Testament Marszałka Józefa Piłsudskiego

"Ludzie tacy jak Józef Piłsudski nie przychodzą na świat po to, aby zaświecić jak meteor w nocy i zostawić po sobie mrok. Dani są narodom jako wieczne światło, jako drogowskaz (...) i właśnie za grobem są ich największe zwycięstwa" – pisał po śmierci I Marszałka Polski Jan Lechoń. 12 maja, minęła 74 rocznica śmierci wielkiego patrioty i wizjonera, wskrzesiciela niepodległego bytu państwa polskiego. Życiorys Marszałka jest jednak ogólnie znany, pragnę zatem przywołać jedynie przesłanie, jakie pozostawił w chwili swojej śmierci.

darmowy hosting obrazków

Józef Piłsudski urodził się 5 grudnia 1867 roku, w Zułowie na Wileńszczyźnie. I jak pisała w swoich wspomnieniach żona Marszałka – Aleksandra: „Jego żarliwy patriotyzm Polaka, jego najgłębszy związek z kulturą polską, wyrastał z wielowiekowej tradycji, wiążącej Ziemię Litewską z Polską. (...) Mówił czasem o sobie: „jestem Litwinem”. Brzmiały te słowa w ustach Jego tym samym dźwiękiem – jakim w ustach Adama Mickiewicza brzmiała pierwsza zwrotka, największego eposu polskiego. „Litwo Ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie”. Gdy zdobywał mieczem kresy wschodnie i oswabadzał je od moskiewskiego najazdu, nie chciał ani gwałtem, ani siłą orężną ziemi tej do Polski włączyć. Dał ludności całkowitą swobodę wypowiedzenia swej woli. Nie chciał niczego jej narzucać, tak jak nie chciałby o naszych stosunkach wewnętrznych decydowały czynniki obce”.

O Polskę mocarstwową

Józef Piłsudski – wychowany w kulcie wielkich czynów głównie za przyczyna swojej matki – żył ideą Polski Mocarstwowej, która jakże często, a zwłaszcza obecnie jest wyśmiewana i poniżana, także przez samych Polaków. Postanowił, zatem – śladem Stefana Batorego, Jana Zamojskiego, ks. Piotra Skargi, Władysława IV oraz Jana III Sobieskiego doprowadzić do ustanowienia w państwie polskim silnej władzy wykonawczej, która usprawniłaby często psujący się mechanizm demokracji parlamentarnej. Dzięki temu zwielokrotniłyby się siły Rzeczpospolitej.

darmowy hosting obrazków

Marszałek doskonale bowiem zdawał sobie sprawę z tego, że Polacy mają szansę przetrwać w tej niezwykle niebezpiecznej części Europy tylko w przypadku, jeśli będą dysponować niepodległym i silnym państwem. Źródłem potęgi tego państwa mieli być wolni obywatele, harmonijnie łączący działalność na rzecz Ojczyzny ze sprawami osobistymi i grupowymi. Tymczasem współczesny Polak, któremu przez przeszło 60 lat wpajano wizję kraju małego, słabego i zależnego, nie zawsze potrafi sobie wyobrazić Polski wielkiej i silnej. Podobnie było w pierwszych latach XX wieku, kiedy późniejszy Marszałek przygotowywał kadry bojowników o przyszłą Polskę Niepodległą.

Józef Piłsudski widział Rzeczpospolitą w roli mocarstwa regionalnego w Europie Wschodniej – podobnie jak za panowania Jagiellonów. Według tej koncepcji Polacy byliby sfederowani (czy choćby tylko sprzymierzeni) z narodami bezpośrednio sąsiadującymi z nimi od wschodu, wedle staropolskiej zasady „wolni z wolnymi, równi z równymi”. Powstałby wówczas organizm polityczny o tak ogromnym potencjale demograficznym i militarnym, że mógłby skutecznie paraliżować wszelkie dążenia zaborcze, zarówno imperializmu rosyjskiego jak i niemieckiego.

Zorganizowana w ten sposób Rzeczpospolita Wielu Narodów nie musiałaby zabiegać o żadne czcze sojusze, czy to zachodnie czy jakiekolwiek inne. Byłaby ona wówczas zdolna pokierować całym rozwojem tej części Europy, w interesie własnym Polski oraz narodów z nią sfederowanych. W lutym 1919 roku mówiąc o Litwie, Białorusi i Ukrainie Józef Piłsudski stwierdził: „(...) na bagnetach niesiemy tym krajom wolność bez zastrzeżeń”. Niestety, narody te nie zrozumiały doniosłości szansy historycznej i nie poparły (poza Petlurą na Ukrainie) idei federacyjnej Komendanta, co zemściło się później na nich srodze. I mści się do chwili obecnej.

W rezultacie, jak pisze Mieczysław Pruszyński (patrz: Tajemnica Piłsudskiego, Warszawa 1996, s. 196) - w listopadzie 1920 roku Piłsudski przyjął przedstawiciela Tatarów krymskich i oświadczył mu, że Polska na razie nie jest jeszcze niepodległa. „(...) Wszystko to, co zostało zrobione, to tylko torowanie drogi do niepodległości. (...) Polska nie może być naprawdę niepodległa między dwoma kolosami. (...) Dopóki liczne narody pozostaną w jarzmie rosyjskim, dopóty nie możemy patrzeć w przyszłość spokojnie”. Natomiast rozmawiając zimą 1924/1925 w Sulejówku z płk Januszem Głuchowskim, powiedział: „Wy tej Polski nie utrzymacie. Ta burza, która nadciąga jest zbyt wielka. Obecna Polska zdolna jest do życia tylko w jakimś wyjątkowym, złotym okresie dziejów (...) ja przegrałem swoje życie. Nie udało mi się powołać do życia dużego związku federacyjnego, z którym świat musiałby się liczyć”.

Tylko silna Polska

Jesienią 1925 roku w Locarno nastąpiło podpisanie paktu reńskiego, bardzo dla nas niekorzystnego, ponieważ osłabiał nasz sojusz z Francją i zachęcał Niemcy do starań o rewizję granicy z Polską. Mimo to nasz minister spraw zagranicznych – Aleksander Skrzyński, dbały o osobiste uznanie ze strony wielkich tego świata, bez protestu położył pod nim swój podpis, a wróciwszy do kraju bałamucił opinię, dowodząc, że Locarno było dla nas sukcesem. Czynił to z takim powodzeniem (był świetnym mówcą), że powołano go na stanowisko premiera.

darmowy hosting obrazków

Tymczasem Piłsudski zdawał sobie doskonale sprawę z poniesionej w Locarno klęski i z pierwszego kroku do zdrady sojuszniczej Francji, zręcznie ukrytego pod pacyfistycznymi frazesami. Niewątpliwie świadomość powstałego na zachodzie zagrożenia dla Polski stanowiła jedną z przyczyn, które skłoniły go, aby pół roku później sięgnąć ostatecznie po władzę.

Przewrót majowy 1926 roku był wymierzony przede wszystkim przeciwko liberalnej Konstytucji Marcowej 1921 r., stwarzającej i sankcjonującej stan rzeczy, który permanentnie Polskę osłabiał. Sytuacja taka była niezwykle niebezpieczna ze względu na sąsiedztwo dwóch ogromnych wrogich potencjałów demograficzno-militarnych: Związku Sowieckiego i Rzeszy Niemieckiej. Zatem, to przede wszystkim zewnętrzne warunki polityczne II Rzeczpospolitej wpłynęły na koncepcję Józefa Piłsudskiego w kierunku odrzucenia liberalnego modelu demokracji, jako egoistycznego w formie i antynarodowego w treści.

Koszmar wojny z Niemcami

W październiku 1931 roku w Bukareszcie Marszałek którejś nocy zwierzył się oficerowi, pełniącemu przy nim służbę, że tyle niebezpieczeństw grozi Polsce od zewnątrz i wewnątrz, że być może za 10 lat Polska nie będzie istnieć. W 1932 roku polski charge d’affaires w Kairze Mieczysław Maliński, który co dzień rozmawiał z przebywającym tam na urlopie Piłsudskim, wspominał, że był on „głęboko niespokojny, głęboko pesymistyczny, że widział przyszłość w bardzo czarnych kolorach. I było z tych półsłówek jasne, że zawsze upatrywał niebezpieczeństwa tylko z Rosji, że ciągle myślał jakby się z Niemcami dogadać, jakby te stosunki załagodzić, natomiast absolutnie nie wierzył, by jakiś modus vivendi z Rosją był możliwy” (patrz: W. A. Zbyszewski, Nieznane testimonium o Piłsudskim, „Zeszyty Historyczne”, Paryż 1963, z. 4, s. 51.).

darmowy hosting obrazków

Piłsudski zdając sobie sprawę, że wszystkie jego wysiłki zarówno wobec Republiki Weimarskiej jak i III Rzeszy, podejmowane w celu poprawy stosunków polsko-niemieckich pozostają bez skutków, zdecydował się na całkowitą zmianę frontu. Jeśli III Rzesza zmierzała do rozgrywki siłowej, to należało bezzwłocznie, nie tracąc czasu – póki dysponowano ogromną przewagą sił – zniszczyć hitleryzm w zarodku. Dlatego dwukrotnie – na wiosnę i jesienią 1933 roku proponował Francji przeprowadzenie wspólnymi siłami - wojny prewencyjnej. I Francja dwukrotnie odmówiła. Później podobnie postąpiła Czechosłowacja, która choć zagrożona przez imperializm niemiecki, ale ufna w poparcie Francji i Anglii, nie zgodziła się na wspólną z Polakami akcję antyniemiecką, mogącą odwrócić fatalny rozwój sytuacji.

Hitler jednak poważnie zaniepokojony możliwością wojny prewencyjnej zaproponował Piłsudskiemu zawarcie na dziesięć lat paktu o nieagresji. Piłsudski się zgodził, mimo że oceniał, iż ten pakt zapewni nam spokój ze strony Niemiec nie na dziesięć lat, lecz tylko, co najwyżej cztery. Po zawarciu paktu Marszałek zaprosił prezydenta Mościckiego oraz byłych premierów. Wyjaśniając przyczyny zawarcia paktu, oświadczył, że układ może zapewnić Polsce cztery lata dobrych stosunków z Niemcami, tzn. pokój do 1938 roku. Za więcej lat Komendant nie ręczył.

W ówczesnej coraz trudniejszej sytuacji zewnętrznej Polski – między dwoma sąsiadami nieustannie powiększającymi swe siły zbrojne – Piłsudski uważał każdy rok pokoju z Niemcami za cenny, ponieważ zapewniał istnienie Polsce. Do końca życia będąc przekonanym, że wojna z Niemcami w istniejących warunkach oznaczać będzie koniec państwa polskiego, bo Francja nie przyjdzie nam z pomocą, a Stalin skorzysta z okazji, aby pomścić rok 1920 i odebrać nam kresy wschodnie. „Wojna z Niemcami była koszmarem, który dręczył mego męża nieustannie” – zanotowała w swym dzienniku pani marszałkowa Piłsudska (patrz: Aleksandra Piłsudska, Wspomnienia, Warszawa 1989).

Po śmierci Piłsudskiego odsunięty od władzy przez Mościckiego i Śmigłego-Rydza, w dniu 2 kwietnia 1939 najwierniejszy i najbliższy współpracownik polityczny Marszałka – Walery Sławek, pozbawił się życia z browninga, którego jeszcze używał w akcjach bojowych w latach 1906-1908. Samobójstwo popełnił o godzinie 20.45 to jest tej samej, o której zakończył życie ukochany Komendant. Przez lata doszukiwano się różnych przyczyn tego samobójstwa. Najbardziej trafną wydaje się jednak opinia Bogusława Miedzińskiego, który dostrzegł związek między śmiercią Sławka a zbliżającą się wojną.

Miedziński zwrócił uwagę na fakt, że Sławek popełnił samobójstwo po udzieleniu Polsce gwarancji przez rząd brytyjski, „(...) W chwili wyjazdu Becka do Londynu, celem nie tylko przyjęcia, ale rozwinięcia tych gwarancji w sojusz dwustronny, co wiadomo Hitler potraktował jako casus belli. (...) Widział nadciągającą losową chwilę dla Polski i nie miał, nie widział, nie czuł dla siebie miejsca” (patrz: B. Miedziński, Ze wspomnień o Walerym Sławku, „Zeszyty Historyczne”, Paryż 1973, z. 23, s. 153).

Ostatnie przesłanie

Bohdan Urbankowski swoje dwutomowe opracowanie pt. „Józef Piłsudski – marzyciel i strateg” kończy dokładnym opisem ostatniej woli zmarłego Marszałka. „(...) Dwa dni po zgonie Piłsudskiego znaleziono kartkę pisaną niewyraźnym już pismem, tak jakby rękę już prowadziła śmierć. Ta „ostatnia”, a jakby już pośmiertna wola, to wspomniany już testament Piłsudskiego. Jest to jeden z najdziwniejszych, najbardziej niesamowitych tekstów. W jego słowach mieści się już wszystko: choroba i wielkość, słuszna duma i dziecinna słabość. Zacytujmy go tutaj w całości:

darmowy hosting obrazków

„Nie wiem czy zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech! Niech tylko moje serce wtedy zamknięte schowają w Wilnie, gdzie leżą moi żołnierze, co w kwietniu 1919 roku mnie jako wodzowi Wilno jako prezent pod nogi rzucili. Na kamieniu czy nagrobku wyryć motto wybrane przeze mnie dla życia

„Gdy mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie
Tak żyłem.”

A zaklinam wszystkich, co mnie kochali sprowadzić zwłoki mojej matki z Sugint Wiłkomirskiego powiatu do Wilna i pochować matkę największego rycerza Polski nade mną. Niech dumne serce u stóp dumnej matki spoczywa. Matkę pochować z wojskowymi honorami ciało na lawecie i niech wszystkie armaty zagrzmią salwą pożegnalną i powitalną tak, aby szyby w Wilnie się trzęsły. Matka mnie do tej roli, jaka mnie wypadła chowała. Na kamieniu czy nagrobku mamy wyryć wiersz z "Wacława" Słowackiego zaczynający się od słów:

Dumni nieszczęściem nie mogą (tak jak inni iść tą samą drogą – przyp. autora)”

Przed śmiercią Mama kazała to po kilka razy dla niej czytać”

Tak też się stało, w swoich wspomnieniach Aleksandra Piłsudska pisała: „(...) Ciało spoczęło na Wawelu, a serce u stóp matki na Rossie, wśród żołnierskich grobów. Jak słyszałam, do dawnych mogił z walk 1919 r. przybyły potem groby żołnierzy, którzy starali się Wilno obronić przed bolszewikami w roku 1939 i groby żołnierzy, którzy polegli w walce o Wilno w 1944 roku. Mój mąż kochał Wilno i czuł z nim głęboki związek. Gdy rozmawiał ze mną o granicach Rzeczpospolitej, nazywał je „granicami minimalnymi” i dodawał zawsze: „Ani piędzi ziemi mniej, a kto mnie kocha, niech broni Wilna, aby nie dostało się w obce ręce”. Dziś patrząc na los ziemi kresowej pytam siebie, czy mąż mój, który chciał mieć wyrytą nad sercem swym tę tragiczną strofę, miał przeczucie, że po latach nad grobem Matki i Syna szumieć będą w bolesnej żałobie sosny wileńskie, płaczące nad utraconą wolnością. Słowa ukochanego przez męża poety zawierają w sobie najpełniejszą charakterystykę życia i walki o wolność, którą wiódł Józef Piłsudski”.

darmowy hosting obrazków

Aleksandrze Piłsudskiej nie było dane pojechać już nigdy do Wilna, gdyby tam była, napisałaby jeszcze w swoich wspomnieniach o kulach sowieckich, których ślady pozostały na granitowej płycie poświęconej pamięci Matki i Serca Syna. Napisałaby również o tym, że leżą tam także obok serca jej męża – Ci, którzy pełnili przy nim ostatnią wartę. Nikt ich z tej warty nie zwolnił, a oni nie pierzchli nawet wtedy, kiedy czołgi sowieckie w dniu 18 września 1939 próbowały wjechać szosą mińską, biegnącą obok cmentarza, do Wilna. Oddali życie przy mauzoleum, którego strzegli do końca. Dzisiaj przy tej płycie nie ma wojskowej warty, choć nikt, nigdy tego posterunku nie kazał zlikwidować!

Patrz również:

Czyn Legionowy

Wilno przed 1939


Mariusz A. Roman
więcej tekstów autora...
http://mariuszromangdy.blogsp...

Na załączonych zdjęciach: Trumna z ciałem Józefa Piłsudskiego na żałobnej lawecie na warszawskim Polu Mokotowskim; Alegoria przedstawiająca śmierć Marszałka; Komendant przed spotkaniem z Prezydentem Stanisławem Wojciechowskim na Moście Poniatowskiego w czasie przewrotu majowego. Od lewej Kazimierz Stamirowski oraz gen. Gustaw Orlicz-Dreszer; Podczas wizyty delegacji niemieckiej w Warszawie - 14 czerwca 1934 roku; Pogrzeb serca Józefa Piłsudskiego w Wilnie – 12 maja 1936 roku; Mauzoleum Matki i Serca Syna na wileńskiej Rossie – współcześnie.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu: http://www.skokstefczyka.pl/

0
Jeszcze nie głosowano
 
To jest: Piotr Piętak

Warto by takze przypomnieć

Warto by takze przypomnieć wiersz Lechonia
bo to arcydzieło poezji

To jest: Krzysztof M

.

[quote=]Józef Piłsudski urodził się 5 grudnia 1867 roku, w Zułowie na Wileńszczyźnie.[/quote]A nazwisko pochodzi od majątku Piłsudy, które przejął jego przodek.

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: kniaź Michaił

Z osobą protoplasty rodu

Z osobą protoplasty rodu Piłsudskich łączy się przekaz, iż pochodził on z wielkoksiążęcej dynastii Dowsprunga, mitycznego władcy Litwy z okresu przedgiedyminowego. A zatem rodowi przysługiwała mitra książęca, jednakże w tradycji familijnej kniaziowskie pochodzenie rodu było pomijane.

Piłsudscy to jednak ród prastary, sięgający korzeniami w głąb dziejów pogańskiej Litwy, a ściślej Żmudzi (Żemajti). Z upływem stuleci stawał się też w swoim województwie coraz bardziej majętny.

Według Niesieckiego ród wywodził się od Ginwiłłów albo Ginetów (Ginejtów). Najstarszym znanym członkiem rodu był... Rowmund, żyjący w XIII wieku. Prawnuk pierwszego Rowmunda, bojar Ginet Koncewicz - drugi protoplasta - wraz z synem Milusem brał udział w zjeździe w Morodle Zarembów. Jego zstępnymi byli Marek i Stanisław Giniatowicze (Giniejtowicze), których wymieniają dokumenty z czasów panowania Jagiellończyków - Jana Olbrachta i Aleksandra. Syn Stanisława, Bartłomiej Giniatowicz, starosta upicki, pod koniec wieku XVI, nabył na Żmudzi majątek Piłsudy.

Nazwa Piłsudy jest spolonizowaną starolitewską nazwą Pilsotas, jaką nosiła południowo - zachodnia część Żmudzi. Synowie Bartłomieja zaczęli do nazwiska Giniatowicz (Giniejtowicz), dodawać drugi człon - Piłsudski.

Liczne dokumenty oraz akt wywodowy szlachectwa Piłsudskich, przeprowadzony w Wilnie 16 czerwca 1832 r. przed komisją rządową, na czele której stał hrabia Ignacy Zabiełło, potwierdzają, iż: - "Familia Piłsudskich będąca dawną i strategiczną szlachtą, pełnieniem wysokich urzędów i posiadaniem licznych dóbr odznaczająca się, używa przydomku Rymszów Giniatowiczów i herbu Kościesza z odmianą".

Majątek Piłsudy, znany też jako Poworcie, niezbyt długo pozostawał w ręku Giniatowiczów Piłsudskich, bo już około 1630 r. jako wiano jednej z córek Wacława Piłsudskiego przeszedł do rodu Dowgiałłów. Jednakże w 1781 r. Franciszek Piłsudski, piwniczny Wielkiego Księstwa Litewskiego, odkupił rodową majętność od Dowgiałłów. I choć Piłsudcy uważali Piłsudy za swój matecznik rodzinny, w drugiej połowie XIX stulecia dopuścili do ich utraty; majątek stał się własnością bliżej nie znanego szlachcica litewskiego - Woydyłły.

Powyższy wpis to wybrane fragmenty z pracy Prof. Wiesława Jana Wysockiego "Konterfekt rodu Piłsudskich" opublikowanej w "Naszej Gazecie" w Wilnie.

kniaź Michaił

To jest: Krzysztof M

A te rewelacje będą tyle samo

A te rewelacje będą tyle samo warte za jakiś czas, co zwycięstwo józkowe w 1920-tym. Cierpliwości. Wmawiali nam, że nasza historia zaczyna się w 966 roku. Kłamstwo. Wmawiają nam jeszcze wiele rzeczy... Opatcznościowość Józka też.

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: Krzysztof M

.

Pan chce mieć płatną edukację. Ta informacja będzie pana kosztowała 2.000zł. A jak panu nie pasuje, to proszę znaleźć tańsze źródło edukacji. Odsyłam do książek.

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: dante_alighieri

PAn nic nie wie

Jazgocze pan uparcie wykrzykujac slogany a jak ktos zapyta o cos konkrentego to unik. Rece opadaja.

To jest: Krzysztof M

.

Płacisz - masz. Wolny rynek. Wolna wola. Nie płacisz - nie masz. Wtedy ucz się sam.

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: dante_alighieri

Dobra dobra.

Nie pierwszy raz i nie dziesiaty opowiada Pan banialuki a poproszony o jakies dowody zaczyna sie wykrecac. Do tej pory nie doczekalem sie odpowiedzi na pare pytan odnosnie Pana wymyslow. Przypomniec ostatnie wyjatki pana radosnej tworczosci?

To jest: rosomak

A o mysiej wierzy pan coś

A o mysiej wierzy pan coś słyszał?! Zaczyna się naprawdę jakieś 3-4 generacje przed Mieszkiem I.

>to nie jest podpis<

To jest: dante_alighieri

No cos slyszalem.

Aczkolwiek dla mnie historia Polski nie zaczyna sie w 966 ( o ile mozna mowic o "Polsce" w tamtym okresie).

To jest: Krzysztof M

.

[quote=]Zaczyna się naprawdę jakieś 3-4 generacje przed Mieszkiem I. [/quote]Bajek się pan nasłuchał. Popiela (pop-jel - trzymający z popami, z duchowieństwem) przegnano z kraju. Św. Metody namówił go do przyjęcia chrześcijaństwa. Pomyślał i przyjął. W obrządku wschodnim w r. 874. A że go poddani nie kochali za metody, jakimi nową wiarę wprowadzał, to go nazwali Chościskiem-Ogoniskiem. Mieszko I był dworzaninem u Popiela, wychowywał mu dziecka, piastował. Stąd Piast. Ale założę się, że pan tego do wiadomości nie przyjmie. No bo jak w książkach tego nie ma, to to NIE MOŻE BYĆ PRAWDA! Prawda?

Prawdziwie wielkim władcą przed Mieszkiem I-szym był Przemysław. Coś tam o nim wiadomo, lecz niestety nie wszystko.[quote=]Klęski na zachodzie Europy zmusiły Wenetów w IV w. przed n. Chrystusa do budowy silnych twierdz – umocnień od południa na obrzeżach państwa. Jednym ze znamienitych władców Wenetów był – Przemyśl [Przemysław]1 jego imię upamiętnia szereg twierdz usytuowanych w obecnej północnej Bawarii, Turyngii, określających granice imperium w V w. przed n. Chrystusa, przegradzających dostęp od południa do obszarów między Renem i Łabą. Znajdują się one również na obszarze obecnego Państwa Polskiego, w bramie Śląsko-Morawskiej, nad Sanem, dalej na wschodzie nad Horyniem, Oką i na wyspie Hrannie [„Rugii”, „Ranie”] na Bałtyku, wyznaczając zasięg państwa Wenetów w różnych okresach tysiącleci [/quote]

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: Mariusz A. Roman

@ Pan Krzysztof M.

A więc wswzystko jasne nie mamy tu do czynienia jedynie z post-endekiem, ale także przedstawicielem Zadrugi. W ten sposób Pan się sam okreslił i skreślił jednoczesnie z jakiejkolwiek dyskusji. O ile warto dyskutować z post-endekiem, o tyle dyskusja z działaczem na rzecz odrodzenia pogaństwa nie ma zupełnie sensu...

Mariusz A. Roman

To jest: Krzysztof M

.

Pan bez definicyj to żyć nie może? :-)) Jakie pogaństwo! :-))

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: indris

Z tym wmawianiem to było ciekawie

"Wmawiali nam, że nasza historia zaczyna się w 966 roku."
I dalej wmawiają, tylko już inni.
W roku 1966 Kościół katolicki w Polsce uroczyście obchodził Millenium chrztu Polski. W tym samym roku władze PRL organizowały obchody tysiąclecia państwa polskiego. Publicyści katoliccy słusznie zwracali wtedy uwagę, że państwo polskie ma więcej niż 1000 lat, bo inaczej nie byłoby kogo ochrzcić

Ale teraz niektórzy publicyści katoliccy (zwłaszcza związani z o. Rydzykiem) twierdzą, że Polska była zawsze katolicka

To jest: kniaź Michaił

Panie Krzysztofie M.!?

Pan podważa oryginalne dokumenty z epoki? Jedną nieprawdę zdaje się już Panu udowodniłem - dotyczącą pochodzenia Chopina. Pan znowu zaczyna? Chętnie wysłucham Pana wersji pochodzenia rodu Piłsudskich. Wręcz czekam z niecierpliwością.

kniaź Michaił

To jest: Mariusz A. Roman

@ Pan Michał

Jazgot post-endecki i tyle... Zawiść i zgrzytanie zębów... Już mnie to nudzi, ale z drugiej strony aktywizuje do prezentowania poglądów piłsudczykowskich, zresztą niepodległościowe są moje korzenie, jakie odziedziczyłem z domu oraz z mojej działalności społecznej i politycznej, prowadzonej od najwcześniejszych lat.

Prezentowane na tym forum poglądy są zazwyczaj wyssane z palca. Każdy pogląd, aby anty - sanacyjny - jest dobry!!! Przyjmowany jest zupełnie bezkrytycznie i prezentowany jako prawdy objawione. Dla przypomnienia sanacja także wypuszczała takie przed wojną popularne czytadła, w których udowadniano "zażydzenie i zamasonienie" Endecji. Ale nikt z odwołujących się do tradycji czynu Marszałka Józefa Piłsudskiego tego nie prezentuje. Nie ma po prostu chyba takiej potrzeby.

Ogólnie myśl Romana Dmowskiego jest mi także bliska. „Myśli nowoczesnego Polaka” zaliczam do kanonów obowiązkowej lektury, na której się wychowałem. Mam w swoim życiorysie także działalność w formacji pn. Prawica Narodowa – Krzysztofa Kawęckiego. Ale była to formacja na tyle narodowa co i antykomunistyczna, a także normalna w swoich ocenach Rosji, nie tak schematyczna jak zazwyczaj w post-endecji. Wszystko co związane z Rosją jest the best, koniec, kropka i brak dyskusji oraz jakiegokolwiek krytycyzmu!!!

I dlatego z uporem maniaka powtarzam: przenoszenie stereotypów sięgającymi swoimi korzeniami 70 lat wstecz - jest bez sensu.

Polska najlepiej wychodziła na tym, jak te dwa obozy (narodowy i sanacyjny) ze sobą współpracowały. Patrz lata 1918 - 1920. Nawiązywanie do problemów i konfliktów sprzed 70 lat, w zupełnie innej od przedwojennej rzeczywistości geopolitycznej uważam za szkodliwy stereotyp. Inną mamy dzisiaj sytuacje i uważam, że gdzie indziej obóz narodowy ma swoich wrogów...

Mariusz A. Roman

To jest: Krzysztof M

.

Gdzie piłsudczyzna, tam ręczne sterowanie wszystkim, czym się da sterować. Patrz: PIS. Spuścizna Józkowa to "naczalstwo łuczsze znajet". To emocjonalizm podniesiony do rangi cnoty narodowej. Itd. [quote=]Polska najlepiej wychodziła na tym, jak te dwa obozy (narodowy i sanacyjny) ze sobą współpracowały. Patrz lata 1918 - 1920.[/quote]Józek nie mógł inaczej, musiał współpracować. A gdy został odsunięty od głownego nurtu, a zwłaszcza, gdy stronnictwa w Sejmie powoli dochodziły do porozumienia, czas był wielki na przewrót, bo gdyby nie w 1926-tym, to nigdy! A tego Józek znieść nie mógł. Socjaliści i lewacy tak mają. Albo są na czele zmian, zmian nade wszystko!, albo umierają. Dla nich to walka o życie. Tak, jak show must go on, tak rewolucja musi trwać! Nawet nieopierzeni monarchiści mówią o kontrrewolucji! :-) To paląca potrzeba bycia w centrum wydarzeń. To potrzeba przeprowadzania swojej woli, najczęściej zgodnej jedynie z własnymi wyobrażeniami o tym, jak powinno być zorganizowane społeczeństwo. Im kto lepiej wykształcony humanstycznie (nie mylić z ćwierćinteligentami), tym dalej się od józkowych ideałów trzyma.

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: Piotr Piętak

Panie Krzysztofie, sam Pan

Panie Krzysztofie, sam Pan sobie podkłada bombe
pod siedzenie : innymi słowy Piłsudski zrobił przzewrót
bo miał odwage go zrobić bo miał wole czynu natomiast
endecy w latach 30-tych zachowywali sie jak panienki
na obozie harcerskim, po prostu bali się przejąć władze.
J.P sie nie bał

To jest: Krzysztof M

.

Zgoda. Parcie do władzy miał. Nie przebierał w środkach. I czynił to dla zaspokojenia własnych aspiracji (cokolwiek na ten temat oficjałki wrzeszczą). I dobre to dla Polski nie było. Więc nie wiem, czy mamy się czym zachwycać. To prawda, że narodowcy nie wzięli władzy siłą. Myślę, że nie mieli wystarczającej wiedzy o przeciwniku.

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: Mariusz A. Roman

@ Pan Piotr Piętak

Nic dodać, nic ująć - Panie Piotrze. Dokładnie tak było. Pozdrawiam

Mariusz A. Roman

W dzisiejszych czasach...

najwiecej odwagi maja wirtualni klakierzy, tak z prawej, jak i z lewej strony.
Krzysztof M - jest tego najlepszym przykladem.

To jest: Krzysztof M

.

[quote=]Krzysztof M - jest tego najlepszym przykladem.[/quote]To znaczy przykładem CZEGO? Bo jeśli sądzi pan, ze tylko wirtualnie cechuję się odwagą, to może to jakoś zweryfikujemy? :-)

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: dante_alighieri

Moglby pan zaczac sie poslugiwac argumentami

dajac przyklad swojej wielkiej odwagi.

To jest: dante_alighieri

Noo P Krzysztof opowiada czesto o wielu interesujacych rzeczach

CZ\esto bardzo kontrowersyjnych. To fakt. Jednak zapytany o jakies dowody robi unik. Twierdz np ze jakis ( tajemniczy) niemiecki polityk stwierdzil ze Pilsudskiego "dobrze by miec u niemcow" . Do dzis nie moge sie doprosic o nazwisko tego polityka. Potem stwierdzil ze Pilsudski ma swoj p[omnik w Tel avivie. Szukalem gdzie sie dalo i nikt o tym nie slyszal. Takich przykladow jest wiecej.
Jest tu taki calkiem nieglupi zywczaj ze jak sie kogos o cos oskarza/przedstawia jakies kontrowersyjne rzeczy to warto podaj jakies zrodlo swoich rewelacji. Pan Krzysztof M nie ma tego zwyczaju. Ot i wszystko.

To jest: Krzysztof M

.

[quote=]niemiecki polityk stwierdzil ze Pilsudskiego "dobrze by miec u niemcow" [/quote]Kłamstwo, to pan dopisał to "u Niemców"

Nie da rady hałastra
Per aspera ad astra

To jest: dante_alighieri

No wiec ktory to byl polityk?

I gdzie jest zrodlo pana wypowiedzi? ( u niemcow czy z niemcami, cos takiego Pan powiedzial.) W kazdym razie bezskutecznie dopominalem sie o zrodlo tej rewelacji.

To jest: Smok Telesfor

Czym skorupka z młodu nasiąknie ...

Polska Partia Socjalistyczna
Po tak wytrawnych mistrzach rosyjskich i ich a antyreligijnej szkole, cóż mogła Piłsudskiemu podsunąć istotniejszego szkoła "religijna" PPS-u, do której począł uczę­szczać jesienią 1893 r, po powrocie z zesłania? Cóż mogła bardziej wywrotowego wszczepiać w jego "szaloną żądzę, nie powiem sławy, ale aby w ogóle nie być w rzędzie zwykłych śmiertelników.
Przecież jeszcze za, dni gimnazjalnych w tajnym, so­cjalistycznym kółku "Spójnia" "rozprawiano namiętnie, gorąco o pochodzeniu człowieka, o stosunku jego do Bo­ga i wszechświata", wyrażano pogląd, że religia potrzebna jest tylko ludziom "bez rozumu i wykształcenia", że "jest przestrachem tylko i chroni od zepsucia", "zastanawiano się nad istotą moralności.
W dniach pozesłaniowych zaś powtarzali Piłsudskie­mu podczas jego licznych rozjazdów zagranicą wierni "to­warzysze" socjalistyczni - a chyba nie na ostatnim miej­scu głośny ówcześnie Wilhelm Liebknecht - z którym zjadał w Londynie przywiezione z Litwy kiełbaski ­pamiętne słowa programowe Augusta Bebel:
Celem socjalizmu jest w polityce demokracja; w gospodarstwie komunizm; a w stosunku do religii ateizm.
Wyrażona dopiero co sugestia wpływu Bebla na Pił­sudsikiego wydaje się zwykłą inwencją literacką. Tymcza­sem Piłsudski sam poświadcza w Robotniku niebywale bliskie stosunki towarzyszy Bebla i Liebknechta do pol­skiej braci socjalistycznej,: " .. . . pomieściliśmy - powia­damia w numerze 7 z 1895 r. -- wystosowane do nas listy dwóch wodzów socjaldemokracji niemieckiej Bebla i Lieb­knechta”.
O poczytności dzieł Augusta Bebla w środowisku, do którego należał Piłsudski, poświadcza nieprawdopodobny wprost fakt, że "Piękna Pani" - Maria Koplewska (pier­wsza żona Piłsudskiego) - przeniosła na sobie 75 egzemplarzy pracy A. Bebla pt. Kobieta i socjalizm przez kor­don grarniczny" , Piłsudski towarzyszył jej w czasie te­go przemytu. Sam opisuje 'barwnie, jak to gorset Kople­skiej się złamał podczas dźwigania tej' bibuły i jak począł jej wpijać się w ciało . Można podziwiać podobne wyczyny konspiracyjnie. Ale trzeba też na nich uczyć się właściwej ideologii, którą środowisko owo - a w nim i z nim 'Piłsudski - żyło i według której formowało świat swych przekonań "religijnych". Podobnym ,przecież sposo­bem przerzucano broszurę pt.: Czy socjalista może być katolikiem .
Wystarczy choć zastanowić się nad tytułem wymie­nionej ostatnio broszury, by zrozumieć, że, jeśli jakiś wpływ skutecznie podmywał murowania wiary katolickiej w duszy Piłsudskiego, to właśnie tego rodzaju "bibuła" i urastające na jej ideologicznym podłożu środowisko.
Ponad wszelką wątpliwość jasnem jest - pisał w okresie międzywojennym najlepiej obeznany ze sprawami naszego Wschodu jezuita polski, ks. Jan Urban - że wła­śnie pod pieką Polskiej Partii Socjalistycznej prowadzona jest czysto bolszewicka, ateistyczna propaganda.
Nie kto inny także, tylko laureat nagrody Nobla, Henryk Sienkiewicz (1905), patrząc się na historyczny konkret polskiej Partii Socjalistycznej, zdobył się na rzad­ki w jego powieściach sarkazm ideologiczny i zaszydził ze zgubnych założeń tego środowiska.
A szanowny pan dobrodziej - czytamy w tomie dru­gim jego Wirów - z jakiej partii: socjalistów, anarchi­stów, czy bandytów? Proszę! bez ceremonii! O nazwisko nie pytam, ale trzeba się jakaś poznać.
- Należę do polskiej partii socjalistycznej - odpo­wiedział z pewną dumą student.
- Aha Tedy do najgłupszej. Doskonale. To jakby ktoś powiedział: do ateistyczno-katolickiej, albo do narodowo-kosmopolitycznej .
Piłsudski jednak kształcił się i dorastał ideologicznie i religijnie w takim właśnie środowisku i w danej mu przez niego lekcji i szkole. Chlebem powszednim, jakim jego "towarzysze" ideowi karmili się duchowo na codzień - (i jego też!) - była zasada, hasło i zawołanie bojo­we, ukute przez ubustwianego przez nich mistrza: "Re­ligia to opium dla ludu!". Strategiczną zaś wytyczną or­ganizacji, której on był nie tylko członkiem, ale i głową, było zatrytumfowanie nad wyznaniami religijnymi - a głównie nad rzymskokatolickim. By przekonać się o poziomie faktycznym prowadzonej przez tych "proletariu­szy" wojny religijno-podjazdowej, wystarczy przerzucić roczniki Robotnika, czy numery Przedświtu albo Na­przodu.
Cały nasz ruch - czytamy w deklaracjach socjali­stów polskich zaboru austriackiego - rozwija,. się na tle walki z klerykalizmem. Liberali nie mają żadnego znacze­nia . . . Partia nasza od początku była wybitnie antykle­rykalną, teraz to stanowisko nasze musimy zaznczać je­strze ostrzej.
Walka z klerykalizmem jezuickim wzmogła się w tym roku .
Towarzysze! czytamy w Odezwie PPS-u do robotni­ków łódzkich.. Czarna armia w porozumieniu z rządem i kapitalistami chciałaby rozbić nasz ruch . . .
Kler obałamuca ludzi i nakłada na nich jarzmo nie­woli, odciąga robotników od walki o swoje prawa, a teraz w dodatku judaszów sobie wychowuje.
Księża zakładajc bractwo pod wezwaniem "żywego różańca", do którego wciągają nieświadomych robotników, a przeważnie robotnice. Celem tego bractwa, jak i "Domku Nazareńskiego" - zwalczanie socjalizmu.
Wciągniętych do tych bractw robotników namawiają księża do szpiegowania towarzyszów pracy i komunikwania księżom., kto czytuje nasze wydawnictwa.
Znane nam są wypadki, i to dość częste, nieszanowa­nia przez księży tajemnicy spowiedzi(?!) czytaliśmy tajny cyrkularz do gubernatora w celu wzięcia na slużbę rządo­wą. po dwóch księży z każdej gubernii . . .(?!)
Precz z wszelkiem łajdactwem, precz z zgnilizną i fałszywymi prorokami! W idei naszej, w naszej sprawie dla nas wyzwolenie - idea nasza uwolni i podniesie robotni­ka, ona prawdziwe braterstwo i miłość bliźniego propa­guje.
Niech żyje wolna myśl! Precz z wszelkiego rodzaju gnębicielami i fałszerzami idei braterstwa!.
Piłsudski, jako "chytra Litwina", dotykał spraw reli­gijnych arcyrzadko bezpośrednio i zazwyczaj w pewnym zawoalowaniu, jak np. w owym lapidarnym, za to "wy­znania" pełnym zdaniu:
Możemy tylko z dumą wskazać na nasz sztandar czerwony
Wzglęldnie jak w owym motto, zamieszczanym wielo­krotnie na karcie tytułowej redagowanego przez siebie organu PPS na Litwie - "Walce" - w którym kazał chłopu litewskiemu nieść szeroko rozwinięty sztandar ­także czerwony - z wymownym napisem:
Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!'
A lansował wyznawczość tych haseł w latach zamia­ny wiary! Czyż nie należy widzieć w nich kwintesencji jego postawy ideologiczno-religijnej, tyle że podanej przez pryzmat wszystko mówiącego koloru? Otwarciej pisał Piłsudski o samym klerze, chociaż i tu umiał za­przeczać sobie i wikłać się w sprzecznościach. "Księża ­czytamy w Robotniku - spieszą z ,pomocą zagrożonemuu nas porządkowi carskiemu na ogół dosyć chętnie, nawet gorliwie''' . Na innym jednak miejscu dowiadujemy się, że "Ksiądz - ta "bete noire" rosyjskiej myśli politycznej - przecie jest nieprzejednanym wrogiem Rosji".

Wszyscy ludzie z ówczesnej

Wszyscy ludzie z ówczesnej elity politycznej byli krótko zafascynowani rewolucją 1905 roku w Rosji, prawie wszyscy również widzieli w tym szansę na Wolność dla Polski. Trzeba również wziąć pod uwagę jedną bardzo istotną sprawę, wszyscy ci ludzie byli wtedy bardzo młodymi ludźmi. W każdym młodym człowieku przecież rodzi się bunt do władzy jako takiej, do autorytetów...

Proszę poczytać wspomnienia z pobytu z zsyłek ludzi, którzy potem należeli do Stronnictwa Narodowego, wszyscy byli pod wpływem rewolucjonistów i socjalistów z Rosji organizując różne podziemne "nielegalne" organizacje w zaborze rosyjskim, dla wszystkich tych ludzi wzorcem dla swojej podziemnej działalności byli rewolucjoniści rosyjscy stąd ich zachwyt hasłami w stylu: "Re­ligia to opium dla ludu!", ale wszyscy ci ludzie od lewa do prawa, zaraz po pierwszym kontakcie bezpośrednim z rosyjskimi rewolucjonistami i anarchistami, szybko z zachwytu przechodzili dla tych ludzi w pogardę i delikatnie pisząc obrzydzenie. Bezpośredni kontakt z cywilizacją rosyjskiego wschodu zachwyt do tej ideologii im szybko przechodził, do końca życia wiedzieli i wcale się nie mylili w swoim osądzie na ten temat, że największym zagrożeniem dla Polski jest socjalizm, bolszewizm, trockizm, stalinizm a na koniec komunizm. Dobrze wiemy, że nie pomylili się ani o jotę. Proszę poczytać wspomnienia pana Studnickiego, większość ludzi, którzy należeli do organizacji walczących z rosyjskim zaborcą w najlepszym razie kończyli na Syberii. Tam poznawali na własnej skórze, czym jest socjalizm, rewolucjonizm, anarchizm i rosyjska kultura i cywilizacja. I co w przyszłości może przynieść ta ideologia Polsce.

Pozdrawiam.

To jest: indris

"Materii pomieszanie"

"socjalizm, rewolucjonizm, anarchizm i rosyjska kultura i cywilizacja" to były i są różne zjawiska. Jak wiadomo ani socjalizm ani anarchizm nie zrodziły się w Rosji. Tego, jak zostanie socjalizm "zaimplementowany" w Rosji przez bolszewików to w roku 1905 prawie nikt sobie nie wyobrażał, może nawet i sam Lenin.
Natomiast pewne postulaty socjalistów zostały wprowadzone przez Piłsudskiego prawie natychmiast po odzyskaniu niepodległości: ośmiogodzinny dzień pracy i w ogóle nowoczesne ustawodawstwo pracy.
W II RP wyraźnie rozróżniano socjalizm i bolszewizm. PPS była silną partią przez całe dwudziestolecie.
To dopiero propaganda PRL usilowała utożsamić socjalizm i bolszewizm. Ale ja sam słyszałem w Wolnej Europie przemówienie Lidii Ciołkoszowej, przywódczyni emigracyjnej PPS, zakończone zdaniem: "Niech żyje socjalizm !".
Tak sobie myślę że ani Millerowi, ani Olejniczakowi nie przeszłoby to dzisiaj przez gardło...

Specjalnie dla pan indrysa!

Anarchizm kolektywistyczny

narchokolektywizm był nawiązaniem do poglądów Proudhona, miał również pewne elementy wspólne z teorią Karola Marksa. Rozwinął się pod koniec lat 60. XIX w. Za twórcę nurtu uznaje się Rosjanina Michała Bakunina.

Zdaniem anarchokolektywistów, gospodarka powinna opierać się na stowarzyszeniach produkcyjnych nazywanych "kolektywami" (ewentualnie gminach, komunach) łączących się ze sobą w federacje - najpierw prowincjonalne czy regionalne, a potem krajowe, na mocy umów zawieranych pomiędzy sobą. Taka organizacja gospodarki byłaby zarazem pewną organizacją polityczną społeczeństwa, pozbawionego struktur państwowych.

Własność środków produkcji w anarchokolektywizmie jest uważana za zbiorową - należy nie do jednostek, ale do stowarzyszeń, choć niektórzy anarchokolektywiści byli zwolennikami pewnego rodzaju gospodarki mieszanej, gdzie domeną indywidualnej własności byłaby drobna wytwórczość, a własność zbiorowa dotyczyłaby produkcji na dużą skalę.

Anarchizm komunistyczny

Anarchokomunizm to najbardziej usystematyzowana odmiana anarchizmu, powstała na początku lat 80. XIX w. jako rozwinięcie poglądów anarchokolektywistycznych. Za jego najwybitniejszego teoretyka jest uznawany Piotr Kropotkin.

Zamiast indywidualnej albo grupowej własności środków produkcji ten nurt anarchizmu postuluje własność ogólnospołeczną, a użytkowaniem tej własności powinny według jego zwolenników zajmować się samorządne komuny, w administrowaniu którymi wszyscy mieszkańcy mają mieć równy głos, łączące się ze sobą w federacje.

Wszystkie jednostki powinny mieć swobodny dostęp do produktów pracy, również posiadanych wspólnie, na mocy zasady "od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb" oraz pomocy wzajemnej (czym różni się od nurtów anarchizmu proponujących powiązanie w gospodarce ilości otrzymywanych dóbr z ilością wykonywanej pracy).

Czy ma pan jeszcze jakieś pytania na temat anarchistów rosyjskich?!

Jak czytam założenia anarchizmu kolektywistycznego, to tak jakbym czytał ideologów liberalnych XX i XXI wieku i również tych, którzy dzisiaj zasiadają w ławach w Europarlamencie (zmienili tylko sobie nazwy na socjalliberalnych i liberalnych centro-liberalnych, ale te same założenia te same pierdoły i tą samą demagogią się posługują z tą różnicą, że wymyślili sobie własność "prywatną", która polega na tym aby tylko oni byli właścicielami, oni mieli możliwość ingerencji w prawo podatkowe, oni mogli narzucać hołocie odnośne przepisy (akcyzy, podatki, pozwolenia)... he,he...Przerażające.
Pan Piotr Piętak niedawno na tym portalu nazwał to: RÓWNYM STARTEM W ŻYCIE, śmiechu warte, jakim równym startem, proszę mi go pokazać?!

To jest: dante_alighieri

Co ma wlasnosc prywatna do anarchokomunizmu?

Pan chyba nie zrozumial zalozen liberalizmu bo wszystko sie panu "kojarzy".Kim sa ci mityczni "oni"?

Uderz w stół anarchistyczny,

a pan Dante się odezwie...

To jest: dante_alighieri

No jak ktos myli strony swiata

to sie odezwe z ciekawosci. Szczegolnie jak ktos mowi o "wymyslaniu wlasnosci prywatnej". Pobozny socjalizm czuje po zapachu:-)

A to co niby jest?!

Zdaniem anarchokolektywistów, gospodarka powinna opierać się na stowarzyszeniach produkcyjnych nazywanych "kolektywami" (ewentualnie gminach, komunach) łączących się ze sobą w federacje - najpierw prowincjonalne czy regionalne, a potem krajowe, na mocy umów zawieranych pomiędzy sobą. Taka organizacja gospodarki byłaby zarazem pewną organizacją polityczną społeczeństwa, pozbawionego struktur państwowych.

Wypisz wymaluj myśli i ideologie "naszych" mężnych dobrze wykształconych liberałów zasiadających w Europarlamencie i w naszym polskim sejmie i innych spadkobierców myśli i ideologii anarchistów spod sierpa i młota.
To są ci przysłowiowi ONI panie Dante...mam ich wymienić z imienia i nazwiska?!

To jest: dante_alighieri

No dobra

ale co to wspolnego z wlasnoscia prywatna? Pan mi tu o jakich sowchozach opowiada.

Na tych samych zasadach

Na tych samych zasadach działa Unia Europejska, nie widzi pan podobieństw?!

Natomiast jeśli chodzi o własność prywatną ,ja odnoszę się to usankcjonowanego bezprawia, które ma miejsce na terenach krajów byłego bloku socjalistycznego, które wstąpiły do UE i uwłaszczeniu się byłych komunistów, bolszewików trockistów i innych anarcho...na mieniu państwowym, jednocześnie zapominając z ROZMYSŁEM I BEZWZGLĘDNYM ZAMIAREM o byłych właścicielach. To wszystko odbywa się na zasadach panujących przepisów, które nadal obowiązują w danych krajach i rozmyślnie nie są zmienione. Natomiast nie ma to bezpośredniego odniesienia do krajów Zachodniej Europy (oprócz Francji, patrz - Rewolucja Francuska, która się powiodła, tam zamieniono prawowitych właścicieli na figurantów, oczywiście nie wszystko co chciała , miała zamierzone zniszczyła idea rewolucji francuskiej i dobrze), ponieważ tam nie było rewolucji komunistycznej, bolszewickiej czy trockistowskiej, były próby w Hiszpanii i w Niemczech, własność prywatna w przeważającej ilości przypadków znajduje się w rękach prawowitych właścicieli. Nie wiadomo jednak ile nieruchomości zakładów przemysłowych i innego rodzaju mienia zostało już przejętych przez tak zwane spółki korporacje banki. Pan ma na ten temat jakieś informacje?! Takie badania z tego co mi jest wiadomo nie są prowadzone i nigdzie nie są dostępne w Europie.

Zamierzenia ideologów założycieli ruchów anarchistycznych nie różnią się w zasadzie niczym od konstrukcji ideologicznej i prawnej Unii Europejskiej, oczywiście nie ma mowy o kolektywizacji, ale to jest w sposób umiejętny omijane prze prawo unijne, które jest nam serwowane przez Parlament Europejski i przez Parlamenty Krajowe. Docelowo, Unia Europejska chce zostać właścicielem wszelkiego majątku ruchomego i nieruchomego. Pytanie jest następujące, kto się kryje pod Nazwą Unia Europejska, jakaś bliżej nieznana grupa ludzi, czy nielegalna organizacja działająca dla swoich partykularnych zamierzeń i celów. Kiedyś takim zamierzeniem była REWOLUCJA ŚWIATOWA, a teraz zamieniła się w ZAMIERZONE ZAWŁASZCZENIE SOBIE MAJĄTKU i zniewoleniem wszystkich ludzi znajdujących się pod dyrektywą tej organizacji. Tak to wszystko wygląda i prawdopodobnie do tego zmierza.

Rewolucjoniści(począwszy od rewolucji francuskiej) SOCJALIŚCI, TROCKIŚCI, BOLSZEWICY, ANARCHIŚCI, STALINOWCY musieli zmienić swoją retorykę na bardziej ludzką (przecież ich ideologie już dawno się całkowicie skompromitowały i mają miliony ludzkich istnień na swoim sumieniu, dlatego ludzie związani z byłymi komunistami chcieliby jak najszybciej zapomnieć o swoich ideologicznych korzeniach, aby dalej mamić obietnicami bez pokrycia gawiedź w Europie), aby ludzie mogli ją przyjąć bez oporów. Przecież oni nie mogą powiedzieć ludziom wprost, że chcą wszystkich ludzi zniewolić i zrobić z nich "zachipowane maszyny" do płacenia coraz to nowych podatków, a to podpis elektroniczny, a to podatek ekologiczny itd itp

To jest panie Dante cały cykl, cały proces...

Jest przecież napisane na:
Na koniec systemu rzeczy będzie taki ucisk, którego ludzie jeszcze nigdy nie zaznali i nie zaznają!

To jest: indris

W każdym razie to nie jest...

...ideologia liberałów. Oni na spółdzielczość patrzą raczej niechętnie. W początkach III RP dyskretnie ukręcili łeb propagandzie akcjonariatu pracowniczego lansowanej przez S. Bratkowskiego wg wzorów z USA.

"Mimo to nasz minister spraw

"Mimo to nasz minister spraw zagranicznych – Aleksander Skrzyński, dbały o osobiste uznanie ze strony wielkich tego świata, bez protestu położył pod nim swój podpis, a wróciwszy do kraju bałamucił opinię, dowodząc, że Locarno było dla nas sukcesem."

Historia lubi się powtarzać.

Podobnie dzisiaj nam pier.... o traktacie lizbońskim.

Uważasz, że to wartościowa witryna?

Wspieraj swój portal Prawica.net = Świat prawicowych idei