Wojna w Syrii – co dalej?

Konflikt syryjski toczy się na wielu płaszczyznach i frontach. Walczą bezpośrednio same strony konfliktu, a jest ich kilka, walczą ich sponsorzy – sąsiedzi i lokalne mocarstwa, oraz rozgrywają tu swoją „partię szachów” mocarstwa globalne. Rok 2017 okazał się dla tej krwawej wojny przełomowy, jednak do jej zakończenia daleka droga, tym bardziej, że przegrani z porażką się nie pogodzą.

Główni przeciwnicy wojny syryjskiej skrótowo od kolorów swych flag mają przyporządkowane nazwy barw. Wojska rządowe – zwani są czerwonymi, tzw. Państwo Islamskie to czarni, Kurdowie zaś to żółci, a islamiści dżihadyści od flagi proroka -zieloni. Kampania wojenna w Syrii w roku 2017 przyniosła eliminację jednego z „graczy” i rozgromienie Państwa Islamskiego. Ugrupowanie padło ofiarą swojej strategii, czyli niepowstrzymanego rozszerzania swych granic i agresji. Swoją ekspansją w latach 2014-2016, walcząc z każdym, ISIS otworzyło wiele frontów i narobiło sobie wielu wrogów, co przywiodło go do upadku. Jeśli rok 2016 był rokiem wyhamowania ISIS, powstrzymania jego ekspansji i początkiem przejścia do defensywy, to rok 2017 stał się rokiem jego rozgromienia.

Upadek Państwa Islamskiego

To właśnie w 2017 roku Kalifat stracił wszystkie znaczące miasta i punkty o znaczeniu strategicznym, w oparciu o które budował swoją quasi państwowość. Ewidentnie było to pierwsze państwo politycznego, bezkompromisowego i wojującego radykalnego islamu. U progu 2017 Kalifat miał wszelkie oznaki struktury państwowej. Istniała zorganizowana armia, z silną hierarchiczną strukturą, przemyślaną logistyką, inteligentnym dowództwem i to tak na poziomie taktycznym jak i operacyjnym. Istniał aparat administracyjny, służby specjalne, system sądownictwa i aparat propagandy. Państwo to miało zdywersyfikowaną ekonomikę opartą tak o dochody ze sprzedaży ropy naftowej, jak i system podatkowy oraz swoją walutę.

Na kontrolowanym przez ISIS obszarze trwała praca w zakładach produkcyjnych, oraz produkcja rolna. Cały ten skomplikowany mechanizm państwowy uległ jednak unicestwieniu, w związku z błędną wielką strategią prowadzoną przez przywódców Kalifatu. Walcząc z „czerwonymi”, wspieranymi przez Iran i Rosję, ISIS utracił swoje najlepsze jednostki wojskowe i gros ciężkiego sprzętu w tym pancernego. Bojownicy Kalifatu wyparci zostali spod Homs i Aleppo, aż do brzegów rzeki Tygrys tracąc ogromne obszary pełne złóż ropy i gazu. Walcząc z „żółtymi” mającymi oparcie w USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Polsce itd., ISIS utracił swoją stolicę czyli miasto Rakka oraz dwumilionowy Mosul w Iraku, a także tereny na wschód od rzeki Eufrat. Wreszcie prowadząc walki z „zielonymi” narazili się na atak ich „sponsora”, interweniującej w Syrii, w porozumieniu z Rosją, Turcji, tracąc obszary w północnej Syrii wokół miasta Maanbidż.

W myśl starej paremii rzymskiej „nec Hercules contra plures”, klęska kalifatu była kwestią czasu. Ostateczny cios ISIS zadała druzgocąca ofensywa grudniowa, połączonych sił syryjsko-irańsko-rosyjskich. Wojska te przy wsparciu rosyjskiego lotnictwa w tym masowych nalotów bombowców strategicznych Tu-22 M3, deblokowały Deir ez Zor i zdobyły szereg miast wzdłuż brzegu rzeki Eufrat, w tym ostatnią „stolicę” ISIS Al-Bukmal, wychodząc nad granicę z Irakiem oraz Jordanią. Siły Kalifatu to nadal ok. 2 tys, bojowników rozproszonych na bezkresnych obszarach pustynnych, zdolnych do walki partyzanckiej, jednak Kalifat jako struktura quasi państwowa przestał istnieć.

Stany Zjednoczone i „żółci” nie osiągnęli strategicznego celu

Rok 2017 w wojnie syryjskiej był dla jednego z głównych „graczy” dwuznaczny. Po ok. 5 miesiącach niezwykle ciężkich walk, Amerykanie i ich kurdyjscy sojusznicy zdobyli stolicę Państwa Islamskiego syryjskie miasto Rakka, co samo w sobie było dużym sukcesem propagandowym. Sam koniec bitwy był jednak również dwuznaczny. US Army i Krudowie, pozwolili, aby setki terrorystów i dziesiątki pojazdów, na mocy zawartego porozumienia opuściły miasto. Udali się oni wprost na front walki z syryjską armią rządową i Rosjanami. Ociepleniu relacji na linii Waszyngton – Moskwa to nie posłużyło. Samo miasto z racji zniszczeń przypomina morze gruzów i spadł na Amerykanów problem humanitarny.

W grudniu 2017, w dość efektownej brawurowej, prowadzonej w wysokim tempie, operacji ofensywnej, ubiegając syryjską armię rządową i Rosjan, Amerykanie i Kurdowie zdobyli wielkie pola naftowe na lewym brzegu rzeki Eufrat, przejmując od ISIS ok. 40% złóż ropy naftowej Syrii. Mimo tych sukcesów, Waszyngton nie osiągnął celów strategicznych w tej wojnie. Celem podstawowym było odsunięcie od władzy, najprawdopodobniej zabójstwo (tak jak Muammara Kadafiego w Libii i Saddama Husajna w Iraku) prezydenta Baszara Asada. Celem drugim był projekt niepodległego Kurdystanu, wydzielonego z terytorium Syrii, co planowała jeszcze administracja Obamy.

Wreszcie cel wspólny z Izraelem, uniemożliwienie lądowego połączenia Iranu, poprzez Irak, Syrię do Libanu. Zamysł ten spalił na panewce, Abu-Kamal i strategiczną drogę zdobyły wojska syryjskie, Irańczycy i Hezbollach, przy niemałym wsparciu z powietrza Rosjan. Co jeszcze Amerykanie zrobili w Syrii w 2017 roku? Przeprowadzili zmasowany atak rakietami manewrującymi „tomahawk” na syryjską bazę lotniczą Szajarat. Zestrzelili nad Resafą syryjski samolot. Zbombardowali i ostrzelali artylerią wojska rządowe pod An Tanf.

Wielokrotnie piloci USAF niebezpiecznie manewrowali utrudniając w ten sposób rosyjskim samolotom wykonywanie operacji lotniczych. Amerykanie wzmacniali swoje pozycje na terenie kontrolowanym przez Kurdów tzw. Rożawa, gdzie rozwinęli 11 swoich małych baz i co najmniej dwa lotniska polowe oraz na południu Syrii, w enklawie nad granicą z Jordanią pod An –Tanf.

Na dziś utrzymanie tych pozycji w Syrii, będących pierwotnie instrumentem do osiągnięcia celów strategicznych stało się celami samymi w sobie. Mimo cofnięcia wysuniętych posterunków pod An-Tanf, sam punkt Amerykanie utrzymują nadal, szkolą tam podległych sobie rebeliantów oraz kontrolują leżący opodal ogromny obóz uchodźców. Owych rebeliantów szkoli brytyjski SAS, CIA i jordański wywiad, oraz prawdopodobnie polski GROM. Sami „żółci”, czyli Kurdowie mimo wielkiej daniny krwi celu jakim jest niepodległy Kurdystan nie osiągną. W 2017 roku na obszar Rożawy wkroczyła armia turecka rozcinając obszar na pół oddzielając kanton Afrin, utrzymujący się tylko dzięki posterunkom rosyjskiej armii i uzgodnieniom Erdogan Putin. W Iraku w wyniku działań Irańczyków, na czele z generałem Kasemem Sulajmani, utracili swą stolicę Kirkuk oraz wielkie złoża naftowe. Zatem 2017 jest dla Kurdów, czyli „żółtych” rokiem raczej nieudanym.

Izrael - niby nie walczy, a bombarduje

W cieniu wielkich mocarstw, rozgrywa swoje interesy w Syrii Izrael. Syria od lat to „śmiertelny wróg” żydowskiego państwa. Elity żydowskie od lat uznają, że im gorzej w Syrii, tym bezpieczniejszy Izrael. Nie mniej „śmiertelnym wrogiem” Tel Avivu jest Teheran. Ajatollachowie od lat wspierają libański Hezbollach. W wyniku kampanii 2017, Persowie wywalczyli lądową linię komunikacyjną łączącą oba kraje. Izrael starał się temu przeciwstawić wszelkimi metodami. Jednak na tym polu poniósł klęskę. Droga powstała. „Hezbollach” to jeden z głównych sojuszników prezydenta Syrii Baszara Asada. Uzbrojony przez Iran i Rosjan był jedną z kluczowych sił w działaniach ofensywnych roku 2017. Wielokrotnie też oddziały Hezbollachu, ich konwoje i obozy szkoleniowe na terenie Syrii, były przedmiotem ataku izraelskiego lotnictwa. Wzgórza Golan, ryzyko wojny domowej w Libanie czy 3 Intifada, to „gorące punkty” potencjalnego konfliktu na linii Damaszek Tel-Aviv w 2018.

Ostatnie zamieszki opozycji w Teheranie mogą być jednym ze sposobów wciągnięcia Iranu do bezpośredniego konfliktu. Persowie są do tego nie przygotowani i chcą tego uniknąć. Hybrydowa wojna w Libanie, Syrii i Jemenie jest im wygodniejsza. Izrael znalazł jednak sobie potężnego sojusznika w walce przeciwko Iranowi ajatollahów, jakim jest aktualna administracja USA i sam prezydent Trump. Interesy USA i Iranu krzyżują się w Afganistanie, Iraku, Syrii i Jemenie. Izrael zatem będzie robił wszystko, aby w ramach wojny w Syrii, stosunki Iranu i USA „pomóc” zaognić. Niewątpliwie pokojowe uregulowanie konfliktu syryjskiego nie leży w interesie Izraela i zrobi on wiele, aby go storpedować.

Rosjanie – główny zwycięzca w Syrii w roku 2017

Ewidentnie Rosja prezydenta Putina, to główny i niekwestionowany zwycięzca kampanii w 2017. Odzwierciedla ten sukces ogłoszenie 11 grudnia 2017 roku, przez prezydenta Władymira Putina decyzji o wyprowadzeniu gros sił rosyjskich z Syrii, z uwagi na wykonanie celów misji i pokonanie terrorystów. Mimo to jednak niemała część rosyjskich wojsk nadal w Syrii zostanie. W dniu 27 grudnia, na podstawie zdjęć satelitarnych wynika, że w bazie Chmejmim stacjonowało 10 bombowców taktycznych Su-24M2, 6 samolotów szturmowych Su-25SM, 5 myśliwce Su-30, 6 uderzeniowych Su-34 i 4 najnowsze myśliwce rosyjskie Su-35S. Wprawdzie w sylwestra 31 grudnia, „zieloni” przeprowadzili zaskakujący, udany atak moździerzowy na bazę uszkadzając 7 rosyjskich samolotów, to jednak Moskwa straty uzupełni.

Syria

Dla Rosjan celem nr 1 na rok 2018, jest zniszczenie syryjskiej Al-Kaidy, czyli organizacji An-Nusra, do niedawna sponsorowanej przez Katar, Arabię Saudyjską i Turcję. Rosja nigdzie się nie wybiera z Syrii, ma dwie bazy wydzierżawione na 49 lat, w Tartus morską i w Chmejmim lotniczą. W obu bazach zostają stosowne garnizony zabezpieczające interesy rosyjskie w regionie. W tle słuchać o rozmowach dotyczących lokalizacji kolejnych baz rosyjskich w regionie, w tym w Egipcie, Libii i Sudanie oraz o inwestycjach rosyjskich korporacji w Egipcie, Syrii i Iraku. W Syrii zostaną rosyjscy najemnicy, „kontraktatorzy” (Cz.W.K. „Wagner”) w liczbie kilku tysięcy, instruktorzy, wojskowi oraz działać nadal będzie „Syryjski Express” – zespół okrętów transportowych krążących między Noworosyjskiem, a Tartus dowożący zaopatrzenie armii syryjskiej i rosyjskiej. Rosjanie bezspornie osiągnęli swoje cele strategiczne.

Utrzymali przy władzy sojuszniczego prezydenta Baszara Asada, walnie przyczynili się do rozgromienia ISIS, stali się głównym „rozgrywającym” w Syrii i jednym z ważniejszych na Bliskim Wschodzie. Mają silne fundamenty to rozbicia w roku 2018 głównego przeciwnika wojsk rządowych, „zielonych”. W 2017 Moskwie udało się pozbawić dżihadystów ich politycznego i finansowego wsparcia, izolować politycznie, jako „nieumiarkowaną opozycję, mają teraz wolną rękę do rozwiązań militarnych. Mediów na zachodzie nie zapełnią już filmy „białych kasków” i narracja o tym, jak to „zły Putin” bombarduje szpitale i że trzeba zatrzymać rosyjski imperializm. Dżihadystów „zielonych „umiarkowanych” wzięła pod swoje skrzydła druga armia NATO, a dziś partner Rosji w Syrii, Turcja prezydenta Recepa Erdogana.
.

Przegrani „sponsorzy” – rozpad koalicji antyasadowskiej

W roku 2017 obserwowaliśmy upadek koalicji państw zmierzających do odsunięcia prezydenta Baszara Asada od władzy. Najpierw wypadł z gry Katar, który przystąpił do osobnych negocjacji z Iranem i Turcją, a po pewnym czasie z Rosją. Próby dyskredytacji emiratu katarskiego i oskarżenie przez Arabię Saudyjską i jej sojuszników, o wspieranie przez emirat terroryzmu, blokada lądową i powietrzna oraz grożenie wojną zawiodły. Rosja i Iran wsparły Katar dyplomatycznie, a Turcja rozmieściła swoje wojska na jego terytorium.

Tak więc nacisk na Katar, niczym sprężona para poszła w przysłowiowy gwizdek, a plany obalenia emira zawiodły. Warto przypomnieć, że dwa lata temu Katar groził interwencją zbrojną w Syrii. Teraz Katar odwiedzają oficerowie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej z Iranu, śmiertelnego wroga Rijadu. Wschód jak widać jest specyficzny, a zwroty akcji i zmiana sojuszy bywają zaskakujące.

Sytuacja samej Arabii Saudyjskiej, jednego z głównych sponsorów syryjskich rebeliantów, dążącej od lat do obalenia laickiego prezydenta Asada, jest niewiele lepsza. Postawienie na dżihadystów w Syrii okazało się ulotne. Kontrolę nad częścią tych ugrupowań przejęła do Turcja, która wykorzystuje byłe saudyjskie aktywa do negocjacji z Rosją i Iranem.

Próby ukarania Kataru przez Saudów, nie powiodły się.

Hybrydową wojnę z Iranem, Rikad przegrywa na wszystkich frontach (co popycha go do obozu USA i Izraela) Przede wszystkim Arabię Saudyjską niszczy „jemeński wrzód”, czyli „saudyjski Afganistan”, interwencja zbrojna w sąsiednim kraju, która wysysa ogromne zasoby z saudyjskiego budżetu. Próby zamknięcia tej kwestii jednym ciosem zawiodły. Zorganizowany i opłacony przez Saudów zamachu stanu, stojącego na czele zwalczanych przez Saudyjczyków sił prezydenta Salekha , który ogłosił chęć zawarcia pokoju z Arabią Saudyjską zakończył się fiaskiem. Wspierani przez Iran Tutsi, otrząsnęli się szybko, rozbili siły Salekha, jego samego zabijając. Wojna w Jemenie tym samym toczy się nadal. W 2018 Saudyjczycy będą nadal cierpieć, obserwując loty balistycznych rakiet szyickich, dostarczonych rebeliantom jemeńskim przez Iran, spadających na Rijad i inne miasta ich królestwa.

Dlatego biorąc pod uwagę powyższe, w połowie jesieni, przywódca Arabii Saudyjskiej, król Salman udał się do Moskwy, by doprowadzić do normalizacji stosunków z Rosją. O interwencji w Syrii już się nawet nie jąkał. Robił wiele, aby uzyskać od prezydenta Putina zgodę na zakup przeciwlotniczych i przeciwrakietowych systemów S-400 Triumf. Robił dokładnie to co prezydent Turcji Racep Erdogan, który został „nagrodzony” przez Moskwę zmianą sojuszu, oraz za współpracę w Syrii systemami S-400. Słabość polityki zagranicznej Arabii Saudyjskiej i jej niepowodzenia militarne dopełniają wewnętrzne wstrząsy. Próba przewrotu i masowe aresztowania książąt w ramach na panującej dynastii. W efekcie powyższego, jeden z głównych sponsorów terrorystów w Syrii przechodzi erozję gospodarki i upadek pozycji w przestrzeni polityki zagranicznej. Jest to naturalny wynik klęski w wojnie syryjskiej i porażki w wojnie hybrydowej z Iranem w Jemenie.

Wnioski i perspektywa

Mimo kilku zawirowań i sytuacji kryzysowych kampania lądowa w Syrii zakończyła się sukcesem armii syryjskiej i jej sojuszników, co znalazło odzwierciedlenie tak na mapach, jak i w zmianie otoczenia polityczno wojskowego wokół samej Syrii. Kampania w 2017 roku pozwoliła Rosji wzmocnić swoją pozycję tak na Bliskim Wschodzie jak i w Północnej Afryce (Egipt, Libia, Algieria), zasadniczo osłabiając za razem pozycję USA. Wojna syryjska ewidentnie pogłębiła sprzeczności pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem. Jak piszą rosyjscy analitycy, zwycięstwo Rosji w wojnie syryjskiej jest dla Moskwy tylko wygraną bitwy w wielkiej wojnie, gdyż „gra” toczy się na wielu planszach.

Oceniają, że choć w skali regionu sukcesy Rosji w pełni zmieniają warunki gry na Bliskim Wschodzie, to jednak w skali globalnej rozgrywki ze Stanami Zjednoczonymi, to tylko silne odwetowe uderzenie, za nieudane dla Rosji starcie w 2014 na Ukrainie. Przy tym, jak uważają Rosjanie, na Syrii walka się nie kończy. W/g nich zostaje front na Ukrainie, narastanie kontyngentu wojsk USA we wschodniej Europie, wzmocnienie zgrupowania wojsk USA w Afganistanie, eskalacja wyścigu zbrojeń na Dalekim Wchodzie (w związku z rywalizacja USA z Chinami i konflikt z Koreą Północną).

Wydaje się, że zgodnie z logiką „zimnej wojny”, Amerykanie będą teraz popychać Rosję do podjęcia aktywnych działań na innych, już istniejących lub potencjalnych teatrach działań wojennych, aby się odegrać. Będą to czynić, wszędzie tam gdzie skrzyżują się z interesy Rosji i USA oraz ich sojuszników. Waszyngton i jego partnerzy nie zapomną Moskwie powstrzymania ich wielkiego polityczno-gospodarczego projektu zwanego „arabską wiosną” , a w szczególności niepowodzenia operacji w Syrii. USA i jego sojusznicy ponieśli ogromne koszty, sponsorując odsunięcie od władzy Asada i zamiast planowanych korzyści politycznych i gospodarczych w postaci kontroli nad Syrią, zagarniętych ziem i bogactw mineralnych, na czele z ropą i gazem, ponieśli porażkę.

Wojna syryjska wykazała bezspornie, że Rosja nie będzie „chłopcem do bicia”, jak przewidywała strategia wojskowa USA przyjęta na lata 2016-2017. Moskwa podniosła rzuconą przez Waszyngton rękawicę. W dokumentach amerykańskich Rosja oficjalnie stała się głównym przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych, na równi z Chinami. Swoimi działaniami w Syrii, Rosji ostatecznie przekonali „amerykańskie jastrzębie”, od lat lobbujące w Waszyngtonie za „twardym kursem wobec Moskwy”, że to co robi Władymir Putin, nie jest już tylko specyficzna rosyjska polityka zagraniczną, a wprost podważaniem amerykańskiej hegemonii na Świecie.

Hegemonii uzyskanej po zwycięstwie w „Zimnej wojnie” nad ZSRR i Układem Warszawskiem. Kiedy obserwujemy konsekwencje wojny syryjskiej dla Bliskiego Wschodu, to przede wszystkim widać jak na dłoni proces zmiany obecnego porządku światowego, który wyjawił się za pośrednictwem tego lokalnego konfliktu zbrojnego. Rosja, jak Iran, są głównymi aktorami zmian zachodzących aktualnie na Bliskim Wschodzie. Syryjska kampania wojenna w roku 2017 roku tylko wzmocniła tworzący się już w latach 2014-2016 trend, aktywnemu przeciwstawianiu się przez Rosję działaniom USA. Przykładem tego było przejęcie przez Rosję Krymu i wsparcie powstania na Donbasie. W tym sensie wojna syryjska nadal będzie zmieniać otaczający nas świat, choć nie wszyscy to widzą lub są gotowi zaakceptować nadchodzące zmiany.

Nie akceptuje jej na pewno aktualna administracja amerykańska na czele z prezydentem Donaldem Trumpem, Izrael i Wielka Brytania. W roku 2018 należy spodziewać się, że wojska , tzw. Koalicji antyterrorystycznej pod wodzą Waszyngtonu, Polska jest jej członkiem, nie tylko nie opuszczą Syrii, a pod ich osłoną, w oparciu o YPG, Kurdów i rebeliantów na pograniczu syryjsko-jordańskim zostanie utworzone quasi struktura państwowa. tzw. „demokratyczna Syria”. Amerykańska baza An-Tanf jak cierń wbija się w południowe terytorium syryjskie i nie przypadkiem USA na tym pustynnym bezludziu ją utrzymują. Przy tym jak wielokrotnie opisywałem, bezwzględnie bombardując podchodzące wojska syryjskie i podległe Teheranowi szyickie milicje, spychające proamerykańskich rebeliantów.

Reasumując, wojna syryjska w 2018 będzie trwała nadal, w 2017 roku „wypadł z gry”, jeden z głównych uczestników Państwo Islamskie. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę prezydenta Asada i wspierających go sojuszników Rosji i Iranu. Jednak Waszyngton i Tel Aviv, nie zaakceptują tego status quo, więc konflikt będzie trwał. W jakiej formie i z jakim nasileniem pokaże czas.

Krzysztof Podgórski
Specjalnie dla Myśli Polskiej

oto gościnnie gościnnie

Goszczą na prawicy.net Autorzy, którzy nie piszą tutaj na stałe, ale ciekawe teksty są dostępne dla Czytelników.

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
4.357145
Ogólna ocena: 4.4 (głosów: 14)

Tematy: 

Dyskusja

oto Czesław

To ewenement historyczny

żeby w obecnych czasach z niczego powstało państwo, jednak twórcy tego państwa byli geniuszami w dziedzinie organizacji, oczywiście byli zbrodniarzami. " U progu 2017 Kalifat miał wszelkie oznaki struktury państwowej. Istniała zorganizowana armia, z silną hierarchiczną strukturą, przemyślaną logistyką, inteligentnym dowództwem i to tak na poziomie taktycznym jak i operacyjnym. Istniał aparat administracyjny, służby specjalne, system sądownictwa i aparat propagandy. Państwo to miało zdywersyfikowaną ekonomikę opartą tak o dochody ze sprzedaży ropy naftowej, jak i system podatkowy oraz swoją walutę."

oto Equatore

@p. Czesław

Żeby utworzyć państwo, nie trzeba wielkiego geniuszu, ponieważ jest to "składanie domku z klocków", które już istnieją. Każda losowo wybrana grupa ludzka ma w sobie dość potencjału intelektualnego, żeby to zadanie - dzieląc je na mniejsze i budując hierarchiczną strukturę przymusu - zrealizować. Kiedy to się udaje? Niemalże za każdym razem, za wyjątkiem takich sytuacji gdy żaden z ośrodków decyzyjnych nie jest na tyle silniejszy od pozostałych, żeby je pokonać, ale też nie jest na tyle słabszy, żeby zginąć (warunkowe to jest zwykle geografią, jest to częsty wariant na przykład w Afganistanie, czy Somalii). Trudność natomiast polega na uporaniu się z konkurencją, która robi to samo w tym samym czasie, czasami startując z lepszej pozycji. To czasowe osiągnięcie pseudo-kalifatu było naprawdę niełatwe, choć z tym geniuszem to już nie przesadzajmy. Zdaje się, że udało im się chwilowo rozwiązać problem typowych radykalnych organizacji islamskich z dotarciem do prostego człowieka. Odrobili lekcję Talibanu w tym zakresie. Kluczem było z jednej strony pozostawianie z stałym kontakcie z nastrojami ulicy i zapewnienie gwałtownego wymierzania "ludowej sprawiedliwości" na bieżąco, jak również zaabsorbowanie całego uzbrojonego żywiołu w swoje szeregi i skuteczne zapewnienie im źródła utrzymania, bez nadmiernego obciążenia ludności samowolą własnych zastępów. To jest jednak chybotliwa kobyła, na której można się utrzymać jedynie serią sukcesów. Potem niezadowolenie "ludu" nieuchronnie rośnie. Drugi czynnik, który im najpierw pomógł, a potem zgubił, to skala ambicji. Wypowiedzenie de facto wojny całemu światu i seria skutecznych uderzeń w prestiż najsilniejszych państw świata to źródło ekstazy dla każdego muzułmańskiego fanatyka - więc była to świetna strategia motywacyjna. Problem w tym (i było to wpisane w obraz nieuchronnie), że "świat" odpowiedział na wyzwanie i choć rzucił do akcji jedynie drobną swoich zasobów, okazało się to wystarczające, żeby sprowadzić tą organizację do pierwotnego poziomu siły.
Nie jest to jednak nic specjalnie unikalnego. Omawiany region jest na tyle niestabilny, że możemy jeszcze niejeden raz być świadkami utworzenia nowych państw. Ich tworzenie to nie jest taki problem, jak ich utrzymanie przy życiu.

oto Equatore

@p. Skanderberg

To ja wiem, że inny... Niemniej, historia talibanu to historia dość imponującego sukcesu w budowaniu państwa islamskiego przez grupkę fanatyków, zwłaszcza porównując co w XX wieku osiągnęły inne radykalne islamskie ugrupowania - mówiąc w skrócie - nic specjalnego! Sposób w jaki talibowie zarządzali kontrolowanym przez siebie terytorium ma natomiast sporo wspólnego z późniejszymi metodami ISIS. Stąd waga lekcji płynących z historii talibów, a dobrze znanych przedstawicielom sunnickiej międzynarodówki terrorystycznej, z których część sama była uczestnikami wydarzeń w Afganistanie.
Różnica na którą pan zwrócił uwagę decyduje o tym, że talibowie to są swojacy w Afganistanie i ich usunięcie obecnie byłoby wyjątkowo trudne, ale za to nie grozi im ekspansja międzynarodowa. ISIS był umocowany płytko, ale jego zasięg jest o wiele większy, więc mogą razić daleko poza swoimi siedzibami.
Nie zmienia to faktu, że zarówno talibowie czy ISIS są marnymi amatorami w dziedzinie budowania islamskiego państwa w porównaniu z tymi, którym się to naprawdę udało: Arabii Saudyjskiej, Iranowi czy Pakistanowi.

oto Skanderbeg

Tam też "inni Szatani" byli czynni.

W latach 80tych dostawali wsparcie od Amerykanów (przeciwko Sowietom). Oczywiście, wtedy były inne sojusze, bo z późniejszymi Talibami współdziałał ich późniejszy wróg Lew Panczsiru. Mułła Omar był weteranem antysowieckiej partyzantki. Sądzę, że dla Afganistanu, rządy Talibów nie były wcale czymś złym. Przynajmniej były jakieś rządy.Jednak Taliban to narodowy ruch pasztuński. ISIS to międzynarodówka. Z tym, że ktoś im pomagał. Talibom służby pakistańskie, a kto wspierał ISIS? I tutaj dopiero są podobieństwa.

oto Eowina

@ Czesław. Myli się Pan kompletnie.

Początkiem ISIS byli Irakczycy - sunnici, których Amerykanie po pokonaniu Iraku wyrzucili na pustynię. Do władzy doszli szyici będących w opozycji do Saddama Husseina. Nowe władze Iraku były okrutne dla swoich ofiar i z wzajemnością.

Zwolnieni to byli oficerowie wojskowi, wykształceni urzędnicy, księgowi, lekarze, itp. Nie tylko byli wykształceni, mieli kontakty zagraniczne, sprzedawali ropę. Z Arabii Saudyjskiej dołączyli klerycy suniccy, wahabici i dołożyli ideologię. Pierwsze sukcesy były bardzo łatwe, bo Irak nie miał ani dobrego dowództwa ani wojska. Brytyjczycy widząc, że nie poradzą, obiecali się wycofać i nie wracać, pod warunkiem, że ich wypuszczą żywych.

Pierwsze zwycięstwo Iraku przyszło wtedy, kiedy Iran podesłał pomoc szyickiej władzy. I tak właśnie Iran stał się graczem na Bliskim Wschodzie.

oto Robercik

Warunki dla rozwoju ISIS w

Warunki dla rozwoju ISIS w Iraku stworzyły USA. Amerykanie nie są tacy tępi aby nie znać konsekwencji zasianai chaosu i niedozbrojenia marionetkowego reżimu. Ciekawe, że to "państwo islamskie" , tzn.ISIS rzuciło się do gardła wrogom USraela, a nie na USrael. Ostatnio nawet nęka Palestyńczyków.

oto Robercik

Pańskie myśli idą w dobrym

Pańskie myśli idą w dobrym kierunku Panie Czesłowie. ISIS to nie żadne oddolnie stworzone państwo, a produkt propagandy syjonistów.

1. niszczyli państwa skonfliktowane z Izraelem (Syria, Irak), ale nie atakowali państw uległych Izraelowi, np. Jordanii.
2. doszło raz nawet do kuriozalnych przeprosin za omyłkowy ostrzał terytorium Izraela.
3. "umiarkowaną opozycję" od ISIS to chyba tylko CIA potrafiła odróżniać, więc mamy źródło broni, bo dla "umiarkowanych" Amerykanie broń dawali jawnie, tylko potem trudno było się połapać kto ją ma....
4. "państwo" islamskie szybko pobiło armię syryjską. Skąd mieli nowoczesne środki łączności? Skąd dowodzenie?
5. "państwo" islamskie przez lata nie było nękane przez NATO, choć w propagandzie NATO urastało do największego zła na Ziemi. Ropę od ISIS kupowała Turcja.Dopiero jak nadlecieli ROsjanie, to zniszczyli cysterny ISIS. Można? Można.
6. państwo islamskie urosło w siłę na terenie okupowanego przez USA Iraku, a stamtąd rzuciło się na Syrię. Gdzie tu logika?

Szczególnie punkt 4 i 5 powinny zastanowić.

Dodam jeszcze, że zdarzały się ataki ISIS na armię syryjską zaraz po "omyłkowym" bombardowaniu pozycji tej armii przez lotnictwo NATO. Taka koordynacja (rzędu minut) oznacza ścisłą współpracę.

http://xportal.pl/?p=30291

oto Eowina

Pan pomieszał różne rzeczy.

Kiedy rozwijało się państwo ISIs w Iraku, w Syrii było powstanie przeciwko Asadowi tzw. "umiarkowanych islamistów". To powstanie było absolutnie finansowane przez USA, jest sporo dowodów i zdjęc potwierdzających, nawet z senatorem McCainem.

Z czasem kiedy z Iraku ISIS było wypierane, zmieniali się dowódcy, skład osobowy, powstały różne frakcje + Al-Kaida, rożne ugrupowania, rekrutujące się z różnych państw. Amerykanie finansowali tych 'umiarkowanych" szkolili wyposażali w broń i oni lądowali w ISIS. Nawet Turcja dokładała się do tych "umiarkowanych" przeciwko Asadowi. Tego nikt się nie wypiera, nawet w Kongresie USA w końcu to przyznano. Nawet teraz ISIS to różni dowódcy w różnych miastach, różne wpływy i różne finansowanie i z tego co się słyszy, ciągle ci "umiarkowani" są wspierani przez USA. Dla Asada i Rosji, chyba też dla innych, nie ma różnicy między nimi.

To co ja piszę to były lata 2003-10, Mosul został zajęty w 2014, ja piszę o tym jak się zaczęło.
http://prawica.net/5332

oto chłop jag

Wojna w Syrii – co dalej?

Wojna w Syrii – co dalej?

Na tle jednostronnej wojny pupili szatana z ludzkością - obracanie Syrii w perzynę wydaje się być tylko incydentem - tołażysze - oczywiście nie dla Syryjczyków.
Wniosek?
Dla mnie obecność militarna Rosji w Syrii mówi nam, że pupile szatana nieśmiało i z wielkimi oporami - jednak rezygnują ze świata jednobiegunowego - tołażysze - co wcale nie znaczy, że owemu światu luzują smycz.

oto Krzysztof M

ISIS, to nie jest żadne tam

ISIS, to nie jest żadne tam państwo, tylko przedsięwzięcie.

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.