Bezsens polskiej polityki demograficznej

W rozmaitych mediach coraz częściej mówi się i pisze o kryzysie demograficznym Polski, coraz częściej opowiada się nam o zbliżającym się „demograficznym tsunami”, pokazuje się wizje demograficznej półpustyni jaka czeka nasz kraj za 60 lat, apokaliptyczne sceny, gdy jeden pracujący (czyli składkowicz ZUS) będzie przypadał na 33 emerytów, etc.

Jestem jak najdalszy od wyśmiewania i banalizowania problemu i żart z poprzedniego akapitu – że jeden składkowicz ZUS będzie przypadał na 33 emerytów – bynajmniej mnie nie śmieszy. To raczej śmiech przez łzy. Problem w tym, że wszystkie przedstawiane receptury na zwiększenie dzietności Polaków, z których niektóre są nawet sensowne, mylą dwie podstawowe kategorie, a mianowicie zwiększenie dzietności polskich rodzin i poprawę sytuacji demograficznej Polski.

Otóż, wbrew temu co się w mediach pisze i mówi, wzrost dzietności wcale nie oznacza końca polskiego problemu demograficznego. Jeśli dla utrzymania „sztafety pokoleń” na jednakowym poziomie potrzeba, aby przeciętna kobieta urodziła 2,1 dziecka, to osiągnięcie tego współczynnika bynajmniej nie oznacza, że Polska przestanie się wyludniać. Gorzej, nawet osiągnięcie współczynnika 4,2 może nie zapobiec wyludnieniu naszego kraju. Dlaczego?

Dlatego, że współczynnik 2,1 tylko wtedy zapewni utrzymanie ludności kraju na niezmiennym poziomie, jeśli wszystkie dzieci pozostaną w kraju, a nie wyemigrują zeń do krajów zachodnich. Problem w tym, że temat ten jakby znikł w debacie nad demografią. W tej chwili w Polsce współczynnik ten jest o wiele za niski, gdyż wynosi ok. 1,5 dziecka na kobietę (dostępne mi dane mówią o 1,3 lub 1,6 – nie wiem, które są bliższe prawdy). W rzeczywistości realny współczynnik jest znacznie niższy.

Przecież pośród ok. 3 milionów ludzi, którzy wyemigrowali z Polski do zachodnich krajów starej Unii Europejskiej, przeważają nie ludzie w średnim wieku, nie renciści i emeryci, lecz ludzie młodzi, zwykle między 25 a 35 rokiem życia. Większość z nich albo do Polski już nigdy nie wróci, albo podejmie próbę nieudaną i powrócą do swoich nowych „ojczyzn”, nie mając nad Wisłą ani pracy, ani mieszkania, ani domu.

Warto by zmierzyć ten odsetek emigrujących, rekrutujących się z młodego pokolenia. Jeśli bowiem od wskaźnika dzietności na poziomie 1,5 odejmiemy te dzieci, które wszedłszy w dorosłe życie emigrują z naszego kraju, to rzeczywisty odsetek obniży się pewnie gdzieś do ok. 1,0. Osoby te wprawdzie nominalnie zachowują polskie obywatelstwo, ale rozwijają inne kraje, pracują na ich PKB, tam płacą podatki i składki emerytalno-rentowe. Państwo Polskie i naród polski nie mają z ich pracy żadnych korzyści.

Tylko ekipa Donalda Tuska ma z tego powodu na twarzy ironiczny uśmieszek, że wyeksportowawszy nadmiar siły roboczej „rozwiązuje” w kraju problem bezrobocia, co wycisza napięcia społeczne i pozwala rządzącym spokojnie patrzeć na następne wybory. Bo przecież tylko o wynik wyborczy tutaj toczy się gra!

W sytuacji, gdy 1/3 rodzących się dziś Polaków wyemigruje za granicę powoduje, że jakakolwiek polityka pro-natalistyczna pozbawiona jest sensu. Przy istniejącym bizantyjsko-socjalistycznym systemie podwojenie dzietności wcale nie spowoduje rozwiązania kryzysu demograficznego, a jedynie podwoi liczbę emigrantów do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Innymi słowy, w istniejącej infrastrukturze prawno-ekonomicznej wszelka kampania demograficzna może przynieść korzyść nie Polsce i Polakom, lecz Wielkiej Brytanii i Niemcom.

Oto z Polski przybędzie świeża fala tanich i nieźle wykształconych robotników. Anglicy i Niemcy nie będą musieli prowadzić wymyślnej polityki demograficznej, gdyż to Polacy zapłacą składki na niemieckie i angielskie emerytury. Ich dzieci zostaną zgermanizowane i zanglicyzowane i po polskości zostaną im tylko brzmiące odmiennie nazwiska.

Jest jeszcze gorzej, a mianowicie czynna polityka demograficzna ze strony Państwa Polskiego zwiększa jedynie podatki. Wyobraźmy sobie, że rząd osiągnął rzeczywisty sukces (tak, wiem, że to trudne do wyobrażenia) i dzietność podwoiła się. Ależ to by dopiero była katastrofa! Rzecz w tym, że polski podatnik zapłaciłby za becikowe, przedłużone zasiłki dla matek wychowujących dzieci. Będzie musiał zapłacić za setki tysięcy ewentualnych dzieci uczących się w żłobkach, przedszkolach, szkołach i na wyższych uczelniach. Na zwiększoną dwukrotnie liczbę dzieci musielibyśmy wydać gigantyczne pieniądze, aby je ubrać, wykarmić, zapewnić im edukację.

I co z tego, jeśli rządy PO-PiS-u nie są zdolne do stworzenia systemu gospodarczego w którym dzieci te, wszedłszy w dorosłe życie, znajdą pracę lub założą własną firmę. Przygnieciona podatkami, przepisami i biurokratami polska gospodarka nie wchłonie tych ludzi. Najpierw zwiększą armię bezrobotnych, a potem wyjadą do Berlina czy Londynu.

Dlaczego polskie kobiety mają rodzić dzieci dla niemieckich i angielskich przedsiębiorców? Dlaczego polscy podatnicy mają kształcić dzieci dla niemieckiej i angielskiej gospodarki? Dlatego, że od 25 lat kolejne rządy post-solidarnościowe nie są zdolne stworzyć w naszym kraju infrastruktury prawno-ekonomicznej, dzięki której nasz kraj rozwijałby się szybko. Polska stoi w miejscu, rozwija się wyłącznie dzięki dotacjom unijnym, gdyż rodzima przedsiębiorczość jest kompletnie spętana. Powstał obrzydliwy oligarchiczny system wzajemnej kolaboracji elit politycznych i wielkiego kapitału (w większości zagranicznego), który dąży do zniszczenia drobnej przedsiębiorczości i starannie dba, aby nigdy nie narodziła się polska klasa średnia – jedyna grupa społeczna zdolna do poprowadzenia państwa i narodu w XXI wiek.

Panowie Donald Tusk i Jarosław Kaczyński solidarnie odpowiadają za to, że w Polsce nie ma klasy średniej. W tej sytuacji walka o demografię nie ma sensu. Po co rodzić i wychowywać przyszłych emigrantów? Dlaczego mamy rodzić i kształcić przyszłych obywateli Niemiec i Wielkiej Brytanii?

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas!

Bezsens polskiej polityki demograficznej
http://www.konserwatyzm.pl/ar...

Głosów: 0
Tagi:

W tej sytuacji walka o

W tej sytuacji walka o demografię nie ma sensu.

Walka o demografie zawsze ma sens - gdy tylko nie jest pozorowana - tołażysze.
Wniosek?
Jednego możemy być pewni - mianowicie polska husaria nie pogoni już bisurmanów wzorem Jana III Sobieskiego - natomiast korzystna demografia w Polsce może zahamować najazd tychże bisurmanów - tołażysze - dopóki Niemcy i nie tylko Niemcy na powrót odzyskają rozum. Będzie to i tak istotny wkład w dobro Europy białego człowieka.

chłop jag

Czasy się zmieniły

Czasy się zmieniły, co raz więcej z nas nie jest zainteresowanych dziećmi.
Trzeba przyjąć do wiadomości, że systemy emerytalne będą bankrutować. I w tej sytuacji należało by np. zmienić system monetarny na oparty na złocie - co sprawiło by oszczędzanie na starość opłacalnym.

zmienić system monetarny na

zmienić system monetarny na oparty na złocie - co sprawiło by oszczędzanie na starość opłacalnym.

Jak opierać system monetarny na złocie, jeżeli się nie posiada złota?

To jest: Dubitacjusz

Ile złota byłoby potrzeba do pokrycia podaży pieniądza?

Dawno temu na forum michalkiewicz.pl to sobie przeliczałem. Teraz nie mam czasu, ale może ktoś znajdzie podaż pieniądza w RP i cenę kg złota.

I co z tego, jeśli rządy

I co z tego, jeśli rządy PO-PiS-u nie są zdolne do stworzenia systemu gospodarczego w którym dzieci te, wszedłszy w dorosłe życie, znajdą pracę lub założą własną firmę

Dzisiaj dokładnie widzimy, że swego czasu nawołując do głosowania na PO zrobił Pan z siebie idiotę, a dzisiaj takimi stwierdzeniami, próbuje ratować resztki twarzy..
Otóż informuję Pana, że PiS swego czasu taki system stworzył, jednak zbyt krótko rządził, by dało to trwałe efekty.

W 100% zgadzam się z tymi poglądami

W programie PiS 2014 stoi zapis, że rząd da 500 zł miesięcznie na każde dziecko. Biorąc pod uwage, że przeciętnie w każdej rodzinie jest ponad 1 dziecko, oznacza to ni mniej więcej, że każda rodzina zostanie obciążona dodatkowym podatkiem w wysokości 500 zł po to, aby otrzymac "dotację" w wysokości 500 zł.
Jest to pomysł z gatunku "perpetuum mobile", którego bilans ekonomiczny oscyluje wokół zera. Zakładam, że rząd nie zamierza finansować tego pomysłu z dodruku karteczek zwanych biletami NBP, ale nie będąc prorokiem nie mam pewności, czy takie rozwiąznie nie jest powaznie rozważane przez medrców PiSowskich.
Są w POlsce ludzie uważający, że to rząd jest od kreowania pieniądza i skoro sa odpowiednie prasy, to trzeba je puścić w ruch aby każdemu według potrzeb...

Mar.Jan

To jest: Dubitacjusz

Pomysł jest oczywiście zły, ale argumentacja też ma wadę

Sensem redystrybucji są przepływy.
To, że rodzina średnio ma jedno dziecko, nie znaczy, że każda rodzina ma jedno dziecko.

każda rodzina zostanie obciążona dodatkowym podatkiem w wysokości 500 zł po to, aby otrzymac "dotację" w wysokości 500 zł.

Per saldo na plus wyjdą biedne wielodzietne rodziny, na minus rodziny bogate, single i bezdzietni.

Zdaję sobie z tego sprawę, ponieważ sam mam 5 dzieci

ale z punktu widzenia gospodarki jest to gra o bilansie 0 a nawet mniej biorąc pod uwage koszty zarządzania taka operacją redystrybucji.
To czego Polsce potrzeba, to nie lepsza dystrybucja dochodów tylko radykalne zwiększenie dochodu narodowego. A to da się osiągnąć wyłącznie na drodze zmniejszania podatków i usuwania barier gospodarczych, czyli przez liberalizację i wolny rynek.
Nikt jeszcze od początków gospodarki towarowo-pieniężnej nie wymyslił innego sposobu.
Tzn. sa inne sposoby: można też znaleźć kopalnię złota, ropy naftowej lub gazu ziemnego w pokładach łupków. Tylko znowu powastałby problem jak spozytkowac nowe pieniądze. Jesli na konsumpcje - to zostana przejedzone. A zeby dały sie wydac na inwestycje, trzeba stworzyć system zachęt do inwestowania i wracamy do problemy liberalizacji gospodarki, obniżenia podatków i wolnego rynku.

Mar.Jan

Biorąc pod uwage, że

Biorąc pod uwage, że przeciętnie w każdej rodzinie jest ponad 1 dziecko, oznacza to ni mniej więcej, że każda rodzina zostanie obciążona dodatkowym podatkiem w wysokości 500 zł po to, aby otrzymac "dotację" w wysokości 500 zł.

Nie słyszałam, aby PiS zapowiadał podwyżki podatków. Jezeli tak, to Pański tok rozumowania jest błędny. Idąc Pańskim tokiem rozumowania można by argumentować, że aby obniżyć podatki, to trzeba je wpierw podwyższyć. Obłęd.

A skąd się weźmie po 50o zł na każde dziecko?

Z drukarni czy spadnie nam manna z Nieba?

Mar.Jan

A skąd się weźmie po 50o zł

A skąd się weźmie po 50o zł na każde dziecko?

Z aktualnie pobieranych podatków

Nie zgadzam się jednak z jednym stwierdzeniem autora:

Panowie Donald Tusk i Jarosław Kaczyński solidarnie odpowiadają za to, że w Polsce nie ma klasy średniej.

Obawiam się, że to jednak wina Balcerowicza, Mazowieckiego, Kuronia, Michnika i Wałęsy, którzy sterowali przemianami ustroju w duchu "zachowania zdobyczy socjalizmu". Tusk i Kaczyński siedzieli wtedy w drugim rzędzie i dopiero uczyli się od "starszych i mądrzejszych".
No i zachowali nam główne "zdobycze socjalizmu": brak kompetencji rządzących, bałagan, biurokrację, wysokie podatki, korupcję i biedę.

Mar.Jan

To jest: Mercator

Na samym początku potrzebna jest świadomość, że ...

wychowanie dzieci jest pożyteczne dla społeczeństwa tak samo jak produkcja dóbr materialnych czy usług na sprzedaż.

Po drugie, uczciwość wymaga aby ludzie, którzy dostają od wspólnoty przez 25 lat, za darmo, wykształcenie, opiekę zdrowotną, stypendia i inne świadczenia, mieli wobec tej wspólnoty również zobowiązania.

Rozdawanie czegokolwiek za darmo, bez zobowiązań ze strony obdarowanego, jest sprzeczne z zasadą, dzięki której powstała cywilizacja:
"Daję abyś dał"
Zasada ta jest zastępowana inną:
"Biorę a potem mam cię w d....."

Po trzecie, mieszanie młodym ludziom w głowach poprzez oszukańcze rozdawanie "wyższego wykształcenia", do tego w żaden sposób nie związanego z potrzebami rynku pracy, przyczynia się do destabilizacji społecznej i do błędnych wyborów życiowych milionów ludzi. Powoduje to odłożenie na wiele lat decyzji o założeniu rodziny. Rozczarowanie związane z brakiem możliwości znalezienia pracy, w przybliżeniu chociaż zgodnej ze świeżo uzyskanym "wyższym wykształceniem", przyczynia się do decyzji o opuszczeniu kraju.

Po czwarte, utrudnienia administracyjne i podatkowe dla drobnego i średniego biznesu hamują powstawanie nowych miejsc pracy. Objętość aktów prawnych obowiązujących przedsiębiorców jest absurdalna a ich jakość beznadziejna. Wiele drobnych firm, które spokojnie poradziłoby sobie na rynku, przegrywa z urzędami.

Warto zwrócić uwagę, że z Polski emigrują nie tylko ludzie ale też firmy. Jeżeli drobni czy średni przedsiębiorcy nie mogą się w żaden sposób dogadać z polskimi urzędami to zamykają firmę w Polsce a otwierają w Wielkiej Brytanii albo Irlandii. Sam znam wiele takich przypadków. Okazuje się, że nawet nie znając języka i tamtejszych przepisów, łatwiej prowadzić firmę w UK niż w Polsce.

To jest: AW-K

odpowiadają solidarnie, ale Tusk w 90%

"Panowie Donald Tusk i Jarosław Kaczyński solidarnie odpowiadają za to, że w Polsce nie ma klasy średniej"

>> Może i odpowiadają solidarnie, ale Tusk w 90% (tzn.za 22 lata , czyli conajmniej od "nocnej zmiany"), a Kaczyński w 10% (za 2 lata, kiedy nie był w opozycji)

(za 2 lata, kiedy nie był w

(za 2 lata, kiedy nie był w opozycji)

Były to akurat lata, kiedy klasa średnia miała szansę powstać. Tworzyły się ku temu odpowiednie warunki.

To jest: Krzysztof M

To wiemy. I co dalej?

To wiemy. I co dalej?

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: Pawlo

"Polska rozwija się wyłącznie dzięki dotacjom unijnym"

- na czym polega "rozwój" Polski?
- jeśli jest rozwój, jakie są dowody, obliczenia na to, że rozwija się "wyłącznie dzięki dotacjom unijnym"?

To jest: Marcin Malik

@A.Wielomski

Moim zdaniem autor popełnił jeden błąd gdyż ocenia polską rzeczywistość za 15 lub 20 lat tylko poprzez pryzmat dnia dzisiejszego. Autor pyta: "jaki jest sens aby Polki rodziły dzieci, które potem wyemigrują do Niemiec i Anglii?"

Masowa emigracja jest tragedią Polski ale dzieci trzeba mieć i robić wszystko aby zostały w Polsce, zamiast dając do zrozumienia że masowa emigracja będzie trwała już wiecznie. Niestety odpowiedzią na ten problem jest ekonomia oraz bezwzględny radykalizm w stosunku do szkodzących Polsce polityków.

Nie wiem czy czytał Pan wywiady Widziane z Wysp gdzie był poruszany problem emigracji oraz problem podtrzymywania polskości za granicą. Mogłoby to Pana zainteresować gdyż zapewniam że nie chodzi tu tylko o "polsko brzmiące nazwiska".

Także nie poddawajmy się i róbmy wszystko aby nasze dzieci były Polakami, nawet jeśli niektóre wyjadą.

Panie Wielomski, ile Pan ma dzieci?

MM

Marcin Malik - podróżnik do najbardziej odległych, czasem też niebezpiecznych regionów Azji. Prowadzi portal o podróżach www.kompas.travel.pl

@MM

Jezeli bedzie duzo Polakow, to to moze stac sie problemem dla Moskwy:)

To jest: Marcin Malik

@ Antoine Ratnik

Bardzo dobrze. Bądźmy tym problemem. Pod warunkiem powrotu do państwa narodowego Polaków powinno być 50mln. Już w szkole średniej posyłałbym programowo na strzelnicę, dlatego że Rosja szanuje tylko silnych.

Nawiązując do artykułu zastanawiam się czy pytanie o sens rodzenia dzieci nie zadają sobie zachodni Europejczycy? Tolerancja ich tam wykrwawia.

Marcin Malik - podróżnik do najbardziej odległych, czasem też niebezpiecznych regionów Azji. Prowadzi portal o podróżach www.kompas.travel.pl