Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008
Ile? |
Śmierć mózgowa...
Szukanie odpowiedzi na pytanie co to jest śmierć, z pewnością nie należy, dla większości z nas do naszych najpilniejszych zajęć. Wynika to z faktu, iż to, czym jest śmierć w zwykłym znaczeniu, wiemy wszyscy i wszyscy mamy też jakieś doświadczenie z nią związane. Praktycznie każdy miał tez jakieś zetknięcie z ciałem człowieka zmarłego. W medycynie za moment śmierci uznawano tradycyjnie chwile, w której doszło do nieodwracalnego ustania czynności oddychania i akcji serca. Pomimo swej umowności, wynikającej z tego, że dość wcześnie zdano sobie sprawę z faktu, iż śmierć musi następować w jakiś czas po wystąpieniu owych symptomów, ta klasyczna definicja śmierci była powszechnie akceptowana. Śmierć mózgowa natomiast jest koncepcją, która w Polsce i wielu innych krajach weszła do słownika pojęć medycznych i prawnych w ciągu ostatnich trzech dekad na zasadzie pewnych rozporządzeń administracyjnych. Nie było żadnej społecznej dyskusji na ten temat, ba, nawet w środowisku lekarskim temat ten praktycznie nie zaistniał w żadnej debacie. Tymczasem zasługuje on na znacznie większą uwagę. Na temat śmierci mózgowej łatwiej jest bowiem, z medycznego punktu widzenia, stwierdzić, czym ona nie jest niż to, czym jest. Na pewno nie jest ona stanem śmierci w zwykłym znaczeniu i różni się od niej w sposób drastyczny. Tak więc człowiek w stanie śmierci mózgowej jest ciepły a nie zimny, jego krew krąży, jego płuca pobierają tlen, ma miejsce przemiana materii, zabliźniają się rany i działa układ immunologiczny. Działają też wszystkie narządy ciała i są one w dobrym stanie – za wyjątkiem mózgu, który jest uszkodzony, co powoduje, iż dana osoba nie może odzyskać świadomości i nie może samodzielnie oddychać. Aby takiego człowieka uznać za martwego, trzeba nie lada ekwilibrystyki pojęciowej, mającej zatrzeć dojmujące wrażenie, iż człowiek taki po prostu żyje. Nie chodzi tu o stwierdzenie, że jest on zdrowy i nic mu nie dolega. Stan takiego chorego, jeśli jest on prawidłowo zdiagnozowany, na pewno jest bardzo ciężki, jednak, według wielu autorów, jest to stan bliski śmierci, nie zaś stan śmierci już zaistniałej. Mówienie o śmierci człowieka, którego ciało jest żywe, jest bowiem czymś, czemu zawsze będzie sprzeciwiał się tzw. zdrowy rozsądek. Powstaje wobec tego pytanie: komu przeszkadzała stara definicja śmierci, że ją zmieniono? Co nowego wnosi koncepcja śmierci sprowadzająca ją do śmierci samego mózgu, a w gruncie rzeczy tylko do pewnych jego fragmentów? Czy ma ona dostateczne podstawy naukowe? Rys historycznyAż do roku 1968 na całym świecie posługiwano się, nie podważaną przez nikogo, prawną definicją śmierci, która odwoływała się do dwóch głównych jej symptomów, takich jak ustanie akcji serca oraz oddechu. Prawo amerykańskie, na przykład, definiowało śmierć jako „zatrzymanie krążenia krwi oraz związane z tym ustanie funkcji życiowych takich jak oddychanie, bicie serca” itp. Prawo dodawało również, iż „śmierć ma miejsce wtedy, gdy kończy się życie i nie można jej stwierdzić aż do momentu ustania akcji serca oraz oddechu. Śmierć nie jest zjawiskiem ciągłym, lecz ma miejsce w jakimś ściśle określonym momencie.” Rozwój techniki medycznej, w tym wejście w użycie respiratorów, spowodował jednak, iż pojawiły się wątpliwości co do słuszności takiej definicji śmierci. Argumentowano, że pacjent, który od dłuższego już czasu nie odzyskuje świadomości, pomimo obecnej u niego akcji serca i nieprzerwanego (choć na ogół wspomaganego przez respirator) oddychania, w rzeczywistości już nie żyje i działania lekarzy tylko ten fakt maskują. Postulowano więc nową, prawną definicję śmierci, opartą na bardziej adekwatnych kryteriach medycznych. Wnioski te nie pozostały bez echa. W roku 1968 specjalna komisja powołana na uniwersytecie Harwarda (Harvard Ad Hoc Committee) zaproponowała uznanie śmierci całego mózgu za kryterium orzekania śmierci danej osoby. Takie kryterium – jak już wspomniano – zastosowano po raz pierwszy w ustawodawstwie amerykańskim, w stanie Kansas w 1970 roku. Przyjęta tam definicja uczyniła możliwym orzeczenie czyjejś śmierci wyłącznie na podstawie stanu mózgu danej osoby. Brzmi ona następująco:
lub
Jak widać, nowa prawna i medyczna definicja śmierci jest alternatywna: na jej podstawie lekarz może orzekać śmierć pacjenta zarówno na podstawie kryteriów dotychczasowych, tj. ustania krążenia i oddechu, jak i nowych – ustania czynności mózgu. W większości krajów świata przyjęte zostało ustawodawstwo wzorowane na zacytowanym powyżej. Nowa definicja śmierci oparta jest więc na kryteriach mózgowych. Zawiera ona wzmiankę na temat przeszczepów narządów. Jest to istotne novum w stosunku do klasycznej definicji śmierci, która na ten temat nic nie mówiła. Komisja Harwardzka, która zaproponowała tę nową definicje śmierci uczyniła to w rok po dokonaniu pierwszej transplantacji serca przez dr Barnarda w RPA , która miała miejsce w roku 1967. Można więc odnieść wrażenie, iż definicja ta została wprowadzona w tym celu, aby praktykę taką zalegalizować. Autorzy, którzy popierali wysiłki zmiany prawa w tym kierunku, nie ukrywali zresztą, że o to im właśnie chodziło. Nowa definicja śmierci, wzorowana na tej, która została przyjęta w stanie Kansas, była stopniowo przyjmowana w pozostałych stanach USA oraz w innych krajach na całym świecie. Polskie prawo oraz przyjęły nowa definicję śmierci mózgowej w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Sprawę tę reguluje ustawa , przyjęta w 1995 roku „(...) o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów” W zbiorze aktów wykonawczych do ustawy znajduje się pod numerem 1.2.5. „Komunikat Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 29.pazdziernika 1996 r. o wytycznych w sprawie kryteriów stwierdzenia trwałego i nieodwracalnego ustania funkcji pnia mózgu (śmierci mózgowej)” (niżej-„Komunikat”). Założenia ogólne zawarte w tym dokumencie wymieniają szereg zasad, którymi należy się kierować, gdy mówimy na temat śmierci człowieka. Wśród tych zasad znajduję się stwierdzenie, iż „śmierć jest zjawiskiem zdysocjowanym i dlatego ogarnia tkanki i układy w różnym czasie. Powoduje to dezintegrację ustroju jako całości funkcjonalnej i kolejno trwałe wypadanie poszczególnych funkcji w różnej sekwencji czasowej. Zatem niektóre funkcje układów lub ich części mogą utrzymać się w oderwaniu od innych, już wcześniej obumarłych”. W tekście „Komunikatu” śmierć jest więc definiowana jako dezintegracja ustroju czyli utrata jego podstawowej cechy, którą jest bycie funkcjonalną całością, nie zaś jako śmierć wszystkich narządów i komórek które tę całość stanowią. Dokument ten stwierdza dalej, że ujęciu klasycznym za moment śmierci uważano definitywne ustanie krążenia krwi. Ta klasyczne definicja śmierci może być nadal szeroko stosowana za wyjątkiem przypadków, „w których szczególnie wyraźny ujawnił się zdysocjowany charakter śmierci. W tych ostatnich przypadkach należy posługiwać się tzw. nową definicją śmierci. W jej ujęciu kryterium kwalifikującym jest śmierć mózgu.” „Komunikat” podkreśla też analogie pomiędzy określaniem śmierci człowieka w oparciu o kryteria krążeniowe oraz robieniem tego w oparciu o kryteria mózgowe, i stwierdza, iż w obu przypadkach nie oznacza to że „wszystkie tkanki i komórki są martwe”. Podobne porównanie jest rozwijane w odniesieniu do koniecznej w tych wypadkach diagnostyki. Skoro więc diagnostyka śmierci człowieka w oparciu o kryteria krążeniowe opierała się wyłącznie na typowych objawach klinicznych ustania funkcji serca, tak i diagnostyka śmierci człowieka w oparciu o kryteria mózgowe opiera się na objawach klinicznych nieodwracalnego ustania funkcji pnia mózgowego, które, jak stwierdza „Komunikat” „jest reprezentatywne dla śmierci mózgu jako całości”. Oznacza to, że tak jak w pierwszym przypadku nie potrzebowaliśmy robić badań takich jak np. elektrokardiografia czy angiografia wieńcowa, aby stwierdzić zgon, tak też w przypadku drugim nie musimy wykonywać w tym celu elektroencefalografii czy angiografii mózgowej.
Dalej mówi się w „Komunikacie” o tym, że „wszelkie rozpoznanie jest umową medyczną”, oparta na pewnej ilości „cech dynamicznych i statycznych”. Cechy te, bądź kryteria, również podlegają ewolucji, co oznacza, że ich ilość może się zwiększać lub zmniejszać. Z jednej strony wynika to z dążenia do uzyskania pewnego rozpoznania, z drugiej zaś, do skupienia się tylko na tych kryteriach, które maja istotne znaczenie. Samo pojęcie śmierci miałoby więc przejść od śmierci całego człowieka do śmierci człowieka jako całości; następnie od śmierci człowieka jako całości do śmierci całego mózgu; w końcu zaś od śmierci całego mózgu do śmierci mózgu jako całości. Zwraca się tu uwagę na znaczenie określeń „cały” i „jako całość”. Określenie „cały” w odniesieniu do śmierci oznaczałoby „śmierć wszystkich bez wyjątku składników analizowanych w aspekcie życia”, natomiast określenie ”jako całość”- utratę życiowo istotnej więzi, łączącej razem wszystkie te składniki. Na zakończenie „Komunikat” stwierdza, iż ujęcie śmierci człowieka w znaczeniu śmierci mózgu jako całości, „jest wynikiem poszerzenia wiedzy medycznej w zakresie tanatologii, doświadczenia lekarskiego i badań statystycznych”. Pomaga też właściwiej określić zadania w odniesieniu do intensywnej terapii, kładąc kres „praktyce sztucznego wentylowania zwłok aż do wystąpienia spontanicznego zatrzymania krążenia krwi”. W podsumowaniu warto tu dodać, że stan prawny wyrażony w „Komunikacie” i obowiązujący w Polsce w omawianej kwestii odpowiada w przybliżeniu rozwiązaniom przyjętym w większości innych krajów. W odróżnieniu od pochwalnego tonu opinii na temat kryteriów mózgowych śmierci człowieka, wyrażonej w „Komunikacie” będącym oficjalnym dokumentem Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej, a zarazem wykładnią obowiązującego w naszym państwie prawa, wielu autorów podważa zasadność koncepcji śmierci mózgowej. Większość spośród tych autorów jest lekarzami, i swoja krytykę rozwijają właśnie z medycznego punktu widzenia. Autorzy ci zauważają, że centralnym założeniem dla koncepcji śmierci mózgowej jest przeświadczenie, iż mózg nie tylko sprawuje kontrolę nad całym organizmem, lecz jest on także tym czynnikiem, bez którego istnienie samego organizmu nie jest możliwe. Pytają oni czy rzeczywiście mózg jest takim „centralnym integratorem ciała”, który nadaje całemu ciału jedność i bez którego jest ono bezładnym chaosem narządów i tkanek, jak chcą tego zwolennicy teorii śmierci mózgowej? Jeden z owych krytyków, amerykański neurolog. Alan Shewmon, podejmuje to pytanie w wielu swoich publikacjach odpowiada na nie negatywnie. Shewmon wymienia całą litanię integracyjnych funkcji organizmu, które nie są sterowane przez mózg i które daje się zaobserwować u pacjentów w stanie śmierci mózgowej. Należą do nich takie czynności organizmu, jak: krążenie, odżywianie się i oddychanie w sensie procesów metabolicznych zachodzących w organizmie, utrzymywanie homeostazy, eliminacja szkodliwych produktów metabolicznych, w tym funkcjonowanie nerek, utrzymywanie równowagi energetycznej organizmu, który wymaga współpracy pomiędzy wątrobą, układem endokrynowym, mięśniami i tkanką tłuszczową, podtrzymywanie temperatury ciała (choć na niższym niż normalnie poziomie), zabliźnianie się ran, odporność na infekcje i reagowanie na nie gorączką, jeśli wystąpią, reagowanie pobudzeniem sercowo-naczyniowym i hormonalnym na chirurgiczne nacięcie powłok ciała (co powoduje konieczność stosowania znieczulania ogólnego u dawców serca), podtrzymanie ciąży, a nawet proces seksualnego dojrzewania i wzrostu, w sensie zwiększania rozmiarów ciała.
Wielu autorów podkreśla ponadto możliwość znacznego (nawet powyżej roku) przedłużenia życia chorych zdiagnozowanych jako zmarłych w myśl kryteriów śmierci mózgowej, jeśli będzie zastosowana odpowiednia terapia. Należy podkreślić jest również wyżej wzmiankowany fakt, iż w kilku przypadkach kobiety będące w ciąży, po wpadnięciu w stan określany jako śmierć mózgowa, były w stanie jakiś czas później wydać na świat zdrowe dzieci. Zauważono również powrót czynności autonomicznego układu nerwowego po ustąpieniu fazy ostrej tzw. szoku rdzeniowego towarzyszącego wystąpieniu objawów śmierci mózgowej . Wszystkie, te opisane powyżej funkcje organizmu, które są niewątpliwie funkcjami integracyjnymi, i w dodatku, w przeważającej części, nie są sterowane przez mózg – mózg jedynie moduluje ich wykonywanie przez organizm. W świetle tych danych upada podstawowe założenie na którym oparto całą koncepcję śmierci mózgowej, mówiące, iż zachodzi w jej przypadku dezintegracja organizmu jako funkcjonalnej całości. Osoby w stanie śmierci mózgowej maja ciała zdradzające wszelkie objawy życia a więc żywe. Nie jest więc prawdą to, o czym mówi „Komunikat” iż w przypadku śmierci mózgowej dochodzi do utraty „życiowo istotnej więzi” scalającej organizm. Wniosek taki w oczywisty sposób nie wypływający z obserwacji pacjentów lecz wynika z fałszywego, jak się okazuje, założenia, iż mózg jest centralnym narządem integrującym, bez którego organizm nie może istnieć. Niektórzy krytycy teorii śmierci mózgowej proponują w związku z tym wycofanie samego pojęcia śmierci mózgowej (brain death) i zastąpienie go określeniem dysfunkcji mózgu (brain failure), co wydaje się propozycją ze wszech miar uzasadnioną. Według reprezentujących to stanowisko lekarzy, stan chorych klasyfikowanych jako nieżyjących z powodu zaistnienia „śmierci mózgowej” może być co najwyżej uznany za bliski śmierci (near death syndrom), lecz na pewno nie za stan śmierci już zaistniałej. Wiele opisanych przypadków potwierdza to w drastyczny sposób. Należy do nich opisany przez dr Hasslera przypadek odzyskania świadomości przez pacjenta w stanie śmierci mózgowej po stymulacji struktur mózgowia odpowiedzialnych za budzenie się przy pomocy elektrod implantowanych do mózgu. Właściwie ten jeden przypadek powinien zakończyć całą dyskusję na temat śmierci mózgowej, ponieważ ją falsyfikuje. Jeśli choćby w jednym wypadku doszło do wybudzenia się pacjenta w stanie śmierci mózgowej, stwierdzonej zgodnie z przyjętymi kryteriami, to znaczy, że te kryteria są niesłuszne. Tymczasem mamy ten temat w Polsce całą grupę doniesień na w mediach. Osoby zdiagnozowane jaka zmarłe na podstawie kryteriów mózgowych, wracają nie tylko do życia, ale również do szkół i na uczelnie. Ta kuriozalna sytuacje podważa słuszność teorii śmierci mózgowej oraz rozporządzeń prawnych , które ją sankcjonują. Może tylko dziwić niewielki udział lekarzy w Polsce w dyskusji na temat śmierci mózgowej. Zmiana tej sytuacji wydaje się być jednak jedynie kwestią czasu. Wydaje się rzeczą bezsporną, że kryteria śmierci mózgowej są nie do obrony właśnie z lekarskiego i naukowego punktu widzenia. Co ciekawe, krytyka pojęcia śmierci mózgowej nie musi wynikać z niechęci do dokonywania przeszczepów. Jaki pisze Troug “the concept [of brain death] fails to correspond to any coherent biological or philosophical understanding of death” czyli, w luźnym tłumaczneiu, “koncepcja śmierci mózgowej nie daje się uzgodnić z żadnym spójnym biologicznym czy też filozoficznym rozumieniem śmierci” (tłum. moje, J.N.). Autor postuluje więc aby pobierać narządy do przeszczepu od tych dawców, którzy się na to zgodzą, wiedząc że w momencie pobrania ich narządów do przeszczepu będą jeszcze żyli. Doszło też do tak paradoksalnej sytuacji, że 27 procent kardiochirurgów i członków zespołów, którzy dokonują pobrania serca ludzkiego do przeszczepu, jest przekonanych, że zabijają żyjącego jeszcze człowieka. Daje się więc zauważyć, iż to właśnie środowiskach lekarskich, w krajach takich jak USA, Wielkiej Brytanii i Japonii protest przeciwko teorii śmieci mózgowej (brain death) jest najsilniejszy. Shewmon jako neurolog, podkreśla, że śmierć człowieka następuję zwykle w 20 do 30 minut po ustaniu krążenia, i że koncepcja śmierci mózgowej jest fikcją medyczną i prawną. Dodatkowym problemem jest to, iż w myśl obowiązujących procedur, zawartych w „Komunikacie” utożsamia się po prostu objawy szoku mózgowego i szoku rdzeniowego ze zniszczeniem tych narządów. Fakty, które temu przeczą, próbuje się negować. Nadal uważa się, iż, zgodnie z obowiązującymi dyrektywami, można orzekać śmierć człowieka na podstawie kryteriów mózgowych , po wykonaniu pobieżnych jedynie, klinicznych testów, o czym mówiliśmy wyżej. Aby próbować oceny problemu od strony filozoficznej, trzeba dokonać pewnej syntezy faktów medycznych oraz zasad samej filozofii. Przykładem takiej pracy jest właśnie dzieło Alana Shewmona, które polega na dokonywaniu takiej syntezy w licznych pracach naukowych, publikowanych w czasopismach medycznych i filozoficznych. Alan Shewmon jest więc przykładem naukowca, którego poglądy na temat śmierci mózgowej ewoluowały od początkowej akceptacji tej teorii aż do jej zdecydowanej negacji. Przebycie tej długiej drogi opisał on w pracy pod znamiennym tytułem Recovery from „Brain death”: A neurologist’s Apologia. Zarzuca w niej neurologom, że są „mózgowymi szowinistami”, którzy mają tendencje do redukowania osoby ludzkiej do jej umysłu, umysłu – do mózgu, zaś ciała do czegoś w rodzaju opakowania służącego mózgowi do przenoszenia się z miejsca na miejsce i do kontaktowania się z innymi mózgami. Myślenie takie jest bliskie wielu ludziom, w tym także lekarzom. Jest ono również coraz bardziej obecne w europejskim kręgu kulturowym. Wielu ludzi wyobraża sobie, że osoba to w istocie umysł czy też duch luźno związany z ciałem, w którym aktualnie przebywa. Mamy w tej wizji człowieka silne przeciwstawianie duszy i ciała, z równoczesną reifikacją ich obu. Shewmon uważa, że w neurologii dominuje myślenie kartezjańskie. W odniesieniu do problemu świadomości można je streścić następująco: kora mózgu jest miejscem, w którym należy wyłącznie lokalizować zawartość świadomości, natomiast pień mózgu jest odpowiedzialny za proces budzenia się. Kora mózgowa, a nie całe ciało, jest tu „tkanką wcielającą umysł” ludzki. Na tych założeniach opierano przekonanie, iż pacjenci z uszkodzoną korą mózgowa, nawet jeśli mają zachowane czynności, za które odpowiada pień mózgu, takie jak np. oddychanie, w istocie nie są już żywymi osobami ludzkimi. Stan taki został określony w medycynie jako przewlekły stan wegetatywny. Sama nazwa miała sugerować, iż ludzie ci nie mają wyższych czynności mózgu, czyli że nie mogą wytworzyć świadomości. Podobne rozumowanie stosowano wobec tzw. dzieci bezmózgowych, odmawiając im cech człowieczeństwa. Shewmon jako neurolog dziecięcy wypowiada się często na ten temat w swoich pracach. Rysując ogólne, filozoficzne tło omawianych wyżej zagadnień, Shewmon poddaje dokładniejszej analizie problem śmierci mózgowej również od strony filozoficznej. Shewmon zadaje sobie pytanie, jakich argumentów używa się i jakie przyczyny spowodowały, że powszechnie zaakceptowano tezę, iż śmierć jednego, określonego narządu, którym jest mózg, oznaczać ma śmierć człowieka jako taką. Shewmon dzieli te powody na trzy kategorie, odpowiadające trzem sposobom rozumienia śmierci: socjologiczną, psychologiczną oraz biologiczną.
Spośród tych trzech koncepcji śmierci, biologiczna stała się standardowym, niemal oficjalnym rozumieniem śmierci jako takiej w myśl obowiązującego praw. Oznacza to, iż oficjalnie uznano, że ani sama umowa społeczna, ani utrata świadomości nie są per se decydującym czynnikiem, który mógłby oznaczać śmierć człowieka. Formalnie uznana jest więc zasada, iż człowiek to nie tylko świadomość ale jedność psychofizyczna, w wypadku której istnienie jednego elementu, to jest żywego ciała, można wytłumaczyć jedynie założywszy, iż ożywia go drugi element, zwany umysłem lub dusza rozumną. Jest to więc nawiązanie do tradycji arystotelesowsko-tomistycznej, w myśl której dusza jest forma ciała ( w znaczeniu formy substancjalnej), z którym łączy się ona jako całością pierwotnie i per se, natomiast z częściami ciała - wtórnie i o tyle ile są one przyporządkowane do całości. Oznacza to, innymi słowy, iż uznano, że jeśli ciało jest żywe, to żywa jest również osoba, nawet jeśli byłaby ona pozbawiona świadomości w sposób trwały. Stąd brał się też wysiłek, aby ciała dawców nazywać zwłokami. Takie stwierdzenia znajdują się zarówno w Ustawie z 1995 roku jak i w Polskim Kodeksie Etyki Lekarskiej. Gdzie stwierdza się, że „Komórki, tkanki i narządy mogą być pobierane ze zwłok ludzkich w celach diagnostycznych, leczniczych i dydaktycznych”. W punkcie 3.3.2.aktów wykonawczych Ustawy mówi się mówi się jednak o konieczności stosowanie leków wobec dawcy (zwłok?)z powodu. „wegetatywnych odruchów bólowych” oraz „odruchów motorycznych” . Oznacza to, mówiąc prostszym językiem, iż ciało dawcy ma odruchy bólowe, i że dawca porusza się w czasie zabiegu, wykonując nie tylko ruchy rękami i nogami ale i całego ciała. Dlatego konieczne jest stosowanie środków przeciwbólowych i zwiotczających. Ciało dawcy nie różni się w tym od ciała chorego podczas operacji. Pozostaje pytanie, skąd ta pewność, iż dawca nie żyje i dlaczego jego ewidentnie żywe ciało jest nazywane zwłokami? Odpowiedź może być tylko jedna: chodzi o utrzymanie przekonania iż dawca już nie żyje, w myśl kryteriów śmierci biologicznej, a nie tylko kryteriów opartych na umowie społecznej czy też kryteriów psychologicznych. Te ostatnie zostały skompromitowane choćby z powodu wybudzania się ze śpiączki chorych będących w przetrwałym stanie wegetatywmym nawet powyżej dziesięciu lat. . Również oparcie się na samej umowie społecznej z łatwością może budzić moralne zastrzeżenia. Na temat takich kryteriów śmierci, mógłby wtedy głosować parlament i zmieniać je dowolnie. Dążenie do podtrzymania tezy iż śmierć mózgowa oznacza śmierć człowieka jako żywego organizmu, prowadzi nas jednak niechybnie do koncepcji „żywych zwłok”, które, przed pobraniem serca do przeszczepu trzeba normalnie znieczulać. Tłumaczenie takie zapewne nie zadowala personelu medycznego który wykonuje te operacje, skoro, jak zauważyliśmy powyżej, prawie jedna członków tego personelu sądzi, że dawca w tym momencie jeszcze żyje. Dochodzimy tutaj do koniecznej konkluzji, iż teoria tzw. śmierci mózgowej jest nie do utrzymania od strony naukowej. Dane, jakich dostarcza nam na ten temat medycyna, wyraźnie takiej teorii zaprzeczają. Nie da się udowodnić na podstawie wiedzy, jaką dysponuje ta nauka, że ludzie, którzy znajdują się w stanie śmierci mózgowej, naprawdę nie żyją. Jedyne, co może powiedzieć lekarz, nie przekraczając granic kompetencji dyscypliny, którą reprezentuje, jest to, iż u ludzi tych stwierdza się uszkodzenia mózgu znacznego stopnia. Uznanie więc ich za osoby nieżyjące przeczy zasadom sztuki lekarskiej. Nota bene, mózg tak uszkodzony zaprzestaje na ogół wykonywania pewnych swoich funkcji. Przeciwnie, u chorych w stanie śmierci mózgowej stwierdza się z reguły wiele objawów świadczących o istniejącej nadal aktywności mózgu. Przyjęcie teorii śmierci mózgowej na podstawie tak chwiejnych kryteriów naukowych stało się możliwe niewątpliwie tylko dzięki zaakceptowaniu pewnych założeń filozoficznych, które redukują osobę ludzką do jej świadomości. Utrata świadomości zastała uznana de facto za dowód śmierci człowieka. Stanowisko to nie wynika jednak z danych empirycznych, dostępnych medycynie, lecz z przyjętych nieoficjalnie, założeń filozoficznych, redukujących człowieka jedynie do sfery myśli bądź osobowości. w sensie psychologicznym, a reprezentowanych odpowiednio, przez Kartezjusza i Locke’a. Są one sprzeczne z oficjalną wykładnią teorii śmierci mózgowej, która bazuje na dorobku filozofii klasycznej i myśli chrześcijańskiej w dziedzinie antropologii filozoficznej, w której kładzie się nacisk na jedność osoby ludzkiej i ważność jej wymiaru cielesnego. Tlumaczenie zaś nieoficjalne bazuje po prostu na fakcie iż człowiek współczesny ma skłonność do myślenia w kategoriach moralnego utylitaryzmu. Wiele osób uważa, iż można poświęcić życie osoby ciężko chorej i nie rokującej nadziei na poprawę (w tym wypadku – osoby z zespołem tzw. śmierci mózgowej) dla dobra innych chorych. Ta właśnie postawa tłumaczy bierność wielu środowisk i niepodejmowanie dyskusji w tak ważnej sprawie, jaką jest słuszność bądź niesłuszność teorii tzw. śmierci mózgowej. Nie bez znaczenia jest istnienie w poszczególnych krajach swoistego lobby transplantacyjnego, które poddaje moralnej presji całe społeczeństwa w celu zaakceptowania pobierania narządów do przeszczepów od osób będących w stanie tzw. śmierci mózgowej i tłumi dyskusję na temat problemów moralnych z tym związanych. W powyższej sprawie konieczne staje się wypracowanie przez Kościół katolicki jasnego stanowiska. Dotychczas jeszcze to nie nastąpiło. Występuje tu nawet zaskakujący brak zgodności poglądów wśród różnych autorytetów. Wielkie znaczenie ma tutaj z pewnością głos Kościoła Katolickiego. Ten ostatni zgodził się na pobieranie narządów do przeszczepów ale, co jest chyba oczywiste, wyłącznie od osób zmarłych. Jeśli więc zachodzi wątpliwość co do statusu dawcy w tej kwestii, nie można twierdzić, że Kościół nie będzie miał tutaj swoich zastrzeżeń. Zostały one zresztą wyrażone jasno w encyklice Evangelium Vitae papież Jan Paweł II napisał:
Na zakończenie chciałbym więc oddać głos jednej z uczestniczek dyskusji na temat śmierci mózgowej, dr Tomoko Abe z Japonii. Napisała ona:
Problem śmierci mózgowej należy da najważniejszych i najtrudniejszych problemów etycznych, obok takich jak aborcja czy eutanazja, z którymi musi się zmierzyć współczesna cywilizacja. Warto zauważyć, iż krytyka koncepcji śmierci mózgowej pojawiła się ostatnio z najmniej oczekiwanej strony - mianowicie na uniwersytecie Harvarda, gdzie właśnie po raz pierwszy postulowano uznanie kryteriów mózgowych śmierci człowieka.
O Autorze: O. Jacek Norkowski OP (data urodzenia 1957) jest absolwentem Akademii Medycznej w Poznaniu, którą ukończył w roku 1982. Po ukończeniu studiów medycznych wstąpił do zakonu dominikańskiego. Studia filozoficzne i teologiczne odbywał w Krakowie gdzie w1989 roku otrzymał święcenia kapłańskie. W 1990 roku, na Papieskiej Akademii Teologicznej, uzyskał tytuł magistra w dziedzinie filozofii za pracę na temat teorii powstawania i rozwoju świadomości u człowieka napisaną pod kierunkiem dr. Alfreda Gawrońskiego. W latach 1991-92 odbył staż w centrum bioetycznym Pope John XXIII Medical-Moral Research and Education Center w Bostonie. Tu zainteresował się problemem kryteriów śmierci człowieka, koniecznych dla podejmowania decyzji dotyczących chorych w stanach terminalnych oraz dawców organów do przeszczepów. To zainteresowanie zaowocowało dalszymi studiami podjętymi w Rzymie i zakończonymi obroną licencjatu na uniwersytecie Angelicum poświęconemu tematowi tzw. mózgowych kryteriów śmierci człowieka w roku 2003. |
Brakuje mi tutaj odpowiedzi
Brakuje mi tutaj odpowiedzi na jedno pytanie: czy przeszczep jest możliwy gdy organ pobrano od dawcy po śmierci rozumianej klasycznie? Nie znam odpowiedzi bo nie znam się na medycynie.
Pewne jest, że szanując człowieka jako całość, nie możemy godzić się na pobieranie organów od ludzi żywych. Wyjątkiem mogą być organy podwójne (np nerki) jeśli jest to świadome oddanie organu dla ratowania innej osoby. W każdym razie widać, że zmienianie definicji śmierci bez dyskusji wśród medyków, etyków i zwykłych ludzi jest poważnym nadużyciem prowadzącym do zakwestionowania zasad moralnych, które się ukształtowały przez wieki.
Marek Bekier
Odpowiedź jest prosta.
Możliwe jest przeszczepianie jedynie narządów żywych, a takimi dysponują wyłącznie ludzie żywi, także ci w tzw. śmierci mózgowej.
Zwłoki autentycznie, a więc klasycznie zmarłych, mają tylko organy martwe. I stąd te, przez dobroczyńców ludzkości wszczynane awantury.
Naczelny anestezjolog kraju w Gazecie Lekarskiej apodyktycznie stwierdził "zmarłych nie leczymy", naturalnie, na myśli miał zmarłych w pojęciu śmierci mózgu, którym chciał zabrać łakome części ich ciała.
Ciekawe, czy on tak "zmarłego", którego "nie leczymy", a którym, w stanie izolowanej śmierci mózgu byłby jego ojciec lub syn, złożyłby do grobu. Zdrowy rozsądek i ekonomia wprost nakazuje takie postępowanie - jak ktoś zmarł na tyle aby można go nie leczyć to alternatywą jest jedynie cmentarz. O pobieraniu czegokolwiek od członków szanownej jego rodziny, już nawet nie wspomnę.
Jan Godziemba
A tyle było nażekania na Ziobrę,
że zniszczył polską transplantologię, że kupa ludzi przez niego umarła.
Kiedy umarł Robert Dzekański?
Na ochotnika uczestniczę w przesłuchaniach Komisji starającej się wyjaśnić okoliczności śmierci Roberta Dziekanskiego na lotnisku w Vancouver 14 pażdziernika 2007 roku. Sędzia Braidwood od kilku miesięcy przesłuchuje pod przysięgą wszystkich, którzy mogą pomóc wyjaśnić co się stało i jak zapobiec takim tragediom na przyszłość?
http://www.braidwoodinquiry.c...
Dzięki przytomności umysłu przypadkowego świadka i jego kamerze video, "oficjalna wersja" policjantow okazała się ich kompromitacją. To zabójcy i krzywoprzysiężcy. Kluczową sprawą, potrzebną do podsumowania przez adwokatów Rządu RP i matki Roberta Dziekańskiego jest określenie momentu śmierci. Po około 24 sekundach od wejścia do "akcji" czarny policjant Milligan, po raz pierwszy w życiu użył paralizatora TASER i to 5 razy przez 31 sekund, zamiast regulaminowo 5 sekund. Jego dowódca Überpolizemeister Robinson klęczał na jego karku, aż uszy ofiary zrobiły się... niebieskie! On myślał, że to siniak. tak jakby zapomniał, że siniaki tworzą się po kilku godzinach.
Jeden z policjantów zawołal o pomoc przez radio CODE 3, co oznacza zagrożenie życia. Szef bezpieczeństwa lotniska niejaki Ginter, obraził się na miejscowych sanitariuszy i wezwał... strażaków, którzy mogli przyjechać dopiero po 7 minutach. Policjanci i ochroniarze twierdzą, że monitorowali stan swojej ofiary przez badanie pulsu i obserwowanie klatki piersiowej. A on przecież leżał na brzuchu, którym normalnie rusza mężczyzna jak oddycha! Lekarze zeznali, że puls moźna mieć 20 minut po śmierci, a sam widziałem serce w słoiku z płynem fizjologicznym, które biło ponad 20 lat! Lekarz kardiolog, profesor medycyny Tseng zeznał wczoraj, że sam nieraz się pomylił i uznał czucie wlasnego pulsu za pacjenta, który już nie żył.
Proszę o przesłanie komentarzy jak najszybciej na mój adres internetowy, a ja przekażę je po angielsku prawnikom opracowywującym już podsumowanie prac Komisji. Potrzebuję też pełnego brzmienia artykułów 177§1, 143§1 punkt 2, 233§1, 150§2 oraz 147§1, polskiego kodeksu postępowania karnego, na podstawie których policja kanadyjska dokonywała przesłuchań obywateli polskich w Gliwicach 15 kwietnia 2008 roku, pod rygorem więzienia, żeby znaleźć jakieś brudy na Roberta Dziekańskiego i wydostać jego całą historię wszystkich jego chorób. Uważam to za nielegalne i inwazję na suwerenne państwo polskie.
Lech Jaworski latarnik@me.com
Latarnik z Kanady
Mam problem
Osobisty.
Wychowawczy - ojca, katolika.
Dzieci się mnie pytają, czym my Polacy, katolicy różnimy się od "spedalonej", "zlewaczałej", "pogańskiej" i oddanej "cywilizacji śmierci" Europy. Dzieciaki przeczytały, gdzieś tam w necie, że nawet szpik kostny "importuje" się do Polski, chociażby, od "gebelsów". Tacy jesteśmy ostrożni, my katolicka społeczność wobec "obcych" nowinek.
Autor wątku mi nie pomaga, co więcej, trafia w próżnię zupełnie różnych od jego uwag polskich realiów.
Muszę sam szukać.
Na razie znalazłem
kanon 2296 KKK
Eeee ..."tylko kierunek działania ma znaczenie"
.
Załatwiłbym ten problem statystyką. Kasa, która idzie na przeszczepy, szpiki itp, zagospodarowana inaczej uratowałaby o wiele więcej istnień ludzkich. Dowód jest prosty. Należy zadawać pytania, a odpowiedzi, które dzieciak sam będzie udzielał, doprowadzą go do wniosku jak wyżej.