Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Rynki finansowe - atak klonów
Autor: Robert Gwiazdowski, czw, 02/10/2008 - 11:57
Usłyszałem dziś w jednym z programów radiowych głosy kilku wybitnych przedstawicieli „rynków finansowych”, że nie wprowadzenie planu Paulsona doprowadzi do jeszcze większego kryzysu!!! Ergo – nie zabranie amerykańskim podatnikom 800 miliardów dolarów ma doprowadzić świat na skraj zapaści! Dlaczego??? No bo domy potaniały!!! W skrócie tak wygląda pokrętna argumentacja „rynków finansowych” mająca uzasadniać dlaczego podatnicy mają te „rynki” ratować. Na zdrowy rozum jak domy potaniały to ludzie, którzy chcą je kupić powinni się cieszyć! Nieprawdaż??? Przedstawiciele „rynków finansowych” straszą, że ludzie nie będą mieć pieniędzy na te tańsze domy! A wcześniej to niby mięli „pieniądze”??? NIE!!! To ich podpis pod zobowiązaniem do spłaty kredytu stawał się „pieniądzem”, za który inni kupowali domy! Czy z tego powodu, że banki przejęły własność domów, których właścicieli nie stać na spłatę rat kredytowych z powodu podwyższenia stóp procentowych, to miliony Amerykanów przeniosły się pod mosty nie mając dachu nad głową??? NIE!!! Zamiast płacić ratę kredytową, będą płacić czynsz. Czy to w czymkolwiek zmieni ich realną siłę nabywczą??? NIE!!! Owszem stracą przedsiębiorcy budowlani – mniej się buduje. Ale czy przedsiębiorstwa w sektorze rolniczym, artykułów spożywczych, naftowym, komputerowym zmniejszają zatrudnienie, albo obniżają pensje? NIE!!! Na prawdziwym rynku dokonałaby się naturalna alokcja naszego popytu – WYNIKAJĄCEGO Z NASZEJ REALNEJ SIŁY NABYWCZEJ OKREŚLONEJ WARTOŚCIĄ NASZEJ PODAŻY – w kierunku realnych towarów i usług, a nie „produktów finansowych”. Tymczasem zwolennicy i przeciwnicy planu Paulsona nie kłócą się wcale o takie „detale”. Oni się kłócą o to, kto położy łapę na pieniądzach odebranych podatnikom. Sama zasada nie wzbudza specjalnych emocji. Państwo ma przynieść ratunek rynkom finansowym! Ale co to jest „państwo”??? „Państwo” w tym przypadku to nic innego jak urzędnicy państwowi! A czy krytykowany dziś powszechnie Alan Greenspan nie był aby urzędnikiem państwowym??? Więc dokonajmy subsumpcji: w miejsce: „państwo” wstawmy: „urzędnik”. Jak będzie brzmiało takie oto zdanie: „Urzędnicy mają przynieść ratunek rynkom finansowym”! Prawda że ładnie? Cały dowcip polega na tym, że urzędnicy państwowi doskonale się rozumieją z „rynkami finansowymi” – bo to także urzędnicy, tyle że korporacyjni. Takie „klony”. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsi zarządzają pieniędzmi podatników, a drudzy akcjonariuszy. Podobieństw zaś jest o wiele więcej. - Po pierwsze i ci, i ci zarządzają nie swoimi pieniędzmi. Instrumenty są tylko inne. Urzędnik państwowy po pieniądze podatnika może wysłać policjanta. A urzędnik korporacyjny musi się bardziej natrudzić, żeby akcjonariusze sami mu tę kasę przynieśli. Ale jak już nie ma pomysłu – „formuła kredytów subprime uległa wyczerpaniu”, a próba pompowania kolejnej bańki surowcowej wzięła w łeb, to co się wtedy robi? Ano idzie się do kolegów urzędników (państwowych) i prosi, żeby wysłali do podatników policjantów. Jeżeli już urzędnicy państwowi rąbną podatnikom tę kasę – to niech przynajmniej sami odpowiadają za to co z nią zrobią. Pomysł, żeby urzędnicy państwowi kasę od podatników wyciągnęli, i oddali ją „rynkom finansowym” jest kuriozalny. To tak samo jak z OFE: podatnicy muszą płacić, a zysk z operacji mają akcjonariusze OFE i ci, którzy biorą w OFE pensje. Określenia „rynki finansowe” nadużywam z lubością, bo zaobserwowałem, że jeszcze nie tak dawno ciągle pytano przedstawicieli „rynków finansowych”, jak zareagują „rynki finansowe” na to, czy na tamto. A od kilku dni jest chyba cenzorski „zapis” na to określenie. W każdym razie przedstawiciele „rynków finansowych” nie są pytani jak zareagują „rynki finansowe” na sytuację na „rynkach finansowych”. I to jest w tym całym bajzlu pewna pociecha.
|
Zwykli Amerykanie protestują przeciwko
ordynarnemu, choć mającemu mieć sankcję prawną, rabunkowi. I reagują prawidłowo. Mają też rację, jeśli życzą zagrożonym instytucjom finansowym nieuchronnego bankructwa. Tymczasem mówi się, że upadek tychże instytucji będzie tragedią. Tylko na czyj koszt ma dokonać się ta piękna katastrofa? Winnych czy wszystkich podatników amerykańskich?
KKL
Exercitus Catholicus Regius contrarevolutioni propagandae deditus
I ci sami obywatele będą domagać się ordynarnego
choć mającego sankcję prawną rabunku, gdy stracą pracę w wyniku masowych bankructw przedsiębiotrstw pozbawionych dopływu kredytu bankowego.
Bez przesady.
Nie wszystkie banki by popłynęły z prądem historii.
KKL
Exercitus Catholicus Regius contrarevolutioni propagandae deditus
Ale by się o tym przekonać, trzeba by podjąć ryzyko.
Na początku lat 80-tych wszystkie główne banki w USA była z formalnego punktu widzenia bankrutami, co było konsekwencją bankructw krajów latynowskich, ktrym masowo pożyczano petrodolary w latach 70-tych, a które zbankrutowały w 1982 roku (to ta sam historia co z kredytami dla Polski z czasów Gierka i banructwem PRL z 1982 roku). Wtedy władze USA pozwoliły bankom przetrwać dając im zgodę na niedokonywanie odpisów tych kredytów. Pod koniec lat 80-tych USA wyszły z Zimnej Wojny jako zwycięzca.
Święte słowa!!!
Dodam jeszcze, że w żadnej z wypowiedzi zwolenników planu Pulsona, urzędników czy macherów od finansów nie słyszałem nawet małej uwagi, najmniejszej nawet analizy dotyczącej rzeczywistych źródeł kryzysu finansowego w USA. Mówi się o rozdokazywaniu, nieostrożności, itd., a przecież powinno być jasne, że musi istnieć jakiś głębszy, organiczny wręcz feler, o ile dochodzi do takich wydarzeń. Próba ratowania banków w USA przypomina próbę leczenia raka gardła ciepłym szalikiem. Nie pomoże, ale na krótką metę będzie trochę przyjemniej. Idę o zakład, że tego typu wydarzenia będą się pojawiały coraz częściej i z coraz większą intensywnością. Głównym źródłem problemów jest bowiem wprowadzenie do praktyki gospodarczej absurdalnych doktryn keynesizmu, które dały urzędnikom władzę nad gospodarka i pieniądzem. W demokracji ludowej nie jest możliwe, aby politycy i urzędnicy zrzekli się dobrowolnie takiej władzy i dlatego musi nastąpić wstrząs, jakiego nie obserwował świat, aby postawić to wszystko na nogach. Należałoby w pierwszym rzędzie przywrócić parytet złota, co ograniczyłoby urzędnikom możliwości możliwości majsterkowania przy pieniądzu. Pieniądz przestał pełnić swoją podstawową rolę miernika wartości, a stał się atrybutem władzy!!!
Zastanawiam się w takim razie, co portret cesarza robi na
awarsie tego srebrnego denara.
Otóż to! Denar jest srebrny, a nie papierowy lub virtualny
jako zapis w komputerze. I to jest jeden z podstawowych problemów, tzw pieniądz fiducjarny!
Jasne, jasne, mnie tylko chodziło o to, że nawet w czasach
starożytnych i w czasach pieniądza towarowego intymny związek władzy państwowej i pieniądza istniał, o czym zdają się świadczyć inskrypcje na monetach.
No tak, ale ten związek wcale nie był taki powszechny.
W starożytnej Grecji na przykład w zasadzie każde miasto-państwo miało swoją własną walutę, a w powszechnym zwyczaju było ozdabianie monet motywami religijnymi lub przyrodniczymi. Dopiero za czasów Aleksandra Wielkiego po raz pierwszy jego podobizna pojawiła się na greckiej monecie (i to nie za sprawą samego Aleksandra). Podobnie było w starożytnym Rzymie. Przed Cezarem powszechnie wykorzystywano wyobrażenia bogów i herosów do ozdabiania monet. Cezar chyba jako pierwszy (w Rzymie) wprowadził swój wizerunek na monety będące w powszechnym obrocie. Pieniądz w czasach starożytnych był upolityczniony w minimalnym stopniu, w porównaniu do czasów współczesnych. A to, że był wykonywany z metali i ich stopów uniemożliwiało samowolkę w jego kreowaniu, z jaką mamy do czynienia dziś. Co ciekawe już w czasach starożytnych istniała świadomość niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą pieniądz. Nie kto inny a Pliniusz Starszy zauważył, że "pieniądz dał początek chciwości, bo stworzył okazję do wymyślania praktyk lichwiarskich i zarobków bez pracy". W tychże czasach rozwinęła się także plaga fałszowania pieniądza, za które groziła kara najwyższa t.j. kara śmierci. Czasy współczesne różnią się od starożytnych tym, że współczesne rządy macherzy od finansów fałszują pieniądz i stosują praktyki lichwiarskie na potęgę i nawet włos im z tego tytułu z głowy nie spadnie. A powinien!!!
Trochę Pan idealizuje czasy starożytne.
Praktyki psucia pieniądze nie wymyślono współcześnie:
W III w. nastąpił ostry kryzys, nasilony w latach 235-270. Imperium wyniszczały ciągłe wojny domowe, którym towarzyszyły najazdy barbarzyńców. Zwalczające się armie siały spustoszenie wśród cywilów i wyludnienie dotknęło całe regiony.
Postępująca inflacja i spadek wartości monety niszczyły gospodarkę.
Oznaką trudności stała się inflacja. Cesarze psuli monetę dodając do srebra coraz większą część nieszlachetnego metalu, co w konsekwencji pogorszyło sytuację
Imperium.
Jak widać nadmiernie silna monopolistyczna władza państwowa potrafi zepsuć nawet pieniądz kruszcowy.
Zgodzę się jednak, że praktyka psucia pieniądza jest o niebo łatwiejsza teraz niż za czasów pieniądza towarowego.
Widzi pan R1a1 że gdy
pieniądz był oparty o srebro, a cesarz próbował psuć monetę dodając zamiast srebra tańszy metal - był ograniczony bo w pewnym momencie na oko widać było że to nie srebro a miedź. Podobnie było z obcinaniem monet. Był kres. Drukowanie papieru kresu nie ma.
Starożytny Rzymianin patrafił!
Over the period 218 to 268 A.D. the silver content of Roman coins dropped to one five thousandth of its original level.
Czyli w lata 218-268 zawartości srebra w rzymskich monetach spadła do 1/5000 początkowego poziomu. Jeśli dobrze liczę oznacza to 18,6 proc. średnioroczną inflację pieniądza w tym czasie.
Inflacja tak, ale tylko gdy z tego srebra
wyprodukowano dodatkowy pieniądz bez pokrycia w towarach i usługach. Ostatecznie to z czego robi się pieniądze nie ma aż tak wielkiego znaczenia, byle był to materiał rzadki lub trudno dostępny. Bardzo ciekawy przykład pieniądza podaje w swojej książce "Intrygujący Pieniądz" Milton Friedmann. Otóż na pewnej wyspie, gdzieś tam hen, w Polinezji, pieniądzem były ogromne kamienne koła, często średnicy kilku metrów i wadze wielu ton, które z naturalnych powodów nie mogły być środkiem płatniczym we współczesnym znaczeniu tego słowa. A jednak pełniły rolę pieniądza. Wymiana towarowa odbywała się na zasadzie zaufania w wypłacalność. Jak ktoś miał wielkie koło z kamienia, albo lepiej kilka był bogaczem. A najciekawszy był przypadek bogacza, który nie miał żadnego koła. Ale byli świadkowie, że był on właścicielem koła ogromnych rozmiarów, jednak podczas transportu morskiego na wyspę rozszalała się burza i łódź,a wraz z nią koło, zatonęły. Jednak nie przeszkodziło to społeczności uważać nieszczęśnika za człowiek bardzo bogatego. Bowiem pieniądz to przede wszystkim zaufanie w jego wartość, a czy ma on postać taką czy inną ma mniejsze znaczenie. Zaiste pieniądz i jego funkcjonowanie w społeczeństwach ludzkich to rzecz intrygująca.
"głębszy, organiczny wręcz feler"
Tym felerem jest slepa wiernosc ideologii wolnego handlu (free trade".
1 Wolny handel polega na zniesieniu cel importowych.
2 Przy braku cel, produkcje oplaca sie przenosic do
biednych krajow z tania sila robocza.
3 Prowadzi to stagnacji plac pracownikow i zwiekszonych zyskow
dla wlascicieli przedsiebiorstw.
4 Aby utrzymac popyt i sile nabywcza ludnosci
establiszment zadbal o latwe kredyty. Wzrost cen
domow zapewnil wzrost konsumpcji przez pozyczki na hipoteke.
5 Udzial produkcji krajowej spadl a sektor finansowy
rozkwitl. Gospodarka "rosla" bo mierzono ja od strony
finansowej.
6 Obciecie podatkow dla bogatych, wzrost wydatkow
na zbrojenia i deficyt handlowy byl kompensowany
sila dolara jako waluty swiatowej.
7. Predzej czy pozniej te skryte felery musialy dac o
sobie znac.
Odwracajac Pana rozumowanie...
sam w sobie wiekszy protekcjonizm gospodarki amerykanskiej uchronilby, jak rozumiem swiat przed kryzysem? Czy potrafilby to Pan udowodnic?
Czy nie warto byloby pochylic sie glebiej nad natura tego kryzysu? Autor i jak widac konserwatywna czesc Ameryki twierdzi, ze ow feler lezy jednak w technokratycznych regulach, nie jak Pan domniemywa, w TEJ ideologii. Ten, amerykanski rynek jest nadal w stanie dosc szybko sie samonaprawic, pomimo coraz czestszych odstepstw od "felernej" doktryny. Upadek np. EU bylby bardziej bolesny. Choc jak Pan widzi coraz trudniej nawet Amerykanom unikac niewolnorynkowych drog na skroty. Te wioda jak uwaza wielu na manowce.
Inne sztywne i protekcjonistyczne systemy (np. polski przed i za wczesnego Balcerowicza) wymagaja w razie kryzysu wielu lat przeksztalcen, aby dorownac "w sprawnosci" systemom wolnorynkowym. Plynnosci nie sa w stanie osiagnac bez przekroczenia pewnej masy krytycznej "wolnorynkowosci".
Felery systemow protekcjonistycznych, szczegolnie tych, ktore nagminnie naruszaja prawa naturalne, sa jak czytam czyms malo zauwazalnym dla mieszkanca USA. Polacy mieszkajacy w Kraju sa narazeni na ich efekty powielokroc dziennie do dzisiaj. Wszak efekty sprzecznosci systemowych, niezaleznie od ideologii bija przede wszystkich w zwyklych obywateli. Historia uczy, ze ich nasilenie jest wprost proporcjonalne do stopnia protekcjonizmu a, skrajne skutki unikania "wolnorynkowych felerow" mozna na dzisiaj odczuc najbolesniej zyjac np. w Zimbabwe czy Korei Pln.
"wiekszy protekcjonizm"?
Protekcjonizm mialby na celu uchronienie amerykanskiej
gospodarki a nie uchronienie swiata. Podalem przyczyny
problemow Ameryki a nie recepte na ratowanie swiata.
Slepa uliczka
Oznaczaloby to, ze nie widzi Pan dla rozwinietych cywilizacji, w tym USA innej przyszlosci niz stagnacja. Powiela Pan w swej idei droge UE, ktora jak wiemy nie umywala sie w swej dynamice rozwoju do wzorcow ekonomii wolnorynkowej (nie tylko USA). Czym chce Pan konkurowac z Chinami, Indiami czy Brazylia? Prosze o ekstrapolacje np. 10-letnia dynamiki ekonomii europejskiej (lat 90-tych), i tak obecnie ozywionej swieza krwia "glodnych" nuworyszy, w zestawieniu z otwartymi ekonomiami wschodu. Wszak do tego chce PAn prowadzic Ameryke.
"Klamstwa, wieksze klamstwa, statystyka."
Jest takie powiedzenie w Stanach: "Klamstwa, wieksze klamstwa, statystyka."
Gdy w latach 1950's powstawaly zalazki Unii, Europa byla daleko
w tyle za Stanami. Dzisiaj dystans jest znacznie mniejszy.
Jak to sie moglo stac bez SILNIEJSZEJ dynamiki rozwoju?
Tak zwane tygrysy dalekiego Wschodu rozwinely sie DZIEKI
protekcjonizmowi.
CHyba sie nie pogodzimy
Proste sumowanie sie kilku mniejszych, ale tradycyjnie bogatych ( nie dzieki protekcjonizmowi, ale jemu wbrew) gospodarek daje zazwyczaj jakies rezultaty. Pana przewrotny argument wskazujacy na "dynamike" rozwoju Uni w perspektywie 50 lat pasuje do cytowanej przez Pana definicji statystyki.
A ostatni Pana wniosek bardzo prosi sie o argumentacje. Czy N.B. chinski fenomen jest wg Pana bardziej efektem tradycyjnego pomaistowskiego protekcjonizmu czy moze jakichs wplywow hongkongskiej kultury ekonomicznej?
P.S. Statystyka jest najbardziej miarodajnym ze znanych sposobem oceny obiektywnych danych. Trzeba tylko potrafic sie nia poslugiwac, tak w "produkcji" jak i w interpretacji. Zna Pan jakis bardziej wiarygodny miernik?
Cła importowe z reguły służą ochronie pewnych grup interesów,
dla Kowalskiego jako konsumenta są jednak z reguły niekorzystne. Podobnie jest z monopolami, co w pewnym sensie z ograniczaniem importu przy pomocy ceł ma wiele wspólnego. Dlaczego np. za cukier w Polsce płacimy ze dwa lub nawet trzy razy więcej niż wynosi jego cena na rynkach światowych?, dlaczego samochód np. Suzuki Grand Vitara w USA kosztuje circa 24 tys USD t.j. 50 tys złotych, u nas za ten sam samochód trzeba zapłacić ponad 100 000 zł?, dlaczego średnio cena znaczka pocztowego w Europie to 45 groszy, w Polsce zaś 1.45 zł? Przykłady można mnożyć. Jeśli więc ochrona rynku cłami i przepisami ma powodować, że płacimy absurdalnie wysokie ceny i za swoje większe pensje możemy kupić mniej niż słabiej zarabiający Kowalski w krajach kapitalistycznego wyzysku z wolnym rynkiem i handlem, to zdecydowanie stawiam na ten drugi model. Tzw. ochrona rynku to ochrona producentów, a nie konsumentów i w tym sensie trąci dawnym, socjalistycznym sposobem myślenia.
Nie wszystko jest takie proste jak sie Panu wydaje. Nie wiem
jakie znaczenie ma cena znaczka pocztowego do ceł, ale protekcjonizm ma inne znaczenie niż takie uproszczenie
podane przez Pana.
Europa i Ameryka są zalewane tanimi produktami z Chin. Produkcja
włókiennicza, drobne wyroby kuchenne, komputery, buty i wiele innych wyrobów nie wytrzymują konkurencji z chińszczyzną i
upadają, ludzie tracą pracę i bez dochodów biednieją.
Wprowadzono w Europie i Ameryce ograniczenie importu chińskiego,
do określonych towarów i określonych kwot, które są ciągle
przekraczane. Państwa importujące mają deficyty handlowe.
Ostatnie informacje o szkodliwości niektórych produktów, być może
spowolni agresję chińskiej produkcji w Europie i Ameryce.
Anna
Zamknac jak ruska gielde?
Odizolowanie wlasnego rynku od wolnorynkowej rzeczywistosci nie przywroci Ameryce zdrowia. CHodzi o wypracowanie mechanizmow ekonomicznych, ktore pozwola konkurowac z tanimi ekonomiami. Jestesmy mniej dynamiczni? Drozsi? Przyzwyczajeni do komfortu, z ktorego nie potrafimy zrezygnowac. Odgrodzmy sie wiec. Tak padaly cywilizacje Pani Anno.
A co Pan proponuje? Tylko konkretnie, bez gładkich słow.
Od lat IMF stara się aby Chiny i Indie uwolniły własą walutę ze sztywnego korzystnego dla nich kursu, bezskutechnie, a Chiny i Indie to prawie 1/2 ludności.
Anna
Kurs jest korzystny dla Chin i Indii,
ale Chiny i Indie są niekorzystne, bo tam nie ma socjalu i nie opłaca się tam emigrować. Poza tym nie za bardzo jest tam co jeść. No i na dokładkę kraje te są pogańskie.
Oj brzydko
Pani Anna nawet zainstalowala sobie polska czcionke, a Pan przywala jej tak paskudnie. A nie potrafi Pan merytorycznie?
Pani Anna pisze bardzo "kontrowersyjnie" i nieraz az sie doprasza o kontre.
A tak, to jest BRUTALNY ATAK PERSONALNY.
Dziwie sie, ze Admin tego nie dostrzega, bo to u Pana nie pierwszyzna.
Dziękuję Panu za pomoc, ale p. P. jest już starszym człowiekiem
i trochę dziwakiem, więc ja po prostu ignoruję jego uwagi.
Ma jakieś fobie, zawiść czy co...
Anna
Kto wie, czy emigracja
moze nie jest w pewnych przypadkach jedynym ratunkiem dla czlowieka, by nie zgorzknial i nie zdziwaczal ...
Pozdrawiam
Emigracja może
i czasem jest ratunkiem, Pan na pewno wie lepiej, nieprawdaż. Zresztą szanowni państwo chyba do takiego właśnie wniosku doszli w swoim czasie. Ja nie musiałem się osobiście zapoznawać z całokształtem tej problematyki, więc tych spraw nie znam na wylot.
W swoim komentarzu (http://www.prawica.net/node/13779#comment-275338) tylko zwróciłem uwagę, że jeśli już emigrować, to raczej nie do Chin ani do Indii, mimo, że mają tam korzystne kursy walutowe. W gruncie rzeczy chodziło mi o to, że wychwalanie Chin i Indii jako państw stosujących właściwe rozwiązania gospodarcze jest propagandą antykapitalistyczną.
Zmiany tematu
i czasem jest ratunkiem, Pan na pewno wie lepiej, nieprawdaż. Zresztą szanowni państwo chyba do takiego właśnie wniosku doszli w swoim czasie. Ja nie musiałem się osobiście zapoznawać z całokształtem tej problematyki, więc tych spraw nie znam na wylot.
Ja nie pisalem o ratunku, ale o ratunku przed zdziwaczeniem, wiec Pana komentarz mija sie zupelnie z moim.
W swoim komentarzu (http://www.prawica.net/node/13779#comment-275338) tylko zwróciłem uwagę, że jeśli już emigrować, to raczej nie do Chin ani do Indii, mimo, że mają tam korzystne kursy walutowe. W gruncie rzeczy chodziło mi o to, że wychwalanie Chin i Indii jako państw stosujących właściwe rozwiązania gospodarcze jest propagandą antykapitalistyczną.
Ponownie zmienil Pan temat, bo nikt powyzej nie dyskutowal o emigracji. Pan wyskoczyl z emigracja jak Filip z konopii i w gruncie rzeczy kazdy wie, o co Panu chodzilo.
Jeśli każdy wie, o co chodzi,
to już jest nieźle. Pocieszające jest również to, że przynajmniej część naszych rodaków (ta rozsądniejsza część) uratowała się przed zdziwaczeniem uciekając za granicę, gdzie można żyć normalnie i skąd można krytykować tutejszych dziwaków i głupoli.
Teraz odwraca Pan
kota ogonem. Nikt Pana nie krytykowal. To Pan zaczal i niestety, tego nie mozna nazwac krytyka...
Pozdrawiam Pana wylaczajac sie.
Nie chodziło mi o krytykę
mojej skromnej osoby, bo cóż tam ja. Moje docinki są prowokowane przez protekcjonalno-bubkowaty smrodek rozpuszczany przez niektórych dyskutantów polozagranicznych.
Smrodek to idzie od Pana. Nie jest pan w stanie merytorycznie
dyskutować to stosuje Pan docinki. Prawicowiec z bożej łaski.
Trzeba śmiało powiedzieć o co Panu chodzi. Brakuje odwagi?
Stac tylko na docinki? Ani odwagi ani honoru.
Anna
Niestety, muszę Panią zablokować,
żeby przestała Pani ulepszać ten komentarz. Już jest doskonały.
Moim zdaniem to właśnie Chiny i Indie będa miały problem.
Sprzedając zagranicznym konsumentom towary po atrakcyjnych, żeby nie powiedzieć dumpingowych cenach Chińczycy i Hindusi otrzymują za swój towar przede wszystkim amerykańskie dolary i w mniejszym stopniu Euro. Jak pokazały ostatnie wydarzenia ich ogromne rezerwy walutowe nagle zostały znacznie okrojone, a w przypadku wpompowania pustego pieniądza do amerykańskiego systemu finansowego, stracą jeszcze bardziej na wartości. Wyjdzie więc na to, że Chińczycy sprzedali nam swój towar, a w zamian otrzymali coś mniej wartościowego od tego towaru, bowiem za zarobione pieniądze będą mogli nabyć znacznie mniej dóbr, niż początkowo im się wydawało. My więc mamy towar, oni papierki, których wartość gwarantuje jedynie rząd Stanów Zjednoczonych. Ale rząd ten nie jest wszechmocny i w razie wewnętrznych problemów nie do przeskoczenia poświęci dolara. Co więcej te dolary też muszą gdzieś wydać. W zasadzie jedyne państwo, gdzie mogą to zrobić bez przeszkód to USA. Może więc być tak, że wszystkie dolary wrócą do właściciela tzn. do Stanów Zjednoczonych, ale wtedy ich wartość będzie zupełnie inna niż rok czy kilka lat temu.
A jeśli chodzi o cudowny protekcjonizm i sztuczne utrzymywanie zaniżonego kursu własnej waluty w celu pobudzenia eksportu, to na przykładzie i Japonii i Korei można śmiało stwierdzić, że jest to niebezpieczna i per saldo szkodliwa droga. Po początkowym okresie dynamicznego rozwoju, następuje stagnacja z której w zasadzie nie można się wyzwolić. Jest to więc droga donikąd, ale politycznie atrakcyjna i dlatego tak chętnie przez polityków stosowana i polecana. Pouczająca jest tutaj lektura koreańskiego cudu gospodarczego, bowiem jak na dłoni widać do jakich problemów może doprowadzić uprawianie protekcjonizmów i aktywnej polityki finansowej.
Handel polega na wymianie towarowej a nie na zbieraniu pieniędzy
Jeżeli Amerykanie obniżyli wartość $, to tym samym ich towary
stały sie tańsze i tym aktywniejszy eksport. Pozwala to na utrzymanie produkcji w kraju. Chińczycy potrzebują $ na zakup
surowców. Ich waluta nie jest wymienialna.
Niska wartość ich waluty pozwala na utrzymanie niskich kosztów
i niskich cen.
Tak jest, Japonia i Korea przeszły to samo, ale uwolniły
swoją walutę po osiągnięciu pewnego standartu. Trochę bolała,
ale nie tak bardzo jak to boli przy zmianie na starcie intensywnego rozwoju. Wpływ Japonii i Korei na światowy rynek
nie był aż tak znaczny.
Amerykański dolar nie powinien tracić na wartości gdyż jest
ściągany ze światowego rynku dla amerykańskich banków
aby utworzyć płynność walutową, więc będzie drożał.
Procent bankowy idzie w górę, to ludzie nie będą pieniędzy
wydawać, a raczej będą oszczedzać.
Anna
I znów pozwolę sobie z Panią się nie zgodzić.
Po pierwsze, najważniejszym towarem eksportowym USA jest właśnie dolar. To dzięki temu, że jest on podstawową walutą w transakcjach naftowych i wymianie towarowej, oraz że w USD nominowane są rezerwy walutowe wielu państw, Amerykanie mogą wypychać problemy finansowe i gospodarcze poza terytorium USA. Utrzymywanie niskiego kursu dolara nie jest więc wcale tym, na czym Amerykanom by w najmniejszym stopniu zależało. Tym bardziej, że przecież sami muszą dużo importować.Stany Zjednoczone są krajem o ogromnym deficycie handlowym!!!
Po drugie, jeśli towary amerykańskie będą tanie, to inne kraje, importerzy, obłożą import z USA cłami, albo w inny sposób go utrudnią. Amerykanie zostaną więc ze swoimi tanimi towarami, których nikt nie będzie chciał kupić.
Po trzecie, to że Chińczycy sprzedają towary tanio, a kupują surowce drogo to jest przecież dla wszystkich niezwykle korzystne. Jeśli np. kraje arabskie sprzedają Chińczykom ropę po 100 USD za baryłkę, a nie po 40, natomiast kupują od tych Chińczyków, np. buty po 5 USD a nie 50, to przecież są, mówiąc kolokwialnie, do przodu. Gdzie tu jest problem?
Co do roli dolara to się zgadzam,ale co do oclenia towarów am.
to nie. USA ma umowy o bezcłowym handlu i ten ogromny deficyt jest właśnie tego skutkiem. Bezcłowość jest ukłonem w kierunku
amerykańskich inwestorów poza granicami USA, ktorzy produkując
tanio w Meksyku czy Chinach przywożą towary do kraju.
http://archives.cnn.com/2000/ALLPOLITICS/stories/1...
Anna
To mnie Pani zadziwiła!
Będę zobowiązany jeśli zechce Pani prostemu człowiekowi objaśnić w kilku zdaniach mechanizm tworzenia deficytu budżetowego przez bezcłowy handel.
"prostemu człowiekowi objaśnić w kilku zdaniach"
Bezclowy handel tworzy deficyt handlowy w krajach
o wyzszej stopie zyciowej. Rzad kompensuje ten deficyt
emisja pieniedzy.
Gdy produkcje przenosi sie do
krajow z tania sila robocza, realne place spadaja i spada
przyplyw z podatkow od dochodow. Zwiekszaja sie wydatki
na roznego rodzaju zasilki (dla bezrobotnych na przyklad),
opieke medyczna dla tych co stracili ubezpieczenie itd ...
No i cla wspomagaly budzet.
Pytałem damy prosząc o proste słowa
objaśniające mechanizmy a Pan się włączył i jakby najęty przez Sierakowskiego opowiada dyrdymały. Jeżeli przywiozę do kraju parę butów i sprzedam po 100 złotych to krajowiec, który ma 200 zł. kupi moje buty i jeszcze stówę przepije lub przeje co mu wyjdzie na zdrowie. Jeśli władza krajowa nałozy cło 100% to krajowiec wyda 200 złotych i zostanie o suchym pysku. Proste? Jeśli krajowy cukier kosztuje 2,3o złotego a importowany z trzciny cukrowej kosztuje złotówkę - to każdemu krajowcowi zostanie 1,30 złotego. Plantator buraka i pracownik cukrowni powinni się przekwalifikować. Gdzie Pan tu znajduje miejsce na deficyt handlowy? Ten od buraka i ten od cukrowni jak chce przeżyć niech kombinuje co tu wyprodukować dla plantatora trzciny. A z resztą - jeśli facet sprzedał mi cukier trzcinowy to dostał ode mnie MOJE pieniądze. Jego rzecz na co je wyda. Jeśli wyrzuci - mój zysk.
"powinni się przekwalifikować " Co Pan proponuje dla stoczniow-
wców?
Tak czy inaczej zubożenie nastąpi jeżeli gospodarka o wyższym standarcie i wyższych kosztach płacowych konkuruje z
z gospodarką o niższych kosztach płacowych.
Powiedzmy, że Pan jest przedsębiorcą szczęśliwie konkurującym
z importem.
Bezrobocie i zaniżone wynagrodzenie społeczności dookoła Pana
prowadzi do zaniżenia popytu. A tym samym zmusi Pana do
ograniczenia produkcji.
Anna
Pani Anno!
W kolebce "S" czyli w stoczni Gdańsk pracowało 6 tys. ludzi. pracuje tysiąc. Pięć tysięcy się przekwalifikowało bez Pani i bez mojej pomocy. Dodawanie do stoczni zarobionych przeze mnie a zrabowanych mi w podatkach pieniędzy prowadzi do zubożenia mnie i tych od których kupuję chleb, mleko i spodnie. Także uboga prządka czy szwaczka z Łodzi jest rabowana z ciężko zarabianych groszy nie tylko na potrzebną policję i wojsko ale i na deficytową stocznię gdańską. Mając dwie pary butów do wyboru - jedne zgrabne, ładne i tanie a drugie niezgrabne, ciężkie i paskudne a w dodatku drogie - wybiera Pani te buciory by wesprzeć partacza? Jeśli tak - nikt Pani nie broni wziąć udział w ściepie na kolebkę.
Ja jestem przeciwko dopłatom z budżetu nierentownym
przedsiebiorstwom. W tym ma Pan moja zgodę. Jestem za częściowym
protekcjonizme. Nie kupować trawlerów z Koreii, nawet jeżeli
są tam produkowane taniej niż w rodzinnym kraju.
Anna
Równocześnie mówi Pani tak i nie!
Jesli trawler koreański kosztuje 5 milionów a taki sam polski 6 i Pani go kupi - to stosuje Pani dopłatę z budżetu. Zwracam uwagę, że ustawia się Pani w roli dyrektora PP. Jako armator prywatny dokona Pani zukupu w Korei. Własne pieniądze przywracają rozum.
Cła zamiast dopłat.
Zakup polskiego trawlera oznacza, ze 5 milionow zostanie w kraju i bedzie sie zwielokrotniac przez stworzone miejsca pracy, zakupy czesci materialow, wydane zarobki itd, itd . Efekt koncowy bedzie znacznie wiekszy niz te piec milionow.
Jezeli clo bedzie wynosic 1 milion to cena sie wyrowna i nabywca kupi statek lepszej jakosci, jesli koreanski to polski budzet dostanie milion, jesli polski to gospodarka krajowa sie wzmocni.
Głupota jest za darmo
i korzysta Pan z tego. Powinno być nalożone cło na głupotę. Cienko by wielu śpiewało.
W momencie jak Korea wykończy konkurencję to podniesie cenę.
Anna
Wtedy JA
wejdę na rynek!
Ja nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego protekcjonizm
ma być pożyteczny. Przecież nawet najprostsza analiza pokazuje, że jest to mit, żeby nie powiedzieć, zwykłe łgarstwo. Załóżmy jednak na chwilę, że protekcjonizm jest korzystny. Jeśli tak, to należy domniemywać, że jest również korzystny w mniejszej skali, nie tylko na poziomie państw, ale również na poziomie regionów czy np. województw. Załóżmy więc dla uproszczenia, że województwo A i B mają zakłady przetwórstwa mlecznego produkującego np. kefir. Zakład w woj. A produkuje i sprzedaje kefir po 80 gr., zakład w woj. B produkuje i sprzedaje kefir po 1zł. Załoga i związki zawodowe zakładu w B, widząc niecne praktyki sprzedaży kefiru po 80 gr. wymusiły na władzach woj. B wprowadzenie ceł ochronnych. Ja, jako mieszkaniec B, muszę więc kupować kefir po 1 zł, a więc przepłacam 20 gr. i tych właśnie 20 groszy nie wydam na inne produkty, które chciałbym sobie kupić. Inny przedsiębiorca nie wyprodukuje więc tego produktu, nie zatrudni ludzi. Ochrona zakładu w B prowadzi więc w prostej linii do stagnacji i w przedsiębiorczości, i w wynalazczości i w zatrudnieniu. Brak jest rozwoju, nowych produktów, nowych biznesów tylko dlatego, że urzędniczo chroni się zakład w B. Gdzie tu jest ta korzyść z protekcjonizmu? Przecież oprócz pracowników z zakłady mleczarskiego B wszyscy na tym tracimy. Takie samo proste jak konstrukcja cepa rozumowanie można przeprowadzić na poziomie protekcjonizmu regionalnego, państwowego itd. Protekcjonizm to najprostsza droga do stagnacji, co przy dynamicznie rozwijającym się świecie, do zacofania i ekonomicznego upadku! W rachunku ekonomicznym należy bezwzględnie brać pod uwagę także utracone korzyści!!!
Pan zakłada w swoim uproszczonym modelu, że zarobki są takie
same wszędzie. A problem polega na tym, że protekcjonizm
nie dotyczy tylko towarów ale też waluty, siły roboczej,kapitału i standartów zycia.
Kiedyś kiedy pisywali Riccardo i Smith wymiana była prosta;
Anglia produkuje wełnę, Hiszpania wino, Ameryka bawełnę i wszyscy się ładnie wymieniali, bo specjalizacja była uzależniona klimattem itp.
Dziś włókna sztuczne można produkować wszędzie.
Niech Pan się zastanowi, co jest powodem deficytów handlowych?
Ten producent kefiru z zakładu B zwinie interes i się przeprowadzi
tam gdzie może produkować taniej a sprzedawać dalej będzie drogo.
Faktem będzie to, że nie będzie Pana stać na kupno, bo Pan straci pracę.
Anna
Zbyt plytko Pani siega
Pani argument w kefirowym wojewodztwie pokazuje jedynie do jakich wynaturzen i konsekwencji prowadzi protekcjonizm. Wszak Pani przeniesiony zaklad nie sprzeda drogo nigdzie indziej, tylko na protekcyjnym rynku (jesli nadal ma do niego dostep) - bedac na zasilku bezrobotnym nadal musze wiec na dodatek drogo placic za kefir. Przypomina mi to polskie uwarunkowania z niskimi placami i "europejskimi" cenami.
Problemem nie jest bowiem sam deficyt handlowy lecz jego przyczyny i konsekwencje. Pani szeroka formula protekcjonizmu potwierdza jasno, ze tworzenie sztucznych regul deformujacych rzeczywistosc daje jedynie dorazne efekty. Broni Pani drogiego zinstytucjalizowanego (obarczonego administracyjnym nawisem) rynku pracy, ktory nie radzi sobie ze sprawniejsza konkurencja?
Mozemy sie zgodzic, ze krotkotrwale manipulacje clem moga nie miec przelozenia ogolnorynkowego, ale takie manipulacje, gdy sie zaczynaja, nigdy nie sa krotkotrwale ani okazjonalne.
Ma Pani racje obawiajac sie, ze swiat moze poradzic sobie doskonale bez amerykanskich towarow, jesli nauczy sie poslugiwac ta sama technologia. Zrobi to samo taniej. Prosze zapytac siebie dlaczego. Jak nalezy sobie z tym radzic? Tak jak to robia zaawansowane cywilizacyjnie kraje. Nadal inwestowac w nauke i podnosic coraz wyzej poprzeczke know-how. Wszak to jest wyznacznik ich cywilizacyjnej supremacji. Nalezy produkowac to czego nie produkuja inni, wtedy jako dostawcy unikatow mamy szanse na utrzymanie wyzszych standardow zycia. Bo zdaje sie ze o to Pani chodzi? Lenistwo intelektualne, a w konsekwencji powielanie sztampy mozliwej do wyprodukowania w kazdym chinskim warsztaciku nie gwarantuje sukcesu i bedzie wymagalo obnizenia ceny, a wiec zysku i jakosci zycia przyssanych do supercywilizowanego cycka beneficjentow bylej supercywilizacji.
Alternatywa jest oczywiscie posiadanie jakiejkolwiek "zyly... czegokolwiek". Chodzi przeciez o unikat. Droga prostsza i nie wymagajaca myslenia, ale sily. Dlatego swiat dzieli wlasnie miedzy siebie Arktyke.
Dopłaty do rolnictwa w Europie są przejawem protekcjonizmu.
Zresztą dopłaty są stosowane w Ameryce także. Ale gdyby nie
dopłaty, rolnictwo by upadło, a Pan musiałby zaakceptować
w jadłospisie melaminę.
Anna
Co za bzdura!
Upadł by poniektóry (leniwy, głupszy, pechowy) rolnik a nie rolnictwo! Rolnictwo było jest i będzie!Inne niż dzisiaj a dzisiaj jest inne niż 100 lat temu. Rewolucja w sprzęcie do obróbki ziemi spowodowała, że całoroczne prace rolne na 10 hektarach zabierają nie więcej jak dzień- dwa dni. Pieniądze kierowane na wieś mają zatrzymać masę niewykwalifikowanych i ciemnych chłopów w ich chałupach. Socjalistyczne rządy dławią przedsiębiorców wywołując bezrobocie w miastach tym samym niwelując szansę znalezienia zatrudnienia dla mieszkańców przeludnionej wsi. Maszyna tkacka pozbawiła pracy miliony tkaczy. czy ich ktoś dotował? Kowale, szewcy, snycerze, sieciarze?
Nie wszedzie na świecie jest przeludnienie, a hodowla wymaga
pracy każdego dnia.
Maszyna tkacka dawała ten sam produkt co tkactwo ręczne. Produkcja żywności jest unikalna, jeżeli
straci się tradycje i zalesi ziemię, to zajmuje nieco czasu
aby wszystko odtworzyć. Jak panu wiadomo, zdarzają się na swiecie
smierci głodowe bo głodny człowiek nie poczeka długo na żywnośc.
Przy tym umiejętność konserwacji, przechowania, przerobki itp.
Czyzby Pan był skłonny zaakceptować melaminę w jadłospisie?
Anna
Praca każdego dnia ale
na gospodarstwie dwa tysiące hektarów. Chłop, dwu synów i małżonka. Oraz infrastruktura. W Polsce na takim areale żyje i chce "godnie" żyć co najmniej 400 rodzin 5 osobowych. To są jaja! maszyna tkacka tkała lepsze płótno a tysiąc razy szybciej. I taniej!! Dzięki maszynie dawni tkacze, którzy stracili pracę zaczęli mieć koszule na zmianę i portki na dzień powszedni i na niedzielę. Dawniej nie było ich stać. Ziemię rolną zalesi się wtedy gdy uzyska się lepszy genetycznie materiał siewny zapewniający wyższe plony z hektara. Jeśli nie, to dzięki maszynom gospodarstwo obecne z 10 ha przekształci się w gospodarstwo 2000 ha. Ludzie zbędni odejdą do innych zajęć i nie bedą pasożytować żyjąc z dotacji. Wsadzić kartofla każdy potrafi! Mnie cholera wie skąd między floksami zapyliły się pomidory. Po zimie wyrywam słoneczniki które zasiewają mi dokarmiane sikorki. Posłać Pani przepis na rewelacyjny sos paprykowy? Na kiszone ogórasy? Zapraszam na moje wędzonki! Za Konopnickiej rzewnej i naiwnej socjalistki ludzie jedli lebiodę mimo, że na wsi kwitła tradycja. Ja lebiodę traktuję Chwastoxem. A poza tym - likwidacja dopłat do europejskich ciemnych rolników uruchomi ginącą (wskutek dopłat) Afrykę i tam skończy się głód a my będziemy zalani ogromem zdrowej żywności.
Moje floksy co roku maja szary nalot. Musze je traktować roztwo-
rem siarki, a to im nie dodaje uroku. Mam też ogród i robię przetwory, chociaż w tym roku ogorki nie dopisały.
Mam za to dobre odmiany winogron i malin, bardzo dobry urodzaj.
Anna
Uspokoiła mnie Pani!
Martwił bym się bardzo jak sobie Pani poradzi podczas zbliżającej się zimy. Na globalne ocieplenie nie ma co liczyć.
brawo ten pan:-)
jak o ekonomii to z z sensem Pan gada:-)
Jak to do Pana dotarło to
Pan też dobrze rokuje!
no wie Pan
ekonomicznie to ja sie z Panem zgadzam. My na kwestie obyczajowe inaczej patrzymy:-)
Jak to możliwe
że kasa zgodna a kontrowersje istnieją? Coś sobie kojarzę, że jest Pan za przymusową tolerancją i takąż integracją kulawego ze Strusiem Pędziwiatrem? Czyż nie? To Panu przejdzie z wiekiem i doświadczeniem.
absolutnie nie
jestem za niczym przymusowy. myli Pan pojecie. To ze ja cos akceptuje/toleruje nie oznacza ze jestem za zmuszaniem do tego Pana. To ze moim zdaniem koles w gumofilach chwiejacy sie pod sklepem to menel wcale nie oznacza ze jest on menelem w Pana mniemaniu. Moze byc on arbitrem elegancji:-))).Jestem za prywatna oswiata gdzie moze Pan wybrac taka szkole gdzie Pana dziecku (genialnemu) nie beda zagrazali zadni mali idioci:-).
Co do kasy to proste. Jesli nie bedziemy skubani z kasy to mozemy koegzystowac bez problemu. Spotykac sie bedziemy tylko na ulicy:-)
A co wieku i doswiadczenia to nie takie oczywiste, wielu starcow z wiekiem dziecinnieje badz dopada ich demencja:-) (czasami starcza zlosliwosc)
Ma Pan pełną rację !
Wszak stare przysłowie mówi "im starszy tym głupszy"! Niemniej nalezy brać pod uwagę poziom wyjściowy. Durny za młodu - to na starość ani chybi członek PiS lub PO.
Ale jeśli zakład z B przeniesie swoją produkcję gdzieś,
gdzie może produkować taniej i będzie chciał sprzedawać tak drogo jak wcześniej, a ja stracę pracę, to jaki interes zrobi producent kefirów? Przecież nie będzie mógł nic sprzedać w B, bo ja tego nie kupię, więc chyba sam sobie strzeli w stopę? A po drugie jeśli przeniesie swoją produkcję poza B, to chyba narazi się na cła importowe, a więc będzie musiał sprzedawać nie po 1zł, ale po cenach konkurencyjnych względem zakładu z A, a więc po 80 groszy. Dostarczyła więc Pani sama argumentów przeciw cłom i protekcjonizmowi. Jeszcze raz powtórzę swoje zdanie: protekcjonizm jest dobry dla polityków, bo daje im narzędzia do politycznego majsterkowania w nastrojach społecznych , ale jest niekorzystny dla społeczeństwa, rozumianego jako zespół konsumentów. Poco w ogóle pracujemy? Przede wszystkim po to, aby konsumować, tzn. zabezpieczyć sobie i rodzinom byt. Tak więc jako ludzie jesteśmy przede wszystkim KONSUMENTAMI, a dopiero później pracownikami!!!
Już się pogubiłam z Pańskim AiB. Ale podam Panu przykład
z życia. Europa ma deficyt handlowy z Chinami i zaczęła stosować protekcjonizm. Ograniczyła ilość towarów jakie Chiny mogą do
Europy przywożić.
Dlaczego?
Chińskie towary są bardzo tanie. Europejskie drogie. Ludzie
kupują towary chińskie a zakłady europejski bankrutują.
Ludzie tracą pracę. Stopa życiowa spada. Stopa życiowa będzie
tak dlugo spadać aż osiągnie poziom chiński.
Jak dochody Europejczyków i Chińczykow się zrównają to wtedy
znowu nastapi zdrowa konkurencja. Kapisz?
GDP - per capita (PPP): $5,400 (2007 est.) China
GDP - per capita (PPP): $16,200 (2007 est.) Poland
W Polsce był moment kiedy zniesiono protekcjonizm i żywność
zza granicy zalała polskie rynek a rolnictwo polskie upadło.
Zresztą nie tylko rolnictwo, polskie cementownie i cukrownie.
A teraz upadają stocznie.
To są właśnie przykłady.
Tam u góry już ktoś słusznie napisał, więc powtórzę,
Tygrysy wschodu stosują protekcjonizm. Chronią własną walutę.
Chiny nie kupują prawie nic z Europy lub USA.
Anna
Tak padaja cywilizacje
Protekcjonizm Europy wobec calego swiata jest znany i legendarny. Chiny nie stanowia tu wyjatku. Europa broniac swoich rynkow nie chce sie zgodzic na rynkowe ceny towarow na wlasnym podworku. UE tworzy iluzje cenowa, ktora jest napedzana drozyzna rynku wewnetrznego. Robi sie to kosztom wlasnych obywateli, ktorzy musza skladac sie na ochrone rolnikow stoczniowcow itd. Czy to jest zrozumiale? Czy to jest fair?
Sytuacja takiego sztucznego, drogiego rynku pogarsza sie w miare "postepu" protekcjonizmu. Ekonomia EU dociazana jest nawisami luksusu - podatkowymi i administracyjnymi. Wiekszymi zazwyczaj niz w dorabiajacych sie gospodarkach funkcjonujacych na otwartym rynku. Taki rynek P wymaga wiec wiecej energii do wygenerowanie np. 1% rozwoju niz gospodarki wolne od nawisow protekcjonistycznych. Czy to jest zrozumiale?
To dziala do czasu. W przypadku kryzysu, czy niewydolnosci gospodarki P konsekwencje zaciecia sie takiej nieruchawej, sztywnej ekonomii beda dla obywateli straszne, bo wczesniej czy pozniej tama cenowa bedzie musiala peknac, degradujac "bogaczy", ktorzy nie dostosuja sie do rzeczywistosci. Luksusowe ekonomie w takich sytuacjach wszczynaly wojny dla podreperowania ujemnego bilansu gospodarki. Przyklad USA - dotychczas dosc wolnego rynku pokazuje, ze bez spektakularnych sukcesow (tzn, krotka zwycieska wojenka) nie jest to zadnym wyjsciem.
EU raczej sie tak daleko nie posunie, jak w takim razie rozladuje olbrzymi nawis poprotekcyjny z ktorego nie potrafi sie uwolnic? Najlepszym przykladem jest np. dzisiaj Francja. Ta gospodarka ledwo rzezi, popatrzmy jak zacznie boksowac, gdy dopadnie ja na dobre amerykanska zaraza. Prosze sobie wyobrazic, ze z dnia na dzien rolnictwo europejskie staje twarza w twarz ze swiatowymi cenami swoich produktow? Ta wizja wisi nad kazdym protekcyjnym rynkiem i efekty protekcjonizmu wczesniej czy pozniej beda musialy nastapic. Zawsze kosztem tych, ktorzy sie na ten protekcjonizm skladaja.
N.B. Rynek na ogol nie niszcy do konca, redukuje to co niepotrzebne. Polskie rolnictwo wcale nie upadlo, nawet za komunizmu. Bylo tlumione barierami celnymi UE i rozkwitlo po ich zniesieniu. Czy moze Pani jest w stanie udowodnic protekcjonistyczne korzenie sukcesow ekonomii azjatyckiej? Dla mnie to absurd.
W zasadzie ma pan rację, wolny rynek to naczynia połączone
i z czasem poziomy muszą się wyrównac. Chodzi o to aby proces
wyrównania nie był gwałtowny. Chodzi o to aby rozwijająca się cywilizacja osiągała poziom w górę o własnych siłach a nie
kosztem cywilizacji tej rozwiniętej.
Protekcjonizm w Azji jest bardzo prosty. Istniał kiedyś w Japonii i Korei a teraz w Chinach i Indiach. Chodzi o walutę w tych krajach.
Mimo, że te kraje partycypują w wymianie handlowej wolnego
rynku, ich waluta nie partycypuje. Utrzymują bardzo niską i sztywną cenę swojej waluty. Zarobki są bardzo niskie w porównaniu do zachodnich, ale ceny wewnątrz kraju też są niskie dla tubylcow.
Zarobki wynoszą parę dolarów dziennie, ale dolar na rynku
wewnetrznym jest bardzo drogi. Tak, więc towary tam produkowane
są tanie, a sprowadzane z zagranicy drogie.
Każdy Hindus, który mieszka w Ameryce, kiedy odwiedza rodzinę to
panisko.
Towary sprzedawane przez Chiny i Indie wytrzymują każdą konkurencję.
No dobrze, ktoś powie, ale surowce kupują po wysokich cenach.
Tak, ale sprzedają swoje towary tylko nieco niżej, po to tylko
aby wykończyć konkurncję i zarabiają krocie.
Tak się składa, że surowce nie są ulokowane, ani w Europie ani
w Ameryce. Tak, że te kontynenty tylko kupują a nie mają co sprzedawac do Chin i Indii aby wyrównać bilans.
Anna
Tygrysy azjatyckie?
Te kojarzone byly zawsze z dawnym Hongkogiem, Singapurem, Tajwanem i Korea Poludniowa, ostatnio Malezja. To byly modelowe przyklady wolnego rynku. Przyznam, ze nie znam ich polityki pienieznej, ale nie wydaje mi sie, by przy w pelni wolnym rynku protekcjonizm fiskalny byl tam uprawiany. Japonia, Chiny i Indie to chyba nieco inne przyklady. Pierwsza z nich dobrze pasuje do Pani opisu i poniosla juz swego czasu tego (protekcjonizmu) konsekwencje. Chiny i Indie to raczej rynki owszem dynamicznie, ale nadal wschodzace. Tzn, ze motorem ich rozwoju jest stopniowa liberalizacja bardzo zamknietego do niedawna rynku, a nie sam wolny rynek. Do tego o ile wiem jeszcze im daleko.
Ich sukcesow (glownie na podstawie Chin) dopatruje sie w "cudzie" uwolnienia prywatnych inicjatyw miliardow ludzi, ktory to, tak jak w Polsce po otwarciu rynkow UE, wygenerowal wzrost gospodarczy "na zapas". Tzn. pomimo jedynie polrynkowych zasad dzialania. To zapewne nadal bardzo niestabilne gospodarki, choc w tej masie nie musza chocby, wg praw statystyki obawiac sie zbyt powaznych wzlotow i upadkow, per saldo. Szczegolnie przy takim gradiecie kosztow wytwarzania i sprzedazy.
Stad Pani przyklady nie bardzo mnie przekonuja. Zawsze zastanawialo mnie, ile nalezy dodac cukru do herbaty, aby ta wreszcie wydala sie slodka. Jak widac zalezy to od stopnia niedocukrzenia organizmu - przed).
Moje przykłady są rzeczywiste. Międzynarodowy wolny rynek
to rynek bezcłowy, nic nie ma do tego polityka wewnętrzna kraju.
A takie umowy Chiny mają z USA i innymi krajami.
Cud chiński polega na tym, że jest tam więcej ludzi niz w Europie i Ameryce razem wziętych. Moje przkłady Pana nie przekonują?
Trudno. Niech Pan dalej miesza tę herbatę. Bo realnych i rzeczywistych dowodów aby podważć to co pisze to Pan nie ma.
A ujemne bilanse płatnicze Europy i Ameryki z Chinami są realne.
Anna
Czy Massachusetts jest porownywalne z Gudzaratem?
Jakie beda skutki traktowania Massachusetts na rowni z Gudzaratem? Ano takie, ze CALA produkcje i WSZYSTKIE uslugi co sie da przeniesc do Gudzaratu ZOSTANA tam przeniesione.
Oczywiscie rynkiem zbytu bedzie dalej Massachusetts. Tylko jesli place mieszkancow Massachusetts zrownaja sie z Gudzaratem to sie ten rynek ZALAMIE po wyczerpaniu sie kont na kartach kredytowych i pozyczek na hipoteki. Gospodarka sie skurczy.
Jednym z podstawowych bledow leseferyzmu jest traktowanie plac jako kosztu i koniecznego zla. Jedna place sa glownym zrodlem dochodu dla wiekszosci.
Wzrost place i rozwoj technologii nastepuje zwykle gdy jest niedobor potencjalnych pracownikow. Po wielkiej epidemii w polowie XIV wieku w Europie podniosl sie dobrobyt i przyspieszyl sie rozwoj technologii oszczedzajach prace. W wielkich cywilizacjach Egiptu i Chin panowala stagnacja technologiczna - sila robocza byla zbyt obfita i tania.
Oczywiscie logika leseferyzmu ma mala szanse na osiagniecie ekwilibrium miedzy Indiami i Stanami. Wymaga ona od mieszkancow Stanow zbyt wielkiej potulnosci. Bardziej prawdopodobne jest ze nastapi ostra reakcja polityczna, ktora w bolesny sposob przerwie budowanie wolnorynkowej utopii.
Kowalski jako konsument
Przecietny John Smith jest takze pracownikiem/producentem.
Tani import z Chin moze oznaczac niskie place, a w skali
calej gospodarki amerykanskiej demontaz bazy produkcyjnej.
Zamoznosc Ameryki opierala sie na produkcji dobr i wysokich
placach a nie na tanim imporcie. Zyc na kredyt dlugo nie mozna.
Fakt wazny ale zapominany - onstytucja amerykanska
przewiduje, ze budzet rzadu federalnego bedzie sie
opieral na ocleniu importu. Stany staly sie potega
przemyslowa na skutek protekcjonizmu. Anglia
stracila swoja pozycje po triumfiem leseferyzmu w
XIX wieku. Czy Ojcowie Zalozyciele byli socjalistami?
Ale co jest złego w niskich płacach, gdy ceny też są niskie?
Ważna jest siła nabywcza, a nie nominalny wymiar. Niedawno znajomy wrócił z USA i przywiózł buty sportowe marki Nike. Za takie buty, prawie identyczne, trzeba w naszym kochanym kraju zapłacić około 180 PLN, a ile zapłacił znajomy? 10 USD!!! Tak jest, mniej niż 25 PLN!!! Gdyby były produkowane w USA lub też ich import został obłożony cłami zaporowymi, wtedy też w USA kosztowałyby tyle, ile w Europie.
I jeszcze jedno... Dotknął Pan istotnej kwestii, przywołując konstytucję USA. Cła są źródłem zarobku rządów i tu dotknął Pan istotnej sprawy. Cła są instrumentem politycznym, a w lewicowych demokracjach ludowych, ta ich cecha spowodowała, że zostały tak ukochane przez polityków. Dzięki temu instrumentowi mogą wykazywać troskę a to o rolników, a to producentów obuwia, których rodziny poumierałyby z głodu, gdyby nie troska rządu, a to o itd., itd... (he, he...).
RE: Swiete slowa
Dodam jeszcze, że w żadnej z wypowiedzi zwolenników planu Pulsona, urzędników czy macherów od finansów nie słyszałem nawet małej uwagi, najmniejszej nawet analizy dotyczącej rzeczywistych źródeł kryzysu finansowego w USA. Mówi się o rozdokazywaniu, nieostrożności, itd., a przecież powinno być jasne, że musi istnieć jakiś głębszy, organiczny wręcz feler, o ile dochodzi do takich wydarzeń. Próba ratowania banków w USA przypomina próbę leczenia raka gardła ciepłym szalikiem. Nie pomoże, ale na krótką metę będzie trochę przyjemniej. Idę o zakład, że tego typu wydarzenia będą się pojawiały coraz częściej i z coraz większą intensywnością.
Mam dokladnie takie same odczucia. Z ta roznica, ze rescue plan przypomina mi bardziej gaszenie ognia przy pomocy strumienia nafty. Tez na chwile ogien sie przytlumi, by wybuchnac jeszcze silniej. Temu nowemu wybuchowi ognia na imie inflacja, ktora obecnie oficjalnie jest wciaz ponizej 3%, a nieoficjalnie jest obliczana na ok 9%.
Jest zdumiewajace, ze wielkie media nie mowia o istocie kryzysu [podobnie zreszta bylo i jest do dzis z wojna w Iraku].
Jest dla mnie rzecza zdumiewajaca, ze nikt nie mowi publicznie, iz wstrzykniecie 700 mld pustego pieniadza [FED wystawi czek rzadowi na taka sume] grozi wieksza inflacja [przy zadluzeniu obecnym prawie niemozliwym do wypowiedzenia i kosztem obu ostatnich wojen dochodzacych juz do 750 mld]. Albo, ze nikt sie nie zajaknie, ze moze by tak zakonczyc kosztowne wojny w celu ratowania gospodarki.
Wniosek dla mnie z powyzszych faktow jest taki, ze - po pierwsze- media partycypuja w gangsterstwie. A -po drugie- cos jest "na rzeczy" z tym drukowaniem dolara opartego na nafcie od lat 70tych, broninego [militarnie] monopolem w wymianie miedzynarodowej. I to bardzo...
Obecny kryzys najladniej wg. mnie okreslil prof. Pogonowski, nazywajac go "prywatyzacja zyskow i nacjonalizacja zadluzenia".
Zapomnialem jeszcze dodac,
ze w piatkowym ponownym glosowaniu, tzw. rescue package bedzie poszerzony o "powazne ciecia podatkowe", jako tzw. sweetener, w celu pozyskania 12 nowych kongresmenow, potrzebnych do przepchniecia ustawy.
Jak mozna inaczej logicznie wytlumaczyc, ze rzad bedzie eliminowal kryzys finansowy "drukujac" potezna ilosc wirtualnego pieniedza i jeszcze obnizajac podatki, jak nie teoria Krassimira Petrova:
http://www.gold-eagle.com/editorials_05/petrov0116...
prezentowana nie tak dawno na PN.
Troche to naiwne co Pan pisze
Najwyrazniej domniemuje Pan za duzo nie znajac amerykanskiej
specifiki.
Faktem jest, ze jak "wlascieli" (to banki maja
tytul wlasnosci az do pelnej splaty) nie stac na splate
to sie wyprowadzaja i domy sa puste czesto ulegajac ruinie.
Powody sa nieco skomplikowane ale wystarczy, ze tak jest
i juz.
Domy tanieja bo "ludzie, którzy chcą je kupić" nie moga
dostac pozyczki! Stoja puste.