
Wojna gruzińska
Gorący tematWydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Na Podkarpaciu żmije obrodziły... polityczne
Autor: Wojciech Romerowicz, nie, 01/06/2008 - 21:10
Gorąco się zrobiło, to i gady wypełzają z kryjówek, żeby się wygrzać w palących promieniach słońca. Na ten przykład, dzisiaj na Podkarpaciu uparcie smażyli się w upale politycy; zwłaszcza ci z PiS i PO. Wcale nie oznacza to, że nagle pokochali ten słynący z bogatej fauny i flory zakątek Polski. Zwabiła ich tam woń nadchodzących wyborów uzupełniający do Senatu w okręgu numer 21. To będzie poligon przed prawdziwymi plebiscytami, jakie nas czekają (o ile wcześniej antychryst nie nadejdzie). Dlatego i sam premier Tusk pojawił się tej niedzieli na kresach Rzeczypospolitej. Podkarpacie, to najbardziej polski z polskich regionów naszego kraju. "My są Poloki" – powtarzali, odkąd pamiętam, moi dziadkowie. Nie jacyś tam Ślązacy, Kurpie, Kaszubi, Wielkopolanie czy Podkarpatczycy. Po prostu Polacy. Kiedyś za swoją tożsamość można tam było srogo zapłacić, kończąc żywot z siekierą w czaszce. Bez wątpienie burzliwa historia poniekąd ukształtowała charaktery mieszkańców południowo-wschodnich rubieży Polski. Jest to twardy, konserwatywny i przywiązany do swej ziemi lud. Szkoda tylko, że daje się tak potwornie kiwać macherom od "śpiewu i mas". W tamtych stronach rekordy poparcia zawsze odnotowywała prawica. Niestety, po każdy wyborach kolejne rządy zapominały o kredycie zaufania jaki dostawały od tej zacnej społeczności. W 2005 roku najlepszy wynik otrzymało tam Prawo i Sprawiedliwość. Jednak wdzięczność partii braci Kaczyńskich okazała się jakoś mało widoczna. Podkarpacie zawsze było spychane gdzieś w kąt, zawsze było przedmiotem oszczędności i cięć. To nawet nie jest Polska B. To jest Polska C albo i D. Marna infrastruktura, słabe inwestycje, kiepskie widoki na przyszłość. Podstawowym zajęciem tamtejszych rodaków są wyjazdy na saksy do Wielkiej Brytanii. Wszak tylko frajer, mając rodzinę na utrzymaniu, będzie pracował w fabryce gumy za 800 lub 900 zł (swoją drogą to niesamowite ilu magistrów można naliczyć na hali produkcyjnej). Będąc w rodzinnym Sanoku, znajomych którzy pozostali w kraju, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Dlatego krew mnie zalewa gdy widzę w telewizji Gosiewskiego i Tuska, którzy mówią, iż jadą na Podkarpacie, bo to piękny zakątek Polski. Przywloką się, powiadają bzdury, swoje zgarną i zapomną. 22 czerwca wygra pewnie facet, którego zasługi dla kraju i regionu są mi nieznane. Znana jest za to jego magnetyczna skłonność przyczepiania się do wszelkich liczący się prawicowych stronnictw. Był kolejno w ZCHN, AWS, LPR, aż wylądował w PiS. Pewnie jakby dostał konkretną ofertę od PO też by się tam odnalazł. Ja w każdym bądź razie kibicuje komus kogo znam. Ukłony |
Obawiam się jednak, Panie
Obawiam się jednak, Panie Wojtku, że niektórzy Pana znajomi z Podkarpacia przedstawiają swoich galicyjskich przodków jako "Austriaków", którzy pod przewodem Jakuba Szeli mordowali polskich panów na tym terenie. Teraz zaś ci znajomi szczycą się "herbami" z wiejskim snopem zboża:)
Byly czasy ...
Byly czasy gdy sekretarz Zimoń (ten co to na egzekutywie jak mowil stary sanocki dowcip "puscił Bąka") wychwalal pod niebiosa "syna Ziemii Krosnienskiej" ale na to nie dal sie nabrac nawet uczen "Baciarówki".
Lud się wali jako snopy...
Czyżby Wazowie mieli tam aż tylu potomków?
Chyba mamy inne oczy!
pisze Pan: "To nawet nie jest Polska B. To jest Polska C albo i D. Marna infrastruktura, słabe inwestycje". Przed wielu lat jadąc z Katowic do Lublina zrozumiałem dlaczego na "kieleckich" mówi się scyzoryki! Chałupki 4x4 metry, jedna od drugiej kilometr pod lasem. Bidoki koni nie mieli stąd miast orczykiem na wiejskich zabawach porzadek robić - dłubali się scyzorykami. Parę lat temu interesik w Skierniewicach i odbiłem turystycznie z "gierkówki" na boczne drogi. A tu reolika szkieletczyzny i to mocno zwielokrotniona! Uswiadomiłem sobie, że to skutki bliskiego kontaktu z ruskim porzadkiem. Jesli w dostatku chałup to jest tak widoczne - to zapewne mieszkańcy Czerwonego Zagłebia ze swoim poczuciem sprawiedliwości społecznej niue są osamotnieni, a wręcz przeciwnie stanowią małą cząstkę dużej społeczności. Małopolska a zwłaszcza podróż przez nią - daje wiele wskazówek, że czego jak czego ale dziadowstwa tam znacznie mniej. Jak w Poznańskiem.