Jestem hitlerowcem

Doszedłem do tego wniosku, po lekturze wpisu na blogu Leszka Millera:

http://leszek-miller.blog.onet.pl/

Były premier, kandydat do Sejmu z ramienia Samoobrony, a obecnie szef jakiejś lewicowej kanapy pozwolił sobie szczegółowo opisać politykę rodzinną III Rzeszy. Jednym z atrybutów tejże polityki miał być, jego zdaniem, kategoryczny zakaz dokonywania aborcji. Oczywiście była to dla Leszka wystarczająca przesłanka, by dzisiejszych obrońców życia dzieci nienarodzonych przyrównać do nazioli.

Nie wiem czy Miller edukację pobierał z innych źródeł niż ja, czy też po prostu ujawniła się u niego typowa, lewicowa skłonność do fałszowania historii i zwykłej prymitywnej konfabulacji mającej zamieszać we łbach masom ludowym. W każdym bądź razie ekspremier, mówiąc bardzo delikatnie, pominął pewną dość istotną kwestię.

Mianowicie o ile w przedwojennych Niemczech oficjalnie aborcja była prawnie zakazana (owo prawo było dość pobłażliwe biorąc pod uwagę 500 do 600 tys. zabiegów przerywania ciąży rocznie), o tyle w okupowanej Polsce już w listopadzie 1939 r. naziści znieśli karalność zabijania dzieci nienarodzonych. Niedługo potem, bo 19 października 1941 r., oficjalnie zalegalizowali na podbitych terenach aborcję na żądanie.

Czy Leszek Miller uważa, iż hitlerowcy byli aż tak pobłażliwy dla Untermenschen, że postanowili ich obdarzyć, jakże pożądaną przez obecną lewicę, „swobodą wyboru”? Mało tego. Może na dodatek okupanci w obozach koncentracyjnych pozwalali ćwiczyć lekarzom SS dokonywanie aborcji po to, by później mogli skutecznie praktykować i pomagać w rozwiązywaniu "problemów" obywateli Generalnej Guberni? Naturalnie nawet przez chwilę nie zakotwiczyła w czaszce Millera myśl, że była to jedna z metod wyniszczania ludności podbitych terenów.

Szczerze mówiąc wynurzenia byłego SLD-owskiego barona nawet mnie specjalnie nie dziwią. Fakt, iż niektórzy politycy zdolni są do czynienia przeróżnych łajdactw, aby tylko błysnąć na pierwszych stronach gazet, przyjmuje jako normę. Tak się też dzieje przy okazji historii z brzemienną czternastolatką. Nie dość, że wrzawę czynią gryzipióry, to jeszcze wodzowie czerwonych jaczejek dorzucają swoje trzy grosze i pieprzą bzdury jak potłuczeni.