Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Kalkulacja kontra czyn
Autor: Adam Danek, nie, 12/10/2008 - 17:58
Myśli nowoczesnego Polaka Romana Dmowskiego, opublikowane po raz pierwszy w 1902 r. na łamach Przeglądu Wszechpolskiego, przez wielu uważane są za punkt zwrotny w historii polskiej myśli politycznej - za dzieło przełomowe, które wniosło do polskiej refleksji nad polityką zupełnie nową jakość. Przychylamy się do tej opinii. Dlaczego? Myśli nowoczesnego Polaka to bodaj pierwsza napisana w Polsce rozprawa polityczna, gdzie tak mocno jako fundamentalna kategoria polityczna uwypuklony zostaje interes. Postulat uznania interesu za podstawowy (a na dobrą sprawę - jedyny) czynnik kształtujący politykę przeciwstawia się tu wyraźnie zwłaszcza fermentującemu w porozbiorowych dziejach Polski - czasem artykułowanemu wprost, a czasem nieartykułowanemu wcale - paradygmatowi czynu. Świat polityki jawi się przez pryzmat pracy Dmowskiego już nie jako sfera czynów i decyzji (dokładnie tak, jak w międzywojniu opisał ją decyzjonizm), lecz jako sfera, gdzie rozgrywane są interesy różnych grup (autor koncentruje się, rzecz jasna, szczególnie na grupowym interesie polskiego etnosu). Dążenie do jasnych rozstrzygnięć, akcję bezpośrednią motywowaną przez wyższe zasady - czyli mentalność poniekąd heroiczną - wypierają sposobiki, negocjacje i obrotność. Jeśli za elementarną kategorię w polityce uznamy interes, to w rezultacie jako metodę działania musimy przyjąć kalkulację, tzn. ocenianie wszystkich przyszłych posunięć i wyborów z punktu widzenia ich opłacalności - na podobieństwo inwestycji. Kalkulacja zaś prowadzi konsekwentnie do wyrzucenia z polityki imponderabiliów: rzeczy, których znaczenia nie da się kupiecko obrachować, zbyt ważnych, by miały wymierną wartość. Zostają wyłącznie małe cele i materialne korzyści - jak w kramie. Takie myślenie o polityce znamionuje mentalność liberalną. Szkołę interesu i kalkulacji można inaczej określić jako liberalizm w pojmowaniu spraw politycznych. Ta liberalna, mieszczańska mentalność miała na długo zaciążyć na obozie stworzonym przez autora Myśli nowoczesnego Polaka. Ferdynand Goetel (1890-1960) w swym manifeście ideowym Pod znakiem faszyzmu (1938) wydał o niej, z pozycji faszystowskich, następujący sąd: Rzeczywistość nie spełniła nadziei założycieli endecji. Skoro krew i mienie Polaków stawały się samą ojczyzną, za najdzielniejszego rodaka uchodził ten, co najwięcej miał i najzręczniej bronił swej skóry. (...) Antyheroiczna postawa, powzięta w chwili narodzin myśli narodowo-endeckiej, zaważyła później fatalnie na całym narodowym ruchu. Mariaż nacjonalizmu z patriotyzmem nie mógł wydać wielkiego potomstwa. Pojęcia też mają swoją krew i rasę. Niektóre nie znoszą się wzajemnie i wydają twory niezdolne do życia na większą skalę. Nacjonalizm narodu podbitego, z ojczyzną na potem, z intrygą, jako bronią przeciw wrogu, z alfabetem i kropielnicą dla ludu, posadą i interesem, jako placówką ideową, apoteozą korzyści, jako hasłem wychowawczym, nacjonalizm, który chciał kupić masy, rozmieniając idee na drobne, robić same dobre polityczne interesy, nie poświęcając niczego, wygrać Polskę za zielonym stołem, czekać na niepodległość, aż nastanie koniunktura, którą znów trzeba będzie zmierzyć krótkim łokciem małoduszności - nacjonalizm ten miał kręgosłup skrzywiony i bezbarwne oblicze metysa. Na przeciwległym biegunie sytuuje się szkoła czynu, przeświadczona o zasadniczym znaczeniu imponderabiliów dla działania i nacechowana głębokim antyliberalizmem w myśleniu. Po dość długim okresie milczenia odradza się ona wspaniale w Polsce na początku XX wieku. Do grona ojców owego odrodzenia należy geopolityk Władysław Studnicki-Gizbert (1867-1953), nacjonalista, konserwatysta i monarchista. Choć w swoim czasie współpracownik Dmowskiego, o pierwszej z opisanych powyżej szkół wyraził się wzgardliwie: (...) nadmienić muszę, żem nie aprobował nigdy dążenia banalnego Polaka, mieniącego się nowoczesnym.
|
Nie mogę się zgodzić
Odebrałem tekst jako wrogi wobec Romana Dmowskiego i jego spuścizny. Dodatkowo, bez choćby jednego cytatu z Dmowskiego, za to z cytatami jego adwersarzy. Trochę to nieładnie.
Czytałem kilka razy "Myśli nowoczesnego Polaka" i nigdy nie miałem wrażenia, że czyn w życiu narodu jest bez znaczenia i że decydować powinien prymitywnie pojmowany interes, w zasadzie - jak autor to ujął - w kategoriach geszeftu. Nie znajduję też u Dmowskiego jakiejkolwiek apoteozy liberalizmu, rozumianego jako przeciwieństwo konserwatyzmu. Moim zdaniem, interes narodowy, po raz pierwszy zdefiniowany tak klarownie przez Romana Dmowskiego, oznacza właśnie konserwatyzm, wierność imponderabiliom i niezbędność czynu. Plus poczucie bycia w narodzie, z jego kulturą i historią, co liberalizmowi jest raczej obce. Fakt, że Roman Dmowski żąda, by był też czyn chłodno skalkulowany. Ale czy to źle?
--
Jerzy Konior
Dmowski a czyny i kalkulacje
Nie jest dla mnie jasna rola Dmowskiego w histerii rozpętanej po wyborze Narutowicza, zakończonej jego zamordowaniem. Pewne jest chyba tylko to, że jeżeli awantur nie inspirował, to nic nie wiadomo, żeby zrobił cokolwiek aby je powstrzymać.
A faktem jest,że zachowanie się wtedy endecji było dokładnym przeciwieństwem zasad, które sam Dmowski sformułował dla walki o niepodległość Polski (np. "Polityka polska i odbudowanie państwa"). W grudniu roku 1922 endecja popełniła wszystkie błędy, które Dmowski zarzucał swoim przeciwnikom. Ale "czyn", owszem był. Z jego skutków już się endecja nie wygrzebała do końca dwudziestolecia.
Może i bez związku...
Wyrazy czyn, czynownik, często są tu użyte w znaczeniu rosyjskim, dla Litwinów tylko zrozumiałe". W Rosji, ażeby nie być chłopem albo kupcem, słowem, aby mieć przywilej uwalniający od kary knuta, trzeba wejść w służbę rządową i pozyskać tak nazwaną klasę albo czyn. Służba dzieli się na czternaście klas; potrzeba kilka lat służby dla przejścia z jednej klasy w drugą. Są przepisane czynownikom różne egzamina, podobne do formalności zachowujących się w hierarchii mandaryńskiej w Chinach, skąd, zdaje się, że ten wyraz Mogołowie do Rosji przenieśli, a Piotr Pierwszy znaczenie tego wyrazu odgadnął i całą instytucją w duchu prawdziwie chińskim rozwinął. Czynownik często nie jest urzędnikiem, czeka tylko urzędu i starać się on ma prawo. Każda klasa albo czyn odpowiada pewnej randze wojskowej, i tak: doktor filozofii albo medycyny liczy się w klasie ósmej i ma stopień majora, czyli asesora koleskiego; stopień kapitański ma frejlina, czyli panna dworu cesarskiego; biskup lub archirej jest jenerałem. Między czynownikami wyższymi i niższymi stosunki uległości i posłuszeństwa przestrzegają się z równą prawie ścisłością jak w wojsku.
Dziady (Objaśnienia/Poety/)
Miłosierdzie kata zasadza się na precyzji ciosu
Fałszywe, skrajne alternatywy
Wybór jakiś-taki dziwnie skromny, chciałoby się zauważyć.
Bo wybór działań który ma być z zasady...
...konsekwentny zawsze opiera się na bardzo wąskiej alternatywie. Skromność wyborów wynika z założenie konsekwentnego się trzymania go po podjęciu decyzji.
Dlatego też zasadnicza konsekwencja
jest przywilejem "gadaczy", którzy z tylnego siedzenia udzielają dobrych rad, jak kierować państwem, sami nie mając pojęcia co się naprawdę dzieje i nie ponosząc konsekwencji swoich pomysłów.
Ci, którzy działają naprawdę muszą być elastyczni - albo przegrani.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Faszystowski bełkot Goetla...
...nie jest oczywiście żadnym argumentem przeciw endecji.
Nie można też powiedzieć, że endecja stroniła od czynów.
Np. mało i rzadko docenianym czynem było sformułowanie jeszcze przed wojną dość dokładnego i nieźle uargumentowanego programu przyszłych granic niepodległej Polski. To dlatego na konferencji pokojowej w Paryżu delegacja polska mogła się rzeczowo wykłócać niemal o każdy powiat. Sformowanie "błękitnej dywizji" Hallera też było czynem.
Endecy rzeczywiście starali się oceniać szanse powodzenia każdego działania. I słusznie twierdzili, ż polityk, który postępuje inaczej jest jak gracz który zasiada do ruletki z cudzymi pieniędzmi. Trzeba im jednak oddać to, że "kalkulowali" zyski i straty narodowe a nie osobiste.
Prędzej już można zarzucić endekom, że niekiedy kalkulowali błędnie.
Ciekawy artykuł.
Paweł z Warszawy
Władysław Studnicki-Gizbert
Osobisty kontakt z Rosją, w Polakach stojących na wysokim poziomie rozwoju duchowego, wywołuje uczucie wrogości wobec niej i odstręcza od jakiejkolwiek jej ideologii. Ten duchowy proces przeszedł również Józef Piłsudski. Syberia stanowiła dla niego, tak jak i dla mnie, polityczną szkołę poznania Rosji. Osobiste doświadczenia oddziałują silniej i głębiej niż wszystko, co można przeczytać w książkach. Pamiętam, jak pewnego ranka wyszedłem na korytarz etapowego więzienia, aby dołączyć do kolumny i przypatrywałem się więźniom ustawiającym się do wymarszu. Ich szerokie twarze, kształt czaszek wykazujący dużą domieszkę krwi mongolskiej, wywołały we mnie odrazę. Myślałem: "oto barbarzyńcy, oto dzika horda, której ma być wydany mój naród". Odczułem wtedy taki ból, takie przerażenie, że powiedziałem sobie: "Lepiej upaść jako naród, dać się zgermanizować, niż stać się nawozem dla Mongołów". To przeżycie pozostawiło w mojej duszy głęboki ślad, na całe życie utrwaliło moją negatywną postawę wobec Rosji.
Na Syberii obserwowałem wynarodowione, poddane procesowi rusyfikacji tubylcze narody, zasilające Rosję swą krwią, a w rzeczywistości degradujące ją rasowo. Asymilacja jest to nie tylko upodobnienie się do asymilującego. To wykształcenie pewnego wymieszanego typu. Pociąg do alkoholu i okrucieństwa, charakteryzujący syberyjskich chłopów, jest dziedzictwem krwi mongolskiej. Fakt, że duża część rosyjskiej inteligencji nie może przystosować się do sposobu życia narodów cywilizowanych, wyjaśnić można ową domieszką krwi barbarzyńców.
Na Syberii poznałem dwa oblicza Rosji: tą, która więzi i karze, oraz Rosję, która sama znosi więzienia i kary. Poznałem rosyjskich urzędników wszystkich rang, ich życie oficjalne i towarzyskie, jak również ogromną liczbę politycznych zesłańców, reprezentujących wszelkie kierunki politycznych i socjalnych przekonań. Zapoznałem się również z syberyjskimi chłopami, z prawosławnymi oraz z wyznawcami różnych sekt, z przestępcami kryminalnymi, ich potomkami i członkami innych narodów, z ludźmi z domieszką krwi rosyjskiej. Często te obserwacje i wrażenia przywoływały w mojej pamięci słowa Hercena: „W każdym z nas jest jakaś kropla z Murawiewa, jakiś atom z Arakczajewa".
Zimna i okrutna rasa, zimnokrwiste okrucieństwo, zimnokrwista rozwiązłość. "Czego mój mąż chce? Co mu do tego, że mam romans z lokatorem? Starczy dla niego i dla innych; starczy dla wszystkich". To usłyszałem z ust pewnej Sybiraczki. Albo jak mówiła syberyjska chłopka: "Mój mąż nie lubi tego dziecka. Mówi, że to nie mój syn. A ja mu na to - durak, ty durak, nieważne jaki byk skakał, byleby cielak był nasz". Jesienią i w zimie nie ma na wsi większego święta, które nie trwałoby kilka dni i nie zamieniałoby się w wielodniowe pijaństwo. Pierwszego dnia pijani są wszyscy mężczyźni, drugiego dnia mężczyźni i kobiety, później mężczyźni, kobiety i dzieci. Cała wieś pijana, a w końcu - bijatyki, łamanie kości, zabójstwa. Trudno byłoby na Syberii znaleźć mężczyznę, który nie obchodziłby się okrutnie z żoną, nie biłby jej. Najczęstszym przestępstwem na Syberii jest zabicie żony. Źródłem rozwiązłości szerzącej się w Rosji jak chwasty było właśnie wypaczenie stosunków rodzinnych. Snochaczestwo i snochacz - to wyrażenie nieprzetłumaczalne na języki europejskie. Snocha - to synowa, snochacz - to ten, kto utrzymuje stosunki seksualne z synową. Wypływało to ze zwyczaju, że synowie żenili się wcześnie, córki zaś wydawane za mąż były stosunkowo późno, a z powodu ciężkiej pracy i licznych porodów, kobiety starzały się wcześnie.
Trudno odnaleźć siłę moralną w narodzie rosyjskim. Moskwianin znajduje przyjemność w lekceważeniu ludzkiej i kobiecej godności. Byłem kiedyś świadkiem gminnego zebrania. Nie było tam żadnej rozsądnej dyskusji, same oderwane zdania - krzyki. Zebrani byli jak pojedyncze komórki jednego mózgu, ich postanowienia zaś stanowiły produkt kolektywny. Syberyjski chłop nie dojrzał jeszcze do indywidualnego myślenia, do indywidualnych odczuć. Zamiast tego było myślenie kolektywne, kolektywne reagowanie lub decyzje. Kto się przeciwstawił gminie, był zwalczany przez nią jako ciało obce.
Rosyjski sposób myślenia jest, jak u plemion barbarzyńskich, kolektywny. W rosyjskiej mentalności nie znalazłem podłoża dla swobód politycznych. Urzędnicy rosyjscy byli jak koczownicza horda, pozbawiona uczucia przywiązania do miejsca swego pochodzenia. Przemieszczali się oni z zachodu na wschód, ze wschodu na zachód, dbając o jak największe korzyści z tych przeniesień. Spotkałem wielu rosyjskich urzędników pracujących w Polsce. Pamiętam na przykład, jak w wigilię mego wyjazdu z Tobolska poszedłem na kolację do kasyna. Przy tym samym stole siedzieli: były prokurator z Warszawy, były urzędnik państwowego banku w jednym z polskich miast oraz były urzędnik gubernialny. Wszyscy bardzo zazdrościli mi wyjazdu do Warszawy. Cudowne miasto! Tanie rozrywki! Lśniące i białe Polki o miłym obejściu. Gdyby warszawską dziewczynę uliczną wprowadzić do tego kasyna, zrobiłaby lepsze wrażenie niż nasze damy. Tak wyglądała rosyjska sympatia dla Polski. Każdy rosyjski urzędnik marzył o odgrywaniu pana w Polsce. Było ich kilkadziesiąt tysięcy. Autonomia pozbawiłaby ich stanowisk, dostępu do koryta. Było więc rzeczą naturalną, że pod rosyjskim panowaniem autonomia Polski nie mogłaby długo trwać.
Na Syberii nie byłem traktowany źle. Przez pierwsze cztery lata żyłem w wyznaczonej mi wiosce, oddalonej od najbliższego Minusińska o kilkadziesiąt kilometrów. Dzięki fundacji pewnego zamożnego Sybiraka o nazwisku Sibiriakow była tam stosunkowo bogata biblioteka, uzupełniana dodatkowo skryptami z różnych rosyjskich uniwersytetów, przywiezionymi i pozostawionymi tu przez zesłańców. Były tu też oficjalne dokumenty o kolonizacji Syberii.
Korzystając z tych materiałów, przeszedłem kurs prawniczy, studiowałem historię Rosji oraz materiały na temat stosunków gospodarczych na Syberii. Po powrocie z zesłania studiowałem w Heidelbergu, Zurychu i Wiedniu; ale to właśnie Syberia dała podstawy mojemu wykształceniu. Ostatnie dwa lata spędziłem w Tobolsku (zachodnia Syberia). Tam nie miałem nadzoru policyjnego i mogłem zajmować się tym, czym chciałem, nie wolno mi było jednak wrócić do części Polski, będącej pod zaborem rosyjskim, ani do większych miast Rosji europejskiej. Podjąłem pracę jako adwokat i publicysta. Wysyłałem do syberyjskich czasopism artykuły o gospodarce, administracji oraz o kwestiach prawnych. Osiągnąłem pozycję jako adwokat, ale jeszcze wyższą jako publicysta. Problemy Syberii zainteresowały mnie, przemyśliwałem nad jej korzystnym rozwojem. Jednakże ciążyła mi świadomość, że pracuję na korzyść Rosji, której rozkwit lub upadek mógłby wpływać na nasze ciężkie położenie. W roku 1894 wybuchła wojna chińsko-japońska. Zrozumiałem, że jej konsekwencją będzie wojna rosyjsko-japońska. W klęskach i niepowodzeniach Rosji upatrywałem możliwości wyzwolenia Polski. Musiałem wrócić do ojczyzny i głosić, że nadchodzące wydarzenia mogą przynieść nam wolność. Zakładałem, że wojna rosyjsko-japońska skończy się raczej klęską Rosji, co mogłoby zmienić układ sił w Europie i doprowadzić do wojny między Dwu- i Trójprzymierzem. Musiałem więc wrócić do Polski, aby przygotować opinię publiczną do nadchodzących wydarzeń. Nie mogłem dłużej pracować na Syberii, gdyż mogłoby to wzmocnić siłę Rosji na wschodzie. Na zesłaniu byłem od 5 grudnia 1890 do 5 grudnia 1896 roku. W latach 1890-1894 wojna między Dwu- i Trójprzymierzem stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Wpływało to na rozwój sytuacji politycznej w Polsce. Motorem ruchów politycznych, jak i socjalnych nie może być jedynie niezadowolenie z istniejącej sytuacji, niezbędna jest też wiara w możliwość zmian. Zbliżająca się wojna Rosji z jej sąsiadem wzbudziła nadzieję na oderwanie się od niej i uzyskanie niepodległości. I tak w latach 1890-1894 na nowo odżyły ruchy niepodległościowe. Powstała Liga Polska przekształcona potem w Ligę Narodową, której celem była niepodległość. Powstała również Polska Partia Socjalistyczna. Polski socjalizm włączył do swego programu żądanie suwerenności państwowej. W roku 1891 w Warszawie, w rocznicę Konstytucji 3 maja, odbył się wiec patriotyczny. W kwietniu 1894 - wiec w rocznicę Powstania Kościuszkowskiego. Wiadomość o nich dotarła do mnie na Syberię i umocniła pragnienie powrotu do ojczyzny, mimo iż tu osiągnąłem dobrobyt i mogłem zaspokajać swe publicystyczne ambicje.
Jeżeli ktoś z państwa chce lepiej zapoznać się z myślami Władysława Studnickiego zapraszam do przeczytania artykułów zamieszczonych na stronie:
http://www.abcnet.com.pl/taxonomy/term/357
Osobiście,niektóre przemyślenia pana Studnickiego nie są dla mnie do końca zrozumiałe,jak pan Studnicki chciał zawrzeć sojusz z Niemcami Hitlera,w tamtych okolicznościach i sytuacji politycznej w jakiej Polska znajdowała się,czy to było realne w tamtej sytuacji Polski i czy Niemcy brali takie próby za poważne i czy w ogóle chcieli mieć Polskę jako sojusznika w przyszłej wojnie z Rosją Radziecką.Czy Polacy chcieliby w taki sojusz wchodzić(czy była taka wola w Narodzie?!),obawiam się,że w tamtych czasach było zbyt mało takich ludzi i po jednej stronie i po drugiej.Osobiście nie wyobrażam sobie Polski jako sojusznika Faszystowskich Niemiec w tamtym okresie.
Pozdrawiam.
Sojusz IIRP, IIIRzesza...
...był prawdopodobny. Tylko z tego powodu Polska dostała "gwarancje" od WB i Francji. Niestety Zachód nas oszukał.
Mam poważne wątpliwości
Cytat: "Jeśli za elementarną kategorię w polityce uznamy interes, to w rezultacie jako metodę działania musimy przyjąć kalkulację, tzn. ocenianie wszystkich przyszłych posunięć i wyborów z punktu widzenia ich opłacalności - na podobieństwo inwestycji. Kalkulacja zaś prowadzi konsekwentnie do wyrzucenia z polityki imponderabiliów: rzeczy, których znaczenia nie da się kupiecko obrachować, zbyt ważnych, by miały wymierną wartość. Zostają wyłącznie małe cele i materialne korzyści - jak w kramie. Takie myślenie o polityce znamionuje mentalność liberalną. Szkołę interesu i kalkulacji można inaczej określić jako liberalizm w pojmowaniu spraw politycznych."
W zacytowanym wyżej fragmencie tekstu Pan Adam Danek, którego bardzo cenię za intelektualne wgłębianie się w tematy wydawałoby się dawno rozstrzygnięte, posunął się chyba za daleko. Uważam że kalkulacja w polityce wcale nie musi prowadzić do odrzucenia imponderabiliów. Są granice, których żadnemu człowiekowi przekroczyć nie wolno, nawet politykowi. A fakt, że wartości moralnych nie da się kupiecko obrachować, nie musi znaczyć, że należy je całkiem odrzucić. Rachując korzyści i straty w polityce nie ma obowiązku ani konieczności przeliczania wszystkiego na wartości mierzalne, to coś więcej niż matematyka. Właśnie polityk, który potrafi rozsądnie kalkulować a jednocześnie nie przekraczać pewnych granic moralności (są one różne, w zależności od polityka i od okoliczności)jest politykiem, który może odnieść nie tylko doraźny sukces, ale może przejść do historii. Oczywiście polityków wielkiego formatu mieliśmy w naszej historii niewielu, co nie przeczy faktowi, że tacy byli i mogą być teraz obecni. W działaniu tych nielicznych, wybitnych polityków nie widzę nic z idei liberalizmu. Do tego nielicznego grona zaliczam zarówno Romana Dmowskiego jak i Józefa Piłsudzkiego.
Fałszywa kontra
Kalkulacja nie wyklucza czynu jako takiego. Wyklucza jedynie "czyn bezmyślny".
Konsekwencje politycznych decyzji ponoszą cała wspólnota. Dlatego politycy powinni być szczególnie odpowiedzialni za swoje czyny. Przykładem było nieroztropne pogarszanie losu Narodu Polskiego poprzez XIX wieczne powstania.
Autor ma skłonność do "filozofowania" bez podawania konkretnych przykładów. Co do "materii", pan Danek też jest "materialny", bo jak sądzę w postaci zdematerializowanej miałby trudności z rozpowszechnianiem swych romantycznych koncepcji.
Ale ten nacjonalizm okazał się skuteczny, Polacy przeczekali okres złej koniunktury 1864-1914 bez politycznych szaleństw i w końcu wykorzystali szansę. Romantyzm polityczny Polski do niepodległość nie przybliżał,a wręcz ją oddalał (ograniczanie autonomii, represje).
Nie przeceniałbym znaczenia...
...nacjonalizmu. W Polsce to katolicyzm nas jednoczył. Tylko zabór austriacki potrzebował antyniemieckiego nacjonalizmu, by przetrwała w nim polskość.