stosowanie nawet tych ostatnich metod, uznając, że jakakolwiek kontrola swojej rozrodczości jest już grzechem. Ich zdaniem, grzechem jest stosunek płciowy, którego celem nie jest spłodzenie dziecka.

Jeśli więc małżonkowie podejmują współżycie mając pełną świadomość tego, że odbywa się ono w czasie tzw. dni niepłodnych, grzeszą. Nie zamierzam wnikać w teologiczne spory na temat tego, czy aktualne stanowisko Kościoła w tej sprawie jest spójne czy nie.

Podsumowując, chciałabym zwrócić uwagę, że zarówno wielu przedstawicieli hierarchii kościelnej, jak i wielu wiernych, jak np. Karol Kilijanek, nie wykazuje zbyt dużego zainteresowania pytaniem o miejsce postępu technicznego, naukowego, społecznego i ekonomicznego w Bożym dziele stworzenia. Tym samym nie zadają sobie pytania o przełożenie tegoż postępu na kwestię relacji między przedstawicielami obydwu płci. Tak długo jak będą posługiwać się anachronicznymi stereotypami dotyczącymi ról społecznych, nie będą w stanie wywierać skutecznego wpływu na kształt tegoż postępu.

- - -
Polemika z tekstem Karola Kilijanka pt. „Błędne założenia, błędne wnioski: tzw. polityka prorodzinna”

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
2.8
Ogólna ocena: 2.8 (głosów: 5)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dubitacjusz

Lewicowy feminizm w natarciu

Korzystanie z "energii swobodnej" dla siebie, zamiast poświęcanie jej rodzinie, to właśnie współczesny egocentryzm, nastawienie na własną przyjemność i samorealizację.

Feminizm oznacza właśnie to, że kobiety chcą się realizować tak samo jak mężczyzni.

Obserwacje Autorki z gatunku byt określa świadomość są ciekawe, ale najważniejszą techniczną przyczyną kryzysu demograficznej jest antykoncepcja. Kobiety mogą kontrolować swoją płodność, wcześniej czerpanie przyjemności seksualnej niosło konsekwencje w postaci zajścia w ciążę. Dopiero w dalszej kolejności jest aborcja, jako rozwiązanie "wpadki".

oto Ireneusz

Uproszczenia fałszujące

Feminizm oznacza właśnie to, że kobiety chcą się realizować tak samo jak mężczyzni.

A jak to się chcą realizować mężczyźni? Leitmotive mężczyzny jest lenistwo, a jedynie wpływ testosteronu wywołuje rywalizację. Więc co? Kobiety chcą się lenić czy rywalizować?

ale najważniejszą techniczną przyczyną kryzysu demograficznej jest antykoncepcja.

Owszem, zatrzymuje całą olbrzymią ilość nieświadomych wpadek. Ale aby sugerować, że wpadki to dobre macierzyństwo, no raczej bym tak daleko nie szedł.
Moim zdaniem świadome macierzyństwo jest dobrem i ma pozytywny wpływ na dziecko. A więc antykoncepcja (oprócz swych poważnych negatywnych skutków psychicznych, a i fizykalnych przecież) jest dużym krokiem naprzód w postępie cywilizacji.
Problem zaś, gdy dostrzeże się przesunięcie języczka wagi w kierunku świadomego macierzyństwa, od razu zostaje naświetlony - dlaczego potencjalni rodziciele NIE CHCĄ dzisiaj powoływać do życia swych dzieci na ten świat i w te właśnie warunki.
1. Nie mają gdzie mieszkać (a pielęgniarka śodowiskowa ich obsztorcuje i jeszcze doniesie do opieki).
2. Nie przeżyją ciąży i macierzyństwa (będą zbyt dużym obciążeniem dla swych własnych rodziców, którzy też nie mają jak odkładać i akumulować kapitału)
3. Świat stał się beznadziejny, brak pracy i jakichkolwiek perspektyw na przyszłość
4. Jako rodzice będą musieli patrzeć na cierpienia i demoralizację swych dzieci

Dziś tak naprawdę na dzieci decydują się tylko:
1. Bogaci - nie wiedzą co to problem, dzieci przejmą ich biznesy w przyszłości
2. Egoiści - potrzebują dzieci do sprzątania, zakupów, przełączania kanałów w telewizorze oraz do opieki nad sobą na starość
3. Manipulanci - muszą na kimś trenować coraz to nowsze techniki manipulacyjne.

Tak siedzę i myślę, że standardowo każdy nie zatrzyma się, nie pomyśli, a jedynie powtarza slogany z lektur ogólnie dostępnych - demogagii i którejś tam encyklopedii.

oto Tomek-Kolejarz

O nieostrożnym powtarzaniu wrogiej propagandy

1. Nie mają gdzie mieszkać (a pielęgniarka śodowiskowa ich obsztorcuje i jeszcze doniesie do opieki).
2. Nie przeżyją ciąży i macierzyństwa (będą zbyt dużym obciążeniem dla swych własnych rodziców, którzy też nie mają jak odkładać i akumulować kapitału)
3. Świat stał się beznadziejny, brak pracy i jakichkolwiek perspektyw na przyszłość
4. Jako rodzice będą musieli patrzeć na cierpienia i demoralizację swych dzieci

Nie wiem, czy Szanowny jest świadomy, ale przynajmniej dwa pierwsze użyte przez Pana argumenty pochodzą wprost z propagandy niemieckich władz okupacyjnych z okresu II wojny.

Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki. Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie itp.

Powyższy cytat pochodzi z wykładu docenta socjocybernetyki J.Kosseckiego poniżej link:

Na stronie

można pod hasłem demografia zapoznać się z dokumentami,na jakie docent powołuje się w wykładzie, a są to:

"Memoriał Wetzla i Hechta" oraz "Zeszyty Oświęcimskie nr 2" zawierające reprodukcję dokumentów do sprawy SS-Brigadenuhrera Carla Clauberga. Celem wyjaśnienia podaję, że:

1. Dr E. Wetzl był radcą Sądu Okręgowego oraz kierownikiem Centrali Doradczej Urzędu d/s Rasowo-Politycznych w III Rzeszy,
2. Dr J. Hecht był referentem naukowym, kierownika oddziału dla "Volksdeutschów" i mniejszości w tym samym urzędzie.
3. Carl Clauberg z zawodu ginekolog był zbrodniarzem wojennym - ochotnikiem, który sam zgłosił się do H. Himmlera i prowadził "doświadczenia" w zakresie sterylizacji w obozach koncentracyjnych.

Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności. Należy również propagować dobrowolną sterylizację. (...) Należy pamiętać również o tym, że stłoczenie mas ludzkich w miastach fabrycznych jest niewątpliwie najodpowiedniejszym środkiem ograniczenia rozmnażania się ludności.

Powyższy cytat pochodzi również z w/w źródeł. O zgrozo te postulaty realizowały w różnym stopniu władze PRL oraz urzeczywistniają władze III RP. Można o tym sobie obejrzeć ciekawy skąidinąd materiał:

Oczywiście jest to zasadniczo arcyciekawy wykład o cywilizacji chińskiej, ale dyskusja po wykładzie zahacza o tematykę demograficzną. Docent Kossecki i krytycznie opisuje działania władz polskich w tym zakresie i podaje bardzo ciekawy fakt, że z badań prowadzonych przez jego kolegów i koleżanki - socjocybernetyków jak on z Uniwersytetu w Kielcach wynika, że tak naprawdę ludzie nie chcą mieć dzieci - bo taka panuje moda.

Dziwi mnie w tym wypadku krytyka poglądów Karola Kiljianka przeprowadzona przez autorkę artykułu, będącą obok docenta Kosseckiego wykładowcą Narodowej Akademii Informacyjnej.

Z uwagi na powyższe kol. Dubitacjusz ma rację w skrytykowanym przez Szanownego komentarzu, uważając, że antykoncepcja jest techniczną przyczyną zapaści demograficznej, zresztą jedną z wielu.

A więc antykoncepcja (oprócz swych poważnych negatywnych skutków psychicznych, a i fizykalnych przecież) jest dużym krokiem naprzód w postępie cywilizacji.

Szanowny wybaczy, ale to absurdalny pogląd - jak zjawisko mające negatywne skutki psychiczne i fizyczne dla człowieka może być krokiem i do tego dużym w postępie cywilizacji?!

Dziś tak naprawdę na dzieci decydują się tylko:
1. Bogaci - nie wiedzą co to problem, dzieci przejmą ich biznesy w przyszłości
2. Egoiści - potrzebują dzieci do sprzątania, zakupów, przełączania kanałów w telewizorze oraz do opieki nad sobą na starość
3. Manipulanci - muszą na kimś trenować coraz to nowsze techniki manipulacyjne.

Naprawdę kolejna absurdalna wypowiedź. Wnioskując z niej, przypuszczam (pardon jeśli się mylę), że Szanowny dzieci nie posiada ani też nie ma doświadczeń związanych z rodzicielstwem (bo swoją drogą termin "świadome macierzyństwo" to mocne zawężenie tematu). I tak na podstawie własnych doświadczeń mogę stanowczo stwierdzić:

ad 1

Bogaty nie jestem. Utrzymuję się z pracy fizycznej. Cieszę się, bo stać mnie na opłacenie rachunków i wyjazd raz w roku na wczasy z rodziną,czyli żoną i dwójką moich pociech. Rozumując jak Szanowny podaje nie powinniśmy mieć dzieci, gdyż nie mam tej cudownej pewności, że pracy nie stracę (zresztą w życiu już tak kilka razy miałem), mieszkam w ciasnym mieszkaniu wielkiego miasta i właściwie gdybym nie miał dzieci to może bym coś odłożył np. na wymarzony dom na wsi. Notabene znam wielu lepiej sytuowanych ode mnie, którzy dzieci nie mają lub posiadają, co najwyżej jedno, twierdząc (śmiesznie to dla mnie brzmi), że ich nie stać.

Ad 2

Bardzo dziękuję za oplucie mnie, moich rodziców, dziadków etc. Rozumiem, że to egoizm, a nie chęć nauczenia odpowiedzialności, obowiązkowości i przygotowania do dorosłego życia kierowały moimi rodzicami, kiedy z moją siostrą wiele razy sprzątaliśmy mieszkanie lub robiliśmy zakupy etc. Rozumiem, że to egoizm moich dziadków powoduje, że moja mama i jej brat zajmują się nimi na starość.
Rozumiem wreszcie, że to też podły egoizm z mojej strony, iż oczekuję, że dzieci podadzą mi na starość szklankę herbaty i miskę strawy.
Argument Szanownego o przełączaniu kanałów uważam za chybiony od prawie ćwierć wieku, kiedy to rozpowszechniły się piloty do telewizorów.

Ad 3

Manipulowanie dzieckiem to żadna sztuka, która nic nie uczy. Manipulanci mącą w głowach dorosłym, co widać na każdym kroku.

Tak siedzę i myślę, że standardowo każdy nie zatrzyma się, nie pomyśli, a jedynie powtarza slogany z lektur ogólnie dostępnych - demogagii i którejś tam encyklopedii.

Bez obrazy, ale te słowa powinien Szanowny odnieść wpierw do swoich poglądów, które z uwagi na powyższe mijają się mocno z prawdą.

oto Ireneusz

Tomaszu Kolejarzu

Abstrahuję przy tym, że stosuje pan sztuczki podane jako Metody erystyczne (według Schopenhauera) - tytuł: Oto skrót sposobów nieuczciwej dyskusji (dialektyki erystycznej): i podejmuję dyskusję porządkującą:

Szanowny wie, że to techniki propagandowe stosowane przez hitlerowców, aczkolwiek są one skuteczne do dziś. I Szanowny nie stosuje propagandy, a opisuje FAKTY występujące i oceniane w czasach obecnych przez lud w wieku rozrodczym.
Szanowny też stwierdza:

A więc antykoncepcja (oprócz swych poważnych negatywnych skutków psychicznych, a i fizykalnych przecież) jest dużym krokiem naprzód w postępie cywilizacji.

Z całym błogim powyższym cytatem i zmusza Czytelnika do natężenia struny łączącej obie jego półkule.
Odnosząc się do Pańskich odpowiedzi na punkty:
ad. ad 1 - chyba to kpina, stwierdzenie o wczasach co rok? Albo o chęci odłożenia na domek na wsi? Nic tylko współczuć Szanownemu Biedakowi.
ad. ad 2 - ja decydowałem się na dzieci w czasach, gdy telewizor miał gałkę z boku z cyferkami od 1 do 12. Dzieci były konieczne dla wszystkich otyłych dziadów, smarczących w piżamę i popijających piwo. No cóż, mnie się nie udało przytyć, bo bałem się że nie włączą mi jednak tego programu, który chcę :-D
A pańska erystyczna gierka jest kosmiczna, odwołując się na plucie na dziadków i rodziców - skoro piszę O DZISIAJ! ;-))
ad. ad 3 - patrząc na te pańskie próby, rzeczywiście się raczej niektórym nie udało. Być może mieli serce, albo nie mieli synów, a same córki?

Bardzo serdecznie pozdrawiam długodarożne koleje państwowe.

oto Tomek-Kolejarz

O wpływie erystyki

Cała rzecz polega na tym, że Pan sam stosuje chwyty erystyczne i tylko dla niepoznaki oskarża innych o stosowanie jak to mnie w szkole uczono - nielojalnych forteli erystycznych. Zwykle jednak w życiu tak bywa, że najgłośniej krzyczy "łapać złodzieja", ktoś, kto sam ukradł.

Cieszy mnie bardzo, że jednak jest Pan świadom skąd i co pochodzi, jednak nie opisuje Pan faktów, a tylko powtarza komunały większości z sednem sprawy mające niewiele wspólnego.

Skoro pisze pan o DZISIAJ to podpowiem , jeśli to było niezrozumiałe, że jestem człowiekiem żyjącym DZISIAJ i właśnie hic et nunc zdecydowałem się na dzieci.

Patrząc na Pańską argumentację stwierdzam, że jest ona komiczna i współczesnej propagandzie w tym przypadku udało się dokonać jak to nazywają heglowskiego ukąszenia w myśl starej zasady stosowanej przez min. dr Goebbelsa - "kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą".

Pozdrawiam Irenejski światek!

P.S.

Podobno już niedługo moja firma ostatecznie zostanie sprywatyzowana, ale zobaczymy, bo wybory blisko.

oto Ireneusz

Zacytuję jeno, bo szkoda strzępić klawiaturę

32.Argument ostatni – ad personam: Widząc, że przeciwnik jest mocniejszy, atakować go osobiście, obrażać lub w jakikolwiek sposób porzucać prawdziwy przedmiot sporu. Rzucać inwektywami - używanie słów obraźliwych wobec przeciwnika, np: "Ty i całe twoje stronnictwo jesteście przykładami chorej ambicji, przy maleńkich móżdżkach".

oto Tomek-Kolejarz

O dobrych źródłach nauki

Szanowny raczej sam ma na sumieniu chęć postawienia na swoim i odgryzienia się za wszelką cenę adwersarzowi w dyskusji.

Imputuje mi Pan czyny, których nie popełniłem. Proszę wskazać uprzejmie cytatem, gdzie użyłem argumentum ad personam?

Trudno mi uznać Szanownego za mocniejszego przeciwnika w dyskusji, pomijając kwestie merytoryczne, to z formalnego punktu widzenia Wikipedia to raczej kiepskie źródło wiedzy, a Szanowny podpiera się Wikipedią jak kaznodzieja cytatami z Pisma Świętego. Osobiście polecam bardziej sprawdzone źródła.

Bez obrazy jest świetny podręcznik do nauki logiki praktycznej i sztuki dyskusji pt. "Logika praktyczna" prof. Zygmunta Ziembińskiego. Jest od lat używany nie tylko na kierunku prawo. Gorąco polecam!

oto Passerby

Autorka w dużym stopniu ma rację

Macierzyństwo i ojcostwo musi być świadomie wybieraną wartością a nie wynikiem wpadki czy zagonienia kogoś do pieluch. Tylko że ta wartość była przez wiele lat negowana a nawet wyśmiewana. Bycie byle biurwą albo nawet najgłupsze studia uważane było za bardziej "postępowe" i "nowoczesne" i "wartościowe" dla kobiety niż wychowanie dzieci. Jeszcze jedno dziecko te postępowe koła mogły wybaczyć ale dwoje a nie daj Boże troje ? Toż to patologia i ciemnogród. Macierzyństwo i ojcostwo nie było dostatecznie doceniane społecznie i nie chodzi tylko o kwestie materialne.

oto Ireneusz

Robotyzacja człowieka

Dziś człowiek patrzy w TV, zrobotyzował się kompletnie. Podają w reklamie - połknij tabletkę na sranie - połyka. Połknij na srania zatrzymanie - połyka.
I nie idzie kupić leku bez recepty. O nie!. Idzie do lekarza, aby mu ją wypisał "darmowo"...
Każdy człowiek (czy to kobieta, czy to mężczyzna) ma wbudowane w swą naturę przekazanie genów i odświeżenie swej rasy. Postawienie domu, zasadzenie drzewa oraz posiadanie syna - to są zasady niezniszczalne. Córeczka w rękach, to rzecz nie do opowiedzenia.
Więc, bardzo proszę, nie pieprzmy bez sensu w ten deseń:

Bycie byle biurwą albo nawet najgłupsze studia uważane było za bardziej "postępowe" i "nowoczesne" i "wartościowe" dla kobiety niż wychowanie dzieci.

To kosmiczna bzdura. Wyjatek od reguły. Rozsądek i natura zawsze wygra. Problem jest jednak w tym, że świat musi zmądrzeć. A demagodzy prawicy i lewicy - niech wreszcie zamilkną :-))

oto Ireneusz

2:6. Cóż za porządny wynik?!

Jeśli nie będziesz nauczał kogoś, kto na to zasługuje, zgubisz człowieka. Jeśli nauczasz kogoś, kto na to nie zasługuje, trwonisz tylko swą wiedzę.

Konfucjusz

oto Stopio

1.To prawda ( wciąż tak jest

1.To prawda ( wciąż tak jest ), i w tym sensie autor krytykowany przez Panią ma rację : zwraca uwagę też na to, co w głowie i duszy, a nie tylko w kieszeni. Skoro są miejsca , gdzie dzietność kwitnie mimo biedy, oraz również takie, gdzie dobrobyt nie przeszkadza w rozmnażaniu...
2. co prawda, kiedy ktoś się anonsuje jako " ekspert katolicki", można podziewać się tendencyjności, ale... jeszcze bardziej tam, gdzie w nadmiarze pojawiają się słowa : patriarchaty, opresje, katolickie antyfeminizmy ! O.Wilde twierdził, że prawda jest kwestią formy; można pisać o zagonieniu do garów, albo budowaniu rodziny i organizowaniu ram jej istnienia. Zawsze mnie ciekawi, czemu feministki jojczą , że pranie skarpet ukochanemu mężczyźnie jest be, a parzenie herbatki obcemu szefowi w firmie uważają za cool...?
3. Pan D. zwraca uwagę na antykoncepcję jako " techniczną przyczynę" . Zgoda , jeśli dodamy, że to jednak bardziej Narzędzie ; ważniejsze IMHO jest pytanie : CO sprawia, że tak ochoczo zeń korzystamy ! Czyli jednak : to co w głowach/duszy ...
4. jest jeszcze bardzo ważna kwestia : realizacja instynktu macierzyńskiego wymaga jedynie 1-2 dzieci, więcej to , powiedzmy pewne ( wspaniałe ) widzimisię . Ja trochę żałuję , że mam tylko dwójkę..
Kiedyś było inaczej . Czemu ? Bo , po pierwsze kiedy dorosłości dożywało 1-2 na 10 urodzonych bez sensu było ograniczać szanse przekazania genów i braku Opieki Na Starość !
( wiem, powiecie że gadam Korwinem, ale wielu mówiło o tym przed nim i po nim, on jedynie głośno krzyczy).
Dziś dorosłości, ba, wieku produkcyjnego, a nawet starości dożywa prawie każde potomstwo- nie trzeba się aż tak starać . Po drugie: zabezpieczenie na starość jest łatwiejsze, bo wskutek wzrostu dobrobytu łatwiej odłożyć , zainwestować , wykupić polisę , a co najważniejsze PODświadomie działa poczucie bezpieczeństwa wdrukowane przez ten socjalny koszmarek, czyli system państwowych emerytur.
To wszystko razem, na czele z - upieram się - ZUSem ( a ogólnie z welfare state ) powoduje, że nie tylko nie musimy mieć wiele dzieci, ale też możemy je mieć ...później !
Nie wyliczam tych rzeczy ZAMIAST innych powodów , dokładam tylko kolejne , niesłusznie ignorowane.
co sądzicie ?

oto Dubitacjusz

Dobrze sądzę o ZAMIAST

W przypadku zjawisk społecznych (w tym politycznych, gospodarczych) nie można patrzeć jeden skutek - jedna przyczyna.
Zwykle skutek powstaje w następstwie wielu przyczyn.
Z kolei jedna przyczyna powoduje różnorakie skutki.

Byt i świadomość są ze sobą związane. Tak naprawdę nie wiemy, ile kobiet w średniowieczu chciałoby rodzić tyle dzieci, gdyby miały współczesną antykoncepcję. Tym bardziej, że ciąża poród często kończył się śmiercią kobiety.

Tak na marginesie, brak kontroli nad własną płodnością i własnym zdrowiem musiał skutkować większą religijnością. Więcej zależało od Opatrzności.

oto pioszo54

czy Autorka wierzy w teorię

czy Autorka wierzy w teorię ewolucji (tzn. właściwie w przyczynowość, w jutro determinowane przez dziś)?
Jeśli tak, to na zaprezentowany sposób wykorzystania czasu wolnego (ach ta magia nowych słów i określeń) można popatrzeć, jak na stres ewolucyjny, czyli, prosto mówiąc - kto przeżyje, ten żyć będzie.

oto mąż baby jagi

Tzw. swobodna energia - coby to miało nie znaczyć - towarzyszy

człowiekowi od zawsze. Zmienia się tylko jej wykorzystanie i zakres obejmujący coraz większe rzesze ludzi. Z chwilą odejścia człowieka od Boga - gdzie umownym punktem zwrotnym była tzw. antyfrancuska rewolucja - tzw. swobodną energią zawiaduje Szatan - tołażysze.
Wniosek?
Szanowna Autorka nie raczyła wspomnieć o wymyślanych codziennie nowych sposobach depopulacji - gdzie jednym z nich jest nawet - zakaz stosowania przysłowiowego klapsa - tołażysze.
Słowem - nasza cywilizacja została wykolejona przez antyfrancuską rewolucję - natomiast demografia jest tylko jednym z wielu zagrożeń - tołażysze.

oto Stopio

Nie zapominajmy o niedawnych

Nie zapominajmy o niedawnych badaniach, szeroko gdzieniegdzie komentowanych, które pokazały, że kobiety mają wyrażną skłonność do naśladowania równiez w swych " zachowaniach prokreacyjnych " kobiet ( sąsiadek , osób znanych itp ) ze sfer powiedzmy nieco wyzszych, czyli tych, do których aspirują.

oto Jan Saski

Niestety, ale zwycieza ci zacofani, biedni i religijni kolorowi

Tak sie sklada, ze w przyrodzie zwyciezaja gatunki lepiej przystosowane do zmienajacych sie warunkow otoczenia oraz te, ktore cechuje wieksza rozrodczosc. Paradoksem jest, ze ludnosc krajow rozwinietych, bardziej zamozna, wyksztalcona i o wiekszej swiadomosci sama gotuje sobie zaglade w przyszlosci. W krajach rozwinietych panuje zapasc demograficzna i stopniowo beda one stawac sie panstwami emerytow.

Niestety, ale zwyciezcami bedzie biedna, nieuswiadomiona, zacofana i religijna kolorowa populacja,
ktora zastapi nas wyksztalconych, zamoznych, swiadomych, nie-ksenofobicznych, nie-antysemickich,
tolerancyjnych, pro-feministycznych przedstawicieli bialej cywilizacji,

Chociaz, nalezaloby wziac poprawke na tradycyjnych, religijnych, wielodzietnych, wyksztalconych i bogatych Chasydow, u ktorych kobiety sa maszynkami do rodzenia dzieci. Oni na pewna przetrwaja i beda stanowic elity w tym nowym swiecie.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.