Nasze credo

Żadnych kompromisów, żadnych głosowań, żadnych koncesji - Ernst Jünger

Pragnę bardzo krótko uzupełnić celne uwagi Adama Wielomskiego wyrażone w felietonie "Powrót do dyscypliny". Autor, całkiem słusznie, ubolewa nad ogólnym poziomem umysłowym młodzieży, a także nad zanikiem pojęcia akademickiej dyscypliny.

Osoby, które komentowały tezy wyłożone przez Wielomskiego, zwracały uwagę, że ukazał on jakby "jedną stronę medalu", pomijając drugą. Oczywiście jest to prawda, felieton dotyczył tylko jednego aspektu oświaty. Z uwagą śledzę dyskusję na łamach "Gazety Wyborczej" (a tak!) dotyczącą

"Autodiagnozy" (przygotowanej na podstawie ankiety Komitetu na rzecz Rozwoju Nauk w Polsce) środowiska akademickiego i krajowego systemu szkolnictwa wyższego. Obraz wyłaniający się z raportu nie napawa optymizmem, choć co rozsądniejsze głowy sygnalizowały ten stan rzeczy już lata temu.

Z pewnością uczelnie publiczne są niedoinwestowanie, jak większość sektora budżetowego; płace, szczególnie młodych pracowników, są niskie, niekiedy dramatycznie niskie. Perspektywa zarobków na poziomie 1200 netto interesować może tylko nieudaczników lub pasjonatów. Bez łączenia etatu na uczelni publicznej z pracą w placówce niepublicznej trudno mówić o zapewnieniu sobie i swojej rodzinie godnego życia.

Inną sprawą jest fakt, iż popyt na nauczycieli akademickich na rynku pracy szkół niepublicznych jest uzależniony od dyscypliny naukowej, w której się oni specjalizują. Na jednym biegunie - w przypadku nauk humanistycznych - wyróżnić możemy ekonomistów, politologów, prawników. Na drugim filozofów, historyków etc. Ci ostatni skazani najczęściej na wegetację lub zatrudnienie poza sektorem akademickim.

Z dyskusji prowadzonej na łamach "GW" wyłania się obraz "gerontokracji, marazmu i kumoterstwa" niepodzielnie triumfujących na polskich uczelniach. To oczywiście ocena generalna, z pewnością niektóre ośrodki potrafiły się - w miarę możliwości - ustrzec przed tymi zjawiskami.

Pamiętać należy, że część kadry naukowej to inteligencja o korzeniach robotniczo - chłopskich, dawna "warstwa usługowa", werbowana przecież nie na zasadzie kwalifikacji, z premedytacją stworzona przez ustrój demokracji ludowej, świetnie czująca się w feudalizmie uczelnianym. Czy można to przerwać? Wydaje się, że tylko poprzez śmiałe urynkowienie oświaty; pokładając ufność w zbawienną samoregulację gospodarki.

Mniejsza jednak o patologie instytucji i ułomności kadry nauko - dydaktycznej. Komentowany felieton Adama Wielomskiego dotyczył studentów. System akademicki w Polsce to jakaś przedziwna hybryda, obszar krzyżowania się feudalizmu uczelnianego, który ukształtował się w czasach "towarzysza Wiesława" z elementami amerykanizmu i zachodnią ideologią roszczeniowego permisywizmu.

Egalitaryzm, ugruntowany absurdalnymi przepisami Konstytucji RP z 1997, na czele z gwarancją "bezpłatnej" edukacji w szkołach publicznych aż do 18 roku życia i, co do zasady, "bezpłatną" edukacją w szkołach wyższych publicznych, stworzył mit.

Mit, iż każdy jest w gruncie rzeczy predestynowany do zdobycia wykształcenia wyższego. W latach dziewięćdziesiątych grono "ekspertów" przekonywało o naszym zapóźnieniu oświatowym względem krajów takich państw jak Belgia, Francja, Wielka Brytania, powołując się na statystykę. Stworzono więc atmosferę "parcia na dyplom", który rzekomo miał zawierać w sobie pewną "obietnicę" co do przyszłego statusu społeczno - zawodowego, ignorując przy tym oczywisty fakt obniżenia jakości kształcenia. Wmówiono młodzieży, iż praktycznie każdy jest zdolny ukończyć studia wyższe.

Tym młodym ludziom wyrządzono krzywdę. Okłamano ich, zatruto umysły fatalną doktryną "bezstresowego" wychowania. Mniejsza o źle wykształconego socjologa lub filozofa z dyplomem. Lecz prawnik albo medyk? To już nie obniżanie poziomu wykształcenia, to stwarzanie zagrożenia dla postronnych!

NIE, nie wszyscy mogą być wykształceni, tak jak nie wszyscy mogą być piłkarzami, siatkarzami, muzykami. Wykształcenie to nie dyplom. Dyplom to tylko potwierdzenie stanu faktycznego. Być może dzięki irracjonalnemu poczuciu równości i braterstwa trud życia codziennego jest łatwiejszy do zniesienia?

Ludzie nie są równi i nigdy nie byli. Posiadają różne talenty, różne umiejętności. Egalitaryzm to taka fikcja na użytek strapionych szarym życiem mas. Stan bliski "równości szans", rozumiany w sposób negatywny, to wszystko co może i powinno zapewnić dzisiejsze państwo swoim obywatelom. Kult pieniądza, będący faktem społecznym, zaszczepił dodatkowo w wielu głowach przekonanie, że opłacanie czesnego - w przypadku szkół niepublicznych - winno być gwarancją uzyskania dyplomu. W oczach studentów widziałem nie raz autentyczne zdziwienie: "Jak to? Czego On (on tzn. belfer) chce? Przecież płacę za studia!!!"

Dalej, zrezygnowano z całkiem słusznej zasady "wyższy szczebel weryfikuje niższy". Szczególnie na publicznych uczelniach i na prestiżowych kierunkach widoczna była zmiana, kiedy zrezygnowano z systemu egzaminów wstępnych na rzecz enigmatycznych "punktów maturalnych". Cóż, państwa europejskie od dobrych dwustu lat robią co mogą by okiełznać dobór naturalny, schlebiając jednocześnie słabości i pospolitości. Świetnie wyraził to Oswald Spengler: "absolutna bezforemność, która prześladuje z nienawiścią wszelki rodzaj formy, wszelkie różnice rangi, uporządkowaną własność i uporządkowaną wiedzę".

Dobry rekrut został zastąpiony w najlepszym wypadku tzw. "kujonem", który potrafi przyswoić jednorazowo olbrzymią liczbę danych, ale nijak nie umie powiązać z sobą informacji. W reakcji na zmiany musiał rzecz jasna obniżyć się poziom wymagań.

Utrzymanie starych zasad groziłoby częstokroć eliminacją 4/5 studentów. Mało który nauczyciel akademicki pozwoliłby sobie na taki ruch. Niekiedy przez obawę przed uwagami przełożonych, ale zwykle przez zwykłe lenistwo i kultywowanie "bylejakości". W sumie czego można oczekiwać od pracownika wynagradzanego na poziomie 1200 netto... Najlepiej wstawić wszystkim trójki - problem z głowy. Po co później męczyć się z nimi na "drugim terminie"?

W ten sposób obydwie strony mimowolnie przyzwalają na pogrążanie się nauki i kultury akademickiej w bagnie nihilizmu, niewiedzy, miernoty. Końcem będzie "radykalne nicestwo". Tutaj nie rozchodzi się o wygodę poszczególnych jednostek, lecz o coś znaczenie więcej: o to czy zatriumfuje organizacja i ład, czy też neobarbarzyński chaos.

Nauczyciel ulegać masie nie może. Adam Wielomski to przypomina i słusznie pisze o rewolucji społeczno - edukacyjnej jaką zapoczątkował bacik. Tłum, grupa, masa pogardzają słabością - nauczyciel cofający się i ulegający roszczeniom budzić może w najlepszym przypadku politowanie, w najgorszym pogardę. Choćby wynagradzał szczodrze wszystkich, szczególnie tych leniwych i biernych, u rozumnych studentów budzić może sympatię, lecz nie szacunek.

Autorytet nie czerpie swych korzeni z sympatii, lecz właśnie szacunku i bojaźni. Przed determinacją, siłą i zdecydowaniem tłum się cofa, gdyż świadom jest konsekwencji przegranej. Leży to w jego naturze, w najbardziej pierwotnych instynktach jednostek go tworzących. Ból porażki i świadomość nieuchronności sankcji same w sobie stanowią niemalże całkowicie skuteczny mechanizm kontroli.

Słusznie przekonywał praktyk, iż ból, w tym przypadku rozumiany nie jako ból fizyczny, lecz cierpienie psychiczne i trud pracy, jest wszechegalitarny - boją się go zarówno ludzie prości, jak i wykształceni, głupi i mądrzy, biedni i majętni. Rację miał Ernst Jünger: "Istnieje kilka wielkich i niezmiennych miar, które pokazują znaczenie człowieka. Do tych miar należy ból; jest on najmocniejszą próbą w łańcuchu, który zwykliśmy nazywać życiem".


Paweł Bała
inne teksty autora...

To jest: Jan Bodakowski

Zwracam uwagę że błędna

Zwracam uwagę że błędna jest teza części konserwatystów dopatrujących się wszędzie demona egalitaryzmu. Na uniwersytetach komuniści nie wprowadzili egalitaryzmu, zniszczyli starą elitę i zajęli jej miejsce. Do elity (post komunistycznej) dopuszczani są tylko ludzie nie zagrażający tej elicie i z nią zgodni (oczywiście zdarzają się wyjątki które podkreślają tylko regułę doboru). Post komunistyczna elita jest zamknięta by ochronić zyski z pozycji (zarobki i prestiż społeczny). Lewica doskonale rozumie że bój o dominacje w kulturze (nauce i sztuce) jest ważniejszy od teatru polityki.
W starym systemie ktoś kto zdał maturę z kiepskimi ocenami, mógł sam przygotować się do egzaminu na studia i je zdać. Dziś kiepska matura przekreśla możliwość studiów, oceny na maturze są owocem pracy kiepskich nauczycieli (działacze ZNP chcą usunąć z lektur Sienkiewicz, Reymonta, Prusa i Szekspira- jak więc w ich łapska można oddawać decyzje o przyszłości młodych Polaków).

poprawna ocena!

poprawna ocena!

To jest: Wojciech-Maltan

Powstają

szkoły/uczelnie, bo jest zapotrzebowanie. Ludzie nie chcą iść do wojska, więc idą do szkoły. Potrzebny im dyplom, więc idą na takie studia, gdzie będzie najłatwiej uzyskać, relatywnie najtańszym kosztem.

Renomowane uczelnie nie mogą sobie pozwalać na wypuszczanie hurtowe nieuków. Inna sprawa z takimi dziedzinami, gdzie hurtowo produkuje się specjalistów od zarządzania i marketingu - aż rynek się nasycił i ludzie nie mają pomysłów, co ze sobą robić. Rynek, koneksje, brak praktyki - przesieje całe towarzystwo.

Moje credo: Dzielnie pracować, tego na dłuższą metę nie wytrzyma żaden przeciwnik

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

cytat:Potrzebny im dyplom,

cytat:
Potrzebny im dyplom, więc idą na takie studia, gdzie będzie najłatwiej uzyskać, relatywnie najtańszym kosztem.

Na prawo?;)

To jest: Wojciech-Maltan

Ten kierunek

w ogóle wyłączyłem z moich rozważań. :)

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

Komu wiec oddaje pan bez

Komu wiec oddaje pan bez walki pozycje sedziow nad narodem?

To jest: Wojciech-Maltan

Nie znam przypadku

gdzie sędzią została osoba, bo był jej potrzebny papier. Aby zostać sędzią trzeba przejść nieco dłuższą i bardziej skomplikowaną drogę.

Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"

To jest: Marcin Jackowski

pudło

Autor nie trafił w przyczynę. Przyczyną są pieniądze. Dotacja dydaktyczna z budżetu zależy od ilości studentów. Liczba pracowników (a więc koszta stałe) uczelni jest dosyć sztywna. Zatem uczelnia nie może sobie pozwolić na skreślanie studentów, bo.. zbankrutuje.

Przepuszczanie niedouczonych jest więc reakcją obronną uczelni uzależnionych od dotacji dydaktycznej i skrępowanych przepisami o minimach kadrowych. A na pochyłe drzewo każda koza wlezie.

Ten sam mechanizm odnosi się do uczelni utrzymujących się z czesnego. Na trzymanie poziomu mogą pozwolić sobie uczelnie, które mają

1) wielu kandydatów na miejsce;
2) znaczące dochody nie powiązane z liczbą studentów;
3) elastyczny system zatrudniania i zwalniania pracowników.

asymetria

cytuję Paweł Bała:
W ten sposób obydwie strony mimowolnie przyzwalają na pogrążanie się nauki i kultury akademickiej w bagnie nihilizmu, niewiedzy, miernoty.
Obie strony może i przyzwalają, ale zdecydowanie większą odpowiedzialność i winę należy przypisać nauczycielom.

Skoro nawet dr Wielomski nazywa "przepuszczanie nieuków" litością? Nie rozumiejąc, że to nie jest żadna litość tylko ewidentne sprzeniewierzenie się etyce zawodowej? Że można wiele rzeczy z litości dla studenta zgnębionego zrobić ale akurat tej jednej jedynej nie? To czego oczekiwać po "ogóle nauczycieli".

Studenci nie tworzą prestiżu uczelni, oni tam przychodzą, by ten prestiż uzyskać. By ich dyplom mówił wszystkim bez konieczności tłumaczenia, że jest dobry i ma wiedzę.

Obarczanie ich taką samą odpowiedzialnością jak wykładowców jest trochę naginaniem rzeczywistości.

pozdrawiam
TBM
ps
to za "starych dobrych czasów PRLu" a nie w dzisiejszej degrengoladzie powstał dowcip, który mi się skojarzył...

"Pp..ppp... ppanie.. pro..hep! profesorze.... Czy przy...(hep!)... przyjmie Pppan (hep!) pijanego studenta"???

"No dobrze.. proszę...."

"Chhhhh...(hep!) chłopaki!..... wnieście Gienka!"

To jest: samograf

Nie każdy nieuk da się tak niehonorowo przepuścić

Przychodzi baba do lekarza.
- Co pani jest?
- Nauczycielka.
- To niech mi pani postawi pałkę .

To jest: BTadeusz

Jeśli Pan poprosi, to "przejadę" się po Pańskim tekście.

Zaczynając od pana Wielomskiego.

Choć moim zdaniem należałoby Was Panowie najpierw "przeczołgać" przez jakikolwiek ścisły kierunek wiedzy/nauki.

Jestem porażony Waszą precepcją studenckiego stosunku do własnej wiedzy.
Do sztucznosci świata, który chcecie(?) wykreować.

P O R A Ż O N Y.
(Bez wykrzyknika, bo wszystko we mnie zmiękło).

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: JJerzy

Panie Tadeuszu, co to za ...

Panie Tadeuszu, co to za ... kumoterstwo??? :))
Od momentu umieszczenia tekstu w sieci jest on, żeby tak rzec, własnością ogółu.
Ja, na przykład ciekaw jestem pańskiej opinii w tej sprawie i do niczego nie jest mi potrzebna zgoda w tej materii szanownego Autora.
Proszę więc Waści: użyj sobie na 'społecznonaukowcach'!!! Poczuj się Pan sprowokowany!!! :)))
Z technokratycznym pozdrowieniem :)))

To jest: BTadeusz

Kiedy należy Im sie "epopeja".-:)))

Zwrócę uwagę na dwie rzeczy.
Po pierwsze żaden z Panów nie pofatygował się, aby zdefiniowac CEL STUDIÓW. A jeśli go "odpowiednio" sformułować, to wyjdzie, ze studenci Mają racje, a Panowie moralizatorzy sa zakłamamni.

Po drugie nieśmiało zwrócę uwagę, że nie mamy na forum ani jednego przyszłego medyka, ani inżyniera, ani fizyka.
Dlaczego?
Ano dlatego, ze oni SIĘ UCZA!!!
ABY UTRZYMAĆ PRZY ŻYCIU CAŁĄ Tę "elitę" "JAŚNIE OSWIECONYCH - ZARÓWNO ZWOLENNIKÓW, JAK I PRZECIWNIKÓW "PRAWICY".

Tyle, tytułem "sprowokowanego".
Pominę juz własne doświadczenia i spostrzeżenia...

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

Dyplomy marnych uczelni, zdobyte bez wiedzy i bez wysiłku

dają człowiekowi status "człowieka z wyższym wykształceniem".
"Człowiekowi z wyższym wykształceniem", choćby był głupi jak but, różne przepisy dają dostęp do najlepszych i najlepiej opłacanych stanowisk w sferze budżetowej, uniemożliwiając dostęp pozostałym.
Wielu studentów starają się uzyskać ten status możliwie najmniejszym kosztem, a chciwe uczelnie im to ułatwiają.
Jak można tym być zaskoczonym.
Tylko likwidacja przywilejów, powiązanych na sztywno z wyższym wykształceniem, zmniejszy "parcie na dyplom". Jeśli śmieciowy dyplom nie będzie dawał nic, a kosztował 4-5 lat życia + wydatki, "parcie na dyplom" zmniejszy się.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

To jest: BTadeusz

No i od tego można by zacząć.

No ale kogo wówczas uczyć?
Czym się zając?
Po co studiować?

Tych pytań panowie "moralizatorzy" nie postawią.

Bo rozmowa musiałaby odbywac się w gronie osób, które wiedza, po co studiują, więc jak ich "zmusić" do nauki - nie byłoby.
Jak iw ielu, wielu innych problemów, które politolodzy (po studiach), w pocie czoła, rozwiązują.

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Mariusz Affek

Akurat p. Bała nie jest

Akurat p. Bała nie jest politologiem, lecz prawnikiem na służbie politologa. Tak chyba trzeba przetłumaczyć słowo: "asystent":)

To jest: BTadeusz

Ale nie pisze jak prawnik. Prawnik nikomu nie musi schlebiac.

No chyba, że musi...-:)

Prawnik napisałby panu Wielomskiemu, że bacikiem, to nalezy polityków... a nie politologów.

Politologów należy poprosić o czesne.
A egzamin także powinien kosztować. Słono, jak €uropejski certyfikat.
I przeprowadzany winien być przez uczelnię konkurencyjną. Najlepiej w innym mieście.
Winien być podpisywany nie przez rektora, czy dziekana, lecz przez Osobę z nazwiskiem.

Kto by sobie nazwisko szargał dla paru złotych?
Mało kto.

Sale byłyby pełne i skupione, jak na moich (-:))))) zajęciach.

Nawiasem mówiąc do mnie chodzi sie do 10-ciu razy... Wychodzi się mówiąc albo"
-Dziękuję.
albo:
-Przepraszam, to ja się jeszcze pouczę...
- Moze jeszcze popytać?
-Nie. Dziekuje.Poczytam jeszcze.

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Mariusz Affek

Zapewniam Pana, że w tym

Zapewniam Pana, że w tym przypadku prawnik musi:) Inaczej znowu musiałby jeździć do pracy w Niemczech-bynajmniej nie do tej o charakterze prawniczym:)

To jest: BTadeusz

Aaaa... to się wciąłem miedzy wódkę i śledzia...-:)

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Adam_Wielomski

Mariusz der Affe

Rozumiem, że jak kolega zobaczy mnie lub kol. Bałę to musi skomentować, choćby głupio, byle złośliwie ???
---------------
www.konserwatyzm.pl

To jest: Mariusz Affek

Głupie w tym wszystkim jest

Głupie w tym wszystkim jest to, że kol. Bała musi się koniecznie przypodobać we wszystkim swojemu pryncypałowi-tak publicznie, aby wszyscy widzieli. Takie zjawisko nazywamy "serwilizmem".

To jest: Paweł Bała

Nie przypominam sobie,

Nie przypominam sobie, żebym przechodził na "kol." panie Affek. Dalej - uczciwsze i zdrowsze jest noszenie cegieł na berlińskiej budowie niż doradztwo prawne dla Klubu LPR i świadczenie usług dla jakiegoś Wierzejskiego. Odsyłam do tekstu Adama 'Kable cienkie i grube' http://www.prawica.net/node/4574

To jest: Mariusz Affek

I dlatego nie piszę o tym,

I dlatego nie piszę o tym, że jest Pan moim kolegą, lecz w ogóle że czyimś kolegą, co zostało zresztą publicznie poświadczone przez dr Wielomskiego na innym portalu: " Mój tekst na temat dyscypliny w szkolnictwie wyższym wywołał liczne polemiki. Między innymi przysłał mi tekst mój asystent w jednej z uczelni (a prywatnie i mój dobry kolega), Paweł Bała. Ponieważ nie prowadzi bloga na salon24, to pozwalam sobie wkleić jego tekst do mojego.
Adam Wielomski" (zob.: http://adamwielomski.salon24.pl/ ) Jak inaczej to nie nazwać, jak przejawem skrajnego serwilizmu i dyspozycyjności? Poza tym jest Pan źle poinformowany, bo akurat nie jestem prawnikiem, więc nie mogę trudnić się "doradztwem prawnym". I trochę przydałoby się Panu szacunku dla innych ludzi: to nie jest "jakiś" Wierzejski, lecz pan Wierzejski-tak jak pan Bała.

To jest: Adam_Wielomski

Mariusz der Affe

Jestem zaskoczony: jak na Ciebie, to zdecydowanie za mało nienawiści, złości i irytacji w Twoim poście. Takie, zgrane teksty w Twoim stylu. Byś lepiej napisał po latach jakąś książkę.
---------------
www.konserwatyzm.pl

To jest: Mariusz Affek

Tak, stara, zgrana "płyta"

Tak, stara, zgrana "płyta" w twoim stylu-być może argumenty już się skończyły. Bo co tu więcej pisać, gdy ktoś wygarnia prawdę i operuje cytatami, które mówią same za siebie?

To jest: Adam_Wielomski

Mariusz der Affe

oooooooo, to już lepiej, no ciśnij w moim kierunku jeszcze za dwa słoiki źółci.
---------------
www.konserwatyzm.pl

To jest: Mariusz Affek

Na słoiki jej nie

Na słoiki jej nie sprzedają. Co najwyżej w rzeźniach dostaniesz bydlęce kamienie żółciowe, za które-jeszcze w PRL-u-podobno całkiem nieźle płacono:)

To jest: Adam_Wielomski

Mariusz der Affe

Czy możesz mi dać kilka swoich, najlepiej z dedykacją: "Nienawidzę Adama Wielomskiego"?
---------------
www.konserwatyzm.pl

To jest: Mariusz Affek

A to idź sobie do ubojni i

A to idź sobie do ubojni i kup. Najlepiej w okolicach Zakroczymia. Przyzwyczaiłem się już do tego, że za mówienie prawdy można być znienawidzonym. Sytuację z dedykacją należałoby więc odwrócić.

Panowie!

Nie gorszyć maluczkich...:)

To jest: BTadeusz

Ale prosze sobie do serca nie brac tych złośliwości.

Ja nie pisze złośliwie.
Pisze serio.
Pan też?
Pan serio uważa, że należy do nauki studentów zmuszać?

Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.