Dziedzictwo polityczne „Żołnierzy Wyklętych”

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych vył okazją do celebrowania pamięci i oddania hołdu bojownikom antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia zbrojnego po II wojnie światowej. Obchody rocznicowe warto jednak wzbogacić refleksją na temat tego, czego powinna nas dziś uczyć epopeja powojennej antykomunistycznej partyzantki. Wyciągnięcie właściwych wniosków z tego doświadczenia historycznego, pozwoliłoby nadać corocznym obchodom głębszy sens i utrudniło ich komercyjną trywializację lub zinstrumentalizowanie dla szkodliwych dla Polski celów.

Silne państwo

Przede wszystkim, powinniśmy mieć na uwadze o jaką Polskę walczyli bojownicy podziemia? Przynajmniej ta ich część, która wywodziła się z NSZ i NZW wysuwała postulat silnego państwa i silnej władzy państwowej. Miała to być władza nieliberalna i autorytarna a model państwowości i ustrój polityczny postulowane przez polskich nacjonalistów różniły się korzystnie zarówno od sobie współczesnego anglosaskiego modelu demoliberalnego, jak i od współczesnego nam demoliberalizmu dzisiejszej Polski. W państwie miał być porządek, władza miała być silna a sprawować miały ją elity.

Nieporozumieniem jest zatem gdy, szczególnie przedstawiciele tzw. „środowisk niepodległościowych”, odwołując się do powojennego podziemia, próbują żyrować przy pomocy tych odwołań swoją popularność jako „bojowników o wolność i demokrację” – zarówno w Polsce jak i za naszą wschodnią granicą. Uczestnicy antykomunistycznego podziemia nie zamierzali zaprowadzać w Polsce liberalizmu, wielopartyjności, praw „gejów”ani „wolnej prasy”.Ci, którzy próbują dziś zaprząc pamięć o podziemiu dla potrzeb skopiowania w naszym państwie zachodniego demoliberalnego modelu politycznego i społecznego, sprzeniewierzają się prawdziwemu dziedzictwu leśnych partyzantów.

Państwo katolickie

Po drugie, żołnierze podziemia walczyli o państwo katolickie. Wyrażali to hasłami „Wielkiej Polski Katolickiej” i „Katolickiego Państwa Narodu Polskiego”. Zobowiązuje to tych, którzy chcą kontynuować dzieło powojennej partyzantki, by również dziś wysunęli postulat podniesienia religii katolickiej do rangi religii państwowej. Opowiadający się za rozdziałem Kościoła od państwa i za takimi urządzeniami prawnymi i kulturowymi które sprzeczne są z wiarą i moralnością katolicką, również nie mają żadnych praw do powoływania się na dziedzictwo „wyklętych”.

Przy okazji warto jednak poczynić zastrzeżenie, że ten element programu i praktyki działania podziemia wymaga dopracowania. Ziemie Polski przedwojennej i Polski dzisiejszej zamieszkują również mniej lub bardziej znaczące autochtoniczne społeczności muzułmańskie, karaimskie, żydowskie, protestanckie, prawosławne i ormiańskie. Polska tożsamościowa powinna prowadzić wobec tych wspólnot religijnych politykę tolerancji i opieki; ich wyznania powinny mieć rangę państwowych religii mniejszościowych, ich przywódcy powinni zasiadać w Senacie, ich członkowie mieć dostęp do urzędów, wspólnoty te powinny mieć swoje samorządy i szkolnictwo.

Państwo katolickie to nie państwo w którym prawo do życia mają jedynie katolicy, lecz państwo przeniknięte porządkującym je katolickim duchem miłości, obejmującym również autochtoniczne wspólnoty innowiercze. Dewastowanie dziś tatarskich meczetów i mizarów lub żydowskich kirkutów nie ma nic wspólnego z walką o katolicki porządek w duszach i w państwie. Jest tego porządku zaprzeczeniem, podobnie jak palenie lub siłowe przejmowanie cerkwi prawosławnych za sanacji lub dewastacja cerkwi unickich w trakcie i po zakończeniu Akcji „Wisła”. Ktoś, kto pochwala takie postępowanie, zanim zajmie się walką o katolicki porządek w państwie, powinien pierwej zbudować go we własnej duszy.

Państwo narodowe

Przez wyżej wskazane odwołania chrześcijańskie, w podobny sposób należy odnieść się do postulatu budowy państwa narodowego. W doktrynie nacjonalistycznej słuszne jest wszystko to, co prowadzi do zachowania specyfiki, odrębności i tożsamości naturalnych wspólnot etnicznych, historycznych i kulturowych. Na poparcie zasługują te postulaty nacjonalizmu, których realizacja zbliżyłaby daną społeczność do modelu społeczeństwa tradycyjnego.

Doktrynę nacjonalistyczną należy jednak uzupełnić o podobną afirmację odrębności i tożsamości innych niż nasz własny ludów, współtworzących z nami rozleglejszą wspólnotę państwową i historyczną wspólnotę losu. Tylko w ten sposób zbudować możemy prawowity, sprawiedliwy i stabilny porządek organiczny, który nie będzie oparty na dominacji i ucisku, lecz na autorytecie, wierności i braterstwie.

Źle zatem odczytują dziedzictwo powojennego podziemia wszyscy ci, którzy pamięć o jego walce wykorzystują do prowokowania i zastraszania dzielących z nami od wieków los i ojczyznę naszych współobywateli innych niż polska narodowości. Niczego nie nauczyło przywrócenie pamięci o walce powojennych partyzantów wszystkich tych, którzy obok bojowników niewątpliwie mogących być dla nas wzorami cnót rycerskich i patriotycznych, wymieniają jednym tchem ludzi o rękach zbrukanych krwią niewinnych; uwikłanych w pogromy, masakry, krwawe pacyfikacje, morderstwa a nawet zbrodnie tak odrażające jak gwałt i znęcanie się.

By mit „żołnierzy wyklętych” miał dla nas znaczenie uszlachetniające, wychowawcze i dydaktyczne, należy wyeksponować w nim to wszystko, co faktycznie było w nim wzniosłe i szlachetne, odrzucić zaś to wszystko, co było haniebne i zbrodnicze. Twórcza weryfikacja mitu nie będzie jego „odbrązowieniem”, tylko wzmocnieniem przez oczyszczenie go z błota, by mógł świecić jaśniejszym światłem. Nie możemy dopuścić, by egzaltacja zepchnęła polską politykę historyczną w podobny ślepy zaułek, jak stało się to w Ukrainie, gdzie brakuje wystarczającego potencjału moralnego i intelektualnego, by zbrodnie nazwać zbrodniami i stwierdzić wyraźnie, że zbrodniczy element dziedzictwa nacjonalistycznej partyzantki się odrzuca, potępia i nie zamierza do niego nawiązywać.

Insurekcyjna strategia…

Mit powojennej partyzantki antykomunistycznej ma też swoje znaczenie strategiczne i taktyczne. Przy czym przez strategię rozumiem tu sposób zabiegania o cele narodowe, przez taktykę zaś, metodę prowadzenia kampanii i bitew. W tym pierwszym wymiarze, szczególnie z dzisiejszej perspektywy, oczywiste jest że partyzantka antykomunistyczna po wojnie nie miała szans powodzenia, tak więc również sensu. Jej epopeja wpisuje się w smutny i tragiczny ciąg kolejnych szkodliwych dla Polski insurekcji wyznaczonych datami 1794, 1831, 1846, 1848, 1863 i 1905. Szczególnie wyraźne są podobieństwa z Powstaniem Styczniowym i rewolucją 1905 r.

Nasz stosunek do tradycji insurekcyjnej powinien przybrać postać konstruktywnej krytyki. W literaturze polskiej najlepiej znany jest głos Elizy Orzeszkowej (1841-1910) wyrażony przez nią w będącej lekturą szkolną powieści Nad Niemnem (1888). Jak pamiętamy, w utworze tym obecny jest motyw symbolizującej Powstanie Styczniowe i otaczanej czcią przez pozytywnych bohaterów powieści leśnej mogiły, gdzie pogrzebano kilkudziesięciu poległych powstańców. Kult poległych bohaterów, ich walki i poświęcenia nie prowadzi jednak rodzin Korczyńskich ani Bohatyrowiczów do prób wznowienia działalności powstańczej. Czują się oni natomiast zobowiązani do urzeczywistnienia społecznego i politycznego programu powstańców: odrodzenia polskości poprzez zbratanie szlachty z ludem i ponowne zakorzenienie się w rodzinnej ziemi.

Również dzisiejsza polska polityka historyczna, odnosząc się do historii antykomunistycznego podziemia i budując na niej mit „żołnierzy wyklętych”, powinna unikać pułapek zarówno demoralizującego „odbrązawiania”, jak i bezmyślnej insurekcyjnej egzaltacji. W pisarstwie młodych historyków z IPN i w działalności młodzieżowych organizacji narodowych uwidacznia się szczególnie podatność na to drugie niebezpieczeństwo. Wydaje się wręcz, że tak jak w latach 1990. ruch narodowy musiał się zmagać z problemem „talmudycznego” podejścia do pism i doktryny międzywojennej endecji, tak w latach 2000. zmagać się musi z równie „talmudycznym” stosunkiem do działalności powojennego podziemia.

Nie poprawia bynajmniej sytuacji zalew jednostronnie apologetycznych i bezkrytycznych, a przez to prowadzących do fałszywych wniosków, publikacji historycznych, stąd też, żeby zrozumieć i wyciągnąć właściwe nauki z doświadczenia jakim była dla Polski powojenna partyzantka antykomunistyczna, nie wystarczy jedynie czytać ale trzeba też myśleć. Myślący zaś czytelnicy negatywnie muszą się odnieść do publicystycznego sloganu, jakoby odmawiający wyjścia z lasu partyzanci byli wówczas „jedynymi, którzy zachowali się jak trzeba”. To szkodliwa bzdura, obrażająca pamięć tych wszystkich, którzy nie będąc bynajmniej komunistami ani pachołkami komunistów, z różnym powodzeniem próbowali włączyć się w powojenną odbudowę Polski, tak by była ona jak najmniej marksistowska i sowiecka, a jak najbardziej polska.

…i insurekcyjna taktyka

O ile obrana wówczas (często niedobrowolnie a pod przymusem okoliczności, warto jednak zaznaczyć) przez partyzantów antykomunistycznych strategia zbrojnego zabiegania o cele narodowe zasługuje dziś na ocenę ujemną, o tyle uważniej powinniśmy przyjrzeć się zastosowanej przez nich taktyce walki. Polska posiada długą tradycję walki kryjących się po lasach niewielkich i słabo uzbrojonych grupek partyzanckich, skutecznie wiążących przewyższające je pod każdym względem siły przeciwnika. Tradycja ta sięga prowadzonego w podobny sposób i w podobnych warunkach co powojenna partyzantka antykomunistyczna Powstania Styczniowego.

Do tych doświadczeń historycznych można się twórczo odwołać, tworząc ideologiczną i strategiczną podbudowę dla planowanych dziś wojsk obrony terytorialnej, którym zapewne przyszłoby walczyć w podobnych warunkach co powstańcom styczniowym i „żołnierzom wyklętym”. Przez odwołania takie wzmocniono by tożsamość żołnierzy wojsk obrony terytorialnej, wkomponowując ją w polską tradycję niepodległościową i militarną oraz nasycając jej duchem. Wzmocnienie tożsamości takich jednostek podniosłoby z pewnością morale żołnierzy i dostarczyło wzoru długotrwałego opierania się okupacji w warunkach załamania państwa i zajęcia kraju przez najeźdźców.

Program społeczny

Na marginesie rozważań o taktyce podziemia antykomunistycznego wspomnieć należy o towarzyszącej wszystkim polskim insurekcjom „kwestii społecznej”. Zajmuje ona miejsce na granicy rozważań nad programem politycznym i strategią, o ile jednak dla tego pierwszego jest jednym z niekoniecznych bynajmniej elementów, o tyle dla tej drugiej stanowi istotne obciążenie. We wszystkich polskich powstaniach pojawiał się bowiem problem pozyskania dla nich ludu i w żadnym się to nie udało. Polskie powstania były powstaniami elit i inteligencji i dotyczy to również powojennej partyzantki antykomunistycznej.

O takiej jej słabości zadecydowały oczywiście bardziej generalne uwarunkowania; przede wszystkim świadomość braku sensu walki zbrojnej po zakończeniu wojny. Odzwierciedla to różnica w liczebności AK dochodzącej do 300 tys. członków i podziemia antykomunistycznego w okresie największego jego wzrostu sięgającej nieledwie 17 tys. Znaczenie miało jednak również odrzucenie przez podziemie zbrojne programu reformy gospodarczej i własnościowej popieranej wówczas przez wszystkie znaczące siły polityczne i społeczne. Zmniejszyło to dodatkowo i bez tego nikłe postrzeganie podziemia jako poważnej alternatywy politycznej.

Analizując dziś fenomen „wyklętych”, musimy być świadomi tej jakże polskiej ich słabości. Każdy, kto nawiązuje dziś do idei budowy Wielkiej Polski, musi opowiedzieć się przeciwko kapitalizmowi i patologicznej strukturze gospodarczej i społecznej którą on stworzył. Gospodarka organiczna i personalistyczna to gospodarka wpisana i porządkowana przez autorytarne i wspólnotowe całości społeczne. Opiera się na dekoncentracji, upowszechnieniu własności, partycypacji i organizacji korporacyjnej. Jest na miarę człowieka i zaspokaja potrzeby człowieka.

Nikt, kto zrozumiał i wyciągnął wnioski z tragedii podziemia antykomunistycznego, nie może popierać kapitalizmu ani liberalizmu. Łączenie programu narodowego z „wolnorynkowym”oraz z poparciem dla kapitalizmu i kapitalistów dowodzi jedynie, że nie wyciągnęło się wniosków z historii. Ten, kto nawiązuje dziś do dziedzictwa „żołnierzy wyklętych”, musi przyjąć narodowo-radykalny i antykapitalistyczny program gospodarczy i społeczny. Ideę narodową, niepodległościową, antykomunistyczną, patriotyczną i tożsamościową związać należy z ideą sprawiedliwości społecznej. W doktryny ruchów czerpiących z doświadczeń powojennego podziemia antykomunistycznego wpisane musi być rozwiązanie kwestii społecznej – uwolnienie dzisiejszego człowieka od kapitalizmu i uwolnienie jego potencjału jako osoby przez wpisanie go w gospodarkę organiczną i personalistyczną.

W przeciwnym wypadku, przy związaniu środowisk nacjonalistycznych i antykomunistycznych z kapitalizmem, kapitałem, kapitalistami, z obecnym układem własnościowym, gospodarczym i społecznym, nieuchronne stanie się ich oderwanie od problemów zwykłego człowieka i wejście po raz kolejny w prowadzące nad polityczną przepaść koleiny elitarnych i inteligenckich ruchów konspiracyjnych, patriotycznych i insurekcyjnych. Dzisiejszy program nacjonalistyczny i niepodległościowy musi być programem populistycznym. Musimy uczyć się na błędach między innymi powojennego podziemia antykomunistycznego.

Idea „wyklętych”a geopolityka

Na koniec wreszcie należy odnieść dziedzictwo ideowo-polityczne „żołnierzy niezłomnych” do współczesnej sytuacji geopolitycznej. Jest to tym bardziej potrzebne, że różni szarlatani starają się je zaprząc na rzecz tych sił, które stanowią dziś dla Polski największe zagrożenie. By nie być gołosłownym, popularny w środowiskach narodowych historyk Jan Żaryn w jednej ze swych wypowiedzi starał się bronić dobrego imienia Brygady Świętokrzyskiej NSZ nazywając ją „pierwszą polską jednostką w NATO”, czym w rzeczywistości ciężko obraził i znieważył dobre imię żołnierzy tej formacji. Również do niedawna popularny działacz Marian Kowalski, wraz prawicowym pastorem Pawłem Chojeckim, wyświadczył członkom podziemia równie niedźwiedzią przysługę, stwierdzając że spełnieniem ich testamentu politycznego jest rozmieszczenie w Polsce amerykańskich jednostek wojskowych.

W rzeczywistości, żołnierze powojennego niepodległościowego podziemia zbrojnego nie walczyli oczywiście o przekształcenie Polski w wojskowo-polityczny protektorat USA ani o przekształcenie polskiej armii w podwykonawców globalnej strategii obcego mocarstwa. Taki program wasalizacji Polski był programem wyniesionych do władzy sowieckim zwycięstwem wojennym komunistów z P(Z)PR – tyle że hegemonem miał być w tym przypadku ZSRS a nie USA. Antykomunistyczne podziemie nie godziło się na wasalizację Polski, narzucenie jej obcego ustroju, rozmieszczenie na jej terenie obcych wojsk, agenturyzację przez obce państwo jej elity politycznej, propagandowe urabianie społeczeństwa polskiego w duchu uwielbienia dla zagranicznego hegemona i jego państwowej ideologii. Żołnierze podziemia odrzucali ten program i zwalczali jego zwolenników.

Czy jednak katalog wymienionych wyżej elementów składających się na wasalizację czegoś nam nie przypomina? Oczywiście, to właśnie polityka demoliberalnej oligarchii rządzącej Polską dziś, z tą różnicą że w roli „wielkiego brata” nie występuje już ZSRS, tylko USA. Tak jak jednak w państwie komunistycznym, mamy do czynienia ze zdegradowaniem Polski do roli (amerykańskiego tym razem) protektoratu, narzuceniem jej obcego ustroju (demoliberalnego i kapitalistycznego), rozmieszczeniem na terenie naszego kraju obcych (amerykańskich) wojsk, agenturyzację polskiej elity politycznej przez obce państwo (USA), propagandowe urabianie społeczeństwa polskiego w duchu uwielbienia dla zagranicznego hegemona (USA) i jego państwowej ideologii (demoliberalizmu i atlantyzmu).

Wnioski nasuwają się same; prawdziwym i rozumnym podjęciem dziedzictwa politycznego „żołnierzy wyklętych”nie jest dziś bieganie w skarpetkach z symbolami NSZ w pogoni za dawno przepędzonym i od lat już nie krążącym po Europie widmem komunizmu, tylko podjęcie walki z nowym demoliberalnym bolszewizmem Waszyngtonu. Powojenne polskie podziemie nie uganiało się w połowie lat 1940. za zjawami pokonanych już i przepędzonych faszystów. Partyzanci nacjonalistycznego podziemia niepodległościowego już w trakcie trwania wojny zidentyfikowali nowe i dużo poważniejsze niż faszyzm zagrożenie w postaci komunizmu i sowietyzmu, miejscami podejmując nawet przeciwko temu nowemu niebezpieczeństwu współpracę z faszystami.

Dzisiejsi domorośli wskrzesiciele tradycji powojennego podziemia spotykają się pod domami dogorywających bezzębnych starców i krzyczą na pochodach rocznicowych „raz sierpem, raz młotem…”, nie dostrzegając stojącego im przed samym nosem rzeczywistego niebezpieczeństwa dla Polski. W ten sposób mit „żołnierzy wyklętych”przestaje być mitem politycznie twórczym, odziera się go z treści i znaczenia, politycznie się go kastruje, wyrywa mu kły i pazury. Staje się on narzędziem w rękach kompradorskiej i zaprzedanej Waszyngtonowi demoliberalnej oligarchii. Zamiast podmywać narzucony nam system obcej dominacji, staje się jego częścią i go umacnia. Tworzy złudzenie działalności patriotycznej, kanalizując ją w bezpiecznym dla demoliberałów kierunku. Zamiast twórczo nawiązywać i kontynuować dzieło powojennego podziemia zbrojnego, prowadzi się nas na patriotyczny odpust z niepodległościową tandetą.

Nie to jest prawdziwym testamentem politycznym „żołnierzy niezłomnych”.„Żyją prawem wilka” dziś wszyscy ci, którzy w politycznym i organizacyjnym osamotnieniu – odrzuceni przez Kościół, elity i z coraz większą niechęcią traktowani przez zamerykanizowane i pogrążone w konsumpcyjnym amoku społeczeństwo, cierpliwie prowadzą pracę organiczną nad uwolnieniem nas od atlantyzmu i budową Wielkiej Polski Katolickiej. „Tropem wilczym”zdążają dziś zabiegający o zdemontowanie dominacji USA, usunięcie z naszego państwa amerykańskich żołnierzy, wyprowadzenie Polski z NATO, zniesienie ogłupiającej demoliberalnej propagandy, tak więc o usunięcie najważniejszych czynników stojących na przeszkodzie odbudowy Polski jako państwa wielkiego i katolickiego.

Kontynuacją dzieła „wyklętych” nie jest ani patriotyczna cepeliada ani „talmudyczne” powracanie do idei insurekcyjnej w zmienionych warunkach historycznych. Dziedzictwo antykomunistycznego podziemia zbrojnego to nie zabawa w skansen historyczny z przebierankami grup rekonstrukcyjnych. To podjęcie idei Wielkiej Polski Katolickiej i praca dla niej takimi środkami, jakie są nam dostępne i takimi sposobami, jakie efektywne mogą być w zastanych przez nas okolicznościach. Kontynuacja dzieła „wyklętych” to również uczenie się na ich błędach; od zidentyfikowania tych błędów po ich odrzucenie, tak by ich już więcej nie popełniać.

Spadkobiercą nacjonalistycznej partyzantki lat 1940. jest dziś ten, kto stoi po stronie tożsamości, zakorzenienia, wspólnoty, autorytetu, tradycji i kultury, religii i twórczości, ten, kto jest po stronie „europejskiej Europy”. Prawowitym następcą „wyklętych” jest dziś przeciwnik USA, NATO, atlantyzmu, demoliberalizmu, kapitalizmu i permisywizmu. W zamerykanizowanej i atlantyckiej Polsce on sam staje się „wyklętym” i właśnie dlatego musi uczyć się na doświadczeniach i błędach swoich poprzedników sprzed siedemdziesięciu lat. Bo to on jest ich jedynym prawowitym następcą i kontynuatorem ich walki.

wyklęci

na ile punktów oceniasz?: 

Twoja ocena: brak
2.5
Ogólna ocena: 2.5 (głosów: 6)

Tematy: 

Dyskusja

oto Skanderbeg

Ale autor się

próbuje dowartościować. A brakuje "pary", aby zrobić bunt przeciwko uwięzieniu Mateusza Piskorskiego. Ot, netowi bohaterowie.

oto Palimpsest

Utopia oddala od realnego życia

dlaczego więc oczekiwać racjonalnych działań?

oto Czesław

Skąd to twierdzenie

"Polskie powstania były powstaniami elit i inteligencji i dotyczy to również powojennej partyzantki antykomunistycznej." W tym przypadku to chyba Autor się myli, bo często czytałem opinię, że właśnie Żołnierze Wyklęci to głównie byli ludzie ze wsi a więc chłopi.

oto Palimpsest

Elity powstają, ale

biją się prości ludzie. Oni nie muszą zamieniać cygara na widły. Elit jak sama nazwa wskazuje jest i tak za mało.

oto Krzysztof M

Elit jak sama nazwa wskazuje

Elit jak sama nazwa wskazuje jest i tak za mało.

I zawsze tak było. Rzecz tylko w tym, czy naród swoje elity popiera, czy się z nich śmieje, albo z nich szydzi...

oto Ireneusz

Nie popiera

Naród nie musi popierac elit. Wystarczy, gdy je szanuje. Może szydzić, może kpić, ale jak co do czego - szanuje i się słucha. Gdy trwoga, to do Boga.
A u nas jest tak, że każdy omija elyty szerokim łukiem, aby się nie ubabrać lub nie zarazić.

oto Palimpsest

Polaków poddaje się takiemu praniu mózgu, że

prawica kpi z lewackich postempofców, lewica drwi z prawicowego ciemnogrodu. Skrajom obu opcji do głowy nie przychodzi, że rozkład lewo- prawo jest naturalny. Z punktu widzenia jednych to boży plan, drugich naturalny mechanizm obronny gatunku posiadającego genetyczne portfolio na czas wojny i budowania.

Kto pierze każda ze stron widzi doskonale, oczywiście naprzeciw. Na własnym podwórku belka w oku.

oto Ireneusz

Abolutnie nie

rozkład lewo- prawo jest naturalny

Ten rozkład jest kompletnie sztuczny. To narzędzie manipulacji, nic więcej.

oto Palimpsest

pAn twierdzi, że cały świat stworzony

na zasadzie równoważącach się przeciwieństw (jasno- ciemno, góra- dół, lewo- prawo, pełno- pusto, dobrze- źle...) posiada lukę, w której zasiada dumnie prawica? :)

Kto tu patrzy na świat przez specjalnie skrojone okulary? Na czyim garnuszku siedzi pański optyk- wykonawca?

oto Ireneusz

Prawo - lewo

Czyli praworządnie i rewolucyjnie. Czyli zdrowo i niezdrowo. Czyli szanując człowieka i szanując egoistycznie siebie.
Tak można objąć ten podział nibyprawicy i nibylewicy. Pod jedną i drugą kurtynką siedzą między pożytecznymi idiotami zwykłe kanalie i tworzą zasłony dymne...

oto Palimpsest

Teraz rozumiem, co do kanalii

oczywiście prawda, co do reszty się nie zgadzam. To co kryje się pod szeroko pojętym światopoglądem prawicowym i lewicowym jest uwarunkowane genetycznie na poziomie hormonalnym- poziom serotoniny, dopaminy itd.

Niestety w tym porównaniu jako skłonniejsza do zachowań autorytarnych, zachowawczych, konfrontacyjnych, postrzegająca osobniki spoza wlasnej grupy jako wrogów gorzej wypada prawica.

Swoim "niezdrowe", "egoistyczne" przyklejanymi jedynie do strony nie prawej dał pAn tego piękny przykład.

oto Palimpsest

Znowu to samo :)

wszak prawizna i lewizna brzmi bardziej symetrycznie. Co ciekawe, chytrus -poprawiacz podkreślił jako nieortograficzną "prawiznę", a lewiznę łyknął. Kto tu moderuje psyche społeczeństwa? Przecie lewactwo posiada lustrzane odbicie swojej psychogalopki i na prawicy. Ktoś usilnie blokuje odwzorowanie w języku tej piszczącej prawdy. Język ponoć żywy, a ktoś go uśmierca. Czy to po polsku?

oto Ireneusz

Prawy a prawizna

Wyakcentowałem jedynie. Prawizna bowiem może być albo prawa, albo lewa :-) Małżonkowie przeca nie chodzą na prawiznę, a lewizna to jest przyczynek wielu rozwodów. No i sam fakt, że w słownikach nie ma prawizny, a lewizna jest jak najbardziej ortograficznie poprawna już powinien coś Palimpsestowi powiedzieć :-)

oto Palimpsest

Panie Ireneuszu,

prawizna jest przyczyna wielu nie tylko rozwodów, ale i nieszczęść. Mam obecnie przypadek w dalszej rodzinie: on i ona zagorzali katolicy (jak i rodziny z obu stron). Wierzący, nauki przedmałżeńsklie, deklaracje płodzenia wielu dzieci, przygotowania do ślubu, ksiądz przy weselnym stole, tradycja, krzyże, Jezus na ustach. Mucha nie siada.

Dopóki ona się nie roztyła po czwartym dziecku. On zaczął chodzić na siłownię, wyszczuplał. Ona zaczęła leczyć się winem. Obecnie w separacji, dzieci mieszkają raz u mamusi raz u tatusia. Kłótnia o kasę, adwokaci, pyskówki, Jezus widać poszedł na bok. Katolicyzm a i owszem- w jego imię dla dobra dzieci opędzlowała wspólne konto. Z miłości do dziatków hihi.Ot proza życia.

Przyczyna? Żyli w mydlanej bańce stworzonej początkowo przez wychowanie swoich bogobojnych rodziców. Potem pociągnęli to dalej miast życie poznać. Dostali po głowie, cwańsza otrząsnęła się szybciej. On został z ręką w nocniku. Dzieci cierpią.

Miast o "wartościach", "rodzinie jako uświęconej komórce społeczeństwa" i czystościach przedmałżeńskich trzeba było uczyć o realnym życiu. Rodzina może trwałaby nadal, dzieci miałyby dojrzałą uczuciowo mamę i takiegoż tatę. Tak skrzywione psyche dzieci, trauma i obłuda gówniarzy przed 30-stką których nauczono, że wystarczy wyznawać prawicowe wartości a resztę bozia pobłogosławi.

Zgroza.

oto Ireneusz

Bajki i naciąganie

cwańsza otrząsnęła się szybciej. On został z ręką w nocniku

Ona ukryła się w kieliszku wina, z tego co zrozumiałem. Rzeczywiście cwańsza? Współczuję. W sumie obojgu współczuję jednakowo. I dopowiem, że ludzie żyjący w sprzeczności do swej warstwy deklaratywnej zawsze staną w płomieniach. Nie ma uproś. I co ma do tego religia? Nic. Była jedynie warstwą deklaratywną :-(

oto Dubitacjusz

@ p. Palimpsest: ja rozumiem, że można krytykować katolicyzm

ale niech ta krytyka ma przynajmniej sens. A jaki jest sens w krytykowaniu katolicyzmu za to, że wyznawcom nie wyrastają od razu anielskie skrzydła. Katolicy to tacy sami ludzie jak inni. Część podąża za naukami Kościoła, część nie.

I tu jest kolejny problem.

Miast o "wartościach", "rodzinie jako uświęconej komórce społeczeństwa" i czystościach przedmałżeńskich trzeba było uczyć o realnym życiu.

Kościelne nauki nie pomogły, ale skąd przekonanie, że Palimpsestowe opowiastki "o realnym życiu" zmieniłyby przyszłość. Co takiego by Pan powiedział. I jak miałoby to zmienić wnętrze tych ludzi.

oto Palimpsest

@ Dubitacjusz

Katolicy to tacy sami ludzie jak inni

Zgoda. To ludzie jak inni. Wszyscy są poddawani obróbce, ale u nas proces zaczyna się przed żłobkiem. System nie daje możliwości rozwoju tylko kanalizuje.

Oczywiście nie mam żadnej pewności, że moje "opowiastki" byłyby zdrowsze dla ich rodziny :)

Tak jak liście ciągną ku górze a korzeń ku dołowi tak ludziom trzeba dać możliwość wybrania własnej drogi. Inny od jedynie słusznego kierunek to nic złego, to cały czas normalni ludzie. Wtedy niepotrzebnych zakrętów można po prostu uniknąć. A tak na chama naginana latami niepowtarzalność każdego wejdzie w kolizję z innym tak samo pranym bo musi, natury nie przeskoczy największy doktryner.

Kościelne nauki są mądre jak życiowe mądrości starego sztygara z Giszowca, ale czy chce Pan go za nauczyciela swoich dzieci? Niektórym oferta po prostu nie odpowiada, chcą wybrać. Im możliwości nie dano. Częściowo ofiary konserwatywno- prawicowo- religijnego zamordyzmu.

oto Dubitacjusz

@ p. Palimpsest: ogólniki o zamordyzmie

a co z odniesieniem się do konkretu. Rzekomej winy Kościoła i nauk przedmałzeńskich.

oto Palimpsest

Konkrety

oferta Kościoła dla dzieci to wtłoczenie w pożądaną przez "Boga" formę, z której już jako dorośli są wypuszczani w dorosłe życie. Wtedy mają tzw. "wolność wyboru". Niestety nie znają rzeczy stygmatyzowanych przez Kościół jako grzeszne, chociaż przynależą homo sapiens jak dyszel koniowi.

Ludzie ponadprzeciętnie świadomi (?) szukają, rozwijają otrzymane talenty nierzadko wbrew mainstreamowym naukom hermetycznej kasty facetów twierdzących, że mają kontakt z Bogiem.

Bez obrazy, ale struktura organizacyjna, hierarchia zależności, umocowanie w polityce, wpływy, podręczniki historii, pieniądze, zamiłowanie do władzy i narzucania innym woli (w imię ponadczasowych wartości/absolutu) są bliźniaczo podobne do. Profilaktycznie nie kończę :)

Moi mili z rodziny są typowymi ofiarami narzuconego im sztucznego (bo nie ich własnego, nie uniwersalnego, nie akceptowanego przez dziesiąt procent ludzi na świecie) modelu moralnego, w którym kazano im żyć.

Rozwiązanie? Pożyć na kocią łapę, poznać się. Nie robić dzieci w noc poślubną, zabezpieczyć się jak dojrzały człowiek a nie boża owieczka (ot za pomocą antykoncepcji).

Na koniec bez kibicujących cioć, zgorszonych niepobłogosławionymi przez obyczaj i tradycję frywolnymi kontaktami niemałżeńskimi rodzinami, bez przyzwoitek z nauk przedmałżeńskich (sam zaliczyłem- ich żenujący poziom i wąskie horyzonty w momencie wykroczenia poza wydukaną rolę to osobny temat) podjąć świadomą decyzję. Jak dwoje ludzi- mężczyzna i kobieta świadomi tego, że tu, na tej Ziemi sprawią, że trzeci człowiek- ich dziecko rozpocznie życie. Nie dwóch wierzących traktujących pobyt na Ziemi jako epizod w drodze do wieczności.

Wobec niej faktycznie czwórka dzieci to szczegół. Grunt, że my w imię otrzymanych wartości nie damy sobie w kaszę dmuchać. Przecie wychowanie i osobistom kulturem reprezentujem, y.No i jeszcze mamy na to stosowne zaświadczenia, a i statystycznie widać, że do jakiego marginesu nie należymy.

krolik.jpg

pozdrawiam,
;)

oto Dubitacjusz

@ p. Palimpsest: są konkrety:)

Niestety nie znają rzeczy stygmatyzowanych przez Kościół jako grzeszne, chociaż przynależą homo sapiens jak dyszel koniowi.

Po pierwsze, nie wiedziałem, że dla konia dyszel jest takim dobrodziejstwem.
Po drugie, nie wierzę, że nie znają. Ludzie nie wychowują się w zamkniętych klasztorach. Mają pojęcie o świecie.

są typowymi ofiarami narzuconego im sztucznego (...) modelu moralnego, w którym kazano im żyć.

W modelu moralnym katolicyzmu rozwód jest zakazany pod rygorem wykluczenia z sakramentu komunii.
Ale Pan też ubolewa nad konsekwencjami rozwodu, szczególnie dla dzieci. Więc chyba model jest słuszny. Pod tym względem.

Rozwiązanie? Pożyć na kocią łapę, poznać się. Nie robić dzieci w noc poślubną, zabezpieczyć się jak dojrzały człowiek a nie boża owieczka

Nie ma przymusu. Wystarczy mieć wolę, by oprzeć się perswazji "cioć".

Po drugie, nie znając tych ludzi, podejrzewam, że w ich przypadku pożycie przedślubne, by nie pomogło. Wydaje się, że związek rozjechał się z czasem, więc z osiągnięciem przezeń określonego wieku to by nastąpiło, niezależnie od kościelnego ślubu.

Odnośnie opóźniania decyzji o dzieciach. Wydaje mi się to nie porządku wobec kobiet, które w większości oczekują macierzyństwa w stałym związku.

Nie dwóch wierzących traktujących pobyt na Ziemi jako epizod w drodze do wieczności.

Sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. Gdyby ludzie poważnie traktowali katolickie nauki o Sądzie Ostatecznym, to byliby bardziej odpowiedzialni, a mniej egoistyczni. Jeśli się te nauki lekceważy, to bardziej jest się skłonnym gonić za doczesnym szczęściem, nawet kosztem innych ludzi.

z nauk przedmałżeńskich (sam zaliczyłem- ich żenujący poziom i wąskie horyzonty

I tak strasznie został Pan ostygmatyzowany;-)
BTW, podobno teraz są różni księża i różny poziom nauk przedmałżeńskich. Więc chyba da się poszukać czegoś dla siebie.

oto Palimpsest

Dyszel był tylko symbolem, nie rozwijam

Słowa, słowa. Za systemami, których nie wymienię stały wzniosłe idee, dobroć, sprawiedliwość, umiłowanie wartości. I rzesze inteligentnych ludzi przekonanych o ich prawdziwości, słuszności głoszonych prawd i czerpaniu z niepodlegającego dyskusji źródła. Rozbieżność ze stanem faktycznym wielokroć zweryfikowała historia, niestety widać to jedynie z zewnątrz. Do spojrzenia na siebie potrzebne jest lustro, ew. zniekształcone oczywiście, ale przejrzenie się w oczach innych. Do tego trzeba jednak woli, tej brak.

Wyznacznikiem czystych intencji jest możliwość konfrontacji, otwartość na żywe, nie konformistyczne zachowania innych. Niedawno wyleciałem za krytykę słów krakowskiego księdza nt papieża Franciszka. 3 kwietnia (otworzyłem dzisiaj) otrzymałem upomnienie za "trollowanie" - tak autor bloga określił moje refleksje nt KK. Dyskusji więc nie będę kontynuował, kłamał nie będę, a co uważam jest nieakceptowalne. Sensu rozmowy z cenzorem na karku nie widzę.

Tak oto samo życie pokazało w praktyce pański "brak przymusu"

Nie ma przymusu. Wystarczy mieć wolę, by oprzeć się perswazji "cioć".

Może nie cioć a zgodnego chóru wujów.

P.S. W Polsce, ku której wiedzie nas prawica "wola" to nie wszystko. Trzeba spełniać określone kryteria, inaczej stygmatyzacja i out.

Oświadczam, że nie będę podejmował tematów związanych z religią katolicką i Kościołem katolickim.
I tak się nie przekonamy, a rozmowa w formule narzucanej przez PN mija się z celem. Na PN jest wiele ciekawych osób i tematów, bez tego jednego przeżyję.

pozdrawiam Pana,
dziękuję za niedokończoną dyskusję,

Palimpsest

oto Andrzej

rzeczywiście

męczennik PN
santo subito?

oto Palimpsest

Niezbadane są ścieżki Tej siły,

którą ludzie na Ziemi zwą inaczej (nie chodzi o lorda Voldemorta. W końcu nawet Paweł początkowo znany w Jerozolimie jako największy wróg Kościoła stał się jednym z jego filarów, a sam Kościół po latach obwołał go świętym. Św. na PN? Ja człowiek z poczuciem humoru, na propozycje i nowe doświadczenia otwarty, chociaż do zakładania sztywnego garniturka wcale mi się nie śpieszy,

pozdrawiam ;)
P.

oto Dubitacjusz

@ p. Palimpsest: znów odszedł Pan od konkretnego problemu

Przykro mi, że wydarzenia z innego wątku stanowią Pańską wymówkę.

W poprzednim komentarzu wyraziłem kilka stwierdzeń, prosiłbym żeby chociaż krótko odniósł się Pan, które z nich uważa za prawdziwe, a które - nie. Oczywiście za wyjątkiem zdań o dyszlu i ostygmatyzowaniu, które były takimi internetowymi żartami.

Po uzyskaniu takiej informacji zwrotnej uznam dyskusję za zakończoną, jeśli taka jest Pańska wola.

oto Palimpsest

Ok, spróbuję z duszą na ramieniu, sam już nie wiem

czym obrażam wiarę, czym Kościół, czym katolicyzm, czym chrześcijan, czym Boga, czym religię, czym religijne uczucia, czym kler a czym zdrowy rozsądek. Jak wylecę jako prowokator będzie mnie Pan miał na sumieniu.

1. Koń wywołał największe poruszenie, więc krok po kroku jeszcze raz: koń, ogier, "Szał Uniesień", goła d, dyszel, stygmatyzowanie tego co ludzkie, sex, koń, dyszel...

podkowinski_szal_uniesien_mnk_detal3_4232729.jpg

2.

Po drugie, nie wierzę, że nie znają. Ludzie nie wychowują się w zamkniętych klasztorach. Mają pojęcie o świecie.

Tylko promil ludzkości żyje w klasztorach, w dobie internetu wszyscy mają pojęcie o świecie: katolicy, muzułmanie, ateiści. Czemu każdy ma prany mózg na inną modłę?

3.

W modelu moralnym katolicyzmu rozwód jest zakazany pod rygorem wykluczenia z sakramentu komunii. Ale Pan też ubolewa nad konsekwencjami rozwodu, szczególnie dla dzieci. Więc chyba model jest słuszny. Pod tym względem.

W USA np. wybiera się uczelnię, właściwy kierunek pojawia się w trakcie poznawania. Ja zapisuję dziecko na kilka zajęć sportowych: obserwuję, oceniam zaangażowanie, predyspozycje, czy się realizuje czy to jedynie orka ku samozadowoleniu rodziców.
Dlaczego w tak ważnej kwestii jak małżeństwo klamka zapada przed poznaniem całości oferty od razu na całe życie? Ba, przy czynnym udziale KK w utrudnianiu dostępu do edukacji np. seksualnej? Potem dzieci rodzą dzieci. Nie wiem, czy trzymanie na chama dzieci w grożącym wojną światową związku to dla nich dobre rozwiązanie.

4.

Nie ma przymusu. Wystarczy mieć wolę, by oprzeć się perswazji "cioć".

Po latach indoktrynacji nie ma wolnej woli, nie wystarczy chcieć. Inaczej ludzie skakaliby jak pchły między religiami wybierając najwłaściwszą drogę ku Bogu. Dziwnym trafem 99 % wierzy w to, czym go zalano za młodu na własnym podwórku.

5.

Po drugie, nie znając tych ludzi, podejrzewam, że w ich przypadku pożycie przedślubne, by nie pomogło. Wydaje się, że związek rozjechał się z czasem, więc z osiągnięciem przezeń określonego wieku to by nastąpiło, niezależnie od kościelnego ślubu.

Jest szansa, że nie zabrnęliby tak daleko, nie okłamywali tak długo- pompa, powaga Kościoła, tradycja, oczekiwania spełnienia się w związku jako syn czy córka rozmodlonych rodziców, opinia konserwatywnego otoczenia zniewalają. Ciężko się wyrwać poza budowany wokół siebie latami mur.

6.

Odnośnie opóźniania decyzji o dzieciach. Wydaje mi się to nie porządku wobec kobiet, które w większości oczekują macierzyństwa w stałym związku.

Jak oczekują niech rodzą. Nie oczekują niech im ksiądz pod kołdrę nie zagląda.

7.

Sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. Gdyby ludzie poważnie traktowali katolickie nauki o Sądzie Ostatecznym, to byliby bardziej odpowiedzialni, a mniej egoistyczni. Jeśli się te nauki lekceważy, to bardziej jest się skłonnym gonić za doczesnym szczęściem, nawet kosztem innych ludzi.

Zarządzanie przez strach przed Sądem ostatecznym? Ze strachu by się podlizać, uratować własną skórę etc. ludzie dopuszczają się różnych niegodziwości. Ciągłe życie w strachu to patologia, niestety nagminnie wykorzystywana jako skuteczne narzędzie przez wiele organizacji mających miłość wypisaną tylko na sztandarach.
Ceni się to, co unikatowe i nie do zastąpienia. Życie na ludzkim padole w porównaniu do życia wiecznego to szczegół, więc wielu odpuszcza. W odpuszczaniu pomaga ksiądz. Nie bezinteresownie.
8.

podobno teraz są różni księża i różny poziom nauk przedmałżeńskich

Co za różnica, na jakim poziomie przekazuje się dokładnie te same wyselekcjonowane, pożądane przez siebie treści? Na mądrzejszego trzeba bardziej biegłego w sztuce "perswazji"”. Proste. Jak to, że przekaz niezmiennie jest dokładnie ten sam. Panie Dubitacjuszu, to działa od 2 000 lat! Szacunek

Palimpsest

oto Dubitacjusz

Moim zdaniem, opisuje Pan nierzeczywistą Polskę,

w której wszędzie zaglądają księża i "piorą mózgi". Moim zdaniem, czegoś takiego nie ma. Cała - szeroko rozumiana - kultura jest zlaicyzowana i nastawiona na egoizm i hedonizm.

Jeśli Kościół oddziałuje, to

  • po pierwsze raczej w kierunku pozytywnym
  • po drugie zbyt słabo, czego dowodzi właśnie takie zjawisko, jak nietrwałość małżeństw.

Moim zdaniem, wszystkie opowieści o zamordystycznym Kościele wynikają ze skrzywionego postrzegania otaczającego świata. Oczywiście, może to moja perspektywa jest skrzywiona, z racji tego, że żyję na zlaicyzowanym zachodzie kraju i w wielkim mieście.

Dlaczego w tak ważnej kwestii jak małżeństwo klamka zapada przed poznaniem całości oferty od razu na całe życie

Nigdy nie można poznać całości oferty, bo ludzie zmieniają z wiekiem swoje cele, swoje postrzeganie drugiego człowieka, itd.

oto Ireneusz

:-)

Pozostaje mi sie zgodzić z tymi tezami w 100 procentach. Podobnie to widzę.

oto Palimpsest

Ot pańska "nierzeczywista Polska"

Trujące asfodele demoliberalizmu zakwitają tylko na cuchnących trupim jadem łąkach herezji protestanckiej

To opinia guru wielu praktykujących prawicowość, prof. Bartyzela powielana na PN.

Napisał to jak nie trudno się domyślić z pozycji katolika. Wpis ociekający jadem, żółcią i nienawiścią. Sam na to nie wpadł, nie trudno się domyślić kto go tak "wychował".

Oczywiście jest opcja, że to ja odbierając jego opinię w ten sposób jestem skrzywiony. Profesor zaś jedynie krzewi chrześcijańskie wartości. Czy są one bliskie pańskiemu sercu? Czy ten człowiek nie ma pranego mózgu? Czy to działanie w pańskim "raczej kierunku pozytywnym"? Toć to na kilometr trącha religijną wojną i stosami wieków średnio rozgarniętych. Na szczęście czasy bardziej cywilizowane i religijne fanatyzmy udało się okiełznać. Na razie. Umysł w odwrocie, do szkół wracają dawno nie widziane choroby.

oto Dubitacjusz

@ p. Palimpsest: a co to ma do rzeczy?!

Ja mówię o zwykłym życiu zwykłych ludzi, a Pan wyciąga felieton (pisany w publicystycznej stylistyce) bardzo radykalnego politycznie Autora. Większość Polaków jest kształtowana w kulturze, która ma niewiele wspólnego z ideałami prof. Bartyzela. Nawiasem mówiąc, prof. Bartyzel jest "na prawo" od polityczno-ekumenicznej linii Kościoła, więc nie jest reprezentatywny dla działań Kościoła.

W sumie nie powinienem wyciągać osobiście bolesnej dla prof. Bartyzela sprawy, ale gdy tyle Pan pisze o "krzewieniu", "wychowywaniu", "praniu mózgu" i "umyśle w odwrocie", to przypominam, że syn Profesora, Jacek Władysław Bartyzel działał w Platformie Obywatelskiej, Ruchu Palikota i Nowoczesnej. Z tej ostatniej miesiąc temu wystąpił, ponieważ nie uważał jej za partię prawdziwie liberalną.

Na jednostkowy nietypowy dla Polski przypadek skrajnego, integralnego monarchisty, odpowiadam pojedynczym przykładem liberała. Nie ma "prania mózgu", ludzie wybierają różne postawy.

oto Palimpsest

Zwykłe życie zwykłych ludzi

w warstwie religijnej jest kształtowane przez hierarchów Kościoła. To opinia jednego z jego skrzydeł. Rydzyk, Głódź, Oko, Międlar...Od góry do dołu, wielu tak uważających. Prof. Bartyzel to jeden z wielu wychowanków tego modelu. Jako piszący może i należy do rzadkości, ofiar takiego prania w społeczeństwie jest mnóstwo. Panie Dubitacjuszu, kiedy rozmowy zahaczą o tą materię zdarza się to usłyszeć nawet przy sznurowaniu butów w siłowni.

Ludzie wybierają to do czego wybierania ich przysposobiono. To wieloletni ale skuteczny proces. Z Shaolinu wypuszczano po zaliczeniu próby w Pawilonie Archatów, gdzie było rozstawionych 36 drewnianych manekinów, a każdy atakował testowanego inną techniką. Jeśli mnich zdołał wyjść z pawilonu zdawał swój egzamin, mógł iść w świat. Myśli Pan, że po takim szkoleniu wybierali np. haft koniakowski?

Kościół też stawia przed adeptem różne próby i egzaminy. Po ich zaliczeniu, jako dojrzały członek wspólnoty ma się prawo wyboru. Niech Pan zgadnie co wybierają?

Przecież to naturalna droga uczenia kogoś konkretnych postaw tyle, że taka edukacja zawężą wybór. Dlaczego tak się Pan przed tym broni wiercąc mi dziurę w brzuchu, że ludzie mają wolny wybór? Mają. W granicach własnej mentalnej zagrody.

pozdrawiam,
P.

oto Krzych Adam

Dyszel jako dobrodziejstwo.

Niektóre konie mają tego dobrodziejstwa więcej, bo dwa dyszle i jeszcze tzw duhę między nimi. Taki rodzaj zaprzęgu jest nazywany hołoblami.

hołoble

A niektórym dyskutantom nawet nie wystarcza wychwalanie synkretyzmu, któy wkradł się do Kościoła Katolickiego pod pretekstem ekumenii, ale nawet postulują poszerzanie go przez włączenie jeszcze do procesu synkretyzacji religii katolickiej dodatkowego elementu czyli gnozy.

Takie to mamy przypadki w tych zepsutych czasach, całe szczęście, że konie jednak mają coś zgwarantowane, bo dyszel (niektóre nawet dwa i duhę). No i jeszcze nie zapominajmy o Burku, któremu też się należy jakaś gwarancja, no a w tym przypadku dotyczy ona budy.

oto Natalia Julia Nowak

Modelowy przykład sprawdzacza :-/

Rozwiązanie? Pożyć na kocią łapę, poznać się. Nie robić dzieci w noc poślubną, zabezpieczyć się jak dojrzały człowiek a nie boża owieczka (ot za pomocą antykoncepcji).

Niestety, poglądy p. Palimpsesta są większościowe. Właśnie o takich mężczyznach pisałam w poniższych komentarzach:

http://www.prawica.net/comment/128296#comment-128296

http://www.prawica.net/comment/128355#comment-128355

Zapytałam mężczyzn (zwykłych, nieprawicowych), jak to jest z tym seksem przedmałżeńskim. Dali mi do zrozumienia, że nie byliby w stanie czekać aż do ślubu. Wyjątkiem od reguły mogłaby być sytuacja, gdyby trafiła im się kobieta w typie Miss Universe - nieprzeciętna piękność, zdecydowanie wyróżniająca się z tłumu. Tylko w takim przypadku mogliby ponieść ofiarę, żeby uzyskać dostęp do wymarzonej niewiasty. Gdyby chodziło o zwykłą śmiertelniczkę, przeciętną Kaśkę z sąsiedztwa, daliby sobie spokój i poszliby do kogoś innego. Po co czekać na Kaśkę, skoro obok jest Baśka, która daje na pierwszej randce? Młodzi mężczyźni (i kobiety) uważają, że ludzie przed ślubem powinni "zdobyć doświadczenie", "poznać swoje potrzeby" i "sprawdzić dopasowanie z wybranką/wybrankiem". Dominuje pogląd, że czystość przedmałżeńska to anachronizm, okrucieństwo i kościółkowy zabobon, a "kupowanie kota w worku" jest naiwnością i nieodpowiedzialnością.

Sprawdziło się więc to, o czym pisał jeden z blogerów Frondy. W dzisiejszych czasach konserwatywna dziewczyna, zwłaszcza ortodoksyjna katoliczka, nigdy nie znajdzie męża. Wynika to z powszechnego poluzowania obyczajów - zarówno wśród mężczyzn, jak i wśród kobiet. Typowy facet nie będzie całymi latami zabiegał o coś, co może dostać szybko, łatwo i za darmo. Gdyby konserwatywna dziewczyna, zwłaszcza ortodoksyjna katoliczka, chciała znaleźć męża, musiałaby się upodobnić do swoich rówieśniczek, "kobiet wyzwolonych". To zaś byłby grzech i niezmywalna plama na honorze. Poza tym, jeśli człowiek przed ślubem nauczył się skakania z kwiatka na kwiatek, to po ślubie najprawdopodobniej zachowa ten nawyk. A to nie sprzyja trwałości małżeństwa. Oto kolejna przyczyna obecnej plagi rozwodów (zdrady, zdrady!).

Pytałam na forach dla osób dorosłych, czytałam też wątki założone przez innych użytkowników.

Prawda jest taka, że młody człowiek (mężczyzna lub kobieta), który w wieku 16 lat nauczył się "zdobywania doświadczeń" i "sprawdzania partnerów", jako 30-latek nie zmieni swoich nawyków. On po prostu nie zna innego życia. Jest uformowany w taki sposób, że po 6 miesiącach bez stosunku zaczyna świrować, a po 12 miesiącach jest gotów nawet płacić za seks. Owszem, 30-latek może być skłonny do ożenku z ukochaną osobą, ale nie zrobi tego, dopóki jej nie "wypróbuje" pod względem "dopasowania". Bo przecież "kupowanie kota w worku" to wielkie ryzyko, a "seks w związku jest bardzo ważny". Nawet starzy prawiczkowie (30+) twierdzą, że nie byliby skłonni czekać, bo czekają już zbyt długo, a dziewczynę trzeba przetestować przed podjęciem ostatecznej decyzji.

Kolejna sprawa: coraz więcej ludzi uważa, że w ogóle nie warto "legalizować związku". Po co "legalizować związek", skoro można żyć na "kocią łapę"? Przecież po "legalizacji" namiętność się kończy. :-/

oto mj

Kurde, aż musiałem sprawdzić pod jakim to pasjonującym

tematem toczą się te dyskusje, bo myślałem już że teleportowałem się jakimś cudem na Bravo Girl, albo inne Wysokie Obcasy...
A tu Żołnierze Wyklęci i zażarty spór czy chłop może poczekać do ślubu, czy nie może, a jeśli nawet może, to czy to dobrze, czy źle...
:D :D :D

oto Palimpsest

Wszystko w temacie,

mj uważa, że "Wyklęci" byli rodzajem skowronków, co to szwaba, ups!, czerwonego w pysk walili a na widok białogłowy skromnie spuszczali oczy i pocierali kolanami?

Ot miesiąc temu oglądałem program o Łupaszce, główną bohaterką była jego "dziewczyna" Lidia Lwow Eberle. Wiki związek opisuje tak

Po śmierci żony mjra "Łupaszki" Anny w lutym 1945 Lidia Lwow została jego towarzyszką życia.

Żoną Łupaszki nigdy zdaje się nie została. Konkubina, kochanka? Żyli na kocią łapę. Czasami tak trzeba, tak wygodniej, nie tylko na wojnie. Wątek, kiedy to Łupaszka wpadł w jakiejś sprawie i zastał ją samą skwitowała wymownym machnięciem ręką.

oto mj

Hmm...

''mj uważa, że "Wyklęci" byli rodzajem skowronków, co to szwaba, ups!, czerwonego w pysk walili a na widok białogłowy skromnie spuszczali oczy i pocierali kolanami?''

Pan tu pije do mnie, czy może jeszcze jakiś inny ''mj'' tu się gdzieś skrycie przewija..?
Bo jeśli do mnie to pudło kompletne, nawet nie mam pojęcia skąd wywiedzione.
Moje zdanie na temat ''Wyklętych'' jest ZUPEŁNIE inne, ale to temat na inną okazję.
Proszę na przyszłość nie wyręczać mnie w kwestiach co ''mj uważa''. ''mj' wie sam co uważa.

Pozdrawiam i proszę sobie nie przeszkadzać w pasjonującej dyskusji czy ''chłop może zaczekać'', czy jednak ''nijak nie może i NIE ZACZEKA'' :D

oto Natalia Julia Nowak

TRZY TYGODNIE

O cholera...

fearful-face.png

To oczywiście wynik uśredniony, bo każdy z nas ma inne potrzeby seksualne, ale naukowcy są zgodni - w przypadku mężczyzn "znośna" długość takiego postu to 3 tygodnie. Potem zazwyczaj zaczynają się pojawiać symptomy charakterystyczne dla stanu seksualnej frustracji, a zatem: pogorszenie nastroju, rozdrażnienie, zwiększony poziom agresji itd. - testosteron działa, zaczyna się przelewać i rozlewać falą negatywnych emocji.

https://facet.wp.pl/tyle-czasu-mezczyzna-moze-wytr...

Ja tylko przypomnę, że samo narzeczeństwo (etap od zaręczyn do ślubu) powinno trwać co najmniej rok. Natomiast pełny okres znajomości (od momentu poznania się aż do dnia zawarcia małżeństwa) nie powinien być krótszy niż 2-3 lata. Ale jak to osiągnąć, skoro przeciętny facet ma limit cierpliwości wynoszący 3 tygodnie?! Nikt przy zdrowych zmysłach nie bierze ślubu po 21 dniach związku. Wątpię zresztą, czy jakikolwiek duchowny lub urzędnik stanu cywilnego wyraziłby na to zgodę.

Dobrze, że nigdy w życiu nie umówiłam się z nikim na randkę. Przecież to byłaby droga donikąd. Na początku mogłoby być sympatycznie, ale po 3 tygodniach (najdalej po 3 miesiącach) facet by mnie rzucił. Albo zacząłby mnie zdradzać lub namawiać na trójkąt towarzyski.

Kurde, co za świat.

oto Krzysztof M

Te "okresy" są zależne od

Te "okresy" są zależne od stylu życia, środowiska i diety. Ale nikt tego nie bada.

oto Palimpsest

Pani nie chce iść na randkę ze strachu przed

"symptomem trzeciego tygodnia". Dzieci ufnie wysyła się do księży choć o pedofilii głośno. Oczywiście nie w mediach przychylnych własnemu wyobrażeniu świata je wybierających.

Co dzieje się w fizjologii mężczyzny poszczącego nie 3 tygodnie a....30 lat? Że niby jak jaki jogin kontroluje swoje ciało zmierzając ku "Samadhi"? Eeee, należy zrozumieć, że człowiek to system naczyń połączonych- ciało, duch. Może i co poniektóry jogin zdzierży. Nasi "praktycy" nader często noszą brzuchy jeno prawiąc o zaświatach.

Pan Krzysztof proponuje dietę. Bingo! Coć nie o taką zapewne mu chodziło.Odwzajemnię pytanie skierowane w innym poście do mnie

jak Panu pomóc?

kon_2_mini_0.jpg

oto Krzysztof M

jak Panu pomóc?

jak Panu pomóc?

Jak pan zmieni płeć, to pogadamy. :-)

oto Krzysztof M

To pan chce mi pomagać - ja

To pan chce mi pomagać - ja pomocy nie szukam. :-)

oto Palimpsest

W naszym społeczeństwie doskonale trzymają się

archetypy kobiety matki, kobiety dziwki, kobiety dziewicy, kobiety wiedźmy. Pani wpisała się w wieczną dziewicę. Tak Pani z jakichś wewnętrznych względów pasuje. Tyle. Kobiet wiele. Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba. Tak śpiewał Stachura. Miał rację. Byle swoich widzimisiów nie narzucać innym.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie bierze ślubu po 21 dniach związku

Pudło! Kolega na studiach na pierwszej imprezie padł na kolana przed wybranką swego serca prosząc ją o rękę. Są małżeństwem made in KK z pełną gębą do dzisiaj. Trwa to... aaa, nie było jeszcze wtedy komórek :)))

Ważna jest żywa iskra, nie martwe strofki.

oto Palimpsest

Nie piję do mj bo nawet nie wiem, czy po chłopsku wódką

czy pinacoladą z ciasteczkiem. Zadałem konkretne pytanie nt kondycji moralnej skrajnie prawicowej młodzieży w sprawach seksu. Wg mnie zasady i morale idą na bok. To "propagatorzy wartości" dopóki nie miną rzeczone 3 tygodnie. Potem zaczyna się kombinacja, relatywizacja. Na koniec samo życie. To wyniosłem ze wspomnianego filmu i wspomnień dziewczyny Łupaszki.

P.S. "Chłop" może czekać i pięć rzyć. Jeżeli czuje, że tak powinien, że tak trzeba, że to jego męska droga. Jeżeli każe mu tylko tradycja, kultura (same baby:) zrobi sobie krzywdę. Innym też.

oto mj

Może być wódką... Nie skrzywię się.

Ale naprawdę proszę sobie nie przeszkadzać.
Ja tylko wyraziłem w sposób może zbyt poważny - a miało być żartobliwie, no ale... - zdziwienie że temat z aktualną narodową świętością w tle - Żołnierzami Wyklętymi - przerodził się w dywagacje na temat życia seksualnego, i to zapewne tego przedmałżeńskiego, osób płci obojga, poglądów prawicowych, ze szczególnym uwzględnieniem tego ''czy chłop może poczekać''.

"Chłop" może czekać i pięć rzyć.''

Nie wiem za bardzo co na to odpowiedzieć, bo pana wpis jest dwuznaczny, o ile kojarzę co nieco gwarę śląską. Może to literówka, a może nie... Zgadywał nie będę, a odpowiedzi różniłyby się od siebie znacząco, w zależności od tego co miał Pan na myśli.

oto Palimpsest

5 rzyci

.

oto Ireneusz

:-))

No, jak ktoś z pięcioma d... sobie tak świetnie radzi, to i komentować hadko :-)) Kropka to wymowne aż nadto :-D

oto Natalia Julia Nowak

Palimpsest

"Chłop" może czekać i pięć rzyć. Jeżeli czuje, że tak powinien, że tak trzeba, że to jego męska droga.

A spotkał Pan kiedyś takiego chłopa? Faceta, który dobrowolnie, z własnego przekonania, zachowuje wstrzemięźliwość płciową, np. żeby w pełni uszanować swoją narzeczoną? Tacy mężczyźni to zapewne pojedyncze jednostki. Ewenementy w skali kraju... Ja takiego chłopa jeszcze nie widziałam, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

Współcześni mężczyźni gardzą dziewicami. Może na poziomie ideologicznym są w stanie zaakceptować lub docenić taką postawę, ale sami woleliby uniknąć związku z dziewicą. Dzisiejsi faceci uważają, że skoro kobieta pozostaje nietknięta, to "coś z nią jest nie tak" albo "ma coś do ukrycia". Teoretyzują, że dana niewiasta "może być zimną kłodą, więc tym bardziej należy ją sprawdzić, żeby potem nie obudzić się z ręką w nocniku". Panuje przekonanie, że dziewice - jako kobiety niedoświadczone seksualnie - są śmiertelnie nudne w łóżku. Nie można się z nimi dobrze zabawić. Wszystkiego trzeba ich uczyć od zera.

Najgorzej oceniane są konserwatystki, które świadomie chcą czekać aż do ślubu i nie uznają w tej kwestii żadnych kompromisów. Na taką kobietę mówi się "cnotka niewydymka". W Internecie można znaleźć wiele wypowiedzi, w których mężczyźni żalą się na swoje "cnotki" i proszą innych facetów o porady. A tamci zazwyczaj doradzają, żeby dać sobie spokój z taką kościółkową świętoszką. :(

Tak to wygląda w realnym świecie. Taka jest moralność młodego pokolenia, niezależnie od deklarowanych poglądów politycznych.

oto Robercik

Jeśli przedślubna cnota jest

Jeśli przedślubna cnota jest motywowana religią albo ideologią, to nie ma problemu. A jeśli to tylko zasłona dymna dla oziębłości seksualnej? No to wtedy chyba gorzej...Szczera rozmowa na ten temat nie powinna krępować dorosłych ludzi.

oto Natalia Julia Nowak

Żona nie musi być napalona.

Wystarczy, żeby była spolegliwa.

spolegliwy
1. «taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać»
2. pot. «taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym»

• spolegliwie • spolegliwość

https://sjp.pwn.pl/szukaj/spolegliwy.html

Jeśli ktoś ma dobrą żonę, na której może polegać i która jest uległa, to nie musi się martwić o to, że zostanie odtrącony. Spokojna głowa. No, chyba że mężczyzna jest jednym z tych nowoczesnych, którzy uważają, że dobry seks to fundament udanego związku, a jego brak stanowi podstawę do wniesienia pozwu rozwodowego. Wtedy kobieta niemająca w sobie cech nimfomanki faktycznie może być problemem. Ale nowoczesny mężczyzna zdecydowanie nie czekałby z seksem do ślubu. Nie ożeniłby się z "niesprawdzoną" kobietą. Rzuciłby ją po kilku randkach, nie zdążywszy się z nią nawet zaręczyć.

PS. Z fizjologicznego punktu widzenia, to mężczyzna musi być napalony, żeby mogło do czegokolwiek dojść. Przecież to on ma mieć erekcję i wytrysk. Dokładnie z tego samego powodu ważniejsze jest, żeby kobieta podobała się mężczyźnie niż mężczyzna kobiecie. Kawaler ma się starać o pannę, a nie panna o kawalera. Jeśli kawaler nie zabiega o pannę, to znaczy, że nie jest nią zainteresowany i należy to uszanować. Ona nie ma prawa mu się narzucać, bo i tak nic z tego nie wyjdzie. Z pustego i Salomon nie naleje.

oto Krzysztof M

Kawaler ma się starać o pannę

Kawaler ma się starać o pannę, a nie panna o kawalera.

Jednak to panna wybiera i decyduje. Nawet, jeśli kawalerowi wydaje się, że jest inaczej. :-)

oto Natalia Julia Nowak

Kawaler wybiera pannę,

a panna decyduje, czy zgadza się zostać wybraną, czy nie. Tak jak w Nowym Testamencie: "Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego". xD

oto Palimpsest

Ideologia wyklucza szczerą rozmowę,

poza tym "cnota motywowana ideologią" brzmi jak altruizm motywowany zyskiem. Religia to oczywiście jedna z dostępnych na rynku ideologii. Nie mylić z wiarą!

oto Krzysztof M

Współcześni mężczyźni gardzą

Współcześni mężczyźni gardzą dziewicami.

Współczesne pętactwo, a nie mężczyźni. Pani po prostu ma pecha.

oto Krzysztof M

Świadomi rodzice mogą

Świadomi rodzice mogą wychować córki na kobiety, a synów na mężczyzn. Jeśli są świadomi. I jeśli są rodzicami.

oto Palimpsest

@ NJN

A spotkał Pan kiedyś takiego chłopa? Faceta, który dobrowolnie, z własnego przekonania, zachowuje wstrzemięźliwość płciową

Spotkałem. Jest po rozwodzie. Z inną kobietą. Dziecko pośrodku. Była na której trenował wstrzemięźliwość swego ciała nijak tego nie doceniła. Jest szczęśliwą mamą z innym. Została prawie moją żoną, ale bagaż doświadczeń pozwolił nam pójść własnymi drogami.

Oczywiście to nie reguła, ale wstrzemięźliwi, którym wychodzi to na dobre długofalowo to rzadkość. Świętych u nas jak na lekarstwo. Zazwyczaj maskują w ten sposób swoje zahamowania, lęki i kompleksy. Te pączkują później we związku zawartym na zasadzie zaślubin z kotemnie-kupuj-kota-w-worku.jpg w worku.

oto Palimpsest

Ależ!

Współcześni mężczyźni gardzą dziewicami

Wszystkim mężczyznom od jaskini po Trump Tower na scent of virgin lasują się mózgi. Ale to musi być dziewica ze wszelkimi jej atrybutami. Z tym co symbolizuje i jakie piękno sobą reprezentuje. Nie zapłodniona urazami/lękami/stereotypami istota. Nastoletnia (lub o zgrozo zaawansowana w dziewictwie) dewotka te wszystkie wartości niszczy. Dziewictwo to wbrew pozorom nie kawałek ciała. To idea. Jednak nie spełniona odchodzi w zapomnienie. Jak biel nie ma racji bytu bez czerni.

oto Krzysztof M

Jeśli przedślubna cnota jest

Jeśli przedślubna cnota jest motywowana religią albo ideologią, to nie ma problemu.

A przecież przedślubna cnota to interes obojga młodych... Telegonia i skundlenie... Daaawno temu to była wiedza ludowa. A dziś?

oto Natalia Julia Nowak

Zawsze jeszcze jest możliwy kompromis.

Zosia może wyrazić zgodę na to, żeby Tadeusz przed ślubem zadawał się z Telimeną. Ale skąd Zosia będzie mieć pewność, że taki styl życia się Tadeuszowi nie utrwali? A jeśli Telimena zarazi Tadeusza jakąś chorobą weneryczną? Najpierw Tadeusz będzie miał problem, a potem - również sama Zosia. No i co ludzie powiedzą? Będą gadać, że Zosia się nie szanuje albo nie kocha Tadeusza.

oto Krzysztof M

Zosia może wyrazić zgodę na

Zosia może wyrazić zgodę na to, żeby Tadeusz przed ślubem zadawał się z Telimeną.

Piszemy o kobietach, czy o idiotkach?

oto PKK

Hmm...

Zatrzymywanie w akcie desperacji i dostosowanie się na siłę to poziom tak zwanego gimbusa. Dojrzali psychicznie ludzie wiedzą, że bliska znajomość jest możliwa tylko i wyłącznie pomiędzy ludźmi o zbliżonym intelekcie, światopoglądzie i statusie materialnym. Bez tego nie da się wzajemnie dobrze zrozumieć, co stanowi przecież punkt wyjścia.

oto Natalia Julia Nowak

Przecież ja wiem.

Mówię po prostu, jakie są możliwości w takim społeczeństwie, jak nasze.

oto Palimpsest

Na dwoje babka wróżyła,bo skąd Zosia będzie miała pewność że...

P.S. Proszę przypadkiem nie odbierać moich wpisów osobiście, nie znam Pani, pisałem na poziomie ogólnym jak to tylko możliwe. Oczywiście to tylko moje subiektywne poglądy, dodatkowo po pierwszym w tym roku grillu, a czasami palce mam szybsze od głowy ;) Jeżeli jednak poczuła się Pani przeze mnie dotknięta
kon_2_0.jpg
profilaktycznie przepraszam,

pozdrawiam,
Palimpsest

Twój komentarz?

Filtered HTML

  • Allowed HTML tags: <a> <em> <i> <strong> <b> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <center> <h1> <h2> <h3> <h4> <h9> <img> <font> <hr> <span> <bgcolor> <del> <iframe> <span>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.