Solidarność

Szczucie przez PiS-owską TVP na młodych lekarzy ostatecznie wyjaśniło co dziś oznacza slogan "Polska Solidarna". Rządzący chcą po prostu, byśmy się "solidarnie", nawzajem trzymali w biedzie i bylejakości.

Pułapka niskich płac

Władza zupełnie cynicznie wykorzystuje zawiść grup jeszcze gorzej uposażonych i pozbawionych możliwości skutecznego protestu. Napędzają histerię przeciw "lekarzom-bogaczom" dokładnie tak samo, jak PO szczuło na "za dużo zarabiających górników" i "rolników w traktorach za milion". Po prostu - cały establishment w Polsce strzeże jak źrenicy bieda zarobków w naszym kraju, byle tylko nie wypuścić Polaków z "pułapki średniego wzrostu". Ponadto zaś PiS faktycznie nie lubi lekarzy, raz kojarząc to środowisko z drugą częścią obozu solidarnościowego, a dwa pamiętając, że właśnie o walkę z "korupcją w służbie zdrowia" potknęła się poprzednia odsłona "dobrej zmiany", czyli niedoszła "IV RP". A tak naprawdę w Polsce "za mało" (w stosunku tak do kosztów życia, jak i do potencjału gospodarczego kraju) zarabiają nawet... posłowie i samorządowcy. Bo co to za cymes, gdy taki marszałek ma oficjalnie tyle, co w UK kierowca autobusu miejskiego?

Nb. ta dysproporcja (wtedy jednak wynikająca z naturalnego poziomu rozwoju gospodarczego, a od lat 90-tych utrzymywana sztucznie) pomogła ówczesnym władzom zwinąć PRL. Bo o co mieli się szarpać ze szczebelka na szczebelek, o "willę" w standardzie dostępnym w konkurencyjnym systemie byle klasie średniej? Teraz jednak dysonans ten nie zwija systemu, rozładowując się niesolidarnościową roszczeniowością, korupcją i emigracją.

Tymczasem był czas, gdy właśnie w obronie tych, których postulaty mogły być zbyt bezczelnie lekceważone - wymyślono formułę strajku solidarnościowego. Niestety, to właśnie m.in. dla obrony obecnego systemu najpierw w latach 90-tych rozmontowano przemysł oparty o wielkie zakłady pracy, dające zaplecze zwartym grupom załóg - a następnie zlikwidowano samo poczucie solidaryzmu społecznego. Tymczasem jego istotą jest także to, że jest się solidarnym RÓWNIEŻ z młodym lekarzem - rezydentem, nawet, jeśli za 20 lat jako burżuj - ordynator będzie mieć na koncie więcej, niż cała zmiana w Tesco razem wzięta.

Płacowa wojna z lekarzami to także, a może przede wszystkim ethosowa kompromitacja PiS-u. Bo czym różnią się posłowie tej partii wyliczający pogardliwie ile to państwo dokłada do studiów medycznych - od PRL-owskiego dyrektora telewizji krzyczącego do Jandy w "Człowieku z marmuru", że ma się słuchać, bo przecież studiowała za darmo?!

Reforma ubezpieczeń

Oczywiście, niechęć do lekarzy, jako grupy uchodzącej za lepiej sytuowaną, a w dodatku w codziennych relacjach znajdującej się w przewadze swej pozycji wobec przeciętnego pacjenta – wzbudzić jest szczególnie łatwo, jednym okrzykiem „pokaż lekarzu co masz w garażu”. Z jednej strony ludzie w kitlach zlewają się ludziom w jedną masę – i lekarz-rezydent, na państwowej mikropensji ma przy drobnej tylko pomocy rządowych propagandystów odpowiadać i za swego starszego kolegę bez koperty nie dotykającego stetoskopu, i za specjalistę, do którego zapisano nas za pół roku, a zwłaszcza za konowała, który komuś zdrową nerkę wyciął (omyłkowo, jak się okazało…). Tymczasem zła praktyka nie uzasadnia błędów systemu. Przecież to nie lekarze wymyślili przeładowane SOR-y i niewydolny system opieki nocnej i świątecznej, i klincz finansowy POZ-ów z badaniami, i przede wszystkim nie był na żadnym etapie wprowadzania, zmieniania i dalszego psucia fatalnie pomyślany i jeszcze gorzej realizowany system ubezpieczeń zdrowotnych i finansowania całej ochrony zdrowia w Polsce.

Od lat zawodowo zajmując się opisywaniem działalności medycznej w Polsce, do znudzenia powtarzam, że właśnie ubezpieczenia zdrowotne należy zreformować, zamiast niekończących się zmian nazewniczych-pseudorganizacyjnych w samych instytucjach zdrowotnych. Po pierwsza od 20 lat wiadomo, że niezbędna jest wyższa składka, a ściślej silniejszy drugi filar ubezpieczeń zdrowotnych i wyższa składka, bo pieniędzy w systemie jest za mało - na świadczenia, a nie na wyalienowane od nich zarobki i tego właśnie skutkiem są m.in. wielomiesięczne kolejki do specjalistów. Żeby unaocznić absurd płacowego szczucia na rezydentów trzeba podkreślić, że w obrębie kosztów ogółem płacówka w szpitalach to np. na Lubelszczyźnie między 35 a 57 proc., a zatem to nie płace ciągną opiekę medyczną w dół, tylko niedofinasowanie, zły system ubezpieczeń i w dalszej kolejności błędna organizacja finansowania świadczeń – i cała ich filozofia, uparcie traktująca szpitale i poradnie jak fabryki śrubek, które przede wszystkim muszą się bilansować, a nie leczyć. PiS również przed wyborami obiecywało podejście to zmienić – a pomysłów starczyło tylko na czysto dekoracyjną ustawę o sieci szpitali, która do całej sprawy nie wnosi dokładnie nic.

Poza zmianą zasad finansowania i zwiększeniem nakładów – konieczne jest też jednak poczucie stałości i konsekwencja. Dotychczasowe doświadczenia uczą bowiem, że samo dosypywanie pieniędzy BEZ ZMIAN SYSTEMOWYCH – niczego nie daje, co widać po niespadającym zadłużeniu szpitali. Po prostu – sektor publiczny jest w istocie zdolny skonsumować dowolną ilość funduszy, niekiedy generując koszty… na wszelki wypadek – po prostu, żeby nie odebrali, żeby potem nie dali mniej, bo nie wiadomo co władzy do głowy strzeli. Każdy przecież podskórnie czuje, że tu jest Polska, a zatem co może pójść źle – to pójdzie! Wiedzą to też młodzi lekarze i próbują coś ugrać, tak jak wcześniej pielęgniarki i (mniej skutecznie) inne branże medyczne. A resztę społeczeństwa drażni nawet nie to, że tamci walczą, tylko że tej reszty nie ma kto obronić, zorganizować, reprezentować i wywalczyć poprawę warunków życia.

Wspólnota

To prawda zatem, że lekarze może i nie nadają się na "ikony wojny z PiS-em”, jednak nie chodzi ani o symbole, ani nawet o PiS, ale o cały system - tak ochrony zdrowia, jak i organizacji społeczeństwa. Zresztą słyszaną dziś nutę już ćwiczyliśmy za poprzednich rządów PiS-u: „nie lubmy lekarzy, bo są niemili”. Umówmy się - a co to, k...a ma do rzeczy? Są pewnie wśród medyków także rudzi, łysi i zdradzający żony. I nadal nie ma to żadnego znaczenia dla istoty problemu. Tak jak liberałowie chronicznie używają w takich dyskusjach "argumentu" w typie "płacę składkę a cały rok nie chorowałem!", tak PiS próbuje rozgrywać przeniesienie jakichś traum, że jakiś lekarz kiedyś na kogoś źle spojrzał, a poza tym z mordy mu burżuj patrzy. Nie musimy wcale medyków lubić, podobnie jak i nie ma obowiązku kochania górników i rolników.

Ale jeśli nie przywrócimy w społeczeństwie poczucia wspólnoty - dysproporcje, także płacowe będą tylko większe i w istocie przestaniemy funkcjonować jako jeden naród.

Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej, doradca rolniczych związków zawodowych - ZZR "Ojczyzna" i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor Prawicy.net miesiąca stycznia 2013 ...

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
3
Ogólna ocena: 3 (głosów: 18)

Tematy: 

Dyskusja

oto Andrzej

dobry tekst

gratulacje, wraca pan do formy.
Wniosek - zajmować się poważnymi problemami a nie walkami z cieniem :-)

oto Konrad Rękas

Wie Pan, są też dziś wybory

Wie Pan, są też dziś wybory prezydenckie w Kirgistanie i samorządowe w Macedonii, ale nie można się cały czas zajmować tylko ważnymi sprawami ;)

oto gość

Rysunek i dyskusja pod nim (w

Rysunek i dyskusja pod nim (w pisoni oryginalnej). Nie komentuję, bo mój komentarz jest zbędny.

:Jakie to jest słabe. Jeszcze gdybyś napisał banku to miałoby sens ale HF nie mają żadnej pomocy od państwa

:tu chyba nie chodzi o pomoc, tylko o biednys bos głupis

:Ale nikt by nie mowił, że górnik to pasozyt gdyby miał i 5 pensji tylko bez państwowych subwencji
Inżynierów petrochemii co ciągną po $200k na zagr. kontraktach nikt nie nazywa pasożytami

:also chodzi o niskie podatki od zysków kapitałiwych ale to raczej do właściciela tego HF

:Górnika zestawiono z pracownikiem niedotowanym, bo wszyscy inni dotowani TEŻ BYWAJĄ OBIEKTEM HEJTU

oto Krzysztof M

Bankowiec nie jest dotowany.

Bankowiec nie jest dotowany. Górnik dotowany jest (to wg rozmówcy).

To oznacza, że bankowiec dotuje górnika... Hmm... :-)))

oto gość

Każdy kto płaci podatki go

Każdy kto płaci podatki go dotuje. Dotacje pochodzą z zebranych podatków - a Pan myślał, że skąd?

oto Ireneusz

Co to jest podatek?

Opodatkować można zapomogę. Czy to jest więc podatek?

oto gość

Nie rozumiem w czym problem -

Nie rozumiem w czym problem - otrzmywanie dotacji (zapomogi) i płacenie podaków wzajemnie się nie wykluczają.
Taki ktoś jest płatnikiem podatku, ale nie jest płatnikiem netto podatku.

Cały czas mowa jest jednak o pracownikach (banków czy funduszów hedge), którzy są płatnikami netto podatków (płacą więcej niż otrzymują).

oto Ireneusz

Inaczej

Pan uważa, że bankier jest płatnikiem netto. To jest ta informacja jakiej oczekiwałem.
Drążmy dalej. Nauczyciel pracując w szkolnictwie finansowanym przez budżet wytwarza coś, czy nie? Budżet jest wynikiem poboru podatku, a więc budżet jest podatkiem. Jakim sensem więc jest obciążanie budżetu wtórnym podatkiem?
Jeśli ktoś wyprodukuje zysk rzędu 100 złotych, to podatek niech będzie 20złotych. Te 20 pln jest budżetem. Czy nauczyciel powinien z tego zapłacić 4 złote podatku? Bowiem stąd wynika, że tak naprawdę w budżecie mamy 24 złote. Skąd wzięło się to 4 złote?Identycznie sprawa wygląda z bankierami. Oni nie produkują. Oni jedynie pobierają sobie gażę z czyjegoś pieniądza, a więc ich podatek nie jest podatkiem rzeczywistym, stanowi jedynie wartość księgową. Wyjętą z kieszeni komuś innemu.

oto gość

"Identycznie sprawa wygląda z

"Identycznie sprawa wygląda z bankierami. Oni nie produkują"

Coś ok. 75% wpływów budżetu pochodzi z sektora usług, czyli od tych co nic "nie produkują". Bo nawet budownictwo czy tworzenie oprogramowania to też przecież usługi (kupując Windowsa, Office'a czy inny program kupujesz jedynie licencję - usługę udzielenia zezwolenia na użytkowanie - sam Windows i Office cały czas pozostaje własnością Microsoftu). Tak samo jak bankowiec nic nie produkują budowlaniec, programista czy lekarz.

Bank nic "nie produkuje" tak samo jak nic nie produkuje sklepikarz.
Sklepikarz znajduje kogoś kto chce sprzedać towar i kogoś kto chce ten towar kupić i zarabia na pośrednictwie między nimi pobierając "gażę z towaru zrobionego przez kogoś innego"
Bank znajduje kogoś kto chce udostępnić swoje pieniądze i kogoś kto chce skorzystać z cudzych pieniędzy i tak samo zarabia na pośrednictwie między nimi pobierając "gażę z pieniądza zgromadzonego przez kogoś innego".

Wpływy podatkowe od programistów, budowlańców, sklepikarzy i bankierów tak samo pozytywnie wpływają na kondycję budżetu jak te od producenta ziemniaków, choć ci pierwszy świadczą jedynie usługi i nic nie produkują. Bo wyświadczona usługa też podnosi komfort i jakość życia tak jak robią to produkty (a czasem i bardziej - np. usługa wybudowania domu, czy usługa wyleczenia raka).

oto BTadeusz

Czy na pewno?:

75% wpływów budżetu pochodzi z sektora usług, czyli od tych co nic "nie produkują". Bo nawet budownictwo czy tworzenie oprogramowania to też przecież usługi

Są dwa sposoby na pozyskanie pieniędzy:
1 - wymienić posiadany towar/usługę - na DOBROWOLNĄ opłatę za tę usługę/towar. Ta sfera wymiany jest nazywana rynkiem wolnym, czy konkurencyjnym.
2 - zabrać pieniądze komuś, kto je ma - SIŁĄ/PRZYMUSEM.
Siłą - to grabierz.
Przymusem prawa - to podatek.
Dlatego państwo - oprócz ilości podatku - określa walutę - w której ta ilość zostanie zabrana.

Aby ilość usług/towarów dobrowolnie wymienianych na pieniądze zbilansowała sie z ilością pieniędzy na rynku - TWÓRCY USŁUG/PRODUKTÓW - MUSZĄ CZĘŚĆ SWEGO CZASU PRACY(produktów/usług) ODDAĆ ZA DARMO.
Ta darmowa praca (wyrażona w pieniądzu państwowym) - to rzeczywisty podatek - tworzący budżet państwa.

Są jeszcze "uslugi pozorne".
To gry i loterie.
Toto lotek, poker, ruletka, czy inny "instrument finansowy".

Nieszczęściem dostarczycieli towarów/uslug - jest wiara w to, że ryzykując w takiej grze - zdobędą wiećej pieniędzy, niż gdyby WYŁĄCZNIE PRODUKOWALI/USŁUGIWALI.

Jeśli ktoś, kto wygrał w pokera, lub dostał od budżetu/grabieżcy - pieniądze od których zapłaci podatek - to tak naprawdę wartość tego podatku wypracowuje (darmową pracą) ktoś - kto wymienił swoją pracę na nieekwiwalentną ilość pieniądza. (najczęściej nieświadomie)

Koniec teorii ekonomicznej.

oto Marek Bekier

Wystarczy uznać, że pieniądze

Wystarczy uznać, że pieniądze zapłacone za los (udział w grze) to dobrowolny podatek od głupoty i już jedna kategoria nam odpadła ;-)

oto BTadeusz

Oczywiście

Ale to ma niewyobrażalne konsekwencje.
Trudno sbie wyobrazić, aby ktoś z własnej produkcji, czy usługi - zglobalizował kapitał na Ziemi.
A jednak...?
Skąd się to wzięło?
Ano z braku ograniczeń koncentracji kapitału.
GŁÓWNIE GRACZY.

oto Marek Bekier

Dość istotne jest chyba

Dość istotne jest chyba również to, że od pewnego poziomu koncentracji kapitału możliwe jest "zamawianie" ustaw pozwalających na dodatnie sprzężenie zwrotne.

oto adam_54

Nie ma potrzeby....

od pewnego poziomu koncentracji kapitału możliwe jest "zamawianie" ustaw pozwalających na dodatnie sprzężenie zwrotne.

.. wystarczy nie zabraniać a dodatnie sprzężenie zwrotne, stworzy się samoistnie. Ot np. umowy - nikt nie zabronił zawierania umów z samym sobą .... więc istnieją i mają się dobrze - a to przecie rekurencja :-)
Podobnie z "samo"-rządami ... to też rekurencja :-)

oto Marek Bekier

Jedno drugiemu nie

Jedno drugiemu nie przeszkadza. Obawiam się, że wszystko to jest robione równolegle a być może znalazłoby się jeszcze parę metod.

oto gość

A propos podatku od głupoty,

A propos podatku od głupoty, była w XIX wieku bodajże w angielskim parlamencie taka sytuacja, że przemawiał parlamenatrzysta, który miał pomysł na to by wprowadzić podatek od mądrości i swój pomysł na forum parlamentu przedstawiał.

Po jego wystąpieniu zgłosił się parlamentarzysta opozycji i stwirdził, że ma pytanie do przemawiającego i czy może je zadać, a gdy mu pozwolono zapytał:
Czy to uczciwe, że proponuje Pan podatek, którego sam by Pan nie płacił?

oto gość

Przecież to skopiowałem od

Przecież to skopiowałem od swojego przedmówcy, którzy twierdził że gdy się zarabia na świadczeniu usług (bankowych) i od tego zarobku płaci podatek, to w rzeczywistości nie jest się płatnikiem netto podatku, że tylko ci co produkują się platnikami netto podatków, a ci co świadczą usługi już takowymi nie są.

Ja zaś tumaczyłem, czemu tak nie jest i że nie tylko producenci, ale też usługodawcy (budowlańcy, programiści, sklepikarze, bankowcy) są platnikami netto podatków.

oto BTadeusz

Ja nie piszę "przeciw Panu"

Staram sie pisać - "ku meritum" -:)
Cytat z Pana jest dobrym motywem.

oto Ireneusz

Nie stwierdziłem tego

Napisałem:

Oni jedynie pobierają sobie gażę z czyjegoś pieniądza, a więc ich podatek nie jest podatkiem rzeczywistym, stanowi jedynie wartość księgową. Wyjętą z kieszeni komuś innemu.

Podatek od wykonania usługi POTRZEBNEJ - budowlańcy, programiści, sklepikarze, fryzjerzy - jest moralnym podatkiem od rzeczywistej, a nie księgowej usługi. Usługi bankowe dla przedsiębiorców są obligatoryjne. Nikomu nie potrzebne.

oto gość

@1. Usługa udzielenia

@1. Usługa udzielenia pożyczki jest rzeczywista - żeby komuś dać kredyt w określonej kwocie bank musi znaleźć kogoś kto identyczną kwotę posiada i ją w banku zdeponuje. Identycznie jak sklepikarz, który żeby sprzedać określoną ilość pietruszki musi znaleść kogoś kto identyczną ilość pietruszki posiada i dokonać u tego kogoś zakupu.
@2. Ale dlatego, że tak wygodniej dla Państwa - w ten sposób Państwo przerzuca część "swojej roboty" w zakresie wykrywania nielegalnych przepływów finansowych na banki i przedsiębiorców
@3.

oto Krzych Adam

Rany Julek, "gość" się wczoraj urodził?

I nigdy nie słyszał o "systemie rezerwy częściowej"? I stąd to zabawne zdanie?

żeby komuś dać kredyt w określonej kwocie bank musi znaleźć kogoś kto identyczną kwotę posiada i ją w banku zdeponuje.

oto Krzych Adam

Sorry, że ja tak tylko na boku tematu, czyli właściwie off topic

Ale na zasadniczy temat nie chciałem za bardzo sie wypowiadać, bo jest on jak gigantyczne pole do zaorania, a nawet miejscami (w sensie z niektórymi ludźmi) jest to nawet ugór. Oczywiście tylko ci którzy pracują w fabrykach, warsztatach, hutach, kopalniach, na polach, w ogrodach, cieplarniach i w innych miejscach gdzie się coś materialnego produkuje wytwarzają tę marksową wartość dodatkową. Jednakże nie wszyscy poza nimi to wyzyskiwacze. Niezbędna jest też dla funkcjonowania gospodarki praca ekspedientki w sklepie, kolejarza, czy kierowcy ciężarówki przewożących towary z miejsca gdzie zostały wyprodukowane do miejsca i wielu osób o najróżniejszych zawodach. Między innymi pracowników banku. Albo programistów. Nie jest niezbędna dla funkcjonowania gospodarki, a przynajmniej nie wprost praca policjanta, żołnierza w wojsku, czy najczęściej urzędnika różnych szczebli administracji. Ci ostatni jednakowoż też są niezbędni w państwie.

Co jest istotne, to pamięć o tym, że dochód narodowy to głównie ci pierwsi. Także ci drudzy w znacznym stopniu, choć nie zawsze i czasami może to być bardziej pasożytnictwo, gdy gospodarka jest źle zorganizowana, albo np. system bankowy jest zorganizowany tak by wysysać pieniądze od wytwórców dochodu narodowego, a nie tylko zapewniać usługi finansowe. Co do ostatnich, którzy nie uczestniczą w wytwarzaniu niczego, należy pamiętać, że choć państwo bez nich by nie mogło funkcjonować, to efektywnie oni jedynie konsumują (bez wytwarzania).

oto BTadeusz

Panie Krzychu

wartości dodatkowej - nie da się wyliczyć.
A podatek od produkcji/usługi - da się - i to nadzwyczaj precyzyjnie.
Więc "wartość dodatkowa" - jest liczbą urojoną i to pozamatematycznie.
A podatek (praca za darmo) - jest liczbą boleśnie rzeczywistą.
===============================
Dlatego też na "równaniu Marxa" - nie można zbudować uczciwej matematycznie teorii ekonomii.

Natomiast zbilansować gospodarkę państwa dowolnie gęsto w czasie - można - ale tym - którzy są do tego zdolni - nie opłaca się.

oto Krzych Adam

Zgadza się.

Choć ostatecznym źródłem pobieranych podatków jest jedynie ta wartość liczenie ich od niej byłoby absolutnie niepraktyczne, a nawet wręcz niemożliwe. Nie jest ona jednak urojona, niezależnie od tego, że na "równaniu Marxa" nie można zbudować uczciwej matematycznie teorii ekonomii.

W moim poście nie proponowałem absolutnie tego. Tylko starałem się zwrócić uwagę, że w podziale pracy nie tylko ci co bezpośrednio tworzą wartość dodatkową są niezbędni w procesie wytwarzania dochodu narodowego.

Na obczyźnie zanim udało mi się wrócić do zawodu inżyniera pracowałem na różnych stanowiskach często bezpośrednio tworząc wartość dodatkową (jako tool and die maker na przykład). Ale kiedy już nie pracowałem własnymi rękami, tylko uczestniczyłem w opracowywaniu projektów, które realizowali inni ludzie zarabiałem wielokrotnie więcej i odpowiednio wyższe płaciłem podatki. I tak chyba powinno być.

oto gość

Tak znam - mam z tymi

Tak znam - mam z tymi kwestiami do czynenia w pracy zawodowej. Rezerwa częściowa nie powoduje, że bank może udzielić więcej kredytów niż uzyska depozytów. To legenda miejska. Powoduje jedynie, że bank może udzielić więcej kredytów niż wynosi kapitał własny banku (depozyty są kapitałem obcym)

"Czy urodził się wczoraj" można zapytać kogoś, kto nie wie, że historyjki z 'netu to w większości bajki, legendy i mity.

oto Eowina

W strukturze państwa są rożne banki.

Istnieją też różne przepisy w funkcjonowaniu banków. W zależności od pożyczki bank posługuje się różnymi przepisami. Są np. banki inwestycyjne, które udzielają dużych pożyczek np. na budowę osiedla albo fabryki. Taki bank ma prawo "drukowania pieniędzy". Oczywiście bank nie drukuje, ale dostaje nowiutkie pieniądze z banku centralnego. Powstanie nowa jakość, osiedle, stąd są też nowe pieniądze. Tu występuje, albo nie, w zależności od przepisów danego państwa rezerwa cząstkowa, która jest niczym innym, tylko oprocentowaniem jakie bank centralny stosuje w stosunku do banku inwestycyjnego. Jest to rezerwa, którą bank centralny gromadzi, bo bywa, że nie zawsze bank jest w stanie sciągnąć pożyczone pieniądze, więc może być użyta do pokrycia strat.

Większość banków, tak jak Pan pisze, udziela pożyczek z depozytów zgromadzonych w bankach. Jeżeli Pan zdeponuje w banku dużą sumę na dłuższy okres czasu, bez korzystania z wkładu, to dostaje wyższy procent, a dla banku jest to znak, że może te pieniądze wykorzystać na pożyczki.

oto Krzych Adam

No tak, nie do końca jest to słuszne.

System rezerwy częściowej to system który określa na jaką część obracanych przez bank pieniędzy musi bank zapewnić pokrycie swym kapitałem własnym. To fakt. Przyznaję, że nie znam zasad czy nawet przepisów w oparciu o które podejmowane są decyzje o zwolnieniu kredytu, zapewne, a nawet na pewno wchodzi w to jakies bilansowanie z otrzymanymi depozytami. Jednakże tu są co najmniej dwa problemy. Depozyty moga być wycofane, a oprócz tego mogą też okazać się bez wartości (w sensie może być u nich krucho z pokryciem), jak to pokazywały kolejne krachy bankowe. Zapewne nie powinienem był pisać poprzednio tak skrótowo. Należało napisać bardziej w szczegółach jak to bywa, że wszystko w księgach jest OK, a tu przychodzi duże bum.

oto Dubitacjusz

@ p. gość

Rezerwa częściowa nie powoduje, że bank może udzielić więcej kredytów niż uzyska depozytów.

Ale problem polega na tym, że już po udzieleniu kredytu te pożyczone pieniądze wracają do systemu bankowego i jako niby nowy depozyt mogą być pożyczane po raz kolejny.

oto adam_54

Ciepło, ciepło....

Ale problem polega na tym, że już po udzieleniu kredytu te pożyczone pieniądze wracają do systemu bankowego i jako niby nowy depozyt mogą być pożyczane po raz kolejny.

Zależność pomiędzy możliwościami banku do udzielania kredytów (pożyczek) a posiadaną gotówką ( gotówkowymi depozytami) wynosi:

.... posiadana gotówka x 30

w przypadku przekroczenia tej zależności , robi się dla banku trochę niebezpiecznie( może zabraknąć gotówki dla kredytobiorców).... ale i tu bankowcy znaleźli rozwiązanie by tą "bezpieczną granicę" przekroczyć , zwące się.... międzybankowa pożyczka gotówkowa. (banki muszą działać w grupie)
A tzw. rezerwa cząstkowa(częściowa) to pic dla naiwnych , by nie rozumieli jak banki działają :-)

oto Krzych Adam

@ pp. Dubitacjusz i adam_54.

Nie znam ani przepisów, ani procedur bankowych więc starałem się nie wymądrzać w obszarze mi nieznanym. Jednakze nawet i laik jak ja zauważa rzecz oczywistą, że w praktyce musi być rzeczą trudną w bankowych bilansach odróżnić rzeczywisty depozyt od innych zaksięgowanych aktywów.

Zatem to stwierdzenie "gościa" zabrzmiało mi mocno fałszywie:

Usługa udzielenia pożyczki jest rzeczywista - żeby komuś dać kredyt w określonej kwocie bank musi znaleźć kogoś kto identyczną kwotę posiada i ją w banku zdeponuje.

Tzn. druga jego część. Bo że usługa udzielenia pożyczki jest rzeczywistą usługą nie podlega kwestii.

oto Krzych Adam

Hmm, kiedy p. Eowina zada pytanie, to jak zwykle.

Nie wiadomo o co właściwie pyta. Czy o pochodzenie funduszy stanowiących ową rezerwę cząstkową (niektórzy mówią częściową), czy teź może o sposób w jaki jest ustalana wymagana wysokość rezerwy i np. rodzaj aktywów, które mogą być do tej rezerwy zaliczone.

W związku z tym jako ze jestem osobą podejrzliwą, obawiam się że to znowu może być nie pytanie, a raczej twierdzenie wyrażone zdaniem pytającym jak to bywa w wenusjańskim dialekcie.

oto Eowina

Właśnie, pochodzenie funduszy. A także, co znaczy

to zdanie.

rodzaj aktywów, które mogą być do tej rezerwy zaliczone.

Taki niezrozumiały bełkot, dla tych co chcą zrozumieć.

oto Krzych Adam

To Pani to w końcu wie, czy nie?

Jeśli zaś Pani wie, to czemu nie wyrazi Pani tego zdaniami twierdzącymi?

Bo ja na przykład bardzo chciałbym się dowiedzieć, jak to jest jako człowiek spoza branży. Czy jest tak jak sugerował swą wypowiedzią pan posługujący się nickiem "gość" ta rezerwa to kapitał własny, a stopa rezerwy określa rozmiar funduszy na które wolno bankowi udzielać kredytów pod warunkiem uzyskania uprzednio odpowiednich aktywów w formie depozytów, czy jest jakoś inaczej.

O, mam nadzieję, że obejdzie się bez bełkotu. Ja jako profan prawo do pobełkotania sobie co nieco mam, ale osoba znająca się na rzeczy już raczej nie.

oto Eowina

Jak ja pytam, to pytam zdaniami pytającymi.

Pan pisze takie zdanie.

I nigdy nie słyszał o "systemie rezerwy częściowej"? I stąd to zabawne zdanie?

Rozumiem, że Pan słyszał o "systemie rezerwy częściowej", to proszę objaśnić co to jest i nie mącić zdaniami pytającymi czy twierdzącymi.

oto Krzych Adam

Dlaczego mam to Pani objaśniać?

Czy znajduje Pani coś nie w porządku w mych pytaniach do pana posługującego się nickiem "gość"? Jeśli tak to co? Bo jeśli nie to o co właściwie Pani chodzi? Ja się na korepetytora w sprawach bankowości nie zgłaszałem. Wręcz przeciwnie, przedstwiam się jako osoba spoza branży rozumiejąca jedynie zagadnienia na dość podstawowym poziomie.

oto Eowina

Rozumiem. Zdanie twierdzące.

Pan słyszał, że gdzieś dzwonią o "rezerwie cząstkowej" i chciał "gościowi" zaimponować.

oto Krzych Adam

Obawiam się, że nie rozumie Pani.

Nie zależało mi na imponowaniu komukolwiek. Zauważyłem, że zdanie wyrażone przez pana o nicku "gość" jest bardzo zabawne i na to zareagowałem:

... żeby komuś dać kredyt w określonej kwocie bank musi znaleźć kogoś kto identyczną kwotę posiada i ją w banku zdeponuje.

Jeśli nie zgadza się Pani z moją reakcją, to czy mogłaby Pani mnie posiadającemu (do czego się przyznaję otwarcie) jedynie elementarną wiedzę o bankowości wyjasnić dlaczego?

Przypominam, że dotyczy to istniejącego obecnie systemu rezerw cząstkowych. Jeszcze w osiemnastym wieku w tym zdaniu pana o nicku "gość" gdy istniał system rezerwy pełnej niczego zabawnego nie było.

oto adam_54

Fajni jesteście oboje :DD

Nie istnieje coś takiego jak rezerwa cząstkowa (rozumiejąc jako część jakichś pieniędzy) - "system rezerwy cząstkowej" to nazwa algorytmu według którego banki działają - a sprowadzająca się do tego że bankowi nie wolno zaangażować do obsługi akcji kredytowej więcej gotówki niż ma depozytów - minus rezerwa obowiązkowa odprowadzana do banku centralnego , na dziś to chyba ok. 4% depozytu .
Więcej o tym algorytmie Eowina poczyta sobie np. TUTAJ :-)
Może coś z tego zrozumie i naiwnych pytań zadawać nie będzie :D

oto Krzych Adam

Dziękuję.

Rzeczywiście staram się byc tak fajny jak tylko mogę.

BTW, gdzieś przeczytałem, że obecnie w Polsce to nie przekracza 3.5%. To by powodowało, że podana przez pana wcześniej formuła:

.... posiadana gotówka x 30

może być odrobinkę przeszacowana.

oto Eowina

Jeżeli jest Pan fajny i teraz już rozumie, to proszę wreszcie

napisać, skąd bank bierze pieniądze na tą rezerwę cząstkową. Bank dysponuje depozytami klientów, które wykorzystuje na pożyczki. Odprowadza też pieniądze na rezerwę cząstkową, czyje są to pieniądze i skąd je bank bierze?

gdzieś przeczytałem, że obecnie w Polsce to nie przekracza 3.5%.

oto adam_54

Pani też dziś ma kiepski dzień ?

skąd bank bierze pieniądze na tą rezerwę cząstkową.

Nie istnieje nic takiego jak rezerwa cząstkowa!!! Te 3.5% to rezerwa obowiązkowa (część depozytów) odprowadzana przez bank do banku centralnego!!
Szklaneczkę czegoś mocniejszego proponuję i klawiaturę w kont do jutra:-)

oto adam_54

:-O

A co , nie wiedziała pani że 3,5% depozytu ląduje zawsze w NBP ?

oto adam_54

Coś pan dzisiaj kiepsko .....

gdzieś przeczytałem, że obecnie w Polsce to nie przekracza 3.5%

.. z czytaniem :-) To o czym pan pisze . te 3.5% to obowiązkowa rezerwa od depozytów przekazywana do banku centralnego i z wielkością akcji kredytowej , czyli tym, o czym ja piszę nic wspólnego nie ma ;-)
To coś takiego jak .. składka na czarną godzinę :-)
A o czym ja piszę .. czyli to co pan zacytował.....
Otóż bankowcy już dawno temu zauważyli że jeśli komuś udzielają kredytu - ten kredyt nie jest wynoszony z banku w całości w walizce a przelewany na utworzone konto ... z którego stopniowo kredytobiorca korzysta. Tak więc na zaspokojenie potrzeb gotówkowych kredytobiorcy wcale nie jest potrzebna gotówka w wielkości udzielonego kredytu. I tak doszli do wniosku że stosując "komiwojażerkę gotówkową" można zaspokoić potrzeby gotówkowe znacznie większej ilośćci kredytobiorców. Czyli można udzielić kredytów na znacznie większą kwotę niż ta wynikająca z ilości posiadanej gotówki .... i kombinując, wyszło im że można bezpiecznie udzielić kredytu w relacji.... posiadana gotówka x 30.
Czyli bank mając 1 mln gotówki , może swobodnie udzielić kredytu na 30mln.... i tym jednym milionem gotówki zaspokoić "komiwojażerką gotówkową" potrzeby tych co wzięli kredyty na sumę 30 mln .
Poniał o czym mowa ? :-)

oto Eowina

Pan to chyba bajkopisarz.

To jest fantazja, wszystko zmyślone.

oto adam_54

Ot właśnie widać...

.. ludzką znajomość świata - Eeeech :-(
Dla pani dziwne że bank może pożyczyć znacznie więcej niż ma ? - normalka.

oto Eowina

Bank komercyjny pożycza więcej niż ma, bo

pożycza z banku centralnego. Bank centralny drukuje pieniądze. Właśnie z tych nowych pieniędzy banki tworzą rezerwę cząstkowa, którą Bank Centralny kumuluje.

oto Eowina

Skąd bank bierze pieniądze aby odprowadzić do BC?

Z depozytów?

minus rezerwa obowiązkowa odprowadzana do banku centralnego , na dziś to chyba ok. 4%

Skąd pochodzą pieniądze na rezerwę cząstkową?
Panie Adam _54, naiwne pytanie, czekam na odpowiedź.

oto adam_54

Oczywiście że z depozytów

A co do....

Skąd pochodzą pieniądze na rezerwę cząstkową?

Po raz trzeci i ostatni....NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO, ZWĄCEGO SIĘ " REZERWA CZĄSTKOWA" !!! (rozumiany jako jakieś pieniądze)

oto Eowina

Jest coś takiego jak rezerwa cząstkowa i to są pieniądze.

Proszę nie wprowadzać ludzi w błąd zmyślając i podając fałszywe informacje. To nie jest uczciwe i tak się nie robi.

oto adam_54

Tak tak...

Jest coś takiego jak rezerwa cząstkowa i to są pieniądze.

dwie duże j jeszcze trzecia malutka -P

oto Krzysztof M

usługa wybudowania domu

usługa wybudowania domu

Dotknął pan problemu o kapitalnym znaczeniu: budowa domu, to produkcja, czy usługa?

oto gość

Oczywiście, że usługa.

Oczywiście, że usługa. Podczas budowy nic nowego nie powstaje - po prostu zmienia się położenie przestrzenne już wcześniej istniejących materiałów.
Żadna klasyfikacja nie zalicza budownictwa do produkcji - wszelkie klasyfikacje zaliczają budownictwo do usług.

oto BTadeusz

Klasyfikacja?

Klasyfikacja nie decyduje, czy coś jest produkcją, usługą, czy handlem.
Klasyfikacja przypisuje określone (przez państwo) procedury opodatkowania do różnych zachowań podmiotów gospodarczych.

Pytanie (KM) nie ma sensu innego - niż podatkowy.

To samo dotyczy produkcji książki, czy samochodu.

oto Krzysztof M

Pytanie (KM) nie ma sensu

Pytanie (KM) nie ma sensu innego - niż podatkowy.

Błąd. Nie o to szło. Produkcja, to emisja pieniądza. Usługa, to koszty.

oto gość

A więc... jakby to panu

A więc... jakby to panu wyjaśnić...
Budowa domu, drogi, mostu... czegokolwiek to koszty

oto Eowina

Jak jest budowa domu, to nic nie powstaje?

po prostu zmienia się położenie przestrzenne już wcześniej istniejących materiałów.
Żadna klasyfikacja nie zalicza budownictwa do produkcji - wszelkie klasyfikacje zaliczają budownictwo do usług.

Tak samo budowa samochodów, montuje się z gotowych części, a części wyrabia się z gotowej stali, a stal z gotowej rudy, która jest gotowa w ziemi. ;)

Wracając do domu, to jest cały przemysł budowlany, bo te gotowe materiały trzeba też wyprodukować. .

oto Krzysztof M

stanowi jedynie wartość

stanowi jedynie wartość księgową

Bingo! :-))

A gdzie sens? Gdzie logika? (pytanie nie do pana...)

Jakim sensem więc jest obciążanie budżetu wtórnym podatkiem?

Niech pan zapyta krewnych i znajomych królika. :-)

Skąd wzięło się to 4 złote?

I to jest pytanie o kapitalnym znaczeniu: Skąd się biorą "pieniądze"?

oto olrob

podatek

Oczywiscie ma Pan racje w naszym domu wariatow zwamym III RP, pamstwo opodatkowuje dochody ktore samo wyplaca tzn zapomogi, zasilki, renty, emerytury, pensje urzednikow i sluzb.
To absurd oczywisty. Podatki musza placic wszyscy oprocz rentierow panstwa.

oto BTadeusz

Czy ktoś, kto wygrywa główną wygraną w toto-lotka - jest

pasożytem?

Czy ktoś wygrywający na giełdzie - jest pasożytem?
============================================
Czy można rozstrzygnąć - kto w społeczeństwie gra, a kto pracuje? (kto (I CO!!!) - tworzy - na zabezpieczenie tych "głównych wygranych"?)

Jest taka teoria ekonomiczna?

oto gość

Ten kto wygrał w totolotka

Ten kto wygrał w totolotka "zgarnął" pieniądze od tych, którzy też - z własnej i nieprzymuszonej woli - zdecydowali się w niego grać, ale nie wygrali.
Ten kto wygrał na giełdzie "zgarnął" pieniądze od tych, którzy też - z własnej i nieprzymuszonej woli - zdecydowali się na niej grać, ale przegrali

Przyzna pan, że to całkiem inne sytuacje niż taka, gdy rząd grożąc zamknięciem w mamrze odbiera pieniądze jednym obywatelom i przekazuje je innym obywatelom - w dodatku bogatszym od tych, którym odebrał.

W każdym razie dla mnie jest całkowicie zrozumiałe, dlaczego niektórzy drugą sytuację uważają za pasożytnictwo a pierwszej nie.

oto chłop jag

Po prostu - cały

Po prostu - cały establishment w Polsce strzeże jak źrenicy bieda zarobków w naszym kraju, byle tylko nie wypuścić Polaków z "pułapki średniego wzrostu".

Nie tylko to - ponieważ tzw. służba zdrowia to - eutanazja po polsku - tołażysze.
Wniosek?
Aby zatrzymać rozwój tubylców - forsę należy skierować na zbrojenia - no i oczywiście na tzw. służbę zdrowia - sorry jaką tam znów tzw. służbę zdrowia - forsę należy skierować na - eutanazję po polsku - tołażysze.

oto MSzach

Jak tak sie zastanawiam że

Jak tak sie zastanawiam że też ktoś z takimi poglądami...

Po pierwsza od 20 lat wiadomo, że niezbędna jest wyższa składka, a ściślej silniejszy drugi filar ubezpieczeń zdrowotnych i wyższa składka, bo pieniędzy w systemie jest za mało - na świadczenia, a nie na wyalienowane od nich zarobki i tego właśnie skutkiem są m.in. wielomiesięczne kolejki do specjalistów.

... nie potrafi sie odnaleźć po prostu w popisie. Przeciez tak samo dąży do lepszego sterowania państwem. Lepszego rozdysponowania upaństwowionych pieniędzy. Czyli w skrócie mądrzejszej władzy państwa, doskonalszych 'elit' wspierajacych tę władzę.
Zamiast takiego malkontenctwa wystarczy z takimi poglądami wejść w szeregi np. PiSu. Trzeba tylko tam czcić wodza i jego wojenki ale potem juz można liczyć zysk dla Polski: mądrzejsza średnia IQ szeregów PiS.

PS Zresztą pozostałych propaństwowców na PN prosiłbym o przemyslenie swojej antypatii do popisu czy innych propaństwowych sejmówek . Przez takie malkontenctwo Polska tylko traci-:)

oto Ireneusz

Nie jest ważne skąd idą pieniadze

Ważnym jest, czy są zbliżone do średniej wyliczonej przez WHO. WHO wskazuje, że każdy kraj powinien wykładać na służbę zdrowia 6.8% swojego PKB.
U nas jest to coś pomiędzy 4 a 4.5%
Jesteśmy w sposób żenujący pod kreską. Wrzucenie prywatnej słuzby zdrowia i prywatnych ubezpieczeń w kraju, w którym społeczeństwo jest biedne, w którym państwo jest kolonialne, a wszelkie zyski są transferowane za granicę - doprowadzi do eutanazji społeczeństwa. Społeczeństwo nie wyłoży nawet tych obecnych 4 procent (szacunki mówią o 2.8%) i proszę sobie to wbić do głowy. Wpierw musiałoby powstać państwo suwerenne, w którym wspierana byłaby klasa średnia - celem pociągnięcia za sobą całej reszty. Celem ogólnego wzbogacenia się społeczeństwa.
Tu więc, powtarzam jeszcze raz, nie chodzi o to kto płaci. Chodzi o to, ile płaci w stosunku do PKB.
Warto czasem uruchomić myślenie globalne, bez przywiązywania się do zagmatwanych wrodzonych stereotypów - liberalnych czy socjalistycznych.

oto barthoosh

Ad vocem

1. Rezydenci żądają sporych podwyżek, jak na grupę pracowników z nikłym doświadczeniem zawodowym. W niektórych przypadkach słyszałem o 9k pln/msc. A co do odpowiedzialności, to... hm... jest, nazwijmy to eufemistycznie, niewielka.
Tymczasem większość z nich ma możliwość dorobienia, jeśli się postara.
2. W małych i średnich miastach lekarzy brakuje, co winduje płace za dyżur do dość dziwnych wartości - nie są rzadkością dyżury 24h za 1k pln na rękę. Wystarczy ruszyć tyłek, pojechać i się schylić.
3. Lekarzy jest za mało i będzie za mało, m. in. dlatego, że relikt średniowiecza, jakim jest cech lekarski zwany dla niepoznaki "samorządem zawodowym" jest zainteresowany utrzymaniem takiej sytuacji. A ma niestety spory wpływ na system kształcenia lekarzy.
4. Dalsze zwiększenie nakładów na służbę zdrowia IMO nie przyniesie znaczącej poprawy. W kolejce ustawią się pielęgniarki, ratownicy medyczni itd. - tu się ZGADZAM z p. Konradem. Pozostaje pytanie: co w zamian?
5. Zanim odpowiem na poprzednie pytanie, zadam inne: czy ktoś z Państwa słyszał może o strajku stomatologów? A weterynarzy? Pytam o strajk w Polsce po 89 roku? A o jakichś postulatach tych grup zawodowych?
6. Ja nie słyszałem.
7. Po 89 te dwie grupy (patrz pkt 5) zderegulowano i puszczono na tzw "wolno-amerykankę". Pełny wolny rynek. Żadnych obowiązkowych ubezpieczeń. Jaki mamy rezultat? Eutanazję zwierząt? Epidemie próchnicy i innych chorób uzębienia?
8. Ja widzę prywatne kliniki i gabinety weterynaryjne wyposażone lepiej niż niejeden szpital np w nowoczesne aparaty RTG i USG, a nierzadko w ... tomografy komputerowe lub MR. Podobnie w przypadku stomatologów. W małej pipidówie pod Wrocławiem, koleżanka ma RTG stomatologiczne w gabinecie.
Czy lekarz rodzinny/internista/pediatra potrzebuje unitu stomatologicznego za 100k pln żeby zacząć działalność?
9. Jeśli krytykować władzę, to nie za brak reformy US i finansowania służby zdrowia. Dobra zmiana w dobrą stronę w SZdr oznacza LIKWIDACJĘ przymusu ubezpieczeń i odczepienie się władzuchny od "zdobyczy socjalizmu" jaką jest "bezpłatna" "służba" zdrowia. Bo to ani bezpłatne ani służba. Mnie nie stać na to, aby korzystać z państwowej "służby" zdrowia. Nie stać mnie na to, żeby czekać po pół roku i dłużej w kolejce do specjalisty. Do lekarzy chodzę PRYWATNIE.
10. Ani grosza więcej z naszych pieniędzy (podatków) szczawiom po medycynie. Jak im tak źle, to zawsze mogą przekwalifikować się na programistów. A osobiście nie znam żadnego takiego przypadku. Jak ktoś skończył medycynę, a przypadkiem jest niezłym programistą, to zostaje lekarzem - mam takie obserwacje.
Pozdrawiam

oto barthoosh

Jeszcze małe uzupełnienie:

Jeszcze małe uzupełnienie: czasem spieram się ze znajomymi lekarzami, że jeśli Państwo poszło by na wolno-amerykankę, to ludzie będą umierać po domach i na ulicach.
Zazwyczaj złośliwie odpowiadam, że teraz też umierają w domach w kolejce do specjalisty, na poczekalniach w szpitalach i przychodniach. A są wypadki, że i w karetkach pogotowia i innych dziwnych miejscach po podaniu Pavulonu.
Skończmy z przesądem, że mamy do czynienia ze "służbą", "powołaniem" itd. To jest usługa. To jest biznes. Taka jest rzeczywistość.
A jeśli ktoś uznaje, że rzeczywistość jest permanentnie wadliwa i w związku z tym nie można się do niej odnosić, to niestety został ukąszony wirusem Marksizmu-Spinellizmu-Gramscizmu.

oto Krzysztof M

Skończmy z przesądem, że mamy

Skończmy z przesądem, że mamy do czynienia ze "służbą", "powołaniem" itd. To jest usługa. To jest biznes. Taka jest rzeczywistość.

To jest usługa w sensie ekonomicznym. Są jeszcze inne wymiary tej działalności. Zacznę wyliczać, a pan może dokończy...: Wymiar ekonomiczny, wymiar... ... ...

A jeśli ktoś uznaje, że rzeczywistość jest permanentnie wadliwa i w związku z tym nie można się do niej odnosić

Ochlokracja rulez! :-)))

oto Konrad Rękas

Przykład z weterynarzami i

Przykład z weterynarzami i dentystami już nawet nie to, że jest nudny - tylko nie jest na temat. Mógłby bowiem być od biedy użyty do omawiania sytuacji POZ - która i tak jest w większości... prywatna. Ma się jednak nijak do sytuacji szpitali.

Tak, wiem, działają - i to z ekonomicznym powodzeniem - szpitale prywatne. Sęk w tym, że w znacznej części co do wykonywanych świadczeń są to w praktyce "poszerzone AOS-y", tylko sięgające po pulę opieki szpitalnej (ale często tylko dziennej), a komercyjnie funkcjonujące w dziedzinach tak intratnych jak ginekologia i położnictwo albo chirurgia estetyczna.

Nb. zaś stomatolodzy nie funkcjonują wyłącznie komercyjnie. Są kontrakty na świadczenia stomatologiczne, choć w znacznej części konsumują je duże poradnie, np. kliniczne.

oto barthoosh

Nie na temat przy przywiązaniu do paradygmatu NFZ

Jeśli Pan porusza się w paradygmacie NFZ i państwowej "służby" zdrowia, to Pańskie stwierdzenie jest zrozumiałe. Użyłem skrótu myślowego, traktując rzeczy dla mnie oczywiste, jako oczywiste dla innych. Mea culpa.
Prywatne POZ kontraktowane przez NFZ są namiastką systemu prywatnej służby zdrowia. Problemem nie są państwowe niedoinwestowane szpitale, kolejki do specjalistów, czy żądania płacowe tej czy innej grupy zawodowej. To są skutki.
To są skutki redystrybucji pieniędzy poprzez zabór naszych pieniędzy pod płaszczykiem składki zdrowotnej i podatków, oraz redystrybucji ich przez NFZ.
To są skutki obecnego systemu, a działania grup zawodowych wynikają z chęci IMO dostosowania się do status quo i wyciągnięcia z niego jak najwięcej dla siebie.
Przykłady, które przytoczyłem, to dowód na to, że może być inaczej. To przykład na to jak może wyglądać sytuacja po likwidacji NFZ i państwowej służby zdrowia. Poza NFZ i działalnością Państwa jest życie.
To, co Pan pisze o prywatnych klinikach medycyny estetycznej, to przykład udanej prywatyzacji gałęzi służby zdrowia w ramach paradygmatu NFZ.
Np w Polanicy dużą część pacjentów stanowią cudzoziemcy. Dochodzą do mnie informacje, że nawet połowa przychodów gabinetów z tamtego zagłębia jest generowana przez tzw. turystki. Podobnie działają kliniki stomatologiczne na wybrzeżu i w okolicach Zgorzelca/Bolesławca.
Inną sprawą są usługi medyczne wysoko finansowane przez NFZ. Nie wiem, czy akurat chodzi o położnictwo - nie mam takich informacji, ale wiem, że w szpitalach państwowych/samorządowych jest trend do zamykania oddziałów świadczących procedury gorzej finansowane przez NFZ. Urzędnicy starają się przeciwdziałać temu oferując kontrakty szpitalom pod warunkiem wykonywania procedur deficytowych. To taka dzielna walka z problemami nie występującymi nigdzie indziej poza socjalizmem.
A kontrakty NFZ dla stomatologów to jest kropla w całym interesie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie idzie "robić zębów" na NFZ. Po pierwsze NFZ nie refunduje lepszych materiałów, po drugie na NFZ nie wyleczy Pan całego uzębienia.
Obecnie w ramach części szpitali funkcjonuje np chirurgia szczękowa i zapewne to ma Pan na myśli pisząc o konsumpcji kontraktów. Zapewne konsumują.
Jednak większość lekarzy z tych oddziałów dorabia sobie np przy implantologii zębów albo w prywatnych gabinetach. Jeśli oddziały zostały by zamknięte, to w ciągu kilku tygodni względnie miesięcy powstaną w prywatnych klinikach, jeśli tylko będzie zapotrzebowanie.
Znam właściciela kliniki stomatologicznej na zachodniej ścianie - to jest lekarz, dobry specjalista i biznesmen. Znam niewielu tak pracowitych jak on.
Daje pracę co najmniej 40 osobom - stomatologom, asystentom stomatologicznym, protetykom itd. Jest zakontraktowany przez NFZ dla szyldu, nie dla pieniędzy. Nie opłaca mu się występować przeciw obecnemu systemowi, ostentacyjnie go odrzucając.
Nie narzeka na brak pacjentów, choć praktycznie nie robi chałtury na NFZ. Zaczynał w kredytach od zera. IMO wygląda to tak, że to NFZ posiłkując się marką takich ludzi uwiarygadnia siebie.
Pozdrawiam

oto Konrad Rękas

Obawiam się, że większość

Obawiam się, że większość posługujących się dentystyczną pseudo-analogią abstrahuje od dysproporcji kosztu plomby i np. chemioterapii.

oto Skanderbeg

A kupno rezonansu czy

tomografu? Są różne rzeczy. Sam zakup takiego sprzętu to kupa forsy. A chemioterapia (abstrahując od jej wątpliwej skuteczności)? A składanie "połamańców"? Jednak leczenie zęba, czy tym bardziej wyrwanie to trochę tańsza kwestia. I tutaj można żyć całkiem nieźle z samych usług
Pan chciałby tylko płacić za samą usługę? A kto utrzyma budynek szpitalny? Ogrzewanie, kuchnię? Tylko będą otwierać, gdy jakiś chory się trafi?
Z korwinizmu (upraszczam trochę, ale świadomie) można wyrosnąć. Mi się udało, choć trochę później niż niektórym moim znajomym.
Rzeczywistość nie jest taka prosta jak ideały typowe dla świata Piotrusia pana, w którym żyją korwinowcy. Przynajmniej niektórzy.

oto Krzysztof M

A kupno rezonansu czy

A kupno rezonansu czy tomografu? (...) Sam zakup takiego sprzętu to kupa forsy.

I dlatego najlepiej wykorzystywać sprzęt kupiony za państwowe! :-)

oto Ireneusz

A wie pan dlaczego?

W moim szpitalu coś takiego było. Otóż kupiony został rezonans, wrzucony na środek trwały do amortyzacji. Jakież było zaskoczenie dyrekcji, gdy NFZ zakontraktował jedynie 3 godziny jego pracy na dobę w dniach roboczych!!!
Po 3 godzinach aparat należało wyłączyć i wszelka jego obsługa była nielegalna - skutkując zerwaniem wszystkich kontraktów szpitala z NFZ.
Szpital z prawnikami znaleźli dziurę i zakontraktowali maszynę prywatnie. W ten sposób mogła być nadal amortyzowana. Tak to zasady biznesu kłócą się z brakiem pieniędzy i chamstwem NFZ, a wszystko razem kłóci się ze zdrowym rozsądkiem i potrzebami chorych.

oto Skanderbeg

tak.

Lekarz działający prywatnie, raczej takiego sprzętu nie kupi. A zabronić robienia prywatnej chałtury na państwowym sprzęcie.

oto Ireneusz

Moje przemyślenia

ad. 1 - Bardziej żądają od władz, aby dojść do minimum finansowania służby zdrowia. WHO podaje jako bezpieczną wartość 6.8% z PKB. Żądania płacowe są eskalowane w mediach i są rozumiane przez niskiej jakości odbiorców. BTW. Nikłe doświadczenie jest faktem, ale połączone ze zmęczeniem (nieznane normalnym ludziom nadgodziny plus rodzina) - jest zabójcze.
ad. 2 - Rezydent pisał na forum o etacie i obowiązkowych dyżurach wynikających z umowy o pracę. Obowiązują go 3 albo 4 dyżury. Patrząc 168 plus 3x24 = 240 godzin pracy wynikającej z etatu. Kiedy taki biedak ma jeszcze znaleźć czas na wyjazd do pipidówki, i to tak aby prace nie kolidowały mu jedna z drugą? :-)
ad. 3 - Lekarzy jest za mało, mimo że uczelni jest coraz więcej i przyjmują coraz więcej, wypuszczają też coraz więcej lekarzy. Gdzież oni giną? :-)
ad. 4 - Nakłady muszą osiągnąć minimum międzynarodowe. 6.8%. Obecnie jest 4% z malutkim haczykiem z naszego PKB..
ad. 5 - Propaganda korwinowska. Ludzie dzisiaj według optymistycznych szacunków byliby w stanie ponieść finansowanie rzędu 2.5% PKB. To się nazywa eutanazja, a nie prywatna służba zdrowia. Nie każdy jest własnym pieskiem lub kotkiem.
ad. 6 - Szkoda słuchania jak trawa rośnie.
ad. 7 - Na 100 zwierząt, 95 jest usypianych w przypadku prawdziwej choroby. Na reszcie się zarabia.
ad. 8 - Ilu jest bogatych mogących leczyć kochane zwierzątko? A czy aparat RTG jest dziś w gabinecie stomatologicznym czymś luksusowym? Ilu zaś stomatologów tak naprawdę je używa? I ile każe sobie za to zapłacić?
ad. 9 - "Do lekarzy chodzę PRYWATNIE." - dopóki nie trafi się prawdziwa choroba. Bo jak trwoga, to do Pana Boga.
ad. 10 - Wspieram. Szczawie po medycynie pracują po 1300 na rękę, nazywa się to staż i trwa cały rok. Mają pieczątkę - lekarz stażysta. A obok musi się podbić prawdziwy lekarz.
Nota bene - jak ktoś jest programistą, to chyba jednak idzie na programistę. Bo mimo tego, że kończy corocznie kilka tysięcy ludzi medycynę, jedynie stu - dwustu rozpoczyna pracę jako lekarz. Dziwne. No chyba, że oni wszyscy tak gdzieś uciekają.

oto Jasio

9. Ja również chodzę

9. Ja również chodzę prywatnie. Jakość usług jest fatalna, może za mało płacimy? Trzeba niestety samemu się douczać( a może to i dobrze) i szukać tych uczciwych

oto Ireneusz

Każdy chodzi prywatnie

Przecież oprócz bezrobotnych oraz oprócz hipochondryków szukających okazji na załatwienie sobie jakiejś renty - nikt nie ma czasu na siedzenie w poczekalniach w kilometrowych kolejkach lub zapisywanie się na 3 miesiące naprzód - co też nic nie daje, bowiem przecież są obsuwy i spóźnienia - jak z każdą dziedziną oparta na życiu a nie na robotyce.

oto Marek

Jak państwo myślicie, co by

Jak państwo myślicie, co by się stało, gdyby pewnego dnia zlikwidować obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego? Jest to proste, składki płaci się na bieżąco i nie istnieje balast praw nabytych - główny problem w reformie ZUS.
Ja uważam, że zniknęłyby wtedy problemy, podobne do wyżej opisanego, z którym - jak pisał Kisielewski - bohatersko zmaga się państwo socjalistyczne.

oto Krzysztof M

Jak państwo myślicie, co by

Jak państwo myślicie, co by się stało, gdyby pewnego dnia zlikwidować obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego?

Wielu się nie ubezpieczy. I wielu z tych wielu będzie "umierało na ulicach".

oto Ireneusz

Byłoby jeszcze gorzej

Każdy taki nieubezpieczony szedłby jak idzie dziś (ilu mamy nieubezpieczonych?) do przychodni i szpitali, drążąc ten system do cna - bo mu się zdrowie jak psu kiełbasa należy.

oto adam_54

Baju, baju.....

Wielu się nie ubezpieczy. I wielu z tych wielu będzie "umierało na ulicach".

A u takich chińczyków.... ZUS-ów nie ma i... nikt na ulicach nie umiera.
Można bez ZUS-ów - można -P
A poza tym.... istnienie w Polsce tzw. ubezpieczeń zdrowotnych jest konstytucyjnie nielegalne ! -P

oto Ireneusz

A czy Chińczyk...

Czy Chińczyk jest tak roszczeniowy jak Polak? I czy potrafi pogodzić się ze swoją śmiertelnością, wynikającą z wiary i religii? Potrafi. Wie, że śmierć jest konieczna.
U nas tego nie ma. U nas każdy jest zdrowy z zasady, a jak go dopadnie ciężka choroba, choćby w wieku słusznym 90 lat, to każda śmierć jest winą lekarza oraz ewentualnie własnej słabości (poddaniu się w walce). Te pieprzenie o tym, że "poległ w walce z rakiem" - w mediach. Zamiast współczucia, że cierpiał. To są gadki bezrozumnych, aż mną wstrząsa. Proszę mi pokazać dzisiaj 100 latka przygotowanego na śmierć. Znam kilku i w pełni czerpią z życia. A rodziny czerpią z ich emerytur. Stujeden latek jak zmarł w sąsiedztwie, to rodzina oskarżyła lekarza o brak kompetencji i złe leczenie - celem był zwrot utraty dochodów pasożytującej rodziny. Nasza kultura stała się zbyt płytka, zbyt konsumpcyjna, abyśmy byli w stanie się porównywać do Chińczyków.

oto Marek

W USA do niedawna

W USA do niedawna ubezpieczenia zdrowotne nie były obowiązkowe. Rzeczywiście byli tacy, co nie ubezpieczali się, podejmowali ryzyko jak na wolnego człowieka przystało i ponosili konsekwencje lub osiągali zyski. Na ulicach nikt nie umierał.

oto Ireneusz

Prawda

Czytałem kiedyś o tym i nawet opisałem. W skrócie - karetka zdejmuje kogoś z ulicy, przywozi do szpitala. Szpital opatruje, cuci, weryfikuje ubezpieczenie. Zadaje pytanie - trzeba zrobić dla zdrowia to i to, w tej chwili rachunek opiewa na tyle i tyle - co robimy? Klient odpowiadał - wypuście mnie, nie mam pokrycia, jestem bezdomny. OK. Wypuszczano go opatrzonego w stanie aktualnym na ulicę, a rachunek przekazywano dla burmistrza. Ten albo płacił, albo nie płacił. Tak to działało. Burmistrzowie oraz szpitale w końcu przekonali Obamę, że nie są organizacjami charytatywnymi - a koszty powinni ponieść przypadkowi idioci opłacający przymusowo składkę i nie potrafiący się od niej wykręcić. Wszystko na ten temat. Typowy komunizm.

oto BTadeusz

Ciekawe...:

Ale jeśli nie przywrócimy w społeczeństwie poczucia wspólnoty - dysproporcje, także płacowe będą tylko większe i w istocie przestaniemy funkcjonować jako jeden naród.

-----------------------
Ciekawe - kto to są "my" - podmiot domyślny z powyższego zdania.
Najlepiej gdyby ich określić z nazwiska.

oto BTadeusz

Hmmm...

Ale jeśli nie przywrócimy w społeczeństwie poczucia wspólnoty - dysproporcje, także płacowe będą tylko większe i w istocie przestaniemy funkcjonować jako jeden naród.

Na ogół pisząc "my" - mamy na myśli społeczeństwo, "lud", "naród"....
A pisząc "oni" - myślimy o władzy - establiszmencie.

Mam wrażenie, że autor powyższego zdania odwrócił ten porządek.

oto Konrad Rękas

Generalnie nie dyskutuję z

Generalnie nie dyskutuję z religiami i ideologiami, czyli m.in. także z wiarą w rozwiązanie wszelkich problemów przez całkowitą prywatyzację służby zdrowia oraz zupełne zniesienie przymusu ubezpieczeń. Przede wszystkim dlatego, że zbawienna moc tych lekarstw nie zostanie sprawdzona - a mnie interesuje co można i należy zrobić tu i teraz, "zmienianie paradygmatu" zostawiając literaturze fantastycznej.

oto olrob

Sluzba zdrowia

Cala sluzba zdrowia powinna byc prywatna, a o pensjach lekarzy powinien decydowac rynek.

Ludzie ktorych nie stac na lekarza powinni korzystac z pomocy roznych organizacji swieckich i religijnych.

oto olrob

Sluzba zdrowia

Jak widac panstwowa sluzba zdrowia generuje mase problemow i absurdow.
Np jak ustalic pensje lekarzy?
Co zrobic jezeli lekarze nie zechca pracowac za ww. pensje?
Jak uchronic panstwowy sprzet medyczny i infrastrukture przed uzytkowaniem w celach
prywatnych?
Jak powstrzymac korupcje wsrod lekarzy, tzn aby nie przyjmowali pacjentow bez kolejki za pieniadze.
Jak zmusic lekarzy aby wlasciwie wykonywali swoje obowiazki, jezeli odmawiaja?
itd...
Te wszystkie problemy nie wystepuja w prywatnej sluzbie zdrowia, dlatego jest ona lepszym rozwiazaniem.
Dodatkowo w prywatnej sluzbie zdrowia niepotrzebna jest pamstwowa biurokracja np. ministerstwo zdrowia.

oto Krzysztof M

A nie nie drogi panie...

Jak widac panstwowa sluzba zdrowia generuje mase problemow i absurdow.

Masę problemów generuje służba zdrowia pod rządami tych, którzy zdrowie Polaków mają w nosie (co by tam nie deklarowali).

oto olrob

Zadania

Krzychu zada aby ktos zadbal o jego zdrowie, lecz obecne panstwo coraz mocniej zbliza sie do bankructwa i nie jest w stanie zapewnic opieki medycznej.

oto Ireneusz

A co to jest państwo?

Bo ten powyższy tekst brzmi tak, jakby to państwo było bytem samodzielnym. Bez żadnego udziału człowieka i niemożliwości jego rozliczenia. Prawie że Amber Gold?

oto olrob

Rozliczanie

Oczywiscie działania ludzkie a w szczególności działania lekarzy można kontrolować i rozliczać, powołując kolejne służby tajne i jawne, urzędy, komisje, inspekcje robotniczo-chłopskie itd....
Jednak to podnosi koszty funkcjonowania całego systemu i niekoniecznie jest skuteczne, bo ww służby również ulegają korupcji.

I po co się w to bawić skoro wystarczy sprywatyzować słuzbe zdrowia i wtedy rynek wyceni co ile jest warte i bedzie grało.
Ostatnio z mój kolega z pracy dostał termin operacji na 2020r ! Wspólnie obliczyliśmy że gdyby te pieniądze które oddaje na państwową służbę zdrowia miał w kieszeni, to stać by go było na prywatnego lekarza od zaraz !

oto Ireneusz

No i tu jest problem korwinowca

Wspólnie obliczyliśmy że gdyby te pieniądze które oddaje na państwową służbę zdrowia miał w kieszeni, to stać by go było na prywatnego lekarza od zaraz !

Nie. Nie byłoby stać. Bowiem to nie jest JEGO konto na leczenie, ale jest to podatek utrzymujący przy życiu iluś tam bezrobotnych, więźniów, pijaków i innych ludzi, którzy nie dokładają się do tego "konta". A więc ten pan uskładałby być może na swoją operację, ale najprawdopodobniej nie miałby już u kogo się leczyć. Gdyż służba zdrowia w Polsce by zostala znacznie wcześniej zlikwidowana, a w większych miastach pewnie jedynie funkcjonowaliby niby-lekarze na wzór dzisiejszych weterynarzy. Którzy tylko pieska, kotka i chomiczka widzieli na własne oczy, ale już konia czy krowy - nie!

oto Skanderbeg

Jasne.

A obliczył ktoś gotowość lekarzy, pielęgniarek, itd? Służba zdrowia to nie tylko usługi. Wyliczył ktoś utrzymanie budynku szpitalnego? Koszty operacji? Więcej świata Piotrusia pana niż rzeczywistości.

oto Konrad Rękas

Z podejściem do gospodarki

Z podejściem do gospodarki jest w III RP A. D. 2017 jeden, ale za to zasadniczy problem, wynikający z poprzednich lat 28, pracowitości jednego człowieka, lenistwa innych i płytkości wielu.

Oto gdy przez te prawie już pełne trzy dekady jakiś kolejny młodzieniec wstawał na spotkaniu z jakąś kolejną wielkością polityki ekonomicznej i kołując, kołując rzucał w końcu "podchwytliwe": - A co pan profesor myśli o programie UPR/PJKM/KNP/KORWiN itd.? - odpowiadała mu zimna cisza i czasem pogardliwe "z wariatami nie polemizuję". Zachowywał się tak nawet Święty Balcerowicz, dziś różniący się od JKM bodaj tylko brakiem brody.

W tym samym okresie politycy albo powtarzali za Profesorami, że „polityka gospodarcza to zbyt skomplikowane, żeby tłumaczyć, ale generalnie chodzi o to, żeby pozamykać zakłady pracy, obniżyć ogółowi pensje i od tego się długofalowo wszystkim poprawi”, albo coś pletli o katolickiej nauce społecznej, albo wreszcie rzucali na sam koniec swoich przydługich zjazdów i konferencji o lustracji i innych bardzo ważnych sprawach, że "a w gospodarce to myślimy tak jak Korwin! (tylko oczywiście my znacznie bardziej poważnie...!".

Tymczasem sam JKM swój przekaz celowo i świadomie systematycznie upraszczał, prymityzował, odrealniał tak, żeby przestał mieć on cokolwiek wspólnego z faktyczną sytuacją Polski - za to łatwo wchodził do głów i jeszcze łatwiej trafiał do przekonania, jak każda wizja laboratoryjnego mechanizmu.

I tak wyrosło całe pokolenie, które wprawdzie (tak jak poprzednie) wyrosło z Korwina, ale nie wyrosło z korwinizmu. Docenił to już salon, delegując na ten obiecujący odcinek najpierw któreś z kolejnych wcieleń Palikota, a następnie Petru z błogosławiącym w tle Balcerowiczem, co jednak przez żenujący dobór kadrowy - okazało się być próbą ostatecznie chyba nieudaną. Znaczenie elektoratu/aktywu liberalnego dosłownie w ostatnich dniach uszanował sam Kaczyński kierując do zadań Gowina. I tylko wciąż nie ma komu wytłumaczyć tym wszystkim ludziom postawionym z wiszącymi bez odpowiedzi pytaniami całkowicie bezbronnymi wobec "oczywistości libertarianizmu", że to po pierwsze jest abstrakt, model idealny, nie związany w żaden sposób z możliwością te realnego zarządzania państwem. A dwa - że na takie bajki zwyczajnie nie ma już czasu, właśnie po straconych prawie 30 latach.

To, co od lat głosi JKM – to nie jest prawdziwy program. To jest pewna wizja, pokaz mechanizmów, uczenie na przerysowanych przykładach mniej lub trafniej dobranych zależności. ALE TO NIE JEST PROGRAM! Wiele elementów tej wizji nadaje się do adaptacji, zwłaszcza w mniejszej skali, np. w samorządach (jak redukcja kosztów, zwłaszcza administracyjnych, zmniejszenie obciążeń finansowych dla mieszkańców). Ale już sprowadzenie każdej dyskusji o stanie państwa do jałowego młócenia likwidacji publicznej służby zdrowia, oświaty i kultury oraz podatku dochodowego - prowadzi dokładnie donikąd. Zwłaszcza, że poza te "postulaty" nikt jakoś z uczestników takich "dyskusji" wychodzić nie ma zamiaru. Oficjalnie - bo po ich realizacji już się samo automatycznie poprawi. A dwa - że przecież nigdy się nad tym nie zastanawiał i zastanawiać nie ma ochoty…

oto utu1

"oczywistosci libertarianizmu"

Libertarianism to indoktrynacja skierowana na mlodych (szczegolnie dorastajacych chlopcow) aby ich przysposobic do neoliberalnego nowego porzadku. W latach 1980tych w USA gdy Reagan niszczyl zwiazki zawodowe i przemysl ciezki argumenty byly wlasnie libertarianskie i mlodzi dawali przyzwolenie. Ich nie interesowaly emerytury i zabezpieczenia pracownikow ani nawet miejsca pracy. Oni byli juz niezdolni do myslenia bardziej kompleksowego. Niewidzialna reka miala zalatwic wszelkie problemy. Ksiazki pani Ayn Rand dokonaly ogromnego spustoszenia w glowach mlodych Amerykanow. Gdyby pani Aynd Rand byla produktem NKWD lub CIA to mozna by to uznac za najbardziej udana psycho-operacje wymyslona przez sluzby. Nie ma nic oryginalnego w dzialalnosci Korwina. To bylo powielenie wyprobowanego juz schematu w Ameryce w latach 1970tych. Tam monetarysci zrobili przemiany uzywajac chairmana FEDu Paula Volckera, ktory wpedzil kraj w zastoj i ogromne bezrobocie a adminsitracja Reagana przypieczetowala to odebranie pracownikom wielu praw i otwarciem na import z Azji a glownie Japonii. Wtedy mowilo sie, ze Reagan owszem lubi zwiazki zawodowe ale tylko w Polsce.

oto olrob

Podejście do gospodarki

Pana propozycje są jeszcze bardziej mętne niż propozycje libertarian. Cóż to bowiem oznaczna przywrócić poczucie wspólnoty czy poczucie czegokolwiek ?
Jak przywrócić poczucie i jaki to ma mieć to wpływ na gospodarkę ?
Libertarianie proponują twardy kapitalizm.
Natomiast Pan proponuje jakieś zagrania pijarowe typu :
Chwyćmy się za ręce i poczujmy wspólnotę, budujmy lepszą przyszłość.
Wyślijmy sobie uśmieszki na Gadu-Gadu i utwórzmy wspólnotę
Wyślijmy sobie życzenia na Facebooku i poczujmy wspólnotę :-)

oto Konrad Rękas

A czemu Pan sądzi, że

A czemu Pan sądzi, że odbudowa wspólnoty narodowej jest postulatem (wyłącznie) gospodarczym? :)

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.