Czas na drugą prawdziwą "Solidarność"

Jak udowadnia życie, samo istnienie partii politycznych nie zapewnia skutecznej realizacji interesów, ani państwowych, ani społecznych. Dyrektoriat państwowy i partyjny wymaga wędzidła i ostróg, bez których bryka i wyrządza szkody.

Nie ma obecnie w Polsce żadnej liczącej się siły politycznej, co do której można by było być pewnym, że całościowo realizuje dobrze pojęty interes narodowy i społeczny. Niestety nie mamy takiej gwarancji, a sprawa jest zbyt poważna aby mogła być zaniedbana.

Brak kontroli społecznej (istnieje karykatura tejże, sprowadzona do incydentalnej decyzji wyborczej, ograniczonej do kandydatów preferowanych przez partyjnych decydentów) jest przyczyną degeneracji organów przedstawicielskich i organów władzy.

Ostatnie zuchwałe decyzje posłów i senatorów, posłusznie wykonujących polecenia ich politycznych przywódców udowodniły, że nie można liczyć na rozsądek nawet ze strony najważniejszych organów przedstawicielskich. Z tego co widać na zewnątrz, nawet w tak ważnej sprawie jak niepodległość i suwerenność Kraju w związku z ratyfikacją TL, nie byli zdolni do przeprowadzenia otwartej dyskusji na ten temat, sprzeniewierzyli się mandatowi, jawnie złamali zasady demokracji przy pomocy mediów manipulując opinią publiczną.

Przykro i straszno jest o tym pisać.

To co się dzieje, to groźny symptom kierunku i wyraźny sygnał ostrzegawczy. Polacy zasłużyli na przedstawicieli, którzy zadbają o ich interes, uproszczą prawo, uczynią życie lepszym, a nie bardziej zbiurokratyzowanym, chaotycznym i niezrozumiałym.

Europa także potrzebuje zdrowego myślenia.

Państwo, partie oraz instytucje przedstawicielskie i rządzące pilnie potrzebują organizacji, zdolnej sformułować pozytywny program społeczny korzystny dla większości uczciwych obywateli, oparty o interes państwa. Potrzebna jest organizacja o charakterze ponadpartyjnym, zdolna do działania i mobilizacji aktywności społecznej, która wreszcie w praktyce zrealizuje postulat państwa obywatelskiego.

Partie polityczne, które mają obecnie przedstawicieli w PE mają (za Wikipedią, według zapewne już nieaktualnych częściowo danych w nawiasach poniżej) następującą liczbę członków:

PO: ok. 33 920 (czerwiec 2007)
PiS: ok. 16 900 (styczeń 2008)
PSL-Piast: ok. 2000
PSL: ok. 60 000 (wrzesień 2007)
SLD: ok. 72 000 (wrzesień 2007)
PD: ok. 1800 (2007)
SdPl: ok. 4000 członków
Samoobrona: ok. 90 000 (październik 2007)
LPR: ok. 6000 (styczeń 2008)
UP: ok. 4000
--------------
łącznie: 290 620 osób

290 tys. osób, z których część z pewnością włączy się do pozapartyjnego ruchu, który weźmie na siebie trud urządzenia wspólnego życia zgodnie z ideałami solidarności.

W Polsce jest około 30 milionów ludzi uprawnionych do głosowania.

W wyborach 2005 roku wzięło udział ok. 11,8 mln. osób, w wyborach 2007 roku ok. 16,5 mln. osób.

Trzeba bardzo dużo zmienić, jest to zadanie ekstremalnie trudne, ponieważ będzie musiało opierać się na indywidualnej postawie, na umiejętności wybrania najważniejszych celów, rezygnacji z rzeczy zbędnych lub odłożenia ich na lepszy czas, wymagało zdolności wybaczenia tym, co popełnili błędy i przyznania się do błędów własnych. Nikomu nie chce się za to zabierać, wszyscy normalni ludzie woleliby zająć się swoimi sprawami i swoim zwykłym życiem. Jednak trzeba podjąć ten wysiłek. Inaczej będą nami rządzić macherzy, praktycznie nie kontrolowani.

Do tej pracy i do tej wspólnoty trzeba zaprosić wszystkich ludzi dobrej woli.

Program musi być pozytywny.

Zwracam się z prośbą i apelem do wszystkich, którym leży na sercu wspólne dobro, w tym do weteranów pierwszej "Solidarności" o rozważenie tej idei.

Czas na odrodzenie takiego ruchu społecznego, jakim była "Solidarność" w 1980 roku.

-------------

Problem polega na tym, że

Problem polega na tym, że ze swej dobrej woli ludzie inny czynią uzytek, kiedy partia funduje im podwyżki, a inny, kiedy market oferuje im promocje...

To jest: Jerzy Kałwak

Może pan także odwołać się do innych

organizacji afiszujących swoją jedność. Najpierw musi być wspólny cel, a dzisiaj będzie o to trudno, bo ludzie wolni wolno myślą.

Pan Prawicowiec proponuje bardzo pozytywny program. I co z tego, że proponuje.

Żadnych związków zawodowych - oto program!!!
--------------
aribo.pl/jerzykalwak

To jest: Zibik

@Jerzy Kałwak

Najpierw musi być wspólny cel, a dzisiaj będzie o to trudno, bo ludzie wolni wolno myślą.

Absolutnie z Panem nie zgadzam się, według mnie wspólny cel był i nadal jest, ale nie jest zbyt często publicznie artykułowany i rozpowszechniany.

Natomiast w chwili jego artykułowania, prezentacji np: na forum w necie jest natychmiast m.in. kontestowany, deprecjonowany, krytykowany, ignorowany lub ośmieszany, przez tzw. "dyżurnych", ludzi zniewolonych.

To jest: samograf

Chłopek-roztropek, czyli Lech Wałęsa, powiedział:

"Miała być demokracja, a tu każdy wygaduje co chce!"

I bądź pan teraz mądry i sformułuj ten Wspólny Cel tak, żeby wszyscy zrozumieli i poparli bez obiekcji. Jeśli się to panu uda, stawiam pół litra Siwuchy na sztorc.

To jest: Prawicowiec

Piotr Radecki: „jest to zadanie

ekstremalnie trudne, ponieważ będzie musiało opierać się na indywidualnej postawie, na umiejętności wybrania najważniejszych celów, rezygnacji z rzeczy zbędnych lub odłożenia ich na lepszy czas...”

Czyli śpiewka jest taka, że żeby potem mogło być lepiej, to najpierw, czyli teraz, musi być trochę gorzej. Według mnie lepsze jest takie rozwiązanie, dzięki któremu od razu będzie lepiej.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Piotr Radecki

Pisząc co

"rezygnacji z rzeczy zbędnych lub odłożenia ich na lepszy czas" chodziło mi o program.

Żeby skoncentrować się na tym co najistotniejsze, żeby sprawa się powiodła, mniej pilne i mniej istotne dla realizacji tego nadrzędnego celu sprawy zostawiając na lepsze czasy.

Są do wykonania duże zadania, do których potrzeba wielu robotników, dlatego cele powinny być na tyle uniwersalne i przedstawione na tyle zrozumiale aby nie zniechęcić do współpracy zbyt wielu. Jest duża, pilna i ważna praca do wykonania wspólnie.

Pisząc o "opieraniu się na indywidualnej postawie" miałem na myśli:

- podjęcie tego zadania jako obowiązku, niechcianego obowiązku, nieprzyjemnego, trudnego w wykonaniu i dokładne uświadomienie sobie tego,

- przyjęciu postawy zgody i wspólnego celu,

- przyjęcie (przynajmniej jako postulat) zdrowej postawy refleksyjnej i samokrytycznej w stosunku do samego siebie.

To jest: Prawicowiec

Cel nadrzędny: JOW

Jeśli chodzi o cel nadrzędny, to tutaj na PN przebija się taki pogląd, że tym celem nadrzędnym powinny być JOW. Potem już wszystko pójdzie jak po maśle.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Re: Cel nadrzędny: JOW

Jeśli chodzi o cel nadrzędny, to tutaj na PN przebija się taki pogląd, że tym celem nadrzędnym powinny być JOW. Potem już wszystko pójdzie jak po maśle.
[Prawicowiec]

Propagowana konsekwentnie od lat przez profesora Jerzego Przystawe idea JOW jest jedynym przykladem rzeczywistej dzialalnosci na rzecz naprawy RP. Reszta to ideologiczne fantazje ktorych nastepstwem nie byla nigdy zadna akcja. Nie brak jest rad i postulatow w rodzaju: wprowadzic, zniesc, zakazac, ujawnic itd ..
Odpowiedzia na pytanie kto i jak powinien to zrobic jest oczywiscie milczenie.

Prawicowiec

Według mnie lepsze jest takie rozwiązanie, dzięki któremu od razu będzie lepiej.
[Prawicowiec]

Jesli ma pan plan takiego rozwiazania, to prosze sie nim z nami podzielic.

To jest: Jerzy Przystawa

Środek do celu: JOW

JOW będzie czymś w rodzaju przetkania zatkanej rury kanalizacyjnej, bez czego nasz dom zalewają fekalia i w tym smrodzie trudno nie tylko ulepszać, ale żyć. Dopiero jak się to odetka, możliwe będzie realizowanie ambitnych programów.

W tym sensie to będzie jak Pierwsza Solidarność, tyle, że Solidarność nie wiedziała ani co ani jak, a 21 Postulatów nadaje się tylko do ozdabianie nimi muzeów. JOW jest to konkretna, sprawdzona instytucja ustrojowa.

Zapraszam do dołączenia się i wsparcia IV Marszu na Warszawę o JOW.

Pozdrawiam,

JP

Więcej informacji na temat

Ruchu na Rzecz JOW na stronie www.jow.pl

(poniżej)
-----
Dlaczego w Polsce nie ma demokracji? - Ruch na Rzecz JOW

Owszem, JOW byłby fajny. I

Owszem, JOW byłby fajny. I będzie...Według mojej oceny nie stanie się to jednak z powodu masowego społecznego parcia na klasę polityczną. Społeczeństwo nie ma żadnego argumentu, którego nie moznaby zlekceważyć, poza jednym, którego jeśli dotąd nie użyło, to juz nie użyje - masowy bojkot wyborów. Więc społeczeństwo może
politykom skoczyć.

Zmiana ordynacji do parlammentu odbywac się będzie stopniowo, pod wpywem przeływów do większej, ogólnokrajowej polityki ludzi wpierw wybieranych lokalnie, do samorządów, a więc w sytemie większościowym. Oni będą już wiedzieli jak to smakuje i będą znali też smak zwycięstwa w takich wyborach. I całkiem interesownie będą dązyli do skonsumowania tego indywidualnego poparcia, jakim się cieszą na małą lokalną skalę...ALBO PRZYNAJMNIEJ NIE BĘDĄ SIĘ TEGO BALI. To potrwa jakieś od 6 - ciu do 12 lat, by system wyborów do Sejmu zmienił się na większościowy, choć nadal nie będzie to czysty JOW. Wcześniej nic się nie zdarzy...

To jest: Jerzy Przystawa

Masowe poparcie

Aby zrozumieć sens Pańskiego proroctwa wypada zapytać, co Pan rozumie pod słowami "nie stanie się tak z powodu masowego poparcia"? Zapewniam Pana, że gdyby było masowe poparcie dla JOW, to juz dawno ten JOW byśmy mieli. Tymczasem w Polsce mamy do czynienia z daleko posuniętą atrofią poczucia obywatelskości i zrozumieniem tego, co to w ogóle znaczy być obywatelem? Nasza obywatelstwo ogranicza się tylko do jałowego gadania, na imieninach u cioci, w pociągu, albo przy innej okazji towarzyskiej. Ewentualnie w internecie, ale o to trudniej, bo to juz wymaga pewnego wysiłku: trzeba usiąść przy komputerze i poświęcić trochę czasu, a na to już stać tylko ludzi młodych, którzy poza tym bardziej poszukują rozrywki niż poważnej dyskusji.

Widzimy to doskonale na podstawie proporcji liczb: podpisy pod żądaniem JOW złożyło prawie milion ludzi, bo ostatecznie, cóż to za trud machnąć długopisem przy okazji przechodzenia obok stolika na ulicy, wokół którego kręci się grupa młodych ludzi, którzy nas do tego namawiają? Natomiast lista osób, które są w stanie poświęcić równowartość dwóch piw miesięcznie, aby wesprzeć pracę na rzecz JOW, to już zaledwie kilkadziesiąt osób w skali kraju! Jak na razie pod apelem o Marsz na Warszawę podpisało się nie wiele więcej osób, więc gdzież tu masowe poparcie?

W imię czego więc nasi politycy mają się wyrzec swoich przywilejów i beneficjów? Zdaje się, ze autor tego wpisu podał nie dawno oficjalne liczby członków wszystkich partii politycznych: to są jakieś masy? Te liczby (przesadzone jak najbardziej) to jakieś około 200 tysięcy zusamen do kupy, to to są masy? No, ale jednak! Kiedy partyjniacy robią zjazd w Warszawie czy gdzie indziej, to sale pękają w szwach! SIŁA!!!Każdy widzi! Biegają więc wokół tej SIŁY dziennikarze, przeprowadzają wywiady.

Dopóki nie będzie masowego poparcia dla JOW - nie będzie JOW. To jest oczywiste. Samym ględzeniem nie przestraszymy nikogo i nie wyegzekwujemy swoich praw obywatelskich. Trzeba dać dowód tego, ze się jest obywatelem. W przeciwnym razie politycy robią to, co chcą.

JP

Masowego poparcia dla JOW

Masowego poparcia dla JOW nie będzie, bo JOW nie jest sprawa wokół której da się zelektryzować masy. Dla mas JOW to abstrakcja wywołująca takie same emocje, jak np to, ze istnieje prawo ciążenia i istnieje tez stan nieważkosci. Idea JOW będzie żywa wsród aktywistów i będzie zyć swoim własnym, trochę ulicznym, trochę srodowiskowym i trochę salonowym zyciem. Kiedy więc mówię, że to nie wysiłkiem ludu JOW trafi pod strzechy, to mówie tylko to, że lud takiego wysiłku masowo nie podejmie, nawet jesli wcale nie opiera sie mysli, że własciwie to tak byłoby lepiej. Na niekorzysć JOW oddziaływuje także i to, że scena polityczna - i bez JOW - wyraźnie się spolaryzowała. A to znaczy, że wiodace ugrupowania sa juz zakładnikiem własnego sukcesu, który trzeba teraz zabezpieczać. Zabezpieczać przez JOW? Wolne żarty. Nadto, masom spodobało się wybierac pomiędzy kaczyzmem i antykaczyzmem i to na długi czas wystarczająco zakresli ich polityczny horyzont. Jak powiadam - istnieje szansa na JOW , taki w bardzo bezpiecznej dla partii postaci, ale to będzie zależec od awansu do wielkiej polityki, ludzi typu Dutkiewicz, czyli znajacych smak i wage realnego poparcia. Reasumując - moja realistyczna konkluzja brzmi: prędzej,czy raczej później później zmieni się wszystko, by tak naprawde nie zmienić niczego, no, albo bardzo niewiele.
Bo ordynacja proporcjonalna ma nie tylko trudno naruszalne zabezpieczenie konstytucyjne oraz współczesnie praktykowane w Europie oblicze. Nie jest to - niestety - zaden dziki ewenement. I wbrew dążeniom do zmian, ma ona tez juz silne, wieloletnie zakorzenienie w obywatelskich nawykach. Od strony wizerunkowej nie jest to zło, które szokująco rzuca się w oczy i wstrząsa sumieniami, przez co byłoby w stanie wymusic jednoolity, czy masowy sprzeciw.

To jest: Jerzy Przystawa

Proroctwa Sławka

obala doświadczenie Włochów. Okazało się, że sprawa ordynacji wyborczej jest w stanie zelektryzować masy. To jest po prostu dowód fałszywości Pańskiej tezy, bo logika nas uczy, ze do wykazania fałszywości twierdzenia wystarcza jeden kontrprzykład.

Ja wiem, ze w Polsce tak się porobiło, przynajmniej od czasów jak naszym Wodzem i Prezydentem został niezrównany Lech Wałęsa, że Polacy uznali, iż logika jest przezytkiem minionych czasów i posługiwać się nią to szaleństwo. No, ale ja jestem fizykiem i tylko z tego powodu, ze nikt już w sens logiki nie wierzy nie mam zamiaru się z nią rozstawać.

Więc proponuję, zeby Pan nie krakał, bo podobno Pan jest sojusznikiem. Kraczących wron jest cała masa, to specjalność polskich inteligentów, którzy w tym krakaniu znajdują uzasadnienie swojej bierności. Nic nie róbmy, bo nic nie ma sensu i nic nic nie da. Słyszę to od dziecka.

Pozdrawiam,

JP

Doswiadczenie Włochów

Doswiadczenie Włochów niczego nie obala. Ordynację zmieniono tam w latach 90 tych na większosciową ( w cześci) w wyniku notorycznego kryzysu politycznego trwale pogrązającego włoską polityke w stanie nieefektywnego rozdrobnienia i degrengolującej tymczasowosci ( trudno uznac to za precyzyjną analogie). Dwa nieudane w ostatnim czasie referenda ( bardzo niska frekwencja) w kwestii zlikwidowania reszek proporcjonalnosci we Włoszech - raczej wskazują na to, o czym piszę. Mało kogo to podnieca, o ile nie występuje stan dezorganizującego, pernamentnego kryzysu..Nadto wyciąganie wniosków z doswiadczeń państw o innej kulturze politycznej i innej drodze dochodzenia do niej nie wydaje mi się wcale takie logiczne. Równie dobrze mozna powiedziec, ze Polska nie powinna być komunistyczna, bo wiekszośc państw w Europie nie była komunistyczna. No i co, ze nie powinna? W związku z tym jest także i tak, że np socjologia, inaczej niz fizyka, jest jedną z tych dziedzin, która mimo dochodzenia do pewnych generalnych uogólnień, nie za bardzo może sobie pozwolić na abstrahowanie od lokalnych uwarunkowań.

Owszem, jestem za JOW. I owszem - jestem sceptyczny wobec szansy zaimplementowania na naszym gruncie JOW brytyjskiego. Powiem więcej - wg mnie na to nie ma żadnych szans. Nawet jakiś ostateczny krach zaufania wygenerowany przypadkiem przez same elity polityczne - będzie co najwyżej gwałtowną przesłanką do tego, by wprowadzić do ordynacji system mieszany. To samo może się dokonąc ewolucyjnie, TAKŻE pod wpływem zorganizowanej aktywności zwolenników JOW oraz systematycznego dopływu do polityki kadr mających za sobą doświadczenie wyborów samorządowych.

Czy to jest krakanie?

Panowie ....

chciałem powiedzieć, że Wam okręt tonie.

Czas rzucić kota z kolan, wstać z bujaka i na ulice z flagami, bo młodzież zastyga.

Jak nie, to przynajmniej ładniej grajcie. Do końca.

Panie profesorze, ordynacja

Panie profesorze, ordynacja wyborcza, jak i ustrój polityczny są tylko pewnymi narzędziami w drodze do osiągnięcia jakiegoś celu. Bez jasnego zdefiniowania tego celu ( w moim przekonaniu interes narodowy mojego kraju)wszystko pozostałe wydaje się być drugorzędne i malo wiarygodne.łatwo np. mogę sobie wyobrazić,zwycięstwo w JOW przefarbowanych komunistów. Czynienie z ordynacji celu samego w sobie, to dobra droga do własnej marginalizacji.

To jest: Jerzy Przystawa

Capsella

Kilka linijek wyżej http://www.prawica.net/node/12023#comment-249990 napisałem, jak Ruch JOW (i ja osobiście) traktuje problem ordynacji wyborczej. Dyskusja przestaje mieć jakikolwiek sens, jeśli przestaje się słuchać innych, a nadaje tylko swoje.

JP

To jest: BTadeusz

Jakie ma Pan antidotum na sytuację, kiedy wiekszość

stanowią "postkomuniści"?

Mniejszościowo wygrać?

To nonsens.

Błedna jest diagoza. "Postkomuniści" nie stanowią większości. Strach taki, jak Pański trzyma nas w niewoli wąskiej grupy, która tak twierdzi.
I nigdy się ta niewola nie skończy, jeśli Pański pogląd nie upadnie.

Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Jerzy Przystawa

Radek

Cały czas pada wokół "charyzmatyczny przywódca". Kto to jest "charyzmatyczny przywódca" i jak się nim zostaje? Podobno "charyzmatycznym przywódcą" był Lech Wałęsa, ale potem przestał; był Kazimierz Marcinkiewicz, ale też przestał; był ...ale przestał... Wymieniam na chybił-trafił, bo tych "charyzmatycznych przwódców" historia ostatnich dziesięcioleci zafundowała nam na pęczki. Mam wrażenie, ze na tym nie koniec.

JP

To jest: Ireneusz

Ma pan rację...

największa charrrrryzma to jest w Tusku. Wyższego rzędu niż w Lechu i Jarosławie. I nie dlatego, że imię jego takie niepolskie.

Re; Co "zelektryzowalo" masy

"...doświadczenie Włochów. Okazało się, że sprawa ordynacji wyborczej jest w stanie zelektryzować masy."
Z moich obserwacji ostatnich wydarzen we wspomnianym kraju wynikaloby, ze masy zostaly, nie tyle "zelektryzowane" ordynacja, co porazone katastrofalnymi skutkami rzadow "zlepkow" roznych partii lewicowych.
Stad wysoka frekwencja i usuniecie lewactwa od wladzy.

To jest: Zibik

@JP

Owszem JOW jest środkiem, ale nam dzisiaj pilnie potrzebni są inni zarządcy, mocodawcy, pracodawcy i tzw. "hydraulicy", którzy mają m.in. silną i dobrą wolę, niezłomne przekonanie, determinację, także konieczne kwalifikacje i umiejętności.

Potrzebni są prawi, roztropni, odważni, solidarni i zjednoczeni ludzie, dla ratowania Ojczyzny.

W pałacu prezydenckim, parlamencie, senacie i społeczeństwie, aby ogłosić wotum nieufności i zmienić rząd.

Potem będzie można precyzować i realizować ambitne, realne i mądre programy, a nawet "przetykać zatkane rury".

Kto dzisiaj ma największą siłę i moc sprawczą, aby ogłosić wotum nieufności, wdrożyć JOW-y, przeprowadzić nowe wybory, tzn. wymienić POpaprańców ?.......

Z poważaniem Z.R. Kamiński

To jest: Jerzy Przystawa

Zbik

Tak, tak, najpierw wybrać sobie inne społeczeństwo, a potem je ulepszać. "Prawych, roztropnych, odważnych, solidarnych, zjednoczonych, mądrych..." Razem z nimi zmienić rząd i budować nową Polskę. To mi się podoba! Do dzieła, Rodacy!

JP

To jest: Piotrek

Tydzień bez tego rodzaju

Tydzień bez tego rodzaju apelu na prawica.net tygodniem straconym!

To jest: Radek

Soliadarność

była potrzebą chwili. Był to jedyny, możliwy, legalny zinstytucjonalizowany ruch społecznego sprzeciwu. Obecnie można założyć dowolne stowarzyszenie i partię polityczną, a ludzie mogą się realizować na WSZYSTKICH możliwych płaszczyznach. Idea odrodzenia Solidarności nie ma więc sensu. Rozumuje Pan jak działacz związkowy, który uważa, że w latach 80-81 ludzie należeli do Solidarności, bo wszyscy chcieli być w wolnych związkach zawodowych, a po 1989 kiedy nowa Solidarność osiągnęła z trudem 2 mln członków... właściwie na zasadzie reakcji na odnowę, rozumowali, że to Stan Wojenny zniszczył w ludziach odruchy integrystyczne i korporacyjne, a to nie prawda... Postkomunizm zaoferował ludziom m.in. wolność gospodarczą! Oczywiście w znaczeniu PRL-owskim, wolność, bo nie w znaczeniu liberalnym. Ale wystarczy zobaczyć ile firm powstało po 1989 r. żeby zrozumieć, że prawdziwa idea Solidarności jako ruchu WOLNOŚCI właśnie realizuje się tamże!
O sile obecnej Solidarności świadczy np. poczytność tygodnika "Solidarność" a ta jest dużo mniejsza niż np. "wprost", albo "Gazety Polskiej" co świadczy, że związków zawodowych trzymają się już tylko zatwardziali syndykaliści, m.in. np. p. Gwiazda, Walentynowicz i inni, lub rozmaici cwaniacy (Krzaklewski itp.).
Jeśli rzeczywiście miałby powstać jakiś masowy ruch, to musiałby stanąć na jego czele charyzmatyczny przywódca, który walnąłby z grubej rury, że rozpieprzy to skurwysyństwo, które nagromadziło się od 1989 r. Ale to musi być wódz, a nie np. człowiek pokroju p. "Prawicowca" (nie umniejszając mu wszelakich zasług) a już na pewno nie p. Bodakowskiego (musi powstać partia narodowa) czy chociażby mnie!
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

To jest: Jerzy Kałwak

Wolność słowa, jaką odzyskaliśmy po 1989 roku, daje

p. Radkowi i jego oponentom możliwość mówienia i pisania prawdy, jak w tym przypadku. P. Bodakowski nie jest jednak, niestety, antytezą p. Prawicowca. Pan Kachniarz nie ma może temperamentu p. Bodakowskiego, ale na przywódcę jakiegokolwiek ruchu nadawałby się po stokroć bardziej. Tezy p. Prawicowca nie są przynajmniej fałszywe.
--------------
aribo.pl/jerzykalwak

To jest: Prawicowiec

Dziękuję

za wsparcie moralne.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Radek

NIe chodzi o tezy, czy antytezy

Chodzi o przywódcę, za którym ludzie poszliby jak w dym... A to coraz trudniejsze, może dlatego, że łatwiej komuś dorobić gęby niż poddać analizie jego poglądy. Poza tym ostatnio w Polsce jest walka pomiędzy socjalizmem utopijnym II RP a socjalizmem utopijnym UE. I na tym się wszyscy skupili.
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

To jest: Jerzy Przystawa

Pan ma wysokie wymagania

Jak nas poucza historia nawet za Naszym Panem, Jezusem Chrystusem, nie poszli jak w dym, a chyba kogo jak kogo, ale JCh wypadałoby uznać za Przywódcę Charyzmatycznego?

Proponuję przestac sobie (i innym) młócić w głowie jakimiś mitycznymi pojęciami, które w ogóle nie wiadomo co znaczą i po co są używane.

JP

To jest: Radek

Ja po prostu czekam

na drugiego Hitlera, tyle że w wydaniu polskim... Oczywiście nie chodzi mi o zbrodniarza, tylko przywódcę... Co do Pana Jezusa to za nim szły tłumy, dopiero poczynił w pewnym momencie weryfikację i wybrał 12, a i w godzinie próby okazało się, że 1 był zdrajcą, a 10 zawiodło kompletnie.
A co do JOW-ów to uważam, że należałoby to pożenić z powiatami...
Gdyby np. zaproponować, że starosta mógłby automatycznie zostać posłem, to okazałoby się, że JOW-y miałyby baardzo duże poparcie...
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

To jest: Jerzy Kałwak

Czy chciałby pan może, aby taki łagodny i dobry "hitler"

realizował np. takie cele, jak tu przedstawiane: http://prawica.net/node/9823#comment-216572 ? Czy może jakieś inne?
--------------
aribo.pl/jerzykalwak

To jest: Radek

No właściwie te....

Trzeba by co prawda zacząć od "pogrzebu Traktatu Lizbońskiego" a potem już konsekwentnie trzymać się tego, co się nazywa powrót do zasad cywilizacji europejskiej. Pan zaraz mnie zapyta o te zasady, to ja wymienię jedną SPRAWIEDLIWOŚĆ, oczywiście nie w sensie SPRAWIEDLIWOŚCI SPOŁECZNEJ.
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

To jest: samograf

Niech wreszcie przyjdzie ten dobry dyktator i uratuje demokrację

No i zaczął Hitler od "pogrzebu Traktatu Wersalskiego" celem przywrócenia sprawiedliwości takiej bardziej dziejowej, a potem trzymał się konsekwentnie tego i owego, a i o cywilizacji europejskej też coś tam bredził.

Tacy mogą "ratować" demokrację, bo nie muszą się rozmieniać na drobne i mieć na uwadze niczyich partykularnych interesów. Dobry idi amin albo dobry bokassa też byliby nie do pogardzenia.

To jest: Prawicowiec

Panie Radku,

jestem w trakcie załatwiania zezwolenia MSW na zbiórkę publiczną. Zajrzałby Pan czasem na nasz portal.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Radek

Panie Prawicowcu

obiecuję dziś w nocy o godz. 1,30 w przerwie między pracą, a pracą!
Nie chodziło mi o to, aby Pana obrażać, chodziło mi o temperament :)
Ale może jeszcze Pana nie znam :)
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

To jest: Prawicowiec

A skądże, jakie obrażanie

Wiem, że nie mam wodzowskiego pokroju. Jestem raczej za współpracą niż za wodzostwem, zresztą wodzostwo niczego nie gwarantuje. Temperamentu mi nie brak, ale nie uważam za potrzebne okazywanie go w sytuacjach wewnątrzpartyjnych.

Robimy rzecz trudną, bo chcemy zbudować partię od zera. Robimy to, ponieważ nie ma w Polsce partii prawicowej, a uważamy, że taka partia jest potrzebna. Chcemy się dowiedzieć, czy jest potrzebna jeszcze komuś poza naszym kręgiem założycielskim, ale nie dowiemy się tego, dopóki się nie zarejestrujemy i nie wystąpimy publicznie. To nas osadza w bieżącej prozie życia polegającej na konieczności zebrania funduszy koniecznych dla rejestracji. Taka jest aktualna sytuacja i nie wiem, czy wodzostwo w tych okolicznościach na wiele by się zdało.

Przydaliby się nam natomiast publicyści piszący w duchu naszych deklaracji i muszę powiedzieć, że nie rozumiem, dlaczego nasi piszący członkowie nie udzielają się w tej dziedzinie.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Jerzy Przystawa

Prawo Przyrody

Przed wielu laty napisałem do gazet "Jerzego P. Prawo Przyrody o Zakładaniu Partii Politycznych" ktróre przedstawiłem w sfromułowaniu całkowym, różniczkowym i algebraicznym, a które w najkrótszej formie brzmi: N razy K musi być nie mniejsze niż 5 milionów dolarówosób. Ponieważ od tej pory szalała inflacja i dolar stracił ogromnie na wartości, więc tę liczby nalezy dzisiaj odpowiednio pomnożyć.

Naturalnie, nikt nie zdecydował się opublikować mojego odkrycia, więc -po starej przyjaźni - udostępniam ten wynik nie żądając honorarium.

Dlatego z ciekawością obserwuję Wasze poczynania, czekając, kiedy uda Wam się obalić to prawo.

Sam zas zajmuję się upowszechnianiem idei JOW, ponieważ w tym wypadku poprzeczka umieszczona jest znacznie niżej. No, ale jednak.

Pozdrawiam,

JP

To jest: Prawicowiec

Wydaje się,

że do samego założenia partii wystarczy N = 6 i K = 10 tys. zł. Jeśli do osiągnięcia powodzenia potrzeba 5 mln. dolarówosób z poprawką na inflację dolara, to my wysiadamy.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Jerzy Przystawa

Prawo Przyrody o Zakładaniu Partii Politycznych

Naturalnie, od roku 1989 założono, i nawet zarejestrowano, co najmniej pół tysiąca partii politycznych. Interesujące jest jednak pytanie: które z nich spełniły warunki twierdzenia? I gdzie one są?

JP

To jest: Prawicowiec

Kilka z tych partii

jest w sejmie. Nie wydaje mi się, aby można było się dowiedzieć, ile to naprawdę kosztowało.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Radek

Panie Prawicowcu

Wiem co budujemy, sam wszak w to wdepnąłem świadomie i nie wstydzę się tego. Czy wodzostwo jest potrzebne? To znaczy charyzmatyczne przywództwo. Robi się ciepło, może będą chętni do głoszenia tez na agorze, wszak np. zakładanie nowych sekt zaczyna właśnie się od tego. A czymże partia się różni od sekty na płaszczyźnie ideowej (pomijając sprawy transcendentne)? Niczym. I Partii i sekcie chodzi o przekonanie nieprzekonanych (błądzących). Może warto zatem (Apeluję tu zwłaszcza do młodzieży) by miast oglądać pornole przed kompem, popijając piwko zakręciła się wreszcie za przy agitacji... Nie internetowej. Na ulice trzeba wyjść do ludu...
----
W sprawach prywatnych, proszę pisać na Berdyczów

To jest: Prawicowiec

Nasza praca propagandowa

nie jest i nie powinna (według mnie) być przekonywaniem nieprzekonanych, tylko poszukiwaniem przekonanych. Tym właśnie nasza partia może i chyba powinna się różnić od sekty. Nie głosimy nowych dogmatów wiary ani żadnych nowych idei czy zasad bo konserwatyzm, liberalizm i antykomunizm istnieją i istniałyby oczywiście także bez nas.

To, co jest nowe w naszym podejściu, to zmontowanie współczesnej doktryny prawicowej przez dołączenie antykomunizmu do konserwatywnego liberalizmu. Jesteśmy pierwszą partią prawicową, żadna dotychczas partia nie miała prawicowej charakterystyki.

Stawiamy przed sobą zadanie znalezienia tych, co są przekonanymi prawicowcami, czyli łączą w swych duszach konserwatyzm z liberalizmem i antykomunizmem. Łatwiej znaleźć dziesięciu przekonanych niż przekonać jednego nieprzekonanego.

Ale zanim zaczniemy działać, nawet propagandowo, w przestrzeni społecznej rzeczywistej, musimy się zarejestrować, bo musimy fizycznie zaistnieć. Niewielu się przyłącza do bytu wirtualnego, chociaż są i tacy. Ci stanowią naszą awangardę, a my jako partia jesteśmy i będziemy awangardą prawicy politycznej polskiej.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Piotr Radecki

tak, ale proponuję trochę inne spojrzenie

cytuję Radek:

Jeśli rzeczywiście miałby powstać jakiś masowy ruch, to musiałby stanąć na jego czele charyzmatyczny przywódca, który walnąłby z grubej rury, że rozpieprzy to skurwysyństwo, które nagromadziło się od 1989 r. Ale to musi być wódz, a nie np. człowiek pokroju p. "Prawicowca" (nie umniejszając mu wszelakich zasług) a już na pewno nie p. Bodakowskiego (musi powstać partia narodowa) czy chociażby mnie!

To znaczy, postuluję aby - (teraz będzie sformułowanie niedoskonałe ale mam nadzieję, oddające sens) - aby "zdrowo myśląca jeszcze większość czy duża część społeczeństwa" SAMA Z SIEBIE zareagowała i bezzwłocznie podjęła aktywność w celu rozpoznania narastających wokoło patologii.

Żeby zareagowała pod wpływem instynktu samozachowawczego jednostek, które się na nią składają, nie czekając na tego charyzmatycznego przywódcę, który owszem, by się przydał ale pojawienie się kogoś o cechach charyzmatycznych niesie też spore ryzyko, ponieważ może to być osoba, która będzie chciała realizować swoje cele, maskując je i sprawiając wrażenie, że są to cele "szerokiej grupy ludzi normalnych".

Lepiej, żeby ta w miarę zdrowo myśląca część społeczeństwa NAJPIERW zdefiniowała podstawowe cele, które chce realizować i drogą naturalną, w trakcie tego procesu wyłoniła z siebie przywódców, niż żeby pojawił się ktoś, kto takie cele umiejętnie tej grupie sprzeda.

Tak rozumiem potrzebę drugiej "Solidarności".

To jest: BTadeusz

To niemozliwe.

cytat:
Jednak trzeba podjąć ten wysiłek.

cytat:
wszyscy normalni ludzie woleliby zająć się swoimi sprawami i swoim zwykłym życiem.(...) Inaczej będą nami rządzić macherzy, praktycznie nie kontrolowani.

Kto to są normalni ludzie?
Czy normalni ludzie maja jakiś wspólny interes?
To dlaczego nie ma partii, która miałaby w programie ten WSPÓLNY - WIĘC taki, za którym większosć zagłosuje?

Bo państwo stało się wobec obywateli nadrzędne.
Nie jest sumą obywateli, lecz ich arbitralną reprezentacją.
I na zwnątrz, i do większości wewnętrznej.

Większość dostaje środki na utrzymanie z budzetu.
W kazdym głosowaniu ma interes zwiększać budżet i wzmacniać omnipotentne państwo.

W "komunie większość, apraktycznie prawie wszyscy byliśmy na socjalu - pragnęliśmy sprawiedliwosci w jego rozdziale i zwiekszenia jego ilosci.
Paradoksalnie - bylismy po jednej stronie barykady.

Dziś państwo mami nas powrotem do tego stanu.
Ale trzon dochodu powstaje u mniejszości - w sferze prywatnej.

Kto i przeciw komu ma tworzyć "Solidarność"???

Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Piotr Radecki

Proponuję takie spojrzenie:

cytuję BTadeusz:

Kto to są normalni ludzie?
Czy normalni ludzie maja jakiś wspólny interes?
To dlaczego nie ma partii, która miałaby w programie ten WSPÓLNY - WIĘC taki, za którym większosć zagłosuje?

Normalni ludzie to ci, którzy widzą np. ogłupiającą rolę mediów, wypaczającą charaktery i odmóżdżającą kulturę konsumpcyjno - reklamowego kiczu, pogoń za zyskiem w realizowaną kosztem interesu ludzi (szkodliwa farmacja, GMO, żywność zatruta konserwantami, ulepszaczami, itd. itd.).

Mają wspólny interes najwyższej wagi, ocalić swoje zdrowie i być życie, ocalić więzi społeczne, które ulegają rozkładowi, przecież wszyscy o tym m.in. tutaj piszą (np. rodzina).

Dlaczego nie ma partii, która by realizowała te wspólne cele? Nie wiem, może dlatego, że partie dryfują programowo zgodnie z preferencjami ich przywódców, odchodząc stopniowo od głosu rozsądku jej członków?

cytuję BTadeusz:

Kto i przeciw komu ma tworzyć "Solidarność"???

Przedstawiłem swój pogląd wyżej, w odpowiedzi p. Radkowi - "normalni" przeciw "nienormalnym". Definicja normalności, która może być współcześnie realizowana (biorąc pod uwagę doświadczenia przeszłości i to co wiemy o innych społeczeństwach) jest do sprecyzowania. To zadanie dla normalnych.

Normalni mają za zadanie obudzić się, uzgodnić czego chcą (program) i w naturalny sposób DOPIERO POTEM wyłonić z siebie przywódcę a nie czekać, aż pojawi się ktoś, kto sprzeda im swoje idee.

Naprawdę nie ma na co czekać, przecież widać, choćby po trybie ratyfikacji TL, że elity (wszystkie) wcale się z normalnymi nie liczą, widać po realizacji polityki obyczajowej, kierunkach edukacji i kultury, że celem elit nie jest rozwijanie społeczeństwa jednostek refleksyjnych, mądrych lecz kształtowanie masy ludzi posłusznych, zajętych sobą.

Co oni chcą z tym potem zrobić, nie wiem. Wiem, ze to nie jest recepta na sukces gatunku, którego siła tkwi przecież w sile jednostek (a nie pseudoelit).

Polityka odwrażliwiania moralnego ma na celu stępienie możliwości zauważania znaków ostrzegawczych i zmniejszenie ryzyka reakcji, w rezultacie prowadzi do zobojętnienia.

Jednocześnie działa sprytny mechanizm zabezpieczający proces odwrażliwiania i relatywizowania wszystkiego, rośnie ogólne przeświadczenie o korzyściach z braku etyki w życiu (więcej swobody = większa wolność = lepiej dla nas) i jeżeli pojawi się jakaś silna kontrpropozycja np. powrotu do bardziej tradycyjnych obyczajów, to o ile będzie ona nazbyt (niepotrzebnie) rygorystyczna lub ułomnie oparta na ideologii (źle, fałszywie, sprzecznie umotywowana), same masy nie dopuszczą do jej wzdrożenia.

Dlatego musi być program, naukowy, rozsądny, etyczny ale pozostawiający jednostkom tyle wolności ile tylko można im dać (bez szkody dla społeczności).

Uważam, że powrót do silnego rygoryzmu (niepożądany) obecnie nie jest możliwy, to mogłoby sie zdarzyć albo spontanicznie po jakiejś gigantycznej katastrofie, typu kataklizm, wielka wojna, itp. ewentualnie mógłby to narzucić jakiś niesłychanie wpływowy przywódca, gdyby miał akurat taki cel.

To jest: BTadeusz

To jest spojrzenie racjonalne, ale nierealne.

(póki co).
Materializacją takiej idei jest JOW.
A antytezą - Partia Klasy Średniej.

JOW, jako zalążek realizacji większościowego głosu wspólnego.

Ale aby zjednoczyć większość (bez szczegółowych wymagań) - nalezałoby sformułować program (w zarysach), który większość poprze.
Większość nie mysli "globalnie".
Wiekszośc koncentruje się wokół celów doraźnych.
Jest to racjonalne wobec niewielkiej dokuczliwosci dnia powszedniego.
Większość do antykorporacyjnej rewolucji nie jest gotowa mentalnie, ani zdeterminowana drastycznością normalnego życia.
Nie da się mas poderwać. (większości).
Zresztą chyba nie o to chodzi.
Chodzi raczej o twardy i konsekwentny opór wobec nienormalności, którą Pan zakreślił.
Twierdzę, że większość "budżetowa" - funkconariusze i emeryci (i chyba młodzież) obawia się, że zyski z buntu nie skompensują strat. ( z nieuchronnego "przejścia na swoje").
Stąd niezrozumiały (znikomy) opór wobec aktualnej "władzy".

Wydaje mi się ze spośród grup społecznych o wysokim realnie poziomie moralnym (tradycyjnym) najliczniejsza byłaby mniejszość "sklepikarzy, szewców", etc...

Skrzykiwanie ludzi wokół programu na podobieństwo PRP, może zebrać mniejszość nieznaczącą politycznie. Z wielu powodów.

Dlatego drogą mniej ambitną ( w sensie moralnym) jest odnalezienie grupy (grup) zainteresowanych JUŻ DZIŚ - A NIE - PO EDUKACJI POLITYCZNEJ (która może trwać lata (kolejne) programem - dającym sie skonkretyzować do sumy haseł, które skutecznie zdławią dzisiejszy pęd ku €uroideologii.

Stąd moje przebąkiwanie o PKŚ.

Wydaje mi się że to najszybszy sposób zintegrowania zdeterminowanej i w miarę spójnej opozycji.

Demokracja, to nie - "władza ludu".
Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa.
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Piotr Radecki

myślę, że to jest do zrealizowania

cytuję BTadeusz:

Ale aby zjednoczyć większość (bez szczegółowych wymagań) - nalezałoby sformułować program (w zarysach), który większość poprze.

No właśnie. Czyli program powinien być zarazem konserwatywny i wolnościowy, powinien określać optymalne warunki koegzystencji ludzi o zróżnicowanych poglądach na sposób życia, obyczaje, itd. w taki sposób, żeby nie wchodzili sobie w drogę. Określić te zasady łatwo nie przyjdzie ale powinno być wykonalne.

Według mnie trzeba by było wybrać elementy kluczowe dla przetrwania i rozwoju cywilizacji (te rzeczywiste) i ustalić parametry czynników, które na te elementy wpływają. Żeby cywilizacja się nie rozpadła.

Więc powiedzmy (szczegóły do dyskusji):

- w kwestii obyczajowej - tolerancja: chcesz się gejić - proszę bardzo ale w domu, czy w gejowskich klubach itp. jednak i pragmatyzm: propaganda homoseksualna nie powinna mieć miejsca (ze względu na to, że normą biologiczną jest heteroseksualność.

- w kwestii edukacji i wychowania - tolerancja: nie ma żadnej przymusowej urawniłowki edukacyjnej, szkoły narzucającej jedyny styl wychowania, rodzice mogą uczyć dzieci w domu, w szkołach prywatnych, itd. jednak i pragmatyzm: pewien poziom wykształcenia jest niezbędny i dzieci, których rodzice nie zorganizowali tego we własnym zakresie, mogą uczyć się w szkołach powszechnych, bezpłatnych.

itd.

Jednym słowem, średnia wymagana norma powinna jednocześnie zabezpieczać prawo jednostki do realizowania jej wolności i nie niszczyć systemu jako całości.

System powinien wspierać i nagradzać (choćby uznaniem społecznym) osoby, które są ponadprzeciętnie np. etyczne. Ogół (z obserwacji) powinien wyciągać wnioski, że te postawy się opłacają, są korzystne, niosą uznanie i chcieć je realizować.

cytuję BTadeusz:

Większość nie mysli "globalnie".
Wiekszośc koncentruje się wokół celów doraźnych.
Jest to racjonalne wobec niewielkiej dokuczliwosci dnia powszedniego.
Większość do antykorporacyjnej rewolucji nie jest gotowa mentalnie, ani zdeterminowana drastycznością normalnego życia.

No tak, oczywiście. Jest to chyba zresztą naturalne (w "normalnym świecie i w normalnych czasach" nie ma potrzeby aby wszyscy myśleli o wszystkim, są od tego specjaliści).

Z drugiej strony wydaje mi się, że powinno się dążyć stopniowo do podwyższania świadomości i zainteresowań "większości" sprawami bardziej ogólnymi i docelowo - ze względów praktycznych - społeczeństwo powinno być w stanie w razie potrzeby czujnie zareagować (coś jak karabin w szafie Szwajcara) i np. przywołać do porządku kogoś, kto społeczeństwu zagraża.

Niestety, to co się wyczynia przez media, kulturę, kształcenie itd. pokazuje wyraźnie, że społeczeństwo nie ma być świadome i czujne, dlatego mam prawo podejrzewać niecne cele organizatorów.

cytuję BTadeusz:

Twierdzę, że większość "budżetowa" - funkcjonariusze i emeryci (i chyba młodzież) obawia się, że zyski z buntu nie skompensują strat. ( z nieuchronnego "przejścia na swoje").
Stąd niezrozumiały (znikomy) opór wobec aktualnej "władzy".

To prawda i te czynniki by trzeba było jakoś uwzględnić, np. wprowadzając okresy przejściowe, nie odbierając niczego emerytom i oczywiście przede wszystkim zachęcając (np. młodych ale nie tylko bo i urzędników i w ogóle wszystkich) do podejmowania własnej działalności.

Czyli: praktyczna realizacja unijnej zasady pomocniczości: pomocnik (np. państwo) wkracza tylko tam i wtedy, gdzie to niezbędne.

Obserwacja rzeczywistości powinna przekonywać, że ludziom pracującym na własny rachunek (tej PKŚ) dobrze sie wiedzie, że żaden urzędnik ich nie gnębi, podatki są nieduże, prawo przewidywalne, itd.

Tylko, że pewnie byłoby trudno zbilansować to wszystko od razu sensownie, zawirowania by były. Strasznie dużo rzeczy jest postawionych na głowie.

To jest: BTadeusz

Wszysko co mamy, to wolność.

Więcej mieć nie można.
Ograniczjąc sobie wolnosć zyskujemy tożsamość.
Stąd postulat, aby jej INNYM nie ograniczać ponad konieczność. (Ponad zachowanie naszej tozsamosci).
Ale jeśli nasza tożsamość żąda czegoś od innych - to nie wynika z samoograniczenia.
Dlatego moralne prawo nie powinno wymuszać żadnych zachowań, a jedynie ograniczać mozliwosci naruszenia naszej tożsamosci ( i wolnosci).

Minimalne ograniczenia wolnosci, aby człowiek nie zaniknął, aby mógł optymalnie korzystać z tego daru wolnosci - zawiera program pn. "Dekalog".

Inne systemy "gwarancji wolnosci" ingeruja w naszą wolnośc - głębiej.

Łącząc się w grupy ludzie dobrowolnie nakładają na siebie dalsze ograniczenia wolnosci - często aspirując do wymuszania tych ograniczeń na osobach, które do grupy - dobrowolnie - nie przystąpiły.

Państwo jest taką historycznie obiektywną - grupą.
Państwo trwa tak długo, jak długo trwa wola większości jego obywateli. (Nawet, jeśli "władze" sprawuje mniejszość).
Więc najwyższą trwałość (stabilność) - spełniającą potrzeby "komponentów" państwa ma państwo będące artykulacją woli większości.

Demokracja, to nie - "władza ludu".(ta nie może być sprecyzowana).
Ale jeśli przyjąć, że "Demokracja - to procedury większościowe w stanowieniu prawa", to jakie procedury lepiej spełnią relizację woli całości?
Jest "mocniesza" procedura?
Daj sobie nadzieję!:
JOW- Warunkiem demokracji

To jest: Jerzy Przystawa

Piotr Radecki

Drogi Panie,

myślenie ma to do siebie, że jest procesem indywidualnym. Nie da się myśleć zbiorowo. Jeśli Pan uważa, ze trzeba wymyślić program itp itd, to trzeba usiąść i wymyślić, sformułować, przedstawić i przekonać do tego innych. Jeśli Pana nie urządzają programy, jakie wysunęły już niezliczone partie i grupy, to trudno, trzeba samemu zaprząc głowę i wziąć się do roboty.

A Pan tymczasem nawet nie rozumie co to są partie. Partie, z samej definicji, to "części". To są ugrupowania ludzi, których celem jest przejęcie władzy w państwie i urządzenie swoich ludzi przy władzy. Tyle wypada już dzisiaj rozumieć, jeśli ma się takie pragnienia reformatorskie, jakie Pan tutaj rysuje. W szczególności w przypadku takich partii, jakich istnienie dopuszcza partyjna ordynacja wyborcza. To są wszystko "partie nowego typu", których sens działania opisał niezapomniany Włodzimierz Iljicz Lenin. Inne, jak na razie, w Polsce nie powstały. A ponieważ powstało ich już ladnych kilkaset, to wypada zrozumieć, że to jest pewna prawidłowość socjologiczna, że to jest MECHANIZM społeczny, który do takich rezultatów prowadzi.

Dlatego Ruch JOW wzywa do opamiętania się i do zrozumienia, że to jest droga ślepa, tzw. cul de sac. Trzeba zlikwidować ten szkodliwy anachronizm i dopiero wtedy możliwa będzie budowa tego wszystkiego o co Panu chodzi. Dopóki to się nie stanie, to wszystkie wspaniałe programy będą tyle warte co papier klozetowy. I wszystko to już przerobiliśmy dziesiątki razy, bo już dziesiątki razy władza w Polsce przechodziła od jednej partii do drugiej, od jednego programu do innnego. Kropka.

JP

To jest: Piotr Radecki

czy my się o coś sprzeczamy?

cytuję Jerzy Przystawa:
Jeśli Pana nie urządzają programy, jakie wysunęły już niezliczone partie i grupy, to trudno, trzeba samemu zaprząc głowę i wziąć się do roboty.

Dlaczego samemu? Lepiej wspólnie.

cytuję Jerzy Przystawa:

Partie, (--) To są ugrupowania ludzi, których celem jest przejęcie władzy w państwie i urządzenie swoich ludzi przy władzy.
(--)
wypada zrozumieć, że to jest pewna prawidłowość socjologiczna, że to jest MECHANIZM społeczny, który do takich rezultatów prowadzi.

Właśnie, mechanizm. Dlatego proponuję inną drogę: najpierw program, potem przetarg na najlepszą partię (i posłów) do jego realizacji.

Wklejam co napisałem tutaj: http://prawica.net/node/12041#comment-250274

Trzeba ustalić cel (państwa i obywateli), do tego celu dopisać naprawdę dobry, przemyślany, na ile się da uniwersalny (dobry dla większości obywateli i zgodny z interesem państwa) program.

Ten program musi być jawnie i nieugięcie broniony przez wystarczająco mocną, liczącą się, pozapartyjną grupę obywateli (znowu ta umowna "Solidarność").

Do realizacji programu, jak do przetargu mają dopiero startować przywódcy i ich partie (najbliższe zaplecze przywódcy). Oni mają go realizować na zlecenie społeczne a nie realizować swoje cele i siebie (co często jest odległe od optimum).

Przywódcy mają udowadniać (jak przed komisją przetargową) jak rozumieją cele programowe, jakie są im przedstawione (przedmiot przetargu). Ich oferty mają przedstawiać sposoby i metody realizacji zadania jakie jest już wyznaczone, a nie ich własne programy!.

cytuję Jerzy Przystawa:

Dlatego Ruch JOW wzywa do opamiętania się i do zrozumienia, że to jest droga ślepa, tzw. cul de sac. Trzeba zlikwidować ten szkodliwy anachronizm i dopiero wtedy możliwa będzie budowa tego wszystkiego o co Panu chodzi. Dopóki to się nie stanie, to wszystkie wspaniałe programy będą tyle warte co papier klozetowy. I wszystko to już przerobiliśmy dziesiątki razy, bo już dziesiątki razy władza w Polsce przechodziła od jednej partii do drugiej, od jednego programu do innnego. Kropka.

Przecież nie kwestionuję sensu JOW.
Piszę o programie, bo program przy JOW też będzie potrzebny.

To jest: Jerzy Kałwak

Dość dawno temu, kiedy zabierano się za pisanie nowej

konstytucji dla Polski, zasugerowałem gdzieś (złośliwie), że napisanie takiego dokumentu powinno się zamówić u prawników angielskich. Po pierwsze dlatego, że u nich konstytucji nie ma, a jest państwo i jakieś dość solidne tradycje państwowe raczej ma. Po drugie dlatego, że oni nie są obciążeni polską tradycją konstytucyjną, sklecaną swego czasu z kilku obcych wpływów. Po trzecie dlatego, że nie graniczymy z Wielką Brytanią oraz jesteśmy im właściwie obojętni.

Sugeruję złośliwie, aby mechanizm ustalania tych celów itp., o których pan pisze, był podobny: dać to do ustalenia specjalistom z jakiegoś Chile czy Singapuru i przyjąć bez żadnej dyskusji. I tak będzie lepiej, niż sami byśmy to zrobili.

Wspólnie jest zwykle cieplej, to oczywiste.
--------------
aribo.pl/jerzykalwak

To jest: Piotr Radecki

jak najbardziej

cytuję Jerzy Kałwak:
konstytucji dla Polski, zasugerowałem gdzieś (złośliwie), że napisanie takiego dokumentu powinno się zamówić u prawników angielskich.

Na pewno warto mieć dystans.

cytuję Jerzy Kałwak:

Wspólnie jest zwykle cieplej, to oczywiste.

To się staje oczywiste, kiedy wokoło jest zimno.

To jest: Piotr Radecki

uzupełnienie (nie mogę już zmienic komentarza wcześniejszego)

cytuję Jerzy Przystawa:
Drogi Panie,

Jeśli Pan uważa, ze trzeba wymyślić program itp itd, to trzeba usiąść i wymyślić, sformułować, przedstawić i przekonać do tego innych. Jeśli Pana nie urządzają programy, jakie wysunęły już niezliczone partie i grupy, to trudno, trzeba samemu zaprząc głowę i wziąć się do roboty.

Jestem za głupi, żeby to samemu zrobić. Mówię poważnie (i to jest oczywiste), nie jestem Lenin.

To jest: Jerzy Przystawa

Piotr Radecki

Gdyby Pan rzeczywiście był tak skromny, za jakiego Pan się podaje ("jestem za głupi, żeby...), to by Pan nam tu nie wypisywał elaboratów, na temat tego, co powinniśmy zrobić, tylko zapytal się "a co ja mogę zrobić?" , "Co powinienem zrobić" itp. Zamiast tego Pan tu sadzi takimi wywodami, że klękajcie narody. Niech Pan się zdecyduje: albo jest Pan skromnym, poszukującym człowiekiem, i w takim razie pyta Pan i szuka, albo właśnie odwrotnie, POUCZYCIELEM co inni powinni zrobić, najlepiej wszyscy razem. Bo PRACA, jakiej wymaga stworzenie sensownego i spójnego programu, PRACA jakiej wymaga przekonanie do niego innych, Praca jakiej wymaga jego wdrożenie, wydaje się Panu za ciężka i lepiej, żeby ją wykonał ktoś inny. Kto? Ano, wszyscy razem, jakiś zbiorowy przywódca charyzmatyczny...

Nie tędy droga.

Pozdrawiam,

JP

To jest: Jerzy Kałwak

Pańskie postulaty każdy może realizować indywidualnie -

np. normalni ludzie chroniąc się przed wpływem mediów nie ogladaliby telewizji, nie słuchali radia, nie czytali gazet, nie korzystali z internetu. Natomiast wspólny interes w tym kierunku, jaki pan wskazuje, może być realizowany, gdy ludzie np. przestaną palić i pić, a zaczną biegać i ćwiczyć. To jest możliwe nawet bez zakładania jakiejś partii z naukowo opracowanym programem.

Szczerze powiedziawszy w telewizjach propaguje się taki zdrowy i aktywny tryb życia, szczególnie w reklamach. Ludzie w Polsce czytają bardzo mało, najmniej gazet codziennych i tygodników opinii, najwiecej kolorowych magazynów. Pisma artystyczne i naukowe mają nakłady po kilkaset egzemplarzy. Czy jakiś program polityczny może zmienić te upodobania? Wątpię.

Kiedy na początku stanu wojennego ludzie masowo przestali oglądać tv, wzrosła liczba urodzeń. Coś w tym jest!
--------------
aribo.pl/jerzykalwak

To jest: Piotr Radecki

no tak ale nie do końca

cytuję Jerzy Kałwak:
np. normalni ludzie chroniąc się przed wpływem mediów nie ogladaliby telewizji, nie słuchali radia, nie czytali gazet, nie korzystali z internetu.

Bo przecież nie żyjemy wyizolowani, nie na wiele się zda moja chęć pomedytowania w ciszy, jeśli sąsiedzi wokoło używają taniego sprzętu nagłaśniającego dużej mocy.

Jaki będę miał wybór, jeśli będę chciał kupować w miarę zdrową żywność, jeśli w większości okolicznych sklepów znajdę sztuczności szkodliwe w dłuższej perspektywie dla zdrowia? To, że mogę sobie kupić "eko-produkt" też nie do końca załatwia sprawę, bo jeżeli większość produktów będzie byle jaka, to przy mniejszym popycie na eko-produkty będą one dużo droższe i mniej dostępne.

Mało tego, ci ludzie z większości, którzy jedzą pseudoszynki za 14,90 zł/kg zapłacą za to nieuchronnie swoim zdrowiem (wcześniej zapłacą za lekarstwa, najpierw te dostępne bez recepty). Kiedy już środki przeciwbólowe im nie będą pomaga, to albo pojadą na drogie zabiegi i operacje albo będą zdychać (w zależności od tego, jak aktualnie dobre będzie państwo i za co będzie płacić ubezpieczalnia).

Rozumiem oczywiście, że najwięcej zależy od nas samych ale w dużym stopniu jedziemy na tym samym wózku.

dzisiaj 28 maja w telewizji

dzisiaj 28 maja w telewizji Trwam: ( mozna ogladac przez internet http://www.tv-trwam.pl/ zakladka - "na zywo" )
wystapi nasz poeta Kazimierz Węgrzyn.
Przerazajaco prawdziwy...
http://www.kjwegrzyn.pl/home,index.html

18:15 ROZMOWY NIEDOKOŃCZONE
Temat: Zrozumieć i pokochać Polskę
Goście: Kazimierz Józef Węgrzyn-poeta, dr Stanisław Krajski-filozof

oraz w Radio Maryja
o godz 21:40

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.