Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Postęp w stronę dna
Autor: Wojciech Romerowicz, wt, 24/06/2008 - 18:48
Można sarkastycznie powiedzieć, że rodzi się nam nowa świecka tradycja. Jak donosi Rzeczpospolita, w tym tygodniu pedofile obchodzą International Boy Love Day. Celebrowanie "święta" polegać ma zapalaniu w miejscach publicznych niebieskich świeczek. Pomysł nie jest świeży. Powstał w 1998 roku i jest realizowany m.in. przez zwolenników Północno-amerykańskiego Stowarzyszenia Miłości Mężczyzn i Chłopców. Ta "uroczysta okoliczność" ma uhonorować także "chłopców, którzy zdecydowali się rzucić wyzwanie sztucznym i złym zasadom zabraniającym takiej miłości." Jednak wśród "łowców dzieci" głównym świętem jest, obchodzony 25 kwietnia, tzw. dzień Alicji. Data ta ma upamiętniać rzekomy związek Lewisa Carrolla z czteroletnią Alice Liddell. Tyle Rzeczpospolita. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że powyższy news, to pierdoła. Plotka wywleczona z jakichś marginalnych katakumb. Być może. Tyle tylko, że jeszcze tak niedawno podobnym marginesem były środowiska homoseksualistów. Dzisiaj jest to wyrazista "grupa społeczna", mająca za sobą poparcie nie tylko określonych sił politycznych, ale i aspirująca do bycia stałym elementem nowego cywilizacyjnego ładu. W związku z tym, warto pokusić się o pewnego rodzaju antycypację. Chodzi mianowicie o granice wolności, a uściślając - granice swobód obyczajowych. Niewątpliwe owe granice bezustannie się rozszerzają. Gejowscy aktywiści zaczynali od skromnych postulatów mających zagwarantować im jakieś tam "prawa". W miarę zaspokajania potrzeb następowała ich eskalacja. Dzisiaj jesteśmy w punkcie, w którym związki homoseksualne stawiane są na równi z heteroseksualnymi. Powstaje pytanie, czy na tym koniec? Wydaję się, iż logiczną konsekwencją takiego stanu rzeczy będzie dalsze oddalanie się w nieznanym kierunku barier regulujących ludzką obyczajowość. Na razie, raczej nie ma się co spodziewać konserwatywnej kontrrewolucji, która powstrzymałaby ten proces. Jeśli takowa będzie, to raczej w wykonaniu wyznawców islamu, którzy są wyjątkowo ekspansywni i jednocześnie oporni na "postępowe" nowinki. Całkiem możliwe, że w jakimś skończonym czasie pedofile, zupełni jawnie, będą uczestniczyć w marszach równości i domagać się przywilejów. W ślad za tym pojawią się teorie naukowe, udowadniające, że to przecież nie choroba tylko jedno z alternatywnych zachowań seksualnych człowieka. Głos dadzą różnej maści postmoderniści, których życiowym powołaniem jest ciągłe odwracanie kota do góry ogonem. Naturalnie temat podchwycą politycy. Wszak - jak głoszą słowa pedofilskich aktywistów przytaczane przez Rzepę - oni nie łamią prawa. Akceptują jedynie kontakty intymne, do których dochodzi za obopólną zgodą. Zresztą pierwszą, legalnie działającą, pedofilską partię mamy już w Holandii. Niemożliwe? Przecież czasy, w których małżeństwo dwóch facetów nie mieściło się w głowie przeciętnego człowieka wcale nie są tak odległe. Niemożliwe staje się możliwe, a wyobraźnia często nie nadąża za rzeczywistością. Jestem gotów się założyć, iż prędzej czy później pedofilia stanie się kolejnym etapem do pokonania w marszu "postępu", ku pełnej wolności człowieka. Tylko coś mi się wydaje, że jest to raczej wędrówka w stronę pełnego ludzkich ekskrementów dna. |
W każdym więzieniu, pedofilów trzeba chronić jak fort
bo samosądy są nielegalne. A gdy w 2000 roku prasa brytyjska ujawniła nazwiska... ojejejej. Rozwałka. Paru na liście znalazło się przypadkiem. To że kiedyś dręczono homosiów, to z przyczyn obyczajowych. Czyli wygodnictwa. Nie pasi, to złe. A pedofilów dręczy z przyczyn praktycznych. Dzieciaczki są za głupiutkie i za delikatne. Dorośli ludzie... W sumie dorosłych o umysłach dzieci spotykamy ciągle. Ale Autor rozumie, więc proszę się nie obawiać.