Billbordy a tzw. edukacja seksualna
Ośmioletni syn znajomego zaskoczył go nagłym stwierdzeniem, że "pani na billbordzie nie jest dobra". To taki dziecięcy eufemizm. Chodziło raczej o to, że pani nie jest... skromna. I rzeczywiście... Pani reklamowała pewien wyrób odzieżowy, była skąpo przyodziana i przesłaniała sobą niemal całą ulicę.
Formalnie wszystko jest w porządku, to rodzice decydują o wychowania dzieci. Ale tylko formalnie, powyższy przykład pokazuje, że w samej istocie obowiązującej obecnie koncepcji (pseudo)wolności ukryto bardzo skuteczny mechanizm zniewalający.
Jak ten mechanizm działa? Na początek wymyśla się "rewolucję seksualną", która ma "wyzwolić" człowieka z tradycyjnych, "opresyjnych" norm moralnych. Równocześnie rewolucjoniści dyskredytują konserwatystów, zarzucając im zaściankowość i obłudę.
Jednak konserwatyści, sprzeciwiając się erotyzowaniu sfery publicznej, wcale nie robią tego ze względu na swoją świętoszkowatość. Wręcz przeciwnie - są realistami, można rzec do bólu. Katoliccy filozofowie i moraliści bardzo dobrze opisali ludzką naturę i poznali jej słabości. Wiedzą, że tylko cynik, podsuwający młodzieży gorszące obrazki może twierdzić, że dla "czystego wszystko czyste". Wbrew oświeconej gadaninie wszelkie tego typu obrazy pozostawiają ślad w psychice. A w odniesieniu do dzieci przedwcześnie je rozbudzają, zaciekawiają i po prostu gorszą.
Przy pomocy "rewolucji seksualnej" zdobyto więc przestrzeń publiczną (pornografia w kioskach, przeerotyzowane billbordy, filmy, reklamy, teledyski itd.). W tej sytuacji rodzice chcąc przeciwstawić się rewolucyjnej nawale musieliby zakazać korzystania swym dzieciom z Internetu, telewizji, ba - nawet wychodzenia na ulicę (wspomniane billbordy). Wiadomo, że w praktyce jest to nierealne. W tych warunkach przedwczesna deprawacja jest nieunikniona. Staje się niemal obowiązującą normą w tzw. demokracjach zachodnich.
Później mamy drugi akt tej groteski. Ratunkiem na wcześniejsze rozbudzenie ma być tzw. uświadomienie seksualne, sugerujące jakieś oświecenie... popędów. Błąd tkwi w samej metodzie. Zakłada się, jakoby popędy edukowano na podobnej zasadzie jak umysł, a więc np. przez wykład czy dyskusję. Nadmierne gadanie jednak tylko rozbudza ciekawość i napędza zjawisko, z którym rzekomo walczymy.
Formowanie popędów podlega całkowicie odmiennym regułom. Do nich zasadniczo się nie przemawia, lecz opanowuje. Główną pomoc w tym procesie stanowi silna wola, hartowana przez wyrzeczenie i ascezę, a nie przez... wykłady. W rzeczywistej edukacji seksualnej chodzi więc głównie o kształtowanie charakteru i wdrażanie do panowania nad sobą. No, ale to z kolei “stresuje” i jest niezgodne z zasadami nowoczesnej pedagogiki. I tak koło się zamyka.
Widzimy zatem, jak przez "niewinne" billbordy, niejako przy pomocy faktów dokonanych, skutecznie ogranicza się władzę rodzicielską. Co w tej sytuacji mogą zrobić rodzice?
Teoretycznie mogą organizować protesty. Ale w praktyce jest to walka z wiatrakami. Zanim bowiem sądy ustalą czy dany billbord jest szkodiwy dla dzieci czy nie - dawno będzie po sprawie.
Zresztą, w kwestii tu dyskutowanej ważną rolę odgrywają zdjęcia "podszyte erotyzmem", które "właściwie nic takiego nie przedstawiają", i którym formalnie trudno cokolwiek zarzucić (tak jak w przypadku wzmiankowanego na wstępie billbordu). Z tych też względów "rewolucjoniści" i wszelkiej maści wolnościowcy protestujących rodziców zabiliby śmiechem.
W takiej sytuacji rodzicom nie pozostaje nic innego, jak tylko pogodzić się "w imię wyższych racji" (tzn. demokracji) z nieuchronną deprawacją swoich dzieci.

Dariusz Zalewski
więcej tekstów autora...
www.ien.pl
- Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować
- czytano: 736



Prawica powinna w swojej
Prawica powinna w swojej propagandzie odwoływać się do seksualności i witalizmu. Pokazywać ze lewica jest chora i zregenerowana, a prawica silna, młoda i witalna.
Nie powinniśmy jak gnostycy negować seksualności i cielesności człowieka. Tylko wykorzystywać ją w promowaniu wartości. Doskonale to opanowała Joanna Najfeld która swoją kobiecość doskonale wykorzystuje w obronie nienarodzonych dzieci i praw rodzin.
Jak to? Plakat promujący wartości chrześcijańskie z kobietą
w bieliźnie? Tak miałem interpretować to co Pan napisał?
Z napisem: "Najlepszy sekst
Z napisem: "Najlepszy sex tylko po ślubie"
Oczywista oczywistość
Każdy wie, że seks pozamałżeński niechybnie gwarantuje krosty i france.
Statystycznie o wiele
Statystycznie o wiele większe ryzyko chorób wenerycznych, gwałtów, depresji i samobójstw.
No właśnie
Podobno w krajach, w których zalegalizowano lub przynajmniej sformalizowano homoseksualne związki partnerskie, spadła wydatnie wśród pedałów zachorowalność na "wstydliwe" i "niewstydliwe" choroby, zniknęła kryminogenność środowiska oraz zminimalizowano wiele innych negatywnych zjawisk. I co pan na to?
Na iednego... Rugał, że
Na iednego...
Rugał, że sex ma być po ślubie
Bez ślubu - grzech i pewność zguby
Sam się pokornie poddał tej próbie
Zanim xiędzowskie swe złożył śluby
A słuchacze RM są starzy i chodzą w beretach...
Panie Janie. Powiela Pan stereotypy, jak gość, którego niedawno cytowałam, majaczący coś o funkcjach "rozrodczych i opiekuńczych kobiet" : D
Dlaczego prawicowe kobiety nie miałyby dbać o siebie i wyglądać atrakcyjnie? Przecież to naturalne.
Nie znam zbyt wielu kobiet o poglądach prawicowych, ale chyba nie jest aż tak żle...
Niech pani spojrzy na
Niech pani spojrzy na ilustracje w czasopismach i książkach katolickich, katolicy ukazywani są jako starzy, zmęczeni, chorzy i brzydcy (moim zdaniem jest to świadomy klerykalny wybór). Po woli się to zmienia. Można inaczej. Np środowiska związane z Opus Dei promują wśród kobiet dbanie o siebie.
Najprostsze co można
Najprostsze co można zrobić to bojkotować reklamowane w ten sposób produkty. Na razie robię to w sposób indywidualny, ale już od dawna noszę się z zamiarem stworzenia strony, która takim bojkotem będzie się zajmować. Jak się ludzie powpisują i będzie np. kilka tysięcy nazwisk, to już będzie realna siła przebicia.
Przyłączam się
Jak mnie coś wkurzy, to z całą przyjemnością osobiście bojkotuję produkty. Najchętniej zaś, jako człowiek wielkiego serca i prawej prawości namówiłbym do tego wszystkich dookoła.
Choć w tej chwili na przykład do szewskiej pasji doprowadzają mnie reklamy dla głupiutkich dzierlatek, najgorzej chyba radiowa wersja podawana altem w przydechu: głębiej głębiej głębiej ... wejść w spodnie.
W tym momencie tracę prawicowe spojrzenie i podpiszę się pod każdym dokumentem zakazującym reklamy środków do odchudzania i zmuszania mnie do obserwowania ulicznych anorektyczek...
bojkot produktow
jest chyba jedyna skuteczna metoda, problem w tym ze produkty reklamowane w ten sposob sa zwykle przeznaczone dla ludzi ktrym ten akurat sposob ich reklamowania nie przeszkadza wiec Panski bojkot malo im zaszkodzi.
Bojkot konsumencki z powodu reklamy podbarwionej erotyka bedzie malo skuteczny. Zwykle lepiej udaja sie bojkoty z kiedy firma np wykorzystuje dzieci do pracy (rzecz rowniez dyskusyjna ale mowie o zjawisku)albo prowadzi doswiadczenia na zwierzetach itp. Ogolnie bojkoty z powodow (szeroko pojetych) etycznych.Erotyka w tym przedziale sie raczej nie miesci.
Więc morał?
że nie czyta pan postów, na które odpowiada. Bowiem dokładnie to napisałem.
Ale...
Poparłem formę apeli i oddziaływania na innych ludzi. Mimo tego, że uważam takie działanie za czysto NIEPRAWICOWE.
Pora chyba pomyśleć o nauce odporności dzieci na reklamę w ogóle
Nawet wprowadzić to do szkół.
Hasło wyjściowe, to ochrona przed kłamliwą reklamą.
Użyć metody wroga.
Ale zastosować do demaskowania i ośmieszania.
Konkursy na "najgłupszą" reklamę.. etc...
Wyrobić w młodych ludziach odruch, że im namolniejsza reklama, tym gorszy produkt.
Wychwytywać niekonsekwencje reklamiarzy i zmuszać ich do kultury.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
jak dotad tylko socjalistyczna
Szwecja zakazuje reklamy skierowanej do dzieci wogole z tego co pamietam.
Ochrona przed reklama jest trudna w takim ksztalcie jak pan proponuje bo nawet osmieszajac bedzie Pan przywolywal te reklamy.
No niestety w reklamie jak i w kazdej innej branzy ma Pan partaczy,rzemieslnikow i mistrzow.
Będę je przywoływał, ale obniżał siłe ich oddziaływania.
Zresztą przywoływał jedynie pojedyńcze przykłady - skutkujace odpornością na wachlarz.
Odporność na złą reklamę ma sens głębszy.
Wymusza zmianę alokacji środków u producentów ze (złej) reklamy, na dobrą, a może i walkę o klienta jakoscią i rzetelną in formacją. A to jest tańsze i lepsze.
Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
Billboard'y chyba są w gestii gminy, czy miasta, o tym ile
jakie reklamy mogą być prezentowane, decydują rady, tak jest
u nas. Jeżeli rada podejmie decyzje, że reklam ma być mało
i w dodatku przyzwoite, to nikt nie może tego zmienić.
Anna
Ba! do tego potrzebny jest JOW i decentralizacja władzy...
czyli: Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji
A nie sądzi Pan, że
A nie sądzi Pan, że znacznie prościej byłoby dopuścić istnienie reklamy negatywnej? Pozwolić reklamodawcom by oprócz chwalenia swoich wyrobów mogli ganić produkty konkurencji?
Przecież teraz w ramach reklamy można naopowiadać dowolnych bzdur. Żaden sąd nie weźmie na wokandę oskarżenia sfrustrowanego klienta, który uwierzył, że dwa razy machnie szmatką nasączoną genialnym środkiem do zmywania i wyczyści na błysk zasyfioną kuchnię gazową.
Niech się reklamodawcy żrą między sobą. Niech się sądzą. Niech się puszczają z torbami. Wtedy reklamy zbliżą się do informacji a klienci zyskają. Również wzajemne oskarżenia o niedozwoloną reklamę nastawioną na dzieci nabiorą trochę życia.
- - - - - -
Marek Bekier
PrawicaRP - partia wirtualna
Kobieta w bieliźnie na bilbordzie mija się z celem
Bo konsument łatwo zapomina, co zleceniodawca chciał zareklamować. Widzę raz kosmetyk, raz ubranie, czy samochód. A jak minę plakat, to zapominam.
Ośmiolatek nie umrze od tego. To nawet nie kwalifikuje się jako softcore. Musi wiedzieć, że dziewczynki są ciut inne. Co, plaży nigdy nie widział? Chłopak ma szczęście żyć w ciekawych czasach. Gdy moja dwunastoletnia babcia zobaczyła kobietę w ciąży i spytała co tej pani jest... O jejejej. Powiedzmy, że później długo bała się odezwać. Prababcia zrobiła oczy jakby usłyszała nieopisanie soczyste przekleństwo.
"Cynik"
najpierw bardzo pan "zapomina" o podprogowym przekazie, a następnie właśnie taki podprogowy przekaz stosuje.
Czy panu się zdaje, że tutaj czytają mentalne dzieciaki?
Jakiż to przekaz podprogowy zastosowałem?
Czy mi się zdaje że są tu mentalnie dzieciaki? Rzadko. Rzadziej niż na Onecie.
@Dariusz Zalewski
Rzeczywiście formalnie wszystko wydaje się w porządku, ale pseudohandlowcy, także sprzedający i twórcy reklam, oraz wielu polityków, zmieniają w sposób istotny swoją rolę, kiedy zbyt zachwalają, reklamują, lansują oferowane towary i usługi lub programy.
Stają się ostatecznie pseudomentorami, fałszywymi doradcami, nauczycielami. "Uczą", a raczej perswadują w różny sposób potencjalnym klientom i konsumentom, także wyborcom, że celem jest to, co ze swej natury ma być tylko środkiem.
Najwięcej politycy i reklamodawcy oszukują i upodlają człowieka, a chcąc mu sprzedać tandetny przedmiot, pospolitą rzecz - czynią, jak najwięcej, aby jego intelekt i dusza stały się pospolite.
Dobrze wiemy, że przedmioty wytwarza się obecnie w nadmiarze, ale po to, aby były tanie, użyteczne i służyły ludziom.
Staje się koszmarne i potworne, kiedy w społeczeństwie cywilizowanym, dzieci i ludzi dorosłych, różni "oferenci" bezkarnie i ordynarnie oszukują, manipulują i przemieniają w coraz bardziej przemyślny sposób, aby byli podobni, jak kubły na śmieci, kosze gotowe na przyjęcie m.in. szkodliwych, tandetnych i zbędnych przedmiotów.
Z poważaniem Z.R.Kamiński