Nigdy więcej Hiroszimy!

Przypadająca w ostatnich dniach kolejna rocznica amerykańskiego ludobójstwa w Hiroszimie i Nagasaki w Polsce pozostała w zasadzie niezauważona. Nie dziwi to, gdyż w państwach klienckich Waszyngtonu nie mogą być słyszane głosy mogące podważać moralną legitymizację pax americana. Nawet gdy takie głosy padają, są ignorowane i wszyscy udają że nikt nic nie słyszał, sygnalizowana kwestia zaś nie istnieje. Problem jednak nie został rozwiązany, choć zmienił się charakter i znaczenie składających się na niego elementów. Warto zmiany te zidentyfikować i zastanowić się, co dziś możemy zrobić by tragedia Hiroszimy i Nagasaki już się nie powtórzyła.

Kraina grzybów

6 sierpnia 1945 r. z podkładu amerykańskiego bombowca „Enola Gay” zrzucona została na japońskie miasto Hiroszima uzbrojona w głowicę nuklearną bomba „Little Boy”. 9 sierpnia tego samego roku bombę „Fat Man” o jeszcze większej sile rażenia zrzucono na Nagasaki. Obydwa ośrodki pozbawione były znaczenia strategicznego i nie znajdowały się tam żadne instalacje militarne. Bombardowanie Nagasaki było przy tym planem rezerwowym Amerykanów, gdyż pierwotnym celem ataku miało być miasto Kokura, gdzie przez wzgląd na korzystniejsze z punktu widzenia bombardujących ukształtowanie powierzchni, możliwe było spowodowanie większych zniszczeń.

Pomimo ostatecznej zmiany celów i tak straty wśród ludności były zatrważające, bowiem w obydwu nalotach zginęło bezpośrednio około 150 tys. ludzi, dalszych kilkadziesiąt tysięcy zmarło zaś w kolejnych latach w wyniku choroby popromiennej. Obydwa miasta zostały w zasadzie zrównane z ziemią, mniejsze zniszczenia zadane bezpośrednio przez bombę „Fat Man” wyrównane zostały zaś przez wzniecone w wyniku bombardowania pożary, które strawiły niemal całą zabudowę w przeważającej części drewnianego Nagasaki. W wyniku bombardowania Nagasaki zniszczona została między innymi największa w Azji katedra katolicka znajdująca się dokładnie w zbombardowanej dzielnicy miasta.

Bombardowania uzasadniane są dziś na wiele sposobów: wskazuje się na pragnienie strony amerykańskiej przyspieszenia końca wojny i ograniczenia strat wśród własnych żołnierzy. Amerykanie chcieli również zademonstrować swoją przewagę militarną wyrastającemu na mocarstwo Związkowi Sowieckiemu. Tak czy inaczej, były one spełnieniem ultimatum poczdamskiego „wielkiej trójki” z 26 lipca 1945 r. wzywającego Japonię do bezwarunkowej kapitulacji. Ultimatum 29 lipca zostało odrzucone przez Japonię, która gotowa była zakończyć wojnę pod warunkiem zachowania monarchicznego systemu politycznego, samodzielnego rozbrojenia i ukarania zbrodniarzy wojennych, jak również zaniechania okupacji Wysp Japońskich, Formozy i Korei.

Kulturowe przyczyny zbrodni hiroszimskiej

Amerykanie zdecydowali się, pomimo możliwości zakończenia wojny na takich warunkach kontynuować działania zbrojne aż do całkowitego pognębienia przeciwnika. Jest to dość charakterystyczny rys amerykańskiej mentalności, że motorem napędzającym w niej do walki są nienawiść i pogarda dla przeciwnika, nie pragnienie zademonstrowania swojej szlachetności i siły. Wynika to z plebejskiej natury społeczeństwa amerykańskiego i takiej jego mentalności. Stany Zjednoczone są krajem wykorzenionego plebsu, nie znającego i odrzucającego wysoką kulturę rycerską typową dla organicznych społeczeństw historycznej Europy i Japonii.

Gdy 2 września 1870 r. francuska armia skapitulowała przed Prusami pod Sedanem, ówczesny francuski głównodowodzący Napoleon III otrzymał od przywódcy niemieckiego kurtuazyjny list w którym ten wyrażał ubolewanie z powodu ciężkiej kondycji w jakiej znalazł się cesarz. Nie ma tu nienawiści, pogardy ani chęci poniżenia pokonanego. Jest honorowa walka przeciwników, w której zwycięstwo może być przedmiotem autentycznej dumy, gdyż siła i szlachetność pokonanego niejako przepływają na zwycięzcę. Pokonanie szlachetnego i godnego przeciwnika podnosi rangę walki, zwycięstwa i samego zwycięzcy. Niegodne zachowanie wobec pokonanych uwłaczałoby zwycięzcom i ujmowało im szlachetności zademonstrowanej w boju.

Rozumienie wojny w Stanach Zjednoczonych jest zupełnie inne, bo plebejskie. Gdy w amerykańskim westernie lub w filmie akcji dwóch mężczyzn walczy na pięści, ten przegrany zawsze musi wylecieć przez drzwi saloonu lub przez rozbitą witrynę sklepu i upaść twarzą w błoto. Wojny prowadzone przez jankesów cechowały się zawsze nadzwyczajnym okrucieństwem, zarówno w przypadku rewolucji 1776 roku, ludobójczych ekspedycji przeciw rdzennym mieszkańcom Ameryki, jak też wojny secesyjnej. We wszystkich tych konfliktach celem było nie tylko pokonanie ale i poniżenie lub eksterminacja przeciwnika, któremu odmawiano równego statusu moralnego lub nawet ludzkiego.

Taką właśnie postawą, na poziomie psychopolitycznym tłumaczyć należy nacisk USA na bezwarunkową kapitulację Japonii, co było głównym powodem tak tragicznego zakończenia wojny. Jeszcze jednym czynnikiem jest typowy dla talassokracji brak rozróżnienia na potencjał cywilny i wojskowy przeciwnika. Tellurokracje atakują potencjał militarny przeciwnika, tymczasem talassokracje nie rozróżniają na kombatantów i cywilów ani na potencjał wojskowy i cywilny, dążąc do zniszczenia jednego i drugiego. Wynika to zarówno z kupieckiej socjologicznie natury talassokracji, jak też z samego charakteru prowadzenia wojny morskiej. Nie dziwi zatem, że USA za cel ataków w Japonii obrały sobie pozbawione instalacji militarnych miasta przemysłowe, presję polityczną wywierać się zaś starały na naród, terroryzując go groźbą bombardowań, nie na czynniki wojskowe.

Zbrodnia hiroszimska a prawo międzynarodowe

Na marginesie zaznaczmy, że zbombardowanie Hiroszimy i Nagasaki stanowiło odejście od ówczesnych tendencji w rozwoju prawa międzynarodowego. Od grudnia 1922 r. do lutego 1923 r. w Hadze pracowała Komisja Prawników pod kierownictwem Johna Bassetta Moore’a (1860-1947), skądinąd obywatela Stanów Zjednoczonych. Uczestniczyli w niej prawnicy z USA, Francji, UK, Włoch, Japonii i Niderlandów. Celem było dostosowanie haskich norm prawa wojennego z 1907 r. do warunków wojny powietrznej. Efektem prac były ogłoszone 23 lutego 1923 r. Reguły wojny powietrznej. Nie zostały one co prawda ratyfikowane przez żadne z państw-uczestników, jednak niektóre ich zasady były wytycznymi przy formułowaniu państwowych norm wewnętrznych. W odniesieniu do Reguł, bombardowanie Hiroszimy i Nagasaki pozostawało w sprzeczności z normami ujętymi w artykułach XXII-XXVI.

W związku z fakultatywnym charakterem Reguł wojny powietrznej, w nauce prawa międzynarodowego uznaje się za obowiązujące przed rokiem 1945 odnośne normy Konwencji haskiej IV oraz Konwencji haskiej IX przyjętych 18 października 1907 r. W odniesieniu do pierwszej z wymienionych, bombardowania Hiroszimy i Nagasaki łamały artykuły 25. i 27. W odniesieniu do drugiego z dokumentów, złamany został niewątpliwie artykuł 5.

Amerykańskie zagrożenie nuklearne podczas Ziemnej Wojny

Terrorystyczny sposób prowadzenia przez USA wojny z Japonią tylko z pozoru należy już do przeszłości. Wspomnieć warto, że dowództwo amerykańskie gotowe było kontynuować atomowe naloty na Japonię we wrześniu 1945 roku, gdy gotowe byłyby dwie kolejne bomby. W 1950 r. amerykański dowódca sił ONZ walczących w Korei gen. Douglas MacArthur (1880-1964) domagał się zgody na ataki atomowe na miasta chińskie. Gdy nie uzyskał jej a z Chinami rozpoczęto negocjacje pokojowe, w marciu 1951 r. wystosował wobec Chin własne ultimatum, w odpowiedzi na co dwa tygodnie później został zdymisjonowany za niesubordynację.

Użyciem amerykańskiej broni atomowej zagrożona była też Europa. W 1961 r. USA opracowały strategię elastycznego reagowania, którą w 1967 r. pod ich naciskiem przyjęło NATO. Zakładała ona swoisty „nuklearny ping-pong” pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą na obszarze między Atlantykiem a Bugiem. W przypadku sowieckiego ataku, NATO miało użyć taktycznych głowic jądrowych przeciwko środkowoeuropejskim sojusznikom Moskwy, nie atakując jednak samego ZSRS. Dwa zimnowojenne supermocarstwa toczyłyby więc ograniczony konflikt nuklearny na terenie Europy i głównie jej kosztem.

W tym samym czasie, to jest na początku lat 1960., USA forsowały program MLF NATO czyli wielostronnych sił nuklearnych Sojuszu mających pozostawać pod dowództwem amerykańskim. Oznaczałoby to w praktyce rozmieszczenie amerykańskiej broni atomowej w zachodniej Europie na koszt samych zachodnich Europejczyków i wpisywałoby się w amerykańską politykę przemieszczenia teatru działań wojny atomowej do Europy. Na szczęście, amerykańskie plany zostały udaremnione przez ówczesnego prezydenta Francji, Charlesa de Gaulle’a (1959-1969).

Zagrożenie wróciło jednak podczas ponownego nasilenia Zimnej Wojny na początku lat 1980. USA dążyły wówczas do rozmieszczenia w Europie w ramach NATO rakiet średniego zasięgu Pershing II i Cruise. Obydwa typy pocisków zdolne były do przenoszenia głowic nuklearnych. Ich doszła ostatecznie do skutku w 1983 r. dyslokacja w zachodniej Europie w ramach NATO wpisywała się w amerykańską strategię dążenia do przekształcenia ewentualnego konfliktu konwencjonalnego na kontynencie europejskim w limitowaną wojnę atomową.

Polskie strategie bezpieczeństwa nuklearnego czasów Zimnej Wojny

Amerykańskim planom eskalacji Zimnej Wojny do stanu taktycznej wojny nuklearnej próbowała bezskutecznie przeciwdziałać dyplomacja Polski, przewidywanej w przypadku faktycznego wybuchu działań wojennych na główny cel uderzeń atomowych w ramach Samodzielnych Zintegrowanych Planów Operacyjnych (SIOP) NATO. Polskie plany redukcji zagrożenia nuklearnego w Europie zakładały utworzenie strefy bezatomowej w środkowej części kontynentu.

Po raz pierwszy przedstawił je minister spraw zagranicznych Adam Rapacki podczas XII sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ 2 października 1957 roku, rozwinięte zaś zostały w memorandum przedstawionym przez Polskę 14 lutego 1958 r. Plan ten został jednak przez państwa NATO odrzucony. 29 lutego 1964 r. również później odrzucony plan zamrożenia zbrojeń jądrowych w środkowej Europie przedstawił Władysław Gomułka. Z kolei gen. Wojciech Jaruzelski przedstawił swój plan zmniejszenia zbrojeń i zwiększenia zaufania w Europie 8 maja 1987 r. Propozycja została powtórzona w memorandum rządu polskiego z 17 lipca 1987 r. i w oświadczeniu z 15 czerwca 1988 r. ale podobnie jak poprzednie, została odrzucona przez państwa NATO.

Znaczenie broni atomowej po Zimnej Wojnie

W strategii amerykańskiej koncepcja atakowania celów niemilitarnych przy użyciu broni masowego rażenia i prowadzenia wojny terrorystycznej jest tymczasem stale obecna. Podczas agresji amerykańskiej na Irak w marcu-maju 2003 r. strona amerykańska rozważała użycie przeciwko Irakowi bomb z głowicami nuklearnymi o niewielkiej mocy, które ułatwić miałyby burzenie irackich umocnień i bunkrów. Motyw limitowanego ataku nuklearnego pojawia się w wypowiedziach amerykańskich publicystów dotyczących stosunków amerykańsko-północnokoreańskich i amerykańsko-irańskich. Gotową do użycia broń atomową posiada wyjęte spod reżymu Non Proliferation Treaty państwo Izrael.

Wraz z końcem Zimnej Wojny znaczenie broni nuklearnej uległo jednak diametralnej transformacji. Groźba światowego konfliktu nuklearnego jest dziś stosunkowo niewielka. Wzrosły jednak konwencjonalne zagrożenia militarne których głównym źródłem są coraz bardziej agresywne USA i NATO. Olbrzymia przewaga technologiczna i gospodarcza bloku atlantyckiego i brak dla niego przeciwwagi geopolitycznej umożliwia mu przeprowadzania w zasadzie bezkarnych agresji na dowolne państwa w dowolnych regionach świata. Czynnikiem odstraszających przeciw takim agresjom stało się posiadanie przez dane państwo własnej broni masowego rażenia.

Irak, tytułem przykładu, w 1991 r. prawdopodobnie posiadał broń chemiczną i biologiczną, wobec czego USA nie zdecydowały się na próbę obalenia prezydenta Saddama Husajna (1979-2003). Gdy w 2003 r. Irak broni tej już nie miał, Saddam Husajn został siłą pozbawiony władzy. To samo można powiedzieć o Syrii, która w 2011 r. posiadała arsenały broni chemicznej i nie była bezpośrednio atakowana przez USA ani ich państwa klienckie, stała się zaś obiektem takich ataków obecnie, gdy broni się pozbyła. Likwidacja arsenałów broni chemicznej przez Libię na początku lat 2000. zdecydowała też zapewne o zachodnich nalotach na to państwo i o jego upadku. Ofiarą nalotów stała się też nieposiadająca broni masowego rażenia Jugosławia, bezpieczna od nich jest jednak posiadająca od 2005 r własną broń atomową Korea Północna. Od wyprodukowania własnej broni atomowej zależy też układ sił pomiędzy Iranem a Izraelem i co za tym idzie bezpieczeństwo tego pierwszego państwa.

Budowanie bezpieczeństwa międzynarodowego w świecie pozimnowojennym

O ile zatem podczas Zimnej Wojny w interesie światowego pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego leżało dążenie do rozbrojenia nuklearnego, o tyle dziś solidnym zabezpieczeniem światowego pokoju i bezpieczeństwa nuklearnego jest dążenie do proliferacji broni ABC. Państwo które posiada taką broń i środki jej przenoszenia, dysponuje bowiem siłą odstraszania wystarczającą, by zabezpieczyć się przed dokonywaną konwencjonalnymi środkami agresją USA, NATO i Izraela. Gdyby Jugosławia, Irak, Libia i Syria dysponowały arsenałem broni ABC, nie stałyby się najpewniej przedmiotem agresji bloku atlantyckiego. Gdyby broń taką posiadał Iran, nie musiałby się obawiać ataków izraelskich ani agresji USA, możliwości siania destabilizacji w regionie przez Tel Awiw zostałyby zaś wydatnie ograniczone geopolityczną przeciwwagą Teheranu.

Zarówno NPT (1968) jak i Protokół lizboński (1992) wraz z końcem Zimnej Wojny zmieniły swoje znaczenie. Do 1991 r. konsolidowały strukturę bezpieczeństwa międzynarodowego, ograniczając liczbę kluczowych dla ówczesnego systemu międzynarodowego elementów do zaledwie pięciu. Ówczesny system był jednak strategicznie i geopolitycznie zrównoważony swoim biegunowym charakterem. Gdy sowiecki biegun uległ dezintegracji, jałtański system międzynarodowy przestał istnieć. Układ międzynarodowy stał się układem niezrównoważonym i przez to niestabilnym. Jedyne pozostałe na scenie międzynarodowej supermocarstwo i skonsolidowany wokół niego blok atlantycki zyskały możliwość niczym nielimitowanego narzucania swej woli innym.

Ekskluzywistyczny reżym NPT i Protokołu Lizbońskiego petryfikuje ten niestabilny i dysfunkcyjny układ. Zrównoważeniu międzynarodowego układu sił i podniesieniu poziomu międzynarodowego bezpieczeństwa służyłoby zwiększenie możliwości odstraszania przez państwa zagrożone zachodnią agresją. Państwami takimi są dziś lub mogą w najbliższej przyszłości się stać Iran, Korea Północna, Wenezuela, Kuba, Białoruś, Kazachstan i to co zostało jeszcze z Syrii. Dla oddalenia od tych państw groźby agresji USA, Izraela lub NATO, popierać należy rozwijanie przez nie ich własnych programów broni ABC. Dotyczy to szczególnie Białorusi i Kazachstanu, odkąd po kryzysie ukraińskim 2013-2014 r. Rosja przestała być wiarygodnym gwarantem bezpieczeństwa regionalnego w Eurazji.

Poparcie dla proliferacji broni masowego rażenia nie powinno jednak obejmować państw upadłych pokroju Pakistanu lub Ukrainy. Broń ABC pozostająca na terenach państw upadłych nie tyle stanowi bowiem czynnik odstraszania, co grozi użyciem jej w sposób nieracjonalny i przez to zwiększa poziom niepewności w środowisku międzynarodowym. Nie ma też potrzeby by w broń masowego rażenia zaopatrywały się państwa niezagrożone agresją zachodnią jak na przykład Japonia lub RPA. Zwiększyłoby to tylko niepotrzebnie poczucie zagrożenia wśród ich sąsiadów, na ich bezpieczeństwo własne nie miało zaś żadnego wpływu.

Pozostaje wreszcie problem stacjonowania amerykańskiej broni jądrowej na terenie europejskich i śródziemnomorskich państw NATO. Wbrew postanowieniom NPT jest ona rozmieszczona w Belgii, Holandii, Niemczech, Włoszech i Turcji. Na wypadek konfliktu zbrojnego ma być przekazana państwom na terenie których jest stacjonowana, co stanowi naruszenie reżymu NPT. Broń ta nie służy dziś bezpieczeństwu państw na terenie których się znajduje, bowiem zniknęło aktualne w okresie Zimnej Wojny zagrożenie, jakie stanowił dla nich blok sowiecki. Obecnie amerykańska broń masowego rażenia stacjonowana w Europie i Turcji ma służyć strategicznemu szachowaniu i potencjalnemu zastraszaniu Rosji oraz petryfikowaniu strategicznej zależności Europy i Turcji od USA i ich identyfikacji jako elementów bloku atlantyckiego, tak więc jest źródłem niepewności w środowisku międzynarodowym, stąd też broń tę należałoby z obszaru Europy i Turcji usunąć.

Wnioski

Pamięć o tragedii mieszkańców Hiroszimy i Nagasaki wymaga dziś zabiegów na rzecz światowego pokoju i podniesienia poziomu międzynarodowego bezpieczeństwa. Lekcja Zimnej Wojny uczy nas, że najpewniejszym do tego sposobem jest nabycie zdolności do odstraszania nuklearnego, po dezintegracji układu biegunowego ważne szczególnie dla państw zagrożonych agresją bloku atlantyckiego (czyli USA, Izraela i NATO). Przewaga technologiczna i w siłach konwencjonalnych jest po stronie bloku atlantyckiego tak przytłaczająca, że zrównoważyć może ją jedynie odstraszanie bronią ABC. Dlatego popierać należy wystąpienie z NPT i nabycie zdolności takiego odstraszania przez państwa rewizjonistyczne wobec pax americana.

Ważne dla zrównoważenia międzynarodowego rozkładu sił są także osłabienie i dezintegracja samego bloku atlantyckiego. Idealnym rozwiązaniem byłoby utworzenie wspólnotowych sił nuklearnych przez Unię Europejską i nabycie przez nią własnej tożsamości militarnej oraz przekształcenie jej w jedno ze światowych mocarstw – byłoby to równoznaczne z faktycznym zakończeniem amerykańskiego protektoratu nad Europą i musiało zaowocować obumarciem NATO. Jest to jednak scenariusz dziś już zupełnie nieprawdopodobny, z uwagi na widoczny gołym okiem rozkład państw i społeczeństw europejskich oraz słabość (lub wręcz brak – jak w Polsce) rodzimych sił tożsamościowo-kontynentalnych. Rozwiązaniem pożądanym i zarazem pozostającym w zasięgu ręki jest zatem, póki co, jedynie denuklearyzacja europejskiej przestrzeni NATO.

Jeśli nie chcemy więcej widzieć tak dramatycznych scen jak te znane z nagrań z Hiroszimy i Nagasaki z 1945 roku, musimy rozmontować amerykańskie wpływy w Europie i zbudować zabezpieczającą przed nimi siłę, wszędzie tam gdzie istnieje dziś zagrożenie agresją USA, Izraela i NATO. Stany Zjednoczone są jedynym państwem w historii, jakie użyło broni nuklearnej. Waszyngton zrobił to w terrorystycznych celach i w zbrodniczy sposób, gdyż czuł się bezkarny i gdyż zachowania takie sankcjonuje plebejska amerykańska kultura. Sytuacja geostrategiczna 1945 r. przypominała pod tym względem sytuację nam współczesną: ukształtowane w barbarzyńskiej tradycji jedyne światowe supermocarstwo nie miało jeszcze dla siebie przeciwwagi geopolitycznej. Nauczeni doświadczeniem tragedii Japończyków, nie możemy pozwolić by stan podobnego zagrożenia utrzymywał się dziś. Nie wolno nam zostawiać małpy z brzytwą w łapach.

Si vis pacem, para bellum.

hiroszima

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2
Ogólna ocena: 2 (głosów: 15)

Tematy: 

Dyskusja

oto Dariusz Gałat

Bez przesady

Nie pałam sympatią do USA, ale nie sposób zaprzeczyć że to oni byli w tym konflikcie tymi "mniej złymi". Japończycy byli nie tylko agresorami, ale i fanatycznymi szaleńcami: latem 1945 r. zmobilizowali do obrony japońskich wysp macierzystych przed amerykańską inwazją, olbrzymią armię liczącą ponad 30 milionów (!) "żołnierzy", którymi mieli być japońscy cywile, w tym kobiety i dzieci. Amerykanie w odpowiedzi planowali złamać ich opór masowymi atakami gazowymi:

Gdyby nie atomowe bombardowania Hiroszimy i Nagasaki ofiar mogłoby być o wiele więcej.

oto jkl

Gdyby to sowieci zrzucili te

Gdyby to sowieci zrzucili te dwie bomby atomowe na Japonię to dzisiejsi obrońcy USA nie mieli by żadnych wątpliwości co do zasadności ich użycia.A dzisiaj pisano by o zwierzęcej naturze Rosjan i ludobójstwie na mieszkańcach Nagasaki i Hiroszimy.

oto gość

A dzisiaj pisano by o

A dzisiaj pisano by o zwierzęcej naturze Rosjan i ludobójstwie na mieszkańcach Nagasaki i Hiroszimy.
Ciekawa teoria zważywszy na fakt, że Rosjanie zabili więcej Niemców niż wszyscy pozostali uczestnicy II wojny światowej razem wzięci, a o żadnym rosyjskim "ludobójstwie na Niemcach" jakoś się nie pisze. Skąd więc pomysł, że pisano by o rosyjskim "ludobójstwie na Japończykach"?

oto Eowina

Ciekawe kto i jak to zrobi ;)

musimy rozmontować amerykańskie wpływy w Europie

Seabees Break Ground on Maritime Operations Center in Ukraine
25 lipca 2017 r. w miejscowości Oczaków na Ukrainie, uroczyście rozpoczęto budowę amerykańskiej bazy morskiej nad Morzem Czarnym. Prace przygotowawcze i organizacyjne trwały tam już tam od kwietnia. Ośrodek w Oczakowie jest jednym z trzech takich ośrodkow budowanych na Ukrainie, będzie tam też możliwość remontów maszyn bojowych, bo na Ukrainie są planowane w przyszłości duże i liczne manewry wojskowe.

oto Czesław

A może nigdy więcej Nankinu i Warszawy

"Pomimo ostatecznej zmiany celów i tak straty wśród ludności były zatrważające, bowiem w obydwu nalotach zginęło bezpośrednio około 150 tys. ludzi, dalszych kilkadziesiąt tysięcy zmarło zaś w kolejnych latach w wyniku choroby popromienne" informuje Pan czytelników o tej "strasznej zbrodni", mógłby Pan dodać jeszcze tragedię Drezna i Berlina. Bardzo Pan ma"ludzkie serce" dla tych ofiar zbrodni USA.
A czy zastanawiał się Pan nad tym, jak by na te Pana przemyślenia i wnioski tak bardzo współczujące agresorom Japończykom a potępiające St.Zj. zareagowali Chińczycy np. z Nankinu.
" W latach 1937–1938 Japończycy dokonali masakry jego mieszkańców i obrońców. Liczbę ofiar oceniono po wojnie na 42 tys., ale szacunkowe dane chińskie mówią nawet o 300 tys.", jest to tylko fragment bestialstwa Japończyków jakiego dokonali w Azji.
Zawsze dziwi mnie i nie mogę zrozumieć tego współczucia dla agresorów i potępienia na jednym wydechu tych co zwyciężyli tych agresorów. Takie tłumaczenie a może nie musiało być tak ostro, trzeba było delikatnie itp. A czym się różni masakra dokonana na Hiroszimie od masakry dokonanej w Nankinie czy Warszawie? W czasie II-ej wojny światowej Amerykanom należy sie cześć, szacunek oraz wdzięczność za pokonanie Japończyków i Niemców a wyliczanie przy okazji ich grzechów z dalszej i bliższej przeszłości jest po prostu nieprzyzwoite. Tak to można wszystko i o wszystkich.
A tak na marginesie, jaka różnica czy człowiek ginie od bomby jądrowej czy zwykłej, chyba żadna, natomiast być mordowanym w laboratoriach japońskich i niemieckich tamtego okresu, to dopiero zbrodnia.

oto jkl

Cywilni mieszkańcy Nagasaki i

Cywilni mieszkańcy Nagasaki i Hiroszimy byli agresorami? To oni mordowali chińskich cywilów?
Nie ulega żadnym wątpliwością historycznym,że sprawę kapitulacji Japonii można było załatwić w inny sposób.Tego nie zrobiono bo kultura plebska jankesów na to nie pozwalała.

oto Skanderbeg

Japończycy rozpoczęli na Wschodzie

wojnę totalną. To zostali tak potraktowani.
Japończycy odrzucili ofertę bezwzględnej kapitulacji. A jako ludobójcy, nie mogli liczyć na nic więcej. A potem ich idolem wciąż pozostawał cesarz Hirohito, z tym że zrzekł się swojego boskiego statusu.

oto utu1

"odrzucili ofertę bezwzględnej kapitulacji"

To Pan uwaza, ze kazdy konflikt powinien sie konczyc bezwzgledna kapitualcja? Gdyby nie to konflikt mogl skonczyc sie wczesniej i roäzejsc po kosciach.

oto gość

Każdy konflikt taki jak

Każdy konflikt taki jak rozpętane przez Niemcy i Japonię 80 lat temu powinien się kończyć bezwzględną kapitulacją tych, którzy go wszczęli. Kropka.

oto Robercik

Nie lubię rozumowania na

Nie lubię rozumowania na zasadzie: sąsiad dokonał zbrodni, to ja mu spalę dzieci.

Japończycy rozpoczęli na Wschodzie
wojnę totalną. To zostali tak potraktowani

USA wprowadziły na Bliskim Wschodzie chaos totalny. Czy wobec tego moralnie zasadne byłoby zatruć wodociągi w USA tak by w wyniku chorób zmarło ok. 500tys amerykańskich cywilów?
A Pan chciałby zostać zamordowany przez Serba albo Irakijczyka za politykę swojego rządu? Zabicie Amerykanina albo Polaka byłoby nawet moralnie bardziej uzasadnione, bo oni w wyborach jawnie opowiadają się za agresją choć mogliby protestować, a np. w III Rzeszy albo Japonii możliwości protestu nie było. Gdy w towarzystwie powiem, że SLD, PO, PIS, PSL to mordercy, a ich wyborcy popierają morderstwa, to ludzie robią wielkie oczy ze zdziwienia. No jak to? Mordercy to Niemcy, a my mieliśmy tylko misję pokojową. My jeteśmy dobrzy.

W każdym społeczeństwie większość stanowią koniunkturaliści, oprtunuści i ludzie co prawda dobrzy ALE głupi i naiwni. Jakieś 10 do 30% jest odporna na zbydlęcenie, ale ulega większości baranów. Nalot dywanowy nie wybiera, zabija wszystkich. Jak karać narody? I za co?
Amerykanie ostatnio lubują się w nakładaniu sankcji, np. na Syrię. Sankcje uderzają w byt biologiczny przeciętnych Syryjczyków. Czemu winni ci Syryjczycy?

oto gość

USA wprowadziły na Bliskim

USA wprowadziły na Bliskim Wschodzie chaos totalny

Jest Pan ofiarą muzłumańskiej propagany. To nie USA ani "Zachód" odpowiadają za chaos na Bliskim Wschodzie - to sami muzłumanie go wywołali.
Przy czym nie rozumie Pan też różnic kulturowych. Gdy chrześcijanie się wzajemnie masowo mordowali np. w II WŚ, to nie próbowali "zwalać" za to winy na nie-chrześcijan - chrześcijaństwo tego bowiem zabrania.
W islamie jest inaczej ta religia nakazuje w takich przypadkach (gdzy muzułmanie się wzajemnie mordują) "zwalić" winę za to na "niewiernych".

Polecam:
blogdyplomacja.pl/zludna-stabilnosc-swiata-arabskiego-przed-arabska-wiosna/

oto Obserwator

Szanowny Panie Dalecki

Chyba pan przesadził i to bardzo
Kto zaczął tą wojnę atakiem na Pearl Harbour ?
Kto to wojnę prowadził w sposób barbarzyński ? Pa za tym mieli szanse, mogli kapitulować.

oto Skanderbeg

Pan przeczytał nazwisko autora?

A Pearl Harbor było czymś podobnym do WTC. Musiało się zdarzyć, aby imperium zła mogło wystąpić w roli ofiary. Choć Japończykom wcale nie współczuję. Ale nie za zabijanie amerykańskich żołnierzy. Amerykanie zaś internowali niemal wszystkich Japończyków w USA. I to chyba z pobudek też rasistowskich. O masowym internowaniu Niemców lub Włochów nie słyszałem.
Natomiast współczuję Chińczykom, Koreańczykom, mieszkańcom Indochin okupacji japońskiej. Atak bombami atomowymi miał kilka celów, w tym: zademonstrowanie potęgi nowej broni i całkowite złamanie Japończyków. Poza tym, stał się możliwy, gdy nie było żadnej możliwości odwetu atomowego.
Autor jest doktrynerem, wg mnie. I w tym nie wiele się różni od PiS czy PO. Ci pierwsi są fanatycznie niemal proamerykańscy, ci drudzy są sprzedajni głównie wobec Niemiec, a środowisko Laseckiego jest fanatycznie antyamerykańskie. I wygląda mi na opozycję koncesjonowaną. Często bywam na ich stronie i jakoś nie ma tam akcji broniących sojusznika ideowego Falangi: Mateusza Piskorskiego. Sobie popiszą dla garstki ludzi różne artykuły o antyamerykańskim wydźwięku (najczęściej) i na tym ta opozycyjność się kończy

oto Krzysztof M

Amerykanie zaś internowali

Amerykanie zaś internowali niemal wszystkich Japończyków w USA. I to chyba z pobudek też rasistowskich. O masowym internowaniu Niemców lub Włochów nie słyszałem.

W przypadku Japończyków dyscyplina i posłuszeństwo grały daleko większą rolę, niż w przypadku Niemców, czy Włochów. Oczywiście mówimy o tych, którzy przebywali na terytorium USA. Więc to nie pobudki rasowe, a pragmatyzm.

oto Skanderbeg

Rasizm też miał znaczenie

Tam wciąż trwała segregacja. Bo można by kilku Japońców "przerobić" i mieć w środku środowiska agenturę. Przerobić pieniędzmi, albo zastraszając. Sądzę, że jakiś margines marginesu wśród Japończyków poszedłby na współpracę.
A Włosi robili sabotaże w porcie i jakoś zamykania ich w obozach nie było. Musiano się skontaktować z Lucky Luciano (siedział w więzieniu), aby dywersja ustała.
Sądzę, że japońska etyka pracy, nie pozwoliłaby im na takie numery.

oto Bodzio

Byloby to trudne. To zamykanie Wlochow

Pol miliona italo amerykanow sluzylo w US army.FBI wiedzialo ze en masse italo amerykanie sa lojalni wobec USA a nie Wloch.Z pozarami w dokach w NY to tez nie tak. SS Normadie ktora splonela w doku byla podobno podpalona przez rzadzacych dokami mafiozow ale jest calkiem mozliwe ze przypisali.sobie oni przypadkowy pozar zeby miec dodatkowa karte w reku. Lucky Luciano w zamian za uwolnienie z pudla i deportacje do Wloch pomogl aliantom w desancie na Sycylie zapewniajac pomoc kontrolujacej interior wyspy mafii.

oto gość

No tak, z tej plebejskiej

No tak, z tej plebejskiej "nienawiści" Jankesi aż dwa razy zrównali z ziemią Niemcy po przegranych przez nie dwóch wojnach! Tendencyjność tego artykułu tak razi, że aż trzeba mrużyć oczy przy czytaniu...

oto Olaf

Artykuł jak z "Trybuny Ludu"

Jakbym czytał "Trybunę Ludu" w czasach słusznie minionych. Nienawiść do Amerykanów prowadząca do zniekształcenia faktów historycznych. Kto tu był agresorem? Kto rozpoczął działania wojenne bez ich wypowiedzenia? Kto dopuszczał się niewyobrażalnych zbrodni wojennych na jeńcach i ludności cywilnej?
A swoją drogą te dwie bomby atomowe bardzo dobrze zrobiły Japończykom. Proszę mi znaleźć teraz na świecie drugie tak pokojowo nastawione społeczeństwo. Strach przed ew. wojną jest tam wciąż tak wielki, że nawet w pełni uzasadnione postawą Chin i KRL-D zbrojenia nie znajdują akceptacji w społeczeństwie. Może gdyby takie dwie atomówki spadły na łeb Niemcom to teraz nie chodziłyby im po głowie pomysły o powrocie o niemieckiej hegemonii w Europie.

oto utu1

"bomby atomowe bardzo dobrze zrobiły Japończykom"

Moglby pan zasugerowac innych pacjentow, ktorym by sie taka kuracja przydala? Moze Ameryce? Tam nigdy zadna bomba nikomu na glowe nie spadla. Im sie w glowach poprzewracalo od tego. Ale kilka bomb i przywroci im sie rownowage.

oto Krzysztof M

Kto tu był agresorem

Kto tu był agresorem

Agresorem był ten, który dostał kasę od międzynarodówki bankierów. :-)

oto Ireneusz

Ciekawe spojrzenie

Ciekawe spojrzenie generalne na doktrynę wojenną oraz specyficzne podejście Amerykanów do świata. Jak widać z komentarzy, nikt tego nie pojmuje - najprawdopodobniej pojąć najzwyczajniej w świecie nie chce. Bo przeszkadza mu bezsensowna miłość do czegoś, co wydaje się że za oceanem istnieje. A tam każdemu słoma z butów...
Każdy niby wie, że mieliśmy być poligonem atomowym. Ale nikt nie wyciąga z tego wniosków, które powinien wyciągnąć. Że ani w polityce, ani w przetrwaniu nie ma żadnych sentymentów. A honor to jest trwanie w godności własnej i dbałość o godność swoich najbliższych. Nigdy zaś honorowe nie jest bezkrytyczne pochwalanie tego, który nie ma ani krztyny honoru. Należy porzucić upartego trzymania się "za wolność Waszą", bo nie ma za tym nigdy "wolności naszej", a jest wręcz coś innego.
Czytajcie historię rozwoju doktryn, czytajcie. Może kiedyś coś w końcu zrozumiecie?

oto Equatore

Elegancik się znalazł

To była II wojna światowa. Najkrwawszy i prowadzony najbardziej bezwzględnymi, wręcz przemysłowymi, metodami konflikt w historii ludzkości.
Rozpoczęty i wyniesiony na wyżyny brutalności przez państwa "osi" - przede wszystkim Niemcy i Japonię. Które z góry przeznaczyły do zagłady ludność rozległych, znacznie przekraczających rozmiar ich państw terytorium, celem zbudowania potężnych imperiów które miały trwać tysiąclecia. A radość niemal wszystkich Niemców i Japończyków, że ich rządy, za ich pomocą, realizują z takim powodzeniem ten śmiały i dalekosiężny plan, wydawała się nie mieć końca.
Ale to panu Laseckiemu nie przeszkadza.
Kiedy jednak agresorzy zaczęli poznawać brutalność wojny na swojej własnej skórze, to już źle, to już barbarzyństwo.
Zanim zaczniemy oceniać bombardowania Niemiec i Japonii według współczesnych kryteriów, trzeba się najpierw doinformować w sprawie kontekstu. A kontekstem do bombardowań było to wszystko, co Niemcy i Japończycy zrobili ludzkości jeszcze przed ich rozpoczęciem.
Bomba atomowa choć śmiercionośna, była tylko ułamkiem zniszczeń wyrządzonych w czasie wojny przez walczące strony metodami konwencjonalnymi. Porównując, to co zrobili Japończycy w Chinach, Indochinach, Filipinach, Indonezji czy innych drobniejszych fragmentach swojego nowego imperium i tak zostali - moim zdaniem - potraktowani humanitarnie i znacznie łagodniej, niż sami traktowali innych. Więcej, podobnie jak Niemcom, zamiast ich wymordować, zdewastować i zniszczyć ich państwowość (lub zwyczajnie podbić) celem uniemożliwienia odzyskania siły, co było zwykłą praktyką w dotychczasowych wojnach, pozwolono im odbudować się po wojnie i dojść do nowego rozkwitu w krótkim czasie, co stanowiło początek nowej praktyki.
Zdaniem zresztą wielu ofiar i krewnych ofiar tej wojny - niepotrzebnie i pochopnie.
Nie rozstrzygnę kto był w błędzie.
Niemniej, jako Polak, nie powinien pan wylewać łez nad ofiarami ludności cywilnej naszych wrogów, skoro nie robi pan tego wobec naszej.
W tej wojnie Polska i Japonia była po innej stronie.
My po dobrej, oni po złej.
I to oni zaczęli, i to oni podeptali zasady cywilizowanego prowadzenia wojny jako pierwsi, więc ostrożnie z tymi zarzutami o barbarzyństwo.
To nie my zaczęliśmy wojnę totalną. To oni zmienili reguły tej wojny.
A kiedy toczy się wojna totalna, nikt odpowiedzialny nie będzie poświęcał życia tysięcy i milionów swoich ludzi (tyle mogła kosztować inwazja na Japonię, do której na szczęście nie doszło), żeby tylko oszczędzić wroga. Nie powinien pan tego oczekiwać.
Śmierć choćby jednego człowieka jest smutną rzeczą, ale podczas wojny każdy, nawet najdrobniejszy czyn nabiera dodatkowego kontekstu. Śmierć mieszkańców Hiroszimy i Nagasaki stanowiła otrzeźwiający wstrząs dla japońskiego przywództwa. Życie tysięcy, które zostało poświęcone, ocaliło zapewne miliony żyć ich rodaków, w tym cywilów, którzy mieli być poświęceni jako ofiary do ostatniej obrony honoru imperium japońskiego podczas spodziewanej amerykańskiej inwazji. Mężczyźni, kobiety i dzieci, mieli w myśl tego szalonego planu wykrwawić swoją liczebnością i samobójczymi atakami doskonale wyposażone i dysponujące - w tym czasie - absolutne panowanie na morzu i w powietrzu, wojska alianckie. Dlatego śmierć Hiroszimy i Nagasaki nie poszła na marne i - moim zdaniem - to wydarzenie mniej się nadaje na sztandar pańskiego antyamerykanizmu niż konwencjonalne bombardowania wielkich japońskich miast przemysłowych (w tym Tokio), gdzie zarówno ofiar w ludziach, jak i zniszczeń, było więcej, a nie spowodowało to porównywalnych skutków.
Ja odbieram to samo wydarzenie inaczej.
Wybuch tych bomb atomowych w 1945 spowodował początek ery, która trwa do dziś.
Jest to era rozumu. W tym samoograniczenia w dziedzinie posługiwania się metodami militarnymi.
A pierwszym aktem tej ery rozumu było to, że przywództwo Japonii, z cesarzem na czele, skapitulowało, będąc względnie świadomymi konsekwencji nowej broni dla narodu japońskiego. Co było absolutnie niezgodne z ich dotychczasową filozofią i całą ich mentalnością. I bardzo niespodziewane. Postępowanie przywódcy Niemiec dla przykładu do tej ery nie może zostać zaliczone i konsekwencje dla jego narodu były w związku z tym surowsze.
Od tego czasu, ludność planety Ziemia znacznie ograniczyła poziom konfliktów wojennych, a ludzkość weszła w etap przyspieszonego rozwoju cywilizacyjnego, który trwa do dzisiaj.
I o tym trzeba również pamiętać.

oto utu1

Amerykanska natura

Autor powinie rozwinac jak to jest z tymi Amerykanami. Faktem jest, ze sa bezwzgledni. Ich pragmatyzm jest zimny bez zadnych sentymentow. Na ile wynika to z Protestantyzmu, ktory u Anglosasow i Amerykanow szczegolnie jest w wersji bardzo zjudaizowanej? Plebejskosc nie musi byc koniecznie taka. To jest plebejskosc szczegolna bo amerykanska, ktora nie zna wartosci wyszych aby przed nimi pochylic glowe. Ta kultura jest zimna i bez litosci.

Amerykanie nie brali jencow od poczatku. W sumie wzieli 50 tys w czasie calej wojny z Japonczykami a zabili blisko 2 miliony zolnierzy. Opowiastki o tym, ze Japonczycy nie chcieli sie poddawac to wymowki. Kto by sie poddawal gdy wiedzial, ze bedzie zabity. Sowietom poddalo sie 700 tys Japonczykow, z ktorych wiekszosc przezyla. Amerykanom poddawac sie bali. Pod koniec wojny probowano amerykanskich zolnierzy zachecic do brania jencow obietnica, ze za przyprowadzonego jenca dostana przepustke i lody na deser. Ta obietnica lodow troche pomogla i uratowala zycie tym sposrod 50 tys. A Japonczycy jencow brali i zdecydowana wiekszosc przezyla. Czasami zabijali lotnikow, uwazajac, ze ci sa przestepcami wojennymi bo bombarduja ludnosc cywilna.

oto Olaf

Każda półprawda jest całkowitym kłamstwem.

Nie chcę się wypowiadać na temat bezwzględności i pragmatyzmu Amerykanów bo za mało ich znam. Natomiast co do sprawy jeńców to jak Pan wytłumaczy fakt, że w Europie Niemcy woleli poddawać się Amerykanom niż komukolwiek innemu (w szczególności nie chcieli się poddawać Rosjanom)?
"Na złodzieju czapka gore" mówi przysłowie i w tym przypadku mówi prawdę w obu przypadkach. Bezmiar zbrodni jakich dopuścili się Japończycy wobec Amerykanów (a Niemcy wobec Rosjan) powodował z pewnością naturalne obawy, że Amerykanie odpłacą im tym samym. Na przykład Japończycy postępowanie z jeńcami strony przeciwnej (niekoniecznie Amerykanami) zazwyczaj rozpoczynali od dobijania rannych (patrz np. wyspa Wake).
Zresztą sprawy związane z traktowaniem przez Japończyków jeńców wojennych są tak dobrze znane, że właściwie głupio mi, że muszę Panu na to zwracać uwagę.
Poza tym proszę sobie zadać trud i przeglądnąć źródła a wtedy dowie się Pan, że Amerykanie (choćby dlatego, by nie tracić własnych ludzi niepotrzebnie) wielokrotnie wzywali japońskie formacje do kapitulacji w sytuacjach militarnie beznadziejnych (pierwszy taki bardzo spektakularny przypadek to tzw. "twierdza Gifu" w rejonie wzgórza na Guadalcanalu nazwanego przez Amerykanów "Galloping Horse" ). Zawsze bez skutku.
Wreszcie ostatnia sprawa. Sugeruje Pan, że amerykanie dopuszczali się niejako "systemowych" egzekucji jeńców wojennych. Wybaczy Pan, ale to jest po prostu kłamstwo. Owszem, mogło się zdarzyć, że wstrząśnięci ogromnymi stratami i zrozpaczeni utratą kolegów żołnierze dokonali gdzieś samosądu. Ale to były sprawy incydentalne, przez dowództwo tępione. Poza tym do zabijania poddających się Japończyków dochodziło, gdy któryś z nich miał ukryty np. granat, którym rozrywał siebie i podchodzących aby go wziąć do niewoli Amerykanów. Dlatego też na zdjęciach jeńców japońskich często widzimy, że są oni rozebrani do naga; chodziło o dopilnowanie by nie ukryli gdzieś jakiejś broni (jakoś nigdy nie rozbierano Niemców; nie było potrzeby bo nie było takich obaw). Ten sam problem mieli zresztą Amerykanie później, podczas wojny koreańskiej.
Szanowny (?) Panie! Mogę zrozumieć Pańską niechęć do Amerykanów (choć jej nie podzielam) ale mijania się z prawdą zrozumieć nie potrafię.

oto utu1

Polprawdy

Prawda jest, ze stosunek zabitych do jencow byl 100:1 na Pacyfiku. Dopiero pod koniec wojny poprzez zachety dla zolnierzy w postaci przepustek i lodow na deser udalo sie poprawic ten stosunek do 10:1.

Oficjalna narracja ameykanska, ktora Pan powtarza jak papuga tlumaczy, ze Japonczycy nie poddawali sie, itp. itd. To jest po czesci prawda ale tylko polprawda. Glowna przyczyna dlaczego Japonczycy nie poddawali sie bylo to, ze nigdy im szans aby poddac sie nie dano.

Jaki "bezmiar zbrodni jakich dopuścili się Japończycy wobec Amerykanów"? Rozpoczeli wojne bez jej wypowiedzenia. To jedyne przestepstwo. Ilu cywili Amerykanow zstalo zabtych w wyniku dzialan wojennych? Ilu zabili Amerykanie.

Amerykanie dobijali rannych i jencow. Bylo to cos jak najbardziej dla nich oczywiste i uzasadnione. Dowodztwo nie ingerowalo a czasami na nizszym szczeblu zachecalo. Rozkazow nie bylo. Armia amerykanska nie byla tak zdyscyplinowana jak niemiecka czy japonska, w ktorych takze dokonywano przestepstw wojennych ale naogol na specyficzny rozkaz od gory.

Jak Japonczycy traktowali jencow jest poza dyskuja. Gdy Amerykanie zabijali Japonczykow nie wiedzili nic o tym jak Japonczycy traktowali jencow bo wiedziec nie mogli. W przeciwienstwie do Amerykanow Japonczycy jencow brali. Niezgodnie z konwecjami zmuszali ich do pracy. Niektorych karali. Nie zywili ich dostatecznie. Wiekszosc wzietych jencow przezylo obozy jenieckie. Lotnikow czesto zabijali uzwazajac, ze sa przestepcami wojennymi za bombardowanie celow cywilnych. Nawet gdyby Japonczy traktowali jencow starsznie, to Amerykanie o tym wiedziec nie mogli, wiec nie mogli tym uzasadniac swoich zachowan. W duzej mierze amerykanskie zachowania byly dyktowane propaganda, ktora byla inna niz wobec Niemcow. Niemcow nie zdehumanizowano podczas gdy Japonczykow nie widziano jako ludzi.

Niech mi Pan nie imputuje niecheci do Amerykanow. Akurat ich lubie. Tu chodzi o filozofie liberalizmu i pragmatyzmu, ktora potrafi doprowadzic ludzi do systemowych nieludzkich ale jak najbardziej pragmatycznych zachowan tak jak to mialo miejsce w czasie kampani na Pacyfiku.

oto Krzych Adam

Pozwolą Panowie, że się wtrącę?

Nie jako ekspert, bo wojną na Pacyfiku zajmowałem się bardzo mało nawet jako amator.

Ale jedno wiem. W japońskich (tradycyjnych, dowojennych) poglądach osoba poddająca się nieprzyjacielowi traciła honor i godność. Literalnie przestawała być człowiekiem.

Czy nie uważacie Panowie, a szczególnie p. utu1, że ten element japońskiego światopoglądu był istotnym czynnikiem w drastyczności i rozmiarach japońskich zbrodni popełnionych na jeńcach z jednej strony, a z drugiej w niepoddawaniu się Japończyków, bądź wykorzystywaniu poddawania się jako podstępu, by nawet wówczas zabić jak najwięcej wrogów kosztem swej śmierci? Mam na myśli przywołany wyżej przykład rozerwania się granatem przez żołnierza japońskiego w chwili gdy zbliżyli się do niego Amerykanie, by wziąć go do niewoli.

oto utu1

"drastyczności i rozmiarach japońskich zbrodni"

Jakie zbrodnie na jencach? Wiekszosc jencow alianckich przezyla japonska niewole (USA 67%, GB 75% ). Niemieccy jency w Jugoslawi 59% przezyla a w innych krajach wschodnio europejskich 67% przezylo. Wiekszosc Japonczykow nie przezyla, gdyz nie miala szansy zostac jencem. Japonczycy wzieli 25 tys Amerykanow i 130 tys Brytyjczykow w poczatkowej fazie wojny. Pozniej tylko przegrywali. Amerykanie w zasadzie jencow nie brali. 100:1 stosunek zabitych do jencow.

Pisze o gym tylko dlatego, ze mamy falszywe wyobrazenie jak to faktycznie bylo. Zwyciezcy pisza historie, w ktorej siebie wybielaja i oczerniaja przeciwnika. Czy to tak trudno zrozumiec? W przypadku kampanii na Pacyfiku skala brutalnosci, ktora nie byla zawsze dzika ale zato zawsze pragmatycznie wyrachowana, ze strony Amerykanow na najnizszym szczeblach wojska jest bezprecedensowa i porownywalna do Mongolow i masakr opisywanych w Bibli.

American troops 'murdered Japanese PoWs'
http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/asia/jap...

oto Krzych Adam

Nie będę twierdził nic o postępowaniu Amerykanów z jeńcami.

Czy nawet z potencjalnymi jeńcami tak jak to Pan opisuje. Bo nic o tym nie wiem. Czytałem jedynie takie świadectwa:

Zobaczyliśmy trzech Japończyków nadchodzących brzegiem rzeki z dżungli. Ten z przodu niósł białą flagę. Myśleliśmy, że poddają się. Kiedy podeszli do nas, upuścili białą flagę, a potem wszyscy trzej rzucili w nas granatami ręcznymi. Zabiliśmy dwóch z tych Japończyków, ale jeden uciekł.

Miały miejsce niezliczone incydenty, takie jak z rannym japońskim żołnierzem na Guadalcanal, który wyrwał skalpel i wbił w plecy chirurgowi, zajętemu własnie ratowaniem mu życia przez operację albo żołnierza ocalałego z bitwy i ratowanego z morza przez załogę łodzi patrolowej, który wyciągnął pistolet i zastrzelił amerykańskiego marynarza właśnie dającego mu filiżankę kawy.

Dowództwo zawsze kazało nam brać jeńców, ale mieliśmy złe doświadczenia z tym, bierzesz ich, a potem, jak tylko wyjdą za linie, upuszczają granaty i my tracimy jeszcze kilka osób.

Bardzo niewielu z nich wyszło poddając się, a kiedy to zrobili, zwykle jako pierwszy wychodził jeden z rękami do góry, a następny za nim wychodził z granatem.

Uprzednio pisałem zaś jedynie o odmienności kulturowej Japończyków. Skoro jak Pan pisze wzięli do niewoli w sumie jedynie nieco ponad 150 tysięcy Brytyjczyków i Amerykanów to trudno w oparciu o to sformułować wiążącą opinię o ich postępowaniu z jeńcami czy przy braniu jeńców. Bardziej reprezentatywne będzie analizowanie ich postępków z innymi nacjami. Ocena liczby ofiar wśród ludności cywilnej i jeńców wojennych wśród Chińczyków, Koreańczyków, Filipińczyków, Malajów i Indonezyjczyków w latach wojny na Dalekim Wschodzie (1937-45) idzie w miliony.

oto Olaf

Dowiesti czto ty nie wierblud...

Mawiają bracia Rosjanie. Podałem Panu przykład Guadalcanalu, mogę podać multum innych przykładów gdzie Japończykom proponowano kapitulację, że nie wspomnę o japońskich marynarzach, którzy odmawiali wsiadania do próbujących ich ratować amerykańskich szalup. Podany przez Pana stosunek strat to skutek sposobu walki Japończyków (choćby osławionych "ataków banzai" jak na Saipanie czy Kisce). No a sprawa tych lodów to już kuriozum... Skąd Pan to wziął?
Aha i jeszcze jedno. Armia amerykańska przy bardzo luźnej dyscyplinie garnizonowej miała bardzo ostrą dyscyplinę pola walki (ostrzejszą niż niemiecka). Stąd często niepotrzebne straty gdyż nie było praktycznie możliwości sprzeciwić się głupiemu rozkazowi. To tak gwoli "wyprostowania" kolejnej Pańskiej nieścisłości.

oto utu1

"sprawa tych lodów to już kuriozum"

American soldiers in the Pacific often deliberately killed Japanese soldiers who had surrendered. According to Richard Aldrich, who has published a study of the diaries kept by United States and Australian soldiers, they sometimes massacred prisoners of war.[90] Dower states that in "many instances ... Japanese who did become prisoners were killed on the spot or en route to prison compounds".[74] According to Aldrich it was common practice for U.S. troops not to take prisoners.[91] This analysis is supported by British historian Niall Ferguson,[92] who also says that, in 1943, "a secret [U.S.] intelligence report noted that only the promise of ice cream and three days leave would ... induce American troops not to kill surrendering Japanese".[92]

Ferguson states such practices played a role in the ratio of Japanese prisoners to dead being 1:100 in late 1944. That same year, efforts were taken by Allied high commanders to suppress "take no prisoners" attitudes,[92] among their own personnel (as these were affecting intelligence gathering) and to encourage Japanese soldiers to surrender. Ferguson adds that measures by Allied commanders to improve the ratio of Japanese prisoners to Japanese dead, resulted in it reaching 1:7, by mid-1945. Nevertheless, taking no prisoners was still standard practice among US troops at the Battle of Okinawa, in April–June 1945.[92]

Ulrich Straus, a US Japanologist, suggests that frontline troops intensely hated Japanese military personnel and were "not easily persuaded" to take or protect prisoners, as they believed that Allied personnel who surrendered, got "no mercy" from the Japanese.[93] Allied soldiers believed that Japanese soldiers were inclined to feign surrender in order to make surprise attacks.[93] Therefore, according to Straus, "Senior officers opposed the taking of prisoners on the grounds that it needlessly exposed American troops to risks".[93] When prisoners nevertheless were taken at Guadalcanal, interrogator Army Captain Burden noted that many times these were shot during transport because "it was too much bother to take him in".[94]

Ferguson suggests that "it was not only the fear of disciplinary action or of dishonor that deterred German and Japanese soldiers from surrendering. More important for most soldiers was the perception that prisoners would be killed by the enemy anyway, and so one might as well fight on".[92]

US historian James J. Weingartner attributes the very low number of Japanese in US POW compounds to two important factors, a Japanese reluctance to surrender and a widespread American "conviction that the Japanese were "animals" or "subhuman" and unworthy of the normal treatment accorded to POWs.[95] The latter reason is supported by Ferguson, who says that "Allied troops often saw the Japanese in the same way that Germans regarded Russians—as Untermenschen".[92]

oto utu1

"amerykańskich szalup"

"odmawiali wsiadania do próbujących ich ratować amerykańskich szalup"

To kolejna bajeczka, ktora Pan wchlonal w wieku dzieciecym. Jako dzieci wyboru nie mamy. Ale od doroslych mozna wymagac wiecej. Czy pamieta Pan dlaczego w Norymberdze nie skierowano oskarzen wobec Kriegsmarine o nie branie jencow i nie ratowanie rozbitkow? Tylko dlatego, ze Amerykanie nie brali rozbitkow od samego poczatku dzialan wojennych. A Niemcy poczatku dzialan wojennych (nawet U-boty) probowaly ratowac rozbitkow az do momnetu gdy jeden z nich i rozbitkowie, ktorych ratowali zostali zaatakowni przez bombowiec amerykanski w 1942 r (Laconia incident). To jest b. ciekawa i pouczajaca historia tej Laconii. (Troche nie przyjemna dla Polakow, gdyz polscy i angielscy straznicy pilnujacy jencow wloskich byli oskarzeni o uniemozliwianie ratowania sie Wlochw z tonacego statku.)

oto Olaf

Każda półprawda jest całkowitym kłamstwem - po raz drugi!

Znowu gdzieś Panu dzwoni tylko nie wie Pan gdzie. To, o czym Pan pisze, nie dotyczyło Kriegsmarine gdyż niemiecka Marynarka Wojenna nie była "stroną procesu". Jeśli chodzi o organizacje wojskowe to skarżenia o zbrodnie wojenne dotyczyły niemieckiego Sztabu Generalnego (konkretnie OKH i chyba też OKW) i te oskarżenia podczas procesu upadły. Innymi słowy Kriegsmarine się upiekło ale nie Raederowi, który dostał dożywocie choć z innego paragrafu.
Natomiast przedmiotem oskarżenia stały się zasady prowadzenia wojny podwodnej i oskarżenie dotyczyło konkretnej osoby - adm. Doenitza (konkretnie chodziło o rozkaz "Triton - Null" nazywany czasem też "Laconia Befehl"), a nie Kriegsmarine jako instytucji. Temu punktowi oskarżenia sprzeciwił się dowodzący na Pacyfiku adm. Nimitz twierdząc, że zasady prowadzenia wojny podwodnej przez Amerykanów były identyczne jak w przypadku Niemców. Tak więc nie chodziło o ew. zbrodnie Jankesów tylko o brak takowych po stronie Niemców. Niby skutek ten sam, ale przyczyny inne.
Jeśli chodzi o udokumentowane przypadki topienia rozbitków to (o ile wiem) między Niemcami a Amerykanami jest 1:1. Przypadek niemiecki to tzw. sprawa "Peleusa", greckiego frachtowca, którego załoga została wystrzelana w łodziach ratunkowych przez dowódcę (kpt. Heinz-Wilhel Eck) i kilku oficerów U-852. Odpowiedzialni zostali po wojnie osądzeni i straceni. Po stronie amerykańskiej sprawa jest mniej znana i bardziej wstydliwa bo dotyczy człowieka uznawanego za bohatera narodowego, mianowicie lt. cmdr. Dudleya Walkera Mortona (d-cy USS "Wahoo"), który podczas swojego patrolu w styczniu 1943 roku zlikwidował (lub też uniemożliwił ratunek poprzez zatopienie łodzi ratunkowych) rozbitków z zatopionych przez siebie japońskich transportowców. Relacje (adm. Ch. A. Lockwood, cmdr. R.E. O'Kane - wówczas pierwszy oficer u Mortona, Clay Blair) na temat tego co się naprawdę stało różnią się w szczegółach, fakt jest faktem. USS "Wahoo" zginął wraz z całą załogą na Morzu Japońskim w październiku 1943 i sprawa po wojnie ciągu dalszego nie miała (chyba, że uznać za nią brak pośmiertnego Medalu Honoru dla Mortona, o który bardzo zabiegał O'Kane).
Przykłady odmowy ratowania się japońskich rozbitków można znaleźć w relacjach spisanych w trakcie wojny i bezpośrednio po niej przez prof. Morisona, o takim podejściu do ew. oddania się do niewoli pisze też w swoich wspomnieniach Tameichi Hara. Natomiast kłamliwe jest twierdzenie, że Amerykanie rozbitków nie ratowali. Co do walk lądowych to przejmujące pod tym względem są np. relacje marines z Pelielu czy Iwo Jimy. Do tego dochodzą wspomniane przeze mnie ataki banzai. O problemach dotyczących brania Japończyków do niewoli napisał wyżej autor Krzych Jan, więc ten temat pominę.
O japońskich zbrodniach na jeńcach wiadomo było bardzo wcześnie bo już chyba w 1943 r. do USA dotarli pierwsi zbiegowie z Filipin, uczestnicy "marszu śmierci" po kapitulacji Bataanu przy czym ich relacje zostały na rozkaz prez. Roosevelta utajnione. Nie wspomnę, że wiadomo było co Japończycy robią w Chinach i co się stało po kapitulacji Singapuru.
Powody, o których Pan pisze zadecydowały natomiast o wykreśleniu z aktu oskarżenia niemieckich bombardowań (i znowu, upiekło się Luftwaffe jako takiej ale nie Goeringowi), które były rzeczywiście nieporównywalne z tym co robili Brytyjczycy czy Amerykanie (wiem, wiem, mieszkańcy Wielunia, Warszawy, Rotterdamu czy Coventry mogą mieć w tej sprawie inne zdanie). Sądzę, że na korzyść Niemiec zadziałał tu nie brak chęci (o taką subtelność ich nie podejrzewam) tylko brak możliwości, ale fakt jest faktem.
Na koniec sprawa mojej dorosłości bądź jej braku. Widzi Pan dorosłość polega między innymi na tym, że się nią nie próbuje epatować innych. Jeżeli ktoś za bardzo obnosi się ze swoją dorosłością jest po prostu gówniarzem, niezależnie od tego ile ma lat.

oto utu1

Pragmatyzm zabijania

W moim pierwotnym komentarzu probowalem zadresowac specyficzna kulture czy filozofie Amerykanow wobec zabijania. Jest ona dyktowana pragmatyzmem i bezwzglednoscia, ktore w polaczeniu ze slabym wyszkoleniem i niska dyscyplina prowadzily do nie brania jencow. Dla Amerykanow ich bezpieczenstwo osobiste jest najwyzsza wartoscia. Dlatego zawsze wyolbrzymiaja incydenty Japonczykow, ktorzy zachowali sie niehonorowo i podstepnie. Podobnie jest z podejsciem amerykanskiej policji, ktora zabija 50-70 razy wiecej (na liczbe mieszkanca) obywatali niz policje europejskie. Dysproporcja jest ogromna. Zaraz sie podniosa glosy, ze murzyni, ze bron. Murzyni stanowia 28% zabitych. Nie wliczajac ich do statystyki, dysproporcja nadal pozostaje ogromna. W wiekszosci incydentow zabity nie mial broni palnej. Policja nie jest karana. Zawsze to sprowadza sie do bezpieczenstwa osobistego policjanta. Jesli juz dojdzie do procesu to policjant sie broni tym, ze sie bal o swoje zycie. I to wystarcza. Tylko 0.35% policjantow, ktorrzy zabili kogos zostaje skazana. Czyli 99.65% moze zabijac bezkarnie. W Europie na cos takiego nie byloby przyzwolenia. Wiekszosc incydentow byla do unikniecia, ale amerykanski policjant nie jest nauczony taktyk deeskalacji. A dlaczego jesli moze zabic bez zadnych konsekwencji. Policjant nie zrobi kroku do tylu. Bo po co skoro moze zastzelic. A strzela sie do zabicia a nie do obezwladnienia.

Pisze o tym aby podreslic, ze sa istotne roznice wynikajce z kultury i systemu wartosci pomiedzy Ameryka i np. Europa. Te Amerykanskie wartosci spotegowane pogarda, rasizmem i calkowitym zdehumanizowaniem Japonczykow tlumacza zachowanie Amerykanow na Pacyfiku. Dodam jeszcze, ze pomimo naglosnienionego przypadku zabicie jencow amerykanskich przez oddzial SS w 1944 podejrzewam, ze Amerykanin mial wieksze szanse przezycia w przedziale czasu od poddania sie do odprowadzenia na tyly niz Niemiec w podobnyej sytuacji w rekach Amerykanow na froncie zachodnim.

oto olrob

Lasecki

Pan Lasecki żąda od USA stosowania prawa międzynarodowego, gdy tymczasem Japonia do żadnego prawa międzynarodowego się nie stosowała. Stosunek Japończyków do jeńców i cywilów był pogardliwy i okrutny. Japończycy zakładali obozy koncentracyjne, gdzie prowadzili zbrodnicze eksperymenty medyczne. Japończycy dokonywali masowych gwałtów na kobietach. Japonia w ogóle nie ratyfikowała większości konwencji międzynarodowych.
Nie bardzo więc wiadomo na czym ma polegać rzekomą moralna wyższość Japończyków nad Amerykanami.
Poza tym to Japonia napadła na USA zabiła Amerykanów i zniszczyła amerykańskie mienie. Dlaczego więc USA miałyby pobłażliwie zaoferować Japonii warunkową kapitulację. Dlaczego agresja na USA miałyby ujść Japończykom na sucho ?
Po za tym zrzucenie bomby atomowej na Japonię nie było wcale złym rozwiązaniem. Próba podboju Japonii za pomocą konwencjonalnych środków przyniosłaby więcej strat po obu stronach.

oto Krzysztof M

Poza tym to Japonia napadła

Poza tym to Japonia napadła na USA zabiła Amerykanów i zniszczyła amerykańskie mienie.

Ówczesny wywiad amerykański to potwierdza? Obawiam się, że nie... :-) Pearl Harbour było w pewnym sensie ustawką... :-)

oto Qba

Jeszcze jedna "bańka"

Jeszcze jedna "bańka" Nipponowi by się przydała, chociażby za degenerowanie zachodu przez mangę i anime (to z najmniejszych dziwactw) :P Jednak na poważnie:
Poza tym, z czym rozprawiła się reszta komentujących, można dodać specyficzny stosunek p. Ronalda do "tellurokracji" (termin najpewniej zaczerpnięty od pewnego ekscentrycznego rosyjskiego myśliciela, co to zaczynał jako neopoganin, a przerzucił się na starowierstwo). Przepyszny jest zwłaszcza fragment o atakowaniu potencjału militarnego. Już Mongołowie położyli tu podstawy anihilując populację ówczesnych miast, jeśli odmawiały poddania się Wielkiemu Chanowi (np. podbój Chorezmu, Rusi Kijowskiej, Kalifatu Bagdadzkiego), albo później Tatarzy ze swoimi rajdami na południowe Kresy Rzeczpospolitej.
Wielka tellurokracja III Rzeszy też nie obcyndalała się na wschodzie, a w Leningradzie oszczędzili tylko starówkę, bo podobała się Führerowi (gorzej, że całe miasto głodowało). Sowiecka tellurokracja w rewanżu specjalnie nie przejmowała się zgruzowaniem miast, tylko może bardziej gwałciła potencjał cywilny zwłaszcza, że tacy giganci jak Ilja Erenburg w swoich wezwaniach nie czynili dużych rozróżnień w Niemcach.
Współczesna tallasokracja natomiast zaczęła się jednak trochę cackać w swoich wojnach humanitarnych i np. ciężko jest zrównywać pod tym względem sowiecką i amerykańską interwencję w Afganistanie, a w Iraku trafienia w cywilne obiekty nie były częścią metodycznej kampanii.
Reasumując, wyborny kawałek z cyklu "Nowe Imperium Zła i jego zbrodnie". Panu Laseckiemu lepiej wychodzą teksty, gdzie nie drąży "plebejskich" i duchowych korzeni wroga.

oto olrob

Lasecki

Pan Lasecki proponuje utworzenie wielkiego europejskiego superpaństwa z własnymi siłami zbrojnymi i bronią jądrową. Tymczasem takie państwo byłoby olbrzymim zagrożeniem dla tożsamości narodów Europy. Dominowała by w nim ideologia lewicowo- liberalną, usiłująca zniszczyć chrześcijaństwo. Nie bardzo wiadomo jak państwo super europejskie ma się idei tożsamościowej Pana Laseckiego ?

oto Eowina

Ludożercy w obronie amerykańskich lotników.

W czasie wojny nad Borneo, okupowanej przez Japończyków, został zestrzelony amerykański samolot z kilku żołnierzami. Borneo była kolonią holenderską, była słabo zaludniona plemionami ludożerców. Holendrzy zabronili tubylcom ludożerstwa.
W porozumieniu z Holendrami pozwolono tubylcom na ucztę, ale tylko na Japończykach. Tubylcy w ten sposób uratowali załogę amerykańskiego samolotu.

Tubylcy namówili tubylcze dziewczyny aby nago kąpały się w rzece i wabiły Japończykow. A wojownicy w zasadce zabijali podchodzących japońskich żołnierzy. Podobno tańce i uczta trwała kilka dni.

Cannibalism of Madurese in Borneo. Ostatnim przypadkiem masakry, jak podają obserwatorzy, był rok 2001.

Parry met one man with a machete with a red painted handle carved in the shape of a horse. Tied to his belt was transparent bag with some liver in it. He said the liver came from a body they cooked on the side of the road. "We killed it and we ate it," he said, "because we hate the Madurese. Mostly we shoot them first, and we chop the body. It tastes just like chicken. Especially the liver—just the same as chicken." "We drove back through the town market where a charred femur lay on the raid among the embers of a fire. A Dayak man approached, holding a lump of what he said was human meat. He popped it into his mouth. I asked him the first thing that came into my head, and he said: 'Delicious.'"

“Parry spotkał męższczyznę z maczetą. Za pasem w plastikowym worku widać było mięso-wątrobę. Wojownik powiedział, że wątroba pochodzi z zabitych Madurese. „My ich nienawidzimy, zabijamy i jemy. Gotujemy tu zaraz przy drodze. Smakuje jak wątroba z kury.”

oto Krzych Adam

Przecież to jest o łowcach głów, nie o ludożercach.

W filmie nie ma ani słowa o zjadaniu zabitych Japończyków.

A jedyni ludożercy w tamtej części świata, o których wiadomo to Papuasi na Nowej Gwinei ponad 2 tysiące kilometrów od Borneo.

Wszystkie ssaki drapieżne nie polują na osobniki swego własnego gatunku dla zdobycia pożywienia. Jest to tabu poniżej nawet kulturowego poziomu. Z ludźmi nie jest inaczej. Przedstawianie obcych, uważanych za wrogów, jako barbarzyńców zdolnych do najwiekszego zła i oskarżenie ich o kanibalizm historycznie z drugiej strony występowało bardzo często. Oskarżano o to między innymi niektóre szczepy murzyńskie a także indiańskie na Karaibach i w Brazylii. Dokładniejsze badania występowania kanibalizmu jako zwyczaju nie potwierdzają nigdzie. Jedynym wyjątkiem był kulturowo wypracowany rytualny zwyczaj zjadania ludzi na ubogich w zwierzęce białko terenach na Nowej Gwinei. We wszystkich innych miejscach kanibale jeśli się trafiają są automatycznie uważani przez społeczności w których żyją za istoty niegodne miana człowieka. Zatem ludojad ukrywa sie ze swymi skłonnościami, a nie chwali się nimi.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.