Ustawa o in vitro – będzie jeszcze śmiesznie.

„zarodek – grupę komórek powstałą wskutek pozaustrojowego połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej, od zakończenia procesu zlewania się jąder komórek rozrodczych (kariogamia) do chwili zagnieżdżenia się w śluzówce macicy;”

Czytam sobie uchwaloną właśnie ustawę o in vitro (dla jaj nazwaną ustawą o leczeniu- to to tak jakby producenta protez nazwać lekarzem). Nie wiem kto ją pisał – ale teraz rozumiem dlaczego przez wszystkie liczące się gremia (łącznie z Sądem Najwyższym) ta ustawa została totalnie zjechana jako bubel prawny.
Kopaczowa (prawdopodobnie przez swe związku z środowiskiem lekarskim oraz z powodu obłędnej wiary, że Polacy żyją problemem in vitro i poprą ją tylko z tego powodu, że przepchnęła tę ustawę) kolanem przepchnęła ją przez Sejm a pewno Komorowski jeszcze zdąży ją podpisać.
Jednak nie wróżę jej wielkiej przyszłości. Jest to tak totalny bubel prawny, że najpewniej nie przejdzie weryfikacji przez Trybunałem Konstytucyjnym a i pewno jej praktyczne stosowanie będzie trudne – może poza dojeniem budżetu – ale do tego się już przyzwyczailiśmy.
Jeśli widzę w czymś zagrożenie to jedynie w tym, ze u nas buble prawne zazwyczaj mają spore poparcie polityczne – vide PIS-owska ustawa lustracyjna. No niestety – jakich mamy polityków każdy widzi.
Chciałbym się zastrzec. Moim zdaniem problem dojrzał do uregulowania. Partyzantka z jaką mieliśmy do czynienia nie mogła się ostać. Jednak to co zrobiono to dość typowe „chciejstwo” poronionych polityków, którym się zdaje, że uchwalając ustawę tworzą rzeczywistość czy rozwiązują jakieś problemy. Kłania się osławiona P. Jakubiak, która była przekonana, że gospodarka istnieje tylko dlatego, że urzędnik wydał zaświadczenie czy zgodę na jej istnienie.
Ta ustawa wprowadza do naszego systemu prawnego definicję zarodka, która jednak kompletnie nie przystaje do naszego systemu prawnego.
Temat jest szeroki – chciałbym zwrócić uwagę na jeden jego aspekt.
W naszym prawie spadkowym funkcjonuje zasada, że nasciturus czyli dziecko poczęte ale nie narodzone ma prawo do spadku – jeśli urodzi się żywe. Konsekwencją tej normy jest konieczność wstrzymywania postępowań spadkowych (stwierdzenia nabycia i podziału spadku). Nie ma większego problemu jeśli jest to dziecko w łonie matki. Najpóźniej po 9 miesiącach mamy kwestię wyjaśnioną i możliwe jest uregulowanie spraw majątkowych spadkobierców. Nie ma też problemu z zarodkiem osadzonym (zagnieżdżonym) w macicy. W kilka miesięcy sprawa się wyjaśnia.
Jednak w tym przypadku mamy dodatkową dziwną kategorię osoby – zarodka, czyli dziecka poczętego ale nie urodzonego, którego urodzenie jest przyszłe i niepewne. Może się urodzi a może nie. Pozostaje w zawieszeniu. Spadkobranie nie może być dokonane – bo może nastąpić z jego pokrzywdzeniem.
Poza tym zarodkiem się jest jedynie w próbówce lekarza (vide – cytowana wyżej definicja) – nie ma zarodka w łonie matki – choć biologicznie jest to taki sam organizm.
Wyobraźmy sobie tę dziwną sytuację. Umiera rodzic. Zostawia spadek dziecku z in vitro. Ale w zamrażarce oczekuje jeszcze czworo czy pięcioro potencjalnego rodzeństwa.
Co zrobi w takim przypadku sąd spadku?
Już widzę te obszerne wywody, ze dziecko poczęte jest prawdzie dzieckiem poczętym ale nie ma praw spadkowych bo jest tylko zarodkiem.
Jeszcze dalej idąc w absurd wytworzonej sytuacji – to taki spadek nie może zostać podzielony a zatem państwo musi o niego zadbać i ustanowić kuratora spadku by objął zarząd spadkiem. A ten przecież za darmo tego robić nie będzie – koszty pokryje z majątku spadkowego.
Niezły skok na kasę!
Kłania się Dickens i sprawa rodziny Jarndyce. Koszty postępowania sadowego pochłonęły cały spadek.
Trochę tu ironizuję i kpię ale ta ustawa jest klasycznym przykładem gdy politycy nie mający pojęcia o całym naszym systemie prawa zabierając się do ugrywania swoich politycznych interesików i gierek.
Oczywiście– pewno kwestie te zostaną jakoś rozwiązane. Albo przez Trybunał Konstytucyjny albo przed praktykę sądową.
Do tego – kwestia in vitro jest najpewniej problemem marginalnym – interesujący niewielką ilość ludzi.
Ale czy nie jest paranoją, że przygłupy walczące o swoją polityczną egzystencję mogą prokurować krajowi takie problemy?
Tylko jak wyeliminować przygłupów?
i proszę nie wskazywać mi tu ustroju monarchicznego czy JOW-ów. Bądźmy poważni. Realnym jest przerwanie procesu doboru kadr do polityki polegającego na tym, ze dopuszcza się tylko głupszych od Prezesa czy Przewodniczącego. Ale – jak sadzę – to jeszcze z dwa pokolenia muszą wymrzeć. Może wówczas … .

Głosów: 5


Z in vitro jest podobnie jak z sodomitami.

Padł rozkaz pupili szatana aby sodomitę całować ze stosownym namaszczeniem tam gdzie słońce nie dochodzi to i na całym świecie będą oni całowani.
Wniosek?
Tak już jest od pewnego czasu, że każde działanie pupili szatana jest nakierowane na wyniszczanie ludzkości a owi pupile przestają dbać już nawet o pozory - tołażysze.

chłop jag

Do tego – kwestia in vitro

Do tego – kwestia in vitro jest najpewniej problemem marginalnym – interesujący niewielką ilość ludzi.

Z tym akurat bym się nie zgodził. Problem dotyka relacji państwo -kościół, światopoglądu i "postępu" dlatego znajdzie oddźwięk.
Trudno być też obojętnym wobec pomysłów które mogą mieć daleko idące i nieprzewidywalne konsekwencje.
A co do PO cóż, szuka miejsca ... tam gdzie ubywa lewicy.