Rosja w krzywych lustrach

Rosyjskie sady jabłoniowe padną jak komunizm - wróżył Janusz Andziak podczas debaty zatytułowanej "Kondycja polskiego sadownictwa i warzywnictwa". Portal "Sady i ogrody" tak przekazał jego wypowiedź:

W Rosji powstają bardzo duże, 10-20 hektarowe gospodarstwa. Dla nas to dobrze, bo nikt nie jest w stanie wyprodukować dobrej jakości owoców na tak ogromnych powierzchniach. One będą sadzone, będą się rozwijać i zapewne potem padną, tak jak padł komunizm. Myślę, że megalomania ich zgubi.

Wypowiedź Janusza Andziaka zadziwia. Wystarczy zajrzeć do opracowań statystycznych na temat polskich sadów, by znaleźć takie dane:
rkl-1.jpg
Badania robione w odstępie pięcioletnim (2007 i 2012) pokazują, że w tym czasie najszybciej przybywało w Polsce sadów powyżej 50 hektarów. Bardzo szybko zwiększał się też udział sadów w grupie 20-50 hektarów. Znacząco wzrósł udział sadów 10-20 hektarów, a udział sadów poniżej 10 hektarów znacząco zmalał.

Dane o polskich sadach nie bardzo współgrają z wypowiedzią Janusza Andziaka, ale na jego opinię możemy machnąć ręką, bo na tej samej debacie inni, bardziej kompetentni prelegenci, mówili co innego. Adam Benedykt Jeznach zwracał np. uwagę, że

Od czasu embarga nasadzenia jabłoni w Rosji przekroczyły 130 mln. sadzonek drzew. Powstają tam gigantyczne sady prowadzone przez agronomów m.in. z Polski.

Warto zwrócić uwagę, że ponad 130 mln jabłoni, to mniej więcej po jednej na obywatela Rosji, a przecież jakieś jabłonie mieli już wcześniej i wiele jabłoni jeszcze posadzą. Warto też zwrócić uwagę, że Rosja, która ma wielu swoich specjalistów od sadownictwa, chętnie przygarnęła też bezrobotnych specjalistów zagranicznych, w tym polskich.

Według przywołanego już materiału GUS, w 2012 roku w Polsce wyższe wykształcenie o właściwym kierunku miało około 1% prowadzących sady. Ponad 80% nie miało nawet prostego kursu. Z tych niespełna 20% z jakimś wykształceniem, większość miała tylko kurs.

Dlaczego więc Janusz Andziak wróży Rosjanom, że nie poradzą sobie z sadami 10-20 hektarów, skoro nasi radzą sobie z sadami powyżej 50 hektarów? Może te wróżby to po prostu jego marzenia. Bardziej zasadne byłyby raczej obawy, że za kilka lat naszym jabłkom może zagrozić konkurencja lepszych i tańszych jabłek rosyjskich.

Dużo większy problem stanowi dla mnie materiał, który Jakub Olipra opublikował tuż przed świętami na portalu Obserwatorfinansowy.pl (portal działający w ramach NBP).

Jakub Olipra to doktorant w Kolegium Analiz Ekonomicznych warszawskiej SGH oraz ekonomista w Credit Agricole Bank Polska. Tymczasem jego tekst zatytułowany "Embargo zmieniło rosyjski rynek żywności" sprawia wrażenie bardziej propagandy, niż rzetelnej analizy ekonomicznej. Na wstępie autor pisze, że chce podjąć temat:

Jak zamknięcie granic przed zachodnią żywnością wpłynęło na sektor rolno-spożywczy w Rosji oraz rosyjskich konsumentów.

Po długiej i mocno wątpliwej analizie konkluduje, że

Dane z ostatnich dwóch lat wskazują, że przynajmniej w krótkim okresie wprowadzone przez Rosję embargo na zachodnią żywność okazało się negatywne dla rosyjskiej branży rolno-spożywczej oraz rosyjskich konsumentów. Jednocześnie dalsze utrzymanie sankcji i wsparcia rządowego nie gwarantuje, że Rosja osiągnie samowystarczalność we wszystkich wskazanych w Doktrynie Bezpieczeństwa Żywności rodzajach produkcji rolno-spożywczej.

Trudno się wobec takiej konkluzji nie zdziwić, dlaczego Rosja kontynuuje sankcje, skoro są takie dla niej niekorzystne, dlaczego nie troszczy się o zubożałych rosyjskich konsumentów. Tragedię tychże konsumentów Jakub Olipra ilustruje stosownym diagramem:
rkl-2.jpg
Widać z niego, jak "strasznie" w wyniku sankcji zmalało spożycie olejów roślinnych (błędnie przetłumaczonych na masło roślinne), cukru, mięsa, produktów mleczarskich, a już "najstraszniej" owoców. Zacznę więc od tych owoców.

Jeśli nie uprawia się propagandy, tylko rzetelnie informuje, to trzeba podawać bardziej szczegółowe informacje, na dodatek porównane do jakiejś lepiej czytelnikowi znanej sytuacji. Proponuję zatem ściślejsze dane Rosstatu o rosyjskim spożyciu owoców (dane Rosstatu to kolor czarny). Uzupełniłem je tłumaczeniami i danymi o polskim spożyciu owoców (dodane przeze mnie jest w kolorze niebieskim):
rkl-3.jpg
Jak widać Jakub Olipra podał prawdziwą informację. W 2015 roku rosyjskie spożycie owoców było o 4,7% niższe, niż w 2013 roku (61 : 64 x 100% = 95,3%). Jeśli jednak wiemy, że w 2013 roku rosyjskie spożycie było rekordowe, to ten spadek od rekordu nie wygląda już tak źle. Ponadto nawet po tym spadku rosyjskie spożycie owoców jest wciąż dużo wyższe niż polskie, choć nasze wyraźnie wzrosło, bo na złość Putinowi jedliśmy swoje jabłka.

Spójrzmy teraz na wicelidera spadków, czyli mleko i przetwory mleczne. Poniżej tabelka, sporządzona tak samo jak poprzednia:
rkl-4.jpg
W przypadku mleczarstwa Jakub Olipra także podał, prawdziwą informację. Spożycie wyrobów mleczarskich (w przeliczeniu na zużyte do ich produkcji mleko) było w 2015 roku o 3,6% niższe niż w 2013 roku (239 : 248 x 100% = 96,4%). Znów jednak trzeba widzieć, że choć na złość Putinowi sami jedliśmy swoje produkty mleczarskie, to nasze spożycie po wzroście jest wciąż wyraźnie niższe niż rosyjskie po spadku. A zatem to nie Rosjanie mają problem.

Podium zamyka mięso, ze spadkiem o 2,9%, więc kolejna tabelka dotyczy mięsa:
rkl-5.jpg
Spadek o 2,9% rzeczywiście miał miejsce (67 : 69 x 100% = 97,1%) i w dodatku, dzięki temu, że na złość Putinowi sami jemy swoje mięso, przegoniliśmy w spożyciu mięsa Rosjan. W 2013 mieli oni spożycie o 5 kg rocznie wyższe niż my. Dziś my mamy przewagę 5 kg, choć oni wciąż zjadają mięsa więcej, niż my w 2013 roku.

Jakub Olipra w swym tekście zwraca uwagę, że Rosjanie nie tylko jedzą dziś mniej mięsa, ale musieli mocno ograniczyć spożycie drogiej wołowiny, na rzecz tańszego drobiu. Oszczędnie gospodaruje przy tym liczbami. Z jego tekstu dowiadujemy się, że według amerykańskich szacunków w latach 2013-2016 produkcja drobiu wzrosła wprawdzie w Rosji o 24,6% a produkcja wieprzowiny o 15,4%, ale to głupstwo wobec katastrofalnego spadku produkcji wołowiny aż o 3,2%. W tej sytuacji Rosjanie powinni obowiązkowo załamać łapy i bić się w chrapy, wołając gromu, ażeby ich dobił. Czy jednak naprawdę jest aż tak strasznie? Sprawdziłem dane Faostatu (sięgają na razie tylko 2013 roku). Są w tabelce poniżej:
rkl-6.jpg
W 2013 roku statystyczny Rosjanin zjadał 17,0 kg wołowiny, podczas gdy "biedny" Niemiec tylko 13,2 kg. No ale skoro do 2016 roku produkcja wołowiny w Rosji zmalała a o 3,2% a import może nawet o 7%, to pewnie dziś mają tam spożycie wołowiny na jakimś skrajnie niskim poziomie 15,1 kg, jak, nie przymierzając, w tragicznym 2000 roku. Wątpliwe to pocieszenie, że cały czas jedzą wołowiny więcej niż "biedni" Niemcy. Nie powinno się równać do "biedoty".

A tak na poważnie, to pocieszne jest zamartwianie się w Polsce spadkiem spożycia wołowiny w Rosji. Tym bardziej, gdy uwzględnić, że polskie spożycie "wołowiny", to w połowie bebechy (np. flaki). Ja akurat bardzo lubię flaki wołowe, ale liczenie mi ich za wołowinę uważam za przesadę.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że według wcześniejszej tabeli w 2013 roku spożycie mięsa rocznie na obywatela wynosiło:
Polska - 64 kg, Rosja 69 kg
Tymczasem wg Faostatu mamy:
Polska - 76,1 kg, Rosja - 74,8 kg
Jak by to przykro nie zabrzmiało, w 2013 roku Rosjanie mieli nad nami przewagę w spożyciu prawdziwego mięsa, a my mieliśmy nad nimi przewagę w zjadaniu przeróżnych bebechów (Faostat policzył je do mięsa).

Skoro już tyle o mięsie, to jeszcze jeden wykres. Produkcja mięsa (żywiec na ubój) w Rosji według lat:
rkl-7.jpg
Plany Rosji na lata 2013-2020 przewidywały, że w 2020 roku dostawy żywca na ubój osiągną poziom 14,5 mln ton. One ten poziom przekroczą zapewne już w tym roku. Rosja nie tylko planuje uniezależnienie się od importu mięsa, ale planuje nawet zostać jego eksporterem (drobiowe i wieprzowe).

Jaki sens ma polskie pisanie o Rosji wciąż w duchu, że tam katastrofa, bieda etc.? Jaki sens ma tumanienie Polaków? Dlaczego Jakub Olipra napisał tak, jak napisał? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Widzę tylko, że polska pisanina o Rosji, to jak gabinet krzywych luster. To, co w nich widzimy, daleko odbiega od prawdy.

Piotr Badura

(1953) Ślązak z dziada pradziada, ducha polskiego, z wielką sympatią do Niemiec. W latach 1989-2014 wydawał i redagował lokalne czasopismo "Beczka" (działalność non-profit) we wsi Brynica w gminie Łubniany
Autor miesiąca Prawicy.net w marcu 2012.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.314285
Ogólna ocena: 4.3 (głosów: 35)

Tematy: 

Dyskusja

oto chłop jag

Ech - ten Miczurin.

Tak krzyżował - między innymi i jabłka - że w smaku do dzisiaj mamy więcej kartofla niż jabłka - tolażysze.
Pamiętam smak i zapach tych jabłek - kiedy były one jeszcze jabłkami. Jeśli ktoś chce zjeść jabłka a nie jabłko-podobne w smaku do kartofla - to musi kupić sobie drzewka i czekać aż pojawią się jabłka. Tak z dziesięć lat temu można było jeszcze kupić jabłonkę oryginalnego Kosztela - tołażysze.
Wniosek?
Wątpię aby z ogromnych sadów można było pozyskać prawdziwe jabłka a nie towar jabłko-podobny.
Na koniec - Miczurin słynął z krzyżowania drzew owocowych i przypłacił to życiem. Otóż w pewnym momencie tak skrzyżował swoje nogi, że nie potrafił się już wysikać - no i klops - tołażysze.

oto Tomasz Wykuty

Nie przeginajcie Chłopie...

Jabłek rosyjskich (chyba) nie jadłem.
Ale jadłem w dzieciństwie polskie. Na swoim podwórku i na polu mieliśmy kilka odmian, a każda inna i niezwykle smaczna. Pamiętam, jak ostatnie w okolicy kosztele (słusznie wspomniane, bo to chyba najwspanialsze jabłka na Ziemi) wycięto w pierwszej połowie lat 90'tych z tego względu, że w sklepach i na targu można było kupić piękne, błyszczące woskiem produkty jabłko-podobne z Holandii i ogólnie z Zachodu. Śliczne te owoce były i na początku nawet dość smaczne.

Teraz zaś zarówno polskie jak i zachodnie są dalej piękne jak były, ale ani w nich soku, ani smaku, ani miąższości. Po ugryzieniu teraźniejszego jabłka ma się wrażenie przeżuwania zdrewniałej, pozbawionej soku, waty o smaku puree.

Czy takie też są rosyjskie jabłka? Nie wiem. Chyba nigdy nie jadłem. Ale śmiem wątpić po tym, jak Prezydent Putin pogonił GMO z Rosji...

Tak więc, Chłopie, nie przeginajcie. Nie przeginajcie... Tak bardzo stoicie, Chłopie, w rozkroku politycznym, że bojąc się wychylić w którąkolwiek stronę, groteskowo śmieszni się czasem stajecie...

oto utu1

Pieniazek wprowadzil wiele odmian amerykanskich

Kto pamieta stare sady i stare odmiany? Owszem sad byl mniej wydajne bo drzewa byly duze ale co za gama smakow. Wiele z tych jablek bylo "brzydkie" i mniejsze. Obenie produkuje sie tylko kilka odmian, te ktore daja najwiekszy zysk.

Prawda jest, ze sadownictwo w Polsce dzieki Pieniazkowi bylo bardziej rozwiniete, nowoczesniejsze niz w innych krajach demoludow.

oto Piotr Badura

Chyba nie całkiem tak jest

Szanowny Panie Utu1

Nie jestem specjalistą od czegokolwiek, więc w szczególności nie jestem specjalistą od sadownictwa.Wydaje mi się jednak, że jabłka z drzew karłowych średnio nie są mniej smaczne niż z dawniejszych dużych jabłoni. Średnio nie znaczy jednak zawsze, bo nawet w sadach karłowych można stawiać na jakość, ale można też na ilość. Odnoszę wrażenie, że u nas stawia się częściej na ilość, niż na jakość.

Nie wydaje mi się, by nasi sadownicy produkowali odmiany jabłek, dające największy zysk. Wprost przeciwnie. Wydaje mi się, że sadownicy nastawieni są głównie na odmiany, które dziś nie dają zysku. Te odmiany dawały zysk, gdy sprzedawaliśmy je do Rosji. Inne kraje nie są jednak nimi specjalnie zainteresowane. Obawiam się, że nasze sadownictwo musi odejść od stawiania na ilość, a zacząć stawiać na jakość. Łatwiej wyeksportować mniej lepszych jabłek niż więcej gorszych.

Pozdrawiam serdecznie

oto chłop jag

@Tomasz Wykuty

Wprawdzie na trolling nie odpowiadam - ale tutaj zrobię wyjątek ze względu na duże poparcie użytkowników PN - Pańskiego wpisu. Otóż meritum mojego wpisu to:

Wątpię aby z ogromnych sadów można było pozyskać prawdziwe jabłka a nie towar jabłko-podobny.

Ponadto przytoczyłem ogólnie znane fakty o jabłkach i produktach - jabłko-podobnych - a na końcu kawał o Miczurinie aktualny za czasów głębokiej komuny.
Wniosek?
Pański wpis świadczy o braku czytania ze zrozumieniem a jednocześnie o Pańskiej złośliwości - której wydalanie na zewnątrz - sprawia Panu przyjemność.
Co do wyniku (dobrze mówi) to wynik ten świadczy z kolei, że tzw. demokratura - jako ustrój z Piekła rodem - nigdy na świecie nie będzie zagrożony - choćby nawet już tzw. suwerena się nie ostało.
Na koniec - trollowanie świadczy o trollującym i tyle - tołażysze.

oto Robercik

W publicznej TV w ramach

W publicznej TV w ramach sylwestrowych ciekawostek podano, że co 10 Rosjanin pije "wynalazki". Nie neguję prawdziwości info, ale zastanawiam się nad celowością podawania akurat takich informacji w podobnym kontekście. ŻADEN inny naród ani państwo nie jest poddawany tak wnikliwej i jednostronnej obróbce. Praktycznie każda informacja podana w Polsce a związana z Rosją jest negatywna, ma służyć polityce, tworzenia wizerunku podludzi ze wschodu. Przy czym w jakiś magiczny sposób dokonuje się przeskok wobec Ukrainy. Okazuje się, że ci to nie nadużywają alkoholu, są kulturalni, wypachnieni, wykształceni, inteligentni, a także mają wielkie zamiłowanie do wolności, no i bogatą kulturę.
No, ale mniejsza z tym.
Efekt jest po prostu taki, że Polacy Rosjan i Rosji NIE ZNAJĄ, choć mają się za światowych ekspertów od Rosji.

oto Piotr Badura

Nie mam tyle optymizmu, co Pan (gdy chodzi o TV)

Szanowny Panie Roberciku

Nie bardzo wierzę, że co 10. Rosjanin pije "wynalazki". Że co 10. pije bimber, uwierzę, ale że "wynalazki", nie wierzę. Myślę że TV kłamie, udając iż nie odróżnia "wynalazków" od poczciwego bimbru. Ale może jestem nadmiernym pesymistą.

Dorzucę Panu uwagi na podobny temat. W materiale Jakuba Olipry, który linkowałem, jest taki fragment:
rosji-palmowy.jpg

Oczywiście, jak przystało na eksperta-ekonomistę pan Olipra nie zniża się do podawania konkretnych liczb. Od liczb to tylko głowa się psuje. Lepiej powiedzieć, że "na masową skalę" i po co tu jeszcze jakieś liczby. A że akapit wcześniej wykazywał, że spożycie olejów roślinnych, do których należy olej palmowy, spadło, no to co z tego.

Tymczasem bardziej wierzę, że w Polsce na masową skalę zastępuje się w produktach mleczarskich tłuszcz mleczny olejem palmowym. W hipermarkecie spożywczym widzę całe półki zapełnione np. produktem o nazwie "Lactima kremowy Hollander":
serek-1.jpg

Mając do wyboru serek topiony Sertopu za 1,79 zł i "kremowy Hollander" za 1,45 zł, spora część klientów wybiera Hollandera. Kto by tam wyczytał, że "kremowy Hollander" to produkt seropodobny, w którym ser topiony stanowi tylko 21% a reszta to wynalazek z oleju palmowego.

Klienci kupujący przez internet są w jeszcze gorszej sytuacji. Znana sieć handlowa proponuje im Hollandera jako "serek topiony" i to w bardzo atrakcyjnej cenie, bo 0,95 zł za kostkę:
serek-2.jpg

Ale co tam Lactima. Mistrzem to jest firma JAGR. Hipermarketowe półki uginają się od jej wynalazku, czyli "super-śmietany":
smetana.jpg

Mając do wyboru śmietanę Zott'a (zaledwie 12%) za 3,89 zł i porządną 18% JAGR'a za 1,99 zł, tylko głupi kupiłby śmietanę Zott'a. Małymi literkami napisane jest wprawdzie, że "Kremowa ze śmietanką" zawiera 18% tłuszczu palmowego a tłuszczu mlecznego praktycznie wcale, ale małe literki tak trudno przeczytać. A ponadto my, to nie Rosja. U nas sprzedają prawdziwy nabiał, a w Rosji na skalę masową wynalazki oparte na oleju palmowym. To jest prawda, którą musi rozumieć każdy "ekspert-ekonomista", jeśli chce zrobić karierę.

Pozdrawiam serdecznie

oto Janusz Sanocki

Piotr! Jak zwykle chapeaux bas!

Piotr! Ja bym ci jakiego pulicera ufundował za Twoja mrówcza pracę. Odpowiedź dlaczego różne chłopaki malują czarny obraz Rosji w polskich przekaziorach jest przerażająco prosta: bo taka jest linia generalna. Nie widziałem od wielu lat, żadnego nawet obojętnego reportażu czy informacji o tym co dzieje się w Rosji. Polakom nie można mieszać w głowach i umożliwiać myślenia. przekaz propagandowy musi być jednoznaczny i spójny. Stad wszystko musi być w czarnych barwach.

oto Eowina

Tak, dowód na jabłkach jest niezwykle przekonywujący

szczególnie dla tych chłopaków co widzą Rosję na czarno. W ten sposób Rosja jest prawie tak potężna jak Polska, bo Polska jest potężnym producentem jabłek, a jeszcze większym producentem wiśni. Rosja też produkuje wiśnie i chłopaki widzący czarny obraz Rosji robią to ze względów patriotycznych, popierają polską potęgę wiśniow-jabłeczną przeciwko konkurencyjnym działaniom Rosji w tej dziedzinie.

oto Piotr Badura

Wielkie dzięki za wsparcie

Janusz! Bez Twojego wsparcia trudno byłoby mi pozostać przy poglądzie, że niebieskie kółko jest większe od zielonego, skoro wszyscy twierdzą, że zielone jest większe od niebieskiego. Skoro jednak widzisz to samo, co ja, to znaczy, że mi nie odbiło, a ci wszyscy są łżą na zlecenie.

Żeby nie było tak krótko, bo przecież muszę Cię traktować z należnym szacunkiem, to dodaję moją hipotezę (nie sprawdzałem, bo to ogrom pracy). W linkowanym przeze mnie materiale Jakuba Olipry jest taki fragment:
owoce-olipra.jpg

Oczywiście, jak przystało na chcącego robić karierę "eksperta-ekonomistę" nie ma linku do przywołanych danych USDA i nie ma też informacji, których lat dane USDA o owocach i warzywach dotyczą. Na stronie FAO można znaleźć dane o produkcji owoców i warzyw w Rosji:
warzywa.jpg
owoce.jpg

Z wykresu "warzywnego" wynika, że w 2007 nastąpił w Rosji jakiś kataklizm w produkcji warzyw i poziom produkcji z 2006 odbudowano dopiero w 2014. Z kolei z wykresu "owocowego" wynika, że kataklizm nastąpił w 2008 i do dziś nie odbudowano poziomu roku 2007.

Rosja (podobnie jest na Białorusi) ma takie zabezpieczenie, w postaci działek z daczami. To trochę więcej niż nasze ogródki działkowe. U nas działka to 3-4 ary i maleńka altanka. W Rosji to 20 arów i dacza wyraźnie większa od naszych altanek, nadająca się często do zamieszkania przez cały rok. Na wypadek biedy, Rosjanie potrafią z tych działek wyprodukować nie tylko warzywa, owoce i ziemniaki, ale też uchowają tam kury, króliki a nawet świniaka. Nie zginą.

Gdy w epoce Putina zamożność Rosjan zaczęła rosnąć, to najpierw odechciało im się trzymanie na działkach inwentarza. Potem odechciało im się uprawiania warzyw, a na koniec machnęli ręką na owoce. Woleli kupować mięso, jaja, warzywa i owoce w sklepie. Dane USDA o owocach i warzywach, które przywołuje Jakub Olipra, pochodzą zapewne jeszcze sprzed "kataklizmów" (warzywnego w 2007 i owocowego w 2008). Dziś w Rosji warzywa i owoce w znacznie większym stopniu produkowane są przez wyspecjalizowane gospodarstwa towarowe. Ale oczywiście wszystko to moja niesprawdzona hipoteza.

Pozdrawiam serdecznie

oto sir Galahad

Panie Piotrze!

Panie Piotrze!
Jest Pan cholernie ciężko pracującym człowiekiem. Wiele mi Pan poukładał w głowie ale obawiam się, że na podziękowania może Pan liczyć wyłącznie od części czytelników Prawicy. Częściej oberwie Pan za to po głowie. W naszym stosunku do sąsiadów, zwłaszcza tych ze wschodu, nie wiedza się liczy lecz podgrzewane emocje.

oto Słowianin

I cóż z tego?

Problem Rosji widzianej przez Polaka to nie ich spożycie mięsa, czy jabłek. To, że się sytuacja ekonomiczna polepsza, czy pogarsza, to nie nasza sprawa.
Nas powinno interesowac jedno: czy Rosja wraca na imperialne miejsce z uprzednich wieków, czy lat. Wiemy, jak sie skończyła słabość Polski wobec pół azjatyckiego sąsiada: utrata niepodległości, zakaz używania języka polskiego w szkołach i urzedach, moskiewski zamordyzm, wieszania i zsyłki patriotów polskich. W 1920 próba powrotu, w 1939 napad wespół z III Rzeszą, po 1944 okupacja Polski i kierowanie nią posrednio przez polskojęzycznych komunistów. Co nas ochodzą ich spożycia białka? Mówmy o Iskanderach, Przesmyku Suwalskim i zbliżaniu się przez Ukrainę i Białoruś. Wszak "Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica", jak mawiają Moskale.

oto Antoni

Bravo

Milo poczytać komentarz osoby odpornej na propagande.Rosja chce nas zaatakować przy pierwszej okazji.Trzeba sprowadzić wiecej amerykańskich cieżkich brygad..i kupić więcej broni z usa...Panie to nie fronda czy salon tu obowiązuje minimum poziomu intelektualnego.Zabłądził Pan.

oto Skanderbeg

Normalnie fajna zapowiedź jakiejś powieści.

Wiemy jak się skończyło lekceważenie głównego nowotworu na ciele Rzeczypospolitej- Prus (wcześniej Zakonu), które powoli budowały swoją potęgę, aż doprowadziły do rozbiorów. Same byłyby za słabe, znalazły więc partnerów. W 1939 próbowały znowu to zrobić, a obecnie doprowadziły Polskę do stanu faktycznej zależności od siebie. Oczywiście nie zrobiliby tego, bez swojej agentury i pożytecznych .... I obecnie nasza gospodarka staje się tylko uzupełnieniem niemieckiej. A PiSiaki dały jeszcze trochę milionów Mercedesowi na fabryczkę. A mają wciąż też pana, który im na to pozwala.
A przechodząc do artykułu, to jest ciekawy, choć 10 czy 20 ha, nie uznałbym za duży areał. Ja mam na swoim odziedziczonym ogrodzie 12 jabłonek. Z czego 1 drzewo jeszcze poniemieckie (chyba kronselka, która gatunkiem niemieckim akurat nie jest), 2 złote renety, 1 szara reneta, 4 malinówki, reszta nie mam pojęcia. Zresztą, nie handluję, więc dokładna znajomość gatunków mi nie jest potrzebna.
Cóż, można było się spodziewać że sobie Rosjanie poradzą, bo trzeba było mieć poziom intelektualny na poziomie koczkodana, aby spodziewać się, że nasze sankcje wobec Rosji (i wzajemnie) zaszkodzą akurat im. Powtórzę znowu za profesorem Łagowskim. "Nasza polityka wobec Rosji jest urwisowska.

oto Piotr Badura

Błąd łatwy do popełnienia

W linkowanym przeze mnie artykule Jakuba Olipry znalazł się błąd pochopnego rozumowania (tzn. zakładam, że to błąd a nie manipulacja). Jakub Olipra powołuje się na Euromonitor, pisząc:

Zmiana struktury spożycia żywności odzwierciedla tym samym wzrost udziału w diecie Rosjan produktów relatywnie tanich kosztem droższych. Dodatkowe wsparcie dla takiej oceny stanowią szacunki firmy Euromonitor, zgodnie z którymi w ostatnich latach w Rosji odnotowano wzrost konsumpcji relatywnie taniego drobiu kosztem znaczącego spadku spożycia wołowiny.

Ponieważ Jakub Olipra tylko omawia szacunki Euromonitora, ale nie daje do nich linku ani ich nie cytuje, to mogę jedynie zgadywać, jakie były dane Euromonitora. Mogły one wyglądać np. tak:

rodzaje-1.jpg

Zwracałem już nieraz na Prawicy.net uwagę, że statystycy nie kłamią, ale czasem przedstawiają dane w taki sposób, że człowiek niewprawny błędnie je zinterpretuje. Tak mogło być w przypadku Jakuba Olipry. Z tabelki "widać przecież", że w okresie 2000-2013 udział drogiej wołowiny w całkowitym spożyciu mięsa przez Rosjan zmalał z 38% do 23% a udział taniego drobiu wzrósł z 23% do 37%. Bardzo łatwo wyprowadzić z tych danych "słuszny" wniosek, że Rosjanie tak zbiednieli, iż musieli ograniczyć konsumpcję wołowiny, zastępując ją tanim drobiem. Gdy jednak spojrzymy na szersze dane, widać natychmiast, że wspomniany wniosek jest absolutnie niesłuszny:

rodzaje-2.jpg

W latach 2000-2013 Rosjanie zwiększyli spożycie wołowiny, bo 23% z 74,8 kg to więcej niż 38% z 39,9 kg. Spożycie mięsa pokazuje raczej, że w latach 2000-2013 Rosjanie nie tylko nie zubożeli, ale odwrotnie, ich sytuacja materialna uległa znacznej poprawie. Przykład z Rosjanami i mięsem pokazuje, jak łatwo można źle zinterpretować prawdziwe dane i wyciągnąć z nich fałszywe wnioski.

oto Piotr Badura

Błąd fałszywych entymematycznych przesłanek

Jednym z częstszych błędów jest oparcie rozumowania na fałszywych entymematcznych przesłankach. W podsumowaniu swego artykułu "Co było nie wróci..." Jakub Olipra napisał:

Dane z ostatnich dwóch lat wskazują, że przynajmniej w krótkim okresie wprowadzone przez Rosję embargo na zachodnią żywność okazało się negatywne dla rosyjskiej branży rolno-spożywczej oraz rosyjskich konsumentów. Jednocześnie dalsze utrzymanie sankcji i wsparcia rządowego nie gwarantuje, że Rosja osiągnie samowystarczalność we wszystkich wskazanych w Doktrynie Bezpieczeństwa Żywności rodzajach produkcji rolno-spożywczej. Na uwagę zasługuje również skumulowany koszt izolacji rosyjskiego rynku w postaci niższego dobrobytu związanego z obniżeniem poziomu konsumpcji.

W zacytowanym fragmencie tekstu Jakub Olipra posługuje się co najmniej dwiema fałszywymi entymematycznymi przesłankami:

1) Celem wprowadzonego przez Rosję embarga miał być widoczny już w krótkim okresie wzrost konsumpcji objętej embargiem żywności.

2) Obserwowany w ostatnich dwóch latach spadek stopy życiowej w Rosji jest skutkiem wprowadzonego przez nią embarga na żywność.

Jeśli chodzi o pierwszą z tych przesłanek, to embargo nie miało na celu osiągnięcia w krótkim okresie wzrostu spożycia objętej nim żywności. Celem embarga nie było też obniżenie poziomu jej spożycia. Był to koszt embarga, zapewne z góry wzięty pod uwagę.

Rosyjskie embargo było odpowiedzią na nałożone na to państwo sankcje i było to dostatecznie jasno przez Rosję powiedziane. Jeśli już miałbym się doszukiwać w embargu jakiegoś gospodarczego celu, to raczej byłoby to uniezależnienie się od importu żywności. Ten cel akurat jest pomyślnie realizowany:

dola-imp-1.jpg

Szybko spada udział żywności importowanej na rosyjskim rynku. Pamiętać przy tym trzeba, że celem nie jest zredukowanie go do zera, bo Rosja importuje np. dużo bananów i wcale nie zmniejszyła ich importu. Trudno też wyobrazić sobie wstrzymanie importu kawy, kakao, orzechów kokosowych, różnych przypraw etc.

Podejrzewam, że Rosja dąży do tego, by być eksporterem netto żywności, czyli w ujęciu wartościowym jej eksport ma przewyższać import. Osiągnięcie tego celu wydaje się całkowicie realne i to w dość krótkiej perspektywie.

Jeśli chodzi o drugą przesłankę, to rosyjskie embargo, prowadzące do wzrostu ceny objętych embargiem artykułów żywnościowych, jest niekorzystne dla rosyjskich konsumentów (więcej płacą), ale korzystne dla rosyjskich producentów (więcej otrzymują). Ponadto embargo tworzy nowe miejsca pracy, bo trzeba więcej wytworzyć w kraju.

Obserwowane w Rosji obniżenie stopy życiowej nie jest wywołane embargiem, ale innymi przyczynami. Podejrzewam, że głównie spadkiem cen ropy i gazu.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.