Marsz o demokrację

Już w sobotę, 11 października z Placu Zamkowego w Warszawie wyruszą tzw. WoJOWnicy. Będzie to pokaźna liczba osób, która ma zamiar protestować. Jednak trzeba zwrócić uwagę, że ten protest nie będzie taki sam jak wszystkie inne. Nie będą na nim wznoszone postulaty podwyżek płac, obniżenia wieku emerytalnego, etc. Tam spotkają się ludzie, którzy nie przyjadą by żądać czegokolwiek stricte dla siebie i swoich prywatnych korzyści. Tam spotkają się działacze, którzy często poświęcając własne środki i czas walczą o demokrację.

Po raz czwarty ruszy marsz o jednomandatowe okręgi wyborcze - najważniejszy i najbardziej potrzebny dzisiaj postulat.

Czy chodzi jedynie o zwykłą procedurę wyborczą, kosmetyczną poprawę już istniejącej demokracji?

Uczestniczyłem w Konferencji organizowanej przez Towarzystwo Biblioteki Słuchaczów Prawa największej organizacji studenckiej na wydziale prawa UJ. Tam w swoim wystąpieniu postawiłem tezę: W POLSCE NIE MA PRAWDZIWEJ DEMOKRACJI. Moje wystąpienie wywołało poruszenie, wielu zarzucało mi szerzenie herezji, jednak na drugi dzień usłyszałem od głównego organizatora: „Marek, po przemyśleniu tego co mówiłeś, doszedłem do wniosku, że masz rację. Twoje wystąpienie przejdzie do historii naszych konferencji i na pewno na długo cię zapamiętamy”. Cóż się stało? Otóż przełamałem w ich mentalności zamknięte koło myślenia, mantrę, którą ich Profesorzy wmawiali im na co dzień. Otworzyłem oczy na prawdę, którą jest fakt, że nasza demokracja jest fasadowa. Jest to pogląd wyrażany również przez wiele autorytetów i specjalistów.

Prawdziwa demokracja

Prawdziwa demokracja to wola większości z poszanowaniem praw mniejszości – tak przeczytamy w większości książek. W nich też dowiemy się, że jej fundamentem są wolne wybory i wolność słowa. Cóż to za demokracja, jeżeli „wolne wybory” polegają wyłącznie na zatwierdzeniu pewnego z góry narzuconego przez partie katalogu osób? Cóż to za wolność, skoro jako kandydat niezależny nie mam szans na bycie wybranym? Czyja wola jest respektowana, kiedy Polak otrzymuję listę z ustaloną kolejnością , która sugestywnie, z góry wskazuje kandydatów. Wola narodu czy prezesa partii?

Nie możemy mówić o demokracji, kiedy nagminnie kandydat z mniejszą ilością głosów otrzymuje mandat a ten z większą nie.

Suwerenność narodu

W encyklopedii politologii pod red. Prof. M. Żmigowskiego możemy przeczytać, że podstawowym miernikiem tego czy naród jest suwerenny jest udzielana mu możliwość wyboru swych przedstawicieli

W takim razie skoro podstawą suwerenności narodu są wybory, zatem możemy w Polsce mówić o ograniczeniu suwerenności również w dziedzinie praw ustrojowych.

Lech Wałęsa niedawno powiedział na KUL, że walka o wolność prowadziła przez wiele niefortunnych kompromisów. Tak Panie Prezydencie i przez te kompromisy my dzisiaj nie możemy wybierać, jedynie dajemy głos. Wybór należy do zamkniętych koterii, elit partii.

Skutki wady systemu

Ordynacja proporcjonalna generuje niestabilne koalicyjne rządy, i przerzuca potencjał członków partii z pracy na rzecz obywateli na pracę na rzecz zamkniętych partii a głównie jej lidera. Uczy posłów bezmyślności. Bo ten głosuje zgodnie z linią partii, nie może kierować się swoją wolą czy sumieniem. Właściwie najlepiej gdy będzie bierną, mierną, lecz wierną marionetką. Nasuwa się hasło rodem z Orwela „bezmyślność jest prawomyślnością”. Każdy kto nie podda się woli prezesa wylatuje tracąc wszelką szansę na reelekcje. Partie muszą być wodzowskie, prezes staje jej głową i ciałem, jej myślą i sumieniem. Partia staje się tak ułomna, jak ułomny jest jej lider. Wszyscy, którzy się wyróżniają są lepsi od duce są na wszelki wypadek usuwani.

Na ciekawe skutki chorej ordynacji zwrócił uwagę były prezes Stowarzyszenia JOW Pan Janusz Sanocki w swojej prelekcji na Międzynarodowej Konferencji „Jakiej ordynacji wyborczej potrzebuje Rzeczpospolita?” w kwietniu 2007 r. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Zauważył w niej, że tworzenie list partyjnych generuje sytuacje, w której kandydatów na miejsca tzw. „niebiorące” często wpycha się na siłę. Ludzie ci z góry wiedzą, że nie zostaną wybrani, że przegrają, a przegrywać nikt nie lubi, ale godzą się na to ze względu na perspektywie późniejszych intratnych propozycji. Partie muszą mieć dużo kandydatów, by ci nazbierali na jej listę głosy jednak muszą im też zapewnić rekompensatę za publiczną kompromitację w postaci przegranych wyborów. To powoduje rozrost biurokracji i powiększa rzesze niekompetentnych urzędników.

JOW a wiara

Jako studentowi KULu nie wypada mi nie poruszyć tego tematu. Jeżeli zakładamy, że postępowanie człowieka i rozwój świata, dziejów, powinien odbywać się zgodnie z Bożym planem, z wolą Bożą należy zauważyć, że najlepiej Boża wola realizowana jest w demokracji. Jan Paweł II napisał w Tryptyku Rzymskim: „Kim że jest On, niewypowiedziany, samoistne istnienie, jedyny stwórca wszystkiego, a zarazem komunia osób”. Zatem, jeżeli Bóg, który jest Miłością jest zarazem Komunią osób, to najlepszym wymiernikiem Jego woli jest wola tej właśnie komunii, czyli większości społeczności.

Demokracja

Najbardziej demokratycznym systemem wyborczym jest JOW. Spełnia on oba kryteria. Wyraża wole większości, bo właśnie kandydat z największą ilością głosów wygrywa, a jednocześnie szanuje prawa mniejszości, ze względu na to, że okręgi są małe. Zwycięski kandydat może reprezentować społeczność lokalną, w której większość stanowi mniejszość etniczna w całym społeczeństwie. W Brytyjskiej Izbie Gmin jest kilkanaście partii, mimo, że jedna, zwycięska ma zdecydowaną większość, nie przeszkadza to by każda z liczących się mniejszości miała swój głoś w parlamencie. Jest to idealne połączenie woli większości z poszanowaniem praw mniejszości.

JOW a wolność słowa

Nawet na tle postulatów wolności słowa nasz Kraj wygląda słabo. Zbyt wiele jest w naszym życiu publicznym tematów tabu, zbyt wiele gloryfikacji miernoty i zajmowania się rzeczami mało ważnymi. Kiedy rzecz tyczy się spraw mało istotnych media potrafią mówić o nich dniami, przegadywać to o czym można powiedzieć w kilku słowach. Często robią problem społeczny z błahej sprawy. Natomiast kiedy chodzi o JOW media milczą jak zaklęte.

Nie chodzi o to, że słowo JOW jest przez nich zupełnie nie używane, ale nie przypominam sobie rzetelnej debaty na ten temat, przedstawienia chociaż podstawowych założeń JOW i zmian jakie przyniosą. O trzech marszach na Warszawę też nikt nie mówił. Wyjątek stanowią tu lokalne media, te z chęcią zajmują się tym tematem. To świadczy, że bosowie medialni nie kierują się dobrem obywateli tylko dbają o własne interesy. JOW spowoduje przerzucenie akcentów z Warszawy do społeczności lokalnych, „Warszawka” na tym straci a giganci medialny przestaną się u polityków tak bardzo liczyć.

W systemie proporcjonalnym to media dyktują, kto uzyska ich zainteresowanie, one kreują często zakrzywiony obraz polityków. Gloryfikują marnych, niszczą dobrych i nietuzinkowych. A my nie możemy przekonać się jaki naprawdę jest ten a ten poseł, bo okręg liczy ok. 1 mln mieszkańców. Dlatego nasze wybory są podejmowane na zasadzie: kto jest fajny a kto nie bo sika po krzakach, vide: „Fakt” – najbardziej „poczytliwy” dziennik. Media zamiast rzetelnie informować o wszystkim co ważne kreują i stają się gwarantem patologicznego partyjnego systemu. Nijako go legalizują. A że robią to z uwagi na własne partykularne interesy wydaje się to tym bardziej obrzydliwe.

Wniosek jest taki, że do zmiany ustrojowej i wprowadzenia JOW potrzebna jest siła. Nie możemy liczyć na polityków i na media od nich uzależnione. Możemy liczyc jedynie na siebie i własny wysiłek. Potrzeba by do Warszawy 11.X zjechali się ci, którzy nie patrzą na swe prywatne korzyści, potrafią myśleć przyszłościowo i patrzeć na Polskę jako na dobro wspólne. JOW nie jest lekarstwem na wszystkie nasze bolączki, ale może stanowić dobry początek dla odnowy naszej Drogiej Ojczyzny.

Polska powstanie na pewno, jest to tylko kwestia czasu, jednak by ten czas przybliżyć warto poświęcić jeden dzień i wykrzyczeć w Warszawie nie skargi na niskie płace, nie bolączki osobiste, nie narzekania, wykrzyczeć receptę na odnowę naszej polityki, życia publicznego, wykrzyczeć, że Polacy żądają Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Każdy rok, każde wybory proporcjonalne są ze stratą dla Polaków, najwyższy czas przełamać ustrojowy impas. Udział w marszu traktuje jako swój obowiązek, wyraz troski o byt mojej Ojczyzny. Jako zobowiązanie wobec moich przodków, którzy potrafili poświęcić swe życie za jej wolność i moich przyszłych dzieci, które, chciałbym, by żyły w wolnej i bogatej Ojczyźnie.


Marek Kobylarski
inne publikacje autora...
student IV roku prawa, członek Stowarzyszenia JOW www.jow.pl

To jest: Karol Jasiński

ad

Jako przeciwnik demokracji, paradoksalnie umiarkowanie popieram tę "najbardziej demokratyczną" ordynację wyborczą. Dzięki niej jakiś konserwatysta może dostać się do sejmu, bo szans na przekroczenie progu wyborczego partie prawicowe nie mają. To może być jedyna droga wprowadzenia do parlamentu ludzi Prawicy. Tak, na marginesie, drogi Marku, "ulubionym ustrojem Pana Boga" jest monarchia! Chociażby dlatego, że władza króla pochodzi od Boga, a nie od woli ludu. Watykan jest monarchią absolutną!
Nie wydaję mi się także, jak piszesz, że wola Boga najlepiej wyraża się w woli większości. Zgodzisz się przecież, że Hitler, wybrany demokratycznie nie spełniał Jego woli? Albo obecny rząd Hiszpanii, promujący dewiacje i zabijanie nienarodzonych.

Wolę Boga najlepiej może spełnić katolicki monarcha postępujący w zgodzie z Dekalogiem, gdyż jest on wolny od kaprysów tłumu.

Pozdrawiam:)

"Konserwatyzm nie powinien być partią, lecz normalną postawą każdego człowieka honoru."
Nicólás Gómez Dávila

To jest: inpefessa

Jeszcze Polska nie zginęła,

póki ma takich synów.
Gratuluję rodzicom i pozdrawiam.

inpefessa

To jest: Jerzy Przystawa

POznaniak

Teraz, kiedy już autokary są wynajęte i zawijamy kanapki na drogę, ani Pan jest w stanie sobie wyobrazić ile ja się muszę nasłuchac tłumaczeń i usprawiedliwień, dlaczego ten i tamten i ów nie moze pojechać jutro do Warszawy! Ja nawet sam nie byłbym w stanie wpaść na tyle najróżniejszych powodów. "Ja, zawsze, zawsze jestem z tobą i popieram, tylko, niestety, akurat tak się złożyło, że..." Ja nawet nie chcę tego słuchać, a muszę, bo nie chcę, zeby mój oddany sojusznik na mnie sie obraził i więcej już się nie pokazał! Bo on przecież CHCIAŁ! No, a jeśli chciał,to zrobił strasznie dużo i klękajcie narody! Bo przecież wielu w ogóle NIE CHCE, więc jak ja mógłbym mieć pretensje do kogoś, kto chciał, a potem się okazało, ze nie mógł!

Jakoś tak nie bywa, kiedy wybierają się na wakcacje, albo na grzyby...No, ale cicho, sza, ,..

Jest tak, jak pouczał nas Marszałek Piłsudski: "Polacy chcieliby mieć niepodległość i własne państwo, tylko bez przelania kropli krwi i wydania grosza."

Na szczęście są Polacy i Polacy....

JP

To jest: inpefessa

Mieszkam pół godziny od Pl. Zamkowego,

pójdę robić tłok, choć na moje oko brakuje tam cylindra, aby powstała jakaś ukierunkowana siła.

Może i dobrze, że obiecuje się zwolennikom JOW tylko blood, sweat, and tears.

inpefessa

To jest: Prawicowiec

To i tak nieźle,

że doszedł Pan do fazy autokarów i kanapek. Moje doświadczenia są bardziej zniechęcające. Na ostatnie otwarte spotkanie robocze Prawicy RP (wrzesień 2008) zapraszałem wszystkich jej członków, których nominalnie było 190.

Przyszło nas czterech, zmieściliśmy się przy jednym stoliku w kawiarni, i tylko jedna osoba ze 186 nieobecnych usprawiedliwiała się nawałem innych obowiązków.

To jest komentarz do http://prawica.net/node/13804#comment-276764.

To jest: Apfelbaum

Zbyt dużo Antykomunizmu.

Uniemożliwia poważne traktowanie Prawicy RP.

To jest: Prawicowiec

Słowo „antykomunizm” piszemy

małą literą. W programie Prawicy RP dekomunizacja zajmuje 1/28 miejsca, czyli stanowi ok. 3,6% treści programowej. Jeśli to jest dla Apfelbauma za dużo, to znaczy, że Apfelbaum nie ma nic przeciwko komunizmowi i komunistom.

To jest: Apfelbaum

Ale zajmuje jakieś 80 % treści wpisów lidera.

Natomiast jestem przeciwnikiem komunizmu, ale nie komunistów. Ludzie mogą przecież pobłądzić intelektualnie. Prawo do błędu jest dość rozsądnym rozwiązaniem.

To jest: Prawicowiec

Moje wypowiedzi na tematy ideowe,

gospodarcze, kulturowe, społeczne były prawicową reakcją na opinie autorów tekstów lub dyskutantów. Nie wydaje mi się, aby 80% tutejszych dyskusji obracało się wokół komunistów i ich agentów, jednakże w przypadku takiej dyskusji zabierałem głos popierając antykomunizm, dekomunizację i deagentyzację.

Przystąpienie do partii komunistycznej wymagało od kandydata szczególnej kwalifikacji moralnej, nie zaś intelektualnej. Kwalifikacja ta przejawiała się w głębokiej demoralizacji.

Podpisanie deklaracji członkowskiej partii komunistycznej nie może być zaliczone do błędów intelektualnych, jest natomiast aktem woli wynikającym ze zdemoralizowania. Postult dekomunizacji sprowadza się do żądania, aby ludzie zdemoralizowani nie pełnili funkcji publicznch w państwie polskim.

To jest: Apfelbaum

Z punktu widzenia władzy...

...moralność i niemoralność osób niełamiących obowiązującego prawa powinna być tematem tabu.

To jest: Prawicowiec

Nie jestem pewien,

czy właściwie odczytuje Pan słowo „demoralizacja” w moim komentarzu.

Chodziło mi o to, że podpisanie deklaracji członkowskiej partii komunistycznej jest przejawem demoralizacji, ponieważ jest świadomym, dobrowolnym, czynnym, instytucjonalnym poparciem immanentnego zła, jakim jest komunizm.

To jest: Apfelbaum

Tak...

...i co z tego wynika? Złamanie prawa?

To jest: Prawicowiec

Z tego wynika,

że komunistów nie należy zatrudniać tam, gdzie potrzeba ludzi uczciwych, bo zdeklarowani komuniści nie są uczciwi, co udowodnili swym postępowaniem. To samo dotyczy agentów.

Ponieważ widzę, że mam Pan trudności z uzmysłowieniem sobie tego, posłużę się analogiami. Na przykład nie należy zatrudniać zdeklarowanego złodzieja do pilnowania pieniędzy ani zdeklarowanego pedofila do opieki nad dziećmi.

I tu Pana popieram. Jak

I tu Pana popieram. Jak ktoś nie zdał egzaminu z uczciwości i był esbekiem albo TW to nie powinien pełnić żadnych funkcji publicznych, bo nie ma do tego predyspozycji.

To jest: Prawicowiec

Według mnie dotyczy to

również byłych członków PZPR, ZSL i SD.

To jest: Apfelbaum

Dlaczego pan zakłada, że komunista to człowiek nieuczciwy?

A może to pracodawca zdecyduje? Bo z tego, co pan pisze wynika, że zakazuje pan wyborcą "zatrudnić" nieuczciwych posłów nawet, jeśli mają pragnienie takiego zatrudnić, oraz zabrania pan premierowi zatrudniać "nieuczciwych" pracowników. I to jest zupełnie niezrozumiałe.

Ja mam pomysły jak

Ja mam pomysły jak poprawić Wam frekwencję na tych spotkaniach. Na razie poprawiam frekwencję na każdym wątku, w którym się wypowiadam :D
Czekam na propozycje współpracy...

To jest: Prawicowiec

Nie doczeka się Pan,

ponieważ nie zgadza się Pan z treścią deklaracji społecznej Prawicy RP.

To jest: Krzysztof Laskowski

Solidna prawica w demokracji stanowi

jedynie ogryzek, bo znacznie bardziej pociągający dla ludzi jest socjalizm, tak jakby zapomnieli, że bez demokracji, czy to w wyadniu z JOW-wami, czy to bez JOW-ów, da się żyć. Co więcej, kultura, gospodarka, religia mogą kwitnąć bez tak zwanego najlepszego ustroju na świecie.

Ostatecznie wszystko i tak kręci się wokół własnego ogona, wskutek czego wracamy do punktu wyjścia, czyli stosunku do dawnego reżymu i sposobu jego zmiany - ewolucyjnego lub rewolucyjnego. Mnie generalnie demokracja w obecnym wydaniu nie podoba się. Wątpię, by jej wersja z JOW-ami była zasadniczo odmienna. Twierdzenie, że większość zawsze wybiera najlepszego kandydata, jest głęboko naiwne. Demokracja prowadzi do słabości i upadku. Historia w tym względzie jest nieubłagana.

KKL

Exercitus Catholicus Regius contrarevolutioni propagandae deditus

To jest: PIOTR73

Czy wolę Boga

może spełnić muzułmński król? A hinduski Raja ? A może to tylko zarezerwowane dla Katolików?
Poste życie - wzniosłe myślenie .

Jeżeli mowa o demokracji...

...to można obronić tezę, że jedynym na świecie państwem rzeczywiście demokratycznym jest Szwajcaria. Mimo tego, że JOW tam nie ma.

To jest: Jerzy Przystawa

Indris

Na Pana zawsze można liczyć, jak na solidnego dywersanta, zupełnie tak, jakby Pan zarabiał na pisaniu takich kawałków.

Jakie państwo jest "jedynym na świecie państwem rzeczywiście demokratycznym", to kwestia definicji i takie dywersyjen uwagi można spokojnie puszczać w internet, bo odpowiedzialności przeciez żadnej nie ma. A definicji demokracji jest pewnie tyle ilu mądrali ma ochotę na ten temwt się wypowiedź.

A konkretnie to można powiedzieć, że JOW, owszem, w Szwajcarii są, w wyborach do Rady Kantonów.Poza tym Szwajcaria jest państwem federacyjnym i kazdy składnik tej federacji tworzy swoje prawa. Ordynacja do Parlamentu Federalnego jest skomplikowana, nawet w porównaniu z Polską, aczkolwiek w odróżnieniu od polskiej respektuje bierne prawo wyborcze obywateli.

Natomiast jest ciekawostką, że bardzo nie wielu Szwajcarów rozumie to skomplikowane prawo wyborcze i są przekonani, ze mandat dostaje ten, kto zdobywa więcej głosów. W głowie sie normalnemu Szwajcarowi nie mieści, że mogłoby być inaczej! Ale własnie jest inaczej! Wiem o tym, bo na ten temat rozmawiałem z wieloma wykształconymi Szwajcarami. Nie, to nie może być prawda! Nie wierzą i już. Widać, że tam też nie brakuje "indrysów", ktorym płacą za to, zeby wszyscy wierzyli, ze to jest demokracja idealna.

JP

Definicja demokracji...

...powstała ok 2500 lat temu w Grecji. Za encyklopedią: "Demokracja, ludowładztwo, termin określający rodzaj rządów, w którym władza należy do ogółu obywateli danego państwa (greckie demos – lud, kratos – władza)."

Wszystkie inne definicje, to rodzaj tzw. ściemniania.
Szwajcarzy nie muszą się zagłębiać w skomplikowane prawo wyborcze, skoro wiedzą, że najważniejsze ich zdaniem sprawy mogą rozstrzygnąć sami.

To jest: BTadeusz

A innego systemu ludowładztwa opartego na niewolnictwie

Pan nie zna?
W Szwajcarii nie ma niewolnictwa.
Czy jest?
A kto pracuje w demokracji?
Bo lud - nie pracuje - lud rządzi i walczy.

W sensie dosłownym nie da się niestety tej definicji przenieść na XXi wiek.

W zależności, co Pan za demokrację przyjmie - co i rusz znajdzie Pan różniste przykłady "ideałów".
Próbuje Pan rozwodnić własny, czy nasze mózgi?

Jeśli niewolników "dopisać" do obywateli i machnąć ręką na podziały "klasowe", to pojęciem bliższym demokracji, niż mętne "ludowładztwo" (bo co to właściwie znaczy w oderwaniu od "ludu" - utrzymywanego przy życiu przez niewolników?) byłoby respektowanie woli większości.
Bo wówczas wola (jakaś forma deklaracji woli) jest artykułowana. A jak wyartykułować wolę ludu nie precyzując procedury?

Pańskim ideałem wydaje się być rzeczpospolita szlachecka.
To rzeczywiscie dobrze przybliża ateński sens demokracji.
A czy rzeczpospolitej szlacheckiej bliższy jest JOW, czy Szwajcaria?... To wcale nie jest oczywiste, ze Szwajcaria.
Nie sądzę, aby Pan nie rozumiał problemu, więc jedyną Pańską motywacją wydaje się być "przeciw JOW" - bez realnej propozycji konstruktywnej i naprawczej dla Polski - więc - sianie zamętu.
Nie wstyd Panu?

W Szwajcarii niewolnictwa nie ma

A lud i pracuje i rządzi.

To jest: BTadeusz

No to model ateński nie pasuje.

Lud - ateński i lud szwajcarski, to co innego.
Więc definicja "ludowładztwa" określa co innego.
Więc nie może Szwajcaria być najlepszą demokracją w rozumieniu definicji, którą Pan przywołał.
Nie rozumie Pan?
Czyżby?

Definicja pasuje

Bo zmieniło się pojęcie ludu. Niewolnictwa w definicji nie było.

To jest: Krzysztof Laskowski

W starożytnych Atenach do głosującego

demosu zaliczali się dorośli wolni Ateńczycy, synowie wolnych Ateńczyków i wolnych Atenek. Ich procent w stosunku do wszystkich mieszkańców Aten nie był zbyt duży, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę kobiety, niewolników, wolnych obywateli innych miast greckich i nie-Greków.

Dziś demosem są wszyscy dorośli niepozbawieni prawa wyborczego. Udział procentowy zwiększył się, ale mądrość raczej nie. Zapewne gdyby dzisiejsi wybierający mieli wybrać między Temistoklesem a Kreonem, wybraliby drugiego, a pierwszego z radością wysłaliby na wygnanie, bo byłby zbyt mądry.

KKL

Exercitus Catholicus Regius contrarevolutioni propagandae deditus

To jest: Marek Bekier

To oczywiście ścisła

To oczywiście ścisła informacja historyczna lecz w sporze o samoą definicję demokracji prawie bez znaczenia. Chodzi o to, że p. indris upiera się przy "ludowładztwie" a p. BTadeusz przytomnie zauważa, że jedyny realny wyróznik demokracji to "procedury większościowe". Jeśli "lud" jak w dawnej Grecji jest mniejszością to może rządzić większością jeśli ma jakąś inną przewagę, zwykle siłową. W Szwajcari może rządzić lud rozumiany jako wszyscy dorośli obywatele bo te rządy są znacznie ograniczone przez prawo i tradycję. Oni nie robią referendum z byle powodu. W wiekszości innych wypadków rację ma p. BTadeusz.
- - - - - -
Marek Bekier

Procedury większościowe...

...obowiązują również w referendach szwajcarskich. O wyniku każdego referendum decyduje głos większości głosujących. Dla systemu szwajcarskiego istotne jest to, że każda decyzja parlamentu może być zakwestionowana i ewentualnie obalona w referendum.

To jest: BTadeusz

Jednak Pan nie zrozumiał, Panie Indris.

Nikt nie twierdzi, że Szwajcaria nie jest demokracją.
Ale nie w sensie "ateńskim" - w sensie "szwajcarskim".
Szwajcaria jest więc pewnym modelem demokracji, ale powiedzenie, że najlepszym - jest nadużyciem.
I rzeczywiście referendum JEST PROCEDURĄ WIEKSZOŚCIOWĄ.
Ale Pan nie chce uogólnić demokracji na stosowanie procedur większościowych w podejmowaniu decyzji zbiorowych...
Czy Pan chce?
Bo zaczynam się gubić.
Dla demokracji bardziej symptomatyczna jest procedura większościowa, czy Szwajcaria, czy Ateny, czy bezsensowne (jak juz ustaliliśmy) - ludowładztwo?

Demokracja to ludowładztwo

Zawsze tak twierdziłem.

To jest: BTadeusz

Panie Indris - guzik to kogo interesuje, co Pan twierdzi

w zakresie definicji.
Może Pan twierdzić, że Ziemia jest płaska, bo kula, to pańskim zdaniem - płaszczyzna.
Gdyby wszyscy tak przyjęli, to słowo demokracja byłoby tyle warte, co socjalizm.

Demokracja potocznie, intuicyjnie - jest rozumiana, jako system o największym indywidualnym wpływie członka społeczności na decyzje dotyczące praw i wolnosci wspólnoty. Wpływie wynikającym ze świadomosci, a nie z niewiedzy.
A ludowładztwo bardziej kojarzy się z:
"a na drzewach, zamiast liści...."
... Z głupim tepym demonstrowaniem siły tłumu...
A to jest "demokracja uliczna", albo socjalizm... i z tym co jest w Szwajcarii nie ma nic wspólnego.

Wpadł Pan - sam Pan zauważył, że w Szwajcarii SĄ PROCEDURY WIĘKSZOŚCIOWE - że one stanowią o demokracji - a nie zadne "ludowładztwo" - które w swej przyzwoitości - powinien Pan zdefiniować - bo jest tak mętne, jak kwintesencja "mętniactwa".
Więc - do dzieła...

Na początek proponuję zdefiniowanie "ludowładztwa" w samolocie z 300ma osobami na pokładzie.
Ja - w polemice - zdefiniuję "procedury większościowe" w tej samej sytuacji.

Porównamy sens moich procedur i Pańskiego ludowładztwa.

Ludowładztwo...

..to formalnie przekład na język polski greckiego słowa "demokracja". Merytorycznie oznacza to, że lud (rozumiany jako ogół obywateli) ma ostateczny głos w każdej sprawie odnoszącej się do wspólnoty jeżeli sobie tego życzy.
Realizowane to jest m. in. w ten sposób, że każda ustawa ustanowiona przez parlament może być na żądanie określonej liczby obywateli poddana pod referendum, które decyduje o jej losie.

Procedury wyborcze w wyborze parlamentu nie oznaczają demokracji, jeżeli parlament może ustanowić prawo wbrew woli ludu.

Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno.

To jest: BTadeusz

To nonsens:

cytat:
lud (rozumiany jako ogół obywateli) ma ostateczny głos w każdej sprawie odnoszącej się do wspólnoty jeżeli sobie tego życzy.

Co będzie, jeśli zechce kierowac tym samolotem poprzez "łódzką włókniarkę"?
Co będzie, jeśli uchwali zmaianę tabliczki mnożenia?
Albo deficytowy budżet?

Jeśli to ludowładztwo - a mieści się to w Pańskiej wykładni - to większego kretyństwa, niż ludowładztwo - ludzkość nie wymysliła.

A fakty są uparte

Szwajcaria istnieje i ma się nieźle. Tabliczka mnożenia nigdzie nie jest stanowiona przez prawo. Deficytowe budżety są w większości państw na świecie i bez ludowładztwa.

A ja jestem za modelem

A ja jestem za modelem ateńskim.

Szwajcaria oazą demokracji?!

Paweł z Warszawy

W Szwajcarii zmusza się ludzi do odbywania służby wojskowej,pod groźba wiezienia,to rzeczywiście jest bardzo wolnościowe.

popieram marsz i

wszystko, co robicie. Niestety sam nie mogę uczestniczyć, ale mówiłem o Marszu znajomym.

-----
11 października 2008, marsz na Warszawę, Plac Zamkowy
Walczmy o swoje prawa z Ruchem na Rzecz JOW - www.jow.pl

To jest: Olgierd Sroczyński

Maszerujecie państwo w imieniu wielu demokracji?

Dobra, bom niezrozumiany - poprawi ktoś może tego byka w tytule?
_______________
Die Truppen von morgen
Sie geben uns Geleit
Marschieren auf die Zukunft
In eine neue Zeit

To jest: Prawicowiec

Nie piszemy „wyborcą”,

tylko „wyborcom” – i na tej uwadze możnaby właściwie niniejszą dyskusję zakończyć, jako że poniżej pewnego poziomu, nawet językowego, żadna dyskusja nie ma sensu.

W drodze wyjątku skomentuję jednak pańskie uwagi. Po pierwsze, ja nikomu niczego nie zabraniam, postuluję jedynie, aby ludzie nieuczciwi, zdemoralizowani, nie mogli reprezentować państwa polskiego.

Po drugie, to, że komunista jest człowiekiem nieuczciwym, nie stanowi tu założenia, tylko wniosek. Podstawą do tego wniosku jest fakt, że komunista dobrowolnie, świadomie, czynnie i instytucjonalnie poparł zbrodniczy system komunistyczny. Człowiek uczciwy czegoś takiego nie robi.

To jest komentarz do http://www.prawica.net/node/13804#comment-277088.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.