Ukraińskie cele nazizmu

Książka Michaela Kellogga „Rosyjskie źródła nazizmu” teoretycznie ma wszystkie dane, by osiągnąć sukces wydawniczy: chwytliwy tytuł, efektowną okładkę (z uformowanego w „gapę” rosyjskiego, dwugłowego orła), no i rzecz jasną akurat na czasie tezę: pogląd, że ideologia i znaczna część praktyki politycznej niemieckich narodowych-socjalistów została uformowana pod wpływem rosyjskiej „białej” emigracji, w dodatku przy dużym osobistym udziale jej przedstawicieli.

Sęk w tym jednak, że przy tak dobrych – z punktu widzenia zarówno dominującej obecnie propagandy głównonurtowej, jak i nastawienia „patriotycznych” kręgów pseudo-niezależnych – praca M. Kellogga dowodzi w istocie tylko trzech rzeczy: po pierwsze jak destrukcyjny (per saldo) wpływ na realizację rosyjskiej racji stanu miały działania i wpływy Niemców Bałtyckich. Po drugie - jak w ślepą uliczkę prowadzi rosyjski nacjonalizm, lansowany niekiedy w miejsce wielonarodowego, imperialnego etnosu ruskiego, zawsze zaś wykorzystywany przez Zachód do rozbicia i osłabienia Rosji. I po trzecie wreszcie – że tak u ideologicznych źródeł, w drodze do władzy, na czele państwa niemieckiego i wreszcie w ogniu prowadzącej do klęski wojny światowej – politykę niemiecką także, a właściwie przede wszystkim w nazistowskim wydaniu determinowała żądza posiadania zhołdowanej sobie Ukrainy. Można więc i należy pisać nie tyle o rosyjskich, co o ukraińskich źródłach i celach narodowego-socjalizmu, tej poprzedniej emanacji procesów zwanych dziś „integracją europejską”.

Cel – niemiecka Ukraina!

Niemal wszędzie tam, gdzie autor szczegółowo (i z ogromnie utrudniającą lekturę skłonnością do powtórzeń) przywołuje przykłady współpracy i wspólnoty „białej” emigracji i nazistów, wszędzie tam za Rosjan uznaje bądź to bałtyckich Niemców (na czele z Maxem von Scheubner-Richterem, a nawet... Alfredem Rosenbergiem), albo Ukraińców/Kozaków, jak ataman Iwan Połtawec-Ostrianica. Autentyczni Rosjanie, jak gen. Wasyl Biskupski czy sam wielki książę Kirył występują na kartach „Rosyjskich źródeł...” raczej jako osoby bądź to zainteresowane wykorzystaniem kontaktów z Niemcami do autentycznego wyzwolenia Rosji z rąk bolszewików, bądź wykorzystywane przez nazistów, także finansowo – do własnych celów.

Ten wątek pozostaje zresztą aktualny i ważny głównie dla tych nacjonalistów rosyjskich, którzy wiążą swą sprawę z poparciem ze strony sił zachodnich. Nigdy w przeszłości (także w przypadkach omawianych w książce) nie przyniosło to dobrych efektów ani dla Rosji, ani dla samych przyzywających na fałszywą pomoc obcych.

Wskazując na konkretne przykłady współdziałania M. Kellogg również albo wymienia wprost realizowanie celów niemieckich (także wewnętrznych), jak podczas niemieckiej interwencji w Pribałtice na rzecz Zachodniej Armii Ochotniczej Pawła Bermondta-Awałowa, albo opisuje przykład polityki ukraińskiej, nie zaś rosyjskiej Niemiec – czyli próbę zorganizowania zależnej Ukrainy Hetmańskiej podczas niemieckiej okupacji ziem wschodnich.

Podobnie zresztą rzecz się ma z końcowymi epizodami odnoszącymi się do praktyki III Rzeszy na zajętych terenach Związku Sowieckiego, a zwłaszcza teorii A. Rosenberga odnośnie docelowej organizacji tych obszarów. Autor stawia wprawdzie tezę o tak znaczącej zmianie, czy też ewolucji poglądów Adolfa Hitlera, jednak bardziej prawdopodobnym tłumaczeniem jest, że po prostu Niemcom – czarnym, brunatnym, czy granatowym w gwiazdki zawsze chodziło wyłącznie o Ukrainę, zresztą bynajmniej przecież nie dla dobra jej mieszkańców.

Dziś, gdy Niemcy odgrywają decydującą rolę w Unii Europejskiej i pozostają głównym wykonawcą zadań stawianych przez Stany Zjednoczone na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej można zauważyć, że nic się w tym zakresie nie zmieniło od czasów generała Ericha von Ludendorffa i A. Hitlera, zgodnie z tezą postawioną przez A. Rosenberga w „Przyszłej drodze niemieckiej polityki zagranicznej”. W myśl poglądów głównego ideologa NSDAP, cytowanych przez M. Kellogga

„sojusz pomiędzy Kijowem a Berlinem oraz utworzenie wspólnej granicy” stanowi „volkistowską i państwową potrzebę przyszłej polityki Niemiec” i.

Tak właśnie ewoluowała w przypadku nazizmu dawna, wywodząca się z tradycyjnej niemieckiej i rosyjskiej geopolityki skłonność do budowania współpracy kontynentalnej, wg wskazań wyłożonych jeszcze przez O. von Bismarcka. W praktyce (zwłaszcza w praktyce okupacji niemieckiej w ZSSR) wiązało się to z narastającym pseudo-uniwersalizmem czy wręcz mesjanizmem objawianym przez Niemców, co zresztą również formalnie przypomina dzisiejszą propagandę i ideologię wdrażaną na Wschodzie, tyle że z „demokratyczną”, „prawo-człowieczą” i „antyimperialistyczną” treścią.

Schopenhauer, Żydzi i Polacy

Oczywiście pomijając to podstawowe przecież „nieporozumienie”, czyli pomylenie (?) sprawy rosyjskiej z ukraińską – praca M. Kellogga przynosi trochę słabiej znanych polskiemu zwłaszcza czytelnikowi informacji na temat wczesnego kształtowania się niemieckiego volkizmu (z uwypukleniem niedocenianego w Polsce wpływu filozofii Artura Schopenhauera na nazim, silniejszego znacznie niż w przypadku tak często przywoływanego Fryderyka Nietzsche), czy też dość pobieżnie potraktowanej rosyjskiej przedrewolucyjnej prawicy.

Wątek ten służy autorowi rzecz jasna do eksponowania tezy o zaszczepieniu Niemcom radykalnego antysemityzmu przez imigrantów z Rosji, dodatkowo doświadczonych przez rewolucję bolszewicką. Niezależnie jednak od przywoływanej wielokrotnie wymiany myśli między oboma środowiskami – trudno jednak nie zauważyć, że koincydencja postaw anty-żydowskich przeważnie związana była z indywidualnymi doświadczeniami poszczególnych nacji z samymi Żydami, żadne zapożyczenia w tym zakresie nie były więc w istocie niezbędne.

Polskiego czytelnika mogą też zainteresować cytowane tu i ówdzie jako źródło meldunki naszej przedwojennej „Dwójki”, a także nadzieje, jakie w kręgach „Białych” wywoływały pogłoski o możliwej nowej interwencji w Rosji, pod kierunkiem francuskim, a przy udziale m.in. Polski, rozsiewane w 1923 r. Fakt, że Polakami straszono z Zachodu bolszewików rzuca dodatkowe światło na ich stosunek tak do II RP, jak zwłaszcza do Polaków pozostawionych w okresie międzywojennym w granicach państwa sowieckiego.

Mniej z książki M. Kellogga dowiedzieć się można o samej „białej” emigracji, autor bowiem skupiając się tylko na jednej jej, w dodatku bardzo specyficznej odnodze, czyli Organizacji Aufbau często mocno upraszcza, a nawet dopasowuje złożoność podziałów wśród „Białych” do z góry przyjętej tezy o sprawczej mocy „Rosjan” (takich jak M. v. Scheubner-Richter, poległy w puczu monachijskiej) w stosunku do nazizmu.

Mimo tych ewidentnych usterek i trudnej w odbiorze formy permanentnych powtórzeń – książka jako pewne novum warta jest lektury, choć jak widać – nader krytycznej. A najlepiej – prowadzącej do nie tylko historyczno-ideowych wniosków.

Michael Kellogg, „Rosyjskie źródła nazizmu”, Poznań 2015 r., str. 452
- - -
i M. Kellogg, „Rosyjskie źródła nazizmu”, Poznań 2015, str. 383

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor...

na ile punktów oceniasz artykuł?: 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Tematy: 

Dyskusja

oto chłop jag

Michael Kellogg, „Rosyjskie

Michael Kellogg, „Rosyjskie źródła nazizmu”, Poznań 2015 r., str. 452

Czy aby rzeczone źródła nazizmu - to coś w rodzaju "polskich obozów koncentracyjnych" - tołażysze?
Wniosek?
Tak naprawdę to mamy do czynienia z wybielaniem Niemców i grillowaniem Rosjan na jednym ogniu - tołażysze.

oto Dubitacjusz

Książki nie czytałem, ale się wypowiem nt. wniosków red. Rękasa

Trudno nie zauważyć sprzeczności w

po pierwsze jak destrukcyjny (per saldo) wpływ na realizację rosyjskiej racji stanu miały działania i wpływy Niemców Bałtyckich. Po drugie - jak w ślepą uliczkę prowadzi rosyjski nacjonalizm, lansowany niekiedy w miejsce wielonarodowego, imperialnego etnosu ruskiego, zawsze zaś wykorzystywany przez Zachód do rozbicia i osłabienia Rosji.

Gdyby w Rosji carskiej był silniejszy nacjonalizm rosyjski, to Niemcy bałtyccy nie mogliby uzyskać takich wpływów.

Co do imperialnego rosyjskiego superetnosu, to należy zastanowić, co się stanie, gdy muzułmanie przeważą demograficznie chrześcijan (Rosjan-Słowian). Obecnie Kadyrow musi być posłuszny Putinowi, ale w przyszłości to prawosławny "nowy Putin" może być sługą islamskiego "nowego Kadyrowa". Z punktu widzenia teorii heartlandów i rimlandów prawosławny car, czy mongolski chan jest niewielką różnicą, ale ludzi szkoda.

oto Konrad Rękas

Książki nie czytałem, ale się

Książki nie czytałem, ale się wypowiem

Tak, to podobne do Pana nie najlepszej ostatnio formy :)

Co do reszty - problem z wpływem Niemców bałtyckich dotyczył czasów caratu. Nacjonalizm - to problem emigracji kontaktującej się z nazistami, ale przede wszystkim - współczesny. Gdyby Pan komentował przeczytawszy, łatwiej by się gawędziło. A tak przypomina mi Pan kolegę z liceum, który pełną godzinę lekcyjną przedyskutował o "Potopie", którego nawet nie oglądał, o czytaniu nie mówiąc...

Twój komentarz?