Problem z NSZ (2)

W pierwszej części niniejszego tekstu w sposób obszerny potraktowałem kwestię stosunku myśli endeckiej linii Dmowskiego do Rosji i ZSRR, przypominając wskazania przywódcy ruchu narodowego stanowiące Jego testament polityczny, ale także praktyczne działania, które zamykają się w przesłaniu – należy dokonać zasadniczej zmiany w naszym stosunku do wschodniego sąsiada, bez względu na to, jaki ustrój w nim panuje, zadanie to jest i będzie w przyszłości zagadnieniem głównym polskiej polityki.

Obszerne potraktowanie tej kwestii przeze mnie podyktowane było koniecznością pokazania o czym mówimy w takich sprawach jak Narodowe Siły Zbrojne, czy powojenna guerilla na terytorium Polski, znana dzisiaj pod terminem „żołnierzy wyklętych”, do jakiej tradycji się odwołujemy, wreszcie, jaka jest tradycja ruchu narodowego sensu stricto. To sprawa fundamentalna w dzisiejszych czasach zamętu ideowego, niewiedzy i zwykłej manipulacji, kiedy na sztandarach ludzi występujących pod takimi czy innymi szyldami narodowymi, mamy odwołanie do tych, którzy walkę z Rosją/ZSRR uważali za swoje główne zadanie, którzy – nie przesądzając w żadnym stopniu o indywidualnej odpowiedzialności – podjęli jako grupa współpracę z III Rzeszą, wreszcie do tych, którzy do rangi najwyższego patriotyzmu i honoru wynieśli pozbawioną szans i sensu walkę straceńczą po wojnie.

Mówię tutaj o kategoriach ogólnych, od których, naturalnie, są liczne wyjątki i sytuacje nie dające się łatwo zakwalifikować. Nie wdając się w szczegółowe rozważania o przebiegu procesu, który do takiej sytuacji w szeroko rozumianym ruchu narodowym doprowadził i do analizowania postaw wszystkich grup, co stanowi materiał na książkę, należy – posiłkując się pewnymi skrótami myślowymi – stwierdzić co następuje.

W latach trzydziestych w ruchu narodowym, częściowo pod wpływem czynników zewnętrznych – tzw. atmosfery epoki – ale także na skutek recepcji na gruncie narodowym idei obozu sanacyjnego (romantyzm, czy raczej neoromantyzm, neomesjanizm, mocarstwowość), nastąpiły zmiany mentalnościowe, skutkujące pojawieniem się nowego typu działaczy – radykałów narodowych, do których można zaliczyć nie tylko tych, którzy się sami tak nazywali, ale także niektóre grupy w Stronnictwie Narodowym. Sposób myślenia tzw. „starych” – patrzących na politykę przez pryzmat instytucji republikańskich (jak kto woli, demokratycznych), gabinetowych metod prowadzenia polityki poprzez negocjacje oparte na chłodnej kalkulacji sił i środków oraz zysków i strat – stał się poglądem mniejszościowym. Młodzi poczuli w sobie siłę, która, jak u dawnych romantyków, wywołała u nich poczucie misji.

Linia polityczna SN

Z drugiej strony nie byli odporni na oficjalną propagandę mocarstwowości i pomimo głębokiej niechęci do sanacji, uwierzyli w nią. I chociaż jeszcze 23 kwietnia 1939 r. Komitet Główny Stronnictwa Narodowego stwierdził, że: „Z całością położenia politycznego wiąże się sprawa stosunków polsko-rosyjskich. Oparte na pakcie o nieagresji i umowach gospodarczych, winny one obecnie ulec dalszemu pogłębieniu”, to była to raczej tylko deklaracja, bez propozycji wypełnienia jej treścią. Ci, którzy działali poza SN dochodzili do wniosków zupełnie obcych tradycji endecji – a to widzieli Polskę nad Dnieprem, a to chcieli rozbijać Rosję ramię w ramię z Ukraińcami, a to budować niepodległą Ukrainę. Pokłosie tych poglądów obserwujemy później przez cały okres wojny i nawet dalej. Bezprzykładna klęska „silnych, zwartych i gotowych” niewiele niestety zmieniła u większości narodowców wojennego pokolenia.

Z zupełnie niezrozumiałych przyczyn, niektórzy z nich aż do przełomu 1944/45 roku widzieli Polskę od morza do morza, tak jak później, bez jakiejkolwiek refleksji, wierzyli w trzecią wojnę światową. Jeżeli porównamy to zachowanie do polityki Dmowskiego i jego towarzyszy podczas I wojny światowej, to uderza nas ogromny kontrast, jaki istnieje pomiędzy wytrawnymi politykami endeckimi, którzy odnieśli wielki sukces, choć okupiony porażkami na niektórych kierunkach działania, a fantastami, nie przyjmującymi do wiadomości rzeczywistości i tego, że to nie Polska rozdaje karty polityki światowej, lecz sama jest kartą. Tylko niektórzy politycy narodowi okazali się godni endeckiej tradycji, a tym bardziej przykrym dla ruchu jest, że głównie byli to prawie rówieśnicy Dmowskiego.

W telegraficznym skrócie – oficjalne władze SN w Londynie negowały rzeczywistość (choć nigdy nie odrzucały idei porozumienia z ZSRR, to jednak chciały to zrobić wyłącznie na swoich warunkach, a to było niemożliwe), co zaprowadziło je do współpracy z sanacją i do opozycji wobec rządów Sikorskiego i Mikołajczyka, i do udziału w rządzie Arciszewskiego, kiedy emigracja straciła już swą podmiotowość wobec Anglosasów. Krajowe SN generalnie popierało tę linię, jednak pod koniec wojny oczekiwało od SN londyńskiego jakiegoś rozwiązania sprawy na kierunku wschodnim, czego się nie doczekało wobec uporu londyńczyków.

Tacy działacze jak Adam Doboszyński, czy Zygmunt Przetakiewicz pod hasłami ostro antysowieckimi, atakowali rządy próbujące coś w tym względzie osiągnąć. W Polsce dawna grupa Kazimierza Kowalskiego negowała współprace z sanacją (czyli ZWZ/AK), i zeszła na współpracę z ONR/Związkiem Jaszczurczym, co zakończyło się jej polityczną klęską i śmiercią niektórych działaczy z rąk „współpracowników”. Symbolem kontynuacji polityki w duchu Dmowskiego stała się działalność działaczy będących faktycznie poza strukturami ruchu od lat (Stanisław Grabski), takich, których ta działalność postawiła poza granicami SN (Marian Seyda, Wacław Komarnicki, Bohdan Winiarski), lub takich, którzy byli na marginesie oficjalnych struktur, jak Stanisław Kozicki w kraju, będący zwolennikiem jednolitego frontu podziemia.

Po wojnie grupą najbliższą metodom uprawiania polityki Dmowskiego, byli ci, którzy poparli ideę Komitetu Legalizacyjnego SN. Znów było to całe grono starych (Stanisław Rymar, Aleksander Zwierzyński, Wojciech Trąmpczyński, Stanisław Kozicki, Stefan Dąbrowski) wsparte także przez część młodszych (Władysław Jaworski, Szymon Poradowski, Karol Stojanowski). Jak napisał w swojej analizie ówczesnej sytuacji kol. Jan Engelgard:

„Tak więc, to tacy politycy jak Stanisław Grabski, Władysław Jaworski, Stanisław Kozicki – mieli rację – w tym czasie nie było już szans na obronę status quo, na kontynuowanie konspiracji, na jakieś „targi” z Moskwą – co więcej – w tym czasie to trwanie układu jałtańsko-poczdamskiego gwarantowało nam terytorialną integralność. Ceną była suwerenność, ale w tej kwestii pole manewru było niewielkie”.
(J. Engelgard, „U źródeł stosunku Jędrzeja Giertycha do PRL – postawy ludzi Obozu Narodowego wobec nowej rzeczywistości Polski po 1944 roku”. W: „Roman Dmowski i jego współpracownicy”, Toruń 2008).

Jak pisał zwolennik takiej polityki ks. Jan Stępień:

„W pierwszej połowie maja 1945 r. odbyło się zebranie pozostałych na wolności członków zarządu Głównego SN w składzie: ks. Władysław Matus, Leon Mirecki, Jan Matłachowski i ja. Postanowiliśmy wstrzymać działalność konspiracyjną Stronnictwa do czasu otrzymania nowych instrukcji od naszego prezesa Tadeusza Bieleckiego z Londynu. Tymczasem mieliśmy ułatwiać kolegom pozostałym w podziemiu przejście do pracy legalnej, w sposób dla nich najmniej niebezpieczny. W tym celu miałem nawiązać bliższy kontakt z Jackiem Nikischem, adwokatem z Poznania i w porozumieniu z nim wysyłać naszych ludzi na Ziemie Zachodnie, aby się tam osiedlali bądź jako pracownicy w nowo przejętych fabrykach i warsztatach, bądź jako kupcy czy rolnicy”.
(ks. J. Stępień, Droga krzyżowa w słońcu, Warszawa 1996, s.7-8).

Władysław Jaworski tak skomentował oczekiwanie na instrukcje z Londynu: „W kraju uważaliśmy, że rząd Arciszewskiego [z udziałem SN] mniejsze ma szanse na załatwienie sprawy stosunków polsko-radzieckich, niż rząd Mikołajczyka. Wszelkie próby ze strony czynników krajowych oddziałania na rząd w kierunku szybkiego uregulowania stosunków polsko- radzieckich, nie odniosły żadnego skutku”. (W. Jaworski, Stronnictwo Narodowe podczas wojny 1939-1945, maszynopis)

To nie są nasze oddziały

Tymczasem Stronnictwo Narodowe w kraju stanęło wobec nie tylko nowej, ekstremalnie trudnej sytuacji politycznej, w której ostatecznie nie dano mu oficjalnie miejsca na oficjalną działalność (chociaż część narodowców mogła działać – vide profesorowie Dąbrowski, Stojanowski, Wojciechowski; młodzi narodowcy powołani przez Gomułkę do Ministerstwa Ziem Odzyskanych, grupa Bolesława Piaseckiego, „Dziś i jutro”, „Tygodnik Warszawski” itd.), ale także wobec spuścizny różnych organizacji zbrojnych pozostałych po wojnie. I trzeba tu powiedzieć wprost – był to bardzo zły balast i trudny do ogarnięcia, do opanowania. W praktyce większość żołnierzy występujących po wojnie pod szyldami Narodowej Organizacji Wojskowej, Narodowych Sił Zbrojnych, czy nawet Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, w sensie ideowym miała niewiele, a czasem nic wspólnego z endecją.

Stąd przede wszystkim pomysł na rozładowanie lasów w sposób opisany przez ks. Stępnia, stąd ostre słowa wobec tych, którzy nie chcieli się decyzjom o zakończeniu działalności podporządkować. Pomimo ostrych sformułowań dawało to mizerne rezultaty. Rozkaz rzeszowskiej Komendy Okręgu NOW z 26 października 1945 r. mówił:

„Wszystkie grupy dywersyjne okręgu zostały zlikwidowane. Grupy dywersyjne podszywające się pod firmę narodową „Radwana” i „Wołyniaka”, nie mają nic wspólnego ze Stronnictwem Narodowym. Zakazuje się prowadzenia wszelkiej akcji przeciw Żydom, Ukraińcom czy bolszewikom, z wyjątkiem samoobrony, względnie w bardzo ważnym wypadku. Każda akcja czynna jak likwidowanie konfidentów, napady na kasy itp. mogą być przeprowadzane tylko na wyraźny rozkaz komendanta względnie kierownika wydziału wojskowego. Rozkaz taki ma być uzgodniony z prezesem względnie kierownikiem organizacyjnym. Każda samowolna akcja uważana będzie za akcję bandycką”.
(D. Garbacz, „Wołyniak” – legenda prawdziwa, Stalowa wola 2008, s.175).

Sprawozdanie organizacyjne COP-u od dnia 1 X do 31 XII 1945 r. mówi jeszcze ostrzej o głównych problemach okręgu. To:

„antynarodowa działalność grupy wojskowej, nie licząca się ani z ideą narodową, ani z metodami pracy, ani z dobrą sławą ruchu, ani z dobrem SN. (…) największa trudność stanowią skutki błędów popełnionych przez SN w czasie okupacji niemieckiej. Zaniechano zupełnie pracy politycznej i kształcenia działaczy i członków, natomiast całą uwagę skierowano tylko na robotę wojskową (…) Komendant wojskowy będący równocześnie prezesem okręgu, w ciągu pięcioletniej działalności nie potrafił ani stworzyć ani wychować kadry działaczy politycznych, a stworzone zespoły wojskowe były niewychowane w duchu narodowym. (…) Robota wojskowa musi być oparta na elemencie ideowym, a pod względem politycznym musi podporządkować się zarządowi SN, w przeciwnym razie ogłosimy, i w szeregach ruchu i w społeczeństwie, że za działalność tej organizacji nie ponosimy żadnej odpowiedzialności”.
(K. Kaczmarski, „Podziemie narodowe na Rzeszowszczyźnie 1939-1944”, Rzeszów 2003, s.238)

Ten długi cytat ma znaczenie fundamentalne. I choć dotyczy jednego tylko okręgu NOW po rozwiązaniu AK i odzyskaniu samodzielności organizacyjnej, jestem głęboko przekonany, że podobne a nawet o wiele większe problemy były w NSZ czy NZW, gdzie w przypadku NSZ mieliśmy do czynienia z dużą grupą nie podzielających poglądów politycznych SN, zaś w przypadku NZW, masę ludzi przypadkowych („Burzy”, „Rojowie”). Tak właśnie wygląda prawda o kadrach „narodowych” organizacji wojskowych. Z pewnością najbliżsi idei narodowej byli żołnierze i kadra pierwszej NOW oraz NSZ/AK.

Naszym wzorcem… Marszałek Piłsudski

Przyjrzyjmy się jednak – przykładowo – ważnym postaciom NSZ/ONR, w tym Brygady Świętokrzyskiej. Sam „Bohun” Antoni Szacki (Skarbek) „Dąbrowski”, był „związany” z ONR, poza tym spełnił swój obowiązek żołnierski walcząc po stronie legalnych władz RP w czasie zamachu majowego. Nie przeszkadza mu to jednak pisać w swoich wspomnieniach (korzystam z wydania Veritasu z 1984 r.) o Piłsudskim per Marszałek przez duże „M”. Dmowski w tych wspomnieniach nie występuje. Z Dmowskim i NSZ/ONR to jest w ogóle bardzo ciekawa sprawa. Jeżeli PT Czytelnicy spodziewają się jakichś uroczystości, wspominek, czy pogadanek o Dmowskim, to – przynajmniej w zachowanej dokumentacji – trudno cokolwiek znaleźć.

We wspaniałym wydawnictwie krakowskiego Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego – „Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ” (Kraków 2003), Dmowski występuje jeden raz i jest to… kapral podchorąży Dmowski. Żadnych okolicznościowych rozkazów na choćby rocznicę śmierci, czy urodzin. Podobnie jest w publikacji „Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ I Grupy Kompanii Wartowniczych” (Kraków 2008). Za to Piłsudski… Na 19 III 1945 r. (było to po przybyciu Brygady do Rozstani, miejscowości w Czechach, gdzie znajdował się poligon Wehrmachtu i gdzie Brygada miała spędzić jakiś czas) „Bohun” zarządził (rozkazem dziennym nr 189) „Mszę św. Za spokój duszy śp. Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Kmd-ci kursów biorą udział w nabożeństwie z kursami w szykach zwartych”.

Więcej, jak pisze M. J. Chodakiewicz („Narodowe Siły Zbrojne: „Ząb” przeciw dwu wrogom”, Warszawa 1994, s.191): „Pamiętano też o tradycji [!!! – przyp. mój – AŚ]. 19 marca, w dzień imienin Józefa, odbyła się uroczysta defilada wszystkich oddziałów ku czci Marszałka Piłsudskiego”. Z kolei w rozkazie nr 237 z 12 V 1945 r. „Bohun” informuje o Mszy św. żałobnej za spokój duszy śp. Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego”.

Inny wybitny przedstawiciel NSZ jeszcze nie podzielonego i NSZ/ONR, przydzielony w 1945 r. do Brygady, płk Stanisław Żochowski, wielokrotnie na stronach swoich książek wypowiadał poglądy pełne uwielbienia dla Piłsudskiego, pozostające w sprzeczności nie tylko ze stanowiskiem jakiejś powiedzmy twardej grupy antysanacyjnej, ale wręcz rażąco odstające od tzw. przeciętnego stanowiska przedwojennych narodowców. Próbki?

„Piłsudski miał szacunek dla prawa [!!! – AŚ]. Już w roku 1919 dał [? – AŚ] „Małą Konstytucję”, ale zamordowanie prezydenta Narutowicza i postrzelanie ułanów w Krakowie odebrały mu złudzenia do rządów miękką ręką. Te wypadki zmusiły go do założenia obozu odosobnienia, a potem do buntu przeciw rządowi w maju 1926. (…) Fanatyzm prawicy czy lewicy mieliśmy za dekadencję. Stąd i wbrew publikacjom SN, wielu z nas uważało wschodnie plany Piłsudskiego jako jedyne rozwiązanie rozsądne (…). Tworząc Związek Jaszczurczy środowisko ONR przeważało swym politycznym programem nad narodowcami (endekami) konserwatywnego SN”.
(cytaty z O Narodowych Siłach Zbrojnych, Lublin 1994).

A jak wyglądały ideologiczne konotacje wybitnych przedstawicieli ze sztabu Brygady Świętokrzyskiej? Legendarny płk Leonard Zub-Zdanowicz wspomina, że: „W roku 1931 rozpocząłem studia prawnicze na Katolickim uniwersytecie Lubelskim. (…) Politycznie zaliczałem się do laickiej lewicy”. (L. Jurewicz, „Zbrodnia czy początek wojny domowej”, Londyn 1980, s. 8). Należał do Bratniaka, a później przeniósł się do Legionu Młodych, lewicowej studenckiej organizacji sanacyjnej (M. J. Chodkiewicz, op. cit., s.19). Kpt Henryk Figura-Podhorski – bez konotacji politycznych, poprzednio w ZWZ/AK. Mjr Władysław Marcinkowski „Jaxa” – rzeczywisty działacz przedwojennego ONR, współtwórca Związku Jaszczurczego. Mjr Eugeniusz Kerner – prowadząc własną grupę podporządkował się w 1943 r. NSZ, później wstąpił ochotniczo do LWP (!) i przez pewien czas był komendantem WKU w Łodzi i Warszawie.

Wreszcie Władysław Kołaciński „Żbik”, legenda Akcji Specjalnej, tak pisał o sobie: „Nie rozstrzelałem ani jednego uczciwego człowieka, narodowcem nigdy nie byłem, a że znalazłem się w tych szeregach to dlatego, że pierwsi podeszli do mnie i tu złożyłem przysięgę (…). (Zaginiony list kpt. NSZ Władysława Kołacińskiego. W: „Mars 2”, Warszawa-Londyn 1994, s.325). We wspomnieniach „Żbik” wyjaśnia:

„Do wybuchu wojny nie należałem do żadnej partii politycznej. Nie kierowałem się tez żadnymi sympatiami politycznymi. Było mi więc obojętne jaki znak, jaka nazwa – wystarczyło mi, ze duch był polski. Tak samo złożyłbym przysięgę w Związku Walki zbrojnej czy Batalionach Chłopskich. Złożyłbym był ją w każdej innej organizacji prawdziwie niepodległościowej, gdybym był natknął się na nią jako pierwszą. Faktem jest jednak, że wyrosłem w rodzinnej atmosferze kultu do osoby marszałka Piłsudskiego, jako ze moi trzej starsi bracia byli legionistami.
(„Między młotem a swastyką”, Warszawa 1991, s.14).

Nie mamy nic wspólnego z NSZ

To tylko wyjątki spośród tysięcy biografii. Nie można jednak nie brać pod uwagę poglądów tych jakże ważnych dla historii i legendy NSZ/ONR ludzi – współtworzyli oni stanowisko środowiska i oddziaływali w tym kierunku na swoich podwładnych. Jeżeli sobie to uświadomimy, to łatwiej będzie zrozumieć relację wspomnianego już prof. Stanisława Bobra-Tylingo, „iż na wiosnę 1947 roku Tadeusz Bielecki, prezes Stronnictwa Narodowego w Londynie, oświadczył Zębowi [Leonardowi Zub-Zdanowiczowi – AŚ], iż Stronnictwo nie miało nic wspólnego z NSZ i nie jest za niego odpowiedzialne. Opinię tę powtórzył kilka lat potem niżej podpisanemu [czyli Bobrowi-Tylingo – AŚ]”. („Zeszyty Historyczne” nr 102, Paryż 1992, s.231).

Nie zdziwi też fakt, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można zaryzykować stwierdzenie, że londyńska „Myśl Polska” praktycznie nie poruszała tematu NSZ. Mogę się mylić, ponieważ nie miałem czasu, aby wertować numery, ale przejrzałem niedawno wydana bibliografię i w najbardziej prawdopodobnych działach nie znalazłem artykułu, który wskazywałby na tematykę eneszetowską (co, podkreślam, nie jest dowodem, że tam tej tematyki w ogóle nie ma). Nawiasem mówiąc, jest za to seria artykułów (połowa lat 60-tych) poświęconych 1 i 2 Armii Wojska Polskiego (LWP), czyli wg historyków „dobrej zmiany” – „polskojęzycznych oddziałów armii sowieckiej”.

Kończąc tę część rozważań, zwracam Państwa uwagę na fakt, że niezależnie od tego, że w NOW, NSZ, czy NZW było bez wątpienia wielu przekonanych narodowców, a jeszcze więcej po prostu uczciwych Polaków, wskazane wyżej przykłady każą poważnie zastanowić się nad sensem dalszego automatycznego utożsamiania tych formacji, ze szczególnym uwzględnieniem NSZ i NZW, bo jednak nad NOW SN miała największą kontrolę formalną i ideologiczną, z ruchem narodowym sensu stricto (linii Dmowskiego). Jest zbyt wiele dowodów na to, że wiele spośród tych oddziałów, ich dowódców i przywódców politycznych zachowywało się w sposób sprzeczny z tradycją Narodowej Demokracji, kultywując wartości i cele polityczne często przeciwne tejże tradycji i przeciwne polityce samego SN podczas wojny i po niej.

Przyjęcie bez rozróżnienia i choćby zastrzeżeń takich jak poczynione wyżej całej spuścizny formacji zbrojnych NSZ dało efekt w postaci ich bezkrytycznej recepcji na gruncie ruchu narodowego końca XX wieku i czasów nam współczesnych. W jakimś sensie powtórzono błędy, o których mówiło ww. sprawozdanie rzeszowskie. Nie wykształcono ludzi ideowych, wychowanych w duchu narodowym, lecz ludzi powierzchownych, zadowalających się najprostszymi symbolami, jak stroje, sztandary i hasła wiecowe. Wypaczono w ten sposób nie tylko historię, ale i teraźniejszość ruchu narodowego.

O najmniej przyjemnych aspektach historii NSZ będę mówił w ostatniej części tych rozważań, w następnym numerze „MP”.

cdn...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.166665
Ogólna ocena: 3.2 (głosów: 6)

Tematy: 

Dyskusja

oto Krzych Adam

Syndrom winy jak u katowanej żony pijaka-sadysty.

Autor po raz kolejny zastanawia się nad tym co złego czyniliśmy jako zbiorowość i co złego czyniły nasze organizacje, że spotkało nas to co nas spotkało. Jak skatowana żona pijaka-sadysty, która zastanawia się nad tym czym ona znów zawiniła, że ją po raz kolejny pobił. A to co złego czyniono w Londynie, a to co złego w kraju, czym zawiniły Narodowe Siły Zbrojne, a to znowu jakie były przewiny Żołnierzy Wyklętych.

Zupełnie ignorując fakt iż Polska w okresie omawianym przez niego ani przez moment nie była podmiotem polityki nawet regionalnej, nie mówiąc już o światowej. Ostatnich cech podmiotu politycznego a i to wyłącznie w regionalnej polityce wyrzekła się w latach trzydziestych dobrowolnie rezygnując z jakichkolwiek działań niezależnych od polityki Francji i Wielkiej Brytanii.

To co miało miejsce było niestety całkowicie niezależne od naszych działań. Bezprzykładne i nie do odrobienia straty Związku Sowieckiego w pierwszej fazie (do Stalingradu) tej ichniej Wojny Ojczyźnianej obaliły możiwość realizacji stałego planu komunistów-leninistów, że "Zwiazek nasz bratni ogarnie ludzki ród" (a nawet teren np. do Atlantyku). Wszystko co udało się Stalinowi na polskim kierunku osiągnąć w okresie 1944/45 to zgoda zachodnich "sojuszników" na przyłączenie do "sowieckiego raju" terenów ze znaczną liczbą ludności ukraińskiej i białoruskiej, a także odebranie Polsce Litwy Środkowej. Także włączenie reszty Polski (w nowych granicach, w tym zachodnich) do zewnętrznej części imperium sowieckiego.

Narodowe Siły Zbrojne były jedyną organizacją tamtego okresu, która zgodnie z obiektywną prawdą stwierdziła, że Polska miała wówczas dwóch wrogów i konsekwentnie zgodnie z tą konstatacją tworzyła swe plany polityczne. Jak również, zgodnie ze swą taktyką unikania działań prowadzących do represji okupantów skierowanych przeciw ludności cywilnej nie występowała poza przypadkami nie do uniknięcia z akcjami zbrojnymi mogącymi takie represje wywołać.

Zjawisko Żołnierzy Wyklętych wynikło nie z jakiejś bezrozumnej skłonności Polaków do cierpiętnictwa, czy z jeszcze głupszej nadziei, że Zachód rozpocznie III WŚ zaraz po zakończeniu się drugiej. A z komunistycznego terroru.

Zaś do uświadomienia sobie, że antyrosyjskość w sensie ideologicznym i angażowanie się w antyrosyjskie działania w sferze praktycznej są dla Polski i Polaków szkodliwym wyborem nie jest konieczne by przyjąć linię propagandową czy to dawną sowiecką czy obecną rosyjską.

Proszę mi wierzyć, można potępiać Sowiety, szanować działalność Narodowych Sił Zbrojnych, z bólem serca wspominać tragiczny okres powojenny, gdy represje wpędziły ponownie w konspirację tysiące naszych bohaterów, mieć ostrożny stosunek do współczesnej linii polityki rosyjskiej, ale w dalszym ciągu być przeciwnym szkodliwemu dla interesów Polski antyrosyjskiemu kierunkowi politycznemu obecnych władz.

oto Marek Bekier

Zawsze miałam dobre zdanie o

Zawsze miałam dobre zdanie o tym co Pan pisze na temat najnowszej historii Polski. Tym razem doszło coś więcej. Gdyby tak wziąć ostatni akapit tego co Pan napisał, usunąć z pierwszego zdania pierwsze trzy słowa (bo to tylko zwrócenie się do przedmówcy) a słowo "można" zastąpić słowem "Należy" to otrzymujemy klarowne i kompletne wprowadzenie do tego co bym widział jako polską politykę historyczną.
Gratuluję, dziękuję i pozdrawiam.

oto Equatore

Szukanie błędów u innych.

Szukanie błędów u innych nie sprawi, że nasza sytuacja w czymkolwiek się poprawi.
Unikanie rozważania, co zostało zrobione nie tak, oznacza uniknięcie wyciągnięcia prawidłowych wniosków.
Pudrowanie rzeczywistości celem nieuzasadnionego przedstawiania nas w jak najlepszym świetle nie jest naszym zadaniem. Od tego są upoważnione organy państwa (jak choćby MSZ). My nie mamy władzy. My mamy tylko nasze umysły. I nasze głosy, których mało kto słucha, bo nie mamy wartościowych treści do wypowiedzenia.
I pomimo tego, że nie zgadzam się z bardzo wieloma wnioskami p. Śmiecha, on przynajmniej coś tych treści wnosi, a pan nie.
Może pan powie co - według pana - powinniśmy ZROBIĆ w sytuacji w której postawili nas silniejsi - Niemcy i ZSRR, w 1939, 1944 i 1945 roku?
Na pewno nie mogliśmy zrobić tego, co byśmy chcieli, ponieważ sytuacja na to nie pozwalała. To nie oznacza jednak, że nie mogliśmy zrobić niczego i że to co robiliśmy w latach 1939-45 nie miało wpływu na naszą sytuację po wojnie. A jeśli miało wpływ, to trzeba się zastanowić JAKI? Co zrobiliśmy idealnie? Co mogliśmy zrobić lepiej? Czego nie powinniśmy zrobić?
Jeśli nie przygotujemy naszej młodzieży do odpowiedzi na podobne pytania, nie wpłyniemy na jej kryteria oceny, przełożyć się to może na straszne błędy i zmarnowane okazje dziś, w roku 2018 i w latach kolejnych.
Zastąpienie tego zaklęciem o złych komunistach bez próby chociażby zadania pytania dlatego stało się to, co się stało i dlaczego się stało tak, a nie inaczej, to próba zastąpienia myślenia łatą na dobre samopoczucie. To jest pójście na łatwiznę.
To nie jest żadne wielkie odkrycie, że świat na którym żyjemy jest pełen sk..wieli, którzy będą chcieli zrobić nam krzywdę i zawsze taki być może. Często będą silniejsi od nas. Naszą i tylko naszą odpowiedzialnością jest to, żeby im się nie udało. Jeśli tego nie nauczymy młodzieży, to oni będą albo po prostu umieć "trzymać kciuki", żeby im światowa koniunktura się poszczęściła, albo umieć stylowo przegrać, skoro wszystko stracone, ale nie będą umieli WYGRAĆ.

oto Krzych Adam

Kilka uwag.

Przede wszystkim proszę o nienadinterpretowanie mojej wypowiedzi umieszczonej przeze mnie bezpośrednio pod artykułem poza tezy w niej przeze mnie wysunięte. Po przeczytaniu pierwszej i drugiej części artykułu ja jedynie wyraziłem swą dezaprobatę do sposobu w jaki Autor podchodzi do problemu. Jednym z aspektów tego podejścia było napisanie, że w tamtym okresie "to nie Polska rozdaje karty polityki światowej, lecz sama jest kartą" jednakże jedynie po to by mówić o "fantastach nie przyjmujących do wiadomości rzeczywistości". A przecież to fakt iż Polska była nie podmiotem a przedmiotem gry politycznej miał zasadnicze znaczenie, a nie to czy ktoś przyjmował to do wiadomości, czy nie. Autor pisze:

... oficjalne władze SN w Londynie negowały rzeczywistość (choć nigdy nie odrzucały idei porozumienia z ZSRR, to jednak chciały to zrobić wyłącznie na swoich warunkach, a to było niemożliwe)

Ale wszak można było wówczas jedynie albo przyjąć dyktat Stalina, albo "chcieć to zrobić(...) na swoich warunkach". Zatem co, powinny władze SN paść plackiem przed Stalinem i wyrzec się milionów swych rodaków na wschód od Bugu?

Autor pisze o powojennej guerillii na terytorium Polski, znanej dzisiaj pod terminem „żołnierzy wyklętych” jako o pozbawionej szans i sensu walce straceńczej po wojnie. A przecież to fakt iż Stalin doskonale wiedział, że w owym okresie "Polsce tak pasuje komunizm, jak krowie siodło" spowodował, że Sowieci przyszli do Polski już z gotowym planem rozpętania terroru by zgnieść opór przeciwko przekształcaniu Polski w satrapię Związku Sowieckiego. I stąd powstali "Żołnierze Wyklęci".

O tym pisałem w swej wypowiedzi. A także o tym, że by nie być tępym rusofobem dziś, dostrzegać nie tylko wymierne korzyści z jeśli niekoniecznie wylewnie prorosyjskiego stanowiska, to przynajmniej potrzebę dla Polski unikania wrogości w stosunkach polsko-rosyjskich i nie wychylić się jak wahadło w drugą stronę - co oznacza poddaństwo Ameryce i chodzenie za ich rydwanem wcale nie trzeba powtarzać jak mantrę tez sowieckiej i prl-owskiej kiedyś, a dziś rosyjskiej propagandy.

Stawianie mi zarzutu, że niczego wartościowego nie "uczę młodzieży" swą wypowiedzią, a nawet że to co napisałem niczego nie wnosi, a ja sam unikam rozważań, czy pudruję rzeczywistość sam nie wiem czy jest opowiadaniem banialuk, czy też stawianiem mnie na podeście o całe niebo wyższym, niż ten na którym chciałem stanąć.

Nie było moją intencją w mej krótkiej wypowiedzi ani "uczenie młodzieży", ani orzekanie co powinniśmy (byli) ZROBIĆ w sytuacji w której postawili nas silniejsi - Niemcy i ZSRR, w 1939, 1944 i 1945 roku. Jedynie przedstawienie polemicznego stanowiska w stosunku do wybranych tez Autora.

BTW, co za zabawne określenie w tytule Pańskiego komentarza: "Szukanie błędów u innych". U jakich innych? U Związku Sowieckiego, Wielkiej Brytanii, czy Stanów Zjednoczonych? Nie uważam by oni robiąc nam to co nam zrobili popełnili jakieś błędy. Ani polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza przywieziona na sowieckich czołgach.

oto Equatore

@p. Krzych Adam

Odniosłem się do jedynie do pierwszego akapitu pańskiej wypowiedzi.

Syndrom winy jak u katowanej żony pijaka-sadysty.
Autor po raz kolejny zastanawia się nad tym co złego czyniliśmy jako zbiorowość i co złego czyniły nasze organizacje, że spotkało nas to co nas spotkało. Jak skatowana żona pijaka-sadysty, która zastanawia się nad tym czym ona znów zawiniła, że ją po raz kolejny pobił. A to co złego czyniono w Londynie, a to co złego w kraju, czym zawiniły Narodowe Siły Zbrojne, a to znowu jakie były przewiny Żołnierzy Wyklętych.

...który uważam za przejaw zupełnie niewłaściwego i szkodliwego podejścia do problemu, a dlaczego, to w swojej wypowiedzi wyjaśniłem.
Nawet w próbie ośmieszenia p. Śmiecha, którą pan poczynił w tytule, nie ma pan racji. Skatowana żona pijaka-sadysty nie znalazłaby się w miejscu, w którym się znalazła, bez popełnienia kilku błędów i bez upartego trwania przy nich. Mógł pan znaleźć lepszy przykład.

A zapytałem pana co powinniśmy byli zrobić w sytuacji w której postawili nas silniejsi - Niemcy i ZSRR, w 1939, 1944 i 1945 roku nie w kontekście pańskiej poprzedniej wypowiedzi, ale całego pańskiego piśmiennictwa na temat Polski wkrótce po 1945 roku. Po to, żeby zmusić pana do przyznania (w duchu, przed samym sobą), bo przecież nie przede mną czy innymi czytelnikami, że nie jest pan w stanie tego zrobić będąc w zgodzie zarówno z rozsądkiem, jak i z dotychczasowymi pańskimi wypowiedziami. Bo namawianie narodu do masowego samobójstwa wygląda o wiele lepiej we własnej głowie, niż na piśmie.

oto Krzych Adam

Jak widzę nie potrafi się pan powstrzymać od nadinterpretowania.

I w ogóle dokonuje pan jakiegos odlotu. Ja jedynie zaprotestowałem przeciwko robieniu bandytów z tych, na wyeliminowanie których, często permanentnie, nastawieni byli zaprowadzacze i utrwalacze nowego systemu. Poza tym zwracałem uwagę na to że Narodowe Siły Zbrojne były jedyną częścią podziemnego państwa, która zgodnie z prawdą historyczną mówiła o "dwóch wrogach". I z obydwoma, gdy należało, prowadziła walkę. Poza tym jeszcze zwróciłem uwagę, że dla bycia wiernym endeckiej linii wprowadzonej przez Dmowskiego, a która nie uznawała, że Rosjan należy traktować jako wrogów zawsze i wszędzie nie jest konieczne powtarzanie o Polsce i Polakach tez autorstwa sowieckiej i prl-owskiej, a obecnie rosyjskiej propagandy.

Skąd się panu wzięło żądanie przedstawienia przeze mnie programu działań na lata 1939, 1944 i 1945, nawet w kontekście nie tylko tej, ale wszystkich mych wypowiedzi na tym forum jest dla mnie niepojęte. Nigdy nie sugerowałem, że jakieś zbawienne w tamtych warunkach programy znam, czy chcę proponować. Jeszcze gorsze, wręcz bezczelne, czy może z miedzianym czołem jest pomawianie mnie o jakiś współudział w "namawianiu narodu do masowego samobójstwa".

oto Equatore

A pan nie może się zmusić do czytania ze zrozumieniem

Skoro odniosłem się do tego, niewątpliwie pańskiego, tekstu

Syndrom winy jak u katowanej żony pijaka-sadysty.
Autor po raz kolejny zastanawia się nad tym co złego czyniliśmy jako zbiorowość i co złego czyniły nasze organizacje, że spotkało nas to co nas spotkało. Jak skatowana żona pijaka-sadysty, która zastanawia się nad tym czym ona znów zawiniła, że ją po raz kolejny pobił. A to co złego czyniono w Londynie, a to co złego w kraju, czym zawiniły Narodowe Siły Zbrojne, a to znowu jakie były przewiny Żołnierzy Wyklętych.

to po co pisze pan, że "pan jedynie" pisał o zupełnie innych rzeczach, do których się nie odniosłem.
co do

pomawianie [pana] o jakiś współudział w "namawianiu narodu do masowego samobójstwa".

, to o nic pana nie pomówiłem (zwłaszcza o jakiś współudział w namawianiu). Napisałem, z dokładnie jakiego powodu poprosiłem pana o opinię i dlaczego już w momencie tego proszenia byłem świadom, że pan takiej opinii nie udzieli (a nie, że pan będzie namawiał). Proszę dokładnie przeczytać to co napisałem, jeśli nadal ma pan wątpliwości.

oto Krzych Adam

Starałem się zmusić siebie do zrozumienia o co panu chodziło.

Niestety udało mi się to jedynie częściowo. Na przykład zrozumiałem, że moje porównanie ze skatowaną żoną sadysty, szukającą swych własnych win jako powodów, że została znów i znów pobita panu nie odpowiada jako nieadekwatne pana zdaniem do sytuacji. To było łatwe. No i cóż? Nie podoba się panu porównanie, no to trudno. W pełni uznaję pańskie prawo do posiadania swych własnych upodobań.

Znacznie trudniej przyszło mi pojąć i do chwili obecnej nie jestem tego w stanie do końca pojąć o co panu chodziło, gdy pan pisał:

Unikanie rozważania, co zostało zrobione nie tak, oznacza uniknięcie wyciągnięcia prawidłowych wniosków.

Zdaje mi się, że zgeneralizował pan sobie moje poglądy jako mówiące, że my Polacy nie popełniliśmy żadnych błędów kiedykolwiek, a wszystko co złe nas spotkało, jest winą innych. Jeśli tak było rzeczywiście, to ta generalizacja jest błędna. Jak najbardziej uważam, że Autor napisał wartościowy (w znacznie wiekszym stopniu niż wiele jego innych tekstów), dokładnie przebadany przez siebie materiał. Niezwykle interesujące jest na przykład odkrycie piłsudczykowości u kilku dowódców w Narodowych Siłach Zbrojnych. Choć nie powinno to wywoływać wielkiego zaskoczenia. Nacjonalistów wśród piłsudczyków nie brakowało, zaś po śmierci Marszałka stawało się to coraz bardziej widoczne w głoszonych ideach. Jak najbardziej uważam również, że rozważania i badanie historii są niezbędne dla wyciągania koniecznych wniosków co do sposobu postepowania w przyszłości.

W mej wypowiedzi chodziło mi wyłącznie o te elementy artykułu A. Śmiecha z którymi się pryncypialnie nie zgadzam. A to jest pomijanie przez niego dwóch podstawowych faktów. Jednego odnośnie NSZ jako organizacji w najwyższym stopniu w konspiracji niepodległościowej konsekwentnie narodowej w swych przekonaniach i programie siły w okresie II WŚ, drugiego zaś, zasadniczego powodu konspiracji już po wojnie, owej jak on pisze w jednym miejscu powojennej guerillii na terytorium Polski, znanej dzisiaj pod terminem „żołnierzy wyklętych”, a potem jeszcze określonej przez niego słowami tych, którzy do rangi najwyższego patriotyzmu i honoru wynieśli pozbawioną szans i sensu walkę straceńczą po wojnie. Uważam to za fałszowanie rzeczywistości historycznej, stąd ten mój krytyczny post.

Nie jest rzeczą właściwą generalizowanie w oparciu o moje wypowiedzi. Właściwie nigdy nie wypowiadam sie o tzw. "całokształcie". Być może dlatego, że rzadko czuję się na siłach by złożone problemy ogarnąć całościowo, a ze swych ograniczeń należy sobie sprawę zdawać.

No i ostatnia rzecz. Skąd panu wpadło do głowy, że należy mnie zapytać "co powinniśmy byli zrobić w sytuacji w której postawili nas silniejsi - Niemcy i ZSRR, w 1939, 1944 i 1945 roku" w celu jak pan to określa, żeby mnie zmusić do "przyznania", że nie jestem w stanie tego zrobić, umyka memu pojęciu. Bo i po co mnie zmuszać skoro i dla mnie i dla pana jest oczywiste, że takiej odpowiedzi ja nie mam? Zmuszanie mnie do tego "przyznania" jest strzelaniem kulą w płot. Prowadzi bardziej do dezorientacji niż do uświadomienia sobie czegokolwiek. Także nie bardzo rozumiem skąd się wzięło panu przekonanie, że należy wspomnieć "namawianie narodu do masowego samobójstwa". Kto namawiał i kiedy? Znaczy chodzi mi o przypadki w tym okresie i dotyczące tematu NSZ lub "Żołnierzy Wyklętych".

oto Equatore

@p. Krzych Adam

Znacznie trudniej przyszło mi pojąć i do chwili obecnej nie jestem tego w stanie do końca pojąć o co panu chodziło, gdy pan pisał:

Unikanie rozważania, co zostało zrobione nie tak, oznacza uniknięcie wyciągnięcia prawidłowych wniosków.

Chodziło mi o to, że unikanie rozważania, co zostało zrobione nie tak, oznacza uniknięcie wyciągnięcia prawidłowych wniosków.

oto Equatore

Serio

.

oto Krzych Adam

No cóż.

W takim razie doszło do nieporozumienia. Nie jestem zwolennikiem unikania takich rozważań.

oto Krzych Adam

Dziękuję, Panie Marku.

Chciałbym zauważyć, że ja z kolei również odbieram Pańskie posty, generalnie, a nie tylko dotyczące najświeższej przeszłości, jako zrównoważone i nacechowane rozważnym myśleniem. Co do historii, a "najnowszej historii Polski" szczególnie, istnieje znaczny zamęt w umysłach Polaków. Jak sądzę miała na to wpływ edukacja, silnie zideologizowana, w której np. do dziś grabarze niepodległości I RP i kondotierzy rewolucji są określani jako bohaterowie. Także historia rodzinna każdego z nas.

Moja, z dziadkiem, uczestnikiem wojny 20-go roku, a ojcem i krewnymi w niepodległościowej konspiracji w II WŚ ukształtowała mnie takim światopoglądowo jakim jestem.

oto YogiBeer

I w ten sposób wartościowy

I w ten sposób wartościowy tekst został natychmiast oceniony przez 2 panów na 1 i strollowany. Jak zwykle pan Krzych Adam prześlizguje się nad tym, że rząd londyński i władze podziemne błędy polityczne popełniły. Także nad tym, że te błędy popełniło potem wielu watażków, którzy zawracali Wisłę kijami na własną rękę.

Zjawisko Żołnierzy Wyklętych wynikło nie z jakiejś bezrozumnej skłonności Polaków do cierpiętnictwa, czy z jeszcze głupszej nadziei, że Zachód rozpocznie III WŚ zaraz po zakończeniu się drugiej. A z komunistycznego terroru.

Np. taki "Ogień" terroryzował Podhale jako niewinna ofiara komunistycznego terroru ... "Szary" i "Bury" zabawiali się w wyrzynanie ludności białoruskiej i ukraińskiej wskutek komunistycznego terroru ... Wielu żołnierzy narodowego podziemia nie mogło go opuścić z powodu komunistycznego terroru, a nie dlatego, że podczas okupacji mordowali ALowców, partyzantów radzieckich, "komunistów" i BChowców, czego im świadkowie nie zapomnieli ... Część nie postrzelała sobie i nie pooficerowała do syta podczas okupacji niemieckiej, więc ani o wychodzeniu z lasu myślała, tym bardziej, że już, już "jedna bomba atomowa","druga bomba atomowa", "Anders na białym koniu" itp. Te "ofiary komunistycznego terroru" odwiedzały osoby podejrzewane o sympatyzowanie z nowymi władzami by je brutalnie mordować na oczach bliskich, w tym dzieci (np. zabawy "Otta") pod wpływem szoku wywołanego "komunistycznym terrorem".
Nie, żadnych błędów nie popełniono, to my jesteśmy niewinną ofiarą "waszych samczych zbrodni"... Żadnych tam zdemoralizowanych przez wojnę półbandytów w podziemiu antykomunistycznym nie było. same "ofiary komunistycznego terroru" ...

Wszystko co udało się Stalinowi na polskim kierunku osiągnąć w okresie 1944/45 to zgoda zachodnich "sojuszników" na przyłączenie do "sowieckiego raju" terenów ze znaczną liczbą ludności ukraińskiej i białoruskiej, a także odebranie Polsce Litwy Środkowej.

Szanowny pan Krzych Adam zapewne nie wie, że Kartę Atlantycką (24.IX.1941) ZSRR podpisał zastrzegając sobie granice z 22.VI.1941, potem już tylko sojusznicy te granice, z minimalnymi zmianami, potwierdzali.

oto Krzych Adam

Yogi!

Na drzewo. Proszę uwzględnić me życzenie by się Pan nie wypowiadał pod mymi postami, konsekwentnie, wszak sam Pan odmawiał prawa do pisania pod Pańskimi wielu innym osobom tu na tym portalu.

oto YogiBeer

Panu Krzychowi Adamowi wydaje

Panu Krzychowi Adamowi wydaje się, że ja do niego coś piszę. Nie, ja piszę do czytelników o jego bredniach. Nie z każdym warto polemizować, ale pewnych bredni pozostawiać bez komentarza nie wolno.

oto Krzych Adam

Skoro tak sobie piszemy do Czytelników to coś wyjaśnię.

W postach YogiBeer mamy do czynienia z nadinterpretacjami, które mają wyrobić w czytelniku wrażenie, że osoba ta ogarnięta świętym oburzeniem protestuje przeciwko moim stwierdzeniom zaprzeczającym prawdzie historycznej, czy przyjętym za prawdę historyczną przez YogiBeera. Tymczasem wystarczy tylko się przyjrzeć by zauważyć, że te stwierdzenia nie są wcale moje tylko są wynalezione przez niego samego.

Na przykład p. YogiBeer pisze:

Panu Krzychowi Adamowi wydaje się, że ja do niego coś piszę.

Ja tymczasem jedynie proszę by tak samo jak on tego żąda od innych, sam nie pisał pod postami osób, które sobie tego nie życzą. Wszak może to zrobić, w sensie przedstawić swe stanowisko, w inny sposób np. tworząc krótki blog, niekoniecznie nawet od razu artykuł, jeśli się leni.

Proszę uwzględnić me życzenie by się Pan nie wypowiadał pod mymi postami, konsekwentnie, wszak sam Pan odmawiał prawa do pisania pod Pańskimi wielu innym osobom tu na tym portalu.

Ale to jest mały pikuś. Napadając na moje krótkie dwuzdaniowe stwierdzenie:

Zjawisko Żołnierzy Wyklętych wynikło nie z jakiejś bezrozumnej skłonności Polaków do cierpiętnictwa, czy z jeszcze głupszej nadziei, że Zachód rozpocznie III WŚ zaraz po zakończeniu się drugiej. A z komunistycznego terroru.

p. YogiBeer insynuuje mi określone stanowisko w kwestii niektórych kontrowersyjnych przywódców podziemia, a także oburza się, że rzekomo nic nie pisałem o błędach rządu londyńskiego i władz podziemnych, tak jakby rozpisywanie się o tym, gdy zwracam uwagę na zupełnie odmienne aspekty ówczesnych wydarzeń było obowiązkowe.

Jak zwykle pan Krzych Adam prześlizguje się nad tym, że rząd londyński i władze podziemne błędy polityczne popełniły. Także nad tym, że te błędy popełniło potem wielu watażków, którzy zawracali Wisłę kijami na własną rękę.
Np. taki "Ogień" terroryzował Podhale jako niewinna ofiara komunistycznego terroru ... "Szary" i "Bury" zabawiali się w wyrzynanie ludności białoruskiej i ukraińskiej wskutek komunistycznego terroru ...

A przecież z mego postu wyraźnie wynikało, że właśnie te sporne do dziś aspekty wydarzeń tamtego okresu zauważam jak najbardziej, ale chcę zwrócić uwagę na inne mym zdaniem o całe niebo istotniejsze dla tego co miało miejsce i naszej dzisiejszej oceny tegoż:

Autor po raz kolejny zastanawia się nad tym co złego czyniliśmy jako zbiorowość i co złego czyniły nasze organizacje, że spotkało nas to co nas spotkało. Jak skatowana żona pijaka-sadysty, która zastanawia się nad tym czym ona znów zawiniła, że ją po raz kolejny pobił. A to co złego czyniono w Londynie, a to co złego w kraju, czym zawiniły Narodowe Siły Zbrojne, a to znowu jakie były przewiny Żołnierzy Wyklętych.
Zupełnie ignorując fakt iż Polska w okresie omawianym przez niego ani przez moment nie była podmiotem polityki nawet regionalnej, nie mówiąc już o światowej. Ostatnich cech podmiotu politycznego a i to wyłącznie w regionalnej polityce wyrzekła się w latach trzydziestych dobrowolnie rezygnując z jakichkolwiek działań niezależnych od polityki Francji i Wielkiej Brytanii.
To co miało miejsce było niestety całkowicie niezależne od naszych działań.

Zjawisko Żołnierzy Wyklętych to kilkadziesiąt tysięcy ludzi ukrywających się przed NKWD, Smierszem, UB i KBW. To kilka tysięcy poległych w obławach i również kilka tysięcy straconych i pomordowanych w katowniach nowej władzy. Abstrahując już od tego, że moja ocena postaci "Ognia", czy "Burego" nie musi się pokrywać z oceną p. YogiBeera nie każdy z nich był "Ogniem" czy "Burym". Nie każdy z nich czekał w lesie na "Andersa na białym koniu", czy na "jedną atomową, drugą atomową". Znakomita większość to ofiary terroru nowej władzy.

Tak czy inaczej p. YogiBeer wielokrotnie uprzednio zabraniał innym pisania pod swymi postami, czasem nawet zachowując się przy tym w chamski sposób. Na jedno zdecydowanie nalegam, by sam postępował tak samo jak tego oczekuje od innych.

oto YogiBeer

Kłamstwo i drobnomieszczaństwo, ech ...

Pan, Panie Krzychu Adamie, jako moderator na Prawica.net powinien potrafić powstrzymać się od trollowania pod cudzym tekstem. Na wycieczki personalne pod moim adresem Panu i Panu podobnym założyłem odrębny wątek (http://www.prawica.net/6705), by nie robili chlewa z prawica.net.

Po co Pan kłamie:

Tak czy inaczej p. YogiBeer wielokrotnie uprzednio zabraniał innym pisania pod swymi postami, czasem nawet zachowując się przy tym w chamski sposób. Na jedno zdecydowanie nalegam, by sam postępował tak samo jak tego oczekuje od innych.

Jedyną osobą, od której zażądałem niepojawiania się na moim blogu i niekomentowania moich wypowiedzi jest pan Krzysztof M., zrobiłem to ponieważ ten pan jest pozbawiony zdolności pojmowania określonych sytuacji i zjawisk, co dobitnie zademonstrował tu: http://www.prawica.net/6794 . Pan K. Markisz, z którym rozmowy zakończyłem z jego winy (http://www.prawica.net/6705#comment-85885) sam zdeklarował, że nie będzie mi zakłócał spokoju (http://www.prawica.net/6807#comment-87750). Pan wielokrotnie deklarował jednostronnie niekomentowanie moich wypowiedzi, ja nigdy niczego podobnego nie deklarowałem, z racji narodowej szkodliwości Pana wypowiedzi.

Po co tak kłamać:

Napadając na moje krótkie dwuzdaniowe stwierdzenie:
Zjawisko Żołnierzy Wyklętych wynikło nie z jakiejś bezrozumnej skłonności Polaków do cierpiętnictwa, czy z jeszcze głupszej nadziei, że Zachód rozpocznie III WŚ zaraz po zakończeniu się drugiej. A z komunistycznego terroru.

p. YogiBeer insynuuje mi określone stanowisko w kwestii niektórych kontrowersyjnych przywódców podziemia, a także oburza się, że rzekomo nic nie pisałem o błędach rządu londyńskiego i władz podziemnych, tak jakby rozpisywanie się o tym, gdy zwracam uwagę na zupełnie odmienne aspekty ówczesnych wydarzeń było obowiązkowe.

Jak zwykle pan Krzych Adam prześlizguje się nad tym, że rząd londyński i władze podziemne błędy polityczne popełniły. Także nad tym, że te błędy popełniło potem wielu watażków, którzy zawracali Wisłę kijami na własną rękę.
Np. taki "Ogień" terroryzował Podhale jako niewinna ofiara komunistycznego terroru ... "Szary" i "Bury" zabawiali się w wyrzynanie ludności białoruskiej i ukraińskiej wskutek komunistycznego terroru ...

A przecież z mego postu wyraźnie wynikało, że właśnie te sporne do dziś aspekty wydarzeń tamtego okresu zauważam jak najbardziej

Oczywiście, że z Pana postu NIE WYNIKAŁO nic podobnego, bo nie zawiera on żadnego elementu, z którego mogłoby coś takiego wynikać. Proszę sobie sprawdzić.

Zjawisko Żołnierzy Wyklętych to kilkadziesiąt tysięcy ludzi ukrywających się przed NKWD, Smierszem, UB i KBW.

Pan doprawdy wierzy, że działalność "Łupaszki", "Zaopry", "Ognia", "Szarego", "Burego" (i PAS w całości),"Otta", masy pomniejszych partyzanto-bandytów da się podciągnąć pod "ukrywanie się"?

Pan, Panie Krzychu Adamie ma wielce wypaczony obraz tamtej rzeczywistości i obraża ideowość "znakomitej większości" partyzantów antykomunistycznych.

Abstrahując już od tego, że moja ocena postaci "Ognia", czy "Burego" nie musi się pokrywać z oceną p. YogiBeera nie każdy z nich był "Ogniem" czy "Burym". Nie każdy z nich czekał w lesie na "Andersa na białym koniu", czy na "jedną atomową, drugą atomową". Znakomita większość to ofiary terroru nowej władzy.

Doprawdy wydaje się Panu, że antykomunistyczne podziemie to nie były oddziały prowadzące określone działania terrorystyczno-bojowo-"aprowizacyjne" (eufemizm na uprawianie bandytki), tylko "w znakomitej większości" przechowalnia niewinnych sierotek, chcących się zaszyć w leśnej gęstwinie przed terrorem NKWD i UB?

Wróćmy jeszcze na chwilę do tego, skoro tak się Panu ten autocytat podoba:

Zupełnie ignorując fakt iż Polska w okresie omawianym przez niego ani przez moment nie była podmiotem polityki nawet regionalnej, nie mówiąc już o światowej. Ostatnich cech podmiotu politycznego a i to wyłącznie w regionalnej polityce wyrzekła się w latach trzydziestych dobrowolnie rezygnując z jakichkolwiek działań niezależnych od polityki Francji i Wielkiej Brytanii.
To co miało miejsce było niestety całkowicie niezależne od naszych działań.

Czechosłowacja Benesza także nie była "podmiotem polityki" w Pana rozumieniu, a efekty działań politycznych Benesza były jakby nieco odmienne od efektów działań "rządu londyńskiego" i władz podziemnych. Panu wydaje się, że politykę to się prowadzi dopiero, gdy ma się równy status z innymi graczami. Politykę prowadzi się z tym, co się ma do dyspozycji i w takich warunkach, jakie istnieją. Także cele wyznacza się stosoownie do warunków i możliwości. Czy twierdzi Pan, że megalomańskie zagrywki "rządu londyńskiego" miały coś wspólnego z jego sytuacją polityczną? Za tą megalomanię zapłacił cały naród, także tymi partyzantami "wyklętymi", ale bynajmniej nie dlatego, że, jak Pan pisze:

z bólem serca wspominać tragiczny okres powojenny, gdy represje wpędziły ponownie w konspirację tysiące naszych bohaterów

tylko dlatego, że znaczna część oddziałów z lasów w ogóle nie wyszła, a prowadząc działania terrorystyczno-rabunkowe doprowadziła do nasilenia represji - i pojawienia się autentycznych uciekinierów wygnanych terrorem do lasu. Warto tylko pamiętać, że to kura zniosła jajo, a nie na odwrót. Nie znam proporcji pomiędzy "ochotnikami do lasu" a "uciekinierami do lasu", nie są mi znane jakiekolwiek badania tego problemu, zastanawia mnie, skąd bierze Pan tą pewność, że "znakomita większość (YB: partyzantów antykomunistycznych) to ofiary terroru nowej władzy" ...

oto Krzych Adam

W swym własnym chlewie proszę się tarzać sam.

Dziękuję za zaproszenie do chlewa który Pan pracowicie zbudował, ale nie skorzystam.

Skoro odmawia Pan uczynienia zadość memu żądaniu by nie komentował Pan mych wypowiedzi, to trudno, jakoś to przeżyję. Nie wiem jeszcze jak będę na ustawiczne chamstwo reagował. Kolejny jego przykład występuje w tym poście. Pisze Pan o moich rzekomych kłamstwach. Definicją kłamstwa jest świadome mówienie nieprawdy. Wyrażanie swego poglądu, nawet jeśli jest to pogląd mylny, kłamstwem nie jest.

Nie jest Pan jakimś ciemniakiem, który mógłby tego nie rozumieć, a mimo to tak określa to co ja napisałem. Jak najbardziej może Pan uważać moje poglądy za niesłuszne. Jednakże określanie ich nazwą "kłamstwo" jest zwykłym chamstwem.

Jest nim także określanie wyrażania poglądów innych niż Pańskie trollowaniem.

Nie dam się wciągnąć w rozszerzanie tematu poza tezy wysunięte przeze mnie. Nie wchodziło w obręb mej wypowiedzi i nie widzę powodu do włączania tego teraz omawianie błędów poczynionych przez rząd RP na uchodźctwie, czy błędów poczynionych w kraju, nawet mimo uznawania, że miały one miejsce.

Odniosłem się w mej oryginalnej wypowiedzi do zawartych w dwóch pierwszych częściach artykułu p. Śmiecha tez dotyczących NSZ i "Żołnierzy Wyklętych". Postawiłem własne dwie tezy:

  • Narodowe Siły Zbrojne były jedyną organizacją tamtego okresu, która zgodnie z obiektywną prawdą stwierdziła, że Polska miała wówczas dwóch wrogów i konsekwentnie zgodnie z tą konstatacją tworzyła swe plany polityczne. Jak również, zgodnie ze swą taktyką unikania działań prowadzących do represji okupantów skierowanych przeciw ludności cywilnej nie występowała poza przypadkami nie do uniknięcia z akcjami zbrojnymi mogącymi takie represje wywołać.
  • Zjawisko Żołnierzy Wyklętych wynikło nie z jakiejś bezrozumnej skłonności Polaków do cierpiętnictwa, czy z jeszcze głupszej nadziei, że Zachód rozpocznie III WŚ zaraz po zakończeniu się drugiej. A z komunistycznego terroru.

A także wyraziłem swą opinię na temat błędnej polityki III RP na kierunku wschodnim:

Zaś do uświadomienia sobie, że antyrosyjskość w sensie ideologicznym i angażowanie się w antyrosyjskie działania w sferze praktycznej są dla Polski i Polaków szkodliwym wyborem nie jest konieczne by przyjąć linię propagandową czy to dawną sowiecką czy obecną rosyjską.

Gdy zaś mowa o linii Dmowskiego odnośnie Rosji i ZSRR w myśli endeckiej to trochę być może nieskromnie, ale z pełnym przekonaniem stwierdzam, że moje stanowisko jest znacznie bliższe tej linii niż wszystko co wypisuje p. Adam Śmiech.

oto chłop jag

Nie wykształcono ludzi

Nie wykształcono ludzi ideowych, wychowanych w duchu narodowym, lecz ludzi powierzchownych, zadowalających się najprostszymi symbolami, jak stroje, sztandary i hasła wiecowe. Wypaczono w ten sposób nie tylko historię, ale i teraźniejszość ruchu narodowego.

To jest właśnie istota rzeczy - tołażysze.
Wniosek?
W atrapie Polski i RN - jest bo przecież musi być - także atrapą - tołażysze.

oto Krzysztof M

Tylko jedno

Ilu bandytów podszywało się w tamtych czasach pod partyzantów?

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.