Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Jakiej ordynacji wyborczej potrzebuje Rzeczpospolita
Autor: Jerzy Przystawa, sob, 16/08/2008 - 08:11
Pod tytułem „Jakiej ordynacji wyborczej potrzebuje Rzeczpospolita” ukazała się książka wydana przez Katolicki Uniwersytet Lubelski (Wydawnictwo KUL, Lublin 2008) pod redakcją Dariusza Dudka, Dariusza Kały i Pawła Potakowskiego. Prof.Dariusz Dudek jest kierownikiem Katedry Prawa Konstytucyjnego KUL, a recenzentem tomu był prof. dr hab. Wojciech Łączkowski, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej w latach 1994 – 1997 i sędzia Trybunału Konstytucyjnego w latach 1989 – 1997. Dariusz Kała i Paweł Potakowski to studenci KUL, działacze Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Jak wynika ze Słowa Wstępnego ks. prof. dr hab. Antoniego Dębińskiego, Dziekana Wydziału Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL, to właśnie Koło Naukowe Studentów Admininistracji i NZS Studentów KUL zainicjowało i zorganizowało w dniach 16 – 17 kwietnia 2007 międzynarodową konferencję naukową na temat wskazany tytułem książki. Książka składa się z czterech rozdziałów:
Rozdział 1. zawiera wykłady (przedstawione w wersji angielskiej i w tłumaczeniu na polski), prof. Kennetha Kempa z University of St. Thomas and St. Paul w Minnesota, USA; prof. Delaine Swensona z KUL i dra Nazara Boyko z Instytutu Administracji Publicznej przy Prezydencie Ukrainy ze Lwowa. Prof. Kemp omówił amerykański system wyborczy z punktu widzenia filozofa i historyka, a Prof. Swenson przedstawił w jaki sposób system głosowania wpływa na zaufanie publiczne w systemie politycznym. Nazar Boyko zreferował sytuację na Ukrainie i patologie panującego tam partyjnego systemu wyborczego. W rozdziale 2., obok referatu kierownika Katedry Prawa Administracyjnego KUL, ks. prof.dra hab. Sławomira Fundowicza, znalazły się referaty praktyków polityki, przede wszystkim niezwykle interesujący wykład prezydenta Zamościa, p.Marcina Zamoyskiego; Wiceprezydenta Centrum im. Adama Smitha dra Andrzeja Sadowskiego, posła Cezarego Grabarczyka i dra Przemysława Pytlaka z Lubelskiego Urzędu Pracy. Prezydent Zamościa, który od lat należy do grona Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów Miast – Patronów Honorowych Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, podniósł zasadniczy dla naszej demokracji problem odpowiedzialności w polityce, którą obecny system wyborczy do Sejmu praktycznie likwiduje. Znamienny jest tu sam tytuł wystąpienia dra Sadowskiego: „Demokracja czy dekoracja?” Rozdział 3. wypełniają wystąpienia prof. Jerzego Przystawy (Uniwersytet Wrocławski) pt. „Mityczna reprezentatywność ordynacji proporcjonalnej”, prof. Grzegorza Górskiego (KUL): „Pełna reprezentacja czy stabilny rząd”, Janusza Sanockiego (lidera Ruchu JOW): „Psychologiczne aspekty partyjnej ordynacji wyborczej”; prof. Andrzeja Czachora (Instytut Energii Atomowej): „Odwołanie posła przeze elektorat (doświadczenia kanadyjskie) i dra Jarosława Flisa (Uniwersytet Jagielloński): „Jeden mandat – cztery warianty”. Ważnym akcentem tego rozdziału jest opublikowanie Stanowiska Zarządu Krajowego NZS, w którym wyrażone zostało zdecydowane poparcie tej wielkiej organizacji studenckiej dla propozycji zmiany systemu wyborczego i wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu. Zamykający tom rozdział 4. zawiera wypowiedzi prawników konstytucjonalistów, dra Konrada Składowskiego z Uniwersytetu Łódzkiego i prof. dra hab. Dariusza Dudka z KUL. Profesor Dudek, w wykładzie pt. „Wybory w perspektywie przemian konstytucyjnych”, po przedstawieniu konstytucyjnych aspektów ewolucji ustrojowej w Polsce, stwierdza: „Konstytucja z 1997 r. nie stworzyła dostatecznych ram normatywnych dla prawidłowego i po prostu uczciwego funkcjonowania mechanizmu władzy publicznej, zaś tradycyjne rozwiązania, może dobre (albo choćby lepsze) w warunkach pierwszej połowy XX wieku – często zgoła nie przystają do współczesnej kondycji państwa, społeczeństwa i jednostki, tak w warunkach Polski postkomunistycznej, jak i w nowym kontekście politycznym.” Wielkie brawa i wyrazy uznania należą się studentom KUL, którzy wystąpili z inicjatywą zorganizowania konferencji, przekonali do niej Władze Uczelni, wykonali ogromną i znakomitą pracę organizacyjną, a na końcu także i wydawniczą. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich zasługujących na te gratulacje, ale nie mogę pominąć Marty Szymańskiej, Agnieszki Ziemeckiej, Marka Kobylarskiego i Pawła Potakowskiego, którzy – jak mi się wydaje – stanowili trzon Komitetu Organizacyjnego. Wreszcie słowa uznania należą się Władzom Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, profesorom, którzy zapewnili opiekę naukową organizatorom i wnieśli merytoryczny wkład naukowy w to ważne przedsięwzięcie. Z pewnym ubolewaniem stwierdzić wypada, że środowiska akademickie nie wykazywały dotąd specjalnej aktywności w tych zasadniczych sprawach ustrojowych, a uniwersytety polskie nie prześcigały się w udostępnianiu swoich możliwości dla poważnej obywatelskiej debaty. Przeciwnie, nie obawiając się popełnienia wielkiego błędu, można powiedzieć, że instytuty i wydziały raczej niechętnie odnosiły się do podejmowania tej tematyki i, nie chcąc się narazić wpływom kołom politycznym, do tych fundamentalnych dla państwa i narodu spraw, podchodziły asekurancko i oportunistycznie. Owszem, na różnych polskich uczelniach, odbywały się do tej pory spotkania i konferencje, na których problematyka systemu wyborczego była omawiana, ale można było odnieść wrażenie, że władze tych szkół raczej „przymykają oko” na tę niezbyt godną poparcia działalność, uznając ją za nie warty uwagi margines. Katolicki Uniwersytet Lubelski jest więc pierwszym polskim uniwersytetem, którego Władze dały dowód, że rozumieją iż to właśnie UNIWERSYTET jest tym najważniejszym miejscem,, w którym o głównych sprawach ustrojowych mówi się głośno, odważnie i krytycznie. Miejmy nadzieję, że będzie to stanowiło zachętę dla innych polskich uczelni, a w ślad za opinią akademicką pójdą i środowiska polityczne, które zrozumieją, że polityka, to przede wszystkim odpowiedzialność przed narodem i wyborcami, a nie tylko zabieganie wokół grupowych czy partyjnych interesów.
|
Kiedy autor pisze sam o
Kiedy autor pisze sam o sobie w osobie trzeciej jest to jakieś dziwne("Rozdział 3.wypełniają wystąpienia prof. Jerzego Przystawy (Uniwersytet Wrocławski) pt. „Mityczna reprezentatywność ordynacji proporcjonalnej”"). Mogę jeszcze zrozumieć Łysiaka który sam siebie cytuje pisząc w pierwszej osobie.
Bodakowski
Biję się w piersi. To skutek niewłaściwego wykształcenia. Czasy takie nastały, że dzisiaj fizycy muszą pisać o książkach, o ktorych pisać powinni humaniści, którzy z pewnością zrobiliby to lepiej, piękniej, bardziej przekonywująco i nie popełniając faux pas. No, ale nieszczescie polega na tym, że humaniści, tacy jak np. Pan Doktor, są po przeciwnej stronie. No i co zrobić, co zrobić?
Pozdrawiam, dziękując za słuszną uwagę,
JP
Nie jestem doktorem. A jak
Nie jestem doktorem.
A jak wymieniamy złośliwości to ojciec Bocheński w "100 zabobonów" w rozdziale o autorytetach zwracał uwagę by nie przenosić autorytety człowieka z jednej dziedziny (np fizyki) na inną na której się nie zna (np. ustrój polityczny).
A szczerze uważam że ma pan nie realistyczny i utopijny, pełen fanatyzmu stosunek do JOW (podobnie jak demokracji do demokracji, monarchiści do monarchia). Kiedy pojawiają się wątpliwości co do JOW to zamiast je rozwiewać reaguje pan agresją.
Uuuups!
Przepraszam, nie chciałem Pana tym doktorem obrazić!
Przed krytyką zawsze chylę czoła, na wątpliwości staram się zawsze odpowiadać. Przykro mi, że jestem odbierany jako "agresor", ale z Pana zdaje się tez nie złe ziółko, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Nie wydaje mi sie też, zebym gdziekolwiek podawał się za autorytet w dziedzinie fizyki i jeśli Pan takie wrażenie odniósł na podstawie mojego komentarza, to zapewniam Pana, że jest mylne. Napisałem, zdaje się, że jest faktem godnym ubolewania, że humaniści nie chcą pisać na temat, któremu poświęcona jest książka wydana przez KUL, a Pan mnie od razu zabobonem przez łeb!
No czyż Pan nie widzi, ze ze mnie żaden tam agresor, a wprost niewinny baranek?
Pozdrawiam,
JP
Jakich uczonych potrzebuje Rzeczpospolita?
A jak wymieniamy złośliwości to ojciec Bocheński w "100 zabobonów" w rozdziale o autorytetach zwracał uwagę by nie przenosić autorytety człowieka z jednej dziedziny (np fizyki) na inną na której się nie zna (np. ustrój polityczny).
Myślę, że Józef Maria Bocheński jednak nie ma racji. Przecież nasze życie wyrasta z NATURY. To, że większość fizyków uprawia redukcjonizm i izoluje się od nauk humanistycznych nie oznacza, że jedno z drugim nie ma związku. Wystarczy sięgnąć do intensywnie rozwijającej się dyscypliny wiedzy - teorii systemów.
Tymczasem do polityki garną się ekonomiści, skoncentrowani głównie na gospodarce.
J.M.Bocheński twierdzi :
Czy zatem odpowiedź na pytanie: co ma być - znajdziemy tylko w "delfickiej wyroczni"? Bo jesteśmy i pozostaniemy w niewoli strzałki czasu?
I w jakim celu mamy tu poznawać "owoce dobra i zła". Czyżby chodziło tylko o zaspokojenie ciekawości? Tym bardziej, że ona ciągle rośnie. Zwłaszcza gdy zaczniemy się zastanawiać jak głęboko ukryte są źródła nie tylko naszych zachowań. Wystarczy analiza sytuacji, np. gąsienic motyli z gatunku Maculinea rebeli:
A więc również nauki przyrodnicze mogłyby zmienić społeczne relacje, gdyby z tych nauk wyciągnąć wnioski.
Jako ciekawostkę, zamieszczam cytat z opracowania, którego autor -prof. Piotr Pragacz pokazuje, jak Wroński wkracza z matematyką w sferę polityki - ponad 150 lat temu:
(fragment artykułu prof. Piotra Pragacza "Życie i dzieło Józefa Marii Hoene-Wrońskiego"
Artykuł ten sumuje dwa wykłady autora na Sesji Impangi „Ku czci Józefa Hoene-Wrońskiego” 1, która odbyła się w dniach 12–13 stycznia 2007 r. w Instytucie Matematycznym PAN w Warszawie).
http://www.impan.gov.pl/~pragacz/download/wr-praga...
Jerzy Wojnar
O. Innocenty Bocheński
Józef Maria Bocheński żył z daleka od PRL i sytuacji polskiej nie znał z autopsji. Być może w nawet nie wyobrażał sobie do jakiego stopnia zwyrodnieniu uległy w Polsce wszystkie dyscypliny nauk społecznych i humanistycznych. Nie wiem czy miał pełną świadomość, że jedynymi autentycznymi profesorami tych dyscyplin w Polsce po wojnie byli ci, którzy stopnie i tytuły naukowe zdobyli jeszcze przed wojną, bo po wojnie, dla niezależnego, uczciwego badacza, szczytem kariery akademickiej był najwyżej doktorat, a nigdy habilitacja czy profesura. Jak to wyznał nie dawno jeden z szefow IPN, są instytutu naukowe, w których ponad 50% pracowników było TW! I nie miał na myśli instytutów nauk ścisłych czy przyrodniczych. III RP nie uczyniła najmniejszej krzywdy tym "mistrzom pseudowiedzy" - pozostali na swoich akademickich stanowiskach, gdzie tylko mogli tam awansowali, stali się zapleczem eksperckim kolejnych sejmow i rządów.
To nie jest przypadek, że dzisiaj o ordynację wyborczą w Polsce walczą fizycy, matematycy, inżynierowie i lekarze, a ze świecą szukać przedstawicieli prawa konstytucyjnego, nauk społecznych, hsitoryków, socjologów itp. Kiedy pojawiła się szansa na budowanie nowego ustroju RP znaleźliśmy się w sytuacji GORSZEJ niż gdybyśmy nic na ten temat nie wiedzieli! Drogę swobodnego rozwoju zakorkowali mistrzowie pseudowiedzy, obdarzeni profesorskimi tytułami, którzy do dzisiaj piorą mózgi naszych studentów tych dyscyplin.
To nie jest przypadek, że pierwszym uniwersytetem w Polsce, którego władze poparły inicjatywę poważnej konferencji na temat ordynacji wyborczej, jest Katolicki Uniwersytet Lubelski! Proszę przeczytać List do Rektora UW z okazji I Marszu na Warszawę http://jow.pl/pdf/biuletyn15.pdf.
Minęło prawie 20 lat. Z tej "pralki mózgów" najwyższy czas wyleźć.
Pozdrawiam,
JP
Jerzy Przystawa
Przeczytałem właśnie ten apel do rektora UW i ze zdumieniem widzę, że nawet nie pozwolili tam wtedy książek i broszur wyłożyć! No, na konferencji na KUL-u w 2007 r. to jednak było inaczej.
Krzysztof Kowalczyk
W wywiadzie w „Polsce”
Schetyna pisze o JOW:
„[…] Dziś nie liczy się zwykła większość parlamentarna, ale taka, która pozwala obalić weto.
Taką większość, która pozwala nie liczyć się z prezydentem, dadzą dopiero kolejne wybory.
Rozwiązaniem jest ordynacja większościowa i okręgi jednomandatowe. Musi być tak, że zwycięzca bierze wszystko. Bo mamy teraz trudną koalicję, która nie wystarcza do rządzenia.
PSL nigdy się nie zgodzi na okręgi jednomandatowe.
Być może rozwiązaniem będzie ordynacja mieszana, która zwiększy efekt wyborczy.”
Mi z konferencji na KUL-u
Mi z konferencji na KUL-u najbardziej utkwił w pamięci i spodobał się referat prof. Tomasza Kaźmierskiego "Wielka Brytania i Polska - historyczne podobieństwa, współczesne różnice", wygłoszony z pozycji emigranta do Wielkiej Brytanii, który chciał podreperować naszą dumę narodową, przypominając tradycję Sejmu Walnego i sejmików ziemskich I RP, gdzie już kilkaset lat temu wybierano posłów z JOW. Ponieważ dowiedziałem się z tego wystąpienia takich rzeczy, które nie sposób było usłyszeć na lekcjach historii, wziąłem prof. Kaźmierskiego za humanistę, ale skądże - to fizyk elektronik. No i tak jako student fizyki, który udał się na humanistyczną zdawałoby się konferencję poczułem się trochę jak u siebie, gdy dowiedziałem się, że nie tylko prof. Czachor jest fizykiem.
Nie jest tajemnicą, że to właśnie umysły ścisłe były pionierami Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, a gdzie byli wtedy ci wszyscy humaniści? Poza prof. Stępniem i prof. Kamińskim trudno mi znaleźć jakiegoś znanego humanistę, który w 1993 r. opowiadałby się za JOW.
Żałuję tylko, że nie ma w tej nowej książce referatu prof. Kaźmierskiego, ale skoro jest tylu prawników, samorządowcy, a nawet były przewodniczący PKW, to na pewno na "nalot" fizyków nie można narzekać. Wśród autorów jest wielu wybitnych specjalistów z dziedziny prawa konstytucyjnego, a brak rereratu prof. Kaźmierskiego rekompensuje mi to, że nie ma tam również referatu posła Palikota. Poseł Palikot zachował się jak narcystyczny ignorant, nie mówił jak na konferencji naukowej, ale jak na konwencji PO wygłosił tyradę przeciwko PiS-owi i ... w nogi. No cóż, takich posłów "produkuje" obecna ordynacja wyborcza. Pocieszające, że przynajmniej jego kolega partyjny, poseł Grabarczyk, mówił bardziej na temat i był gotów odpowiedzieć na pytania.
Ps. To ja wybiegłem do mikrofonu, jak Grabarczyk odpowiedział na pytania. Chciałem powiedzieć, co sądzę o przemilczaniu sprawy 750 000 podpisów zebranych za referendum m.in. o JOW w ramach akcji "4 x tak", ale zanim dostałem mikrofon pytanie w tej sprawie już padło.
Krzysztof Kowalczyk