Szukaj na PNWydarzenia
Zaloguj sięnoweczytane 2006Ile? |
WoJOWnikom pod Choinkę
24-12-2008, 16:38 | Jerzy Przystawa
Drodzy Przyjaciele i Sympatycy, Boże Narodzenie, to czas nadziei i refleksji, czas najlepszych życzeń i ciepłych uczuć, pozwólcie więc, że dodam do tego strumienia dobrych słów - obejmując Was wszystkich przyjaźnią, życzliwością i sympatią – także swoich "parę groszy". W styczniu minie 16 lat, od kiedy zainicjowaliśmy we Wrocławiu Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Natchnieniem dla nas były wypadki we Włoszech, gdzie pojawił się i, w krótkim czasie przeprowadził zwycięską kampanię słynny Ruch "Maggioritario": zebrano 1.300 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie JOW, a w kwietniu 1993, przeprowadzono referendum, w którym za tym postulatem opowiedziało się ok. 80% głosujących, co stanowiło przeszło 60% całej populacji wyborców – wynik niespotykany w historii Republiki Włoskiej! Wiedzieliśmy, że problemy, z jakimi borykało się od początku społeczeństwo polskie, przede wszystkim niszczący państwo rak korupcji politycznej, nie były odległe od problemów Włochów i mieliśmy nadzieję, że przykład włoski zachęci i zdopinguje do działania Polaków. Tak się, niestety, nie stało. Odzew społeczeństwa polskiego na postulat JOW, okazał się daleko skromniejszy niż poparcie, jakiego udzielili reformatorom Włosi. Jest wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. Bez wątpienia część winy spada na nas, zwolenników JOW: może działaliśmy za mało aktywnie, za mało ofiarnie, może niezbyt umiejętnie. Tak z pewnością było. Były jednak, i nadal są, przyczyny inne, które mamy prawo uważać za bardziej istotne i zasadnicze. Po pierwsze, w przeciwieństwie do Włochów, nie wywalczyliśmy sobie wolnych mediów, mediów, które by za swój obowiązek uważały informowanie o działaniach obywateli, o ich postulatach i programach reformatorskich. Przez 16 lat nigdy przedstawicielom Ruchu JOW nie udzielono głosu w telewizji publicznej, która stanowi podstawowy środek komunikacji społecznej. Sporadycznie, może raz lub dwa, pozwolono działaczom Ruchu zabrać głos w audycjach Polskiego Radia. A kiedy nawet zgłaszali się do nas dziennikarze, przygotowując audycje i przeprowadzając wywiady, to zawsze potem się okazywało, że z jakichś tajemniczych przyczyn, na antenę radia czy telewizji nic nie docierało. Przy tego rodzaju zablokowaniu głównych mediów informacyjnych, nie jest rzeczą dziwną, że nie byliśmy w stanie dotrzeć do większości obywateli. Po drugie, okazało się, że Polacy w swoim państwie, nie mają takich praw, jakie mają wolni Włosi, czy obywatele innych krajów europejskich. Włochom wystarczyło zebrać 600 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie i referendum musiało być przeprowadzone! W Polsce żadna ilość podpisów obywatelskich nie pociąga za sobą jakichkolwiek skutków prawnych, a nawet dyskusji nad złożonym wnioskiem w polskim Sejmie! Udowodnili nam to politycy Platformy Obywatelskie, kiedy 3 lata temu złożyli w Sejmie ponad 750 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie JOW i wniosek ten nigdy nie został nawet rozpatrzony! Udowodnili nam to zbierający podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie wprowadzenia w Polsce Święta Trzech Króli.Tam także zebranych 600 tysięcy podpisów nie zobligowało Sejmu do działania. Zaraz po tym, jak w styczniu 1993 powołaliśmy Ruch na rzecz JOW, zabrał głos senator Jerzy Stępień, przyszły Prezes Trybunału Konstytucyjnego, a wówczas jeszcze Generalny Komisarz Wyborczy. 5 marca 1993 wystąpił z apelem o referendum w sprawie ordynacji wyborczej, określając wadliwą ordynację wyborczą jako najważniejszą przeszkodę na drodze reformy państwa. W wywiadzie dla tygodnika „Spotkania” powiedział „Potrzebujemy pół miliona podpisów, aby rozmawiano z nami poważnie”. Dziś wiemy, że mylił się Prezes TK i komisarz wyborczy kraju: żadna ilość podpisów nie jest w stanie spowodować, żeby „władza” chciała rozmawiać z nami poważnie! Ale gdzie jest ta „władza” i kto jest tą "władzą"? Oto Donald Tusk, jako wicemarszałek Sejmu, mówi z trybuny sejmowej, że dzień wyborów powszechnych w Polsce jest „dniem wielkiego oszustwa narodowego przez partyjne komitety wyborcze”! Oto ten sam Donald Tusk, już jako premier Rzeczypospolitej, mówi przed kamerami telewizyjnymi, że nie spocznie, dopóki nie wprowadzi jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu! A potem bezradnie rozkłada ręce! Czy Premier Rzeczypospolitej, Donald Tusk, sam jest oszustem, który co innego myśli, co innego mówi, a co innego robi? Czy może faktycznie, "nie spoczywa", ale stara się ile sił, ale jakieś nieznane nam "siły wyższe" uniemożliwiają mu realizację jego uroczystych zapewnień i zobowiązań? A w takim razie: czy Rzeczpospolita Polska jest naprawdę wolnym krajem, w którym, zgodnie z art. 4.1. Konstytucji władza zwierzchnia należy do Narodu? Przez minionych 16 lat my, uczestnicy Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, uczyniliśmy wiele. Przemierzaliśmy nasz kraj wzdłuż i wszerz, organizowaliśmy setki konferencji, spotkań, odczytów. Wydawaliśmy tysiące broszur, książek i ulotek. Zorganizowaliśmy cztery ogólnopolskie "Marsze na Warszawę". Przeprowadzaliśmy pikiety i demonstracje. Zebraliśmy setki tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum i różnymi apelami. Może więc mamy prawo dojść do wniosku, ze wolna Polska to jedynie fikcja literacka, zwrot retoryczny, obowiązujący dzisiaj na salonach Europy? Może wspomniany wyżej art.4. 1 Konstytucji to tylko formalny zapis na papierze, podobny do zapisów konstytucji stalinowskiej, która obowiązywała u nas przez dwa pokolenia? A może to tylko nasz nieuczciwy premier i jego kamaryla wodzą nas za nos, opowiadając nam o swoich dobrych intencjach, a w gruncie rzeczy, za nic mający dobro Polskiego Narodu i jego obywateli? W takim razie, może powinniśmy następny Marsz na Warszawę przeprowadzić nie w dzień, lecz w nocy, kiedy premier próbuje zasnąć i odpoczywać, aby naprawdę – tak, jak się zobowiązał – nie miał prawa spocząć, dopóki nie wprowadzi jednomandatowych okręgów wyborczych? Drodzy WoJOWnicy, Przyjaciele, którzy ofiarnie i uparcie szliście razem ze mną przez ostatnich 16 lat, na przekór przeciwnym wiatrom: zachęcam do wytrwałości! Jeszcze trochę, może to już nie długo, może tuż za rogiem? Mówią mi często : trzeba jak Mojżesz, przez 40 lat…. itd. No, mamy za sobą już 16, to kawał czasu. A dzisiaj czas biegnie szybciej, może nie będzie potrzeba jeszcze dalszych 24? Wiemy przecież dobrze, co jest konieczne i niezbędne dla naprawy Rzeczypospolitej! Taka wiedza, to bardzo dużo, to więcej niż armaty i czołgi! Najserdeczniej życzę wszystkim dobrych Świąt, nadziei, optymizmu i lepszego Nowego Roku.
|
To prawda że Konstytucja jest fikcją
Przede wszystkim RP nie jest demokratyczna, bo wprowadzona ustawą ordynacja w okręgach wielomandatowych z jednym prawem głosu dla jednego obywatela powoduje powstawanie korupcjokracji i zniszczenie demokracji, bo demokracja jest tylko wtedy kiedy decyduje większość wyborców, a w obowiązującej ordynacji do Sejmu dostaje się partia, która dostaje już 5% głosów.
Innym dowodem, że Konstytucja jest fikcją, jest faktyczne podleganie Polski Unii Europejskiej w wielu ważnych dziedzinach polityki, co powoduje, że Polska nie jest suwerenna, jak to stanowi Konstytucja.
Ewidentnym przykładem że obecnym faktycznym suwerenem nie jest naród Polski jest sposób ratyfikowania Traktatu Reformującego ograniczającego suwerenność RP do spraw drugorzędnych. Traktat ten ratyfikowały Sejm, Senat i Prezydent czyli te ciała uznały się za suwerena, bo tylko suweren może się zrzec w tak istotnym zakresie swojej suwerenności. Fikcją jest zapis Konstytucji RP że suwerenem jest naród.
Janusz Baczyński
Janusz Baczyński
Mieć nadzieje znaczy
Mieć nadzieje znaczy tworzyć, podczas gdy rozpacz jest zniszczeniem. Kto ma nadzieję, paraliżuje wątpliwość, unicestwia przygnębienie, sieje sukces - przygotowuje zwycięstwo.
(Nino Salvaneschi)
Dziekujemy Panu, panie Profesorze, za nadzieję dla Polski. To Pan sprawia, że ja, wielu moich przyjaciół oraz ogromna, chociaż trudna do oszacowania liczba osób, nie popada w rozpacz, ponieważ wie, że istnieje ratunek - Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. To dzięki tej nadziei, wielu z nas odzyskało wiarę w naprawę Rzeczypospolitej i w sens pracy dla dobra publicznego.
Niech dobry Bóg, który zna nasze serca, prowadzi Pana i tych wszystkich, którzy trwają z nadzieją, a raczej tą szczególną, najtrudniejszą odmianą nadziei - nadzieją wbrew nadziei (contra spem spero).
wałęsowszcyzna
Od 1939 Polacy nigdy nie odzyskali wolności obywatelskiej. Po 1989 r., gdy warunki zewnętrzne pozwoliły na wybicie sie na niepodleglość, nastał okres "wałęsowszcyzny" (żadna tam "mich...na"). Nowa polska inteligencja, zastępując powoli tą "starą", stara sie dorównać swemu idolowi. Idolowi wykreowanemu pod koniec ub.wieku. Dziś media nie pozwolą, aby ta sytuacja sie zmieniła - żadnego ryzyka, jak jest dobrze.
1926
Dam więcej
Jeśli postawię na A.D.1795 ?
Chcieć to se można
Jeśli pan uzasadni.
Jeszcze jedna przyczyna
Jest być może jeszcze jedna przyczyna. I dotyka ona nie tylko Tuska, ale wszystkich politykow, rowniez tych powolujących się na patriotyczne motywy swojego dzialania - jak np. Kaczynscy. Ta przyczyna jest ich osobisty interes jako obecnych "rozdajacych karty" w systemie list partyjnych. Ta rola zmalalaby znacznie w systemie JOW.
No i jeszcze niezrozumienie wagi sprawy JOW. Co widac rowniez po tym forum. Wielu ludzi, po prostu nie jest w stanie zrozumiec niszczacych skutkow obecnego systemu. To jakis mankament wyobrazni.
Janusz Sanocki
Janusz Sanocki
Niszczący jest nie
Niszczący jest nie "system", ale brak elementarnej wiedzy. Potem ani się pan nie obejrzy, jak będzie lepiej. Bez tych nieszczęsnych JOW-ów.
WoJOWnikom pod choinkę
Życzenie na 2009
Jak zapewne wielu, którzy uważają się za adresatów, serdeczne życzenia Jerzego Przystawy przyjmuję z wdzięcznością i niezłomną nadzieją na wprowadzenie w wyborach do Sejmu równego prawa do kandydowania i okręgów jednomandatowych. Wspierającą tę nadzieję i nawiązującą do pierwszej wskazanej przez Jurka przyczyny blokującej postęp w sprawie JOW, jest myśl o piśmie otwartym na swobodną dyskusję problemu wyborczego i promocję JOW.
Zaistnienie takiego pisma na polskim rynku prasowym byłoby możliwe, np. w wyniku patriotycznej inicjatywy dysponującej odpowiednimi finansami i utworzonej przez zespół osób niezależnych od ośrodków władzy. Potencjalnych uczestników widziałoby się głównie wśród zamożnych polonusów, których na szerokim świecie nie brakuje. Bo - chociaż nie można tego wykluczyć - niewielu jest odpowiednio zamożnych krajanów, nie zależnych od beneficjentów partyjnego przywileju układania list wyborczych i posiadających równocześnie świadomośc celowości i wolę uczestniczenia w takiej inicjatywie (nawet Roman Kluska nie dostrzegł ustrojowych przyczyn przestępstw, niszczących go funkcjonariuszy państwa zarządzanego partiokratycznie). Można sądzic (prowokacyjnie), że także ci odpowiednio zamożni i patriotycznie myślący polonusi nie widzą konieczności istnienia w kraju niezależnego tytułu prasowego, a znaczenie rodzaju ordynacji wyborczej lekceważą podobnie. Natomiast chcąc zrobic coś dla Polski, wolą oni zafundowac zawsze potrzebną aparaturę jakiemuś szpitalowi, niż nagiąc swoje rozumowanie do sprawy wg nich tak błahej, jak zmiana ordynacji wyborczej w Ojczyźnie. Podobnie, jak dla wielu krajowych inteligentów, także dla niektórych z za oceanu analiza uwzględniająca wpływ ordynacji wyborczej na zjawiska społeczne, to sekciarstwo. Ponieważ nie pasuje do optyki autorów tekstów GW i Rz, czytanych przez nich w internecie. Wobec czego ktoś, kto oczekuje nadążenia za rozumowaniem wolnym od politycznej poprawności, jest oszołomem.
Ale nie tracmy ducha i szukajmy potencjalnych uczestników inicjatywy, która by doprowadziła do powstania niezależnej gazety. Zaproponowanie jej tytułu byłoby w tej chwili niewczesnym żartem z pomysłu. I chociaż realizacja takiego pomysłu może wydawac się nierealna, to śmiałość pomysłów nie raz przesądzała o sukcesie w sprawach z pozoru beznadziejnych.
Pismo, niezależne od ośrodków władzy, wypełniając misję edukacji obywatelskiej mogłoby nie tylko upowszechniac znaczenie ordynacji wyborczej, ale także promowac usuniecie, wskazanej przez JP drugiej ważnej przeszkody wprowadzenia JOW, jaką jest brak zobowiązania władzy do wypełniania woli społeczeństwa, wyrażanej w referendum. Zaiste powszechna świadomość w obu tych sprawach byłaby od czołgów i armat, bronią skuteczniejszą w odzyskaniu w Polsce władzy zwierzchniej przez Naród.
Dlatego, na rok 2009 życzmy sobie skrzyknięcia się takich Rodaków, którzy dysponując odpowiednim kapitałem podejmą inicjatywę utworzenia pisma, służącego podstawowym prawom obywatelskim, a przez to suwerenności Polski.
Jerzy Gieysztor W dniu 90-tej rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego
Półnagi król
Roman Kluska jest tu przywoływany jako Przedsiębiorca. Tylko, że składaki z dalekowschodnich podzespołów (tandetne zresztą) mieniące się komputerami, nie były wyrobem, który byłby jakąś naszą chlubą gospodarczą. Pan Roman nie wypłacił się komu trzeba było, lub wpłacił kasę nie na to konto, na które wpłaty były mile widziane. Ot i cała sprawa. Wierzę, że historia gospodarcza Polski omawiająca lata obecne nie wymieni firmy pana Kluski jako osiągnięcia gospodarczego. No, może jest to osiągnięcie księgowe, ale gospodarcze? Ani myśl techniczna, ani organizacja nadzwyczajna, ani wyrób wybitny. Więc co? Ano, zaletą było chyba samo istnienie. No i prześladowania. Ale to stanowczo za mało, żeby wspominać to wszystko z szacunkiem.
Pierwszy komputer jaki sobie kupiłem był komputerem
Optimusa. Pewnie pan Krzysztof M. robił wtedy lepsze i tańsze, ale jakoś na nie nie trafiłem.
Jak się robi małe deseczki? Trzeba mieć tartak.
Niestety. To Kluska miał kapitał, lub dojście do kapitału. W tamtych latach nic się nie brało z pracy. Myślałem, że tego to tylko licealiści nie wiedzą. A czy robiłbym tańsze? Myślę, że tak. Więc już na starcie byłbym spalony. Rynek nie znosi konkurencji. W tamtych latach zwłaszcza. Dziś też.