Bank Centralny

... część trzecia tekstu "Jaki mamy ustrój" ...

Znacznie ważniejszą instytucją powołaną w liberalnej demokracji jest bank centralny, stworzony nie dla realizacji polityki państwa, demokratycznie wybranego reprezentanta narodu, ale dla kontroli i ograniczania jego władzy w polityce pieniężnej. Gdy na Węgrzech mianowano nowego szefa Banku Centralnego, opozycja lamentowała: „padła ostatnia twierdza. Nie ma już niezależnej instytucji na Węgrzech, która stanowiłaby jakąś przeciwwagę dla Orbana”. Tak właśnie jest traktowana ta fundamentalna dla państwa i jego gospodarki instytucja – jako „niezależna od państwa”.

Jego niezależność od władzy państwowej wyraża się w tym, że bank centralny nie odpowiada za stan gospodarki, a jedynie za to, żeby strzec wartości pieniądza. Określenie jego fundamentalnego zadania to strategiczny element w systemie ograniczania władzy rządu przez „checks and balances”. W krajach takich jak Polska czy Węgry oznacza obronę interesów zagranicznych kredytodawców ze szkodą dla rozwoju gospodarczego kraju.

Konflikt ten występuje szczególnie ostro w czasie kryzysu gospodarczego. Gdy kraj popada w recesję, gdy inwestycje są na niebezpiecznie niskim poziomie, zagraniczny kapitał ucieka z kraju, banki wycofują się i ograniczają kredyty dla przedsiębiorstw i ludności, konsumpcja spada, inflacja i bezrobocie są wysokie. Jak ma się zachować bank - czy ma wtedy wspierać gospodarkę tanim pieniądzem czy zachować swoją „splendid isolation” wobec problemów kraju, strzegąc jedynie wartości pieniądza (zagranicznych inwestorów). Na Węgrzech dylemat ten András Simor - człowiek międzynarodowej finansjery, wcześniej prezes austriackiego banku CAIB, przed nominacją w 2007 r. szef lokalnego oddziału Deloitte – rozstrzygał wg wskazówek Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego – utrzymywał politykę drogiego pieniądza, wysuszając gospodarkę z kredytu.

Jego następca z ekipy Orbana György Matolcsy – wcześniejszy minister gospodarki, autor „nieortodoksyjnej” polityki ekonomicznej Orbana – wzorował się na polityce amerykańskiego FED-u i Banku Anglii i obniżał stopy procentowe a węgierskie przedsiębiorstwa zasilił tanim kredytem. Ale to było działanie nieortodoksyjne, to znaczy niezgodne z instrukcjami IMF.

Tymczasem podstawowym zadaniem amerykańskiego banku centralnego FED jest "maksymalne zatrudnienie" i "stabilne ceny". Od lat 70-tych, kiedy tworzył się światowy porządek post-Bretton Woods, uchwalono takie zadania w “Federal Reserve Reform Act of 1977" i do dzisiaj, gdy prezes zarządu FED zdaje sprawozdanie ze swoich działań, pierwszym punktem sprawozdania jest relacja, jak zwiększyła się ilość miejsc pracy. Cała polityka „poluzowania ilościowego” ("quantitative easing") była uzasadniona i nacelowane na szybkie zwiększenie zatrudnienia. I rzeczywiście miała ona pozytywne skutki – w USA bezrobocie wróciło do poziomu 5 procent.

O tym, że trzeba się zdecydować, jakie cele się realizuje pisał już w 1968 r. Milton Friedman, podkreślając w “The Role of Monetary Policy” sprzeczność między osiąganiem celów kreowania miejsc pracy i strzeżenia inflacji. Tak więc bankom „narodowym” w kraju takim jak Polska czy Węgry pozostaje dbanie o inflację, a Ameryka zajmie się tworzeniem miejsc pracy.

Ilustracją tego, czyim interesom służy bank centralny, który zwykle w wielu krajach nazywa się „narodowym” jest sprawa rezerw walutowych. Gdy państwo pożycza z rynków finansowych po dość wysokiej cenie kolejne kredyty, jednocześnie bank centralny wykupuje dolary bądź euro po minimalnej stropie zwrotu. Pożyczamy więc właścicielom walut rezerwowych bardzo tanio, sami zadłużając się na znacznie wyższy procent. Wynika to z zakazu finansowania państwa przez własny bank narodowy, wpisanego zresztą do Konstytucji RP, której Artykuł 220 ust. 2 mówi:

„Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa”.

Takie rozwiązania systemowe zwiększają koszty długu rządowego, płacone ostatecznie przez podatników. Rozsądek podpowiadałby inne zachowanie, ale zalecenia międzynarodowych instytucji finansowych przestrzegają przed użyciem rezerw walutowych dla celów gospodarczych. Gdyż jeśli „rynki finansowe” podejmą spekulacyjne ataki, kraje bez rezerw walutowych nie mogłyby ich odeprzeć. To się nazywa argument „nie do odrzucenia” i znamy go z gangsterskich filmów.

Bank centralny podlega bowiem zarządzaniu międzynarodowemu, dla niego istotniejsze są instrukcje z Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Europejskiego Banku Centralnego (mimo że Polska czy Węgry nie należą do strefy Euro) niż decyzje własnego rządu. W traktacie akcesyjnym Węgrzy mieli wpisane, że wszelkie zmiany regulacji Banku Centralnego mają być uzgodnione z Brukselą. Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi ostrzegał Węgrów wprost, że małe kraje, z dużymi zagranicznymi pożyczkami, gdy „stracą zaufanie” inwestorów (prowadząc politykę sprzyjającą własnym gospodarkom, a nie pożyczkodawcom), mogą być narażone na poważne problemy.

Zawdzięczamy tę instytucję Amerykanom, którzy stworzyli ją od podstaw w krajach środkowej Europy Środkowej. Wiosną 1990 r. sekretarz skarbu Nick Brady wysłał do Polski (na Węgry również) zespoły amerykańskich specjalistów, żeby zaprojektowali nowe przepisy prawa i instytucje, wyszkolili nowy personel dla banków centralnych i ministerstw finansów. Emerytowani amerykańscy finansiści, menedżerowie i księgowi, (w Polsce zwani „brygadami Mariotta” od hotelu w Warszawie, w którym najczęściej rezydowali) pisali prawo, szkolili nowy personel, wprowadzali nowy świat globalnych finansów do byłych komunistycznych krajów.

A później wpisaliśmy to sami do konstytucji w artykule 227, który mówi, że „Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.” Co z gospodarką? Konstytucja nie mówi nic, więc bank z nazwy „narodowy” nie odpowiada za stan gospodarki narodowej. Jeszcze później potwierdziliśmy to w Traktacie Lizbońskim w art. 123, gdzie jeszcze mocniej związano ręce państwu, by nie prowadziło niewłaściwej polityki monetarnej, gdyż „

zakazane jest udzielanie przez Europejski Bank Centralny lub banki centralne Państw Członkowskich, zwane dalej „krajowymi bankami centralnymi”, pożyczek na pokrycie deficytu lub jakichkolwiek innych kredytów instytucjom, organom lub jednostkom organizacyjnym Unii, rządom centralnym, władzom regionalnym, lokalnym lub innym władzom publicznym, innym instytucjom lub przedsiębiorstwom publicznym Państw Członkowskich, jak również nabywanie bezpośrednio od nich przez Europejski Bank Centralny lub krajowe banki centralne ich papierów dłużnych”

.

Na ile jest to zapis sztuczny dla naturalnych potrzeb państwa, niech uzmysłowi nam fakt, że władza ucieka się do sztuczek podatkowych, by wręcz zmusić banki do tańszego finansowania potrzeb budżetowych. Ot choćby w podatku bankowym, wprowadzonym przez Prawo i Sprawiedliwość, zwalnia się z niego pożyczki dla państwa. Przypomina to sięganie prawą ręką do lewej kieszeni. Jeśli ktoś pamięta podsłuchy z „Sowy i Przyjaciół”, to w pierwszej ujawnionej rozmowie, minister Sienkiewicz i prezes Marek Belka spiskowali, jak ominąć zakaz bezpośredniego finansowania państwa przez własny Narodowy Bank Polski. Sprawa była poważna, rozmowa poszła na pierwszy ogień medialnego ataku na rząd, publika aż zachłystywała się z oburzenia, a praktycznie zerowa reakcja na meritum tej rozmowy (bank narodowy chciał umożliwić tańsze finansowanie państwa) dowodzi, że pranie mózgów na tematy państwa w Polsce zaszło niepokojąco daleko.

ciąg dalszy ...

... o checks & balances przeczytaj w części pierwszej...

... o Trybunale Konstytucyjnym przeczytaj w części drugiej...

opcja na prawo

oto Andrzej Andrzej

Czasami coś napisze o Polsce i świecie.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
5
Ogólna ocena: 5 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto Jarek Ruszkiewicz

spam

usunięte: PN jest miejscem dyskusji a nie tablicą reklamową.

admin

oto Zona

Skoro jesteśmy przy

Skoro jesteśmy przy bankowości to właśnie do Bolandy wprowadza się J.P. Morgan co oznaczać może tylko przejście na ręczne sterowanie i likwidację resztek marzeń tubylców o suwerenności.

oto Robercik

demokracja

Bank centralny i sądy nie są demokratycznie wybierane. Można demokratycznie wybrać polityków, ale oni jednak muszą trzymać się z dala od niezależnych sądów i banku. Inaczej dostaną po łapach.
Brak mi po prostu słów na poziom umysłowy ludzi twierdzących, że to jest demokracja.

oto utu1

"zadaniem amerykańskiego banku centralnego FED jest"

"zadaniem amerykańskiego banku centralnego FED jest" aby było tak jak ma być. Kto decyduje jak ma być? Gdy LBJ był prezydentem to szefa FEDu wezwał do siebie i prawie, że doszło do rękoczynów aż ten zgodził się obniżyc procent. To są stare czasy. Teraz prezydent nie decyduje.

Volckera jako szefa FEDu narzucono Carterowi i to jego polityka zwiększania bezrobocia doprowadziła do wygrania Reagana. A polityka ta była planowana dużo wcześniej zanim Carter a póżniej Reagan o niej się dowiedzieli. Celem było rozwalenie związków zawodowych poprzez przesunięcie przemysłu ciężkiego z Rust Belt do południowych stanów. Wtedy się zaczął prawdziwy neoliberalizm gdy zastąpiono teorie Keynesa Friedmanem. Chicago boys mieli to już przetestowane na wersji beta w Chile. Wtedy mówiło się, że Reagan bardzo lubi związki zawodowe ale tylko w Polsce. Dla plebsu się mówiło, że walczymy z inflacją ale to tłumaczyło sie na walkę z wysokimi płacami robotników. Podwyższono oprocentowanie i faktycznie wyglądalo, że jest inflacja. Firmy z braku kredytu zwalniały pracowników i bezrobocie rosło. To zmniejszało pobyt i tak dalej. To wtedy Urban chciał wysłać koce bo faktycznie sytuacja była zła. Związki zawodowe z Niemiec wysyłały paczki żywnościowe do Ameryki. Póżniej zaczęto zmniejszać oprocetntowanie i ekonomia ruszyła ale firmy rozpoczęły kuracje odchudzające poprzez outsourcing do nowych mniejszych firm ((które powstawały jak grzyba po deszczu tworzone przez ludzi z dojściami do kontraktów czyli pociotki i inni) gdzie nie było związków zawodowych, ubezpieczenia lekarskiego, wakacji...

Gdzie takie decyzje długoterminowe zapadają? Pierwsze ruchy w tym kierunku zaczęły się w Wielkiej Brytanii z wyborem Margaret Thatcher. Czy to zatem City decyduje a nie Wall Street?

W póżnych latach 70-tych zaczęto popularyzować libertarianizm, który tak jak Korwinizm w Polsce w latach 90-tych prał mózgi młodym, ktorzy zaczeli krzyczeć, że wolność i swobody są najważniejsze i oni żadnych związków zawodowych nie potrzebują a niewidzialna ręka jest rozwiązaniem na wszelkie dolegliwości. Czy była to podgotowka do przesunięcia paradygmatu od modelu Keynesa do Friedmana i Chicago Boys?

Piszę o tym, że FED robi co mu każa (Bog wie kto) a nie, żeby pilnować niskiego bezrobocia jak autor napisał.

A jak to wygląda teraz? W dzisiejszym NYT jest artykuł jak między innymi zmieniła się sytuacja sprzątaczki takiej, która pracowała za przed-neoliberalnych czasów w Kodaku i takiej, ktora pracuje w Apple teraz w szczycie rozkwitu neoliberalizmu:

To Understand Rising Inequality, Consider the Janitors at Two Top Companies, Then and Now
https://www.nytimes.com/2017/09/03/upshot/to-under...

oto MSzach

Tak z drugiej strony....

Nasza gospodarka obecnie jest jednak globalnie udostępniona i o tym trzeba pamiętać.
Jeżeli więc kredyt...
(szczególnie w państwach wewnętrznie wiodąco socjalistycznych (kolektywnych) zamiast wiodąco wolno rynkowych ale jednak globalnie otworzonych)
...ma taką skalę(!) jest wręcz podstawą rozwoju państwa, a źródła tego życia na kredyt były (i są) zewnętrzne to musi istnieć jakieś zabezpieczenie dla zewnętrnych 'darczyńców'- przynajmniej na początku, no i jakiś dla nich z tego interes bo przecież 'za darmo' to można po mordzie tylko dostać .
Z jednej strony ograniczona suwerenność BC jest ewidentnie kosztem naszego rozwoju ale z drugiej strony jest - czy szczególnie była gwarantem stabilizacji już włączonej do globalnego systemu złotówki.

Lepiej by było...
zamiast szukania metod na dobranie się do rezerw walutowych lub lament nad tym ze jest to takie trudne sprawienie by nasze rządy już 'prawe i sprawiedliwe' nauczyły rządzić siebie i zmusić wszystkie kolejne rządy ludzi co przeważnie nigdy nic bez państwa sami i na swoje ryzyko nie zarobili, co najmniej już zrównoważonym budżetem, a wtedy rezerwy BC moze kiedyś przewyższyłyby dług publiczny, który zniewala z góry nawet tych nienarodzonych jeszcze obywateli RP....
... No tak. Brak deficytu oznaczałby częściowe wycofanie się kolektywizmu z gospodarki, a to jest niewyobrażalne dla tzw. 'państwowców'.

oto Robercik

Lepiej by było...

Lepiej by było...
zamiast szukania metod na dobranie się do rezerw walutowych lub lament...

1. Nie wiem na jakiej podstawie pan Mszach jest przekonany, że lepiej myć nogi niż ręce.
2. te "rezerwy" stanowią podatek, a raczej haracz bo niczemu nie służą.
3. trochę dziwny język. "dobierać", "lament". Mam wrażenie, że nurt libertariański został do cna zinfiltrowany przez globalistów i dlatego prawie 100% energii poświęca na potępianie państw lokalnych a jakoś nie dostrzega powstawania globalnego państwa pod zarządem garstki bankierów.

... No tak. Brak deficytu oznaczałby częściowe wycofanie się kolektywizmu z gospodarki, a to jest niewyobrażalne dla tzw. 'państwowców'.

Bank centralny może dostosować duszenie gospodarki do oszczędności lokalnego rządu. Załóżmy, że rząd ogranicza wydatki o 30%. BC ogranicza kredyty, podnosi stopy i...1) gospodarka spowalnia, spadają wpływy podatkowe 2) koszt obsługi kredytu państwa rośnie. Jeśli Pan nie zrozumie, że deficyt jest ściśle powiązany z kliką bansterską, to zostanie Pan na poziomie "mikkisty".
Brakuje tu jeszcze zwolennika JOWów który napisałby, że wszystko nieważne, bo "tylko JOWy zapewnią..."

oto MSzach

rząd ogranicza wydatki o 30%

rząd ogranicza wydatki o 30%

Raczej to oznacza, że rząd część swojej działalności urynkawia (dekolektywizuje)

To co pan dalej napisał nie jest konsekwencją ograniczenia deficytu...

BC ogranicza kredyty, podnosi stopy i...1) gospodarka spowalnia, spadają wpływy podatkowe

.Nawet przy wzroscie deficytu BC też podnosił stopy.

Poza tym to raczej pan coś sie zatraca

Jeśli Pan nie zrozumie, że deficyt jest ściśle powiązany z kliką bansterską, to zostanie Pan na poziomie "mikkisty".

Myslenie spiskowe przesłania Panu elementarną racjonalność.
Kuriozalne jest ze mozna byc jednocześnie przeciw zadłuzaniu kraju w skali dotykajacych tych jeszcze nienarodzonych i za życiem na kredyt. Bo nawet konsumowanie oszczędności BC to nie jest korzystanie z 'wypracowanych' w podatkach bieżąco srodków

oto Mar.Jan

Jakie zadania ma Bank Centralny

Jego niezależność od władzy państwowej wyraża się w tym, że bank centralny nie odpowiada za stan gospodarki, a jedynie za to, żeby strzec wartości pieniądza. Określenie jego fundamentalnego zadania to strategiczny element w systemie ograniczania władzy rządu przez „checks and balances”. W krajach takich jak Polska czy Węgry oznacza obronę interesów zagranicznych kredytodawców ze szkodą dla rozwoju gospodarczego kraju.

Z początkiem cytowane twierdzenia nalezy się zgodzic, ale zakończenie jest cokolwiek pozbawione sensu.
Jeśli Bank Centralny istotnie broni wartości pieniądza, czyli broni wartości tego pieniądza prsed spadkiem, to znaczy, że własnie wtedy Bank broni interesów lokalnego społeczeństwa, które może byc dotknięte spadkiem wartosci pieniadza. Sens posiadania własnego pieniadza jest wtedy, kiedy jego kurs jest stabilny i zalezy wyłacznie od stanu gospodarki danego kraju. Jesli gospodarka, w znaczeniu - wytwarzanie dóbr i usług, w kraju rośnie, to powinna odpowiednio do tego rosnąc ilośc pieniędzy w obiegu. Nacisk nalezy połozyc na slowo "odpowiednio". O ile sie orientuję, nie ma takiego mędrca, ani programu komputerowego, który wyliczy dokładnie ilośc pieniędzy jaka powinna być w obiegu, bo wartośc towarów i usług zmienia się w czasie i zalezy od aktualnych decyzji uczestników rynku. Potrzebna ilośc pieniędzy można oszacować śledząc rózne parametry służące do oceny rynku i trendów, które na nim aktualnie panują.
Jeśli chodzi o kredytodawców, to im skala inflacji jest w zasadzie obojętna. Jeśli inflacja rośnie, to prostu naliczają wyższe odsetki i tyle. Natomiast inflacja z pewnością szkodzi pracownikom i inwestorom, ponieważ zmniejsza wartośc pensji i powoduje, że inwestycji nie da się sensownie zaplanowac.
Zatem ta rola Banku Centralnego, która polega na obronie wartości pieniądza, jest jak najbardziej słuszna.

Jego następca z ekipy Orbana György Matolcsy – wcześniejszy minister gospodarki, autor „nieortodoksyjnej” polityki ekonomicznej Orbana – wzorował się na polityce amerykańskiego FED-u i Banku Anglii i obniżał stopy procentowe a węgierskie przedsiębiorstwa zasilił tanim kredytem. Ale to było działanie nieortodoksyjne, to znaczy niezgodne z instrukcjami IMF.

Cóż to znaczy "obniżał stopy procentowe a węgierskie przedsiębiorstwa zasilił tanim kredytem"?
JA to rozumiem, że te stopy były obniżane poniżej wartości, jaka by się ustaliła na wolnym rynku. Jest to działanie zgodne z duchem keynsizmu, który zaleca pobudzanie rynku porzez polityke "taniego pieniądza". Pod ta nazwą nalezy rozumieć rosnący deficyt budżetowy, bo ktos w końcu do tych "tanich" kedytów dopłaca. Ale dopłacać można na krótka metę, ponieważ ten deficyt zaczyna coraz więcej kosztowac (odsetki od zadłużenia rosną) i po jakims czasie rzad (lub w jego imieniu Bank Centralny) zakreca kurek z kredytami (czytaj: podnosi stopy procentowe) motywując to "przegrzaniem" gospodarki. Jest to podstawowy mechanizm nakrecania kryzysów: niskie stopy oszukuja inwestorów, którzy radośnie inwestują, a potem stopy rosną, odsetki od kredytów też, a konsumenci ograniczają zakupy. I inwestorzy zostaja na lodzie z "nierentownymi" inwestycjami, które moga tylko sprzedac poniżej kosztów. I wtedy zaczyna sie proces zmiany struktury wlasności. Zagraniczne banki i spekulanci czyhaja na takie okazje, aby tanio nabyć prawdziwy majątek materialny: budynki, ziemię, maszyny i produkty.
Dlatego własnie banksterzy i socjalistyczne rzady tak kochaja Keynesa a nienawidza wolnego rynku. Jeśłi zatem Orban robi taka polityke ekonomiczna, to nalezy oczekiwąc załamania gospodarczego na Węgrzech w perspektywie kilku lat!

oto Krzysztof M

stopy były obniżane poniżej

stopy były obniżane poniżej wartości, jaka by się ustaliła na wolnym rynku.

Pan wierzy w wolny rynek stóp procentowych? :-))

oto Mar.Jan

Gdyby nie rząd ustalal; stopy procentowe, to ich wartośc

oczywiście ustalił by wolny rynek. Kto by poszedł do banku, który daje droższe kredyty a mniejsze odsetki od wkładów niz inne banki? Dlatego na wolnym rynku ustalila by sie prawdziwa wysokość stóp procentowych, która zalezy wyłacznie od zapotrzebowania na kapitał w aktualnym stanie gospodarki.
To powinno każde dziecko wiedzieć, bo tak było od czasu założenia pierwszego banku aż do czasu przejęcia władzy przez socjalistyczne rządy, czyli przez conajmniej kilkaset lat.

oto Mar.Jan

też pozbawione sensu wnioski:

O tym, że trzeba się zdecydować, jakie cele się realizuje pisał już w 1968 r. Milton Friedman, podkreślając w “The Role of Monetary Policy” sprzeczność między osiąganiem celów kreowania miejsc pracy i strzeżenia inflacji. Tak więc bankom „narodowym” w kraju takim jak Polska czy Węgry pozostaje dbanie o inflację, a Ameryka zajmie się tworzeniem miejsc pracy.

Z tego, co napisał Friedman mozna wyciągnąc zupelnie inne wnioski. Takie mianowicie, że rząd powinien na zawsze odczepic sie od sterowania gospodarką! Cykl koniunkturalny składa sie z dwóch części: zaczyna sie od polityki "taniego pieniądza", która nakręca inwestycje. Gdy juz inwestycje sa dobrze nakrecone i wskaźniki produkcji szaleją, Bank Centralny lub klika tzw. niezaleznych ekspertów zgromadzonych w jakiejś Radzie Polityki Pieniężnej ogłasza stan "przegrzania" gospodarki i każe podnieść stopy, wskutek czego inwestycje hamują, ale (i to już jest efekt, którego NIGDY ci geniusze nie uwzględniają!) hamuje równiez popyt, który w okresie prosperity także oparty jest na polityce "taniego" pieniądza.
Skutkiem tej idiotycznej i trwającej od dobrych 100 lat polityki jest zubożenie pracowników wskutek inflacji oraz zmiany struktury własności dotykające przedsiebiorców, z których częśc bankrutuje. Wtedy własnie wkraczaja "zachodni inwestorzy" oraz banki amerykańsko-żydowskie (MFW), które nastręczaja sie rządowi z "pomocą ekonomiczna", czyli z kredytami na złodziejski procent. Rząd pod naciskiem buntującego się społęczeństwa zadłuża się, aby z dumą ogłosic "pokonanie" kryzysu i zacząc nakręcac kolejny cykl ekonomiczny...A zadłużenie takiej np. Polski osiąga bilion dolarów, czyli 3-letni dochód narodowy
Czy ktoś widzi w ogóle jakis sens w takim działaniu? Z pewnościa nie taka polityke zalecał Milton Friedman!

oto Mar.Jan

A tu mamy klasyczna sytuacje dopisku znana z "I wydawnictwa"

Artykuł 220 ust. 2 mówi:
„Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa”.

Właściwa treść tego paragrafu powinna brzmieć:
"Ustawa budżetowa nie może przewidywać uchwalenia deficytu budżetowego. Jedynym powodem do uchwalenia deficytu budżetowego może byc ogłoszony stan wojny".

oto Robercik

Co za problem wpędzić jakieś

Co za problem wpędzić jakieś państwo w wojnę? Albo dwa państwa między sobą i oba kredytować? Robiono tak w przeszłości.

oto Mar.Jan

Oczywiście jest tak jak PAn pisze :)

Co za problem wpędzić jakieś państwo w wojnę?

Może nie jest to cąłkiem łatwe, ale sa na to jakies sposoby. I to własnie jest problem (że takie sposoby sa skuteczne!). O tym tez można poczytac w książce "Wojna o pieniądz"
Jednak w przypadku deficytu budżetowego chodzi o własny kraj, nie cudzy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce wywołac wojny we wlasnym kraju aby na tej wojnie zarobić. Wojny róznie sie przeciez kończą, a efektu końcowego nie da się przewidziec ze 100% pewnościa.

oto Andrzej

szkoda

że nie udało się podyskutować na temat artykułu. Wydawało mi się, że podniesione w nim tezy są istotne. No cóż :-(

oto Krzysztof M

nie udało się podyskutować na

nie udało się podyskutować na temat artykułu

Tu potrzebne są nietuzinkowe kompetencje...

oto Andrzej

niekoniecznie

wystarczy rozmawiać na temat, a nie "nie na temat" :-)

oto MSzach

Mar.Jan pisał nie na temat!?

Mar.Jan pisał nie na temat!? Pan go traktuje jak powietrze? -:)

oto Andrzej

z Mar.Janem trudno mi dyskutować

Ilość tez, słów, skoki myślowe są tak ogromne, że nie da się dyskutować. A nawet gdy próbowałem, to odpowiedzią był kolejny potok tez, słów... na trochę inna nutę.

Jak polemizować ze stwierdzeniem: "stopy były obniżane poniżej wartości, jaka by się ustaliła na wolnym rynku". Przecież nie ma czegoś takiego jak "wolny rynek stóp procentowych".

Cóż, poddałem się.

oto Mar.Jan

Istotnie nie ma wolnego rynku stóp procentowych

Bo stopa procentowa nie jest towarem oferowanym na wolnym rynku.
Ale wysokośc stóp procentowych powinien ustalac wolny rynek, a nie jakas rada starców, kórzy zęby zjedli na wzajemnym komplementowaniu swoich teoretycznych książek. Skoro rząd "pobudza gospodarkę", która bez tego pobudzania jakoś sama się nie chce pobudzić, to to oznacza własnie obniżenie wartości stóp procentowych poniżej wartości racjonalnej.
Dlatego jest to wartośc nieracjonalna, bo w wyniku nastepuja nadmierne inwestycje i nadmierna konsumpcja, które nie sa wynikiem równowagi rynkowej, tylko własnie jej zaburzenia przez zbyt niskie stopy procentowe. Sa one zbyt niskie, bo ludzie za dużo biorą kredytów w stosunku do swoich możliwości spłaty.
Wynik "sprawdzam" pokazuje sie wtedy, gdy znowu rada bezzębnych starców decyduje, że inwestycji i kredytów jest za duzo i stopy podnosi. Albo podnosi je jakas tajemnicza siła oddziałująca na jedna walutę, która "niespodziewanie" drożeje o 70% (zna ktoś taką walutę, w której wszyscy chetni na mieszkania się pozadłużali, a potem nagle zostali z rękami w swoich nocnikach i bez widoku na wlasne mieszkanie?)
Tylko, że gdyby rynek był wolny, to takie zdarzenia byłyby niemożliwe, bo i waluty i stopy procentowe miałyby wartośc rynkową, czyli prawdziwą, a zarówno konsumenci jak producenci dobr i usług wiedzieli by na co ich stac.
To, że

Przecież nie ma czegoś takiego jak "wolny rynek stóp procentowych".

nie oznacz, że nie nalezy pisac o właściwych zasadach!
Jeśli wszyscy kłamią, to nie znaczy, że ja tez musze kłamac. Zwłaszcza sam przed sobą.
p.s.
Do traktowania jak powietrze prawd oczywistych już się zdążylem przyzwyczaić.
Może przypomne, że JKM juz w roku 1990 proponował wprowadzić do Konstytucji zakaz zadłużania buidżetu. Zostal oczywiście wyśmiany przez tzw. "realistów" którzy znają wyłacznie takie prawdy, że "przeciez wolny rynek nie istnieje nigdzie na świecie".
I co? Bilion zlotych długu (niektórzy twierdza, że bilion dolarów) w ciągu niecałych 30 lat!
Tacy to mędrcy nami rządza i głsoza swoje teorie na uniwersytetach.
Niech ci mędrcy wymyslą jak spłacic te długi i kto ma je splacić!
p.s.
JA oczywiście mam pogląd dlaczego rada starców (RPP) tak a nie inaczej działa. Ona tak działa, poniewaz średni cykl koniunktura-kryzys trwa 7-8 lat, więc skutki ich głupich decyzji zaklepanych przez aktualny rząd bedzie ponosić rząd konkurencyjny... A oni będą z wysokości swoich katedr juz jako opozycja krytykować bęcwalstwo nowego rządu :)
MOja rada - rozwiązac tę radę!

oto Andrzej

poddaje się :-)

mylenie świata rzeczywistego i swoich postulatów i pisanie o nich jako realiach... ja po prostu odpadam :-)

P.S. nothing personal :-)

oto Mar.Jan

Ja się nie obrażam. Ale musze jedno wyjasnic, ponieważ

odnosze wrażenie, że Pan źle tłumaczy moje stanowisko:
Ja opisuję świat taki, jaki - moim zdaniem - powinien byc. Świat taki jaki jest, czyli określany przez Pana jako rzeczywisty, nie jest dla mnie ciekawy ani pożądany, poniewaz urządzony jest na głupią modłe przez ludzi bardzo bogatych i sprytnych, którym dzielnie sekunduja ludzie nie mający pojęcia o tym, jaki świat mógłby być.
To urządzenie świata słuzy temu, żeby społeczeństwo normalnych ludzi było sprowadzone do roli bydła hodowlanego, które ma dac sie dobrowolnie doić wedle upodobań tych, którzy chca nimi rządzić. Moim celem jest niesienie kaganka oświaty, nic ponadto :)

oto Mar.Jan

Pan oczywiście zartuje:

z Mar.Janem trudno mi dyskutować
Ilość tez, słów, skoki myślowe są tak ogromne, że nie da się dyskutować

Ja tylko zbijam kilka pańskich twierdzeń swoim twierdzeniami. Jeśli teza przeciwna do pańskiej jest zbyt wielkim skokiem myslowym, aby sie do niej odnieśc kolejnym argumentem, to faktycznie, dyskusja jest niemożliwa. Ale z powodu braku kontrargumentów, a nie z powodu ilości słów.
Tu ma pan mało słów, a też bez echa...
O rzeczach skomplikowanych trudno jest pisac skrótami myślowymi. Można sobie co najwyżej w ten sposób pożartować.

oto Eowina

Jeżeli państwo należy do MFW i ma wymienialną

walutę, to bank nie może być niezależny. Wiąże się to z relacjami krajowej waluty do innych walut.
A jak pamiętam, Polacy uznali wymienialność waluty za jeden z największych osiągnięć.

Wiąże się to oczywiście z pozyskiwaniem walut obcych w handlu zagranicznym, w handlu walutą i spekulacją, kiedy bank centralny emituje walutę w dowolnej ilości, pożyczkodawca/ inwestor zagraniczny traci.

Takie relacje są ustalane przez grono niewielkie państw, które mają prawo głosu w MFW, waluta tych państw jest uznawana za walutę tzw. rezerwową.

Chińska waluta będzie piątą walutą w koszyku - obok dolara amerykańskiego, euro, funta szterlinga i japońskiego jena. Juan będzie miał trzeci najwyższy udział w koszyku - 10,9%. Spadną za to udziały pozostałych walut: dolara (z 41,9% do 41,7%), euro (z 37,4% do 30,9%), jena (z 9,4% do 8,3%) i funta (z 11,3% do 8,1%).

Udział procentowy w "koszyku" walutowym decyduje o tym jaki jest udział w głosowaniu o wartościach walut i działalności MFW.

oto Andrzej

proszę wybaczyć :-)

Jeżeli państwo należy do MFW i ma wymienialną walutę, to bank nie może być niezależny. Wiąże się to z relacjami krajowej waluty do innych walut.

1. Przecież JEST "niezależny". :-)

2. Tu chodzi o to, czy może w ramach uwarunkowań (wymienialność, kursy, przepływy) prowadzić politykę podporządkowaną interesom kraju i jego gospodarki, czy interesom "pożyczkodawców / inwestorów". Bo do tego ostatniego służą właśnie "niezależne" banki centralne.

Więc proszę nie mataczyć pojęciami. :-)

oto Mar.Jan

Z niezaleznością Banku Centralnego jest problem wynikający

z natury rzeczy. Skoro Bank Centralny ma być niezalezny, to pierwsze pytanie jest: od czego?
Jedyna odpowiedź jaka przychodzi mi do glowy jest taka, że od bieżącej polityki rządu. A jak jest polityka rządu w stosunku do Banku Centralnego.?
Jedyne co mi przychodzi do głowy, to ta, ze rząd chce pozyczki na swoje nadmierne w stosunku do mozliwości potrzeby. Jesli Bank Centralny udziela rządowi pozyczki, np. pod zastaw obligacji rządowych, to jest to ten moment, w którym Bank Centralny tworzy nowe pieniądze. NOwe pieniądze nie muszą wcale miec postaci papierowej (przynajmniej od razu), bo one sa zapisami na kontach. Jednak dalsze skutki sa takie, że rząd ma pieniądze na koncie i tych pieniędzy zaczyna uzywac. Wskutek tego w wyniku działan rządu powstaje zapotrzebowanie na pieniądze prawdziwe, które zaczynają wyplywac z róznych banków wskutek zamówień rządowych uruchamiających przedsiębiorstwa na rynku do inwestycji, zakupów bądź zatrudniania ludzi.
I tak dalej...
Jesli więc w KOnstytucji jest zapis, że rząd nie może sie zapozycząc w Banku Centralnym, to ten zapis ma skutki wymierzone przeciwko państwu polskiemu. Bo skoro nie ma zakazu uchwalenia deficytu W OGÓLE, tylko w Banku Centralnym, to oznacza, że jesli rząd zadłuzy się w MFW lub w jakimkolwiek banku komercyjnym, to jest to działanie zgodne z Konstytucją.
Zazwyczaj oprocentowanie zadłużenia w bankach komercyjnych, zwłaszcza, gdy rząd nie możliwości skłonić własnego banku do sfinansowania swoich potrzeb, musi być wyższe niż gdyby rząd taka możłiwośc miał. Skutkierm takiego zadłużenia jest postawienie Banku Centralnego przed KONIECZNOŚCIĄ wydrukowania nowych pieniędzy mimo, że Bank Centralny wcale nie miała takiego zamiaru ani możliwości podjęcia własnej decyzji.
JEst to drugi powód do stwierdzenia, że ten przytowczony wyżej zapis konstytucyjny jest skierowany przeciwko interesom państwa polskiego i jego obywateli.
JA mam wobec tego tylko jedno pytanie (nie wiem do kogo): kto jest odpowiedzialny za ten zapis i dlaczego on jeszce egzystuje w Konstytucji?

oto Mar.Jan

dalsze objaśnienie

Ktos może zapytać, co w tym złego, że Bank tworzy pieniądze, które będa użyte (jak napisałem wyżej) na rynku do zwiększenia zatrudnienia, zakupów i inwestycji przez przedsiebiorstwa realizujące rzadowe zamówienia?
Kłopot w tym, że deficyt ma źródło nie w inwestycjach i wymianie rynkowej, tylko w nierentownych organizacjach finansowanych przez rząd, jak ZUS, i inne nieprzynoszące zysków.Zatem wskutek zapozyczenia sie rządu niby powstaja pieniądze, ale łaczna wartośc pieniędzy na rynku nie tylko sie nie zwiększa, ale nalezy ja - moim zdaniem - pomniejszyc o wartośc zadłużenia plus odsetki. Dlatego długookresowym skutkiem takiego działan jest inflacja, czyli ukryty podatek nałożony na obywateli bez oficjalnego poinformowania ich o tym.
W tym momencie ktoś mógłby miec wątpliwośc, czy to prawda, skoro zadłużenie rośnie a mieliśmy przez prawie rok deflację.
Tu odpowiedziec w kilku zdaniach jest znacznie trudniej, więc tylko powiem, że deflacja ma na ogół inne źrodła (jest skutkiem innych procesów ekonomicznych) niż inflacja i nie jest to druga strona tego samego zjawiska. Inne przyczyny wywołują deflację, inne inflację, a skutki nakładają się na siebie, wskutek czego rezultat jest trudny do przewidzenia. Według mnie deflacja w POlsce miała za przyczynę nadmierne podatki nałożone na pracę uniemożliwiające wzrost konsumpcji wskutek zaniżonych zarobków konsumentów. To nie jedyna przyczyna, ale najwazniejsza. Spada wartośc pieniądza a mimo to nie rosna ceny (w efekcie ceny jakby spadaja. Niestety, to już za nami...).

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.