Rzecz o partyjnej oligarchii wyborczej i "miękkim" państwie

Konsekwencje proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu RP dla życia politycznego kraju oraz funkcjonowania polskiego państwa. Rzecz o partyjnej oligarchii wyborczej i "miękkim" państwie semiperyferyjnego kapitalizmu zależnego

(Referat na Ogólnopolską Konferencję Naukową Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego i Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze" - "Rozważanie o systemach wyborczych: typy, funkcje i konsekwencje systemów wyborczych", Wrocław 13-14.03. 2017 roku)

(część I)

Zdrowie demokracji, każdego typu i każdego stopnia, zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego, a mianowicie procedury wyborczej. Cała reszta to sprawy drugorzędne. Jeśli system wyborów działa skutecznie, jeśli dostosowuje się do wymogów rzeczywistości, to wszystko jest w porządku, natomiast jeśli tego nie robi, to demokracja zaczyna się walić, chociażby cała reszta działała bez zarzutu... Instytucje demokratyczne nieoparte na autentycznych wyborach są niczym.

Ortega y Gasset

Wstęp

Spośród wszystkich systemów wyborczychi w Polsce, obejmujących systemy wyborcze do Sejmu i Senatu, system wyborczy elekcji prezydenta RP i systemy wyborcze władz samorządowych, to system wyborczy do Sejmu jest decydujący dla życia politycznego kraju i funkcjonowania polskiego państwa. System wyborczy do Sejmu jest decydujący ze względu na parlamentarno-gabinetowy ustój polityczny, w którym rola Senatu jest jedynie korygująca. Korygująca jest również prezydentura. Decydujący dla relacji między władzą ustawodawczą a wykonawczą jest układ sił partyjnych w Sejmie. To Sejm decyduje bowiem o wyłonieniu rządu, a w konsekwencji o bezpośredniej i pośredniej obsadzie decydujących stanowisk w państwie i państwowej gospodarce. A jest to liczba od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy stanowiskii. Od jakości tej personalnej obsady zależy bezpośrednio już jakość funkcjonowania państwa i państwowej gospodarki. Tak więc to system wyborczy do Sejmu jest kluczowy dla systemów wyborczych Polski.

W całokształcie norm regulujących proces wyborczy do Sejmu normą decydującą jest reguła wyborcza czy też formuła wyborcza określająca sposób przeliczania oddawanych głosów wyborczych na mandaty poselskieiii. Ta reguła rozstrzygająca jest istotą proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu. To proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu ma najgłębsze i najszersze konsekwencje dla życia politycznego i funkcjonowania państwa.

Na podstawie reguły rozstrzygającej mówimy o dwóch zasadniczo różnych ordynacjach wyborczych w demokratycznych systemach politycznych; ordynacji większościowej, stosowanej w blisko 40 krajach świata w różnej formule, w tym w takich państwach jak Wielka Brytania, Francja, Stany Zjednoczone czy Kanada oraz ordynacji proporcjonalnej, stosowanej w większości krajów europejskich, w tym w Polsce. Jako trzeci rodzaj ordynacji wymienia się ordynację mieszaną.

Ordynacja wyborcza do Sejmu decyduje o sposobie wyłaniania, kontrolowania i politycznego rozliczania posłów. Decyduje więc o treści biernego i czynnego prawa wyborczego obywateli. A więc decyduje o jakości demokracji obywatelskiej. Ma potencjalnie kluczowe znaczenie dla jakości sejmowych grup politycznych, a szerzej dla jakości grup władzy w państwie. Bezpośredni wpływ ordynacji wyborczej na jakość partyjnych grup politycznych określa ich silna lub słaba zdolność do wymiany tych grup oraz ich składów personalnych oraz silna i bezpośrednia lub słaba i pośrednia zależność parlamentarzystów od wyborców.

Silna zdolność do wymiany elit i ich składów personalnych oraz silna i bezpośrednia zależność parlamentarzystów od wyborców charakteryzuje ordynację większościową opartą na regule jednomandatowych okręgów wyborczych. Słaba zdolność do wymiany oraz słaba i pośrednia zależność od wyborców charakteryzuje ordynację proporcjonalną, szczególnie wzmocnioną progami wyborczymi.

Konsekwencje ordynacji wyborczych dla życia politycznego każdego kraju i funkcjonowania każdego państwa zależą wszakże od kontekstów socjopolitycznych, w których ordynacje wyborcze funkcjonują. Ten sam rodzaj ordynacji wyborczej, mimo takich samych jej sposobów działania, daje różne konsekwencje w różnych kontekstach socjopolitycznych, rozumianych jako polityczne skutki struktury społecznej i kulturowej.

... czytaj część drugą...

Wojciech Błasiak

www.wojciech-blasiak.pl
Ekonomista, socjolog i politolog, dr nauk społecznych, niezależny naukowiec i publicysta, działacz JOW, poseł na Sejm RP II Kadencji z ramienia KPN, autor i współautor 7 książek (m.in. "Pomiędzy centrum a peryferiami na...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4
Ogólna ocena: 4 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto Ireneusz

Pełna zgoda

Dodać należy, że ordynacja proporcjonalna nastawiona jest na reprezentowanie poglądów, więc celem osiąganym dzięki niej jest dyskusja i starcia poglądowe. Prowadzi to do niczego w samym założeniu. Państwo kierowane przez takich reprezentantów dryfuje sobie wśród innych, a prąd wody prowadzi te państwa to tu, to tam.
Ordynacja bezpośrednia, większościowa, nastawiona jest na działanie i reprezentowanie chęci i celów, a praktyką jest ich osiąganie. Jest do ordynacja wspierająca działanie i osiąganie celów. Państwo staje się liderem, one steruje nie z prądem, a tam gdzie wskazują jego obywatele.

oto Dubitacjusz

Wymiana elit w ordynacji JOW jest oszukiwaniem ludzi

Co z tego, że wymieni się jednego "niefajnego" posła na "fajnego", skoro wymiana odbywa się wewnątrz zabetonowanego partyjnego duopolu.

Ten sam rodzaj ordynacji wyborczej, mimo takich samych jej sposobów działania, daje różne konsekwencje w różnych kontekstach socjopolitycznych, rozumianych jako polityczne skutki struktury społecznej i kulturowej.

A tu się całkowicie zgadzam z Autorem. W USA da amerykańskie skutki, w Anglii - angielskie, w Afryce - murzyńskie, a w Polsce - POPiSowe.

oto Dubitacjusz

Jakich znowu wyborców?

Chyba ma Pan na myśli wielkich sponsorów w rodzaju braci Koch (wymieniam akurat znany przykład z naszej, prawicowej strony).

oto Wojciech Błasiak

Skanderberg

A co takiego haniebnego uczynił dla Polski H. Stokłosa? A jeśli nawet uczynił tylko on, i nikt inny wybrany do Sejmu przez ostatnie 26 lat, to Stokłosa był 1 a 99 senatorów potwierdza regułę wobec jego wyjątku.
Niech się Pan nie daje nabierać na stare polityczne kotlety propagandowe.
Wojciech Błasiak

oto Skanderbeg

Akurat tak mi przyszło do głowy.

Bo Stokłosa wcale najgorszy nie jest, a facet przynajmniej nie jest gołodupcem. Z tym, że może pojawić się inne niebezpieczeństwo. 400 takich Stokłosów będzie lansować swoich kandydatów.
I jeszcze coć. Ja mieszkam w małej miejscowości. Mamy jow do rad i widzę jak to wygląda w praktyce, gdy ludzie się znają. Jeden facet od kilku lat mi się nie odkłania, bo nie chciałem podpisać się mu na liście, aby mógł kandydować. Na szczęście nie ma takiego wpływu, aby mi realnie zaszkodzić.
A co do senatu, to z mojego okręgu, obecnym senatorem jest Komarnicki i jak na PO, wybór nienajgorszy. Ale już próbował wcześniej i mu nie wychodziło (z SLD, jako niezależny). Dopiero jak otrzymał znak franczyzowy, to się dostał.
Jow do mnie nie przemawia, bo moje doświadczenia, takie "namacalne", wskazują na to, że wciąż następuje selekcja negatywna. I wręcz się to pogłębia.
Z poważaniem.

oto wzl

Niebezpieczeństwo

Z tym, że może pojawić się inne niebezpieczeństwo. 400 takich Stokłosów będzie lansować swoich kandydatów.

Nie tu jest problem. Dziś widzimy na przykładzie Ameryki, jak demokratycznie wybrany prezydent jest ograniczany przez tzw. deep state. Wprawdzie anglojęzyczna Wikipedia zalicza to do kategorii teorii spiskowych, ale nie da się ukryć, że coś takiego tam istnieje. W Polsce mówi się raczej o służbach specjalnych i pokrewnych, które mają decydujący wpływ na to, co dzieje się w polityce i gospodarce.

W odróżnieniu od Ameryki, w Polsce jest jeszcze jeden element, który czyni naszą demokrację fasadową, bez względu na ordynację. Jest to unia europejska. Jej prawo jest ponad polskim prawem. Tak więc posłowie wybrani, bez znaczenia w jakiej ordynacji, i tak nie mają wpływu na sprawy zasadnicze. Owszem, w ordynacji większościowej, obywatel będzie mógł wybrać swojego posła, który będzie blisko niego, i z którym będzie mógł porozmawiać, a nawet, jak mu się nie spodoba, to go odwołać, ale nadal o zasadniczych sprawach będą i tak decydować elity. Gorsze lub lepsze, ale tylko one. Tak więc spór o ordynację jest sporem jałowym.

oto Wojciech Błasiak

Andrzej

Przypomnę, że zwycięzcy alianci Z USA i GB, którzy u siebie mają JOW, narzucili siłą pokonanym Niemcom, wbrew woli chadecji i Adenauera, ordynację de facto w pełni proporcjonalną, choć nazywaną mieszaną. Bo chcieli mieć niemieckie elity pod własną kontrolą, a nie kontrolą niemieckich wyborców.
Wojciech Błasiak

oto Andrzej

@ Dubitacjusz - Mam na myśli interesy okręgu

np. miejsca pracy tworzone przez braci Koch.

Co do Niemców - połowiczny JOW + niemiecka mentalność. Podobnie skandynawska - pełne nastawienie na dobro wspólne, współpraca.

Oczywiście demokracja zużywa i wypłukuje te zasoby. Ale to inna bajka

oto Wojciech Błasiak

Andrzej

Półtora roku temu, wygłaszałem referat, o niemieckiej ordynacji wyborczej i stwierdziłem w konkluzji, że jej wprowadzenie w Polsce w niczym nie zmieniłoby sytuacji, gdyż jest to spersonifikowana ordynacja proporcjonalna, która umożliwia samoreprodukcję partyjnych grup władzy. Ale w Niemczech, gdzie klasa polityczna jest patriotyczna, odpowiedzialna i kompetentna, taka samoreprodukcja tylko to umacnia. Dzisiaj już bym tego nie powiedział. Zmienił się kontekst socjopolityczny, po tym jak A. Merkel uruchomiła, albo tylko spotęgowała swymi publicznymi wypowiedziami i działaniami swego rządu, milionową a w perspektywie wielomilionową migrację. Gdyby tam obowiązywała ordynacja brytyjskich JOW, Merkel dawno byłaby odwołana z funkcji kanclerza przez własnych posłów CDU, tak samo jak M. Theacher odwołali jej posłowie konserwatywni, gdy kontynuowała swoją politykę podatkową oburzając przeciętnego wyborcę.
W. Błasiak

oto Wojciech Błasiak

Ireneusz

Ireneusz
W trakcie pierwszego dnia konferencji byli obecni dwaj posłowie z PiS i Nowoczesnej. Zadałem im, ale tak naprawdę kilkudziesięciu utytułowanym naukowcom politologii siedzących na sali, pytanie - Kogo w tym Sejmie reprezentują posłowie? Wyborców czy może swoje partie, a naprawdę aparaty partyjne z kierownictwem na czele? W moim bowiem Sejmie lat 1993-1997, co stwierdzam na podstawie obserwacji uczestniczącej, bez wątpienia posłowie nie reprezentowali wyborców. Reprezentowali kierownictwa swoich partii. W odpowiedzi usłyszałem chaotyczne ucieczki od tematu. Ale to nie przeszkodziło zwolennikom ordynacji proporcjonalnej dalej pleść o tym, że to jest ordynacja bardziej reprezentatywna dla wyborców, gdyż oddaje ich zróżnicowanie.
Wojciech Błasiak

oto Ireneusz

Owszem

Reprezentują kierownictwo partii. Te kierownictwo partii reprezentuje jakiś tam odłam poglądów społeczeństwa. U nas mamy próg wyborczy, który odcina plankton i tak naprawdę wycina całą masę poglądów społeczeństwa. Czyli w naszym systemie nawet tej reprezentacji poglądów praktycznie nie ma. W jakichś bardziej idealnych państwach bez progów pewno taka reprezentacja każdego prawie poglądu jest.
Ale wróćmy na ziemię.
Na litość boską, nie chodzi przecież o poglądy i gadaninę. Państwo musi być sprawne, musi "czytać" wolę obywateli i realizować tą wolę. Dzięki temu utrzymana zostaje jedność oraz stopień realizacji celów. Gdy to się nie udaje, to państwo w zależności od okoliczności albo trwa (bo nikogo nie interesuje), albo zostaje wchłonięte przez silniejszego. Wchłonięte ekonomicznie, a często nawet fizycznie.

oto Andrzej

proszę się przyjrzeć

jak jest związane interesami z elektoratem. Interesami nie poglądami.

oto Ireneusz

Dobra uwaga

System proporcjonalny wykazuje dużą tendencję do "kupowania sobie" elektoratu obietnicami bez pokrycia, bowiem pewnym jest, że po wyborach już nikt nie będzie w stanie rozliczyć za nie obiecującego. Takie sprzężenie zwrotne u nas kompletnie nie działa. W krajach protestanckich, gdzie mentalność jest przemodelowana na działanie grupy oraz wewnętrzną samokontrolę grupy, takie sprzężenie jest ciągłe również pomiędzy wyborami. Dlatego państwa protestanckie jakoś sobie radzą mimo tego, że mają ordynację proporcjonalną. Dryfują i nie toną.
W systemie większościowym przedstawiciel związany jest z wyborcami i jest nieustannie kontrolowany. Interes jest bezpośredni i czytelny.

oto AnnaK

że to jest ordynacja bardziej

że to jest ordynacja bardziej reprezentatywna dla wyborców, gdyż oddaje ich zróżnicowanie.

Bo to prawda.

oto Krzych Adam

Pewnie że prawda.

Problem z nią nie polega na kwestii reprezentatywności. Jedynie na tym, że powoduje sytuację w parlamencie która w kilku językach, szczególnie skandynawskich jest określana terminem "polski sejm". Na przykład w szwedzkim: "polsk riksdag" – określenie funkcjonujące w społeczeństwach skandynawskich, oznaczające burzliwą, chaotyczną i bezproduktywną dyskusję, w szerszym znaczeniu: bezład, chaos. Piłsudski określił to swym zwyczajem dosadnie "burdel i serdel".

System FPTP eliminuje plankton (który i tak jest bezużyteczny w parlamencie) i czyni nonsensownym uczestnictwo w "kanapach". Politycy na serio znajdują sobie miejsce w dwóch, trzech, czy maksymalnie czterech partiach, które w efekcie tworzą rząd, lojalną opozycje, a także trzecią i z rzadka czwartą partię w parlamencie.

BTW, nie wszystkie JOW-y są takie same. Francuski system to eleganckie, perfumowane "merde". Australijski system nie lepszy. JOW-y też nie muszą być najlepszym systemem w wyborach samorządowych. Co do wyższej izby parlamentu, pytaniem jest czy w ogóle należy ją utrzymywać, a jeśli tak to czy Senat powinien być wyłaniany w wyborach.

oto AnnaK

oznaczające burzliwą,

oznaczające burzliwą, chaotyczną i bezproduktywną dyskusję, w szerszym znaczeniu:

Kiedyś oglądałam obrady brytyjskiego parlamentu i szczerze mówiąc nie zauważyłam jakiejś większej różnicy.

System FPTP eliminuje plankton (który i tak jest bezużyteczny w parlamencie)

No chyba jednak nie eliminuje, bo w systemie FPTP znane są przypadki posłów niezależnych. Kiedyś nawet podawano to tutaj jako pozytywny przykład tego systemu

oto Krzych Adam

Hmmm.

Kiedyś oglądałam obrady brytyjskiego parlamentu i szczerze mówiąc nie zauważyłam jakiejś większej różnicy.

To może być kwestia np braku spostrzegawczości, albo skupienia się na pozorach i nieistotnych aspektach.

No chyba jednak nie eliminuje (planktonu - przypisek mój, KA), bo w systemie FPTP znane są przypadki posłów niezależnych.

Nie wyjaśniłem pojęć plankton i kanapy. Dla mnie plankton to ugrupowania bez szans na osiągnięcie szerszego poparcia prezentujące program niekompatybilny z programami wielkich partii. W systemach politycznych UK i Kanady spotykamy takie ugrupowania, które pozostają zarejestrowanymi partiami nawet przez długie okresy, ale nie osiągają wcale lub osiągają zaledwie jeden czy dwa mandaty.

Kanapa z kolei to ugrupowanie, którego program zasadniczo nie jest niekompatybilny z programem którejś z wielkich partii, jednakże takie które jest nie do zaakceptowania dla wodza partii typu bolszewickiego (to są wszystkie partie w systemach wyborczych premiujących partie wodzowskie). W systemie takim jak w Polsce te ugrupowania istnieją sobie na obrzeżach parlamentu, przy FPTP stają się cząstką jednej z partii rywalizujących o władzę.

Poseł niezależny w systemie westminsterskim może być planktonem jeśli tak wybierze, lub może aktywnie popierać np jedną z wielkich partii w pewnych sprawach, a jakąś drugą w innych.

oto AnnaK

To może być kwestia np braku

To może być kwestia np braku spostrzegawczości, albo skupienia się na pozorach i nieistotnych aspektach.

Być może? Ale również możliwe, że zupełnie co innego uważamy za istotne bądź nieistotne.
By nie być gołosłowną, dla mnie np istotna jest ta kwestia:

Sejm przyjął w piątkowym głosowaniu uchwałę w sprawie polityki imigracyjnej Polski, w której negatywnie ocenia decyzję Rady Unii Europejskiej w sprawie relokacji 120 tys. uchodźców oraz poparcie w głosowaniu na forum Rady Unii Europejskiej przez ówczesny rząd Rzeczypospolitej Polskiej tej decyzji, wbrew stanowisku pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej i Rumunii.

http://www.prawica.net/comment/reply/6867/88502
Ciekawi mnie w tym kontekście, jak zachował się parlament Kanady, gdy premier Trudeau zapraszał imigrantów islamskich i ich serdecznie witał?

oto Krzych Adam

No cóż.

Wydawało mi sie że mówilismy tylko o jednym aspekcie. Kiedy występuje (przy jakich systemach wyborczych) tzw. "polsk riksdag" – czyli bardziej swojsko "burdel i serdel" w parlamencie. W tym kontekście postawiłem tezę, że system westminsterski takiej sytuacji nie powoduje, choć przyznaję, rzeczywiście trzeba się trochę się mu przyjrzeć by tę jego cechę zauważyć.

O tzw. z kolei "całokształcie" ja mówić nie chcę bo jako wrogowi znanych nam obecnie form parlamentaryzmu i demokracji bardzo jest mi trudno bronić jakiejkolwiek z tych form. Obserwuję je jedynie pod kątem, które są gorsze niż inne, a które są mniej złe.

oto Paulina Kaufmann

Skoro jest Pan wrogiem

znanych nam obecnie form parlamentaryzmu i demokracji

chciałabym zapytać jaką formę rządów uważa Pan za najlepszą albo jaka nie jest Panu wroga?

oto Krzych Adam

Aby Pani odpowiedzieć musiałbym napisać sążniste wypracowanie.

Zaczynając od mych poglądów bazujących na monteskiuszowskich rozważaniach o naturze i zasadzie rządów z jego spostrzeżeniami w kwestii możliwych ustrojów państwowych:

  1. republikańskiego w podziale na dwie jego wersje demokratyczną i autokratyczną.
  2. monarchicznego, z rządami na podstawie prawa mającego precedens przed wolą monarchy.
  3. despotycznego.

Potem należałoby rozważyć kwestie postulowanego przez Monteskiusza podziału władzy. Bez przesady jednakowoż. Biorąc pod uwagę fakt, że amerykański ustrój jest prawie w 100% monteskiuszowski (tylko nie ma monarchy a jest prezydent) dziś widzimy, że system ten niezupełnie spełnia nadzieje tego myśliciela.

Nie będę jednak pisał tego wypracowania. Nie miałoby to zbyt wielkiego sensu biorąc pod uwagę też fakt, że to co p.chłop Jag określa jako demokraturę opanowało dziś świat. Z czego między innymi wynika też i to że każdy despota każe siebie nazywać prezydentem republiki. A słowa oznaczające dziś coś, z dnia na dzień albo znikają i są zastępowane innymi słowami, albo całkowicie zmieniają swój sens.

Dlatego odpowiem jedynie, że w tej sytuacji jestem zwolennikiem republiki, a w niej pewnych form parlamentaryzmu i demokracji nieznanych nam obecnie.

oto Krzych Adam

Proszę bardzo, niech Pani zostanie, jeśli taka Pani wola.

Ja rozszerzę nieco swą wcześniejszą wypowiedź.

Jestem zwolennikiem republiki, a w niej pewnych form parlamentaryzmu i demokracji jedynie z powodu tej sytuacji o której pisałem. Tzn w której "demokratura" opanowała świat do tego stopnia, że jakiekolwiek próby wyrwania się z niej powodują, że zaraz w kraju najróżniejsi "bezbronni cywile" występują przeciwko "tyranom", a wkrótce potem na niebie pojawiają się pociski manewrujące.

Gdyby sytuacja była inna postulowałbym ulubiony ustrój państwowy Monteskiusza. Określał on go mianem monarchii, ale chyba jedynie dlatego że nie znalazł lepszego słowa, gdyż nie jest rzeczą najwłaściwszą nazywanie monarchą osoby, posiadającej jedynie część władzy. Ale pozostańmy przy jego terminie "monarchia ograniczona".

Każdy może sobie sam poczytać o jego koncepcji ustroju takiego państwa, więc jedynie pokrótce. Jest w nim niezbędne istnienie dynastii. Tak by monarchą zostawał ktoś przygotowany od najmłodszych lat do tej roli. Także istnienie warstwy szlacheckiej, jak sądzę niekoniecznie przynależność do której była dziedziczna. Albo z jakąś formą dziedziczności ograniczonej, tak by nie zachodziła sytuacja w której jedyną zasługą tak uprzywilejowanego człowieka było pochodzenie od zasłużonego dla państwa pradziada. Ta warstwa jest niezbędna dla rekrutacji do izby wyższej parlamentu.

Także jakieś formy demokratycznego wyłaniania niższej izby parlamentu oraz samorządowych władz lokalnych. Uniemożliwiające ochlokrację. Może cenzusem, może kurialnością, może jeszcze w inny sposób.

Co do trzeciej władzy czyli sądownictwa, wyłaniana ona powinna być moim zdaniem czytelnymi mechanizmami premiującymi kompetencje, a eliminującymi nepotyzm i kumoterstwo. Obowiązywać tez winna zasada, że im wyżej zaszedłeś, tym cięższy powinien być upadek.

oto Paulina Kaufmann

Dwie uwagi:

pierwsza - oboje po samookreśleniu się jako zwolennicy republiki, dostaliśmy po "minusie". Mnie jest obojętna ilość cyferek po dowolnej stronie ale sam fakt jest ciekawy.
Druga: moja konkluzja o pozostaniu tylko przy fakcie samookreślenia się jako zwolenniczka republiki jest spowodowana przywołaniem użytkownika @chłop jag i określenia "demokratura".

oto Wojciech Błasiak

AnnaK

Jak może być bardziej reprezentatywna, gdy w jej ramach reprezentuje się nie wyborców, a kierownictwo partii?
W. Błasiak

oto AnnaK

Jak może być bardziej

Jak może być bardziej reprezentatywna, gdy w jej ramach reprezentuje się nie wyborców, a kierownictwo partii?

To Proszę Pana demagogia. Jeśli już to partię, a partia jest reprezentantem określonej grupy wyborców. W systemie proporcjonalnym ugrupowań, które mogą się znaleźć w parlamencie jest z reguły więcej niż w systemie jow. To oznacza, że ten system jest bardziej reprezentatywny.

oto ajgasz 17.03.2017

Zabawa dla społeczeństwa

Co to za ordynacja wyborcza, która pozwala na zasiadanie w ławach poselskich przez 30 lat. Jaki jest pożytek z takiego posła, to właśnie widać po obecnych posłach, którzy nie reprezentują swoich wyborców, tylko partię, ot takie dzieci ojca Wirgiliusza.

oto Czesław

Mam wątpliwości

Mam wątpliwości co do tych "uzdrowieńczych JOW-ów", podstawa to mentalność i tradycje danych społeczeństw. Zdaje się że na Ukrainie były JOW-y i co z tego wyszło. U nas mamy JOW-y na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast a że jest spokój ze szwindlami to podejrzewam że taki burmistrz "ma wszystkich w kieszeni". Jak dotknęło to Warszawę to jest pasztet a w innych miastach? Według mnie podstawa wszystkiego to poziom społeczeństwa.

oto Wojciech Błasiak

Czesław

Bezpośrednio wybierani wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast nie są w Polsce rozsadnikami korupcji. Wystarczą statystki CBA. Rozsadnikami korupcji jest partiokracja władz centralnych a w samorządach opanowane partyjnie miasta i to też nieliczne.
W. Błasiak

oto Paulina Kaufmann

Rozsadnikami korupcji jest

Rozsadnikami korupcji jest partiokracja władz centralnych

Szalenie ciekawa teza i wygodna dla zwolennika JOW-ów.
Nie, drogi panie, rozsadnikiem korupcji jest złe prawo i permanentne kłopoty z jego egzekucją oraz zła organizacja systemu zarządzania państwem.
Gdyby pańska teza była prawdziwa, to na czele państw o najniższej korupcji byłyby np. Indie a nie Finlandia. Przy okazji, właśnie przykład Indii pokazuje, że samo wprowadzenie JOW-ów niczego nie załatwia.

oto Wojciech Błasiak

Paulina Kaufmann

Czy nie napisałem czarno na białym o roli kontekstu socjopolitycznego, która to teza wyklucza bezpośrednie porównywanie rezultatów funkcjonowania ordynacji bez analizy politycznych skutków struktury społecznej i struktury kulturowej? A kto w Polsce tworzy złe prawo i permanentne kłopoty z jego egzekucją? Gdzie przyczyna, a gdzie skutek?
Wojciech Błasiak

oto Paulina Kaufmann

Czy może Pan dać gwarancje, że...

...posłowie wybrani w systemie JOW-ów będa tworzyć dobre prawo? Nie, nie może Pan.
Przyczyny tworzenia złego prawa mają się nijak do systemu wyborczego.
Przy okazji, odniosłam się do pańskiego, dość nieszczęśliwego sformułowania w poprzednim poście a nie do pańskiego tekstu. Z tego wpisu wynika bowiem, że wybory w systemie większościowym mają wpływ na skalę korupcji a to nie jest prawdą.

oto Wojciech Błasiak

Paulina Kaufmann

Złe prawo w Polsce ma się wprost do ordynacji proporcjonalnej, gdyż ta nie tworzy bezpośredniej zależności od wyborców, a tworzy bezpośrednią zależność od oligarchii partyjnych i wszelkiej maści lobbystów. Skutek jest taki, że listy partyjne samokooptują miernych, biernych ale wiernych oligarchii i partyjnym wodzom, a dodatkowo ułatwiają zależność od lobbystów, zwłaszcza w obliczu wielkich pieniędzy. Brak zależności bezpośredniej od wyborców tworzy poczucie wyższości u posłów, które jest internalizacją psychospołeczną pozycji władzy niepoddanej kontroli i rozliczaniu, co w konsekwencji daje poczucie bezkarności i prowadzi do korupcji - to jest prawo socjopolityczne, które nazwałem prawem Forsytha. Będzie w następnych częściach.
W. Błasiak

oto Paulina Kaufmann

Jak rozumiem, ta zależność występuje jedynie...

...w Polsce bo jest znacznie trudniej dostrzegalna w innych, europejskich krajach z ordynacją proporcjonalną.
Jakaż jest ta bezpośrednia zależność od wyborców w systemie JOW jakiej nie ma w systemie proporcjonalnym? Zależność jest identyczna: krzyżyk co 4 lata. Posła wybranego w systemie JOW można odwołać za tworzenie złego prawa albo permanentne obijanie się w parlamencie? No, można przy okazji kolejnych wyborów.
W obliczu wielkich pieniędzy również poseł wybrany w systemie JOW może się stać "miękki jak wosk". To nie jest kwestia rodzaju ordynacji tylko kwestia moralności ergo kwestia indywidualna. Tego żaden system wyborczy nie zapewni. No chyba, że będziemy wszystkich i wszędzie wybierać w jednomandatowych okręgach. Urzędników i lobbystów, również.
Do korupcji prowadzi nieco inna droga... Uznaniowość i niejasność przepisów połączona z ludzką chciwością. Jak nie ma kogo korumpować, to nie jest potrzebne poczucie bezkarności żeby nie było korupcji.

oto Ireneusz

Znów spojrzenie prawnicze

Bardzo częstym jest, że ludzie patrzą na otaczające ich sprawy pod kątem tego, co sami konstruują.

To nie jest kwestia rodzaju ordynacji tylko kwestia moralności ergo kwestia indywidualna. Tego żaden system wyborczy nie zapewni.

To jest kwestia ordynacji, gdyż dzięki bezpośredniej zależności od wyborcy włącza się selekcja pozytywna, a więc wybierani są ludzie bardziej kompetentni, ergo bardziej moralni. To jest zasadniczo wynikowe i logiczne.
Prawo jest konstruowane przez lobbies dziś, gdzie dużą rolę odgrywają nieprzejrzyste grupy nacisku. Pora więc, aby prawo zaczęli tworzyć LUDZIE. Jak dla mnie, najważniejszym elementem oprócz JOW jest przywrócenie prawa precedensowego opartego o sędziów przysięgłych wybieranych losowo ze społeczeństwa. Prawo w takim systemie ma szansę być przywrócone do definicji sprawiedliwości.

oto Paulina Kaufmann

Naprawdę?

To jest kwestia ordynacji, gdyż dzięki bezpośredniej zależności od wyborcy włącza się selekcja pozytywna, a więc wybierani są ludzie bardziej kompetentni, ergo bardziej moralni.

Jaka jest ta zależność od wyborcy w systemie ordynacji większościowej w jednomandatowych okręgach wyborczych?
Ciekawa zależność między kompetencjami a moralnością.
W ordynacji proporcjonalnej startują sami niekompetentni i zdemoralizowani?
Jak rozpoznaje Pan osobę kompetentną do pełnienia funkcji posła?

przywrócenie prawa precedensowego opartego o sędziów przysięgłych wybieranych losowo ze społeczeństwa.

Bzdura na bzdurze.
Przywrócić prawo precedensowe? A kiedyś obowiązywał w Polsce system common law?
Co ma ława przysięgłych do prawa precedensowego? Sędziowie przysięgli nie tworzą prawa, oni je wykonują w bardzo ograniczonym zakresie. Sędzia przewodniczący rozprawie, na skutek działania prawa precedensowego, tworzy normę prawną a nie sędziowie przysięgli.
Prawo precedensowe jest de facto ograniczeniem judykatury bo skutkuje automatycznym powtórzeniem ewentualnego błędnego orzeczenia.
Pomijam już taki "drobiazg" jak brak umocowania takiego systemu prawnego w polskiej historii i kulturze (nie tylko prawnej) bo wprowadzenie takiego prawa musi skutkować stosowaniem go we wszystkich rodzajach spraw sądowych a nie tylko karnych. Dobrym przykładem jak działa chwalony przez Pana system common law jest sprawa O.J. Simpsona, uniewinnionego od zarzutu podwójnego morderstwa w procesie karnym i skazanego w procesie cywilnym o odszkodowanie za pozbawienie życia dwóch osób.
P.s.
W polskim systemie prawnym żadne rozstrzygnięcie o chrakterze precedensowym nie może stanowić normy generalnej ale może służyć sędziom w podtrzymywaniu linii orzeczniczej (wraz z orzeczeniami SN).

oto Ireneusz

Po co te emocje?

1. Napisałem o selekcji pozytywnej, a nie melodramat o moralności wypływającej z kompetencji :-)) Zaprzeczy ktokolwiek, że gdy do polityki garną się ludzie nagradzani nie przez wodza za uległość i umiejętność prywatnych gierek tak, aby wódz tego nie widział, ale ludzie nagradzani przez wyborców bezpośrednio za sprawne wykonywanie zleconych zadań dzięki prawdziwej konkurencyjnosci, nie będą oni lepsi od dzisiejszych, z ograniczonego "rynku", do którego uczciwy człowiek nie podejdzie bliżej jak na wyciągnięcie kija?
2. To prawo, zwane dziś common law, obowiązywało w Polsce w średniowieczu. Suweren wyznaczał sędziego (często był to on sam), którego celem było dopilnowanie aby sprawiedliwości stało się zadość. Niektórzy historycy opisywali to tak, że tak zwana "gawiedź" określała zakres winy. Niewątpliwie następna sprawa tego samego typu już nie musiała się toczyć w pełnym wymiarze, a jedynie wyznaczenie kary odbywało się po stwierdzeniu iż delikwent jest na pewno winnym.
3. Prawo precedensowe to sposób tworzenia aktów prawnych, zaś Ława Przysięgłych to narzędzie "wykrywania" zasad sprawiedliwości prawa oraz dokonania oceny dowodów we własnym sumieniu. Oba są ważne. Losowe wybranie sędziów z grona całego społeczeństwa daje 99.99999 procent reprezentacji społeczeństwa, a więc tutaj określane jest prawo dzięki wręcz "transcedentalnego" poczucia sprawiedliwości. Sędzia zawodowy zaś z urzędu ma dopilnować, aby prawo nie było złamane w przewodzie sądowym, jest również bezstronnym przedstawicielem suwerena i rostrzyga spór pomiędzy stronami NIGDY nie będąc samemu częścią tego sporu (a to niestety mamy w Polsce i to jest największą patologią wskazująca na problemy z wymiarem sprawiedliwości).

oto Paulina Kaufmann

Losowe wybranie sędziów z

Losowe wybranie sędziów z grona całego społeczeństwa daje 99.99999 procent reprezentacji społeczeństwa, a więc tutaj określane jest prawo dzięki wręcz "transcedentalnego" poczucia sprawiedliwości.

W przywołanej przeze mnie sprawie O.J.Simpsona, w kryminalnej orzekała ława przysięgłych złożona głównie z...Ehmmm... Afroamerykanów. Reprezentatywna w 99.9999 procentach, nieprawdaż?
Do reszty się nie będę odnosiła bo nie mam ochoty pisać eseju na temat tego czym jest common law i tłumaczeniu braku zależności stosowania instytucji ławy przysięgłych od systemu prawnego. Dodam tylko, że w II RP nie funkcjonowało common law a ława przysięgłych występowała.

oto Ireneusz

Dalej nie rozumiem zarzutów

Wybór Afroamerykanów w wyniku losowania chyba jest czymś naturalnym, czy akurat w tamtym przypadku nie naturalnym? Z tego co sie orientuję, obrońcy oraz oskarżyciele mogą nie zgadzać się na skład Ławy i "losowanie" trwa. Można też zweryfikować procedurę losowania.
Nic mi do tego i tego typu argumentów ad absurdum.
W czasach II RP prawo karne nie było pisane w wyniku nacisków "nieznanych sprawców", wstydem związanym z plamą na honorze było dodawać "lub czasopisma", prawo było zwięzłe i zrozumiałe. Oprócz Nikodema Dyzmy, wśród elit kołatało się jeszcze jedynie kilku podobnych jegomości. A reszta była i starała się być prawdziwą elitą. Dziś są inne czasy i rozwiązania należy stosować zależne od ludzi w sposób jednoznacznie przejrzysty. Za taki uważam common law.

oto Paulina Kaufmann

Czyżby Afroamerykanie...

...stanowili 99.9999 % społeczeństwa amerykańskiego? To Pan się posłużył tą cyfrą jako przykładem reprezentacji całego społeczeństwa. I, jeszcze raz dodam, ława przysięgłch ma się nijak do systemu common law. W systemie tym przeważająca część spraw nie odbywa się przed ławą przysięgłych, decydują zawodowi sędziowie. Jak w Polsce.
Ława przysięgłych jest instytucją prawa procesowego.

oto Ireneusz

Droga Pani Paulino

Jeszcze raz się powtarzać mam, że należy spojrzeć na procedurę losowania? No i losowanie powinno być oraz zazwyczaj jest przeprowadzone w społeczności lokalnej, którą obejmuje dany sąd. Czy tam nie było 100 procent pochodzenia afrykańskiego?
Nie podoba mi się takie demagogiczne i rasistowskie podejście i nie będzie na to mojej zgody.
Co do drugiego punktu:

W systemie tym przeważająca część spraw nie odbywa się przed ławą przysięgłych, decydują zawodowi sędziowie. Jak w Polsce.

Nie jak w Polsce. Bo tam sędzia jest świadkiem sporu i ma pozycję bezstronną. Dokładnie tym jest niezawisłość sędziów, że nie są stroną sporu. Są urzędem do rozstrzygania sporu. Przewody sądowe często są procedurą zawierania ugody pomiędzy zwaśnionymi stronami (nawet jeśli tą stroną zwaśnioną jest urząd państwowy czy municypalny).
U nas działa to na wspak. Sąd jest stroną sporu, udając jedynie, że tą stroną nie jest. Nie można powołać jako stronę urzędu państwowego, a jedynie można powołać osobę fizyczną jako przedstawiciela. Po zmianie na stołku okazuje się, że przewód sądowy nie ma sensu i trzeba zakładać nową sprawę. Co oczywiście staje się niemożliwe, bo nowy szef urzędu nie był na stołku. Paranoje do kwadratu. Sąd jest częścią władzy państwa, a więc wydaje wyroki jako aparat państwa. To są paskudne niuanse wskazujące na nieprawidłowe działanie i nieprawidłowe umocowanie sądu. A niezawisłość jest jedynie rozumiana jako bezkarność. Niech ktoś spróbuje założyć jakąkolwiek sprawę wobec urzędu sądowego :-))
Nie. Proszę kompletnie nie używać tak pejoratywnego stwierdzenia, że gdzieś jest "jak w Polsce". Nie jest. Większość rzeczy działa kompletnie inaczej. Należy to definiować i szukać różnic, aby je poprawnie oceniać i rozumieć ich wpływ na działanie całego systemu.

oto Paulina Kaufmann

Nie jak w Polsce. Bo tam

Nie jak w Polsce. Bo tam sędzia jest świadkiem sporu i ma pozycję bezstronną. Dokładnie tym jest niezawisłość sędziów, że nie są stroną sporu.

Niech Pan już przestanie opowiadac bajki, ja wiem, że jest wiele osób w Polsce myślących w ten sposób. Prosze się zastanowić nad powielaną bzdurą o "mądrości ludu", który jako ława przysięgłych osądza przestępstwa będąc reprezentatywną bo pochodząca z losowania. Nie, nie jest reprezentatywna jest czynnikiem społecznym czyli reprezentacją społeczeństwa. W dodatku wszystkim się wydaje, że jak w znanym amerykańskim filmie musi byc jednomyślność. Nie, nie musi. Więc orzeczenie o winie zapada kwalifikowaną większością głosów. Demokracja czy "demokratura". A może karyktura?
Trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona. No i jak wiadomo u nas rządza pupile Szatana i naczelny Srul.

oto Ireneusz

? *_* ?

Mądrość ludu?
No jeśli ktoś coś takiego uważa za wskaźnik autonomiczny, to nie warto w ogóle dyskutować. Tym bardziej o zieleńszej trawie. Ściąganie dyskusji ad absurdum nie jest tym, co jestem w stanie tolerować.

oto Ireneusz

Nie jest ważne, co ja znam

Ważne jest, co prezentuje mój iterlokutor. A prezentuje demagogię i pustkę. Tak zachowują się ludzie, którzy są zapytani o rzeczy uważane dotąd za niepodlegające dyskusji i zdumione, że aksjomaty nie są naprawdę niewzruszone i "twarde". Zawsze lepiej jest pozostać w błogiej świadomości dobrostanu i "właściwego sensu rzeczy".

oto Aleksy

Gdy nie ma pomysłu na PAŃSTWO mówi się o demokracji.

Szanowny Panie Autorze, praktyczne doświadczenia ostatnich 28 lat wyraźnie pokazują że DEMOKRACJA jest jednym z narzędzi zapobiegania buntom społecznym poprzez pokojową zmianę rządzących.Propagowane tu iluzje są szkodliwe dla państwa ponieważ zabijają potrzebę działania zespołowego w celu osiągnięcia sukcesu politycznego. Pańskie odwoływanie się do ELIT których po 1945 r. nie było i nie ma jest przykrym nieporozumieniem.Najpierw trzeba wykształcić, wychować i wyselekcjonować ELITY,potem okaże się że nie ma problemu z DEMOKRACJĄ.

oto Wojciech Błasiak

Aleksy

Elity rodzą się stale i to jest ten 1% w każdym pokoleniu. Tyle, że nie ma możliwości ich pozytywnej selekcji i wyłaniania, gdyż listy partyjne w wyborach są negatywną samoselekcją od 1991 roku.
W. Błasiak

oto PKK

Zamiatanie pod dywan

Wszystko zależy od pieniędzy, a nie ordynacji wyborczej. Wyniki wyborów do Sejmu potwierdzają, że kandydat pozbawiony hojnych sponsorów i dużych pieniędzy może skutecznie wypromować się tylko na szczeblu dzielnicowym, gminnym lub małomiasteczkowym, a to zdecydowanie za mało do uzyskania mandatu poselskiego.

Owocna kampania w powiecie, nie wspominając o całym okręgu wyborczym, wymaga funduszy, którymi nie dysponują zwyczajni obywatele. Dlatego przebłyski lokalnych preferencji nie są w stanie wyeliminować zawodowych politykierów, którzy reklamują się dosłownie wszędzie i na każdy z możliwych sposobów.

Owiany legendami "efekt JOW" byłby zuważalny dopiero wtedy, gdy okręgi wyborcze liczyłyby średnio co najwyżej kilkanaście tysięcy uprawnionych. Jeżeli zwiększymy tę liczbę do 20 tys. wyborców, to podzielenie jej przez 30 mln pełnoletnich da 1,5 tys. mandatów. Scenariusz sci-fi, na który nikt nie wyrazi zgody. Bez większego zaplecza finansowego można tylko naciskać na parlamentarzystów protestami.

oto Wojciech Błasiak

PKK

W Brytanii, gdzie są JOW-y i okręgi liczące 57 tys. wyborców, limit wydatków na kampanię to około 2,5 tys funtów. Za przekroczenie traci się zdobyty mandat.
W. Błasiak

oto Wojciech Błasiak

Paulina Kaufmann

Albo traktuje mnie Pani poważnie, tak jak ja Panią, albo przestaję z Panią dyskutować. I to na stałe. Proszę podać więc prawdziwy limit wydatków, a nie robić prześmiewczych uwag. Źródłem tej informacji jest mój znajomy profesor z Southampton. Polak zresztą. Oczywiście zawsze mogłem coś pomylić. Mam wszakże taką staroświecką zasadę, że nie kłamię i nie konfabuluję, ani nie obśmiewam innych.
W. Błasiak

oto Paulina Kaufmann

Wojciech Błasiak

Jeżeli chce Pan traktować dyskutantów poważnie, to proszę sprawdzać informacje, którymi się Pan posługuje. Nie jest to trudne, w tym przypadku zwłaszcza.
W ostaniej kampanii wyborczej do Izby Gmin limit wydatków można określić średnio na ok. 49 tysięcy funtów. Limity sa różne, w zależności od okręgu.

oto Wojciech Błasiak

Paulina Kaufmann

Sprawdziłem i średnio rzecz biorąc, gdyż limity określa też nade wszystko ilość wyborców, kandydat w wyborach do Izby Gmin może wydać na kampanię ok. 4 tys funtów, z maksymalnym granicznym limitem 7,5 tys funtów. Widocznie mój znajomy profesor ma mały okręg wyborczy, stąd 2,5 tys funtów, a być może i ja coś pomyliłem, choć byłem pewny, że padła liczba kilku tysięcy funtów, a nie kilkudziesięciu. Natomiast partie polityczne ale tylko na centralną kampanię wyborczą mogą wydawać łącznie 30 tys. funtów razy ilość okręgów wyborczych. Moja informacja była więc prawdziwa, tyle że nieścisła, ale w toku dyskusji używa się wiedzy podręcznej, która może być nieścisła. Pani zarzut niepoważnego traktowania przeze mnie dyskutantów, jest niepoważny.
Wojciech Błasiak

oto Paulina Kaufmann

W czasie określanym jako Long

W czasie określanym jako Long campaign limit sztywny wynosił (przed ostatnimi wyborami) 30,700 funtów plus limit zmienny: 6 pensów za każdego zarejstrowanego wyborcę w okręgu borough lub 9 pensów w county.
Do tego limit sztywny za Short campaign w wysokości 8,700 funtów i taki sam limit zmienny jak wyżej.
Źródło:
http://www.electoralcommission.org.uk/__data/asset...

oto Wojciech Błasiak

Paulina Kaufmann

Jeśli chodzi o wydatki kandydata w okręgu to przyznaję Pani rację i biję się w piersi. Moja wina. Nowelizacja prawa wyborczego z 2014 r. określa następujące limity: Na kandydata: £8700 + 9p na wyborcę we wiejskich okręgach lub 6p na wyborcę w okręgach miejskich.
Wojciech Błasiak

oto Krzych Adam

Stop, woman, for goodness sake!

Bo już zaczynam Panią widzieć z wałkiem do ciasta w ręce i w papilotach.

oto PKK

Wirtualny limit

Nawet jeżeli taki limit rzeczywiście występuje, to w praktyce tylko wpycha kandydatów w objęcia największych partii. 2,5 tys. funtów to mniej więcej brytyjska średnia krajowa. Suma tak ograniczona, że starczy co najwyżej na skromniutką kampanię ulotkowo-plakatową i (być może) krótkie spotkanie w wynajętej sali.

Tymczasem konserwatyści, laburzyści i szkoccy nacjonaliści otrzymują grube miliony od sponsorów, dzięki czemu mogą prowadzić efektywną promocję zbiorczą, co zachęca potencjalnych niezależnych do zaciągnięcia się na listę partyjną.

Ogromny wpływ ma też swobodny dostęp do mediów - zapraszanie liderów/kandydatów i pisanie/mówienie o nich, o czym szerzej nieznani i prezentujący poglądy sprzeczne z interesem właściciela mogą zwyczajnie zapomnieć. To wszystko sprawia, że ordynacja pozostaje sprawą tak naprawdę drugorzędną.

oto PKK

Ten pierwszy

Limit podany przez p. Błasika uważam za nigdy nieistniejący, bo nie potwierdziło go żadne z wiarygodnych źródeł. Natomiast rzeczywisty limit wspomniany przez Panią może wydawać się nieco wirtualny w samych skutkach w obliczu istnienia potężnego zaplecza marketingowo-medialnego największych partii.

oto PKK

Rozwijając myśl

Tradycyjne, ograniczane limitem wydatków, formy promocji w zasadzie straciły na większym znaczeniu. Ulotki, plakaty, wiece, spotkania, spoty, reklamy w radio i prasie oraz akcje w Internecie nie należą do najbardziej skutecznych. Chyba każdy zdążył się przyzwyczaić do tego, że w ten sposób zobaczy co najwyżej wizerunek (często wyretuszony) kandydata i usłyszy zbiór banalnych hasełek.

Zdecydowanie bardziej skuteczną formą promocji jest częste goszczenie w co najmniej neutralnych dla siebie mediach. Wystarczy przypomnieć partię Razem, której poparcie w krótkim czasie błyskawicznie wzrosło od 0 do prawie 4% dzięki nachalnej reklamie przychylnych sobie TVN i GW. Nie były potrzebne do tego wielkie pieniądze, a jedynie miejsce w układzie.

Środowiska związane z dużymi partiami w każdym kraju posiadają media będące własną tubą propagandową, która w uzasadnionych przypadkach może służyć także promocji bezpiecznych i nieszkodliwych pseudo-nowicjuszy. Niezależny bez "plecaka" nie będzie częstym gościem mediów, więc nie zdoła wypromować się skutecznie.

oto Ireneusz

I to o ten fakt najbardziej chodzi

Dwa różne światy. Sposób prowadzenia kampanii wyborczej na Wyspach wynika w dużej mierze z przyjętej ordynacji i systemu.

Ten sposób jest znacznie bardziej akceptowalny dla normalnego człowieka i nic dziwnego, że każdy normalny człowiek wolałby, aby kampania wyborcza była bardziej "brytyjska", a więc klarowniejsza, mniej kandydatów, bardziej wiarygodniejszych i bliższych wyborcy.

oto chłop jag

No cóż - tzw. demokraturę mamy

jeszcze tylko dlatego, że jest w niej możliwość kontynuowania tego wszystkiego - co zapoczątkowano wcześniej tołażyszem, Leninem, tołażyszem Stalinem - i ma się rozumieć - panem, tołażyszem Hitlerem - tołażysze.
Wniosek?
Tzw. demokratura - to naprawdę nie są żarty - natomiast wszelkie przyprawianie tzw. demokraturze ludzkiej twarzy - to tak jakby na ochotnika pani Śmierci jej kosę ostrzyć - tołażysze.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.