Dobra zmiana w „dobrej zmianie”? (2)

Mateusz Morawiecki objął funkcję premiera cum summa laude, tyle że skład rządu pozostał bez zmian. Obecnie przygotowuje on zmiany w swoim gabinecie. Niewiadomo atoli czy będą to zmiany głębokie, jak twierdzi Jarosław Kaczyński,czy też kosmetyczne korekty personalne, co obiecał Morawiecki w czasie expose. Niemniej pozostaje pytanie o

przyczyny odwołania Szydło.

Mówi się, że Beata Szydło nie potrafiła łagodzić konfliktów między ministrami, które musiał rozstrzygać sam lider PIS. Miał tego dość, chociaż sam stworzył system, w którym o wszystkim decydował i ten sposób stał się zakładnikiem tegoż systemu. Miał on uważać, że Morawiecki jest lepiej przygotowany do pełnienia funkcji szefa rządu niż jego poprzedniczka. Ponadto Kaczyński ceni ludzi z wizją, a taką właśnie dysponuje Morawiecki – zasadniczej przebudowy gospodarki i finansów. Nowo powołany premier ma jeszcze jedną zaletę (taką samą, co Szydło) – nie posiada samodzielnej pozycji politycznej, a w samej partii jest człowiekiem nowym. Lider PiS ma nadzieję, że Morawiecki, posiadający zaufanie kręgów międzynarodowego businessu i finansów, zdoła naprawić stosunki Polski z Brukselą, Paryżem i Berlinem. Być może nominacja ta stanowi początek sukcesji po Kaczyńskim, który liczy sobie 70 lat i ma kłopoty ze zdrowiem. Wszystkie wyżej wymienione przyczyny niewiele są warte, gdyż trudno przypuszczać, by np. polityka zagraniczna była prowadzona bez wiedzy, zgody, a nawet nakazu „Naczelnika Państwa”.

Niewiele mamy przecieków w sprawie gry o miejsce na szczycie, ale niektóre wydają się wysoce prawdopodobne. Podczas posiedzenia Komitetu Politycznego PiS Kaczyński miał podziękować Szydło za „ wspaniałą postawę za którą trzeba ją całować nie tylko po rękach ale i po nogach”. Co więcej, stwierdził on, że przed Szydło istnieje jeszcze wiele możliwości politycznych, w tym stanowiska premiera lub prezydenta. No tak, słowa nioe kosztują, a fakty pozostają.

Walka o premierostwo toczyła się już od pewnego czasu. W tym starciu Morawieckiego popierali obaj wicepremierzy – Jarosław Gowin i Piotr Gliński, natomiast Szydło miała poparcie Zbigniewa Ziobry i jego partii Solidarna Polska. Według dość powszechnej opinii w obronie Szydło stanął również prezydent Andrzej Duda, czego można się było dopatrzyć w serdeczności, którą okazał wręczając Szydło akt nominacji na wicepremiera. Niemniej głosowanie nad zmianą w Komitecie Politycznym było prawie jednoznaczne. Piszę „prawie”, gdyż według niepotwierdzonych informacji kilku członków KP miało sprzeciwić się odejściu Szydło. Po uzyskaniu rekomendacji Morawiecki zabrał głos, dziękując za poparcie, ale Szydło w ogóle niw wypowiedziała się. Dotychczasowa premier podczas sprawowania swojej funkcji znajdowała się w podwójnie trudnej sytuacji: po pierwsze - w naszym ustroju premier nie może wydawać wiążących poleceń ministrom, po drugie – część ministrów, np. Morawiecki czy Antoni Macierewicz swoje posunięcia uzgadniali na Nowogrodzkiej, a nie z Szydło. Mimo tych okoliczności Szydło wykonała gigantyczną pracę dla Polski zarówno w kraju jak i za granicą, czym zyskała sobie uznanie nie tylko w kraju, ale nawet wśród niechętnych Polsce środowisk politycznych i medialnych na Zachodzie. Podkreślić też należy jej głęboką wiarę, pielęgnowanie kontaktów z Kościołem, a także z Radiem Maryja. Hierarchowie traktowali ją jako naturalnego sojusznika.

Zdziwienie decyzją Kaczyńskiego okazał prof. Antoni Dudek, który uważa dokonaną zmianę za ryzykowny eksperyment polityczny. Przypomina on, że Morawiecki w polityce funkcjonuje zaledwie dwa lata, a uprzednio był jednym z doradców ekonomicznych premiera Donalda Tuska, co w elektoracie PiS jest źle widziane.

Trzeba jednak podkreślić, że dokonana wymiana szefa rządu nie spowodowała spadku PiS w sondażach, gdyż bije on na głowę swojego głównego konkurenta – PO, osiągając średnio dwukrotnie lepszy wynik.

Niewątpliwie Morawiecki stanowi „wynalazek” Jarosława Kaczyńskiego. To

bankier i początkujący polityk.

Jak zaznaczyłem powyżej, nie stanowi on – w każdym razie jak dotychczas – żadnego zagrożenia dla pozycji „Naczelnika”. Zresztą lojalność wobec przywódcy rządzącej partii po prostu opłaca się Morawieckiemu. Jakby nie oceniać pozytywnie Beatę Szydło, trzeba przyznać, że nadaje się on na premiera jak mało kto. Wszechstronnie wykształcony, władający angielskim, niemieckim i rosyjskim, posiadający oficjalne i osobiste kontakty zagranicą. Po salonach europejskich porusza się jak u siebie w domu. Fakt sprawowania przez niego przez 18 lat funkcji prezesa Banku Zachodniego WBK również przemawia na jego korzyść. W autoprezentacji często wykorzystuje osobę ojca – Kornela, który utworzył tzw. Solidarność Walczącą, sprzeciwiającą się jakimkolwiek rozmowom i paktom z komunistami. Podkreśla także swoją „kombatancką” przeszłość, jako że jako nastolatek rozlepiał w PRL antyrządowe plakaty oraz mając 18 lat publikował w drugim obiegu.

Jego poglądy polityczne na podstawie expose i publicznych wypowiedzi streściłem w poprzednim odcinku. Czas więc przypomnieć fakty i wypowiedzi, którymi nie chwali się i nie eksponuje, czyli

drugie oblicze Morawieckiego.

Jeszcze jako wicepremier podczas kampanii prezydenckiej w USA, zapytany przez dziennikarzy kogo by wolał jako prezydenta Stanów Zjednoczonych, odparł: „to wybór między dżumą a cholerą”, co w ustach wicepremiera rządu (jakiegokolwiek rządu) stanowiło ogromne faux pas. Za wybitnie niezręczną należy uznać jego wypowiedź w expse, gdy zapowiedział, że rząd uzna werdykt unijnego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Puszczy Białowieskiej. Podniósł ręce do góry, zanim zaczał się atak. W takim razie, gdy Trybunał wyda niekorzystny wyrok dla Polski w sprawie przymusowej alokacji imigrantów, pan premier również go uzna?

Morawiecki ma opinię człowieka, który dorobiwszy się milionów dąży teraz do władzy. Pierwsze dwa kroki już zrobił.

Jak się okazało wśród wielu nagrań w restauracji „Sowa i Przyjaciele” znajdują się również dwa lub trzy nagrania z udziałem Morawieckiego. Dotychczas światło dzienne ujrzała tylko jedna taśma. Z nagranej rozmowy z Zbigniewem Jagiełłą, Krzysztofem Kilianem i Bogusławą Matuszewską wynika, iż w poprzednim rządzie Morawiecki miał zostać ministrem skarbu. Prawdopodobnie pensja i pozycja w BZ WBK były dla niego atrakcyjniejsze niż niepewna posada ministerialna. Podczas omawianego dyskursu Morawiecki powiedział m in.: „Natomiast jedna taka rzecz, że mam absolutnie pozytywne zdanie o Merklowej, Sarkozym czy...Hollande”. Wprawdzie Morawiecki nawiązuje wprost do polityki etatystycznej, a jego wzorem jest Eugeniusz Kwiatkowski, ale w knajpie niemiłosiernie szydził z polityki sformułowaanej przez Johna M. Keynesa: „Będziemy zapi....ć i rowy k...a kopać a drudzy będą zasypywać, będziemy zadowoleni”. W opinii wielu polityków i obserwatorów sceny politycznej ambicje Morawieckiego sięgają o wiele wyżej – prezydentury, tym bardziej, że zarówno wizerunkowo jak i intelektualnie góruje niepomiernie nad Andrzejem Dudą. Prawdopodobnie Kaczyński nie ma nic przeciwko takim opiniom, albowiem przyczyniają się one do utrzymania równowagi między frakcjami w PIS oraz stanowią zagrożenie dla perspektywy ponownego kandydowania przez Dudę.

Po skonfrontowaniu oficjalnych i nieoficjalnych poglądów obecnego premiera należy się przyjrzeć, jak widzi on

stosunki ukraińsko-polskie.

Jeszcze jako wicepremier beztrosko zauważył, że skoro w Polsce zaczyna brakować rąk do pracy, to należy sprowadzić milion Ukraińców. Świadczyłoby to o braku rozeznania Morawieckiego co do konsekwencji takiego posunięcia. W Polsce bowiem przebywa już 1,5 do 2,0 mln Ukraińców i prędzej czy później zostaną oni zagospodarowani przez antypolski i post-banderowski Związek Ukraińców w Polsce. Oznacza to jeszcze większe umocnienie i tak wpływowego lobby ukraińskiego w naszym kraju. Prócz tego tysiące młodych Ukraińców otrzymuje w Polsce stypendia i wszelką inną pomoc w ukończeniu studiów wyższych a nawet doktoratów. Po zakończeniu nauki otrzymują pomoc w uzyskaniu atrakcyjnej pracy, podczas gdy nasza młodzież musi wyjeżdżać na Zachód „ za chlebem”. Czyżby Morawiecki nie zdawał sobie z tego sprawy?

Chyba jednak tak, gdyż kierowane przez niego Ministerstwo Rozwoju realizuje plan, który nazywa się Program Polska – Białoruś – Ukraina. Zaawansowanymi pracami nad tym programem jakoś Mateusz Morawiecki nie chwali się, a prorządowe media, tak sprzyjające pro-banderowskiej Ukrainie milczą jak zaklęte. Tylko lubelska i rzeszowska prasa lokalna z radością informuje o tym przedsięwzięciu. Polega ono na zrealizowaniu wybranych drogą konkursu projektów w czterech obszarach: dziedzictwo kulturowe i naturalne, dostępność komunikacyjna, bezpieczeństwo, wspólne zarządzanie granicami. Projekty te zgłaszają sąsiadujące ze sobą regiony Polski, Białorusi i Ukrainy. Decyzje dotyczące dziedzictwa, komunikacji i zarządzania granicami już zapadły.

Jak dotąd wybrano 48 projektów i trwają prace nad 10 projektami pozakonkursowymi. Na cele te rozdzielono 141 mln euro tj. 83 proc. środków przeznaczonych na program. „Po obu stronach naszej wschodniej granicy obejmuje on (program) powierzchnię niemal równą wielkości Polski, którą zamieszkuje prawie 21 mln osób” - informuje podsekretarz stanu w Min. Rozwoju Adam Hamryszczak kierujący tym przedsięwzięciem. Pan wiceminister nie dopowiedział jednak skąd pochodzą 183 mln euro na te cele, nie wyjaśnił co to znaczy. „wspólne zarządzanie granicami” i na czym ma polegać współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa. Dzięki temu, jak utrzymuje Hamryszczak, nie tylko poprawia się jakość życia mieszkańców, ale również „przełamują się historyczne stereotypy”. Czyżby rozmówcy „Kuriera Lubelskiego” chodziło także o przełamanie „stereotypu” ludobójstwa dokonanego przez bandy OUN-UPA na Polakach w czasie II wojny światowej?

Ale pan minister kwestii tej nie rozwinął. Nie ulega wątpliwości, że omawiany program oznacza utworzenie super euroregionu, który rozmywa polskie granice i dokonuje dalszego wymieszania ludności polskiej z ukraińską. Przypomnę, że UE zarzuciła dość dawno koncepcję euroregionów jako przedwczesną. W tym przypadku Morawiecki okazał unijną i proukraińską nadgorliwość. Chyba nie przypadkiem, skoro jego ojciec podpisał w 1997 r. haniebny apel potępiający Operację „Wisła” i wzywający do „zadośćuczynienia” rzekomym krzywdom doznanym przez Ukraińców. Apel ten wraz z podpisami (znajdziemy tam również Jarosława Gowina – dziś wicepremiera) opublikowała paryska „Kultura”.

Podsumowując, należy

postawić pytanie zasadnicze:

czy Morawiecki swoje niewątpliwe zdolności i kompetencje oraz znajomości zagranicą wykorzysta dla Polski, czy też przede wszystkim dla dalszego umocniania swojej pozycji. Zdaje sobie bowiem sprawę, że stanowisko premiera nie jest wieczne. Najważniejszym wyzwaniem przed którym stoi premier, stanowi odparcie bezprecedensowego ataku UE na Polskę. Czy przypisywana mu elastyczność przerodzi się w ustępliwość, czy też stanie się narzędziem wygrywania naszych interesów narodowych. Są to wątpliwości uzasadnione, gdyż szef rządu pytany przez dziennikarzy o te sprawy odpowiada enigmatycznie: „dialog, dialog, dialog”. Ofensywa dyplomatyczna, jaką podejmuje nowy szef rządu na terenie Europy Środkowej w celu poparcia stanowiska Polski w sporze z Unią budzi nadzieję. Ale wiemy, co to jest nadzieja w polityce...

- - -
4 stycznia 2017 r.
Kalejdoskop polski

oto Zbigniew Lipiński Zbigniew Lipiński

publicysta polityczny, publikuje w "Myśli Polskiej"
www.mysl-polska.pl

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.875
Ogólna ocena: 4.9 (głosów: 8)

Tematy: 

Dyskusja

oto Anna Catherine

Wymiana kukielek

W polityce wymiana kukielek jest zawsze promowana jako dobra zmiana. Patrzac na to ze dazenia do wzmocnienia panstwa narodowego jest wedlug globalistycznego dekalogu najciezszym politycznym przewinieniem/grzechem trudno oczekiwac ze Pan Morawiecki zostal powolany jako dobra zmiana po Pani Szydlo. https://www.timesofisrael.com/poland-swears-in-new...

oto chłop jag

Dobra zmiana w „dobrej

Dobra zmiana w „dobrej zmianie”? (2)

Może i dobra - ale z pewnością nie dla tubylców - tołażysze.
Wniosek?
W końcu nie okupuje się narodu podbitego dla jego dobra - tołażysze.

oto Czesław

Morawiecki - senior

Czy to nie był jednym z zasadniczych powodów że Kornel Morawiecki znalazł się na liście kandydatów do sejmu u Kukiza, bo wiadomo że Kaczyński otacza się sympatykami Ukrainy (Kuchciński, Andersowa, Gosiewska itd). -"W tym przypadku Morawiecki okazał unijną i proukraińską nadgorliwość. Chyba nie przypadkiem, skoro jego ojciec podpisał w 1997 r. haniebny apel potępiający Operację „Wisła” i wzywający do „zadośćuczynienia” rzekomym krzywdom doznanym przez Ukraińców. Apel ten wraz z podpisami (znajdziemy tam również Jarosława Gowina – dziś wicepremiera) opublikowała paryska „Kultura”."

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.