Kolonizacja muzyki w Polsce

Tak, nie przewidziało się Państwu. Owszem, tytuł ma dosyć mocny wydźwięk, ale idealnie oddaje sytuację, która odbywa się wprost na naszych oczach, czy raczej, uszach. Oficjalne, opublikowane przez nasz rodzimy Związek Producentów Audio Video (ZAPV) dane, szokują. Ranking zrobiony na podstawie monitorowania tzw. playlist 74 stacji radiowych, zarówno lokalnych jak i ogólnopolskich oraz jedenastu telewizyjnych kanałów muzycznych, jasno pokazuje, że Polska jest rynkiem zbytu, a obecność polskiego produktu na falach, to mniej, niż listek figowy.

Ramówki rozgłośni nadających w Polsce genialnie promują zagraniczny produkt, a wszelkie dotychczasowe deklaracje polityków, że będą zmierzać do uzdrowienia tej sytuacji, to zwykłe mydlenie oczu. Wymiernych efektów brak, a wszak po czynach ich poznamy. Ot, jak już słychać tu i tam: dobra zmiana w masowej kulturze muzycznej się nie przyjęła. A może raczej przyjąć, że nie mogła, bo nic efektywnego nie zrobiono w tym kierunku.

Grzech zaniechania czy przewlekłość? Wywołując w Internecie dyskusję na temat obecności muzyki polskiej w mediach jak i zjawiska disco polo w mediach publicznych, oczekiwałem silnej polaryzacji opinii (polecam uwadze mój profil na Facebooku). W świetle podanych przez ZPAV danych, całe moje czarnowidztwo w tej kwestii, okazało się nie tyle na miejscu, ile rzeczywistość przerosła moje najbardziej pesymistyczne wyliczenia.

Dlaczego? Liczby nie kłamią. Jak wprost podaje ZPAV: „Do rocznego zestawienia TOP 50 Airplay trafiło łącznie 7 utworów granych przez piątkę polskich wykonawców. Sama Ania Dąbrowska może się pochwalić trzema singlami w zestawieniu: na miejscu 19. „Porady na zdrady (Dreszcze)”, na 40. „Z Tobą nie umiem wygrać” oraz na 46. „Nieprawda (Gromee Remix)”. Kolejnymi polskimi artystami obecnymi na liście są: Sound’n’Grace i Filip Lato z utworem „100” na miejscu 24., Lanberry i „Ostatni most” na 28. oraz Kamil Bednarek i „Poczuj Luz” na 37.”.

Jak łatwo wyliczyć, obecność polskiej piosenki w pierwszej 50. wynosi…14 %. Zgroza? Zgroza. I niewiele zmieni fakt, że w pierwszej setce jest to 21% udziału. Dobrze, że na podium obok Eda Sheerana i Tiësto & Bright Sparks, trzecie miejsce zajął Grzegorz Hyży (piosenka „O Pani!”). Takie dane szybko pobudziły zarówno oburzonych artystów jak i zwolenników wolnego rynku.

Rzecz w tym, że Polska i jej kultura, to nie towar na sprzedaż, czy raczej, nasza kultura masowa, nawet w tej najbardziej rynkowej części jaką jest muzyka popularna, to przestrzeń, w której jak nigdzie indziej powinniśmy dbać o to co polskie! Tymczasem tę część oddaliśmy jako łup, w zasadzie bez walki (brak stosownych ochronnych przepisów) zachodnim koncernom. Tu brylują: Warner Music, Universal Music, Sony Music oczywiście z ich polskimi dywizjami, w pierwszej setce najczęściej granych utworów, mają około 90% udziału!

Oczywiście, z racji na to, że nie są filantropami, działają - jak na podmioty biznesowe – z chęci zysku. Mają – owszem - w katalogu polskich artystów, ale jak widać z siły ich promowania na falach eteru, to tylko margines. Czy zatem ustawodawcy zrobią coś, aby choć trochę wzmocnić polską kulturą? Czy wreszcie ktoś zrobi coś, w kierunku faktycznej obecności polskiej muzyki przynajmniej na zasadach parytetu.

W internetową dyskusję włączył się wybitny polski kompozytor, Edward Sielicki, który aktualnie wykłada na jednej z południowokoreańskich uczelni. Oznajmił wręcz, że tam w radiach słychać wyłącznie koreańska muzykę. W tej samej dyskusji głos zabierali ludzie z naszego show biznesu, twierdząc, że grając polskie piosenki (wyłącznie bądź w większej części), radia zbankrutują. Rzecz w tym, że są takie rozgłośnie, które z rodzimą, wyłącznie polską playlistą, świetnie sobie radzą, co zadaje kłam oczywistemu twierdzeniu, że polskie jest gorsze i nieatrakcyjne. Nomen omen, ci, którzy stawiają na to co zachodnie, mocno uderzają w to co rdzennie polskie, czyli disco polo.

Dlaczego? Bo tego tortu nie udało im się podzielić po swojemu (padają nawet z tej strony oskarżenia - odwet, że to szara strefa opanowana przez dawne WSI i mafię). Serio! A na samym czubku tej dyskusji pojawił się wpis Andrzeja Szpilmana (syn legendarnego kompozytora - Władysława), który przywołał zjawisko payoli. W Stanach Zjednoczonych jest uznawane za przestępstwo, a muzyczne koncerny wypłaciły wielomilionowe odszkodowania za nieuczciwe działania promujące podprogowo ich artystów na radiowych play listach.

Dlaczego o tym piszę? Bo u nas, gdzie problem ten zaczyna być dopiero zauważany, mechanizmy opisane w payoli, mają się świetnie, oczywiście w świetle obowiązujące w Polsce prawa. A co na to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji i Rada Mediów Narodowych? Co na to sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu? Co na to Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Można powiedzieć, że piłka po ich stronie. Rzecz w tym, że Polska to również jej piosenka i jej obecność w mediach.

Smutna jest konstatacja jednego z menadżerów, uderzających w ciągoty do tego, aby – cytując Słowackiego: Polska pawiem i papugą narodów była: „Wiecie co, jak czytam komentarze to normalnie czuje jakby wszyscy brzydzili się, że jesteśmy z Polski i mówimy pięknym językiem, że można zawalczyć o polskich twórców i ich twórczość ... kopara mi opadła”.

I może ma rację Zbigniew Hołdys, który w tej samej dyskusji dał konkretną propozycję: radia promujące to co polskie, mogłyby mieć ulgę podatkową bądź niższy podatek. Jak widać, można wiele, ale trzeba chcieć. Smutne natomiast jest to, że w Polsce to co polskie trzeba w ogóle stymulować, wspierać, że nie wygrywa w sposób oczywisty A może jak kilka razy padło w dyskusji, mamy nadal być muzyczną-popkulturowa kolonią, gąbka do wyduszania przez wielkich muzycznego biznesu?

Piotr Iwicki
artykuł pochodzi z najnowszego numeru tj. 6/2018, s. 47 TK Niedziela

Poruszony przez Piotra Iwickiego na łamach tygodnia "Niedziela" temat, jest kontynuowany. Tym razem Janek Pospieszalski na łamach tygodnika "DoRzeczy", bez ogródek...

radiofonia-muzyka.jpg

gościnnie

Goszczą na prawicy.net Autorzy, którzy nie piszą tutaj na stałe, ale ciekawe teksty są dostępne dla Czytelników.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3
Ogólna ocena: 3 (głosów: 2)

Tematy: 

Dyskusja

oto Robercik

oczywiście z ich polskimi

oczywiście z ich polskimi dywizjami

Nie chcę wyjśc na czepialskiego, ale to anglicyzm. Po polsku firma ma oddział a nie dywizję. Czepiam się, bo Autor broni polskiej muzyki, a sam użył anglicyzmu. Poza tym drobiazgiem tekst dobry i wartościowy.

oto Mar.Jan

"polskie rozgłosnie ustawowo powinny emitować rodzima twórczość"

Ojej! Naprawdę jest taka ustawa, która tego wymaga?
Na 101FM (w Warszawi) jest stacja która puszcza wyłacznie polską muzykę rozrywkową. I nikt nie nakazuje tej stacji aby "przynajmniej część" programu wypoalniała muzyka "anglosaską".
jest Dwójka, która puszcza muzyke klasyczną (zazwyczaj) i jazz.
I cóz począc z tym jazzem, skoro 80% twórczości znaczącej w tym gatunku muzyki powstaje za granicą, z czego lwia częśc w USA.
Czy ze względu na "parytety" muzyczne i wymogi ustawy, może należało nie dopuścic do koncertów w Polsce W.Marsalisa, bo to nie tylko niepolak, ale i gra jaką murzyńską muzykę na przemian z Bachem (Bach tez niepolak!)

Kryteria narodowe w muzyce prowadzące do "parytetów" procentu czasu antenowego to jakis absurd, którego Kafka ani Marcin Wolski wespół z Marią Czubaszek by nie wymyslili!

NAtomiast faktem jest, ze stacjami radiowymi rządzi niepodzielnie REKLAMA, nawet Dwójką, bo przecież Dwójka promuje płyty i koncerty tych, którzy płaca za pormocję. I cóz można poradzic na to, że polskie firmy oraz polscy artyści mają mniej pieniędzy na promocje swoich płyt i koncertów niż Niemcy? I dlatego w Dwójce najczęściej promuje się artystów niemieckich i płyty wydane przez Deutschew Gramofon (która to firma wydaje ze 20 razy więcej tytułów niż największa wytwórnia polska!).
No i tak jest i mówi się: trudno!
A ceny biletów w Filharmonii, gdy przyjeżdża artysta światowej slawy, równiez zniechęcaja "normalnych ludzi" do pójścia na koncert? I cóz na to poradzić? Kto ma pójśc na koncert, kiedy jest 10000 chętnych, a tylko 1500 miejsc na widowni? Dlatego cena biletów sięga kilkuset złotych.
W dawnych czasach tylko ludzie bardzo zamożni chodzili do Filharmonii czy do Opery.
Z tego tez powodu (wysokich kosztów) dzisiaj koncerty mistrzów Rocka organizuje się na stadionach, zamiast w salach koncertowych. Jeszce nigdy nie bylem i nie wybieram się, ale o gustach się nie dyskutuje...

oto Ireneusz

No ale

... warto łączyć przyjemne z pożytecznym, a jednocześnie wykazać się dobrą wolą do polskich wykonawców (ale nie takich landrynek śpiewających "socz mi, socz mi" :-)
Jeśli zachodne firmy fonograficzne mają aż tyle pieniędzy na promocję, należy to po libertariańsku wykorzystać i te pieniądze brać. A parytet niech wprowadzi na przykład opodatkowanie, za utwór zagraniczny 3 razy tyle ile za jeden polski :-D

oto Mar.Jan

I tak główny problem Polskiego Radia polega na czym innym:

To jest biedne radio, które ma mało pieniędzy na tantiemy dla wytwórni i artystów, zwłaszcza zagranicznych.
Z tego powodu w ogóle mało puszcza muzyki, za to zbyt duzo gadających głosów, które gadają o rzeczach mało interesujących. Czymś jednak trzeba czas antenowy zapychac...

oto Ireneusz

A radia komercyjne?

Muzyka puszczana na antenie musi spełniać wymagania rytmiki oraz czasu trwania. Kiedyś (tak mi się zdaje), że w jakimś wywiadzie Rojek powiedział, że każdy utwór Myslowitz musiał być zagrany i zmiksowany trzy, a nawet czterokrotnie. Jedna wersja dla radia, jedna łomocąca na dyskoteki, wersja promocyjna oraz wersja longplayowa. Do słuchania nadaje się jedynie ta ostatnia, nie trzeba o tym chyba mówić.
No i puszczam czasem w aucie te radia, melodia w melodię brzmią tak samo, jedynie w jednym radiu szydercze śmiechy o tym, a w innym radiu o tamtym. Poziom prezenterów poniżej dna, inteligencja coś koło 40 IQ. I jak coś takiego słuchać? Trzeba mieć za przeproszeniem posrane...
Odkąd używam radia internetowego - jest to BŁOGOSŁAWIEŃSTWO dla uszu, moich nerwów oraz przede wszystkim dla mojego zdrowia (nie słucham tych wszystkich nachalnych reklam o sraniu i pierdzeniu oraz powszechnej lekomanii).

oto Mar.Jan

Ja pisze o Polskim Radiu, to to jest instytucja państwowa która

twierdzi, jakoby realizowała jakąś "MISJĘ". Na czym ta misja ma polegac, tego nie wiem, ale wiem ,że to pojęcie słuzy do uzasadnienia istnienia tej instytucji jako państwowej.
Inne, prywatne, radiostacje maja swoich klientów i staraja się trafic w ich gust, dlatego mają taki a nie inny program. Tak sądze.

oto Ireneusz

Misja misją

Ale niech realizują program.
Na przykład mam głęboką wdzięczność dla PIS, który gdy przejął Trójkę, to przywrócił ją do dawnej świetności (odsuwając od tego komercyjnego barachła granego za czasów PO). Jak jeszcze kiedyś te radia państwowe uwolnią sie od reklam, będę zwolennikiem takiego radia po swoją śmierć. A skoro żyje państwowa telewizja oraz państwowe radio z abonamentu - to skandalem jest puszczanie w nich reklam nastawionych na ogłupianie ludzi a'la "chcesz żreć codzień to co ci nie służy, łykaj piguły".

oto Natalia Julia Nowak

Ireneusz

skandalem jest puszczanie w nich reklam nastawionych na ogłupianie ludzi a'la "chcesz żreć codzień to co ci nie służy, łykaj piguły"

Gdy ja słyszę takie reklamy, myślę (parafrazując Kisielewskiego): "Kapitalizm to system, który najlepiej rozwiązuje problemy, które sam stworzył".

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.