Szukaj na PNWydarzeniaZaloguj sięnowedyskutowane 2007Prace PNIle? |
Ateiści zezują na dzieci
sob, 2009-02-28 18:57 | Maciej Eckardt
Sięgnąłem po najnowszą „biblię” ateistów i wolnomyślicieli – „Bóg urojony” autorstwa Richarda Dawkinsa, będącego bożyszczem ludzi wyzwolonych z wiary w Boga. Książka należy ponoć do światowych bestsellerów i ma stanowić kulminację dotychczasowych wysiłków myślowych autora w ateistycznym postrzeganiu świata, ma też być doskonałym intelektualnym batem na umysłową ciasnotę ludzi wierzących i udowodnić, że wiara nie przystoi ludziom inteligentnym i wykształconym, gdyż, jak stwierdził autor – „ateistów, zwłaszcza wśród wykształconych elit, jest znacznie więcej, niż sobie na ogół wyobrażamy…”. Niby fakt, ale przecież „inteligencki” nie oznacza jeszcze „inteligentny”, o czym wielu – także i autor – zapomina. Temat wolnomyślicielstwa i promocji ateizmu przeżywa w ostatnim czasie swój renesans. Nie kojarzy się już międzynarodówką komunistyczną i systemami „demokracji ludowej”, które z definicji zwalczały religię, ale z dobrotliwym sceptycyzmem, który ma pełne prawo do publicznego istnienia i kontestowania „urojonego Boga”, który jest niczym innym, jak złudzeniem i źródłem wszelkich nieszczęść, o czym na każdym kroku przekonują ateiści. Argumenty te nie są niczym nowym, a co najwyżej zyskują nowy, pijarowski wymiar. Wpisuje się w niego Dawkins, który przekonany o swojej wyjątkowości i intelektualnej predyscynacji, już we wstępie wali bez ogródek:
I rzeczywiście, Dawnkins ugrzązł na dobre w teorii ewolucji i nijak poza nią w swych rozważaniach wyjść nie może. Nie od dziś wiadomo, że ateizm i wszelkiej maści wolnomyślicielstwo, bez praojca Darwina funkcjonować nie może. W tym kontekście rzeczywiście mamy nadzwyczajny dobór naturalnym na linii wolnomyśliciele-Darwin, a nawet dalszą udaną ewolucję, gdyż nie jest żadną tajemnicą, że darwinowska teoria dokonała wielu ewolucyjnych wcieleń, przeskakując na coraz to wyższe stopie ideologicznej drabiny. Jako projekt naukowy i podwalina współczesnego racjonalizmu ma się całkiem dobrze, podobnie zresztą jak wiele innych karkołomnych teorii, które hulają po świecie, z tą różnicą, że darwinowska należy do najbardziej pyskatych i promowanych. Każdy kto myśli, że darwinowska teoria ewolucji jest wyłączną domeną ateistów i wolnomyślicieli tkwi w błędzie. Darwinowskie „ukąszenie” ma swoich wyznawców także po stronie katolickiej, a nawet u niektórych znanych hierarchów, którzy chcą widzieć w niej „coś więcej”, niż tylko dobór naturalny. Zdają się oni pomijać fakt, że „ewolucja”, to nie jest żaden dogmat, a jedynie „teoria”, która wciąż nie dostarczyła zasadniczego dowodu – z punktu widzenia ewolucji – na to, że forma niższa jest w stanie wygenerować z siebie formę wyższą, bardziej złożoną i skomplikowaną. Wciąż nie da się tego pogodzić z prawami logiki, mechaniki czy genetyki, które przecież z naukowego punktu widzenia opisują świat i jego konstrukcję. Spór o teorię ewolucji nie jest niczym nowym. Ma on głębsze, zgoła nie wykopaliskowo-szkieletowe przyczyny. Zahacza bowiem o cały systemat, jaki za sprawą darwinizmu wyrósł na polu nauk przyrodniczych, filozoficznych, teologicznych i socjologicznych. Dotyka on antropologicznej i metafizycznej wizji człowieka, którą darwiniści sprowadzili do zwulgaryzowanej walki o przetrwanie, gdzie silniejszy pożera słabszego. Proste przeniesienie praw przyrody na życie społeczne, dzięki teorii Darwina, dało w konsekwencji asumpt do tego, co mogliśmy oglądać w „naukowej” podbudowie nazizmu i komunizmu. Oczywiście można się spierać, na ile komuniści i naziści wykoślawili myśl Darwina, ale nie zmienia to faktu, że nader chętnie nią się podpierali, a to walcząc z religią, czyli „opium dla ludu”, a to z rasami niższymi i podludźmi, co w praktyce – jakże posępnej – udowodniło darwinowskie prawo, że silniejszy eksterminuje słabszego. Nie czynię z tego zarzutu współczesnym wolnomyślicielom, bo starannie i zapobiegliwie odżegnują się od nazistowsko-komunistycznych konotacji, niemniej pobrzękuje w ich pewności siebie coś, co jednak niepokoi. Każdy może zwalczać Pana Boga, bo ma wolną wolę. Może wytaczać przeciwko Niemu najcięższe oskarżenia, złorzeczyć Mu i wyśmiewać tych, dla których Bóg to… Bóg. On jest cierpliwy i wyrozumiały, także dla tych, którzy Go nienawidzą, starając się dowieść, że Go nie ma. On na nich poczeka i da ostatnią szansę, kiedy będą odchodzić z tego świata, bo ma sobie najpotężniejszy argument, zgoła nie intelektualnej i nie darwinowskiej natury – Miłość. Dlatego jestem dziwnie spokojny o pośmiertny los wielu zatwardziałych ateistów. Nie z takimi sobie Pan Bóg radził, kiedy nagle otwierało się przed takimi całe bogactwo tego, “czego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”. Z całej książki Dawkinsa w pamięć zapadły mi wcale nie zawarte tam intelektualne ciągi, zachwyty nad oczywistą oczywistością darwinizmu, czy quasi religijne rozważania – nie były one tak atrakcyjne i porywające, jak zachwalał je w swojej próżności sam Dawkins. Nie znalazłem tam też mocno reklamowanej erudycji i intelektualnej potęgi autora, a raczej sprytnie napisaną pro-agitkę, których kilka podobnych, w bardziej zwulgaryzowanej formie, funkcjonowało w dorobku periodycznym PRL-owskich stowarzyszeń wolnomyślicieli i ateistów. To, na co zwróciłem uwagę, to myśl rzucona wcale nie mimochodem przez Dawkinsa:
Deja vu? Owszem, dzieci nie od dziś są polem, na którym nie tylko pedofile starają się hulać w najlepsze. Postępowcy również. Świat poszedł jednak dalej, niż postuluje Dawkins. Dzisiaj już się nie „wbija to wszystkim do głowy” – jak chce autor, ale najzwyczajniej pozbawia praw rodzicielskich tych chrześcijańskich rodziców, którzy nie są kompatybilni z postępowo-homoseksualną optyką, która zainfekowała systemy prawne krajów cywilizacji chrześcijańskiej. Odbiera się dzisiaj wnuki dziadkom, którzy je wychowują i oddaje homoseksualistom do adopcji, bo to co nigdy nie było normą, za sprawą homoseksualnej propagandy nagle się nią stało. Dzieci stały się politycznym targetem, który wszelkimi sposobami należy wydostać spod władzy rodziców, bo państwo – koniecznie świeckie – wie znacznie lepiej, co dla dziecka jest dobre. I jakoś mi się to nie chce pogodzić z teorią ewolucji, o której była tu mowa. Ot, weźmy takie małpy (ulubiony punkt odniesienia darwinistów) – kiedy jakikolwiek zwierz lub inny darwinista, zbliży się do ich młodych, to go w sposób naturalny rozszarpują i tłuką. Nie pozwalają, by jakiekolwiek, bardziej lub mniej postępowe zwierzę, ingerowało w ich naturalną rolę rodzica, gdyż ich przyrodzonym prawem i funkcją jest wychować młodego, dajmy na to goryla, na prawdziwego przedstawiciela swojego gatunku. Z przychówkiem homo sapiens, co postulują wolnomyśliciele, ma być inaczej – trzeba mu zakazać kontaktu z reakcyjnymi rodzicami, bo od tego tylko same nieszczęścia, wojny i zło na świcie. I rzec by się chciało – tu was mamy panie i panowie ateiści. Tu was boli. Ot, wyszło szydło z ateistycznego wora.
|
Expelled: No Intelligence Allowed
Nie mam pojęcia czy ten film był wyswietlany w polsce, a jest to świetny dokument Ben'a Stein'a nt. dyskusji pomiędzy "darwinistami" a "kreacjonistami" oraz wpływu jaki ma na tę dyskusję "political correctness". Pokazuje on również ostracyzm i kłopoty w jakie popadają naukowcy za samą tylko sugestię, że kreacjonizm ma jakieś naukowe podstawy...
Na koniec filmu Ed Stein dyskutuje z tymże właśnie Dawkinsem, w której to właśnie dyskusji po jakimś czasie Dawkins przyznaje, że to wszystko mogło jednak zostać stworzone!!!
Jest w nim również polski akcent w postaci wywiadu z Maciejem Giertychem. Polecam
Tomasz Pąpka
Życie jest czymś na
Życie jest czymś na pograniczu cudu. To, że tak skomplikowany mechanizm jak człowiek może funkcjonować przez te 60, 70 czy 80 lat jest wyjątkowym zbiegiem okoliczności. Wie o tym każdy kto kiedyś poważnie zachorował i wyzdrowiał, czy też o centymetry minął się z pędzącym wprost na niego samochodem. Ludziom od tego dobrobytu w ^%##^ się poprzewracało, jak mawia pewien klasyk. Religia stabilizuje życie społeczeństw. Nieźle wyłuszczył to w swoim "Liście do ateistów" Korwin-Mikke. Jeśli tacy krzykacze jak Atkins czy Dawkins staną się wpływowi i dojdą do władzy (a bardziej prawdopodobny jest, że tak niż nie) to znów będziemy wałkować hitlerowskie, radzieckie i albańskie "raje na Ziemi".
PS Brawa dla (żydowskiego - jakby ktoś nie zauważył) producenta tego dokumentu. Wyłuszcza prawie wszystkie następstwa płynące z realizacji w praktyce założeń wojującego ateizmu i jego "naukowych" podstaw. Bo jak łatwo zauważyć tu nie chodzi żadną ewolucję, a o samą religię i jej miejsce w społeczeństwie oraz wolność słowa.
Ciekawe, że
znaleziono formy odpowiadające ewolucji wewnątrzgatunkowej, ale form pośrednich między np. gadem a ssakiem już nie. Poza tym pseudofilozoficzne i pseudosocjologiczne ględzenia prof. Dawkinsa mają podobną wartość co opowiastki u cioci przy herbatce.
A to jest bardzo "tricky".
To ze znaleziono takie formy a innych juz nie nie dowodzi niczego za a ni przeciw. Kreacjonizm to garsc luzno powiazanych teorii ktorych nie mozna rowniez uznac za naukowe. Nie wiem czemu prof Giertych sie boczy ze media mu wyciagaja opowiesc o smoku wawelskim skoro takie madrosci opowiadal.
Wierze w teorie inteligentnego projektu, wierze ze zycie sprawca zycia jest Bog ale..... no wlasnie. Techniczna strona tego, kiedy dokladnie jak dlugo i w jakiej formie nie ma tu nic do rzeczy. Nie probujmy naukowo udowodnic istnienia Boga. To zaprzecza istocie wiary i mysle ze nie ma sensu. Udac nam sie nie moze.
Ależ znaleziono formy pośrednie między gadem a ssakiem
Można o tym poczytać np. tutaj i tutaj.
Personalizm = socjalizm
W świetle powyższych badań
część mojej wypowiedzi okazuje się nieprawdziwa.
Niczego ty chyba nie zmienia:-)))
.
Np. to, że
skoro teraz popijam drinka, mogę napić się za formy gadzio-ssacze:-).
Fakt, to zmienia postac rzeczy:-)))
Zwracalem po prostu uwage ze jesli jakis typek (tu Dawkins) stwierdza ze " z cala pewnoscia (sic) Boga nie ma" to polemika z nim nie ma sensu.
Nie ma sensu udowadnianie mu naukowo ze "Bog jest" bo tego udowodnic sie nie da, byloby to zaprzeczeniem sensu wiary. Istota jej polega na wierze w cos niesprawdzalnego. W Niebie nie musi byc tloku:-))).
Argumenty niektorych kreacjonistow ze ludzie zyli razem z dinozaurami tez nijak nie udowadniaja naukowo istnienia Boga.
Tu mi gad jakoś nie pasuje
Pewien znajomy miał swój standardowy toast:
Z tego wynika, że trzeba się jeszcze trochę cofnąć w ewolucji.
Śmieszne jest to dowodzenie
Śmieszne jest to dowodzenie braku form międzygatunkowych, skoro nauka zna gatunki, które krzyżują się między sobą, ale ich potomstwo pozostaje bezpłodne. Jeśli to nie jest forma międzygatunkowa to nie wiem co nią jest. Po drugie nic dziwnego, że formy pośrednie między gadem a ssakiem są rzadkie, skoro różnice pomiędzy nimi nie są kwestią gatunku, a gromady.
Jest mocny argument za doborem naturalnym
Proszę nie uważać, że jestem wojującym lewakiem. Ale istnienie doboru potwierdziły badania mnicha Grzegorza Mendela. Proszę Państwa! Spójrzcie chociaż na psy. Od yorków do bernardynów. One nie były takie kilka tysięcy lat temu. Są efektem dobierania rodziców i dalszych przodków według pożądanych przez człowieka cech. Kaczki domowe, gęsi domowe, świnie domowe... Są dziś inne niż pięćset lat temu. Świnie mają dziś mało sierści, sporo tuszy i brak kłów. Dawniej tak nie było. Dobierano, dobierano pokolenia rolników i dostali co chcieli. I bez człowieka takie rzeczy się dzieją. Lisy, wróble, gołębie przystosowały się do życia w mieście. Bakterie coraz odporniejsze na antybiotyki. Skłonny byłbym do teorii, że Bóg stworzył świat, a potem wprowadził dostosowywanie się do zmian w pewnym zakresie. Nigdy nie dawałem wiary, że dinozaury zmieniły się w ptaki. Teoria ta jest "udowadniania" scholastycznie.
RDA
Każde dziecko rodzi się ateistą.
Każde dziecko rodzi się człowiekiem.
Mimo to co rusz rozlegają się głosy zwątpienia.