Szukaj na PNWydarzenia
Zaloguj sięnoweczytane 2006
Ile? |
Jesteście nabrani cz. 2
29-10-2008, 18:57 | Bogdan Pliszka
Po pierwszej części tematu, czas na kolejny przykład osobliwego postrzegania „misji” przez ludzi mediów. To czas pomiędzy deklaracją o chęci wejścia Polski do „Unii Europejskiej”, a przystąpieniem do tejże struktury. Kiedy sama „Unia Europejska” przyznała fundusze na kampanię „informacyjną”, szybko, w zaciszu gabinetów podzielono je między różnego autoramentu organizacje i instytucje głoszące chwałę „zjednoczonej Europy”. Przeciwnicy integracji nie dostali, nic. Nie był to wymóg Komisji Europejskiej, gdyż np. w Norwegii, pieniądze przeznaczone na kampanię informacyjną (bez cudzysłowu!) podzielono po połowie. Efektem, była negatywna odpowiedź Norwegów na pytanie o integrację. W Polsce jakoś nie znalazły się „autorytety”, które głośno zaprotestowałyby przeciwko ewidentnej dyskryminacji „nieunijnych” Europejczyków. W programach „informacyjnych” pojawiali się niemal bez wyjątku entuzjaści integracji, a kiedy już dopuszczano przeciwników, publiczność była dobierana, mniej-więcej tak, ja w procesach pokazowych wczesnego PRL-u. I nawet kiedy euroentuzjastki-jak Weronika Rosati-nie potrafiły sklecić poprawnego logicznie zdania „moderator” programu bez wahania przychodził im w sukurs. Zaniepokojonych o los portfeli, ponownie uspokajał prof. Leszek Balcerowicz, według którego ceny po wejściu do „Unii”, nie tylko miały nie wzrosnąć, ale wręcz powinny spaść. Trudno(?) wyobrazić sobie, by Profesor kłamał, jeszcze trudniej(?), by się mylił, więc jedynym wytłumaczeniem faktu wzrostu cen, może być tylko słaba „świadomość europejska” samych cen...które wzrosły! Nikt w tym czasie nie kwestionował również przygotowania polskich negocjatorów. To, że p. Truszczyński okazał się byłym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa - jakoś nikogo nie obeszło, podobnie jak to, że p. prof. Danuta Hubner, była nazywana w kuluarach „profesoressa Bene”, do włoskiego słowa „bene”(zgoda, niech będzie). Podczas bowiem gdy jej czescy czy węgierscy odpowiednicy wykłócali się o każdego halerza czy fillera, „nasza” negocjatorka bez specjalnych problemów zgadzała się na wszystkie - jakże „korzystne” - dla Polski propozycje. W tym samym czasie, z właściwym sobie patosem, prof. Bronisław Geremek, rozwiewając wątpliwości ludzi małej wiary, stwierdził był, że „nie wyobraża sobie, by Francja blokowała pełne dopłaty dla polskich rolników, jeśli francuskiego podatnika będzie to kosztowało 7 (słownie siedem) franków na rok”, czyli po ówczesnym kursie ~3 zł 50 gr. Aż trudno w to uwierzyć, ale wyobraźnia Profesora okazała się zbyt mała, a francuski rząd okazał się bardziej czuły na comiesięczny haracz 30 gr. od każdego ze swoich obywateli, niż na „europejską solidarność”, a la Geremek. Widać jednak po zawieszeniu europejskiego sztandaru, nie wypadało pytać, utytułowanych „autorytetów”, o tak nieistotne zagadnienia, bo żadna z gwiazd medialnego firmamentu, takiego pytania nie zadała. Kiedy wiosną tego roku, pojawiły się pierwsze, nieśmiałe głosy mówiące o nadchodzącym, światowym kryzysie finansów, dziennikarskie „pistolety” natychmiast zwróciły się do... proroka(?)... mesjasza(?)... boga(?) ekonomii, prof. Leszka Balcerowicza, ten zaś już 3 kwietnia uspokajał, że „wpływ tego co się dzieje obecnie w gospodarce USA na polską gospodarkę będzie słaby. Czynniki zewnętrzne nie wydają się być najważniejsze dla naszej gospodarki - powiedział. Profesor ocenia, że sytuacja polskiej gospodarki jest dobra, istnieją jednak dwa zagrożenia - inflacja powyżej celu 2,5 proc. oraz wysoki wzrost płac” Dzielnie sekundował mu były doradca, a teraz już główny ekonomista BPH (od paru dni, również były!), który w wywiadzie dla magazynu „Manager” z 18 lutego, stwierdzi: „rok 2008 będzie normalny, tak jak przeciętne lato w Polsce” i dalej „rok 2007 był absolutnie wyjątkowy. Taki splot niemal wyłącznie dobrych dla gospodarki okoliczności i zdarzeń szybko już się nie powtórzy, o ile w ogóle. I na tym tle rok 2008 może wyglądać marniej, tyle że obiektywnie to będzie całkiem dobry rok”. Czy po takich wypowiedziach, tej klasy ekspertów ktoś mógł mieć wątpliwości, jaki będzie rok 2008? Dziennikarze najwyraźniej ich nie mieli i nie mają, bo jakoś nie wracają do tematu przy okazji kolejnych wywiadów z prof.Balcerowiczem czy jego byłym doradcą. Obecnie obaj „tytani” myśli ekonomicznej zajmują się zresztą zupełnie inną sprawą: wprowadzeniem euro w Polsce! Oczywiście nie są w tym osamotnieni, gdyż wzorem kampanii „informacyjnej” przed referendum akcesyjnym, w akcję „informowania” społeczeństwa zaangażowało się niemało autorytetów przekonujących o zaletach płynących z przyjęcia europejskiej waluty, a TVP 1, uruchomiła nawet cykl programów „informacyjnych”, „Z euro w kieszeni”. Wad wszak takie rozwiązanie nie ma! Ba nawet pytanie społeczeństwa w referendum nie jest dobrym pomysłem, o czym przekonuje nieoceniony Ryszard Petru: „rząd zobowiązał się przyjąć euro w 2012 roku. Bo spełnienie kryteriów w roku 2011 oznacza po prostu, że Polska będzie gotowa przyjąć euro 1 stycznia 2012 roku. To oznacza, że będziemy musieli przystąpić do mechanizmu ERM II w pierwszej połowie przyszłego roku. Jak widać „ekspert” nie tylko wie, jaki byłby wynik referendum, ale nawet to, że „prawdopodobnie byłby nieważny”. Na rzeczowe pytania dziennikarzy do autorów kampanii „informacyjnej”, nie ma co liczyć, nie ma również co liczyć na sprawdzenie się prognoz „ekspertów”, zważywszy chociażby na trafność przewidywań reformy emerytalnej czy wahań cen po wejściu w struktury „Unii Europejskiej”. Co wiec zostaje przeciętnemu „zjadaczowi chleba”, który chciałby wreszcie decydować o swoim losie? Może liczyć na opamiętanie rodaków, często uważających się za „inteligentów”, którzy wybierają do parlamentu taki, a nie inny „element”...Wszak w swoim czasie prof.Balcerowicz zdobył mandat poselski z Katowic, o których nie wiedział nic, czego wielokrotnie dawał później dowód! Można mieć nadzieję, że euro zdechnie i to wraz ze swoją sprostytuowaną matką, „Unią Europejską”. Można pójść za radą Stanisława Staszewskiego - „taty Kazika” - który w utworze „Kurwy wędrowniczki” (mocne słowo, ale jak nazwać „polityków”, co parę lat zmieniających ugrupowanie, byle tylko móc ssać „państwowego cycka”?) radzi:
Można wreszcie liczyć na cud.... I się o niego modlić... Żarliwie!
|
To robienie kretynów z Polaków utrzymuje się od
roku 2003 na tym samym poziomie, ponieważ każda krytyka cudownej Unii Europejskiej oznacza histeryczny wrzask o podważaniu europejskich wartości.
Koszty referendum byłyby dla gospodarki olbrzymie, a wynik prawdopodobnie nieważny ze względu na - jak to zwykle - niską frekwencję. W przypadku euro przydałoby się mniej polityki, a więcej odpowiedzialności.
Petru Riczards, guru merdiów, ma rację, ale na odwrót, to więcej odpowiedzialności oznacza odrzucenie dobrodziejstwa eura i pozostanie przy złotym.
Kilka lat temu jeszcze "gurom" jak prof. Balcerowicz czy dr Petru Riczards wierzyłem jak przeciętny zwolennik Platformy Obywatelskiej, ale zmieniłem poglądy.
KKL
Rembarre!
bardzo fajny tekst, nic dodac nic ujac
na jakiej plycie jest ta piosenka Staszewskiego? Pytam glupio, bo od wielu lat nie mieszkam w Kraju i stracilem kontakt z polskim rockiem.
Serdecznie pozdrawiam
sol invictus
piosenka jest
na płycie"Tata Kazika"...również pozdrawiam!
Bogdan Pliszka
Naga prawda
Dobre
voy
voy