Ci (nie)pazerni lekarze?

Czytam dzisiaj taką informację:

Coraz więcej medyków wypowiada klauzulę pozwalającą pracować dłużej niż 48 godzin tygodniowo. Z danych resortu zdrowia wynika, że jest ich ok. 3,3 tys., według rezydentów – 4 tys.

O co chodzi? Ano o to, że zgodnie z prawem każdy może pracować 40 godzin tygodniowo (8 x 5), plus 8 godzin dodatkowych. Lekarze zostali zmuszeni do podpisania opcji op-out, która zdejmuje z nich "dobrowolnie" ten przywilej i wtedy mogą być zatrudniani praktycznie 24 godziny na dobę, przez 365 dni. No przecież lekarze są pazerni, więc "im w to graj". W ten sposób zamiast zwiększyć ilość lekarzy, obciąża się jednego lekarza kilkoma etatami, które ten przyjmuje niejako z musu, bowiem przecież nie zostawi ludzi bez opieki. Bez opieki nocnej na dyżurach. Czy też bez otwartej przychodni. Oczywiście dostaje za to więcej pieniędzy. Ale też daje wrogom zmian w lecznictwie wymówkę, że wszystko to jest winą lekarzy. Zapędzeni w kozi róg, leczący się już dzisiaj nagminnie na depresje i wypalenie zawodowe, nie widzieli wyjścia z tej sytuacji.
Młodzi lekarze powiedzieli - dość! Zrywają masowo klauzulę opt-out. Nie chcą pieniędzy. Wytrącają broń ministerstwu zdrowia, co za różnica przez jaką partię to ministerstwo jest prowadzone. A jednocześnie pokazują społeczeństwu, że problem jest w zarządzaniu. Problem jest gdzie indziej, poza lekarzami.
Brawo.
Co na to ministerstwo?
A ono sobie monitoruje ilość zerwanych klauzul opt-out. Na inne działanie nie mają żadnego konceptu. Oprócz czasem narzekania na brak odpowiedzialności wśród lekarzy. Są nieodpowiedzialni. Bo nie będą pracować za trzech!

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3.5
Ogólna ocena: 3.5 (głosów: 4)

Tematy: 

Dyskusja

oto JJerzy

W służbie ...

... zdrowia źle jest na pewno, tyle, że to jedynie fragment systemu.
Nie ma co się podniecać. System trzyma się dobrze.

oto PKK

Zapomniano o specjalistach?

Młodzi lekarze powiedzieli - dość! Zrywają masowo klauzulę opt-out.

Może dzięki temu urzędnicy przejrzą na oczy i dostrzegą nieprawidłowości, skoro różnego rodzaju dyżury bardzo często obsadzają albo najmłodsi albo emeryci.

Nie chcę oceniać ogółu przez pryzmat jednostek, lecz w tym roku dwukrotnie miałem okazję korzystać z konsultacji młodych w ramach tzw. nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej. Jeżeli dwie różne osoby w dwóch różnych sytuacjach pomyliły infekcję bakteryjną (leczoną antybiotykiem) z wirusową (objawowo), to przydatność lekarzy bez specki staje pod znakiem zapytania. Co więcej, brak umiejętności postawienia właściwej diagnozy dodatkowo obciąża pracą specjalistów. Mam nadzieję, że ogół uczących się jest dużo lepiej przygotowany do pracy i nie popełnia prostych błędów.

Tymczasem na topie wciąż są rezydenci, chociaż niektórzy z nich - np. na specjalizacji z psychiatrii - w 2018 r. otrzymają wynagrodzenia wyższe od specjalistów z 20-letnim stażem (!) oraz od mediany zarobków w tym zawodzie. Hierarchię i priorytety wywrócono do góry nogami, skoro mistrz zarobi mniej od ucznia, za którego przecież odpowiada i dzięki któremu może on odbywać rezydenturę. Różnica chyba jest taka, że rezydentów opłaca ministerstwo, więc na proteście tej grupy można pojeździć po ekipie rządzącej, a specjaliści z samodzielnej placówki nie stwarzają takiej okazji.

34 lekarzy specjalistów ze Świętokrzyskiego Centrum Psychiatrii postanowiło złożyć trzymiesięczne wypowiedzenia z pracy. To prawie 80 proc. psychiatrów zatrudnionych w tym szpitalu. Wszyscy domagają się podwyżek pensji. Chcą zarabiać około ośmiu tysięcy złotych brutto.

- To jest naprawdę ciężka praca. Na moim oddziale jest teraz 112 łóżek, 109 pacjentów i tylko trzech lekarzy – mówi Onetowi dr n. med. Janusz Smorąg, szef związku zawodowego lekarzy w ŚCP w Morawicy. – Lekarze pracujący od ponad 20 lat mają 4700 złotych brutto podstawowego wynagrodzenia. Rezydenci otrzymają natomiast 4770 złotych brutto, czyli teoretycznie lekarz specjalista z mniejszą pensją będzie szkolił i pilnował lekarza, który dodatkowo jest dla niego konkurencją – zaznacza.

https://kielce.onet.pl/dramatyczna-sytuacja-w-swie...

oto Ireneusz

No tak

Tymczasem na topie wciąż są rezydenci, chociaż niektórzy z nich - np. na specjalizacji z psychiatrii - w 2018 r. otrzymają wynagrodzenia wyższe od specjalistów(link zewnętrzny) z 20-letnim stażem (!) oraz od mediany(link zewnętrzny) zarobków w tym zawodzie. Hierarchię i priorytety wywrócono do góry nogami, skoro mistrz zarobi mniej od ucznia, za którego przecież odpowiada i dzięki któremu może on odbywać rezydenturę.

I tu jest pies pogrzebany. Medialny przekaz zaś jest przecież taki, że specjaliśsci mają dziesiątki tysięcy miesięcznie pensji, a jeszcze biorą koniaki, atramentowe pióra i koperty - tacy są pazerni. Kto wiec uwierzy w takie historie, skoro łatwiej jest nienawidzieć - zamiast rozumieć, zdiagnozować przyczyny i zmienić cały system na zdrowy? Ale wtedy nic nie zostałoby w kieszeni lobbistom i rządzącym :-(
BTW:

Hierarchię i priorytety wywrócono do góry nogami, skoro mistrz zarobi mniej od ucznia, za którego przecież odpowiada i dzięki któremu może on odbywać rezydenturę.

Rezydenci skarżą się, że muszą wydzierać wiedzę specjalistom siłą. Jest w systemie cholernie mało pieniędzy, specjaliści realnie są biedni (mimo dobrej miny do złej gry), muszą więc starać się o blokadę awansu pionowego. I to skutecznie robią.

oto PKK

Przekaz mediów tradycyjnie daleki od prawdy

Medialny przekaz zaś jest przecież taki, że specjaliśsci mają dziesiątki tysięcy miesięcznie pensji, a jeszcze biorą koniaki, atramentowe pióra i koperty - tacy są pazerni.

Nie da się zaprzeczyć, że media robią ludziom wodę z mózgu. W gruncie rzeczy łatwiej skłócać społeczeństwo niż znaleźć przyczny problemów i rozwiązanie.

Jest w systemie cholernie mało pieniędzy

Fakt. Podstawą finansowania NFZ jest niska składka (9% pensji, w Niemczech 15,5%), będąca częścią potrąceń ZUS, co sprawia, że etatowcy przekraczający ustalony limit oraz osoby na fikcyjnych działalnościach z ryczałtem od 30 lub 60% średniej krajowej, nie dokładają do wspólnej kasy 9% dochodu. Jeszcze bardziej uprzywilejowani są rolnicy w KRUS. Więc nie dość, że wymiar składki nie przystaje do standardów europejskich, to jeszcze istnieje spora grupa obywateli, która albo w ogóle nie płaci albo bardzo niewiele. W takiej sytuacji nie może być inaczej.

Rezydenci skarżą się, że muszą wydzierać wiedzę specjalistom siłą.

Zachowując szacunek dla młodych, warto przypomnieć, że tryb rezydencki nie jest jedyną drogą do zrealizowania programu specjalizacji. Gdyby młodzi rzeczywiście byli rewelacyjnie przygotowani do wykonywania swojego fachu, to pracodawcy biliby się o nich, a rezydentury byłyby domeną miernot. Protestujący przesadzili w drugą stronę, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że przydatność i wartość pracownika umysłowego rośnie z czasem. To policzek dla specjalistów, będących filarem całego systemu opieki zdrowotnej. Frustracja tych drugich może jeszcze wzrosnąć.

muszą więc starać się o blokadę awansu pionowego.

Patologie na pewno występują, ale przy tak skromnym finansowaniu, niestety, nie stać nas na opłacenie zbyt wielu lekarzy. Dorównanie do średniej europejskiej i odmłodzenie kadry wymaga wzrostu nakładów, a chyba każdy Polak zna skalę oporu przeciwko podnoszeniu składek... Zwłaszcza wśród uprzywilejowanych.

oto Ireneusz

Pozostaje mi się w pełni zgodzić.

Z małym niuansem - rezydentura jest dzisiaj jedyną drogą. Szpitale nie zatrudniają niespecjalistów, bowiem kontrakt z NFZ nie wylicza lekarzy, a wylicza konkretnie wymaganych specjalistów. Stąd młodzież musiałaby pracować latami woluntarnie, płacąc praktycznie za kursy i czas nauczycieli pełną stawkę, biorąc jedynie nocne dyżury na oddziałach, których tak naprawdę nie znają i byłoby to zagrożeniem dla pacjentów. Nikt nie ma w Polsce aż tak bogatych rodziców, aby sponsorować młodzież przez 5 do 10 lat po studiach. Biorąc pod uwagę, że kończyliby staże specjalizacyjne w wieku około 37 - 40 lat, kto z nich miałby rodzinę, dzieci, dom?
Sytuacja praktycznie jak z USA. Gdzie lekarze w 90% są singlami lub rozwodnikami, najczęściej bezdzietnymi. Z tego co wiem, tam teraz zaczynają się jeszcze większe protesty niż u nas, innego rodzaju, nie bytowego, a zerwania z niewolnictwem.

oto PKK

Fakt

rezydentura jest dzisiaj jedyną drogą. Szpitale nie zatrudniają niespecjalistów, bowiem kontrakt z NFZ nie wylicza lekarzy, a wylicza konkretnie wymaganych specjalistów.

Pozostają jeszcze niezbyt liczne placówki obsługujące klientów prywatnych, ale one też preferują specjalistów, czasem nawet tych najwyższego stopnia i doktorów nauk medycznych. Prywata tradycyjnie nie chce dokładać do interesu.

Stąd młodzież musiałaby pracować latami woluntarnie

Istotnym problemem zdaje się być większa liczba absolwentów od miejsc rezydenckich. Niektórzy zdeterminowani ze wsparciem bogatych rodziców albo męża jadą na wolontariacie, ale zwykli ludzie w takiej sytuacji podejmują inną pracę - np. handlowca firmy farmaceutycznej. Znam taką osobę. W obliczu tych faktów może dziwić, że znajdują się chętni płacić z własnej kieszeni nawet 20 tys. zł i więcej za semestr medycyny niestacjonarnej lub prywatnej.

oto Marek Bekier

O wiele ważniejszy od

O wiele ważniejszy od klauzuli jest zdrowy rozsądek. Moim zdaniem ścisłe trzymanie się max 48 godzin na tydzień też prowadzi w ślepy zaułek. Proszę sobie wyobrazić rozsądnego i doświadczonego lekarza z POZ. Zwykle taki lekarz ma podpisaną indywidualną umowę z kimś kto zarządza przychodnią. Bardzo często jest to nawet nieco mniej niż etat, znam wiele przypadków lekarzy przyjmujących od pon. do pt po 6 godzin czyli razem 30 godzin na tydzień. Bardzo dobrze jest dla pacjentów jeśli taki lekarz bierze dyżury w opiece całodobowej bo mają szansę trafić tam na swojego lekarza albo lekarza ze swojej lub pobliskiej przychodni. Taki w zwykłą noc to 14 godzin (18 do 8 rano) dyżur w sobotę lub niedzielę to 24 godziny. Łatwo zauważyć, że tydzień z dyżurem sobotnim lub niedzielnym przekracza limit a tydzień z dyżurem nocnym też by przekroczył gdyby lekarz miał cały etat. Jestem całkowicie przekonany, że lekarz pracujący na cały etat w POZ i biorący 2 do 4 dyżurów w opiece całodobowej nie jest bardzo przemęczony choć pracuje rzeczywiście sporo. Po co uniemożliwiać taką, całkiem rozsądną, praktykę funkcjonowania wielu lekarzy?

oto Ireneusz

Nikt

Pan Marek, jako niepoprawny idealista, nie widzi tak naprawdę problemu. Nic oprócz zdrowia i sił nie uniemożliwia lekarzom pracy. Po prostu jej nie mają chęci podejmować. Chcą trochę przypominać przynajmniej normalnych ludzi :-)

oto Marek Bekier

Teraz nikt. Jednak gdyby

Teraz nikt. Jednak gdyby wprowadzono zakaz pracy powyżej 48h na tydzień to by tak właśnie było. No a przecież taki zakaz wydaje się być prostą konsekwencją protestu rezydentów. Oczywiście pomijam tutaj problem dorobkiewiczów-wariatów biorących dyżurów tyle, że mają więcej niż 24h na dobę pracy i wiele innych patologii.

oto Ireneusz

Taki zakaz cały czas jest

Nikt nie zabrania lekarzom podpisać klauzulę opt-out.
BTW - co do pracy powyżej 24 godziny na dobę. To się dzieje. Ordynator w moim szpitalu pracuje do 15:00. Ale od 14:30 rozpoczyna mu się dyżur. Kończy go o 7:00 rano następnego dnia i zostaje w pracy, która zaczyna się o 6:30.
Po czym pracuje na oddziale do 15:00. I bardzo często nie ma żadnego jelenia na pracę na dyżur, więc zostaje ten ordynator na następny i następny. Gość nie wyszedł z pracy przez 20 dni. A dlaczego? Bo jest ordynatorem i nie może opuścić oddziału. Lekarze się pozwalniali. Jedni nie potrafili wytrzymać z tym gościem, a inni nie mieli już siły na tak ciężką pracę. Chętnych nie ma. Płace są zbyt śmieszne, a przecież ktoś z zewnątrz musiałby wynająć jakieś mieszkanie. Nie stać by go na to było.
No chyba że przyjadą Ukraińcy. W końcu Ukraińcom mieszkania się sponsoruje...

oto Marek Bekier

Wniosek jest prosty:

Wniosek jest prosty: potrzebna jest głęboka reforma od podstaw zrobiona ze świadomością, że płace i zasady pracy nie dadzą się regulować oddzielnie dla lekarzy specjalistów, rezydentów pielęgniarek, itd.
Po pańskim wpisie czuję się w obowiązku przeprosić wspomnianego przez Pana ordynatora i jemu podobnych: oni bez wątpienia nie są dorobkiewiczami-wariatami. Niestety, nie mam dobrego określenia na opisanie ich idiotycznej sytuacji.

oto Ireneusz

Niewątpliwie są wariatami

Często potrzebują pieniędzy. Często zapędzeni są w tak zwany kozi róg.
Ale niezależnie przecież od motywacji, czy to szczerej, czy nieszczerej, czy prometejskiej, czy też przeciwnej - nie wahajmy się nazywać rzeczy po imieniu. Są wariatami. Niebezpiecznymi. Na miejscu tego ordynatora ja bym się natychmiast zwolnił, wygasił w takiej sytuacji oddział i zamknął go definitywnie. Jest kompletnym nieuzasadnionym szaleństwem ryzykować swoim zdrowiem, a nade wszystko zdrowiem swoich bliźnich. Ten ordynator moim zdaniem jest jak kierowca po jednym głębszym pedzący miastem co najmniej 140km/h.

oto Natalia Julia Nowak

Niech rząd się zastanowi,

co zrobić, żeby było więcej pielęgniarek. Obecnie większość przedstawicielek tego zawodu to kobiety w wieku przedemerytalnym, natomiast młode dziewczyny jakoś się nie garną na studia pielęgniarskie. Zbyt niska liczba pielęgniarek już teraz jest odczuwalna, a wszystko wskazuje na to, że za kilka lat będzie jeszcze gorzej. Może to kwestia tych cholernych studiów? Żeby dostać się na państwową uczelnię, trzeba mieć zdaną maturę z biologii (prywatne szkoły wyższe nie stawiają takiego wymogu, ale wówczas trzeba dużo płacić za naukę). Same studia też są trudne - pielęgniarki uczą się biochemii, biofizyki itp. Możliwe, że dobrym rozwiązaniem byłby powrót do liceów pielęgniarskich. Ale wtedy pielęgniarki po studiach podniosłyby rwetes, że słabiej wykształcone i gorzej opłacane dziewczyny zabierają im pracę.

oto Ireneusz

Szczera prawda

Jak leżałem kilka ładnych lat temu w szpitalu, pielęgniarki warczały na każdego, który zawołał do nich "siostro". One obecnie są paniami magisterkami. A jednocześnie nie chcą podejmować żadnej autonomicznej decyzji, które leżą w ich kompetencjach. Tabletkę nasenną zorganizowała mi dopiero jedna jedyna dziewczyna, która zawsze była pierwsza gdy ktoś poprosił o pomoc. Pielęgniarek wtedy już było za mało. Jedna na noc na respiratorach, a druga "dookólna", na cały duży damsko męski oddział chirurgiczny. I lekarz, który zamiast siedzieć na oddziale, siedział tak naprawdę non stop na izbie przyjęć.
Pieniędzy jest za mało.
Stąd oszczędza się do granic możliwości na personelu. Bo musi wystarczyć na prąd, wodę i na gaziki.

oto Kmieć

Pani Natalio.

Pani zapomina, że dzisiejsze młode pielęgniarki po "studiach" mają mniej w główkach, niż te stare po technikach. Powiem więcej. Obecnie młodzi ludzie po "studiach" mają w głowach procedury i są jako ludzie głupsi od przeciętnego absolwenta szkoły zawodowej czasów PRL.

Dzisiejsze studia to tak naprawdę zakłady zajmujące się programowaniem biologicznych robotów.
Po tym procesie roboty te działają wg tego programy, "myślą" nim, i wykonują wyuczone algorytmy w postaci PROCEDUR.

Tak więc niech te młode "wykształcone" po "studiach" zawrą buźki, że mniej zarabiają.
Niech się cieszą "wolnością" i że w ogóle zarabiają. Bo one wszystkie (prawie) powinny fruwać jak gołębice...

oto Natalia Julia Nowak

Kmieć

Ja też jestem biorobotem po studiach w III RP?

PS. Obecnie kształcę się na higienistkę stomatologiczną. Nauka trochę przypomina wkuwanie algorytmów, bo uczymy się pod kątem przyszłego egzaminu zawodowego (składającego się z testu i części praktycznej, która chyba polega na opisywaniu procedur w formie wypracowania). Ale to jest szkoła policealna, nie studia wyższe.

oto Ireneusz

A gdzie są te młode dziewczyny?

W mojej przychodni najmłodsza jest grubo po pięćdziesiątce. A w szpitalu - te dziewczyny mają już dzieci na studiach. Nie widzę młodych dziewczyn. Jedynie rehabilitanci są czasem młodymi ludźmi. No ale to inny zawód.
Wszystkie pielęgniarki musiały skończyć studia, albo odejść. Więc mają pokończone jakieś bakałarskie w większości. Bo w końcu nie każde "studia" mają glejt na kształcenie magistrów.

oto Natalia Julia Nowak

Ireneusz, Kmieć. Pielęgniarstwo

Wszystkie pielęgniarki musiały skończyć studia, albo odejść. Więc mają pokończone jakieś bakałarskie w większości. Bo w końcu nie każde "studia" mają glejt na kształcenie magistrów.

Potwierdzam. Wszystkie stare pielęgniarki musiały skończyć tzw. studia pomostowe, czyli skrócone (kończące się chyba tytułem licencjata). W normalnym trybie studia pielęgniarskie są trzystopniowe, tak jak większość kierunków. Najpierw są studia pierwszego stopnia, które dają tytuł licencjata i pełne uprawnienia do wykonywania zawodu pielęgniarki. Później można, ale nie trzeba, odbyć studia drugiego stopnia - magisterskie (podobno nie dają one żadnych nowych uprawnień, ale ułatwiają/umożliwiają zrobienie specjalizacji). Dla ambitnych przewidziano studia trzeciego stopnia - doktoranckie. Kończą się one tytułem doktora nauk o zdrowiu.

Ciekawostka: są już w Polsce studia wyższe z higieny stomatologicznej. Dlatego boję się, że w przyszłości wszystkie higienistki po szkole policealnej będą musiały zrobić pomostówkę (tak jak pielęgniarki po liceach medycznych).

oto Skanderbeg

Z tymi starymi

to bez przesady. 41 lat to nie starość. A chyba tyle lat maja najmłodsze pielęgniarki po liceach medycznych.

oto Natalia Julia Nowak

Nie ma już pielęgniarek

po samych liceach medycznych. Wszystkie pielęgniarki musiały zrobić studia pomostowe. W przeciwnym wypadku nie mogłyby pracować w swoim zawodzie. Tak samo było z nauczycielkami po seminariach studiach (od "studium") nauczycielskich.

Dlatego się boję, że w przyszłości każda higienistka stomatologiczna po szkole policealnej będzie musiała zrobić studia pomostowe z higieny stomatologicznej. :(

oto Skanderbeg

Oczywiście.

Ale gdyby nie te pielęgniarki po szkołach średnich (później przymusowo doksztalcane), to pielęgniarek byśmy nie mieli niemal wcale.

oto Natalia Julia Nowak

Pielęgniarki

Racja. Ciekawe, dlaczego w polskich placówkach zdrowotnych nie widuje się młodych absolwentek studiów pielęgniarskich (kształcących się już w nowym trybie). Może większość z nich nawet nie szuka pracy w Polsce, tylko od razu wyjeżdża za granicę? Z tego, co mi wiadomo, na ich miejsce nie można zatrudnić Ukrainek, bo na Ukrainie wciąż istnieją licea medyczne. A w Unii Europejskiej pielęgniarki muszą mieć ukończone studia kierunkowe.

I jeszcze małe sprostowanie. W Polsce uczęszczało się do studium nauczycielskiego. Użyłam słowa "seminarium", bo mi się przypomniała Ania z Zielonego Wzgórza (XIX wiek, Kanada). Mea culpa.

oto Skanderbeg

Ponoć połowa osób

po studiach pielęgniarskich w ogóle nie pracuje w zawodzie. Kiedyś coś takiego słyszałem na Polsat News. Nawet na Zachodzie. Nie wiem, jak jest z zainteresowań takimi studiami wśród młodzieży.

oto Natalia Julia Nowak

Skanderbeg

w ogóle nie pracuje w zawodzie

Hmmm... Może to przez niskie zarobki? "Za taką kasę nie będę pracować".

Nie wiem, jak jest z zainteresowań takimi studiami wśród młodzieży.

Latem rekrutowałam się na pielęgniarstwo na dwóch prywatnych uczelniach (w Kielcach i Ostrowcu Świętokrzyskim). Chociaż nie mam matury z biologii, przyjęto mnie już następnego dnia. Uczelnia kielecka poinformowała mnie, że kierunek pielęgniarski cieszy się zainteresowaniem kandydatów i na pewno zostanie uruchomiony.

oto PKK

Biurokratyczny absurd

Wiadomo, że studia dla doświadczonych pracowników to biurokratyczny absurd, w którym udział bardzo często biorą wyższe szkółki tego i owego. Nie jest tajemnicą, że wiele z nich powstało właśnie z myślą o średnim personelu administracyjnym i medycznym, który nawet po 20 latach pracy wysłano na studia 1. stopnia, czyli coś, co jedynie stwarza pozory wyższego wykształcenia.

oto JJerzy

Z tymi gołębicami ...

... to niech pan da jakieś ... wspomaganie, bo Pani Natalia może nie znać kontekstu.

oto Kmieć

Panie Jerzy. Ależ proszę.

Pan Admin mógłby sprawić, by filmik był widoczny bezpośrednio w komentarzu.
Pozdrawiam.

oto Marek

Socjalizm, jest to ustrój, w

Socjalizm, jest to ustrój, w którym bohatersko walczy się z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju. Lekarzy brakuje u nas z tego samego powodu co cukru na Kubie, czy benzyny w Wenezueli.
Czy lekarze w Medicover też wypowiadają klauzule opt-out? A weterynarze? Nie słyszałem, by nie było komu ratować w nocy chorego kotka czy pieska.
Dyskusja na temat reformowania tzw. "służby zdrowia" to strata czasu, albo działanie lobbingowe niektórych, by wydrzeć więcej budżetowej kasy. Podczas gdy rozwiązanie jest proste i łatwe do wdrożenia - zlikwidować przymus ubezpieczeniowy, co robi właśnie za ocenanem D. Trump.

oto Ireneusz

Teorie o kotkach i pieskach :-)

Nie spodziewałem się, że są jeszcze poza Korwinem Mikke inni dorośli ludzie, którym się marzy bycie pieskiem lub kotkiem. Proszę pamiętać o tym, że nie wszystkie kotki i pieski mają bogatego właściciela. Niewolnik nie tylko będzie zadbany przez bogatego pana, ale i musi coś dla niego za to zrobić. Albo ginie pod płotem, walnięty bejsbolem.
Co do Medicover - firma robi pieniądze na bogatych. Proszę pójść do nich po pomoc do zasłabniętego na ulicy. Z całą pewnością udzielą jej w postaci dostarczenia karteczki z numerem telefonu alarmowego.

oto PKK

Marnotrawstwo pieniędzy

Podczas gdy rozwiązanie jest proste i łatwe do wdrożenia - zlikwidować przymus ubezpieczeniowy, co robi właśnie za ocenanem D. Trump.

Przykład USA, włącznie z sytuacją przed kosmetyczną reformą Obamy, udowadnia, że wydając zdecydowanie najwyższy na świecie %PKB na opiekę medyczną, można osiągnąć jakość i dostępność usług na poziomie gospodarek zacofanych.

oto Ireneusz

Lekarz nie jak ksiądz

Lekarz musi się z pacjentem porozumieć. W dodatku bez świadków, z prozaicznej przyczyny oczywiście jaką jest tajemnica lekarska. Stąd znajomość języka musi być idealna, a nie wyuczona. Bowiem lekarze wykrywają niuanse wśród naszych najczęściej bezsensownych wypowiedzi, kłamstw i narzekania. Nauka w ten sposób języka trwa i nie każdy ma odpowiednie predyspozycje.
Nie musi się porozumiewać z pacjentem jedynie chirurg, gdy mu pacjenta kładą na stole :-)))

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.