Sterowiec JOW
Autor: gościnnie, śr, 08/10/2008 - 13:34
Witam,
Wszystkim, którzy wsparli naszą akcję "sterowiec" chciałbym bardzo, bardzo serdecznie podziękować w imieniu swoim oraz naszego Stowarzyszenia. Reakcja na prośbę była natychmiastowa. W ciągu 4 dni zebraliśmy kwotę przewyższającą nasze oczekiwania i mogliśmy zakupić sterowiec dużo lepszej klasy. Całkowity koszt sterowca wyniósł 5300 zl brutto. Na konto wpłynęło 5 415 pln.
Mam nadzieję, że spotkamy się w sobotę na Placu Zamkowym, gdzie wspólnie napełnimy go helem. Cała Warszawa zobaczy, że JESTEŚMY!
Potwierdziła się moja teoria, że co jak co, ale na was można liczyć!
Do zobaczenia w sobotę!
Piotr Krajewski z Wrocławia
w razie pytań proszę dzwonić, pisać. Służę pomocą.
kom. 694 233 234
email: pkrajewski@stermedia.pl
p.s. jeśli ktoś planował wspomóc akcję, a jeszcze tego nie uczynił to proszę się nie krępować:). Zbieramy jeszcze na hel - ok. 800 zl
|
Ale będzie widać wszystko!
"Jedynie prawda jest ciekawa", J. Mackiewicz
Sympatyczne, choć w
Sympatyczne, choć w sytuacji gdy klasa polityczna, co potwierdził expresis verbis sam premier, juz się umówiła, że żadnych JOW nie będzie, wygląda to trochę na walkę o sprowadzenie do zajęczego lasu - bengalskiego tygrysa...JOW wróci na tapetę tylko wtedy, jeśli elektorat będzie umiał wywołać kryzys parlamentarny, nie dający nikomu szansy na stworzenie większosci...Albo gdyby udał się skuteczny bojkot wyborów. Tylko to mogłoby dziś zmusić partie do częsciowego zejścia z drogi proporcjonalności...A tak, to można juz zacząc zbierać kasę na machinę czasu. By wyekspediowac nią ten sterowiec w rok dajmy na to - 2013. Niech juz im tam lata na lepszą przyszłośc.
Wiemy, że się nic nie da i wiemy, ze się nic nie uda!
Wiemy to co najmniej od Roku Pańskiego 1945. Polacy są skazani na bycie narodem drugiej, czy trzeciej kategorii i nic się na to nie poradzi. Tę prawdę wbijano nam w głowy dostatecznie długo, zeby każdy to wiedział, nawet kiedy wypije i jak się obudzi o trzeciej nad ranem.
Ta edukacja przyniosła efekty, naturalnie. Dlatego tak trudno dzisiaj znaleźć Polaka, który uważałby,ze Marsz o JOW to impreza co najmniej tak ważna, jak wyjazd w sobotę na grzyby na drugi koniec Polski. Bo jest akurat taka pora i masowy ruch autokarów w najróżniejszych kierunkach. No a w Warszawie, naturalnie, to ludzie mają jeszcze większe atrakcje niż wyjazd na grzyby!
To jest tylko to pytanie: czy godzimy się na trzecią czy czwartą kategorię? Ja, nie. I młodzi ludzie z Wrocławia, którzy przyjadą wraz ze mną, też nie. I Piotr Krajewski, ktory wymyślił ten sterowiec, również NIE!
JP
I ja również gratuluję
I ja również gratuluję panu Krajewskiemu tego, że wymyślił sterowiec. Jak okazjonalnie powiadaja Anglicy: It's never too late to reinvent a bicycle...However...dzisiaj nie widac specjalnej róznicy miedzy pójściem na grzyby, a pójściem po JOW. Z tą róznica, że z grzybobrania wraca się z grzybami, a z demonstracji - bez. Dlaczego dziś z demonstracji politycznej, gdzie nie chodzi w prostej linii o o żołądki - wraca się z zasady z niczym? Ano choćby dlatego, że takie demonstracje są czymś niezwykłym w totalitaryźmie, a więc coś znaczą naprawdę, natomiast w demokracji są one czyms tak zwyczajnym, jak grzybobranie właśnie...A wiec nie poruszaja czyjejś uwagi na dłużej. I nie mają swojego zakazanego wymiaru - intensywnego sprzeciwu. Co ja tam zresztą panu tłumaczę...
Pan mówi cos o dumie, o kategoriach: trzecich i czwartych. A ja mówię o warunkach, w których polityczne żądanie o charakterze cieszącej się cząstkowym poparciem alternatywy ma szansę na to, by zostać uznanym. To żadnie nie ma dziś takich szans. A kiedy zdarzy się sytuacja, ze warunki ku temu powstaną, to nie na skutek żądań ( one zostaną wtedy po prostu wykorzystane), a na skutek całkiem trywialnych politycznych deficytów i niewydolności. Taka jest moja ocena, ponad którą - oczywiście - można się wznieść sterowcem...
Gratulacje gratulacjami
a można dorzucić się do helu ;)
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"
Sławek
Nie bardzo wiem po co Pan się tak trudzi, żeby jeszcze raz i jeszcze raz powiedzieć nam to,co Pan już powiedział i co ja powiedziałem wyżej: nic nie ma sensu, trzeba czekać na "warunki", a jak powstaną "warunki" to i tak wszystko się wtedy samo zrobi. O co Panu chodzi? Przeszkadza Panu sterowiec, który młodzi ludzie chcą wznieśc nad Warszawą? Chodzi o to, żebym ja, stary facet, który ledwo chodzi, nie musiał jechać do Warszawy? I co by Panu przyszło z tego, ze ja bym został w domu? Chce Pan nam zaoszczędzić pieniędzy i wysiłku? Przecież to nie są Pańskie pieniądze i nie jest to Pański wysiłek! Pańskie pieniadze wykorzystuje Donald Tusk i jego partyjne brygady. Nie szkoda Panu tamtych pieniędzy? Bo mnie akurat tego szkoda, bo nie popieram Tuska i jego brygad, i oni po prostu obrabowują mnie z mojej pracy i z tego co mi się należy. Więc ja pojadę do Warszawy, choćby tylko po to, zeby powiedzieć swoje LIBERUM VETO! Nie zgadzam się na tę grabież, nie zgadzam się na marnowanie mojego wysiłku w działaniach PRZECIW I WBREW MOIM INTERESOM. A Pan zrobi tak, jak Panu wygodniej. Naturalnie.
JP
Kiedy pisze pan, że jedzie
Kiedy pisze pan, że jedzie do tej Warszawy, by odebrać własną należność, za swój wysiłek, to ja pana rozumiem i popieram...
Ja "w tym zakresie" rozliczam sie tak, ze gwarantuję politykom ( ale przy okazji także i panu) swoją nieobecność na innych wyborach, niż wiekszościowe...I czuję sie tak, jakbym zamknął dla siebie tę sprawę. Kwestia temperamentu i ergonomii...Bo uzyskam tym dokładnie tyle samo, co pan...A może też dzięki takim, jak ja, kiedyś, ktoś taki, jak pan uzna, że zwycieżył, mimo takich, jak ja...To się zdaje sie nazywa ronia losu.
Sławek
Pan jest po prostu typowy maruder. Potrzeba, jak w rzymskich legionach, parakleta, żeby Pana kijem popędził do drogi, bo inaczej padnie Pan w prochu i zadziobią Pana kruki, albo miejscowi chłopi. Parakleta - Pocieszyciela, który pokazuje (używając, niestety, dość grubego argumentu) ze jednak lepiej iść niż położyć się ze zmęczenia i sapać.
Naturalnie, że konieczna jest demosntracja MASOWA. Nie jest lekko.Ale Pan się myli, co do możliwości wzbudzenia "entuzjazmu" dla problemu ordynacji. I to jest pewne. Nasz Ruch zaczął się wtedy dopiero, kiedy Włosi pokazali nam dowodnie, ze problem ordynacji jest w stanie pobudzić wyobraźnię milionów i to bardziej niż jakakolwiek inna sprawa. Tylko może tam nie było aż tylu maruderów. Po stronie Ruchu Maggioritario od razu stanęło cała kupa znanych i wybitnych ludzi - pisarzy, rezyserów filmowych, aktorów, profesorów. Tutaj, w Polsce, jak Pan widzi, jest straszna mizeria w tych szeregach!Wszyscy są tutaj na "garnuszku" tego "establiszmentu" i od tego garnuszka nie mogą się oderwać. MOże we Włoszech było inaczej, może ci znani i wybitni ludzie mieli większą samodzielności i nie byli aż tak uzaleznienie od "klasy politycznej"? Nie chcę tego przesądzać. Ale w każdym razie pokazali nam, że - inaczej niż Pan sądzi - problem ordynacji może być przez ludzi uznany za ważny i są w stanie zmobilizowąc się do działania!
No, być może też byli od nas sprytniejsi, bardziej pomysłowi, lepiej zorganizowani, zresztą nie nadarmo Włosi przewyższają nas pod tyloma względami. Dlatego ja liczę na to, że jak dołączą tacy sprytni i inteligentni ludzie, jak Pan, a nie tylko takie zramolałe dziady, jak ja, to sytuacja się odmieni! ?
Włosi mieli przede
Włosi mieli przede wszystkim chroniczny kłopot z wyłanianiem stabilnej większości. W tej sytuacji nietrudno było przebić sie z informacją, że COŚ trzeba zrobić...Droga do zmian nie szła tam, tak jak idzie u nas, od elektoratu w stronę systemu, tylko od systemu( niewydolnego na sposób paraliżujący) w stronę elektoratu...A ta różnica przekłada się m.in. na różnicę w mobilizacji...
To bardzo logiczne co Pan napisał...
...że "demonstracje są czymś niezwykłym w totalitaryźmie, a więc coś znaczą naprawdę, natomiast w demokracji są one czyms tak zwyczajnym, jak grzybobranie właśnie...A wiec nie poruszaja czyjejś uwagi na dłużej."
Nie wyjaśnia jednak tego, dlaczego to w Polsce (i być może innych eks-demoludach) demonstracje są tak rachityczne w porównaniu z tzw. Zachodem. Może dopiero od pewnego progu demonstracje robią wrażenie na decydentach ? Albo wzmacniają opozycję ?
Rząd francuski kilka razy wycofał się ze swoich zamierzeń po fali demonstracji. W latach 80 było tak z jakim problemem oświatowym, ale wtedy do Paryża przyjechało milion osób. Gdy pani Thatcher zaczęła wprowadzać pogłówne, to też demonstracje co najmniej przyspieszyły jej odejście.
Wytłumaczenie może być proste
Każdy z obywateli widzi, jak wykorzystano go od tyłu. Co dały te masowe demonstracje i wyrażanie swojego sprzeciwu. W ten sposób bardzo sprytnie załatwiono sobie spokój dla Warszawki.
Problem jest w tym, że żaden z obywateli nie został "poinstruowany" o tym, że totalitaryzm zmienił się na zamordyzm.
Ślepi ? , nie wiedzą co się wokół nich dzieje ?
Ireneuszu... tu niema żadnego "totalitaryzmu" ani "zamordyzmu"... a prosty trick logiczny, polegający na....
Kiedyś....
.. dali władzą ludowi i lud będący u władzy stwierdził że byłoby nielogiczne występowanie przeciwko władzy ludowej, bo lud występowałby przeciwko sobie ...więc lud siedział cicho.
Dziś.....
..dali władzę "Narodowi" i Naród będący u władzy stwierdził że byłoby nielogiczne występowanie przeciwko "suwerenowi", bo Naród musiałby wystąpić przeciwko sobie... więc naród siedzi cicho.
Niby niewinna gra słów, a wszyscy zidiocieli :DDDD
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!
Bzdura
W PRLu proleteriat był suwerenem. I to praktycznie ci robotnicy strajkowali, gdy ich podpuścić o wzrost kosztów masła. WIęc z pewnościa nic to, co pan twierdzi, nie zachodzi i nie ma miejsca.
Ok.
A dziś "Naród" siedzi cicho.... aż go ktoś sprowokuje:-)
"Sterowiec", a nawet 1000...niestety, tego nie uczyni.
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!
Ma pan rację
Dokładnie o tym pisałem.
Ten przysłowiowy Naród nie zdaje sobie sprawy z życia w kłamstwie, bowiem nie jest w stanie porównać demokracji do Demokracji. Rak komunizmu/socjalizmu zżera całą Europę, a każdy pokazujący tego raka jest brany za oszołoma, aby utrzymać zdrowie psychiczne ogółu-społęczeństwa. To standardowy paradoks człowieka, który musiałby stracić nagle grunt pod nogami. Taki człowiek zamknie oczy na realne fakty i nadal będzie widział to, co chce jedynie widzieć.
Czyli dobrobyt Zachodu (bo do tego się przyzwyczaił przez 65 lat, a następnie przecież "wolność" osiągnął w 15 lat). Teraz każdy członek Narodu marzy jedynie o dogonieniu Europy. Mało kto jest w stanie zrozumieć, że goni lokomotywę biegnącą ślepym torem. Gdy zrozumie, załamie się. Może nigdy nie jednak zrozumie i będzie zawsze "gonił". Oba wyjścia są dla Polski niestety błędne.
Pana zaś przepowiednie o "dupśnięciach" nie pasują do tej mojej teorii. Nie będzie "dupśnięć", bo tego typu fakty muszą być poprzedzone przebudzeniem i uwarunkowaniem Narodu na fakty i realia. Nie na mity i marzenia, jak jest obecnie. Rozumie pan przynajmniej trochę siłę JOW?
Może chodzi o to, ze
Może chodzi o to, ze "problem" musi być czytelnie zauwazalny dla mas, żeby to była demonstracja masowa, a problem ordynacji, nie jest i nie będzie w taki sposób rozpalał wyobraźni. Raz, że bardzo trudno przełożyć Ideę JOW na natychmiastowy skutek, dwa - sprawa ni jest jednoznaczna, gdyż racje na lepszosc jednej ordynacji na drugą są na poziomie zarówno politycznym , jak i eksperckim podzielone, trzy - dotarcie z nimi wymaga jednak czegoś więcej, niz zwykłej odezwy, wymaga - przy pewnym poziomie szcegółowości - pewnego zrozumienia i dłuższych technicznych już wynurzeń. A dłuższe techniczne wynurzenia raczej nie są czynnikiem sprawczym buntu wśród przeciętnych obywateli...
A w ogóle - demonstracje są w Polsce społecznie nmarginalizowane, bo z tej komuny to zostało nam także i to, że nigdy do końca nie wiadomo, czy to jeszcze jest demonstracja oddolna, czy już odgórna, czy jeszcze za czymś, czy juz przeciw komuś, czy jeszcze spontaniczna, czy juz zmanipulowana. ...Na ogół, nie lubimy demonstrować, póki jakoś daje się żyć...
Życie, prawdopodobnie, jest gdzie indziej?
Tutaj było go mało






Plac Zamkowy wczoraj o godz. 10.15
Również i tutaj go nie znalazłem
Nieopodal Placu Zamkowego - "Jazzownia Liberalna"
a może tutaj
to prawdopodobne, że gdzie TV, tam i życie - "zaplecze Zamku od strony ulicy Jezuickiej"
Tutaj się zasmuciłem się - żadna Najmilsza ani Najmilszy nie pojawili się na rogu Jezuickiej i ...
"...godz. 10.30 wczoraj na rogu Jezuickiej"
Próba przyspieszenia tętna
nie na wiele się zdała
cdn. ...być może nastąpi?
-----
Eeee ...,
Kociewiak
Może trzeba było zacząć robić zdjęcia dzień wcześniej? A potem do gazet! Jeszcze z podpisami. A na końcu siąść i płakać?
JP
Obrazki z Warszawy
Marsz na rzecz poparcia ideii JOW, zorganizowany w obotę 11-go pażdziernika, nie był zbyt liczny udziałem uczestników. Wrawdzie na Placu Zamkowym było chłodno i wietrzno, ale maszerując Krakowskim Przedmieściem do Pałacu Prezydenckiego, mieliśmy piękną, słoneczną pgodę. Przechodnie, spacerujący ulicą, nie wkazywali na ogół, zainteresowania intencją marszu, ani skandowanymi hasłami. Mijające nas dwie grupki młodych księży, bądź klerykow, nie zwróiły uwagi na równie młodych uczestników marszu, zachęcających do wzięcia informacyjnych ulotek. Widocznie te marności śwata doczesnego i codziennego nie znajdują się w polu widzenia spraw poza ziemskich. Podobnie było na Nowym Świecie, gdzie ciepła i słoneczna pogoda zachęciła wielu mieszkańców Warszawy do spędzenia czau w kawiarnianych i restauracyjnych ogródkach. Nie zauważyłem, by jakieś siedzenie oderwało się od ogrodowego fotelika zmniejszając dystans miejsca południowego relaksu do maszerujących i otrzymania informacyjnych ulotek. Zaprawdę miłe jest „dolce fare niente” w ostatnich zapewne, ciepłych dniach października. I tak, zarówno oni i my dalej robiliśmy swoje, ci siedzący i relaksujący się w słonecznych promieniach i my maszerując dalej, w kierunku parlamentarnej siedziby. Brak udziału którego kolwiek z posłów w marszu poparcia dla JOW można odebrać jako sprzeciw wobec próby naruszenia istniejącego stanu, też „fare niente” w nieco innym wydaniu, bo na koszt podatników.
Zakończenie marszu nastąpiło w pewnej odległości od sejmowego kopleksu, chronionego policyjnym kordonem. Tu miałem sposobność uścisnąć dłoń internetowym znajomym z „prawicy.net”, rozpoznanych z fotografii zamieszczanych na „prawicy”.
Z osób o nieznanej mi fizjonomii, poszukiwałem bezskutecznie Pana „Kociewiaka”, korzystając z życzliwej pomocy Pana Andrzeja Szcześniaka.
Nie zauważyłem tych”orłów, skołów prawicowości”, parafrazując słowa dawnej piosenki D.Ryń, a przecież JOW to także droga do dekomunizacji postkomunistycznych układów, dobrze mających się pod różnymi szyldami.
Natomiast na każdym niemal że kroku widać wielkie plakaty reklamujące kard. Dziwisza w filmie „Świadectwo” z argumentującym uzasadnieniem: „Byłem z Nim 40 lat”. I co z tego!
Z warszawskiej kawiarenki komputerowej
Wiesław Kwaśniewski
Sterowiec nad Warszawą
Zainteresowanych, a którzy z tysięcy względów nie mogli osobiście, odsyłam do kilku zdjęć z Marszu na www.jow.pl Gdy bezlitosny dokumentalista Prawicy.Net, Kociewiak, sobie poszedł, woJOWnicy, jak szczury, wychynęli z różnych dziur wokół Placu Zamkowego.
JP
Przesada.
Jestem tylko robotnikiem a nie dziennikarzem, fotoreporterem. Pstrykam sobie zdjęcia a pisuję sobie na PN, co, zgódźmy się, przyjmuje kabotyńskie formy. Z ideą JOW spotkałem się w ubiegłym wieku, ślicznie to brzmi, w publicystyce JKM na łamach Najwyższego Czasu. Podoba mi się dla różnych powodów a nie ostatni to „zakochanie” we wszystkim (niemal:) co „britisch”. Parę miesięcy temu zapodał Pan na PN termin woJOWniczej manify. Postanowiłem i Wam, to jest organizatorom, i sobie pomóc. Sobie, bo uważaj Pan, starszy syn oświadczył po ostatnich wyborach, że jeżeli następne nie będą organizowane przez woJOWnicze zasady to on - „je olewa”.
















Tak być nie może – nie pozwolę aby „kociewiak junior” olewał Rzecz Wspólną.
Wyruszyłem do Wawy – godz. 05.46.
Przybyłem do Wawy Wsch – godz. 09.57
Dalej – jak wyżej ...
A potem ...
było tak
dalej...
dalej
dalej ...
dalej ...
dalej ...
godz. 11.20
godz.11.40
przeskoczmy ...
pod Pałac Prezydenta
i pozostańmy tam
Przez chwilę
zobaczmy znanych nam z PN ludzi
i podziwiajmy sternika sterowca w drodze na Sejm
i dwieście metrów dalej się urwałem ..., zdążyłem jeszcze zauważyć, że "wychaczył" Pan byłego prezydenta Wawy Święcickiego, przechodzącego nieopodal.
Poszedłem sobie dalej bo ..., byłem już zmęczony a jestem słabym, którego życie jest gdzie indziej (Gdańsk - cztery godz. snu między piątkiem a sobotą). Wróciłem do domu a dzisiaj już pstrykałem zdjęcia dzieciakom w kościółku - wie Pan, rocznica wyboru Papieża.
No, nie jestem z tych co to by
robili za powyższych; zdążyłem jeszcze tylko zaliczyć po drodze na Dworzec Centralny
kościółek, którego proboszcz - Zbigniew (?) Kaczyński - został zamordowany przez UB-ków w 1953r (to z "kamiennej tablicy").
Tam też było mało "życia".
Byłem tylko ja i jedno dziewczę a to centrum Wawy.
Przetestowałem swój nowy, wypasiony model różańca - parę dni temu otrzymałem go prosto z Rzymu - jeden "dziesiątek"(wystarczyło:).
Poszedłem dalej swoją drogą.
-----
Eeee ...,
Kociewiak
Pan jest, jak widać, artystą, a ja prostym chłopem i być może po prostu, przesłanie Pańskiego reportażu jakoś mi umknęło, albo pojąłem opacznie. Artysta posługuje się skrótami, metaforami i sam nie wiem czym, a chłopu trzeba jak krowie na miedzy.
A co to znaczy, że ja "wychaczyłem" b. prezydenta Warszawy Święcickiego? To też jakaś metafora, której sens mi umyka.
Pan sobie szedł i pstrykał fotki, a ja, z młodymi (ale też i starszymi) ludźmi z Wrocławia, po całonocnej podróży, tkwiliśmy w ponad godzinnym korku, że już wręcz straciliśmy nadzieję, że uda nam się zdążyć na 11. Naturalnie, trzeba było wstać kilka godzin wcześniej i wyjechać przed północą, ale... wie Pan jak to jest.
Pozdrawiam,
JP
Passus
pierwszy.
Fakt - jestem pretensjonalnym robotnikiem albo inaczej: Pan jest tytanem pracy, cały czas w ruchu, wszysto widzącym i czuwającym nad swoim poletkiem. Takim - Pana odnalazłem na Placu Zamkowym i dalej po drodze pod Sejm, pod który nie dotarłem. Co więcej jest Pan serdecznym, widzącym innych Człowiekiem. Ale jest Pan zabiegany, nie dał mi szansy, wyżej, abym rozwinął się. Napisałem wyżej "cdn" ... bo mam inne zajęcia, słabe łącze internetowe (męka z przesyłaniem zdjęć bez łącza szerokopasmowego), no i jestem mało pracowity:)
Passus drugi:
nic się nie ukrywa; Święcicki szedł sobie ulicą w przeciwnym (jak to "lewus"?)kierunku niźli my (my); szedłem na czele - obowiązek pstrykacza - z woJOWniczym balonikiem nad plecakiem razem z paroma młodymi woJOWnikami rozdającymi ulotki; Święcicki odmówił przyjęcia tejże, minął nas, doszedł na Pana wysokość, Pan go zauważył (?), pozdrowił (?), on podszedł ... .
Passus trzeci:
no ..., tak, tak możnaby podsumować (byłem tylko "słupem")
Pozdrawiam
(do następnego Marszu:)
-----
Eeee ...,
Na czym polega ten "nowy model" różańca?
"Jedynie prawda jest ciekawa", J. Mackiewicz
Krąży plotka
Jej autorem, bodajże, Kubuś Samochwała Wojewódzki.
Owóż my katole nosimy różańce by a to chłostać siebie a to naszych wrogów. Dotychczasowy, paroletni mój model, był obciachowy i kiczowaty. Z plastiku i świecił w ciemnościach (sic!), miał tylko - jakieś pół metra obwodu. Parę dni temu podarowano mi, prosto z Rzymu, oldskulowy, drewniany (paciorki), o przeszło metrowym obwodzie, "wypasiony" model.
Robi wrażenie.
Zakończony jest potężnym krzyżem.
Wyobraża Pan sobie wszelkiej maści "libertynów"? No, nadal będą się śmiać z sentymentalnego dewoty. Ale z pewnością docenią "oldskulowatość" a być może zgrozę (podziw?) wywoła rozmiar mego "młynka":))
Oldskulowatość, podziw, groza - to kategorie bliskie popkulturze.
Jak by tak, przypadkiem, mimochodem złapać "libertyna"? O!
Nie chłostać, ćwiczyć, krzyczeć - "zahaczyć", o!:))
-----
Eeee ...,
Panie Wiesławie
Serdecznie pozdrawiam i żałuję, że nie dałem się poznać.
Mocno musiałem przełamywać słowiańską naturę nieśmiałego chłopca by pozwolić sobie na zaczepienie Pana Andrzeja:))
Jeżeli jest Pan bystrym obserwatorem to musiał mnie Pan zauważyć.
Reprezentowałem sobą imidż "gajowego Maruchy"(lecz "suchego"). Facet w zielonej, bojowej francuskiej kurtce, na głowie - zielony (khaki) kapelusik marines. Życzliwi mi mówią - "Dartanian", złośliwi - "Lenin".
Ja, zdaje się, nieświadomie Pana uchwyciłem parę razy w obiektywie:))
Również zwróciłem na nich uwagę - raczej sprawiali na mnie wrażenie "młodych, prężnych japiszonów", kurialistów zaprzątniętych sprawami daleko ważniejszymi niźli JOWy czy tem bardziej rocznica wyboru JP II. No cóż, wszędzie można odnaleźć "zapracowanych".
Do zobaczenia
-----
Eeee ...,
Kociewiak
Ależ Pan mnie tu wali po czułych miejscach! Niech Pan okaże trochę listości!
Proszę wybaczyć, że niewłaściwie odczytałem intencje Pańskiego pierwszego fotokomentarza.
A Święcicki? Pamiętam, że na poprzednim Marszu specjalnie wybrał się pod Sejm i podszedł do mmnie z deklaracją poparcia dla JOW. Ja takie deklaracje przyjmuję z podziękowaniem i traktuję każdego tak, jakby mówił serio i prawdę. Oczywiście, kiedy takie deklaracje składa były prezydent miasta, a do tego Miasta Stołecznego, były minister etc, to wypada mi tylko żałować, że nie zdradzał sie z sympatią do naszego Ruchu w czasie, gdy sprawował te wszystkie ważne funkcje i kiedy naprawdę mógł pomóc. Ale dobra psu i mucha, więc nie wybrzydzam. W polityce jednak liczą się tylko czyny, a nie intencje.
Pozdrawiam serdecznie,
JP
Proszę się nie przejmować!
To taka moja maniera:)
Był Pan wobec mnie surowy?
I słusznie.
Obiecałem pewnemu uczestnikowi PN, że przyprowadzę na Marsz "kiboli" Lechii (że nie wspomnę synów). Najmilsza jeszcze 24 godziny przed wyjazdem "jechała" ze mną. "Wyskoczyła" sławna 30 rocznica. Przyjechałem sam.
Ale, to ja tak przyjmuję - cichy sympatyk JOW-ów od ubiegłego wieku.
"Nie politycznym" jednak jest bycie ostrym wobec "nie przekonanych" - proszę wybaczyć tę uwagę młodszego i na ćwierć gwizdka woJOWniczego zwolennika.
Pozdr.
Ps.
Zdjęcia na Waszym portalu - świetne (robota artysty).
Doskonałe portrety, dobrze oddające atmosferę wśród uczestników, pomimo okoliczności, radosną.
-----
Eeee ...,
opinia całkiem prywatna
I nawet nie chce mi się tego uzasadniać - myślę zresztą, że doskonale sam Pan wie.
pozdrawiam
TBM
Ale na co się pan oburza.
Ale na co się pan oburza. Przeciez ja jestem tylko sympatycznie szczery. I moje jest na wierzchu, co odnotowuję bez najmniejszej satysfakcji...Kiedy piszę o tym, ze aby wywołać zjawisko społeczno polityczne - to jakieś brzegowe warunki wstępne (które zresztą tu i ówdzie w tej sprawie podaję) są tak samo konieczne jak wtedy kiedy zaczyna się "nagle" coś dziać np w przyrodzie, to jestem uwazany za marudę... Więc zaznaczę, że ja podziwiam taki entuzjazm, który zakłada, że górę przeniesie wiara.I to nie jest całkiem bez znaczenia. Ale mówię, aby to się stało, to ta góra musi zacząc przeszkadzać tak drastycznie, że za pomocą marketingowego urządzenia latającego i kurierów dowiedzą sie o tym - ostatni z ostatnich, a nie pierwsi z pierwszych....
mniemanie
Napisał Pan: "A ja mówię o warunkach, w których polityczne żądanie o charakterze cieszącej się cząstkowym poparciem alternatywy ma szansę na to, by zostać uznanym. To żadnie nie ma dziś takich szans". No i OK - na to zgoda. Jednak wysnuwanie z tego zdania wniosku o bezsensowności takiego politycznego żądania nie mieści mi się w głowie od strony logiki myślenia.
Z jakiegoś też powodu mniemam, że Panu też się nie mieści ;-)
pozdrawiam
TBM
Ale ja nie mówię, ze
Ale ja nie mówię, ze żądanie jest absurdalne, tylko, ze absurdalne jest w "takich warunkach" oczekiwanie na masowe zainteresowanie się tym żądaniem , nie mówiąc już o jego uznaniu.
dealer grzybków
Tere (proszę Pana) fere. :-)
Co by Pan nie uznał za absurdalne: żądanie czy zainteresowanie to wniosek z tego uznania wypływający jest chybiony.
Dla pewności, że dobrze zrozumiałem: czy zechciałby Pan powiedzieć z którym z poniższych zdań Pan się zgadza? Będę bardzo wdzięczny, gdyż nie lubię niedorozumień ;-)
1) Z powodu absurdalności oczekiwania na zainteresowanie organizacja takich demonstracji jest bez sensu i nie przyniesie żadnych skutków teraz ani w przyszłości
2) Pomimo absurdalności oczekiwania na zainteresowanie organizacja takich demonstracji ma sens i przyniesie skutki teraz lub w przyszłości
Ja Pańską wypowiedź zrozumiałem jako przyjęcie opcji 1), ale oczywiście mogę się mylić...
pozdrawiam
TBM
3) Sens organizowania
3) Sens organizowania demonstracji w tej sprawie jest dzisiaj taki sam, jak sens chodzenia na grzyby sucha porą do niezbyt grzybnego lasu. Robimy, co chcemy i mamy nadzieję, że jesli nie za pierwszym, to za którymś razem nie wrócimy z pustymi rękoma...I ja to popieram, jako indywidualny wybor spędzania swojego czasu...Ale bez "deszczu" i tak się nie obejdzie...
Na wypadek gdyby mnie pan spytał, czy chodzeniem na grzyby nie wywołamy aby deszczu - moja odpowiedź brzmi, tak jak pan przypuszcza - nie widzę związku.
dobra dobra
JEST ten sens, czy go NIE MA?
Znowu chce mi Pan grzybki opędzlować ;-)
pozdrawiam
TBM
Jak najbardziej jest, bo w
Jak najbardziej jest, bo w ostatecznym rachunku kazdy indywidualnie nadaje sens temu co sam robi, albo i nie robi...
starość
Ja tam za stary jestem, żeby nie zauważyć zmiany podmiotu ;-)
Jest sens z punktu widzenia wprowadzania JOW (a nie organizacji wolnego czasu), czy nie?
pozdrawiam upierdliwie
TBM
Przepraszam, ale
Przepraszam, ale wprowadzenie JOW nie ma żadnego punktu widzenia. Punkt widzenia na wprowadzenie JOW trzeba odnieśc do KOGOŚ. Więc odpowiedzi bedą tak różne, jak rózny jest indywidualny punkt widzenia. W tym przypadku łatwo, az zbyt łatwo policzyć, dla ilu ludzi demonstrowanie w sprawie JOW ma sens. Zaś problem polega, jak sie zdaje, na tym, że na szczycie wystarczy wspólny punkt widzenia 400 (posłów), by ich optyka stała sie prawem. A co znaczy 400 przy podstawie piramidy?
A ja mówię
że żeby cokolwiek globalnego zacząć, trzeba być na tyle upartym, żeby podejmować wysiłek, który wydawałby się bezsensowny.
Na tym etapie JOW nie jest tematem, bo temat jest zamilczany. No to trzeba dudnić, brzęczeć i hałasować. Sterowca obywatel nie zobaczy w telewizji, nie zobaczy w gazecie, ale za to zobaczy nad głową.
Dopiero kiedy znajomość tematu będzie powszechna, a temat już dyskutowany w "mainstreamowych" mediach, będzie można silić na inną strategię.
Strategia przeciwnika jest niezwykle prosta - zamilczeć. Kiedy nie będzie mógł zamilczeć - zacznie ośmieszać. Na to odpowiedzią są techniki marketingu bezpośredniego. Kiedy ośmieszanie nie spełni roli - będą straszyć. Ten etap nie jest już tak trudny do przejścia: Tymińskim straszono, Balcerowiczem straszono, Kwaśniewskim straszono, Lepperem straszono, Kaczyńskim straszono i Tuskiem straszono, ale w końcu dobili się na ring. Niektórzy nawet wygrali.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Tak własnie,
Szanowny Equatore, tak właśnie, nie inaczej!
Ale widzimy, że ten rezonans się pojawia. Świadczy o tym obecność na Marszu prezydemta Wrocławia, a chociażby i fakt, że szef Kancelarii Prezydenta RP pofatygował się nie tylko, żeby nas przyjać, ale i wyjść do marszowiczów ze "Słowem Bozym". A chociazby i fakt, że informację o Marszu zamieścił, sponte sua, tygodnik "Wprost".
Otuchy dodaje nam fakt, że nasz PROJEKT POLITYCZNY nie ma konkurencji, bo przeciwnik ma tylko osobiste i grupowe interesy, ktore może temu Projektowi przeciwstawić. Ale jego interesy nikogo, poza nim samym, nie obchodza i na nich nigdzie nie pojedzie. Może tylko wykorzystywac swoje możliwość, zeby przyciskac pokrywę do kotła i parę, co najwyżej, po trochu upuszczać. I on taki robi, naturalnie, bo taka jest jego natura i walczy o życie! Kiedy jednak najbardziej leniwi Polacy zrozumieją o co chodzi, to to przyciskanie pokrywy nie na długo wystarczy.
Pozdrawiam,
JP
A ja mówie...-:)
... z wyrzutami sumienia, że mnie tam nie było, że wydarzenie miało wymiar symptomatyczny.
Z przykrą satysfakcją wypada zauważyć, że "marsze", manifestacje - się przeżyły.
Te namiastki, imponderabilia demokracji, którymi nam zaklejono usta zostały potraktowane przez "naród" poważnie.
Większy wymiar "manify", to znak, że to "zadyma", albo, że będą "sprawdzać obecność". Zadymy, natomiast mają szansę na medialne "echo", o ile dotycza bardzo doraźnych interesów - bardzo konkretnych osób.
Ida tak ogólna, jak JOW, o tak odległej perspektywie skutków, wobec walącej się idei państwa:
Wojna ideologiczna z "korporacjią władzy" jest na razie nie do wygrania. Komunistyczne hasła o świetlanej przyszłości zostały zamalowane ofertami tanich i bezpiecznych kredytów. Nieprędko to "opium dla ludu" wywoła kaca.
Moment krachu światowego ciągnącego zaledwie smrodek w Polsce, to wyjątkowo zła sceneria dla idei tak ogólnych, jak JOW. Także większość zwolenników JOW, nawet tych aktywniejszych trudno podejrzewać o determinację "czynną" - chocby prównywalną z uczestnikami białych marszów, czy z mieszkańcami "białych miasteczek".
Sprawa propagandowego zaistnienia w świadomości "narodu" wymaga przemyślenia.
Atak powinien nastapić w starannie wybranym momencie. A ów moment powinien wykorzystywać napięcie polityczne "narodu" wywołane innym czynnikiem - i jedynie przekierować uwagę "mas" na JOW - jako narzędzie skutecznego rozładowania tego napięcia.
Idealnym momentem byłyby wybory, gdyby nie fakt, że do następnych - cztery lata... a emocji przez taki czas podsycać się nie da.
Nie można też liczyć na "ubarwienie akcji" udziałem znanych twarzy, bo znikoma ich część może liczyć na spektakularny osobisty sukces, jako premię z udział.
Trzeba chyba liczyć na szczęśliwy zbieg okoliczności i błysnąć refleksem.
Przy tak skromnych siłach - w TAKTYCE - jedynie można upatrywać nadziei.
Wreszcie , ktoś, coś mówi normalnego
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!
Dlaczego takie naukowe
Dlaczego takie naukowe zaparcie?
Przeciez male Jasie wiedza z fizyki - kropla drazy skale.
Wiec ja drazymy, wytrwale bez uwag pana Slawka i prosze sobie smacznie w tym czasie wypoczywac. Talenty zakopane nie sa mile Panu Bogu.
Najgorsze, jak sie nierychliwy ocknie, to rozum potrafi pomieszac.
A na to nie ma lekarstwa.
Krople drążą skałę, z
Krople drążą skałę, z pewnoscią...Ale nie wtedy, kiedy lecą równolegle do skały...Sytuacja, gdy parlament nie jest partyjnie poszatkowany, co więcej jest niemalże po JoWosku spolaryzowany i nie ma większych, a zwłaszcza trwałych problemów z wyłanianiem większosci - taka sytuacja - dla zmiany ordynacji - nie jest sytuacją rewolucyjną.
I bardzo dobrze Pan Sławek mówią...
Nie tędy droga.
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!
1.000 Sterowców
Proszę o wyjaśnienie skąd Pan to wie, że 1.000 Sterowców nad Warszawą nic nie da? Skąd Pan to wie, że przez następne 15 lat nic nie "wykibicujemy"?
To jest bardzo interesujące, skąd Pan to wie? Może i ja zaczerpnąłbym z tego źródła mądrości i nie marnował czasu na te bezsensowne Jednomandatowe Okręgi
osobiście uważam to za znakomity pomysł, za który Panu dziękować należy, proszę sobie wyobrazić, gdyby te 1.000 sterowców - ja nazywam je bombami atomowymi - wisiało stale nad Warszawą, albo nad Krakowem, nad Wrocławiem i gdzie tylko możemy sobie wyobrazić (po 100 nad każdym miastem), to myśli Pan, że można byłoby to zignorować? nawet przy tej blokadzie medialnej jakiej doświadczamy, to chociażby TV ani prasa tego nie chciała, to na co drugiej fotografii widoczny byłby Sterowiec!
w sumie to nie rozumiem, o co Panu chodzi, jeśli może Pan odpisać: czy JOW są dobre, tylko nie mają szans, a Panu nie chce się angażować w akcje, czy są złe - tylko nie napisał Pan dlaczego?
a jeśli pisze Pan "nie tędy droga", czy będzie Pan łaskawy podpowiedzieć którędy?
Skąd wiem...
Proste ?
To nigdy nie zadziała, bo nie może. Podobnie jak pomiędzy organizmami żywymi istnieje bariera imunologiczna uniemożliwiająca proste dokonywanie przeszczepów - podobna bariera istnieje pomiędzy systemami prawnymi . Państwowe systemy prawne zachowują się podobnie jak organizmy żywe.
I z tego też względu wprowadzenie JOW-ów , było nieskuteczne w przeszłości , jak i jest niemożliwe w przyszłości.
Jedną dróg, a w zasadzie jedyną możliwą wskazał p.Sławek....
A że wymyśleć sposobu na wywołanie "paraliżu prawnego" , ze względu na zaimplementowanie myślenia kategoriami "Państwo to My" , żaden "wojownik" nie jest w stanie. Więc i wprowadzenie JOW-ów jest niemożliwe. A jakiekolwiek działanie "zaczepne" , takie jakie uprawiają dzisiejsi "wojownicy" pod wodzą p.Przystawy, może doprowadzić jedynie do tego że "system prawny" dopracuje się jeszcze lepszych "zabezpieczeń" uniemożliwiających zmiany.
Chcecie zmian? - wcześniej naprawa używanych pojęć językowych - wtedy gdy może....
Bez tego...NIGDY!
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!
adam_54
Pan się chowa pod jakimś "nikiem"?! Takie głebokie przemyślenia winno się ryć spiżem na marmurze, a nie marnować na jakiejś niszy internetowej! Śmiało! Do historii! Pan się tutaj marnuje! Traci cenny czas, a przy okazji marnuje i nasz... Czy też trzeba zmienić cały SYSTEM PRAWNY, żeby adam-54 przestał marnować czas swój i innych, a zajął się tym co należy: utrwalaniem tych genialnych przemyśleń?
JP
" Do historii! " - mówi Pan.... Eeeee..to nie dla mnie.
Ja proszę szanownego Pana skromny rzemieślnik a nie utytułowany naukowiec. Historia to dla ludzi z tytułami. Czego też Panu życzę.
Jednakże pozwolę sobie zwrócić uwagę na małe ale... odrzuć Pan swoje doktrynerstwo i demagogię, bądź Pan naukowcem ... i jak na naukowca przystało - jeśli coś nie wychodzi, to i naukowiec powinien się zastanowić , dlaczego nie wychodzi i z tego wyciągnąć wnioski. Wsłuchać się w głos innych ludzi, bo nie ma ludzi .. alfa i omega, inni - mimo że niewykształceni i bez tytułów - też mogą mieć ciut racji.
Bo widzisz Pan... historia ... doktrynerów i demagogów najczęściej traktuje jako skończonych frajerów. A takiego potraktowania przez historię to już bym Panu nie życzył.
Pozdrawiam - Adam Kuśnieruk Opole
--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!
Sterowiec JOW
czy to oznacza, że jest Sterowiec, lecz nie ma helu do jego napełnienia?
jeśli tak, to jaki jest n-r rachunku?
czy Sterowiec JOW nie przypomina bardziej bomby atomowej? to może nawet lepiej, gdyż lepiej ilustruje czym będą JOW dla obecnych partii politycznych po zmianie ordynacji