Czy Wielki Brat rzeczywiście jest nam zbędny?

Tekst Mateusza Piskorskiego „Realistycznie z Niemcami” – nawet jeśli nie zgadzam się z jego główną tezą – na pewno zasługuje na uwagę. 

Po pierwsze, przypomina dorobek Instytutu Zachodniego, o którym większość Polaków nigdy nie słyszała, a jeśli słyszała, to kojarzy z rzekomą peerelowską propagandą antyniemiecką. 

Po drugie, Piskorski słusznie wskazuje na to, że wielu Niemców publicznie głosi poglądy politycznie poprawne, a po cichu myśli coś zupełnie innego. Z racji tego, że wiele lat spędziłam w Niemczech, mogę podać liczne dowody na słuszność tej tezy. Przytoczę tylko jeden z nich, a konkretnie rozmowę która miała miejsce na urodzinach naszych wspólnej znajomej, z pewnym niemieckim prawnikiem w średnim wieku, który wprost mi powiedział, że granice III Rzeszy z 1940 r. były optymalne i należało je na zawsze utrzymać. Nie był to żaden przedstawiciel środowisk prawicowych, potomek „wypędzonych” – nic z tych rzeczy, zupełnie normalny, dobrze wykształcony Niemiec. 

Po trzecie, trudno nie zgodzić się z twierdzeniem Piskorskiego, że rozmowa z przedstawicielami środowisk, które reprezentuje Manuel Ochsenreiter jest znacznie bardziej interesująca, niż reprezentantami tzw. mainstreamu. To samo dotyczy niektórych środowisk lewicowych, jak choćby tych zgromadzonych wokół czasopisma „Konkret” (firmowanego zresztą m.in. przez Ulrikę Meinhof) – czytam je z dużo większym zainteresowaniem, niż „poważne” tytuły prasowe.

Po czwarte, Piskorski słusznie stwierdza, że znajdujemy się w obszarze stworzonej przez Berlin gospodarki wielkiego obszaru (Großraumwirtchaft), obejmującej większość państw Europy Środkowej i regionu bałtyckiego. I co prawda Niemcy są znaczącym odbiorcą naszych towarów, to jednak, jak pisze Piskorski,

„Polsko-niemiecka współpraca gospodarcza ma charakter asymetryczny; nasz kraj stanowi przemysłowo-usługowe zaplecze niemieckich partnerów, a udział podmiotów z kapitałem polskim we wspomnianym eksporcie jest mało znaczący”.

Potwierdzam tę tezę. W przypadku eksportu z Polski do Niemiec chodzi przede wszystkim o towary wyprodukowane w Polsce, ale w przedsiębiorstwach niemieckich. Ponieważ pochodzę z Dolnego Śląska, to wiem jak to wygląda w praktyce. Przed wieloma takimi firmami powiewają niemieckie flagi – oczywiście w towarzystwie polskiej i europejskiej. Polacy są więc jedynie tanią siłą roboczą dla niemieckiej gospodarki. 

Nie zgadzam się natomiast z twierdzeniem Piskorskiego, iż Niemcy są krajem okupowanym przez Stany Zjednoczone. Odnoszę wrażenie, że Piskorski uległ w tej kwestii propagandzie niemieckich środowisk prawicowych, które chętnie stawiają takie twierdzenie (np. swego czasu C. Schmitt pisał o amerykańskich obozach koncentracyjnych dla Niemców). Z racji tego, iż Piskorski zajmuje się zawodowo geopolityką, powinien odróżniać pojęcia od stereotypów (w znaczeniu socjocybernetycznym). Niemiecka prawica chętnie posługuje się stereotypem amerykańskiego okupanta. Piskorski stał się – mam nadzieję – nieświadomym przekaźnikiem, a więc kanałem wpływu dla tejże propagandy.

O żadnej okupacji Niemiec przez USA nie może być mowy. Mieszkałam w Niemczech w różnych miejscach i nigdzie nie widziałam amerykańskich żołnierzy przechadzających się z naładowaną bronią po niemieckich ulicach. Nawet w Heidelbergu, w którym do niedawna mieściła się duża baza wojsk amerykańskich. Niemcy są państwem zależnym od USA, ale precyzyjne określenie stopnia tej zależności jest sprawą trudną i złożoną. Szczerze zachęcam Mateusza Piskorskiego do przygotowania takiej analizy. 

Przede wszystkim nie widzę żadnej zależności niemieckiej gospodarki od amerykańskiej, po drugie, nie widzę, by niemieckie decyzje geopolityczne były ściśle uzgadniane z USA – wystarczy tutaj wspomnieć sprawę Iraku. Najmniejszą suwerenność Niemiec widzę w kwestiach wojskowych, co jednak, w pewnym sensie wychodzi Niemcom na dobre. Rozwinęli oni bowiem – do perfekcji – inne metody „podbijania” obcych narodów, a konkretnie metodami tzw. soft power.

RFN stworzył cały system instytucji, które zajmują się sprawami współpracy międzynarodowej, począwszy od oddzielnego ministerstwa (Ministerstwo Federalne do Spraw Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), przez specjalny bank udzielający pożyczek na sfinansowanie przenajróżniejszych projektów realizowanych we wszystkich części świata (jak np. budowa studni na Saharze), a skończywszy na setkach organizacji publicznych, prywatnych fundacji i stowarzyszeń, które ręka w rękę realizują niemieckie interesy państwowe i ekonomiczne we wszystkich zakątkach świata.

I kiedy Amerykanie zrzucają bomby na kolejne państwa, Niemcy „pomagają” budować wspomniane już studnie, modernizują infrastrukturę, doradzają zagranicznych rządom we wszystkich możliwych sprawach. I są przez to lubiani, a Amerykanie – nie. Niemcy po II WŚ nie palili się do tego, by iść amerykańską drogą. Tym bardziej, że wyciągnęli wnioski ze swojej najnowszej historii i dobrze wiedzą, że okupacja innych państw jest droga i na dłuższą metę stanowi nieefektywną formę eksploatacji podbitych terytoriów. Niemcy tego błędu raczej nie chcą już popełniać, ostatnio pozwolili sobie tylko raz na taką „zabawę”, a konkretnie chodzi o sprawę Kosowa. 

Należy jednak stwierdzić, że ostatnio Niemcy zdradzają coraz większe zainteresowanie budową armii europejskiej. Wydaje się, że chcą się wyrwać spod amerykańskiej kurateli także i w tej sprawie. Podejrzewam, iż chcą w tym celu wykorzystać konflikt z Rosją. Śmiem przypuszczać, że to właśnie w Berlinie zapadła decyzja o „utopieniu PO” i wzmocnieniu PiS, która to partia może podkręcić konflikt z Rosją, co znowu Berlin mógł szybciutko wykorzystać do promowania idei utworzenia armii europejskiej.

Ostatecznie o utworzeniu takiej armii zadecyduje stanowisko Francji – już od dawna mówi się o tym, iż stworzenie armii europejskiej miałoby na celu przejęcie kontroli nad francuską bronią atomową przez RFN, który takiej broni nie posiada. Czy Niemcy mają jakiś pomysł na rozwiązanie tej kwestii – tego nie wiem, może po prostu zadowolą się armią składającą się z państw ochotniczych, do których my na pewno zaliczać się będziemy. 

W związku z powyższym zupełnie nie zgadzam się z twierdzeniem Piskorskiego, iż

„Polska stanowi z punktu widzenia interesów niemieckich kół gospodarczych i przemysłowych stałą przeszkodę w budowaniu pragmatycznych relacji z Federacją Rosyjską, pełni rolę prowokatora szkodliwych konfliktów na obszarze poradzieckim (…)”.

Myślę, że jest dokładnie odwrotnie: Niemcy konsekwentnie realizują swoją starą politykę skłócania nas z Rosją, po to, byśmy, po pierwsze, w pełni należeli do strefy wpływów niemieckich, po drugie, byśmy nie mieli zbyt dużego wpływu na to, co się dzieje w Rosji, w tym by nasza gospodarka nie korzystała z dobrodziejstw rosyjskiego rynku. Niemcy zawsze korzystały na naszym konflikcie z Rosją, układając się z Rosją ponad naszymi głowami, i myślę, że w tej kwestii, wbrew temu co twierdzi Piskorski, nic się nie zmieniło.

Niemcy przegrywały natomiast w momencie, kiedy uderzały na Rosję – jeśli mają wystarczająco dużo rozsądku politycznego, tego błędu już nie popełnią. Jeśli natomiast poniosą ich wybujałe ambicje, to skończy się to kolejnym geopolitycznym przetasowaniem w Europie Środkowej. 

Przede wszystkim jednak nie zgadzam się z główną tezą tekstu Piskorskiego, iż „wspólny cel, który może przyświecać Polakom i Niemcom w perspektywie najbliższych lat, polega na próbie emancypacji Europy spod wpływów USA” i że „wyzwolenie spod obcej dominacji zaoceanicznego imperium przyjść może spod Bramy Brandenburskiej”. Niemcy oczywiście dążą do tego, by zupełnie wyeliminować wpływy USA w Europie, ale nie po to, by tym samym zwiększyła się suwerenność poszczególnych państw europejskich. Niemcy chcą dowodzić całym europejskim Großraumem i uzyskaną niezależnością nigdy się z nami nie podzielą.

Wystarczy popatrzeć na procesy ekonomiczne, które zachodziły w Polsce w ciągu ostatnich 25 lat. Zaraz po przełomie na polski rynek wchodziło mnóstwo amerykańskich firm, które za bezcen wykupywały polskie przedsiębiorstwa. Potem nastąpił proces wycofywania się amerykańskiej gospodarki z Polski, w to miejsce nie wchodził polski kapitał, tylko głównie niemiecki, choć nie brakowało także Francuzów i innych zachodnioeuropejskich nacji. Tak samo będzie w chwili, gdy USA zostanie wyparte z Europie na płaszczyźnie militarnej – w to miejsce wejdzie kierowana przez Niemców armia europejska.

Należy także – a może nawet przede wszystkim – wspomnieć o kwestiach dotyczących polityki historycznej. Ustanowienie w RFN nowego święta narodowego w postaci Dnia Wypędzonych, jak również budowa Centrum poświęconego „wypędzeniu” Niemców może budzić nasze zaniepokojenie. Matusz Piskorski otwarcie zresztą przyznał, iż język i sformułowania Manuela Ochsenreitera „dla każdego Polaka stojącego na gruncie obrony polskich interesów narodowych są trudne do przyjęcia”.

Nie sposób tu wejść głębiej w tę problematykę, ale warto przypomnieć działalność Dietmara Muniera, wydawcy redagowanego przez Ochsenreitera czasopisma „Zuerst”. Munier czynnie wspierał po 1991 r. niemieckie osadnictwo w Obwodzie Kaliningradzkim, należący do niego „Arndt Verlag” wydał m.in. książkę pod tytułem „Dokumenty polskich potworności” dokumentujących rzekome akty „bezgraniczne przemocy”, której dopuszczali się Polacy na Niemcach w okresie między 1919 i 1939, jak również inne książki szkalujące Polskę.

Czy Mateusz Piskorski naprawdę wierzy w to, że Niemcy po zupełnej emancypacji spod wpływów USA nie skorzystaliby z okazji, by ostatecznie rozwiązać „kwestię polską”? Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości! Rozumiał to wspomniany przez niego Zygmunt Wojciechowski, założyciel Instytutu Zachodniego. Piskorski zdaje się tego nie rozumieć. 

Nie oznacza to, że jestem zwolennikiem opcji „z USA przeciwko Niemcom i Rosji”. Uważam tylko, że całkowite odwrócenie się od USA będzie oznaczało całkowite uzależnienie się od Niemców. Opcja z „Rosją przeciw Niemcom i USA” także nie jest zadowalająca, gdyż jednak mentalnie czujemy się dużo bardziej związani z Paryżem, Londynem i Rzymem, niż z Moskwą , Nowosybirskiem czy Kamczatką. Optymalne rozwiązanie polegałoby na współpracowaniu ze wszystkimi i korzystaniu zarówno z UE, jak i współpracy z Rosją.

Czy to jest możliwe – pewnie tak, ale wymagałoby posiadania wystarczająco inteligentnych i samodzielnie myślących elit, których nie mamy, i nic nie zanosi się na to, byśmy mieli je kiedykolwiek jeszcze posiadać. Zarówno niemieckie, jak i amerykańskie fundacje nam ich nie wyhodują. Musimy więc zastanowić się nad tym, czy możemy sobie pozwolić na komfort zrezygnowania ze współpracy z USA, które jak by co mogą jednak głośno pokrzyczeć na naszego zachodniego sąsiada w przypadku, gdyby chciał on całkowicie przerzucić na nas odpowiedzialność za II WŚ.

Jednocześnie jednak nie możemy dać się wciągnąć w żaden konflikt z Rosją, którym, wbrew temu co twierdzi Piskorski, Niemcy także są zainteresowane, choć może niekoniecznie jego eskalacją.

Magdalena Ziętek-Wielomska

Głosów: 0
To jest: Dubitacjusz

Bardzo rozsądna opinia

Nie można ślepo rzucać się w niczyje objęcia.

To jest: Eowina

Bardzo dobry artykuł.

Stany Zjednoczone nie potrzebują Niemiec. Wielkim i twałym sojusznikiem jest Wielka Brytania, a obecnie niektóre poskomunistyczne państwa w Europie Śrd. Z całą pewnością są to Rumunia, Ukraina i Polska.

Et si tu n'existais pas...

Czy Wielki Brat rzeczywiście

Czy Wielki Brat rzeczywiście jest nam zbędny?

O tym decyduje właśnie tylko Wielki Brat. Ponadto trwa budowa komunizmu globalnego - równolegle na wszystkich kontynentach - głównie za pomocą pieniądza. Dlatego Niemcy jako dostarczyciel prawdziwego pieniądza - dostaną zgodę od rządzących USA i rządzących Rosja na zajęcie swoich ziem utraconych - oczywiście nie za pomocą karabinu. Co wtedy z atrapa Polski - nietrudno się domyśleć mając na wschodzie świeżo reaktywowany banderland.
Wniosek?
Czy USA będzie obecna w Europie czy też nie - los Polski jest przesądzony.
Na koniec - nie tylko USA ma polityczny wpływ na Niemcy - ma go także Rosja w porozumieniu z USA.

chłop jag

To jest: baba jag

Trwa budowa trockizmu

światowego. Może ma to znaczenie, a może nie jak się obecny liberalno-demokratyczny ustrój nazwie. Ja się tam będę upierał przy swoim.
Powiem szczerze, bawią mnie te artykuliki antyniemieckie, przy całkowitym braku takich samych artykulików antyfrancuskich i antyangielskich.Komuś musi bardzo zależeć na tm by zogniskować polskie antypatie na Moskwie, Wilnie,Berlinie.

Trwa budowa trockizmu

Trwa budowa trockizmu światowego

Jest faktem, że garstka ludzi rządzi światem głównie za pomocą pieniądza - więc demoliberalizm jest najlepszy aby owa garstka osiągała swoje cele. Cele te to - depopulacja o miliardy istnień oraz odczłowieczenie tych, którzy przeżyją i zrównanie ich ze zwierzętami.
Wniosek?
Tak naprawdę ten demoliberalizm to też już zamordyzm w atmosferze totalnej, obligatoryjnej i niejako z urzędu - demoralizacji.
Przyzwolenie na demoralizację daje do pewnego czasu niebezpieczne złudzenie wolności - tołażysze.

chłop jag

To jest: Łukasz Wielicki

Szacun za analizę

Świetna analiza. Ciekawe co na to współpracownik Adama Wielomskiego Arkadiusz Meller znany z proniemieckich sympatii?;-)

To jest: Magdalena Ziętek-Wielomska

A. Meller

A. Meller nie jest już redaktorem naczelnym portalu, więc nie ma nic do powiedzenia :)

Magdalena Ziętek-Wielomska

Mamy elity, m.in. Autor należy do tych inteligentnych i....

samodzielnie myślących elit.

"inteligentnych i samodzielnie myślących elit, których nie mamy, i nic nie zanosi się na to, byśmy mieli je kiedykolwiek jeszcze posiadać. Zarówno niemieckie, jak i amerykańskie fundacje nam ich nie wyhodują."

Marian Antosz

Nie wszystkie niepowodzenia oraz skandale w polityce i w gospodarce, oraz dwuznaczne układy polityczno-gospodarcze dają się wytłumaczyć niekompetencją, brakiem doświadczenia i wyobraźni, lub brakiem wizji i koncepcji funkcjonowania pań

Mamy elity, m.in. Autor należy do tych inteligentnych i....

samodzielnie myślących elit.

Niezależny kandydat w wyborach prezydenckich w 2000 r., kandydował z programem, m. in., postawienia tamy negatywnej sekcji w strukturach władzy.

Marian Antosz

Nie wszystkie niepowodzenia oraz skandale w polityce i w gospodarce, oraz dwuznaczne układy polityczno-gospodarcze dają się wytłumaczyć niekompetencją, brakiem doświadczenia i wyobraźni, lub brakiem wizji i koncepcji funkcjonowania pań

To jest: pioszo54

Opcja z „Rosją przeciw

Opcja z „Rosją przeciw Niemcom i USA” także nie jest zadowalająca, gdyż jednak mentalnie czujemy się dużo bardziej związani z Paryżem, Londynem i Rzymem, niż z Moskwą , Nowosybirskiem czy Kamczatką.

Gdy poczujemy się najbardziej związani z sobą, gdy uświadomimy sobie, że to my jesteśmy (byliśmy) jądrem cywilizacji europejskiej i jednocześnie jądrem słowiańszczyzny,

ten problem zniknie.

(a jednocześnie zobaczymy w Paryżu, Londynie i Rzymie ogromne pokłady barbarzyństwa, na co dobre jest czytanie Szekspira i porównanie jego opisów z własnym odczuwaniem porządku świata oraz dobra i zła)

pioszo54

Na liście lektur

Na liście lektur obowiązkowych dla naszych polityków tekst ten powinien znaleźć się koniecznie.
Niestety chyba nie ma takiej listy lektur, a może by się przydała.

To jest: Mercator

Niemcy

nie są na dzisiaj i jeszcze długo nie będą samodzielnym mocarstwem czy też centrum geopolitycznym. Słabością Niemiec (podobnie jak całej UE) jest strategiczna zależność od importu surowców. W przypadku poważnego zakłócenia światowego systemu wolnego handlu lub przerwania szlaków komunikacyjnych Niemcy nie są zdolne do militarnego wyegzekwowania swoich interesów w tym zakresie. Są więc zależni pod tym względem od USA i NATO. O jakimś otwartym konflikcie politycznym lub gospodarczym z USA w ogóle nie ma mowy. Taka szorstka przyjaźń pomiędzy USA i Niemcami prawdopodobnie pozostanie jeszcze długo.

Pewnym złagodzeniem strategicznej słabości Niemiec, polegającej na uzależnieniu od importu podstawowych surowców, mogą być dobre stosunki z Rosją. Dlatego nie wierzę, że w trwałym interesie Niemiec jest jakiś konflikt czy destabilizacja Rosji. Im bardziej Niemcy chcieliby się uniezależnić od USA tym lepsze muszą mieć stosunki z Rosją.

Z jednej strony Niemcy krok za krokiem poprawiają swoją pozycję polityczną oraz gospodarczą i budują własną strefę wpływów. Z drugiej strony notują też poważne niepowodzenia. Największy wspólny europejski projekt czyli EURO jak dotąd nie spełniło oczekiwań. Nie stało się światową walutą rezerwową i transakcyjna na równi z dolarem. Zamiast tego EURO jest źródłem coraz większych problemów w samej UE. O strategicznym konkurowaniu z USA bez równorzędnej waluty w ogóle nie ma mowy. Dolar bowiem daje Amerykanom zbyt dużą przewagę.

Czy pozostawanie w niemieckiej strefie wpływów musi być dla Polski niekorzystne ? Nie musi ale może. Wszystko zależy od tego jak długoterminowo ta strefa wpływów miałaby funkcjonować, jaką ofertę polityczną Niemcy będą w stanie zaproponować krajom Europy środkowo wschodniej ? Trudno do końca przewidzieć w którą stronę będzie ewoluować UE. W tej sytuacji zrywanie sojuszu z USA byłoby przedwczesne. Nie powinniśmy być jednak sojusznikiem zbyt gorliwym. Nie angażować się w każdą amerykańską awanturę. Nie pozwalać się wykorzystywać jako narzędzie do organizowania owych awantur w najbliższym sąsiedztwie. Wygląda więc na to, że nasz interes jest pod tym względem zbieżny z niemieckim.

To jest: Eowina

Jest dobrze, w miarę możliwości, starać się poznać

motywacje działania poszczególnych państw. Zwykle motywacją są zyski, czyli panowanie ekonomiczne, a w konsekwencji panowanie polityczne.

Bez wątpienia głównym motorem napędowym Niemiec są zyski, ale co motywuje USA? Co powoduje, że USA prą w kierunku rosyjskiej strefy wpływów? Ukraina, owszem ma zasoby, a Krym jest niezwykle dobrym miejscem na bazę strategiczną. Ale co jest w Gruzji, w Afganistanie?
Ta potrzeba dominacji amerykańskiej osłabiła USA ekonomicznie, wysoka stopa życiowa zaczęła spadać i Ameryka zaczyna się wewnętrznie rozkładać.

Et si tu n'existais pas...

To jest: pioszo54

Co powoduje, że USA prą w

Co powoduje, że USA prą w kierunku rosyjskiej strefy wpływów?

Chiny, tzn. amerykański dług oraz czas, czyli wzrost chińskiej potęgi militarnej...

pioszo54

To jest: Eowina

Chiny z Ameryką są w symbiozie. Ameryka kupuje

chińskie towary za chińskie pożyczki, to jest miłość z nienawiścią.
Póki ten stan trwa, ani Chiny, ani Ameryka nie zagrażają sobie wzajemnie .

A co to ma wspolnego z Rosją?

Et si tu n'existais pas...

To jest: pioszo54

Rosja jest sojusznikiem Chin

Rosja jest sojusznikiem Chin a USA chcą ten stan zmienić - naciskając liczą na usunięcie Putina i powrót czasów jelcynowskich,
lub, w pewnym momencie, na przehandlowanie Ukrainy i reszty posowieckiej Europy w zamian za sojusz/neutralność wzgl. Chin,
albo na uwiązanie Rosji wojną w Europie

Myślę, że to głupie rachuby (nie mówiąc, że w 3-cim punkcie zbrodnicze), ale tonący brzytwy się chwyta - Chiny w końcu będą chciały spłaty długu...

pioszo54

To jest: Eowina

Chiny kupują sobie Amerykę za amerykańskie długi.

Kupują ziemię i inne dobra.
A czemu Rosja jest ważna dla USA, to jest pytanie. Ja wiem, że chcą to czy tamto, ale dlaczego?
Jak była komuna, groza rewolucji itp. to było jasne. Dzisiaj Ameryce Rosja nie zagraża w żaden sposób. Nawet USA są producentem największym ropy i gazu na świecie. Czemu robią podchody pod Rosję?

Et si tu n'existais pas...

Czemu robią podchody pod

Czemu robią podchody pod Rosję?

Ano temu aby Rosję związać z Chinami - aby owe Chiny mogły dalej produkować na cały świat - czerpiąc z Rosji wszystko co jest im potrzebne. Wtedy Rosja będzie mieć większy wpływ na Chiny i w porozumieniu z USA tzw. piramida czy łańcuszek szczęścia będzie trwać nadal. Ponadto w atmosferze reaktywowanej zimnej wojny - i w Europie można dokonać wiele bez użycia wielkich pieniędzy.
Wniosek?
Ważne jest aby to Azja zalewała świat wszelkiego rodzaju towarami - ponieważ wtedy łatwiej jest likwidować białą rasę i jej cywilizację - tołażysze - co jest priorytetem pupili szatana.

chłop jag

To jest: baba jag

Bo wojne trzeba wywołać

tylko wtedy gdy "system" jest już na skraju przepaści, ale jest jeszcze silny i posiada aktywa do jej prowadzenia.A imperium anglosaskie jest właśnie już w takim stanie. Czy wywołali pierwszą wojnę,tego mi nie wiadomo. Z wysokim prawdopodobieństwem wywołali rewolucję bolszewicką, rewolucję nazistowską, drugą wojnę i obecną rewolucję liberalną.
Rosja wbrew temu co się ciągle twierdzi, nie jest imperium. Jest mocarstwem,ale nie imperium.