Obrazy szaleństwa

Przejrzałem niedawno swoją filmotekę. Nie jest może zbyt imponująca – prawdę mówiąc jest żałośnie uboga - ale znajdują się w niej dwa tytuły, o których wspomnieć muszę. Mało tego. Wprost nie mogę się powstrzymać, aby nakreślić na ich temat kilka słów.

Pierwszy, to "Czas apokalipsy"; obraz wyreżyserowany przez Francisa Forda Coppolę. Jego scenariusz powstał na kanwie opowiadania „Jądro ciemności” autorstwa Josepha Conrada Korzeniowskiego. Notabene w 1994 roku miała miejsce premiera filmu będącego w miarę dokładną adaptacją wspomnianego opowiadania. Niestety z ręką na sercu muszę przyznać, iż produkcja ta nie bardzo przypadła mi do gustu. Dzieło Coppoli wprost przeciwnie.

W odróżnieniu od pierwowzoru, gdzie wydarzenia osadzone są w dziewiętnastowiecznej Afryce, akcja "Czasu apokalipsy" ma miejsce w trakcie konfliktu w Wietnamie. Uogólniając, film opowiada o człowieku, który został bogiem. Ów człowiek, pułkownik Kurtz (znakomita kreacja Marlona Brando), jest jednak jedynie tajemniczym i mrocznym tłem wydarzeń. Pierwszoplanowa postać, to kapitan Benjamin Willard (Martin Sheen), oficer który otrzymał rozkaz "zakończenia" panowania samozwańczego bóstwa.

Pułkownik armii amerykańskiej Walter E. Kurtz, człowiek niezwykle uzdolniony i humanitarny, pewnego dnia znika. Okazuję się, że uszedł w głąb kambodżańskiej dżungli. Zgromadził tam wokół siebie sporą grupę tubylców i dezerterów z U.S Army, którzy zaczęli czcić go niczym boga. Kurtz na czele swej armii przemierza leśne ostępy tropikalnego lasu siejąc strach, śmierć i zniszczenie. Działa poza wszelkimi moralnymi normami pozostawiając po sobie tylko trupy i spaloną ziemię.

Kapitan Willard rusza więc wraz z załogą łodzi patrolowej w górę rzeki, by odnaleźć demonicznego pułkownika, a następnie pozbawić go życia. Kiedy dociera do twierdzy Kurtza, zastaje tam potworny obraz krwawego chaosu i nieprawdopodobnego wręcz okrucieństwa. Ruiny starej świątyni usłane są zwłokami pomordowanych i odciętymi ludzkimi głowami. Z drzew zwisają trupy. Strzelające gdzieniegdzie jęzory ognia sprawiają wrażenie, jakby ktoś z najgłębszych czeluści ziemi wydobył kawałek piekła i cisną je gdzieś w środek niedostępnej gęstwiny. Na domiar złego Willardowi i jego załodze przyglądają się gromady posępnych, uzbrojonych po zęby wyznawców Kurtza. Istne szaleństwo.

Klimat filmu jest tajemniczy, budzący grozę i niepokój. Pełni niesamowitości dodaje niezwykle sugestywna muzyka The Doors. Jednak najbardziej pociągająca w tym wszystkim jest postać samego Kurtza. Jeśli miałbym wskazać uosobienie "nadczłowieka" wedle konstrukcji Nietzschego, byłby nim nie kto innym jak mroczny pułkownik. Jednostka nieokreślona, nie dająca się zaszufladkować, umykająca przed prostą klasyfikacją. Funkcjonująca poza wszelkimi ludzkimi normami współistnienia. Właściwie to ona sama je wyznacza i narzuca swoim "owieczkom". Trudno zrozumieć cel i motywy jej działania. Wszystko to niepojęte szaleństwo zmierzające niewiadomo gdzie.

Ale czy tylko pułkownik Kurtz jest emanacją szalonego zła? W filmie widzimy obrazki przedstawiające atakujące wietnamską wioskę amerykańskie śmigłowce, przy akompaniamencie "Walkirii" Ryszarda Wagnera. Mamy ukazane - w kuriozalny niemal sposób - walki o most na rzece. Trudno jednak powiedzieć jaki jest ostateczny powód tego nieustającego mordobicia. Wydaje się, że szaleństwo jest wszędzie dookoła odciskając swe piętno na wszystkich.

"Czas apokalipsy", to doskonały film dla tych, którzy nie stronią od refleksji nad ludzką naturą, a zwłaszcza jej ciemną stroną. Zło jest bowiem osadzone w nas wszystkich. Jego pierwiastki drzemią uśpione w ludziach. Wystarczą odpowiednie okoliczności, aby wypełzło czyniąc z istoty ludzkiej bestię, której nie byliby w stanie stworzyć twórcy najkrwawszych nawet horrorów. Czyż nie mieliśmy w historii wielu podobnych Kurtzowi "nadludzi", ciągnących za sobą rzesze czcicieli, a których bezmiar zbrodni wciąż jest trudny do wyobrażenia?

Warto się czasem nad tym zastanowić, zachowując jednak pewien dystans. Zło bywa uwodzicielskie, zaś fascynacja nim staje się balansowaniem na krawędzi.

Drugi obraz, o którym chcę opowiedzieć, to serial. I to serial z gatunku science fiction. Oczywiście ktoś może mnie posądzić o zwykłe prostactwo i bezguście. Krytykę przyjmę z pokorą, jednak nie zmieni to mojej bardzo dobrej oceny "Battlestar Galactica" (Telewizja Polska wyemitowała jeden sezon tej serii).

"Gwiazda bojowa Galaktyka" zdecydowanie odbiega od tego co można zobaczyć na ekranach telewizorów jeśli idzie o seriale fantastyczno naukowe. Naturalnie nie jest to pomysł nowy. Pierwsza wersja "Galaktyki" powstał już 1978 roku, a w 1980 nakręcono jej kontynuację. Jednak najnowsza seria, z 2004 roku, w bardzo niewielkim stopniu przypomina swoich poprzedników. Ale do rzeczy.

Najprawdopodobniej w jakiejś skończonej przyszłości bądź przeszłości, gdzieś w kosmosie, ludzie zasiedlali dwanaście kolonii. Prowadzili spokojną egzystencję do czasu, aż stworzone przez nich maszyny (Cyloni), zbuntowały się i wystąpiły przeciwko swym twórcom. Wybuchła długotrwała wojna. Wreszcie Cyloni ulegli i odlecieli gdzieś w bezkresną przestrzeń. Mieli jednak powrócić.

Pewnego dnia w wyniku zdrady, maszynom udało się zneutralizować systemy obronne ludzi i przypuścić zmasowany atak. Nuklearny armagedon przetrwało niewielu. Od tej pory garstka tych, którzy wyszli żywi z totalnej zagłady musieli uciekać na pokładzie floty statków w zimny mrok kosmosu, poszukując nowego miejsca do życia – mitycznej trzynastej koloni zwanej Ziemią. W pogoni za nimi ruszają Cyloni, którzy jednak okazują się być już nie tylko maszynami. Ewoluowali i stali się podobni ludziom, a to nieco skomplikowało sprawę

Ogromną zaletą produkcji jest unikanie czarno-białych schematów. Postacie są złożone, ulegają typowo ludzkim słabościom. Czasem nie wiadomo kto jest bardziej okrutny i bezwzględny: ludzie czy maszyny. Zarówno i jedni i drudzy uwikłani są w różnego rodzaju rozterki i problemy, zaś losy poszczególnych przedstawicieli obu ras są ze sobą splątane więzami nienawiści i miłości.

W serialu padają fundamentalne pytania dotyczące tego czym jest człowieczeństwo. Obserwujemy jak wśród, pozornie niczym nie różniących się od siebie Cylonów, rodzą się indywidualności – przywódcy. Okazuje się też, że maszyny, owe istoty stworzone przez człowieka, zaopatrzone są uczucia i wiarę. Cyloni wierzą bowiem w jednego boga, podczas gdy ludzie wyznają politeizm. Pojawiają się również takie kwestie jak problem aborcji. Dla ludzi swoboda przerywania ciąży jest gwarancją wolności. Natomiast wydaje się, że głównym celem Cylonów jest dążenie do tego, aby wreszcie móc posiadać dzieci. Jest to warunek stania się "czymś więcej".

Twórcy "Battlestar Galactica" stworzyli mroczną , miejscami niemal klaustrofobiczną, atmosferę filmu. Wydaje mi się też, iż nieźle odwzorowana została fizyka przestrzeni kosmicznej. Zresztą efekty specjalne, to bardzo duży atut tego serialu.

Serdecznie zachęcam do obejrzenia "Galaktyki". Może przypaść do gustu nie tylko fanom science fiction. Bez wątpienia jest to niezwykle udany mini-serial.

Ukłony

wojciech@romerowicz.pl