Chodakiewicz nie boi się źródeł

Dyskusja publiczna o stosunkach polsko-żydowskich, wywołana wiadomą książką wiadomego autora, rozrosła się ostatnimi czasy do niebotycznych rozmiarów, dodajmy – rozmiarów zdaniem wielu historyków nieproporcjonalnych do jakości wspomnianego dzieła, sztucznie je tym nobilitując.

O wiele trudniej, choć nie bez sukcesów, do opinii publicznej przebija się polemiczna do niego (w sensie zawartości merytorycznej, nie charakteru, gdyż powstała wcześniej) monografia prof. Marka Jana Chodakiewicza Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie w latach 1944-1947.

Książkę naukowca z Institute of World Politics w Waszyngtonie wydał Instytut Pamięci Narodowej, który zorganizował również kilkanaście spotkań promocyjnych publikacji w całej Polsce. To specyficzne edukacyjne tournee zakończyło się kilka dni temu spotkaniem w Gdańsku, na którym prof. Chodakiewicz skutecznie zaprezentował tak tezy, jak i "ducha" swojej monografii.

Kontekst komunistyczny

Historyk z Waszyngtonu zwrócił uwagę przede wszystkim na fakt, że stosunków-polsko żydowskich pod koniec i po II wojnie światowej nie można sprawiedliwie badać i oceniać bez uwzględnienia tzw. "kontekstu komunistycznego", tzn. wpływu na zachowania obydwu stron tych stosunków faktu znajdowania się pod de facto okupacją sowiecką.

Prof. Chodakiewicz stawia bowiem tezę, że antysemityzm w Polsce w drugiej połowie lat 40. XX wieku nie był znacząco większy niż w innych krajach europejskich, chociażby we Francji.

W wyniku rozstrzygnięć II wojny światowej, a więc obecności na ziemiach polskich sowietów i zniszczenia przez nich instytucji Polskiego Państwa Podziemnego zabrakło jedynie czynnika (obecnego właśnie w Europie Zachodniej), który w cywilizowany sposób regulowałby całość stosunków społecznych, a więc także relacje polsko-żydowskie. W Polsce – co ważne, nie z winy Polaków – nie było demokratycznego państwa prawa, które na zachodzie kontynentu umożliwiało i ułatwiało Żydom chociażby restytucję zagrabionego mienia.

Do "kontekstu komunistycznego" Chodakiewicz zalicza również fakt (choć starał się zarówno na łamach książki, jak i w trakcie omawianego spotkania unikać tego typu uogólnień), że znaczna część funkcjonariuszy sowieckiego aparatu represji była pochodzenia żydowskiego. Żydzi, stanowiący niewielką część polskiego społeczeństwa, w służbach bezpieczeństwa byli nadreprezentowani (co nie usprawiedliwia oczywiście stosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej wobec całej nacji).

Elementem "kontekstu komunistycznego" zdaniem naukowca z Waszyngtonu była także sytuacja na terenach zajętych przez Armię Czerwoną, wcześniej okupowanych przez Niemców. Prześladowani tam chociażby przez NKWD Polacy widzieli, że sytuacja ludności żydowskiej uległa stosunkowej poprawie – np. otrzymywali od władz radzieckich większe racje żywnościowe i lepsze ubrania niż ludność polska.

„Sekularne moralizatorstwo Grossa”

Oczywiście nie sposób było nie odnieść się – tak w przypadku autora, jak i pozostałych osób – do książki Jana T. Grossa "Strach". Chodakiewicz zarzucił mu m.in. zawyżanie statystyk Żydów zabitych przez Polaków. Sam szacuje tą liczbę na ok. 400-700 osób (u Grossa to ponad dwa razy więcej), zaznaczając ponadto, że nie wszystkie, a wręcz mniejszość przypadków represji i morderstw, które stały się udziałem Żydów pod koniec i po II wojnie światowej na ziemiach polskich, były przejawami polskiego antysemityzmu.

Gros z nich było zwykłymi aktami bandytyzmu, zdarzały się również przypadkowe żydowskie ofiary walk żołnierzy podziemia niepodległościowego (AK, NZW) z NKWD i UB. Nie zmienia to oczywiście podstawowego faktu, iż również w takich sytuacjach to Żydzi ginęli z rąk Polaków.

W przypadku "Strachu" nie o liczby jednak chodzi. Chodakiewicz jest zdania, że Gross Żydów i rzekomą nienawiść Polaków do nich potraktował tylko i wyłącznie przedmiotowo, jako pretekst do ataku na tradycyjno-patriotyczne stosunki społeczne w Polsce. Gdyby antysemityzm nie był tak "nośnym" tematem, autor "Strachu" znalazłby inny instrument do walki o pożądany przez siebie system społeczny, który Chodakiewicz nazwał "sekularnym moralizatorstwem".

Bez pola do manipulacji

Podczas gdańskiego spotkania porównania obu publikacji dokonali również historycy IPN Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz, zauważając, że paradoksalnie największym walorem książki "Po Zagładzie" jest jej rzetelność, która nie daje pola do nadużyć czy manipulacji faktami, do których wręcz zachęca właśnie "Strach", ze względu na swoje niedopracowanie, nieudokumentowanie i mnogość ogólników.

Zdaniem Gontarczyka i Cenckiewicza książka Grossa stała się zaczątkiem wielu szkodliwych i nieprawdziwych poglądów, które zaczęły się pojawiać w dyskusji publicznej nt. relacji polsko-żydowskich (np. sugestii prof. Konstantego Gebberta, iż Polacy oferowali Hitlerowi pomoc w Holokauście, którą on jednak odrzucił – vide "Gazeta Wyborcza" nr 15, 18 I 2008, wywiad z K. Gebbertem i P. Machcewiczem).

Nie bać się źródeł

Najlepszą recenzję książce Chodakiewicza i samemu autorowi wystawił jednak dr hab. Grzegorz Berendt (co ważne, jedna z najlepiej obeznanych w stosunkach polsko-żydowskich osób w Polsce, koordynator programu IPN Index, poświęconego Polakom represjonowanym za pomoc Żydom), stwierdzając, że z lektury zarówno jej amerykańskiego, jak i polskiego wydania wyraźnie wynika, iż naukowiec z Institute of World Politics w Waszyngtonie jest autorem, który się "źródeł nie boi" – tzn. nie dobiera ich jednostronnie pod z góry ustaloną tezę, nie sekuje publikacji przedstawiających podejmowany przez niego temat z innej perspektywy, słowem nie tworzy swoistego „indeksu ksiąg zakazanych”.

Chociaż po niektórych recenzjach i komentarzach medialnych można już dostrzec, że w pewnych środowiskach Chodakiewicz i jego dzieło sami znajdą się na takim indeksie, to waszyngtoński historyk i tak zrobił wiele, by o stosunkach polsko-żydowskich wreszcie zacząć mówić bez stereotypów, kalek i szablonów.


Adam Chmielecki
inne publikacje autora...
www.mediokracja.wordpress.com

***

Książkę można kupić: Księgarnia internetowa mm - "Po Zagładzie

stosunki polsko-żydowskie - PRZED ZAGŁADĄ

cytuję za www.izrael.badacz.org:
W okresie międzywojennym, w Hrubieszowie żyło 5.679 Żydów, stanowiąc 59% ogółu mieszkańców.(...)
Następnie miasto zajęły wojska radzieckie, które w wyniku porozumień wycofały się w październiku 1939 roku. Około 1,4 tys. Żydów uciekło wówczas do ZSRR.

W okresie międzywojennym, w Zamościu żyło 9.383 Żydów.(...)Przed nacierającymi Niemcami z Zamościa uciekło na wschód około 5 tys. Żydów.

W okresie międzywojennym, w Biłgoraju żyło 3.713 Żydów(...)
wojska radzieckie wycofały się z Biłgoraja. Około 1 tys. Żydów uciekła wówczas do ZSRR

W okresie międzywojennym, w Chełmie żyło 12.064 Żydów, stanowiąc 52% ogółu mieszkańców(...)
W grudniu 1939 roku Niemcy przeprowadzili deportację części Żydów z Chełma do sowieckiej strefy okupacyjnej.

Ot przykład patriotyzmu.
Uciekali, a dobrzy Niemcy chcieli im stworzyć "Lublinland". I dziwić się że nic z tego nie wyszło.
Miał w lipcu 1944r kto wracać - miał.
--------------
Zakazać Państwu prowadzenia działalności gospodarczej!!

To jest: Jan Bodakowski

Czyta się Chodakiewicza

Czyta się Chodakiewicza świetnie. Książka w przyzwoitej cenie 28 zł (siedzibie IPN ok 20 zł). Twarda okładka.

Jestem antysemitą

No tak mi wyszło po tym jak przejrzałem te w duchu stawiane pytania lub wypowiadane odpowiedzi na głoszone przez Żydów hasła. O moim antysemityźmie musi świadczyć to, że chciałbym głośno zapytać czy to normalne aby najwięcej Żydów żyło w najbardziej im wrogim kraju? Wiem, że to naród wybrany ale skąd aż taki masochizm? Muszę być antysemitą skoro nie chciałem poznać kultury narodu który przez lata diaspory przetrwał tylko dlatego, że skutecznie izolował się od rdzennej społeczności. Na pewno takim dowodem jest to, że postąpiłbym tak samo jak mój dziadek który swoją rodzinę postawił wyżej niż rodzinę znanego mu Żyda chociaż ten dawał mu maszyny szewskie. Muszę nim być bo uważam za podłość potępianie zabójstw żydów “tylko dlatego, że mieli maszynę do szycia” ani słowem nie wspominając o tych Polakach którzy zginęli może nie akurat z racji posiadania maszyny lecz dlatego, że mieli czegoś więcej lub mieli cokolwiek. Do tego podrzędnego gatunku ludzi musi mnie predestynować to, że uważam za niesprawiedliwe obwinianie za Holokaust nieznanej mi nacji Nazistów czy Hitlerowców oraz Polaków. Bardzo silna chęć zapytania o udział Żydów w akcjach NKWD przeciwko moim rodakom i to zarówno na początku wojny, w czasie “wyzwalania” jak i “umacniania” władzy ludowej. No i oczywiście jako mieszkaniec Kielce być antysemitą muszę co potwierdzam ciągłym zastanawianiem się nad tym co mówiono na mieście o przyczynach i przebiegu tragedii na Plantach. Niestety w moim antysemityźmie umacnia mnie dysonans jaki widzę w ludziach z jednej strony “pielęgnujących” pamięć o masowej eksterminacji z drugiej podobny los gotując współmieszkańcom.
Tiaaa muszę być antysemitą ...

Jacek Woźniak

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.