"I co dalej..."

W ramach celebracji tak zacnego Święta pozwalam sobie na publikacje opowiadania z mojego najnowszego zbioru zatytułowanego "Masz 30 nieprzeczytanych wiadomości". Spieszę z dumą nadmienić, iż powyższy zbiór wieńczy recenzja Pana Grzegorza Brauna. Mniemam, że poznacie Państwo bohaterów opowiadania choć wypada mi uczynić przypis o "niezamierzonych skojarzeniach wszelkich podobieństw z rzeczywistymi postaciami" {bla,bla,bla). Zyczę miłej lekturki, uśmiechu i odrobiny refleksji.

Leszek Posłuszny


* * *

Przetarł szkła modnych okularów, pochylając się w kierunku sąsiada siedzącego po jego prawej stronie.

- I jak ci się podoba, Mariusz? – zapytał, przysłaniając mikrofon.

- No, fajno jest – odpowiedział pytany, rozglądając się po wypełnionej do ostatniego miejsca sali. - A Maryśce też pasi? – obydwaj panowie, jak na komendę, spojrzeli na trzeciego prelegenta, którym była nikczemnych rozmiarów, pomarszczona niewiasta.

Jej niewielka głowa wyglądała, jak gniazdo osadzone na wyschniętym drzewie, które resztkami soków starało się utrzymać suche konary przy wymierającym pniu. Pomimo widocznych śladów po licznych zabiegach najznamienitszych dendrologów, jej żuchwa lekko opadała, nie mogąc utrzymać pełnego powagi szczękościsku. Wzrok miała zamglony papierosowym oparem. Z całością zmurszałej rzeczywistości jaskrawo kontrastował strój. Ostro pomarańczowa, krótka sukienka i czółenka na szpilkach bezowocnie próbowały zamordować wrażenie objawienia światu niedawno wykopanej sensacji archeologicznej. Ta niewielka istota, dla religijnych obserwatorów, mogłaby stanowić niezaprzeczalny dowód nieuchronności zmartwychwstania. Dla ateistów natomiast sodomiczną wizję seksualnej orgii u Aloisa Alzheimera.

- Zatem pragnę państwu przedstawić moich przyjaciół – dobiegł wzmocniony przez mikrofon głos okularnika. – Nasza ukochana gwiazda, pani Maria Fistaszek. Nasz nieoceniony mocarz, pan Mariusz Kichałczewski. No i moja nieskromna osoba. A ja nazywam się Buba Kosobudzki.

Rozległy się brawa na widowni, której trzon stanowili ludzie młodzi. Pierwsze rzędy raziły zgrabnymi kolanami skąpo odzianych małolatek, nienaturalnie uradowanych widokiem gwiazdozbioru. Kolejne zaś proporcjonalnie dorastały, zwieńczając koronę auli rzędem ludzi pamiętających drewniane krzesełka w tramwajach.

Prelegent w błyskotliwy sposób snuł hymny pochwalne na temat współtowarzyszy, podczas gdy oni, lekko zarumienieni, próbowali dostosować mimikę do tak bohaterskich życiorysów.

Wyraz twarzy Mariusza wskazywał na nadludzki wysiłek, próbując nadążyć za ustaleniem polskiego znaczenia przemowy okularnika. Jego źrenice nerwowo orbitowały w poszukiwaniu pozostałych przy życiu zwojów mózgowych. Centralnie nabrzmiałe czoło malowało oblicze wkurzonego Dżingis Chana, który po zwycięskich podbojach wrócił do macierzy. I tylko Mariusz wiedział, o ile łatwiej być gwiazdą w rodzimej wiosce, niż parobkiem na dworze Hohenzollernów.

- A teraz, jeśli macie państwo do nas pytania, to proszę się nie krępować – ze swadą zakończył preludium Kosobudzki.

- Czy ma pan aktualnie ukochaną? – wykrzyknęła młodziutka dziewczyna z pierwszego rzędu.

- Oczywiście, ale musimy się ukrywać, bo sami rozumiecie… ustawa o przeciwdziałaniu pedofilii.

Gromki śmiech wydobył się z gardeł grupy podlotków i towarzyszących im „Kenów”.

- A czy kiedyś pan się ożeni? – kolejna dzierlatka wyrecytowała pytanie, opatrując je tęsknym spojrzeniem.

- Ma się rozumieć - szybko odparował okularnik. - Zaraz po powrocie z Radomia – dodał.

- A kiedy pan jedzie? – dopytywała zainteresowana.

- Nie wybieram się.

Spodziewana salwa śmiechu nie nadeszła, rozbawiając tylko nielicznych. Dziewczyna rozglądała się wokół, w poszukiwaniu wyjaśnienia niezrozumiałej riposty.

- Niedawno, w programie talent szoł jurorzy wyśmiali młodego człowieka, który zaprezentował polską pieśń legionową. Co pan o tym sądzi? – wstając, zapytał dwudziestokilkuletni chłopak.

- I dobrze zrobili, bo w tych czasach, to po prostu kicha. Jesteśmy jedną Europą i nie potrzeba nam zaściankowych bohaterów i ich łzawych historii. Potrzeba nam wielojęzycznej i ponadnarodowej armii młodych ludzi, a nie martwych szwadronów.

- A co z historią? Co z tradycją? Co wreszcie z dumą narodową Polaków?

- Jaką dumą Polaków? Co my sami stanowimy na tym świecie? Jesteśmy narodem nygusów i obiboków. Nasza służalcza i zawistna mentalność jest nam przypisana. Zaraz po narodzinach, każdy Polak rozgląda się po sali, czy czegoś by tu nie skubnąć. A jak już nabroi, to biegiem pędzi wyspowiadać się ze swoich uczynków i ….

- Pierdolisz - przerwał chłopak, siadając na swoim miejscu.

Kosobudzki rozejrzał się ze zdziwieniem, zatrzymując swój wzmocniony okularami wzrok na Mariuszu.

- No, może trochę kultury – odezwał się siłacz, odpowiadając na wymuszoną potrzebę reakcji. - My Polacy musimy umieć rozmawiać na wszystkie tematy.

- My Polacy, tak! – wykrzyknął ktoś z głębi sali.

Mariusz spojrzał teraz na Bubę, wyrażając miną konieczność wsparcia.

- No właśnie. Może ktoś jeszcze ma pytania do nas – zareagował główny prelegent. – O, może dziewczyna z trzeciego rzędu – dodał, dostrzegając uniesioną w górę rękę urodziwej nastolatki.

Dziewczyna wstała, mierząc pogardliwie nieustalone tylnie rzędy.

- Mam pytanie do naszej kochanej pani Marysi – zaczęła przymilnie. – Czy jeśli ktoś nie czuje się dobrze w roli matki, to czy aborcja powinna rodzić w nim jakieś dziwne wyrzuty sumienia?

Zdrewniały autorytet poruszył się nieznacznie, próbując przyozdobić swoje oblicze w myślicielski sztych.

- Moim zdaniem – zaczęła – każda kobieta sama wybiera swoje przeznaczenie. Jeśli uważa, że nie chce bachorów, to ich nie rodzi. A jeśli zaliczy wpadkę, to ma pełne prawo się wyskrobać.

Huczne brawa rozradowanych panienek przerwały na chwilę jej perorę.

- Ja sama parę razy się wyskrobałam i nie mam żadnych nękających mnie emocji – kontynuowała. – Dlatego wszystkim wam radzę, bądźcie samodzielni w decyzjach. Jesteśmy na tym świecie tylko przez chwilę, więc bawmy się i gońmy za szczęściem.

Znowu oklaski poprzedniego elektoratu.

- No właśnie! – wtrącił się rozochocony Mariusz, dostrzegając aprobatę widowni. – Walczmy o szczęście. Kochajmy ludzi. Ja kocham wszystkich. Białych, czarnych. Homo, hetero. Kobiety, facetów po prostu wszystkich.

- I co z tego? – odezwał się ktoś z głębi sali.

- Noooo. To znaczy, że tego. Noo, że ludzi trzeba kochać i szanować bez względu na wszystko.

- No to kurwa mądre bardzo – podsumował ten sam głos.

- A dlaczego walczył pan pod obcą flagą i jeszcze śpiewał pan przed walką obcy hymn? To też z miłości do wszystkich? – wstał trzydziestolatek nie wskazany przez żadnego z gości.

- Bo takie były czasy!- wykrzyknął w odpowiedzi Mariusz, wyraźnie poirytowany. – Nie miałem innego wyjścia. Gdybyś żył w tamtych czasach….

- To bym nie śpiewał szkopskiego hymnu – przerwał mu pytający.

- Takich, jak ty powinno się lać po pyskach za szczekanie! – wybuchnął gwiazdor. – Gówno wiesz o tamtych czasach!

- Ale dużo wiem o historii, ćwoku – odparował napadnięty.

- Zaproś do walki Pinezkę, złamasie, to zobaczysz, jak ci prawdziwy Polak ryj obije! – krzyknął ktoś z widowni.

- Mariusz spokojnie. Nie daj się sprowokować – powiedział okularnik, chwytając siłacza za łokieć. - To jakaś banda kiboli i pieprzonych faszystów – dodał, przysłoniwszy mikrofon.

Aula lekko falowała z emocji. Powstały gwar nie pozwalał na prowadzenie spotkania.

- Spokój! Proszę o spokój! – starał się zapanować nad sytuacją Kosobudzki.

- Uciszcie się państwo! – wtrąciła się pani Maria, kierując słowa do mikrofonu.

- Sama się ucisz, zblazowana pindo! – dobiegł męski głos z tylnich rzędów.

- Gdybyś był moim synem, to bym cię pasem nauczyła kultury! – zdenerwowała się kobieta.

- Nie masz szans, bo swoich synów własnoręcznie zamordowałaś – szybko zripostował widz.

- Ochrona!! – wrzasnął Kosobudzki.

Na salę wbiegło czterech osiłków przyodzianych w czarne uniformy. Po kilkunastu minutach niekontrolowanej krzątaniny i przekrzykujących się wzajemnie głosów sytuacja powoli wróciła do normy. Gdy zapadła względna cisza, okularnik skierował twarz w stronę mikrofonu.

- Będziemy kończyć nasze spotkanie. Muszę jednak powiedzieć, że zawiedliście mnie bardzo. Poprosiłem moich zacnych przyjaciół o przybycie, gwarantując im wysoki poziom dyskusji. A niektórzy z was zachowali się niegodnie. Jest mi bardzo przykro – zawiesił głos wodzirej.

- Przepraszam, mam jeszcze tylko jedno pytanie – wstał starszy mężczyzna, podnosząc jednocześnie rękę.

- Proszę – odparł Kosobudzki, uwiedziony stonowaną prośbą pytającego.

- Skoro wzniosłe idee, symbole, tradycja nic już nie znaczą – spokojnym tonem zaczął siwiejący człowiek. - Skoro tak łatwo przywdziewamy szaty naszych odwiecznych nieprzyjaciół. Skoro ogłaszamy i reklamujemy agonię macierzyństwa. To co dalej?

Na rozgrzanej emocjami sali zapadła przedziwna cisza, przerwana dopiero szumem opuszczających ją ludzi.

Leszek Posłuszny

Prawnik. przedsiębiorca, pisarz. Opublikowane książki: "Pod oknem suflera" i "Masz 30 nieprzeczytanych wiadomości".

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto chłop jag

To co dalej?

To co dalej?

To pytanie można włożyć w usta skazańca, którego wprowadzono już na szafot - a ten zobaczywszy kata pyta - co dalej - tołażysze.
Wniosek?
Pupile szatna są radzi - kiedy ludzie stworzeni przez Boga uznają chaos jaki zapanował wokół za sprawą tychże pupili szatana za coś naturalnego. Taki chaos z chaosu co to niby z niego świat powstał a tymczasem chaos sam w sobie jest unicestwieniem wszystkiego co poukładane - tołażysze.

oto Niby tak

wszyscy nie kradną

czy tak naprawdę nie znał innych środowisk, zdajesz sobie sprawę że mnie i innych ciężko obrażasz.

oto JarWi

No dobra, Buba to K.

No dobra, Buba to K. Wojewódzki, Mariusz to D. Michalczewski, Pinezka to A. Szpilka, ale jakoś nie mogę rozpracować tożsamości "Marysi". Senyszyn? Szyszkowska? Proszę o pomoc. Poza tym niezły felieton, zwłaszcza że oddaje sposób myślenia i wysławiania się młodych, wykształconych itd.

oto gość

Bardzo mi przykro, że nie

Bardzo mi przykro, że nie potrafię pomóc w identyfikacji bohaterki. Pewnie nie ma pierwowzoru. A tak zupełnie na marginesie, czy może pan wie kto napisał tekst do piosenki pt. " Wyszłam za mąż, zaraz wracam". Właśnie ją wysłuchałem i chcialbym oddać cześć autorowi słów. :-)

oto JarWi

Jeśli chodzi Panu o piosenkę

Jeśli chodzi Panu o piosenkę Bemowej, to autorką tekstu jest Maria Czubaszek. Tak przynajmniej twierdzi ciocia Wiki.
https://pl.wikiquote.org/wiki/Ewa_Bem

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.