Geneza antropologii politycznej Carla Schmitta


Zwolennicy pesymistycznej antropologii nauczają, że człowiek rodzi się zły lub takim staje się w ciągu swojego życia. Jest namiętny i irracjonalny. Jest egoistą i nie brzydzi go przemoc. Chrześcijanie twierdzą, że został skażony grzechem pierworodnym, który trwale zmienia jego naturę. Badacz doktryn polityczno-prawnych jest świadomy, że u zdecydowanej większości myślicieli politycznych konstatacja taka prowadzi do krytyki liberalizmu oraz wolności indywidualnych i, konsekwentnie, do pochwały władzy autorytarnej. Jak zauważa Thomas Molnar, analizując konserwatywną myśl polityczną jako taką, „z punktu widzenia politycznego doktryna o grzechu pierworodnym jest dogłębnie antyrewolucyjna”[1].

Do najwybitniejszych przedstawicieli pesymistów antropologicznych, którzy zajmowali się systematyczną refleksją nad państwem i prawem w XX wieku, z pewnością należał Carl Schmitt, którego antyliberalna koncepcja polityki została wyłożona w Pojęciu polityczności (1927)[2]. Celem tego tekstu nie jest omówienie tej niewielkiej rozmiarami rozprawki, gdyż w literaturze czyniono to już wielokrotnie. Po przypomnieniu pokrótce jej głównych tez, jak i całej krytyki liberalizmu tego myśliciela, chcielibyśmy zabrać głos w debacie na temat doktrynalnej genezy pesymistycznej antropologii politycznej tego prawnika. Na ten bowiem temat w literaturze przedmiotu nadal trwają kontrowersje.

Krytyka antropologii i państwa liberalnego

W 1927 roku Carl Schmitt publikuje Pojęcie polityczności. Rüdiger Altmann uważa, że to jego „najbłyskotliwszy esej”[3], ale Łukasz Święcicki szybko gasi radość biorącego w ręce tę małą książeczkę czytelnika przypominając, że to „jeden z najtrudniejszych, najbardziej abstrakcyjnych i skomplikowanych tekstów”[4] tego myśliciela. Bez wątpienia tekst jest skierowany przeciwko weimarskiej liberalnej demokracji i jej nierozumieniu zjawiska polityczności. Na jego stronach, a także w wielu innych pismach, Schmitt stawia liberalizmowi liczne zarzuty:

1/ Liberalizm uznaje prymat i dobro jednostki nad dobrem wspólnym, którego strażnikiem jest państwo. Naród jest traktowany jako prosta suma interesów indywidualnych. Uniemożliwia to sformułowanie i realizację doktryny racji stanu.

2/ Liberalizm nie jest zdolny do wykrzesania wrogości pomiędzy grupami ludzkimi, gdyż liberalna koncepcja człowieka i państwa zakłada pacyfizm i niekonfliktowość, zastąpienie wojen zewnętrznych przez handel, a wewnętrznych przez wolne wybory.

3/ Liberałowie kierują się humanistyczną ideologią wyrosłą z tradycji Rewolucji Francuskiej. Nie rozumieją polityki, gdzie rządzi przemoc, której celem jest obrona lub zmiana istniejące podziału dóbr. Łudzą się, że prawo może ją skutecznie zastąpić. W ślad za tym idzie bezdecyzyjność. Doktryna państwa prawnego uniemożliwia sprawne reagowanie polityczne.

4/ Skoro liberalne państwo nie posiada zdolności do samoobrony w sytuacjach kryzysowych, to antyszambruje socjalizmowi demokratycznemu (SPD) lub rewolucyjnemu (leninizm). Państwo liberalne nie posiada woli politycznej delegalizacji partii skrajnych i jest bezradne wobec zwycięstwa wyborczego radykałów. Państwo to jest bezbronne, ponieważ nie wierzy samo w siebie i we własną prawomocność.

5/ Państwo liberalne jest słabe, gdyż jego instytucje podporządkowane są prawu, mającemu chronić własność. Silne państwo mieszczanie kojarzą z despotyzmem i wysokimi podatkami, nie rozumiejąc, że zagrożeniem dla nich jest dziś nie monarchia, lecz demagogiczna lewica[5].

Carl Schmitt uważa, że u źródeł liberalizmu znajduje się błąd fundamentalny, a mianowicie twierdzenie antropologiczne, że człowiek z natury rodzi się i pozostaje dobry oraz racjonalny, a więc nie potrzebuje karzącego państwa, wyposażonego w zinstytucjonalizowaną przemoc. Dlatego liberał nie rozumie i nie dostrzega walorów i konieczności stworzenia silnego i autorytarnego państwa.

Pojęcie polityczności to rozprawka napisana jako polemika wobec liberalnej teorii polityczności, polemiczna z perspektywy pesymistycznej i realistycznej, gdzie polityka postrzegana jest jako permanentny konflikt konfesyjny we wczesnej Nowożytności, który obecnie (XIX-XX w.) przekształcił się w ideologiczny. Zwolennik pesymistycznej antropologii państwo pojmuje jako koniecznego pacyfikatora sporów i waśni grożących wybuchem wojny domowej[6].

 W eseju Carla Schmitta centralnym pojęciem jest suwerenne państwo, połączone z konstatacją, że ten tradycyjny monopolista polityczności ulega postępującej dezintegracji. Schmitt twierdzi, że żyjemy w epoce, gdy zaczyna się przypisywać stronnictwom atrybut polityki, czyli uprawnienie wyznaczania wroga publicznego. W tej sytuacji „państwo traci znaczenie jako jedność polityczna”[7]. W jego miejsce nowymi podmiotami politycznymi stają są partie i grupy partykularne, gdy samo państwo spada do rangi miejsca starcia pomiędzy nimi, gdzie obywatele zaczynają się utożsamiać bardziej z partią polityczną niźli z własnym państwem. Gdy proces ten ma charakter powszechny, to terytorialna organizacja etatystyczna rozpada się, a nowymi punktami odniesienia, nowymi centrami lojalności, stają się partykularne stronnictwa.

Beneficjantami tego procesu są nowe podmioty polityczne znajdujące się wewnątrz państwa: totalitarne partie polityczne i rewolucyjne klasy społeczne. Szczególnie niebezpieczne z nich są te nowopowstałe podmioty, które wykonują rozkazy przychodzące z zewnątrz, zza granicy. Podmiotem takim są partie komunistyczne ulokowane wewnątrz tradycyjnych państw, ale kierowane centralnie z Moskwy[8]. Czyli tradycyjny podmiot polityczności (państwo) jest wypierany przez podmiot z jednej strony szerszy od niego (internacjonalistyczny), a z drugiej strony węższy, gdyż na terenie tradycyjnych jednostek politycznych skupiające tylko część obywateli (proletariat), którzy tworzą zorganizowaną i zdyscyplinowaną partię polityczną reprezentującą interesy klasowe, kierowaną z zewnątrz państwa.

W literaturze przedmiotu wskazuje się, że Pojęcie polityczności stanowi odpowiedź na myśl i dzieło Władimira Lenina. Schmitt jest teoretykiem podmiotowości politycznej państwa narodowego, gdy Lenin podobnej podmiotowości partii komunistycznych [9]. W kwestii tej niemiecki prawnik wyraża tradycyjne na niemieckiej prawicy przekonanie, że polityka winna zostać usunięta z wnętrza państwa, gdzie winno ją zastąpić administrowanie (za pośrednictwem urzędników) i ograniczać się (w sytuacji idealnej) do polityki zagranicznej. Polityka winna wyczerpywać się w stosunkach międzynarodowych[10].

Carl Schmitt twierdzi, że po rewolucjach w Rosji z II i X 1917 roku i w Niemczech z XI 1918 roku, państwo ponownie musi odzyskać monopol na wyznaczanie wrogów i prowadzanie przeciwko nim skutecznej mobilizacji politycznej (militarnej, ekonomicznej, propagandowej). Schmitt przypomina, że cechą tradycyjnego podziału politycznego jest narodowościowy (obywatelski) charakter tej opozycji: Niemcy versus Francuzi lub Niemcy versus Rosjanie. Państwo nowoczesne dzieli ludzi na narody zorganizowane politycznie, a nie na skonfliktowane klasy w obrębie narodów.

Pesymistyczna antropologia to punkt wyjścia Schmittiańskiego frontalnego ataku na ideologię i państwo liberalne. Carl Schmitt uważa, że optymistyczna antropologia liberałów prowadzi ich do stanowiska, iż państwo winno być maksymalnie ograniczone, a aksjologicznie agnostyczne, biernie przyglądające się jak jednostki i grupy toczą (pokojowe) dysputy, wzajemnie szanując przy tym swoje przyrodzone uprawnienia, używając w tych dyskusjach pokojowej i racjonalnej perswazji. Wynikiem takiej debaty są co kilka lat ponawiane wybory parlamentarne, gdzie wybierani są ludzie cechujący się szczególnymi przymiotami intelektualnymi i etycznymi. Ale to tylko fałszywa teoria zbudowana na fałszywej antropologii! Rzeczywistość jej zaprzecza. Ludzie wcale nie są racjonalni i nie posługują się argumentami, lecz demagogią socjalną. Państwo liberalne jest słabe i rozrywane konfliktami, niezdolne do unicestwienia komunizmu. Filozofia polityczna liberalizmu i pochodna mu nauka o państwie nie jest zdolna ukonstytuować trwałego i stabilnego porządku politycznego.

W okresie weimarskim Carl Schmitt uważał liberalne państwo za formę przejściową i chwilową pomiędzy absolutyzmem sprzed 1789 roku, a nowymi typami państw (komunizm, faszyzm, dyktatury). Przejściowość tego typu państwa wynikać miała z faktu, że współcześni mu liberałowie nie byli zdolni zbudować i obronić stabilnego porządku politycznego. W jego oczach, liberalizm to nie tylko utopia ideologiczna. Jego zwolennicy reprezentują pewien typ psychologiczny, charakteryzujący się niezdolnością do  podejmowania radykalnych decyzji politycznych w dramatycznych okolicznościach. Liberałowie dyskutują, negocjują, obradują, ale nie podejmują decyzji, nawet wtenczas, gdy są zagrożeni rewolucją bolszewicką. Gdy ta wybucha, wtenczas liberał dyskutuje i obraduje, zamiast podjąć decyzję o unicestwieniu go, a następnie ją wykonać za pomocą wojska[11].

W zarysowanej powyżej krytyce liberalizm to niepolityczny pogląd na świat, wyrastający z fałszywej optymistycznej antropologii – oto esencja krytyki liberalizmu Schmitta. Liberalizm jest wizją wyłącznie krytyczną, której brak jest holistycznej wizji pozytywnej, czyli mobilizującej społeczeństwo religii, mitu politycznego lub ideologii, które jako jedyne mogą je scalić, wskazując mu wrogów i ucząc nienawiści.

Zdaniem Schmitta, wspólnota nie jest zdolna istnieć bez nienawiści wobec obcego usytuowanego na zewnątrz. Gdy brak jej wroga zewnętrznego, wtenczas konflikty wybuchają wewnątrz, wedle podziałów konfesyjnych lub klasowych. Nie należy tego faktu oceniać pozytywnie lub nagannie, lecz przyjąć go jako dany, wynikły z natury ludzkiej. Ludzie są istotami społecznymi, których tożsamość wyrażają religie i ideologie, żywią się nienawiścią do innych grup, do obcego. Państwa liberalne próbują zaprzeczyć tej prawdzie społecznej, dlatego są wydane na łup grup zdeterminowanych do działania i napędzanych przez fanatyczne religie i ideologie uczące nienawiści do liberalizmu. Najniebezpieczniejszą z nich we współczesnej epoce jest komunizm.

Według Carla Schmitta polityczność wynika z faktu, że grupy ludzkie spierają się o interesy, a nie mogąc dojść do zgody, prowadzą ze sobą spory, a nawet wojny. Dlatego ogląd empiryczny natury ludzkiej musi prowadzić do wniosku, że człowiek z natury jest zły lub ma do zła silne inklinacje wrodzone lub nabywane[12]. Z tego twierdzenia wynika konieczność istnienia silnego państwa, będącego „instrumentem dyscyplinującym niebezpieczną ludzką naturę poprzez jej depolityzację”[13]. Ten pogląd Schmitt wyraził po raz pierwszy już w 1919 roku, dowodząc, że pesymistyczna antropologia jest podstawą nowożytnej i absolutystycznej wizji suwerenności sformułowanej przez Jeana Bodina[14]. W tymże roku w rozprawce o Niccolò Machiavellim Schmitt kreśli nam następujący ciąg logiczny: człowiek z natury jest zły, czyli jest zdolny do intensywnej nienawiści, a więc jest istotą polityczną, czyli dla zachowania pokoju potrzebuje nad sobą silnej i absolutnej władzy[15].

Generalizując problem hiszpańscy badacze Hernandez Arias i José Rafael stwierdzają, że „wedle Carla Schmitta zło tkwiące w ludziach to konieczny aksjomat politycznego i państwowego absolutyzmu, na którym ufundowany jest autorytet państwa”[16]. Grzech pierworodny, pisze chorwacki badacz Danijel Paric, to „kamień węgielny” i podstawowy „element argumentacji dla jego teorii politycznej” o charakterze autorytarnym[17]. Trudno się z tymi opiniami nie zgodzić. Nie zawahamy się potwierdzić, że na założeniu o nieredukowalnym złu tkwiącym w człowieku, Schmitt buduje całą swoją koncepcję państwa. Bez pesymistycznej antropologii nie ma jego teorii dyktatury, ufundowanej na koncepcji decyzjonizmu. Dlatego zaskakujący jest fakt, wskazany w literaturze przedmiotu przez Ryszarda Skarzyńskiego i Udo Tietza, że kwestia antropologiczna jest tak w samym Pojęciu polityczności, jak i w innych jego pracach, prawie nieobecna i nieobjaśniona[18].

Stoimy przed paradoksem: cała Schmittiańska teoria polityczna opiera się na założeniu, że zło, namiętności i popędy konstytuują ludzką naturę, ale nigdy i nigdzie nie otrzymujemy z rąk Schmitta holistycznego wykładu tej problematyki. Dowiadujemy się, że człowiek jest zły, ale nie wiemy dlaczego? Z jakiej tradycji doktrynalnej pochodzi to przekonanie? Na  czym jest ufundowane? Wprawdzie niektórzy badacze uważają, że wystarczy nam tylko przyjąć do wiadomości oczywisty fakt, że Schmittiański człowiek z natury jest zły czy też ma silne inklinacje do zła, podczas gdy źródła tego poglądu, to dla wyjaśnienia jego teorii politycznej problem drugorzędny[19]. Dla eksplikacji teorii polityczności tak jest w istocie. Jednak dla badacza myśli politycznej kwestia ta jest bardzo istotna. Dlatego na pytania o genezę pesymistycznej antropologii Schmitta musimy spróbować odpowiedzieć. Zanim jednak spróbujemy takiej odpowiedzi udzielić, zanalizujmy pokrótce międzynarodową literaturę przedmiotu i tamże zaproponowane rozwiązania interesującego nas problemu.

Interpretacje teologiczne

Do 1925 roku Carl Schmitt związany był z katolicką partią Zentrum, sytuując się na jej prawym skrzydle. Był wtenczas zafascynowany romańskim konserwatyzmem (J. de Maistre, L. de Bonald, J. Donoso Cortés, Ch. Maurras), reprezentując autorytarną wersję niemieckiego katolicyzmu politycznego, o czym świadczą jego liczne prace z tego okresu[20]. Sytuacja zmienia się po skandalu rozwodowym i zawarciu powtórnego, cywilnego związku małżeńskiego. Schmitt jest skompromitowany w środowisku katolickim, a mając ślub jedynie cywilny z drugą żoną, tym samym nie jest dopuszczany do sakramentów, stając poza Kościołem katolickim. Nowa sytuacja uwidacznia się w tezie Schmitta o końcu epoki chrześcijańskiej, którą przedstawia w 1927 roku[21], czyli w tym samym roku, w którym publikuje Pojęcie polityczności.

Większość badaczy (słusznie) uważa, że skoro Carl Schmitt wychowany był w środowisku ultramontańskiego katolicyzmu, to trudno sobie wyobrazić, że odszedł zeń mentalnie i intelektualnie dosłownie z dnia na dzień. Wielu znajomych Schmitta z epoki widziało w jego koncepcji konstytuującego politykę antagonizmu my-oni (Freund-Feind) refleks chrześcijańskiego apokaliptycznego sporu Chrystusa z Antychrystem[22]. Dlatego też szukając źródeł pesymistycznej Schmittiańskiej antropologii zwykle wskazuje się, że jest ona utajonym refleksem chrześcijańskiego twierdzenia o istnieniu grzechu pierworodnego. Pogląd ten znajduje swoje uzasadnienie w Pojęciu polityczności, gdzie czytamy:

Ponieważ polityczność opiera się na założeniu, że w sytuacji ostatecznej może dojść do prawdziwej walki z wrogiem, to konsekwentnie polityczne idee i argumenty nie mogą wychodzić od antropologicznego optymizmu. W przeciwnym razie wraz z odrzuceniem możliwości pojawienia się wroga zniesione zostałyby wszystkie specyficzne konsekwencje polityczności. Związek między teoriami politycznymi a teologicznym dogmatem grzechu pierworodnego, wyraźnie obecny nie tylko u takich myślicieli jak Bossuet, de Maistre, Bonald, Donoso Cortés czy Stahl, ale także u wielu innych, jest związkiem koniecznym wynikającym z politycznego powinowactwa i teologicznego myślenia. Podstawowy dogmat teologiczny o grzesznej naturze świata i człowieka (…) wprowadza w świat ludzi różnicę i dystans. Pozbawiona zastrzeżeń, optymistyczna wizja ludzkiej natury staje się po prostu niemożliwa. W świecie dobra zamieszkałym przez dobrych ludzi panuje wyłącznie pokój, bezpieczeństwo i harmonia wszystkich ze wszystkimi. Księża i teolodzy są wówczas równie niepotrzebni, jak politycy i mężowie stanu. (…) Związek między podstawowymi założeniami teologicznymi i politycznymi jest więc oczywisty[23].

Pesymistyczna antropologia wydaje się mieć swoje źródło w teologii. Ale w której szkole teologicznej? Tomistycznej, augustyńskiej, protestanckiej? Aby na to ciekawe pytanie odpowiedzieć powstała nawet niewielka monografia w języku niemieckim, autorstwa chorwackiego badacza Danijela Parica, który przyjął taką inspirację za aksjomat, o czym świadczy sam tytuł rozprawy: Afekt antyrzymski. Carla Schmitta interpretacja nauki o grzechu pierworodnym i jej funkcja naukowo-strategiczna (Anti-römischer Affekt. Carl Schmitts Interpretation der Erbsündenlehre und ihre wissenschaftsstrategische Funktion, 2002). Niestety, o ile w rozprawce tej problem badawczy dobrze został postawiony, to nie został zadowalająco rozwiązany. Autor dowodzi, że u źródeł teorii politycznej Schmitta, szczególnie zaś Pojęcia polityczności, tkwi pesymistyczna chrześcijańska teoria antropologiczna[24]. Starając się ustalić o inspirację którego z nurtów chrześcijańskich chodzi, badacz ten analizuje doktrynę grzechu pierworodnego u Ojców Kościoła (szczególnie św. Augustyna), św. Tomasza z Akwinu, Martina Lutra, Jeana Calvina, naukę Soboru w Trydencie, jansenizm, koncepcje tradycjonalistów romańskich (J. de Maistre, L. de Bonald, J. Donoso Cortés), dochodząc do wniosku, że jest to koncepcja odległa od tomizmu i „katolicko-humanistycznej tradycji”[25], bliższa Donosowi i „katolicyzmowi politycznemu”[26]. Paric postrzega Schmittiańską interpretację katolickiej nauki o grzechu pierworodnym jako „tendencyjną”, co czyni ją bliższą jansenizmowi i protestantyzmowi, niż interpretacji ortodoksyjnej[27].
[...]

- - -
całość: Portal Myśli Konserwatywnej

Adam Wielomski

Historyk idei, monarchista, profesor zwyczajny nauk politycznych. Prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, redaktor naczelny "Pro Fide Rege et Lege" oraz serwisu www.konserwatyzm.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.4
Ogólna ocena: 3.4 (głosów: 5)

Tematy: 

Dyskusja

oto Mar.Jan

Carl Schmitt błądził w kilku podstawowych aspektach

To właśnie wynika z artykułu.
Najzupełniej słuszny jest końcowy wniosek "autorstwa chorwackiego badacza Danijela Parica", że

Paric postrzega Schmittiańską interpretację katolickiej nauki o grzechu pierworodnym jako „tendencyjną”, co czyni ją bliższą jansenizmowi i protestantyzmowi, niż interpretacji ortodoksyjnej

Dla katolika powinno to być oczywiste!
Zgodnie z katolicką interpretacja grzechu pierworodnego, nie czyni on człowieka z gruntu czy natury złym, lecz tylko pozbawia go pewnych boskich darów, właściwych człowiekowi stworzonemu przez Boga przed grzechem pierworodnym.
Dobrze opisuje to poniższa interpretacja (ks. dr M.Kaszowski na www.teologia.pl):

Stworzoną przez Boga duszę każdego człowieka można porównać do żarówki, która świeci tylko wtedy, gdy zostanie podłączona do prądu. Bez przepływającego przez nią prądu nie wydaje światła. Jeśli odniesiemy to do duszy poczętych dzieci, to trzeba powiedzieć, że Bóg nie stwarza dusz złych, jednak z powodu upadku pierwszych rodziców przypominają one żarówki, które nie świecą, bo nie dopływa do nich prąd łaski uświęcającej. Są one jak żarówki, które mogą świecić, bo nie są przepalone, jednak nie świecą, gdyż nie są podłączone do prądu.

Wskutek zniszczenia przez Adama i Ewę więzi z Bogiem człowiek przychodzi na ten świat pozbawiony łask i darów, które oni posiadali przed swoim upadkiem. Stan braku największego nadprzyrodzonego daru, łaski uświęcającej – w jakim bez własnej winy przychodzi na ten świat każdy człowiek – nazywa się dziedziczonym grzechem pierworodnym. Ten brak równoznaczny jest z brakiem jedności z Bogiem i z nieobecnością życia Bożego w duszy człowieka. Z powodu braku tego życia grzech pierworodny dziedziczony jest śmiercią duchową, "śmiercią duszy"

Człowiek przed chrztem usuwającym skutki grzechu pierworodnego, nie jest przepełniony złem. Diabeł nie ma nad nim żadnej władzy wynikającej z grzechu pierworodnego. Podobnie jak nie śą z gruntu źli poganie, ludzie pierwotni, czy niewierzący.
To jest główny błąd Carla Schmitta, z którego wynika błedna jego interpretacja liberalizmu.

Tu np.:

Liberałowie kierują się humanistyczną ideologią wyrosłą z tradycji Rewolucji Francuskiej. Nie rozumieją polityki, gdzie rządzi przemoc, której celem jest obrona lub zmiana istniejące podziału dóbr. Łudzą się, że prawo może ją skutecznie zastąpić. W ślad za tym idzie bezdecyzyjność. Doktryna państwa prawnego uniemożliwia sprawne reagowanie polityczne.

Z tradycji Rewolucji Francuskiej nie wynika nic co mieści sie w pojęciu tradycyjnego liberalizmu, polegającego w największym skrócie na umiłowaniu wolności w odniesieniu do człowieka. Z Rewolucji francuskiej wynika zamordyzm, nie liberalizm!
Człowiek z natury jest podobny Bogu (stworzony na obraz i podobieństwo Boga), więc z natury rzeczy przysługuje mu wolność i jest wyposazony w niektóre przymioty własciwe Bogu. Zatem jest z natury dobry i zdolny do miłości i altruizmu. Zanik tych cech jest raczej związany z wzrastanie człowieka w otoczniu pozbawionym tych przymiotów.
Państwo stworzone przez zwolenników liberalizmu w żadnej mierze nie musi byc państwem niezdolnym do podaejmowania i egzekwowania decyzji służących ogółowi społeczeństwa, ponieważ liberalizmu nie wolno mylic z anarchią, czyli pojęciem "wolności" nieograniczonej i brakiem zasad wyznaczajacych granice wolności.
Liberał powie, że granica jego wolności jest wolnośc innych ludzi. Nie mam prawa kopać dołków w ogródku sąsiada, tylko dlatego, że tak mi się podoba. Sąsiad musi wczesniej wyrazic na to zgodę. Zatem, liberalizm zaj=kłada nieustanne wyznaczanie granic wolności za pomocą ustalanych consensusów. Czyli dobrowolnych umów. Jednak to nie sprzeciwia się przymusowi nakałdanemu przez państwo w imie dobra wyższego, ogólnospołecznego. Liberalizm dotyczy wolności człowieka w ramach wyznaczonych przez liberalne państwo.
Państwo liberalne zas, to takie państwo, którego zakres władzy jest dokładnie wyznaczony i ograniczony do podstawowych dziedzin: bezpieczeństwa, sprawiedliwości oraz wspólnej infrastruktury służącej obywatelom.
Zwracam uwage na wyzszośc pojęcia "obywatelstwo" nad pojęciem "narodowość".
Tak było zbudowane państwo polskie w epoce postjagiellońskiej, w okresie nazywanym "Złotym Wiekiem" Rzeczypospolitej. Władza królewska była określona przez umowę społeczną, zawierana z przedstawicielami klasy panującej i ten zakres włądzy zapewniał obywatelom akceptowalny przez nich zakres wolności. Jednak kazdy szlachcic miał obowiazki wobec państwa: płacił podatki nakładane przez Sejm i słuzył w wojsku osobiście finansując swój udział, kiedy pojawiała się taka koniecznośc. Król nie miał zadnej władzy nad wyrażaniem poglądów, sposobem wyznawania wiary, w żadnej mierze nie miał prawa byc "królem sumień". Jednak więzienia istniały, kaci również mieli co robić, a decyzje podjęte przez króla, o ile nie były sprzeczne z umową społeczna, stawały sie obowiązującym prawem.
I takie - liberalne - państwo było pierwszą potęgą w Europie Środkowej, Południowej i Wschodniej.

Carl Schmitt mylił sie okrutnie i w interpretacji chrzescijanstwa i w ocenie moralności człowieka oraz w krytyce liberalizmu. Najwyraźniej on, podobnie jak większośc ludzi współczesnych, mylił pojecie liberalizmu z LIBERTYNIZMEM, "wolnością" od tradycyjnych chrześcijanskich zasad życia społecznego.
Pamietać nalezy, że w sferze społecznej i państwowej chrzescijaństwo, czyli państwa stworzone przez wyznawców chrzescijaństwa, są dziedzicami Cesarstwa Rzymskiego (nie Republiki Rzymskiej) i sa zbudowane na prawie rzymskim.
Liberalizm nie prowadzi do republiki ani do socjalizmu ani do demokracji bezpośredniej (bezskutecznego wiecowania). Doskonale funkcjonuje w monarchii.

p.s.
Liberał to także nie libertarianin. Libertarianie to łże-liberałowie bliżsi anarchistom, niż im się wydaje. Państwo zbudowane przez libertarian nie ma prawa istnieć, już chocby dlatego, że nie są zdolni do zbudowania zadnego państwa. Państwo przez nich odziedziczone szybko by sie rozpadło samoistnie, z braku zainteresowania. I tym libertarianie różnią się od anarchistów, którzy by takie państwo (odziedziczone) własnoręcznie i szybko rozwalili!
Ostatnio nabrałem przekonania, że JKM wyznaje poglądy bliższe libertarianizmowi, niż konserwatywnym liberałom. . Zwłaszcza, że swoimi osobistymi wyborami zaprzecza swojemu wyznawanemu konserwatyzmowi. Jaki tam z niego konserwatysta, skoro zmienia kobiety jak rękawiczki i ma nieślubne dzieci ( i to taki staruch! Wstyd, doprawdy!). To antywzór konserwatywnego liberała!

oto Mar.Jan

bardzo dobry i ciekawy artykuł

mam nadzieję na prawdziwą dyskusję o liberalizmie, zwłaszcza konserwatywnym (w dziedzinie społecznej).

oto Skanderbeg

A mogę o coś zapytać?

Jaką posiada pan opinię na temat Milla? Mnie do liberalizmu, zaczęła zniechęcać jego myśl oraz postępowanie Korwina (niczym jakiś Satyr wziął sobie dziewczę ponad 40 lat młodsze). Nigdy nie szanowałem krzywoprzysięzców. A przysięga małżeńska jest dobrowolna.

oto Mar.Jan

Niestety, Milla nie znam

Podobnie nie znam Carla Schmitta. odniosłem sie do opinii, jaka maja o nim inni. Załozyłem, że to co o nim jest napisane jest zgodne z prawdą. Nie jestem badaczem ideologi przeszłych czasów, aby samodzielnie czytac to, co przeszło do historii.
Nie wykluczam, że autor i cytowani przez niego ludzie przekręcili jego intencje w pewnym zakresie.

Liberalizm patrzy na człowieka i jego otoczenie pod kątem wolności osobistej.
Konserwatyzm patrzy na działania człowieka w kontekscie przestrzegania zasad moralnych, tradycji i wartości cywilizacyjnych.
Jestem dlatego konserwatywnym liberałem.
Liberałem w zakresie ekonomicznym, konserwatysta w zakresie społecznym.

Jeśłi chodzi o Korwqina, to mnie jego poglądy i postawa życiowa nie zniechęcają do liberalizmu, tylko do Korwina. Jego dzialania nie mieszcza się w mojej definicji liberalnego konserwatysty czy konserwatywnego liberała. Tym człowiekiem rządza sprzeczności, a w każdym razie - namiętności. Namiętnośc sprzeciwia się logicznemu rozumowi. Stąd sprzeczność.

oto Skanderbeg

Bo to jest sprzeczność.

I podstawowy problem. Czy jest się konserwatywnym liberałem, czy liberalnym konserwatystą? Chodzi o opcję wyjściową przy własnych wartościach. I czy to nie są oksymorony.

oto Mar.Jan

Nie wiem co dla Pana jest sprzecznością...

Można byc jednoczesnie konserwatystą i liberałem. Konserwatysta jest przywiązany do tradycji, kultury i historii. Liberał jest przywiązany do pojęcia wolności. Wolność nie kłóci sie z tradycją, ani z
historią czy kulturą. To jest inny obszar pojęciowy.
Uwaga: lewica to nie liberałowie!
Lewica dąży do narzucenia swojego światopoglądu (opartego na sprzecznościach i błedach) całemu światu. Liberał niczego nie chce nikomu narzucać. Ceni sobie swoja wolność i szanuje wolnośc innych ludzi.
Chociaż w praktyce, jak mawiał S.Kisielewski: "trzeba wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm".

oto Skanderbeg

Wolność jednak sie kłoci

Może wolnościowiec akceptować tradycję, ale nie musi. I jest różnica, czy ktoś jest konserwatywnym liberałem, czy liberalnym konserwatystą.

oto chłop jag

Interesujący artykuł - jednak

nie ujawnia on głównej prawdy - tołażysze. Otóż obecny - tzw. demoliberalizm jest konsekwencją kompletnego ubezwłasnowolnienia białej rasy przez pupili szatana - gdzie proces ten zapoczątkowała właśnie - antyfrancuska rewolucja - tołażysze.
Wniosek?
To tzw. demoliberalizm jest doskonałym narzędziem do tego - aby światem możliwe było rządzenie głównie za pomocą pieniądza - tołażysze - ponieważ ów tzw. demoliberalizm pieniądzowi nadaje szatańska moc.
Na koniec - tzw. demoliberalizm okazał się także niezastąpiony w budowie Piekła na Ziemi (komunizmu globalnego) oraz wyniszczaniu ludzkości - w tym białej rasy w pierwszym rzędzie - tołażysze.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.