Europejska Europa

Europa posiada swoją specyficzną tożsamość oparta na unikalnej dla niej kombinacji czynników geograficznego, historycznego, tożsamościowego, etnicznego, kulturowego i wyznaniowego. Żaden z nich traktowany oddzielnie nie stanowi jednak esencji europejskości. Nie jest nią także mieszanka ich wszystkich, gdyż układowi i proporcjom poszczególnych jej czynników brakuje atrybutu stałości. Istotę europejskości stanowi zrodzony z tej mieszanki personalizm, stanowiący oryginalny i niepowtarzalny na tle reszty świata rys duchowości europejskiej. Posiadając cechy niezmienności i odniesionej do Europy wyłączności, personalizm spełnia warunki bycia uznanym za rdzeń tożsamości europejskiej.

Jego materialnymi konkretyzacjami są etniczne i regionalne zróżnicowanie Kontynentu oraz terytorializm i zakorzenienie ludów europejskich w konkretnej właściwej im przestrzeni. Rodzi to implikacje dla pożądanego europejskiego modelu politycznego, który powinien łączyć zasady monizmu politycznego i pluralizmu społecznego. Modelem spełniającym obydwa tego wymogi jest model neośredniowiecznego imperium uzupełniony zasadą platonizmu politycznego.

Dzięki połączeniu tych dwóch zasad europejskie imperium stanie się też europejskim mocarstwem, w swojej kolejnej odsłonie historycznej dokonując wewnętrznej politycznej konsolidacji i unikając dzięki temu słabości średniowiecznego Sacrum Imperium Romanum. Mocarstwowa preponderancja Europy możliwa stanie się dzięki połączeniu geopolitycznych potencjałów wewnętrznej strefy brzegowej (Europa) oraz Heartlandu (Eurazja) w Wielkiej Europie rozciągającej się od Atlantyku do Pacyfiku.

Dopełnienie przestrzeni imperialnej i stabilizacja południowej granicy Wielkiej Europy możliwa stanie się dzięki nawiązaniu bliskich stosunków z muzułmańską ummą. Wszystkie te trzy światy – Europy, Eurazji i ummy – spotkać się powinny w wyzwolonej Jerozolimie, która stać się powinna duchową i polityczną stolicą Bloku Kontynentalnego.

Europa jako wspólna przestrzeń geograficzna

Europa z pewnością jest dającą się wyodrębnić przestrzenią geograficzną. To najdalej na zachód wysunięty półwysep Azji, oblewany przez Ocean Atlantycki na północy i zachodzie, przez Morze Śródziemne zaś na południu. Europa nie posiada natomiast granicy wschodniej. Jak zauważył Jared Diamond (ur. 1937), strefy geograficzne w Europie układają się równoleżnikowo, brakuje zaś wyraźnych granic południkowych (1).

Europa rozprasza się zatem wraz z nasilaniem się w kierunku wschodnim klimatycznych cech typowych dla azjatyckich stref tajgi i stepu. Towarzyszy im coraz częstsze występowanie charakterystycznych dla przestrzeni azjatyckiej fenomenów demograficznych, lingwistycznych, kulturowych i gospodarczych. W efekcie wędrując coraz dalej na wschód, w pewnym momencie niepostrzeżenie opuszczamy przestrzeń europejską by znaleźć się w Azji.

Próby wykreślenia linearnej granicy oddzielającej przestrzeń europejską od azjatyckiej są mało przekonujące. Kreślenie tych granic na Donie, Wołdze, Uralu lub w jeszcze innych wariantach w przybliżeniu jedynie oddaje zróżnicowanie form przyrodniczych i społeczno-gospodarczych po obydwu stronach tych linii. Będący autorami takich klasyfikacji Ptolemeusz (100-170), Wasilij Nikiticz Tatiszczew (1686-1750) czy Philip Johan von Strahlenberg (1676-1747) hołdowali myśleniu racjonalistycznemu, na gruncie którego poszukuje się ścisłych definicji, jasno określonych form i wyraźnych granic.

Paradygmatowi myślenia geopolitycznego bliższa od klasycznej logiki dwuwartościowej jest jednak logika wielowartościowa i rozmywanie kategorii, co trafniej pozwala opisywać rzeczywistość (2). W rzeczywistości pogranicza europejsko-azjatyckiego zaś, rozmaite fenomeny typowe dla Azji dadzą się też odnaleźć w Europie, zaś analogiczne fenomeny typowe dla Europy przenikają w głąb Azji.

Według Friedricha Ratzela (1844-1904) przebieg granicy ulega odkształceniom w stosunku proporcjonalnym do wzrostu ludności i siły danej wspólnoty politycznej. Według Aleksandra Dugina (ur. 1962) struktura granic, ich rozciągłość, ukształtowanie, treść etnosocjologiczna określane są przez charakter wspólnot politycznych istniejących po obydwu ich stronach (3). Wobec braku wyraźnych granic naturalnych, wschodnie granice Europy są zatem określane przez zasięg ekspansji ludów europejskich.

Nieco odmiennie przedstawia się zagadnienie południowej granicy Europy. W sensie geograficznym wyznaczają ją północne brzegi Morza Śródziemnego z najdalej na południe wysuniętym przylądkiem Matapan na Peloponezie. Basen śródziemnomorski nigdy nie był jednak granicą geopolityczną. Spełniał raczej rolę ośrodka wymiany i rozwoju dość bliskich sobie formacji kulturowych. Zmieniła to dopiero ekspansja arabska w VII-VIII w. i późniejsza chrześcijańska rekonkwista półwyspów apenińskiego i iberyjskiego w X-XV w. Nawet wówczas jednak miały miejsce zagęszczone i liczne relacje pomiędzy europejskimi i północnoafrykańskimi krajami śródziemnomorskimi, co opisał Fernand Braudel (1902-1985) (4), na gruncie polskim choćby zaś Marian Małowist (1909-1988) (5).

Morze Śródziemne nie jest zatem południową granicą geopolityczną Europy. Jest nią natomiast stanowiąca do dziś trudną do przebycia barierę naturalną Sahara. Po obydwu stronach tej w niewielkim stopniu zamieszkałej i zagospodarowanej strefy pogranicznej znajdują się odrębne i obce sobie światy etniczne i kulturowe, tworzące samodzielne i w zasadzie nie kontaktujące się ze sobą nawzajem systemy gospodarcze i polityczne. Sahara spełnia wobec Europy na południu podobną rolę, jak Syberia i Wielki Step spełniają wobec niej na wschodzie. Jest barierą naturalną tworzącą naturalny obszar pograniczny.

Europa jako wspólna przestrzeń historyczna

Europa jest dającą się wyodrębnić przestrzenią historyczną. Zachodzące w jej geograficznej przestrzeni zjawiska i procesy mają więcej wspólnego ze sobą nawzajem niż z analogicznymi zjawiskami i procesami zachodzącymi poza Europą. Możemy zatem mówić o wspólnej dla całego kontynentu „historii Europy”, podczas gdy podobny zabieg nie miałby sensu w odniesieniu do Azji, Afryki lub Ameryki prekolumbijskiej.

Europa jako wspólna przestrzeń tożsamości

Wspólna historia Europejczyków stała się podstawą do wyodrębnienia się ich wspólnej tożsamości. Mieszkańcy Europy postrzegają się jako przynależący do specyficznej przestrzeni geograficznej, historycznej, etnicznej i kulturowej. Nic podobnego nie znajdziemy wśród ludów zamieszkujących Afrykę lub Amerykę w okresie przedkolonialnym. W Azji istnieją odrębne i obce sobie światy Dalekiego Wschodu, Indii, Persji, krajów arabskich oraz turańskich. Brak jedności politycznej uczynił poczucie tej wspólnej tożsamości europejskiej słabszym niż na przykład wśród mieszkańców Chin, bynajmniej go jednak nie wyrugował.

Europa jako wspólna przestrzeń etniczna

Zagęszczenie i wzajemne nakładanie się na siebie zjawisk i procesów historycznych zachodzących w Europie uczyniło z niej przestrzeń etniczną. Europę zamieszkują przede wszystkim ludy indoeuropejskie posługujące się głównie językami z tej właśnie grupy. Twierdzenie to, podobnie jak każde inne dotyczące geopolityki, trzeba traktować jednak bardziej jako statystyczne i określające prawdopodobieństwo niż deterministyczne. W historii Europy uczestniczyły również ludy semickie, turańskie, ałtajskie, ugrofińskie, uralskie oraz ludy posługujące się językami praindoeuropejskiego substratu językowego. Do dziś zamieszkują one zresztą peryferia Europy.

Z drugiej strony, języki i etnosy indoeuropejskie nie ograniczają oczywiście zasięgu swojego występowania do Europy. Czynniki etniczne ani językowe nie są zatem czynnikami wyróżniającymi Europę spośród innych regionów świata. Są one jednak jej elementem koniecznym, gdyż Europa zdominowana etnicznie przez ludy odmienne od indoeuropejskich i posługujące się językami z grupy innej niż grupa języków indoeuropejskich nie byłaby już Europą. Kryterium etnolingwistyczne jest zatem bardzo wyraźnym kryterium dystynktywnym europejskości. Etnosy nieindoeuropejskie uczestniczyły w historii Europy, jednak jako mniejszościowe i peryferyjne.

Europa jako wspólna przestrzeń kulturowa

Wspólna przestrzeń i wspólna historia stworzyły ramy dla powstania w Europie rodzin powiązanych ze sobą i nawzajem na siebie oddziałujących kultur. Spokrewnione lub spowinowacone ze sobą europejskie rodziny kulturowe tworzą zjawisko podobne spokrewnionym lub spowinowaconym ze sobą europejskim rodzinom etnolingwistycznym. Mamy zatem w Europie kultury łacińskie w ich odmianie romańsko-śródziemnomorskiej i orientalnej, mamy kultury germańskie, mamy kultury prawosławne, mamy też kultury celtyckie i rozmaite kultury peryferyjne (np. lapońską lub kultury osiadłych w Europie napływowych etnosów semickich).

Europa jako wspólna przestrzeń wyznaniowa

Kształtowaniu się europejskiej tożsamości towarzyszyło w zasadzie od początku chrześcijaństwo. Stąd trudno wyobrazić sobie Europę bez chrześcijaństwa, choć nie jest to całkowicie niemożliwe. Chrześcijaństwo jest religią pochodzenia semickiego i na terenach dzisiejszej Europy ma charakter napływowy. Jego introdukcji towarzyszyło jednak kształtowanie się ogólnoeuropejskiej tożsamości, stąd stało się ono integralną składową tej tożsamości. Uniwersalizm chrześcijański stał się punktem wyjścia dla wytworzenia ponadetnicznej i ponadregionalnej tożsamości europejskiej. Z drugiej strony, bariery naturalne i presja pozaeuropejskich organizmów politycznych w okresie formacyjnym tej tożsamości ograniczyły możliwość ekspansji wspólnot chrześcijańskich i samego chrześcijaństwa poza Europę. Stąd właśnie stało się ono matrycą formowania się tożsamości europejskiej.

Chrześcijaństwo od początku obecne było jednak także daleko poza Europą (Etiopia, Armenia, istniejące pomiędzy VI a XIV w. chrześcijańskie królestwa południowego Sudanu) a w epoce nowożytnej na dobre rozszerzyło się na inne kontynenty. Chrześcijaństwo jest religią uniwersalną i potencjalnie zdolną przenikać wszystkie kultury świata. Nie jest zatem związane z etnosami ani z kulturami Europy i choć ono samo wydaje się nieodłącznym elementem Europy takiej jaką ukształtowała ją jej dotychczasowa historia, o tyle Europa nie jest elementem koniecznym dla chrześcijaństwa i doskonale można sobie wyobrazić rozwój i kwitnienie tej religii z pominięciem Europy.

Idąc w kierunku historii kontrfaktycznej można też jednak zaryzykować twierdzenie, że choć chrześcijaństwo wtopiło się w tożsamość europejską, wcale jednak stać się tak nie musiało. Europa rozumiana jako dająca się wyodrębnić przestrzeń kulturowa i etniczna jest możliwa do wyobrażenia także bez chrystianizacji. Otwartym pozostaje natomiast pytanie, czy bez chrześcijaństwa byłoby możliwe powstanie tożsamości europejskiej, choćby nawet w jej obecnym szczątkowym kształcie. Francuski antropolog kulturowy Marc Augé (ur. 1935) wiąże pogaństwo z tym co materialne, konkretne i partykularne (6). Stąd problematyczne mogłoby się okazać w przypadku braku chrystianizacji tworzenie się tożsamości zbiorowych wychodzących ponad tożsamości etniczne i regionalne (np. germańskie, słowiańskie, celtyckie).

Nie jest chyba przy tym przypadkiem, że szersze użycie pojęcia „Europa” zaczyna się dopiero wraz z nowożytną fragmentacją Christianitas przez wyłaniające się z Kościoła rzymskiego sekty protestanckie. „Europa” miała zatem suplementować rozbitą przez Reformację wspólnotę chrześcijańską. Tożsamość europejska była tożsamością rozbitej przez rewolucję protestancką zachodniochrześcijańskiej wspólnoty ideowej. Pojęcie „Europy” nie denotowało już, jak w przypadku pojęcia „Christianitas”, wspólnoty ideowej i w jakiejś mierze też politycznej, lecz jedynie wspólnotę przestrzeni, wspólne korzenie historyczne, a także rodzinę powiązanych ze sobą kultur. Możliwe też okazało się objęcie nowym terminem również wschodnioeuropejskich państw prawosławnych które wcześniej do zachodnioeuropejskiej romańskiej Christianitas pozostawały w stosunku takim jak Gruzja czy Armenia.

Personalistyczny duch Europy

Żaden z wymienionych wyżej czynników nie jest cechą dystynktywną Europy. Tożsamość europejską wyróżnia specyficzna dla niej kompozycja ich wszystkich. Poszczególne składowe tej kompozycji należące raczej do sfery społecznej niż przyrodniczej mają jednak charakter zmienny. Sama kompozycja zatem również nie jest wartością stałą lecz kategorią dynamiczną. Począwszy od Renesansu możemy na przykład obserwować postępującą laicyzację, czyli zmniejszanie znaczenia komponenty chrześcijańskiej. Oznaczałoby to jednak, że europejskość jest przypadkową konstelacją nakładających się na siebie niestałych elementów, tak więc czymś historycznie względnym i w gruncie rzeczy pozbawionym esencji. Żeby nadać europejskości rzeczywiście dystynktywną treść, poszukać musimy czegoś, co byłoby stałą i niezmienną istotą europejskości, tak więc ekskluzywnym jej elementem. Innymi słowy, musimy znaleźć esencję europejskości.

Takim czynnikiem dystynktywnym dla głównego nurtu kultury europejskiej wydaje się być personalizm. Jest on obecny w koncepcjach antropologii filozoficznej wypracowanych na gruncie zarówno tradycji chrześcijańskiej i postchrześcijańskiej jak i w pismach tradycjonalistów pogańskich jak Julius Evola (1898-1974) (7). Za główny czynnik odróżniający Europę od Azji uznaje go Ernst Jünger (1895-1998) (8). Z przeciwnej strony potwierdzenie tej różnicy znaleźć można w manifeście i wypowiedziach padających z kręgu Eurazjatyckiego Związku Młodzieży, w szeregach którego dąży się do unicestwienia osobowości i przekształcenia adeptów eurazjatyzmu w ideologiczne memoboty (9). Koncepcja której hołdują działacze eurazjatyccy bliższa jest przez to choćby rewolucyjnemu cynizmowi Siergieja Gienadiewicza Nieczajewa (1847-1882) niż europejskiej koncepcji „żołnierza politycznego” Dereka Hollanda.

Personalizm zakłada, że każdy człowiek jest niepowtarzalną i co za tym idzie niezastępowalną osobą. W porządku personalistycznym zatem każdy jest sobą i zajmuje specyficzne dla siebie miejsce w społeczeństwie oraz ma do odegrania tylko dla niego przeznaczoną rolę społeczną. Porządek społeczny jest wewnętrznie zróżnicowany i hierarchicznie uwarstwiony, stabilność jego ufundowana jest zaś na autorytecie. Źródłem autorytetu jest właśnie rozpoznanie osobowej natury człowieka i uznanie dla osobniczych cech poszczególnych ludzi, którzy przez wzgląd na nie zajmują takie a nie inne miejsce w społeczeństwie. Osobowość człowieka także jest wewnętrznie niejednolita, składając się z ciała, duszy oraz ducha.

Nasilenie rozmaitych cech poszczególnych elementów natury człowieka pozwala przypisać go do odgrywania odpowiedniej dla niego roli społecznej i odpowiedniego dla niego miejsca w społeczeństwie. Osobowa natura człowieka wymaga osadzenia konkretnej osoby w kontekście społecznym. Natura ta realizuje się poprzez obecność człowieka w społeczeństwie będącym kompozycją rozmaitych wspólnot ludzkich. Konsekwencją personalizmu są zatem wspólnotowość i hierarchia.

Kultura europejska ukierunkowana jest zatem na uwypuklanie tego, co ludzi różnicuje i nadaje im osobową specyfikę. Akcentuje się w niej różnicującą formę, nie zaś najniższy wspólny materialny mianownik. Kultura Europy akcentuje wyższe i bardziej złożone komponenty natury człowieka. Różni się tym choćby od mentalności północnoamerykańskiej, akcentującej raczej to co u wszystkich ludzi jest takie samo, co czyni ludzi wymiennymi i zastępowalnymi. Duch Europy wyraża się w tym co osobowe, różnicujące, szczególne i niepowtarzalne.

Europa jako mozaika etniczna

Europejski personalizm znajduje swój odpowiednik w mozaice etnicznej Kontynentu. Znani eseiści drugiej połowy XX w. Milan Kundera (ur. 1929) (10), György Konrád (ur. 1933) i János Kis (ur. 1943) wskazywali na afirmację zróżnicowania narodowościowego środkowej Europy jako na cechę odróżniającą ją od Eurazji. Te same wnioski na całą Europę rozciągnęli Piotr Kuncewicz (1936-2007) (11) i Edmund Lewandowski (ur. 1946) (12). Na znaczenie etniczności dla tożsamości europejskiej wskazują również współcześni francuscy identytaryści i związani z tym środowiskiem myśliciele jak Guillaume Faye (ur. 1949), Pierre Vial (ur. 1942), Jean Mabire (1927-2006) i inni.

Europa jako kompozycja regionów

Jeszcze jednym wyrastającym z personalizmu elementem europejskiej konstytucji jest regionalizm. Tu również należy wymienić inspirowanych kulturą niemiecką autorów francuskich, którzy w swoich pracach podważali nacjonalistyczną teorię u ujednoliceniu mieszkańców państwa narodowego według jednego narodowego szablonu. Centralizmowi jakobińskiej koncepcji État-nation przeciwstawiali się Olier Mordrel (1901-1985), Marc Augier (1908-1990), Maurice Martin (1920-2002) czy wreszcie Alain de Benoist (ur. 1943). Europejczyk to ktoś należący do jednego z etnosów indoeuropejskich i zakorzeniony w jednej z europejskich „małych ojczyzn” (heimat).

Europa jako przestrzeń zakorzenienia

Jego mentalność dobrze oddał Carl Schmitt (1888-1985) w swojej teorii partyzanta (13). „Partyzant” to figura właściwa dla kontynentalnych społeczeństw europejskich. Walczy na swojej ziemi z którą jest organicznie związany. Kolejną cechą natury Europejczyka jest bowiem zakorzenienie. Europejczyk związany jest z miejscem swojego narodzenia i życia. Jak trafnie ujął to kolumbijski reakcjonista Nicolás Gómez Dávila (1913-1994), jego ojczyzna rozciąga się tak daleko jak horyzont widnokręgu dostrzegany ze wzgórza na którym wznosi się jego dom. Oznacza to, że Europejczyk – w przeciwieństwie do ludów stepowych – jest wrośnięty w konkretną ekumenę etniczną i przyrodniczą, w konkretny krajobraz i okolicę. Nie jest koczownikiem ani żeglarzem tylko rolnikiem.

Europa jako przestrzeń zróżnicowana

Patriotyzm europejski to patriotyzm przestrzeni szytych na ludzką miarę, patriotyzm ojczyzn z którymi wyrosły w nich człowiek jest organicznie zrośnięty (patries charnelles) i metafizycznie do nich przypisany. Zróżnicowanie fizycznogeograficzne Europy pozwala w niej wyodrębnić wiele posiadających swoją specyfikę i osobliwą naturę krajów. Do czasu rewolucji przemysłowej i kolejnych fal globalizacji w tych małych i zamkniętych ekumenach żyły różnicujące się wobec siebie etnosy i społeczności regionalne. Dziedzictwo Europy to właśnie mozaika takich małych ojczyzn i niepowtarzalnych oraz niezastępowalnych społeczności. Niczego podobnego nie znajdziemy w Eurazji ani na zasiedlonych przez Arabów, Berberów i Żydów pustyniach.

Polimorficzność, różnorodność, zróżnicowanie form obecnych w Europie jest zatem jej właściwą naturą. Europa jest lepsza i stoi wyżej od innych ludów i kultur, ponieważ w jej naturze więcej jest formy niż materii. W arystotelesowksiej i tomaszowej hierarchii bytów esencja europejska zajmuje zatem wyższe miejsce od esencji innych ludów i kultur. Europa jest koroną stworzenia i zwieńczeniem cywilizacji ludzkiej. Prezentuje sobą najwyższy stopień rozwoju ludzkiego ducha. Brytyjski socjolog Anthony Giddens (ur. 1938) wskazuje (14) właśnie na pluralizm i wewnętrzną różnorodność jako na podnoszące wewnętrzny dynamizm Europy i jako jej kluczowy atut w epoce ponowoczesnej. Do podobnych wniosków dochodzi (15) Zygmunt Bauman (ur. 1925).

Imperium jako polityczny ideał Europy

Na pytanie o specyficznie europejski model polityczności, odpowiedzieć więc można wskazując na polityczny ideał Imperium, w którym maksymalizacji ulega skoncentrowana w osobie suwerena polityczność, oparciem dla władzy suwerena jest wewnętrznie zróżnicowana podstawa fizyczna w postaci różnorodnych ziem i zamieszkujących je ludów. Imperium łączy polityczny uniwersalizm z afirmacją regionalnej różnorodności. Jest formą ideokracji. Swoją legitymizację Imperium czerpie „z góry”, będąc dzięki temu niezależnym od kształtowanej przez siebie materii społecznej. Ujednolicenie i zjednoczenie poddanych byłoby wręcz dla Imperium niebezpieczne, gdyż tworzyłoby dla niego przeciwwagę w postaci jednorodnego demosu mogącego zacząć domagać się dla siebie politycznej podmiotowości.

Imperium jest więc przeciwieństwem państwa narodowego, gdyż państwo narodowe czerpie swoją legitymizację „z dołu”. Imperium dąży tymczasem do zróżnicowania i pluralizacji swoich poddanych, gdy państwo narodowe dąży do ich ujednolicenia i przekształcenia w polityczny monolit. Imperium jest pojęciem z obszaru archaicznej filozofii politycznej, gdy tymczasem idea państwa narodowego jest tworem nowożytnym, zaś jego praktyka – zjawiskiem nowoczesnym. Jak zauważyli w swoich pracach przywoływani tu J. Evola (16) i A. G. Dugin (17), w figurze Imperium wyraz swój znajduje pierwiastek męski, solarny i uraniczny, gdy tymczasem pojęcia narodu, nacjonalizmu i państwa narodowego związane są z elementem matriarchalnym, lunarnym i chtonicznym.

Interesującej teoretyzacji pojęcia imperium dokonują w odniesieniu między innymi do historycznej Europy Barry Buzan (ur. 1946) i Richard Little (18). Charakteryzując imperium, piszą że imperia „nie miały ani sztywnych granic geograficznych, ani tego samego poziomu wewnętrznej kontroli politycznej. Można je przedstawić jako układające się koncentryczne sfery kontroli, począwszy od zupełnej absorpcji w samym centrum, poprzez różne stopnie kontroli nad polityką zagraniczną, wojskową i wewnętrzną w obszarach pośrednich, aż po zwykłą hegemonię na najdalej położonych peryferiach. Nie było to jednolite panowanie w ramach ustalonych granic, im obszar był bowiem bardziej oddalony od centrum, tym kontrola nad nim słabsza. Obejmowały całe spektrum jednostek, od zupełnie podporządkowanych, poprzez półniezależne, aż po w pełnie niepodległe, lecz związane silnym wpływem”.

Do dzisiejszej Unii Europejskiej teorię tę przykłada Jan Zielonka: Unia Europejska „Staje się policentrycznym podmiotem państwowym, który raczej kontroluje niż penetruje swoje otoczenie. Jego stałą cechą jest istnienie różnych nakładających się na siebie instytucji policyjnych i wojskowych, zarówno narodowych jak i ponadnarodowych. (…) Unia upodabnia się do imperiów, które istniały wiele wieków wcześniej. Jej wielopoziomowe rządy przypominające koncentryczne kręgi, jej rozmyte granice, kontrola otoczenia zewnętrznego za pomocą „miękkich” instrumentów – wszystko to przywodzi na myśl system, który istniał w średniowieczu przed powstaniem państw narodowych, demokracji i kapitalizmu. (…) Unia będzie miała raczej nieostre i zmienne strefy graniczne, a nie wyraźne i stałe linie graniczne, jak to przewidziano w Schengen. Wskutek tego prawdopodobnie nie powstanie wcale „europejska twierdza”, ale „europejski labirynt”. W owym „europejskim labiryncie” poszczególne obszary prawne, gospodarcze, kulturowe i dotyczące bezpieczeństwa będą się przypuszczalnie rysowały odrębnie, rozkwitnie współpraca transgraniczna, a podział na to, co wewnątrz i to, co na zewnątrz zostanie zatarty. Z czasem granice UE stracą zapewne cechy terytorialne, fizyczne i staną się niedostrzegalne. Nie będą przypominały ufortyfikowanych linii w terenie, ale upodobnią się do stref zamieszkałych przez mieszaną ludność o różnych tożsamościach. Będą to więc raczej granice neośredniowiecznej Europy niż Europy westfalskiej. Pojęcia linearnej granicy nie znano w średniowieczu; granice były stosunkowo otwarte i traktowano je bardziej jako strefy geograficzne niż ostro wytyczone linie. Co więcej, w owych czasach granice administracyjne, gospodarcze, militarne i kulturowe w zasadzie wcale się nie pokrywały”(19).

Cechą ponowoczesnego systemu ustrojowego Unii Europejskiej będą zatem:

  • płynne i półotwarte granice; różnicujące jej poszczególne części rozbieżności społeczno-gospodarcze;
  • zróżnicowanie tożsamości kulturowych;
  • niepokrywanie się ze sobą domen władczych i funkcjonalnych w obszarach prawa, administracji, gospodarki i wojskowości;
  • przenikanie się różnych typów jednostek politycznych i rozmaitych podległości;
  • zmienna geometria instytucjonalna;
  • nieostry podział na centrum i peryferie europejskiego imperialnego systemu politycznego;
  • redystrybucja oparta o wspólnotę interesów w ramach różnych zobowiązań transnarodowych;
  • wielość zachodzących na siebie typów obywatelstwa przypominających nakładanie się na siebie zależności feudalnych w Średniowieczu;
  • zróżnicowane zakresy suwerenności rozmaitych podmiotów w różnych obszarach funkcjonalnych i terytorialnych;
  • wielość częściowo pokrywających się instytucji militarnych i policyjnych.

Helen Wallace (ur. 1946) twierdzi że elementy „neośredniowieczne” w systemie unijnym będą przenikały się z elementami właściwymi superpaństwu typu federalnego. Zatem przyszłość Unii będzie wypadkową wektorów sił popychających ją w stronę systemu nowoczesnego (państwo narodowe typu westfalskiego) i ponowoczesnego (Imperium). Europa będzie posiadała cechy obydwu tych modeli.

Wyzwanie polityczności

Wyzwaniem politycznym z jakim zmierzyć się będzie musiała Europa będzie wyzwanie polityczności. Zauważył to Erik Holm wskazując (20) że bez powstania scentralizowanej na poziomie imperialnym polityki monetarnej oraz bezpieczeństwa i zagranicznej, Unia nie zyska rzeczywistej podmiotowości polityczno-międzynarodowej. Pierwszy z tych postulatów został zrealizowany 1 stycznia 2002 roku, drugi jednak wciąż czeka na urzeczywistnienie. E. Holm uważa, że Imperium Europejskie zyska sens wówczas, gdy stanie się także europejskim mocarstwem. Jest to konstatacja słuszna, bo też świat stosunków międzynarodowych wciąż jest stanem anarchii międzynarodowej, w którym ostatecznym argumentem przetargowym pozostaje siła.

Europa, chcąc zabezpieczyć swoją tożsamość, będzie musiała być zdolna do użycia siły. Tak jak chce zatem duński badacz, Europa musi stać się nie tylko Imperium, ale też mocarstwem, to zaś wymaga wyłonienia spersonalizowanego ośrodka władzy i koncentracji w jego rękach szeroko pojętej siły. Zmienna geometria instytucjonalna, policentryczność ośrodków władzy i zasada pomocniczości muszą zostać uzupełnione figurą silnego władcy Europy.

By odpowiedzieć na wyzwanie polityczności, Europa powinna zwrócić się w stronę politycznego platonizmu (21). Oznaczałoby to merytokratyczny i inicjacyjny system rządów w którym awans do elity uwarunkowane byłoby spełnieniem określonych wymogów moralnych, intelektualnych i posiadaniem określonego dorobku. System opierać się powinien na zasadzie odgórnej nominacji i kooptacji do coraz bliżej politycznego centrum usytuowanych rang, posiadanie których uprawniałoby do dostępu do informacji i władzy. Zwornikiem systemu powinien być imperator mianujący wedle swej woli swojego następcę. Całkowicie wyeliminować należałoby wszelkie ciała parlamentarne a także instytucję wyborów powszechnych i glosowania powszechnego. Europejska doktryna politycznego platonizmu powinna zatem udoskonalić i oczyścić z obecnych w oryginale błędów projekt ustrojowy którego autorem był polski przedstawiciel faszyzmu Bolesław Piasecki (1915-1979) (22).

Wyzwanie postmodernizmu

Kolejnym wyzwaniem będzie wyzwanie postmodernizmu. Jego założeniem jest relatywizacja i subiektywizacja wszelkich kategorii. W stosunku do kategorii nowoczesnych jak państwo, naród, suwerenność, rodzina nuklearna i podobne wpływ postmodernizmu może być o tyle cenny, że opróżnia przestrzeń dla kategorii archaicznych i tradycyjnych, do tej pory spychanych na margines przez nowoczesność. Postmodernizm nie poprzestaje jednak na kwestionowaniu kategorii nowoczesnych, podważając też samo pojęcie obiektywności. W ten sposób staje się również zagrożeniem dla kategorii tradycyjnych i archaicznych.

Zastąpienie kategorii nowoczesnych ożywionymi kategoriami archaicznymi możliwe jest zatem jedynie na etapie przejścia międzyparadygmatycznego, w której paradygmat nowoczesny już został obalony, postmodernizm nie zyskał zaś jeszcze statusu nowego paradygmatu. Z chwilą okrzepnięcia postmodernizmu jako obowiązującego paradygmatu, czasowo opróżniona po usuniętym paradygmacie nowoczesnym przestrzeń znów zostanie zapełniona i kategorie archaiczne pozostaną na marginesie. Celem powinno być zatem zniszczenie nowoczesności jako paradygmatu, ale także niedopuszczenie by postmodernizm stał się paradygmatem epoki ponowoczesnej. Paradygmatem tym musi stać się tożsamość.

Wyzwaniem w epoce ponowoczesnej będzie zatem dla Europy budowa ładu tożsamościowego. Ład ten musi zabezpieczać wertykalny i horyzontalny pluralizm europejskich tożsamości. Tożsamości te muszą być przy tym denominowane w obrębie paradygmatu perennialistycznego i prymordialistycznego, nie zaś konstruktywistycznego i modernistycznego. Innymi słowy, muszą być tożsamościami naturalnymi i przyrodzonymi, nie sztucznymi i wydumanymi. Tożsamości te narastać zatem powinny wokół osób oraz wspólnot naturalnych i pierwotnych.

Wspólnotami tymi są wspólnoty wyrosłe na bazie wspólnego pochodzenia (ethnos), wspólnego miejsca zamieszkania (locus) i wspólnej kultury (ethos). Są one wspólnotami pierwotnymi w rozumieniu socjologicznym, gdyż stają się poprzez bezpośrednie relacje pomiędzy ich członkami. Winny to zatem być wspólnoty genealogiczne, terytorialne i kulturowe. Klasyfikują się tu klany i etnosy jako wspólnoty genealogiczne niższego i wyższego szczebla, oraz gminy i kraje jako wspólnoty terytorialne niższego i wyższego szczebla. Przy czym wspólnoty terytorialne mają szerszy zakres niż wspólnoty genealogiczne, ponieważ wiele różnych wspólnot genealogicznych żyć może jako jedna wspólnota terytorialna (tzn. wiele klanów zamieszkiwać może jedną gminę, wiele etnosów zaś jeden kraj).

Europejski ład tożsamościowy wymagał będzie także wzmocnienia samej tożsamości europejskiej, tak więc budowie tego rodzaju Europy, którą można by nazwać „europejską Europą”. Sprzyjałaby temu na pewno wspólny język, znajomość którego byłaby warunkiem kooptacji do elity imperialnej i partycypowania w imperialnych procesach politycznych. Naturalnymi kandydatami do tej roli wydają się łacina oraz antyczna greka.

Języki te powinny językami komunikacji międzyetnicznej w Unii i pełnić rolę języków wykładowych na europejskich uniwersytetach. Powrót do łaciny i greki byłby symbolicznym powrotem do tradycyjnej tożsamości europejskiej. Dlatego przyjęcie łaciny i antycznej greki jako języków oficjalnych Unii Europejskiej byłoby pomysłem lepszym niż adaptowanie do tej roli języków sztucznych jak esperanto lub któregoś z nowożytnych języków narodowych, jak przed laty w odniesieniu do kastylijskiego (hiszpańskiego) na gruncie polskim postulował Tomasz Gabiś. Obok języków imperialnych mogłyby oczywiście istnieć języki ludowe oraz różne regionalne dialekty i gwary środowiskowe.

Pokusa europejskiego nacjonalizmu

Odrzucić trzeba natomiast dążenia do budowy superpaństwa narodu europejskiego – czy to w formie unitarnej czy federalnej. Projekty takie snuli nie tylko ojcowie dzisiejszej demoliberalnej Unii Europejskiej ale także powojenni faszyści i narodowi bolszewicy jak Oswald Mosley (1896-1980), Maurice Bardèche (1907-1998), Jean Thiriart (1922-1992) czy Luc Michel (ur. 1958).

Europejski demos jednak nie istnieje, zaś jego ewentualne zbudowanie wymagałoby powtórzenia nacjonalistycznej inżynierii społecznej tyle że tym razem na poziomie kontynentalnym. By europejski demos mówił jednym głosem i tym samym mógł być podmiotem władzy, trzeba by go wewnętrznie zuniformizować. Rousseańska volonté générale nie może być kakofonią odrębnych wspólnot mających rozbieżne lub nawet sprzeczne ze sobą cele, gdyż to doprowadziłoby do rozerwania rządzonego tak państwa (czy tez europejskiego superpaństwa) po szwach narodowych.

W tym sensie, nacjonalistyczna krytyka państw wielonarodowych jest słuszna. Nacjonaliści wychodzą jednak z błędnej przesłanki jakoby podmiotem władzy w państwie powinien być demos. Tak jest tylko w państwach nowożytnych. Imperium jest w to miejsce ideokracją opierającą się na monoidei i na osobie władcy oraz stosującą w praktyce rządów regułę divide et impera.

Wielka Europa

Sprostanie przez Europę wyzwaniu budowy porządku tożsamościowego, wyzwaniu przezwyciężenia nowoczesności i postmodernizmu oraz wyzwaniu budowy Imperium które byłoby zarazem mocarstwem uwarunkowane będzie geopolityczną integracją europejskiej przestrzeni kontynentalnej.

Dzięki ekspansji rosyjskiej na wschód prawosławno-słowiański wariant kultury europejskiej sięgnął aż po Cieśninę Behringa, deltę Amuru i wybrzeża Morza Ochockiego. Jak skonstatował Halford John Mackinder (1867-1941), kontrolowane przez Rosję obszary syberyjskie stanowią przy tym istotną część Heartlandu spełniającego rolę geograficznej osi obrotowej, panowanie nad którym jest punktem wyjścia do osiągnięcia preponderancji na obszarze Wielkiej Wyspy, a zatem także świata.

Innymi słowy, Europa chcąc zrealizować na poziomie materialnym swoje duchowe pierwszeństwo wśród kultur i ludów świata, chcąc zatem stać się jedynym prawdziwym Imperium, musiała będzie zintegrować geopolitycznie przestrzeń pomiędzy Atlantykiem a Władywostokiem.

Najpewniejszą do tego drogą wydaje się być budowa Wielkiej Europy poprzez „integrację integracji” (23), czyli integrację wertykalnie złożoną. Integrować ona powinna Unię Europejską i Unię Eurazjatycką w jeden podmiot w postaci Wielkiej Europy (integracja wyższego rzędu), podczas gdy równocześnie powinna pogłębiać się integracja zarówno UE jak i UEA traktowanych oddzielnie (integracje niższego rzędu).

Wielka Europa będzie zatem Europą od Atlantyku po Pacyfik, Europą od Reykjaviku po Władywostok. Jest ona przeciwieństwem koncepcji Europy atlantyckiej mającej się rozciągać od Kalifornii po Don, od San Francisco po Charków. Europa atlantycka to koncepcja w rzeczywistości antyeuropejska, gdyż dzieląca Europę i legitymizująca poddanie jej zachodniej części kolonialnej dominacji USA, zaś części wschodniej nękanie nieustanną destabilizacją która ma doprowadzić do jej dalszej politycznej fragmentacji. Europa atlantycka jest liberalną talassokracją zwróconą duchowo na Zachód. Postuluje ją Zbigniew Brzeziński (24) (ur. 1928) a popierają polskie elity polityczne.

Będąca jej przeciwieństwem Wielka Europa byłaby natomiast europejską Europą. Byłaby tellurokracją duchowo zwróconą ku Wschodowi, zaś swoją geopolityczną preponderancję w świecie opierającą na włączeniu Heartlandu. Europa europejska to też Europa postliberalna, odradzająca się w swej naturalnej tożsamości po odrzuceniu popkultury, globalizacji, liberalizmu, kapitalizmu i demokracji. Europejska Europa jest Europą tożsamościową. Dla pracy nad jej zbudowaniem warto byłoby powołać transkontynentalny Ruch Wielkiej Europy.

Blok Kontynentalny

Wielka Europa nie będzie jednak mieć stabilnej granicy południowej, dopóki nie oprze jej na Saharze i górach Tien-Szan na południu oraz nie uzyska wyjścia na Zatokę Perską i Morze Arabskie. Różnice wyznaniowe, etniczne i historyczne pomiędzy krajami muzułmańskimi a europejskimi są jednak zbyt wyraźne, by rozważać bezpośrednie ich włączenie do Wielkiej Europy.

Zgodnie z logiką Imperium potrzebne będą zatem rozmaite instytucje penetrujące, przy pomocy których kraje arabskie, turańskie i perskie można by związać z Wielką Europą, równocześnie ich do niej nie włączając. Właściwą formułą wydaje się Blok Kontynentalny, który rozciągałby się także na południowe i wschodnie kraje basenu śródziemnomorskiego oraz ewentualnie na kraje Azji Centralnej.

Symboliczną stolicą Bloku powinna stać się Jerozolima, której patriarcha powinien uzyskać symboliczną zwierzchność nad światem chrześcijańskim oraz która byłaby miejscem spotkania władców Europy, Eurazji i muzułmańskiej ummy. Wokół Bloku Kontynentalnego mógłby natomiast narastać nowy sprawiedliwy porządek globalny, o charakterze już nie liberalnym ale tożsamościowym.

Ronald Lasecki

- - -
tekst jest pisemną formą wystąpienia autora w ramach panelu „Jaka Europa?” zorganizowanego 31 marca 2015 r. przez korporację akademicką Arkonia

Przypisy:

1. J. Diamond, Strzelby, zarazki, maszyny. Losy ludzkich społeczeństw, Warszawa 2000.
2. Por. A. Dugin, Геополитика постмодерна. Времена новых империй. Очерки геополитики XXI века, Sankt-Petersburg 2007.
3. A. Dugin, Święci żandarmi Europy, http://www.konserwatyzm.pl/artykul/11734/swieci-za... (18.04.2015).
4. F. Braudel, Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II, t. 1-2, Warszawa 2004.
5. M. Małowist, Konkwistadorzy portugalscy, Warszawa 1976.
6. M. Augé, Duch pogaństwa, Warszawa 2010.
7. J. Evola, Revolt Against the Modern World, Rochester, Vermont 1995.
8. E. Jünger, Węzeł gordyjski. Eseistyka lat pięćdziesiątych, Warszawa 2013.
9. Na podst. korespondencji prywatnej z działaczami eurazjatyckimi.
10. M. Kundera, Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej, „Zeszyty Literackie” nr 5/1984.
11. Zob. P. Kuncewicz, Legenda Europy, Warszawa 2005.
12. Zob. E. Lewandowski, Pejzaż etniczny Europy, Warszawa 2004.
13. C. Schmitt, Теория партизана (tłum. Ю.Ю. Коринц), [w:] A. Dugin, Основы геополитики, Moskwa 1997, http://www.arctogaia.com/public/osnovygeo/schmitt-... (31.03.2015).
14. Zob. A. Giddens, Europa w epoce globalnej, Warszawa 2009.
15. Zob. Z. Bauman, Europa, niedokończona przygoda, Warszawa 2005.
16. J. Evola, dz. cyt., s. 21-29, 302-312; Tenże, Men Among the Ruins. Post-War Reflections of a Radical Traditionalist, Rochester, Vermont 2002, s. 122-133.
17. A. Dugin, Erotyzm i imperium (tłum. R. Lasecki), „Reakcjonista” nr XII/jesień 2011, s. 33-39.
18. B. Buzan, R. Little, Systemy międzynarodowe w historii świata, Warszawa 2011, s. 232.
19. J. Zielonka, Europa jako imperium. Nowe spojrzenie na Unię Europejską, Warszawa 2007, s. 2, 5.
20. E. Holm, The European Anarchy:Europe's Hard Road into High Politics, Copenhagen Business School Press 2001.
21. A. Dugin, Политический платонизм и его онтологические основания, http://www.platonizm.ru/content/dugin-politicheski... (31.03.2015).
22. Zob. A. Jaszczuk, Ewolucja ideowa Bolesława Piaseckiego 1932-1956, Warszawa 2005, s. 33-37.
23. Zob. P. Piatrouski, Интеграция интеграций: Дорожная карта по преодолению украинского кризиса, http://cytadel.org/articles/integratsiya-integrats... (31.03/2015).
24. Z. Brzeziński, Wielka szachownica, Warszawa 1998, s. 57-87.

na ile punktów oceniasz artykuł? : 

Twoja ocena: brak
0
Jeszcze nie oceniano

Dyskusja

oto pioszo54

tl;dr

:)

oto adolfina

Ile w tym madrości

ł

Ład ten musi zabezpieczać wertykalny i horyzontalny pluralizm europejskich tożsamości. Tożsamości te muszą być przy tym denominowane w obrębie paradygmatu perennialistycznego i prymordialistycznego, nie zaś konstruktywistycznego i modernistycznego

Wzorcowy przykład bełkotu połączonego z efekciarstwem.

Kuriozum- stolicę Wielkiej Europy u pejsatych?
Panie, nie łacinę a hebrajski...

oto Eowina

Bronię Autora. Zrobił duży wysiłek opracowania

materiału. Czytanie, analiza i przemyślenia pogłębiają wiedzę i kształtują poglądy. Można nie podzielać poglądow Autora, ale trzeba mieć szacunek dla pracy. Nie każdego na to stać. Podoba mi się próba tworzenia nowych koncepcji i odejście od stereotypów i jeżeli są to orginalne koncepcje Autora, to ma moje gratulacje. Jeżeli nawet nie są orginalne, to ciekawe jest ich zaprezentowanie na forum.

oto Krzych Adam

Hmm?

Dopełnienie przestrzeni imperialnej i stabilizacja południowej granicy Wielkiej Europy możliwa stanie się dzięki nawiązaniu bliskich stosunków z muzułmańską ummą.

A nie lepiej byłoby się raczej od tej ummy jakoś odgrodzić? I aż takich bliskich stosunków nie mieć? Tak jakoś jest lepiej kiedy "dar al-islam" i "dar al-harb" są od siebie oddzielone.

oto chłop jag

Mnie powyższe opracowanie przypomina

marzenia ściętej głowy - tołażysze.
Dlaczego?
Ano dlatego, że eurokołchoz wymyślono po to aby bez żadnych wstrząsów zlikwidować Europę białego człowieka i jego cywilizację - tołażysze.
Wniosek?
Obserwując najazd Afrykanów na Europę - nie bacząc, że ludzie setkami się topią - mówi nam, że pupile szatana bardzo się spieszą z likwidacją wspomnianej Europy białego człowieka - tołażysze.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.