"Pies a buda - psychologia, testy, szkolenia, kursokonferencje"

Mam już dość tych sporów polityczno-sekciarskich! pogadajmy o czymś realnym, czyli o życiu. Może na temat wakacyjnego kiszonego ogórka?
-----------------------
Nigdy jakoś nie chciało mi się "badać" tego czegoś, co
Autor: Jerzy Kałwak, pi, 25/07/2008 - 12:55

nazywane jest IQ. Zbadałbym, obudziłoby mi się albo uśpiło i miałbym kłopot z samooceną.
------------------------
Pamiętam, jak w ostatnim
Autor: Sławek, pi, 25/07/2008 - 23:32

Pamiętam, jak w ostatnim semestrze szkoły podstawowej wysłano całą naszą klasę na testy do PORADNI, by określić predyspozycje. Komu lepiej iść do ogólniaka, komu do technikum, bo wtedy były jeszcze technika, a kto do zawodówki, albo do hufca pracy...Jak sobie przypominam, to sie składało z kilku części i w sumie trwało ładnych kilka godzin lekcyjnych. Pelna powaga i żadna tam lipa. No a na koniec kazdemu osobiście ogłaszano "werdykt". Jak przyszło do mnie, taka dość zasadniczo wyglądająca żeńska postać, najpierw spojrzała w papiery, potem na mnie, jeszcze raz na papiery i w końcu powiedziała prawie z jakąs złością: - A ty możesz sobie robic, co chcesz.
I bardzo wziąłem sobie to do serca...I do dziś nie odczuwam potrzeby naukowego dowiedzenia się o sobie czegoś więcej...
------------------------
Jako niepełny
Autor: samograf, sob, 26/07/2008 - 00:20

Jako niepełny dwudziestolatek szlajałem się ze znajomym na kopenhaskim bruku. Na deptaku zostaliśmy nagabnięci przez przez facia, który nam zaproponował darmowy personality test. Zgodziliśmy się z ciekawości. Odpowiedzieliśmy na ok. setkę pytań. Potem przetrzymano nas kilka godzin co kilka minut solennie zapewniając, że wyniki są już tuż-tuż. Dopiero, kiedy całkiem poważnie udaliśmy się do wyjścia w celu opuszczenia czcigodnego "instytutu", przedstawiono nam rezultaty badań naszych osobowości. Wynikało z nich, że jesteśmy pomimo "wysokiej" inteligencji pod każdym względem niekompetentni, pomimo "dobrych" chęci absolutnie nieskuteczni, a poza wszystkim nasze zdolności socjalne były poniżej wszelkiej krytyki, i... już nie chce mi się więcej wymieniać. Wszystkie nasze wady były jednak usuwalne, jak zapewnił nas nasz "analityk", który pokazał i objaśnił nam "naukowy" wykres. Należało tylko się zapisać na introdukcyjny kurs i przeczytać na początek kilka książek autorstwa L. Rona Hubbarda, a to w sumie kosztowało, bagatela, tylko kilkumiesięczną pensję średnio zarabiającego urzędnika. "Analityk" bardzo nalegał na natychmiastową decyzję.

Udało nam się jednak wyjść po złożeniu obietnicy, że "zastanowimy się poważnie i wrócimy tu jeszcze".

Kiedy znaleźliśmy się na ulicy, plułem na chodnik i kląłem siarczyście. Mój kolega powiedział: "I czym ty się tak przejmujesz? Te wały chciały nas zdrowo naciągnąć na kasę. Gdybym był sam, to być może dałbym się nabrać, a tak nie kosztowało nas to ani grosza. Stawiam piwo".
---------------------
Kilka miesięcy temu instytucja, w której pracuję,
Autor: Jerzy Kałwak, sob, 26/07/2008 - 08:31

zatrudniła firmę z kilkoma psycholożkami, które w cyklu wykładów i ćwiczeń miały wykształcić w kadrze zarządzającej cechy podnoszące ich umiejętności zarządzania personelem, kontakty międzyludzkie i co tam jeszcze. Przeszkadzałem tym paniom strasznie, podśmiewając się z metod i twierdzeń psychologii, ale zniosły to dzielnie. Były różne testy, wypełniałem je sumiennie. W każdym przypadku osiągałem wyniki skrajne i sprzeczne zarazem, np. choleryk, indywidualista. Było wesoło, po kilku sesjach wszyscy uczestnicy nawet mnie, nowego, polubili, szczególnie ci, którzy "odkrywali siebie" innych, niż by się komuś wydawało. W końcu ktoś za nich machał na te testy ręką i nie brał ich poważnie.
Nie twierdzę, że to szkolenie zadecydowało, ale z trzy tygodnie po nim musiałem zmienić stanowisko na całkowicie samodzielne, bowiem mój szef zaczął mi zarzucać, że nie potrafię współpracować z ludźmi. Koledzy dziwią się takiej argumentacji, w końcu raz po raz grilujemy, rechoczemy na te same tematy?! Litościwie wykluczamy wpływ psychologii na naszego szefa.
------------------
Panie Jerzy,
Autor: MagdaF., sob, 26/07/2008 - 09:45

kiedyś były takie kurso-konferencje, które miały bardziej służyć integracji (po nich szło się na wódeczkę) i pod wieczór wszyscy byli zintegrowani. Obecnie, również w szkole chodzi głównie o wydanie pieniędzy, dlatego u nas takie szkolenia głównie odbywają się wtedy, gdy kobiety powinny zająć się świątecznymi garami. Oczywiście, że nic z tego nie wynika, jak sam Pan widzi. Nawet sklasyfikować Pana nie były w stanie.No, chyba że Pan taki nieklasyfikowalny egzemplarz!!!
U nas też odbywały się spotkania z policjantami na temat zagrożeń narkomanią. Przynieśli plansze, ne których prezentowali przeróżne zioła. Gdy padło pytanie: Kiedy degustacja?, stracili wiarę w sens swych działań.
------------------
Załóżmy nowy wątek na ten temat -
nowe
Autor: Jerzy Kałwak, sob, 26/07/2008 - 15:50

"Pies a buda - psychologia, testy, szkolenia, kursokonferencje". Może być śmiesznie. Mam już dość tych sporów polityczno-sekciarskich! pogadajmy o czymś realnym, czyli o życiu.

Wyślę adminowi wklejkę z tych kilku postów nt IQ itp. Może zechce takiego wakacyjnego kiszonego ogórka?