Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Walka Wojciecha Sadurskiego czyli nieco o liberalizmie
Autor: Wojciech Romerowicz, nie, 08/06/2008 - 17:03
Stosunkowo niedawno, na łamach Salonu24, Wojciech Sadurski pozwolił sobie na gruntowną krytykę niektórych elementów sfery światopoglądowej wyrażanej przez redaktora Tomasza Terlikowskiego. Rzecz dotyczyła antykoncepcji i związanych z nią konotacji moralno-religijnych. Terlikowski afirmuje pewne postawy lekarzy, którzy kierując się własnymi przekonaniami, odmawiają przypisywania "pacjentom" specyfików mających zlikwidować konsekwencje prymatu popędu seksualnego nad chwilą refleksji. Prof. Sadurski wyraża zgoła odmienny pogląd. Mianowicie lekarzowi nic do tego co tam ludzie po nocach wyprawiają. Jeśli ktoś chce łykać środki wczesnoporonne, to psim obowiązkiem każdego medyka jest spełnić owo życzenie. Tego wszak wymaga idea państwa liberalno – demokratycznego. Co prawda "państwo nie powinno nakładać na ludzi takich obowiązków, które kłócą się z ich przekonaniami religijnymi" ale przecież "ta ogólna zasada dotyczy stosunków między państwem a obywatelem, choć już niekoniecznie państwem a osobą, wykonującą określony zawód". Rada Wojciecha Sadurskiego jest w tym przypadku banalnie prosta. Przecież nie ma przymusu "ubiegać się o pracę, o której wiemy, że będzie kolidowała z naszymi religijnymi przykazaniami”. Jego zdaniem „Lekarz ma leczyć a nie moralizować i odciągać ludzi od grzechu. Ma też pomagać ludziom w kontroli nad skutkami swych cielesnych działań, takich jak seks, nawet jeśli jest nimi zgorszony lub oburzony." Przytoczone tezy nasuwają na myśl szereg ciekawych implikacji i analogii. Idąc tokiem rozumowania prof. Sadurskiego należy przypuszczać, iż w państwie liberalno-demokratycznym zawód lekarza nie jest jedynym, w którym wymagana jest transparentność pewnego indyferentyzm światopoglądowego. Weźmy przykład nauczyciela. Przyjmijmy, że w klasie jest uczennica, która prowadzi się w sposób swobodny. Brutalnie konkretyzując: puszcza się na lewo i prawo, pali trawkę, pije i zachowuje się arogancko. W wizji państwa ufundowanym przez Wojciecha Sadurskiego belfer nie ma prawa interweniować. A nuż rodzice dzierlatki preferują taki a nie inny model wychowania i konstrukcji moralnej swojej pociechy. Nauczyciel zaś – parafrazując słowa adwersarza red. Terlikowskiego - ma uczyć a nie moralizować. Ta sama zasada dotyczyć winna – tak mi się wydaje – polityków. Ci to dopiero powinni wykazywać daleko idący dystans do wszelkiego autoramentu nakazów moralnych. Społeczeństwo wybrało ich po to, aby czynili egzystencje obywateli bardziej znośną i dostatnią. Jakimi metodami to będą realizować jest mało ważne. Mogą dopuszczać się najgorszych kurestw. Mogą wpędzać w nędze mieszkańców państw sąsiednich, o ile nam z tego powodu będzie lepiej. Cóż mnie obchodzi bieda np. na Ukrainie? Politycy mają za wszelką cenę – nie bójmy się ponownie dokonać recepcji myśli prof. Sadurskiego – robić nam dobrze a nie moralizować. No chyba, że celem każdego państwa liberalnego jest uszczęśliwienie za jednym zamachem nie tylko swoich obywateli, ale i wszystkich ludzi w ogóle. Nie śmiem jednak posądzać liberałów o tego typu bolszewicko-rewolucyjne zapędy. W taki o to sposób uzyskaliśmy szkic pewnych dziedzin życia społecznego, których ludzie o ugruntowanej moralności wynikającej z przekonań religijnych powinni się wystrzegać. Są one zarezerwowane dla tych, dla których ten czy inny system etyczny jest sprawą obojętną (czyli chyba tylko dla skończonych hipokrytów lub zwykłych warzyw). Tego wymaga czystość demokratyczno-liberalna. W naszej uroczej krainie osoby kierujące się w życiu zasadami religii katolickiej mogą sobie wierzyć i gadać co tam chcą ale tylko i wyłącznie u siebie w domu. Od polityki, szkół i szpitali wara. Może i zgodziłbym się z powyższym obrazkiem, gdybym uwierzył, że liberalizm jest jakimś metaświatopoglądem unoszącym się ponad innymi konstrukcjami myślowymi. Ten pierwszy co prawda toleruje istnienie tych drugich, ale dominującą rolę w kreowaniu rzeczywistości społeczno politycznej przypisuje wyłącznie sobie. Problem w tym, że niezupełnie tak jest. Abstrahując od własnych poglądów i podejmując rozważania czysto teoretyczny należy zauważyć, iż liberalizm w żadnym wypadku nie jest jakąś nad-filozofią. Jest systemem światopoglądowym takim jak wszystkie inne, czyli zawierającym w sobie określone sądy, tezy, argumentację, wnioski, wizję człowieka, rzeczywistość i wreszcie państwa. To tak jak z tym nieszczęśnikiem F.W Nietzschem, który relatywizując wszelką moralność paradoksalnie stworzył własną – moralność panów. Oczywiście myśl liberalna może wyrąbać sobie kluczowe miejsce w danych społecznościach ale nie dlatego, że jest emanacją prawdy absolutnej, którą należy bez zastrzeżeń przyjąć. Może to jedynie uczynić na drodze starcia i walki z innymi doktrynami. Jeśli zwycięży odsuwa i marginalizuje konkurencyjne systemy (tak się też gdzieniegdzie dzieje). Przeto rozumiem liberała Wojciecha Sadurskiego, iż chciałby katolicyzm zamieść jedynie do sfery prywatnych przekonań, pozbawiając go wpływu na szerszą rzeczywistość społeczno-polityczną. Ubolewam nad tym, ale w istocie tak się może stać również w Polsce. Jednak gdyby liberalizm przegrał batalię o umysły Polaków, wówczas… No cóż, jak to mówią na Podkarpaciu: wyjazd z baru! Na razie jednak walka trwa i trzeba się opowiedzieć po którejś stronie, bo inaczej życie nie miałoby sensu. Mam cichą nadzieję, że katolicka wizja człowieka mimo wszystko nie przegra bitwy z tym co proponuje prof. Sadurski. Gdyby jednak tak się stało, to podejrzewam, iż islamiści (którzy mają wyraźne problemy z chłonięciem "nowoczesnych" idei) nie będą już aż tak tolerancyjni dla państwa liberalno-demokratycznego. Ukłony! |
Nie rozumiem jak to co mówi
Nie rozumiem jak to co mówi Sadurski ma się kłócić z "moralizowaniem" nauczyciela. Wszak "moralizowanie" jest jego obowiązkiem określonym ustawowo.
Pani Małgorzatko, proszę
Pani Małgorzatko, proszę wskazać stosowny paragraf ustawy mówiący o krzewieniu określonej moralności wśród młodzieży (np. katolickiej).
"Określonej moralności"?
"Określonej moralności"? Zdaje się, że wcześniej nic nie pisał Pan o "określonej moralności" tylko o moralizowaniu, w przypadku, gdy ktoś pije, pali i zachowuje się arogancko. Art. 6 Dz.U. 97.56.357.
Pani Małgosiu, zdaje się,
Pani Małgosiu, zdaje się, że z niewłaściwej strony ugryzła Pani ten kawałek. Przykład z nauczycielem był wyrazem sarkazmu czy też ironii. Miał być absurdalny. Jeśli powiada Pani, że zawodem nauczyciela jest moralizowania, to jaką moralność ma dzieciom wpajać? katolicką, hinduistyczną czy jakąś inną? Wedle postulatu Sadurskiego o neutralności światopoglądowej w pewnych zawodach, to żadną. I tu jest pewien paradoks. No i naturalnie pisałem o określonej moralności, bo cóż to jest moralność nieokreślona? Moralizowanie zaś, to nic innego jak analiza rzeczywistości na podstawie określonego systemu moralnego. Co do artykułów, to czy jest jakiś na, nazwijmy to kolokwialnie, niezbyt dobre prowadzenie się?
PS. Ten Pani portrecik jest przepiękny :)