Politycy muszą przestać myśleć wartościami?

Z Andrzejem Szczęśniakiem rozmawia Stefan Sękowski


Andrzej Szczęśniak wytyka polskiej prawicy pamiętliwość, romantyzm i brak myślenia politycznego.

Skąd u kulturoznawcy zainteresowanie rynkiem gazu?

To wszystko przez komunę. Przed skończeniem studiów w 1981 roku miałem staże w różnych gazetach. Miałem przyjść do pracy w styczniu 1982 roku, ale wybuchł stan wojenny. Jako że miałem opinię antysocjalistycznego elementu (śmiech), nie wolno mi było pracować w państwowych zakładach, zostałem przedsiębiorcą. Działałem trochę w opozycji, organizowaliśmy we Wrocławiu grupę Solidarność Polsko-Czechosłowacka, która umożliwiała spotkania polskich i czechosłowackich opozycjonistów, Vaclava Hala, Kuronia, Wałęsy i innych w Sudetach. Ten komitet cały czas istnieje, ale to był margines mojej działalności, zajmowałem się głównie wydawaniem, drukiem, kolportażem, przewoziłem różne pisma z i do Warszawy. Jak skończyła się komuna, musiałem pojechać do Niemiec, by zarobić i oddać wszystkie długi z podziemia. Po powrocie prowadziłem jako dyrektor spółeczkę, która importowała i rozprowadzała paliwa. Gdy się okazało, że jestem w tym dobry, to ktoś zaproponował zbudowanie Izby Paliw, którą później prowadziłem. Potem był Gaz Płynny, Lotos, a teraz jestem niezależnym konsultantem, czyli quasi-bezrobotnym, ponieważ rynek w Polsce jest tak upaństwowiony, że niezależna myśl nie jest mile widziana. Trzeba płacić za swoje poglądy.

Na początku lat 90-tych zaangażował się Pan też w politykę.

Tak. Zawiązaliśmy wówczas we Wrocławiu ugrupowanie o nazwie Centrum Demokratyczne. Działało tam trochę osób, które teraz są u władzy, zaczynając od Adama Lipińskiego, przez dzisiejszego ministra Zdrojewskiego, do obecnego prezydenta Wrocławia Dutkiewicza. Część poszła do Unii Demokratycznej, część do Porozumienia Centrum, w tym ja. Pracując w branży paliwowej widziałem też, jak się w Polsce uprawiało już wtedy politykę. Miała być ona niby-strategiczna, ale w rzeczywistości polegała na aferach, korupcji koncesjonowaniu. Byłem wtedy w Radzie Politycznej PC i szybko zrozumiałem, jak Jarosław Kaczyński widzi politykę. PC było pierwotnie ugrupowaniem bardzo szerokim, byli w nim ludowcy, liberałowie…

To był czas, kiedy Donald Tusk był z Kaczyńskimi w jednej partii…

Otóż to. Prezes Kaczyński wyrzucał po kolei wszystkich. Wtedy na jednej z Rad Politycznych w 1992 roku powiedziałem mu, że na początku kierował partią, która przypominała wielkie, rozłożyste drzewo, które pracowicie ostrugał, że został mu tylko kij od szczotki. Do tej pory mi to pamięta, bo jest bardzo pamiętliwym człowiekiem, przez co jestem na czarnej liście PiS i raczej nie traktuje się mnie jako odpowiedniego eksperta. Gdy PC zaczęło się sypać, poszedłem w kierunku nowego ugrupowania premiera Olszewskiego [Ruch dla Rzeczpospolitej - przyp. red.]. Wydawało mi się, że idę na prawo, a wylądowałem na takiej lewicy, tak że po pół roku, choć byłem we władzach tej partii, zrezygnowałem. To była grupa fanów Pana Mecenasa, nie było tam w ogóle myślenia politycznego.

Z dzisiejszej perspektywy śmiesznie brzmi wyliczanie kolejnych partyjek prawdziwie prawicowych…

Z jednej strony były to polityczne klany bardziej niż partie, jak PC, z drugiej jakieś dziwne fan-cluby osób. Z drugiej strony już wtedy widać było, jak to całe bractwo, mimo, iż na mównicach się wyklinało, później razem piło, całowało nawzajem — pełna sztama. Byłem tym zszokowany. Cały czas mam jednak do czynienia ze sferą polityczną. Później wziąłem sobie urlop (trwa do dzisiaj) od polityki, reprezentowałem sektor paliwowy przed politykami. Niestety my, prywatni przedsiębiorcy przegraliśmy tę bitwę. Państwo zawłaszczyło ten sektor. Firmy prywatne powstawały, ale były politycznie niszczone. Mamy obecnie wielkie kolosy, które są niby sprywatyzowane, z drugiej strony zaś zagraniczne koncerny. Drobni przedsiębiorcy także funkcjonują, ale na zupełnym marginesie. A przecież na przełomie lat 80-tych i 90-tych to firmy prywatne zapełniły lukę, wybudowały stacje, importowały paliwa i Polska na krótki czas zapomniała o kryzysach paliwowych. U nas panuje przeświadczenie, że to, co strategiczne, musi być państwowe. Tymczasem w żadnym cywilizowanym kraju, do których się porównujemy, tak nie jest.

Jako lobbysta w branży paliwowej działał Pan także w sejmie. Jak ocenia Pan ten okres swojej działalności?

To było, gdy działałem w Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. Byłem jednak niesamowicie zniesmaczony argumentami, trybem pracy, poziomem merytorycznym rozpatrywania problemów. Z dużą ulgą trzy i pół roku temu zakończyłem tę pracę. Sejm był dla mnie trudnym miejscem. Z jednej strony wiedziałem, że on stanowi prawo i de facto rządzi Polską, z drugiej strony widziałem bardzo niski poziom jego funkcjonowania. Widziałem, jak to wszystko idzie w kierunku państwowej własności i ugniatania konkurencyjnych firm poprzez prawo. Jedna z ostatnich moich obecności w sejmie dotyczyła uchwalania ustawy odnośnie zapasów obowiązkowych. Minister Naimski mówił, że mamy budować bezpieczeństwo energetyczne i firmy zagraniczne, takie jak Emfesz nie wiadomo skąd są i na czyich usługach i że one są nam niepotrzebne. Musimy wprowadzać takie przepisy, które by im przeszkodziły. I wprowadzono zapis, że zapasy gazu trzeba przechowywać w kraju. Problem polega na tym, że w kraju tylko jedna firma — PGNiG - ma magazyny, w związku z czym żadna inna firma nie może przechowywać gazu i może sprzedawać śmieszne ilości. W ten sposób, zakrywając się bezpieczeństwem energetycznym, wspomaga się pojedyncze firmy. W tym przypadku państwowego monopolistę.

Dlaczego minister Naimski to robił?

Minister Naimski mówił, że chce walczyć o bezpieczeństwo energetyczne Polski, ale skutkiem tego było utrzymanie własności państwowej i monopolu na rynku gazu ziemnego. Państwo chroni firmy państwowe przed konkurencją, a ofiarami są np. zakłady wielkiej chemii. One narzekają i postulują do rządu o zmianę ograniczeń, ale nikt ich nie słucha. Są ofiarami tzw. bezpieczeństwa energetycznego, czyli drogiego gazu. O ile jeszcze w latach 90-tych występowało myślenie rynkowe w sejmie, o tyle teraz nie ma tego w ogóle, tylko pojawiają się podniosłe hasła w rodzaju bezpieczeństwa energetycznego.

Występuje to bez względu na ugrupowania?

Bez względu. Nawet partia nazywająca się liberalną forsuje przejmowanie rynku przez państwo. Choćby obecne zmiany statutu Orlenu, które polegają na tym, że państwo, które ma 27 proc. udziałów i tak będzie mianowało większość rady nadzorczej, a inni udziałowcy nie mogą wykonywać swoich praw właścicielskich, jeśli mają udziały powyżej pewnego progu procentowego. Usprawiedliwia się to poza bezpieczeństwem energetycznym np. niechęcią do Rosjan. To jest bardzo kosztowne i skutkuje drogim paliwem, a firmy paliwowe i tak są w złej kondycji.

Jednak mimo niechęci do partyjniackiej polityki pojawił się Pan niedawno na konwencji wyborczej Unii Polityki Realnej.

Tak, bo zostałem zaproszony. W UPR jest bardzo dużo ideowych ludzi, którzy są w Polsce towarem deficytowym. Chcą, by było w Polsce lepiej, by przedsiębiorcy mogli normalnie pracować, a nie spędzać większość czasu w urzędach czy pod kontrolą. A jednocześnie smutno patrzeć na to co się z nimi dzieje, bo albo się demoralizują, albo wyjeżdżają, albo dziwaczeją. Patrzą na bezradność kolejnych ekip i albo wyjeżdżają, albo wchodzą jednak do polityki i zostają np. państwowych spółek w tym chorym politycznie układzie. Wchodzą do UPR mając ideały i poprzez bezradność, niemożność zmian rozczarowują się. Jest to jednak na pewno partia najbliższa mi poglądowo — jestem może jednak bardziej konserwatywny, niż liberalny.

Nie zamyka się Pan jednak w swoim kręgu poglądowym. Jest Pan twórcą portalu Prawica.net, który w założeniu ma być taką choinką, jaką nie udało się być Porozumieniu Centrum, łączącą różne nurty polskiej prawicy. Jak choinkowata jest Prawica.net?

Ten portal jest moim prywatnym obowiązkiem publicznym. Kilka lat spędziłem w podziemiu, później też chciałem służyć Polsce, ale nie wiedziałem, jak. Gdy zauważyłem potencjał internetu, stwierdziłem, że warto spróbować na tym polu. Przede wszystkim musiało to być miejsce, w którym ścierają się poglądy. I rzeczywiście, poglądy są na Prawicy.net bardzo szeroko reprezentowane, zaczynając od różnego rodzaju postendeków, chrześcijańskich konserwatystów a la Marek Jurek, PiS, ludzi identyfikujących się z Platformą Obywatelską. Chcemy też uciec od codziennej politycznej bieżączki. Staramy się nie promować codziennych politycznych zadym, omawiamy poważne rzeczy i trzymamy poważny poziom.

Czy na portalu Prawica.net znajduje się wspólną płaszczyznę? W Polsce w walce politycznej mamy raczej do czynienia ze swoistym manicheizmem politycznym, który utrudnia znalezienie wspólnej płaszczyzny.

Internet ma właściwości dychotomizujące, dzielące, tendencję do polaryzowania. Jednak to nie jest problem. Naszym zamiarem nie jest wcale odrzucanie podziałów, ale skłanianie czytelników do dyskusji. Dlatego cieszę się, że właściwie pod każdym artykułem pojawia się po kilkanaście komentarzy, w których czytelnicy rzeczywiście ze sobą dyskutują. Ale staramy się nie dopuszczać do pyskówek, których niestety pojawia się coraz więcej na prawicowych portalach, np. na Konserwatyzm.pl.

Odnoszę jednak wrażenie, że na Prawicy.net królują poglądy jednej opcji — nazwijmy ją „opcją PiSowską”.

Nie zgadzam się. Z jednej strony mamy Adama Wielomskiego, który niesamowicie PiS atakuje, z drugiej strony ludzie popierający projekt PO-PiSu, albo będący po PiS-ie, czy endecy, którzy nie zgadzają się z podejściem PiS do relacji z Rosją. Kiedyś mieliśmy nawet dyżurnego lewicowca — publikował u nas Azrael, ale potem odszedł, miał bowiem problemy z kulturą dyskusji. Cieszę się, że znajduje się u nas coraz więcej osób, które nie chcą identyfikować się z partiami, wolą dyskutować poza tymi podziałami.

Funkcjonuje Pan w środowiskach prawicowych, które mają z reguły podejście mocno krytyczne wobec Rosji, Pan natomiast wypowiada się za jak najbliższą współpracą z Rosją i przeciwko rozwijaniu wątków krytycznych w tych relacjach.

Ja w ogóle mówię jak Niemiec — tak mi niedawno powiedziano. We Wrocławiu, z którego pochodzę, jest zupełnie inne podejście, niż w byłej Kongresówce. U nas nie ma tradycji liberum conspiro, tradycji powstańczej. Myślę właśnie kategoriami zachodniej Polski, kategoriami polityki realistycznej, opartej na możliwościach, a nie ideałach i wartościach. Bardzo żałuje, że polską prawicę opanowało myślenie romantyczne. To jest model anachroniczny, który w dzisiejszym świecie opartym na rozwoju gospodarczym i sprawności aparatu państwowego, które realnie budują siłę państwa, jest po prostu nieskuteczny. Gdy politycy wyznaczają sobie nierealistyczne cele, to przegrywają. Oczywiście nie przyznają się do tego. Jak mam mówić o zdrowym rozsądku polskich polityków, gdy dążą oni do powalenia energetycznego giganta, jakim jest Rosja? Nawet dla laika jest to śmieszne. Znajdujemy się między wielkim producentem energetycznym i wielkim rynkiem, jakim jest Europa i my chcemy budować zaporę i nie przepuszczać Rosji. To jest po prostu śmieszne. I przynosi złe skutki dla nas.

Ale nasi sąsiedzi prowadzą w dużej mierze właśnie politykę wartości. Przykładowo sprzeciwia się Pan podnoszeniu kwestii Katania w relacjach z Rosją — a tymczasem Rosjanie nie obawiają się reakcji zachodu w swej reinterpretacji historii II wojny światowej oraz dziejów po wojnie. Podobnie Niemcy.

Jest oczywiste, że wartości nie znikną z życia politycznego, konserwatyzm opiera się na tym myśleniu. Ale działaniami polityki gospodarczej musi kierować interes gospodarczy. Jeśli kieruje nami ból związany z wojną i latami komuny, to jest to po prostu nieskuteczne. Gospodarka ma swoje reguły i jeśli się nimi nie kieruje, to się przegrywa. Obecnie jesteśmy praktycznie bezbronni wobec Rosjan, właśnie dlatego. A jednocześnie zupełnie nic nie uzyskujemy przez politykę „wartości”. Przykładowo, Polska stoi na węglu. I Polska podpisuje pakt klimatyczno-energetyczny, który jest właśnie przeciwko węglowi. W imię nieudowodnionych idei typu globalne ocieplenie poświęcamy nasze zasoby, które właśnie tworzą nasze bezpieczeństwo energetyczne. A Rosjanie podpisali kartę energetyczną? Nie. Narazili się na krytykę, ale to ich nie obchodzi. Realizują własne interesy.

Myślenie wartościami łączy się w polskiej polityce z rzutowaniem konfliktu z poprzedniego systemu na czasy obecne. Szczególnie PiS uczynił sobie z tego sztandar. Uważam, że w 20 lat po odzyskaniu niepodległości rzutowanie tych podziałów, np. poprzez uniemożliwianie ludziom działania, którzy kiedyś pracowali np. jako podrzędni urzędnicy w cenzurze, a przez ten czas nikt im niczego nie narzucał, to jest dramat. To jest choroba Polski, która nie pozwala narodowi się zjednoczyć. Polska żyje takimi aferami. Opieramy się na starych podziałach na komunę i antykomunę. Tymczasem tej antykomuny, do której ja też należałem, było tyle co nic. Może kilkanaście tysięcy ludzi w Polsce działało w opozycji, a reszta — prawie 40 mln osób - próbowała normalnie żyć. Ludzie, którzy byli kiedyś w opozycji uważają, że są lepsi i starają się zrewanżować swoim ówczesnym przeciwnikom. Po dwudziestu latach to jest nie do przyjęcia. Nieodpowiedzialni, młodzi ludzie, którzy nie wiedzą, jak wyglądał komunizm, organizują nam serial pt. „Co miesiąc — teczka na księdza”. Boli mnie to jako katolika. Przede wszystkim Kościoła nie ma prawa nikt lustrować, bo nie jest to instytucja państwowa. Po drugie, żeby zbudować świątynię, cokolwiek zorganizować, trzeba było rozmawiać z bardzo wieloma ludźmi. Najczęściej „papiery” na tych księży to notatki esbeków bez żadnych podpisów. To osłabia Kościół, który traci autorytet. Kościół powinien załatwić to dyskretnie — nie wszystko robi się publicznie.

Ale Kościół w ogóle tego nie zrobił. W sprawie abp Wielgusa potrzebna była wręcz ingerencja Watykanu. Tak więc to hierarchowie sami niszczą swój autorytet, zaprzeczając wszystkiemu, gdy już pewne powiązania wychodzą na jaw.

Pan tak uważa, ale ja widzę w tym więcej nieszczęśliwych zachowań człowieka zaszczutego przez media — wystarczyło popatrzeć, jak wyglądał, jak był rozdygotany podczas Mszy Św. w Katedrze, podczas której niektórzy członkowie Kościoła wyzywali go na zewnątrz od „ubeków”. Zapędzony w narożnik także przez „katolickich” publicystów, którzy uzurpują sobie prawo stanowienia, co to jest Kościół i kto ma prawo być jego pasterzem. Nie ma się co dziwić, największym konkurentem dla Kościoła w walce o rząd dusz są właśnie media. Stąd tak zaciekła ich walka z Kościołem. A Kościół sprawy lustracyjne powinien załatwić wewnątrz. To nie jest instytucja państwowa, a wychodzi na to, że politycy, zamiast być lustrowanymi — przeprowadzają nagonki na inne instytucje, w tym tę, która jest „nie z tej ziemi”. Jak członek Kościoła Katolickiego — głęboko protestuję przeciw takiej ingerencji państwa.

Jak Pana zdaniem powinna zostać przeprowadzona lustracja?

Przede wszystkim powinna być szybka, konsekwentna i przeprowadzona do końca. Publicznej lustracji podlegać powinni jedynie politycy, zaś w przypadku innych osób dostęp do informacji powinni mieć pracodawcy czy członkowie rodziny. Tymczasem my się ślimaczymy dwadzieścia lat, a najważniejsze i najciekawsze informacje — dotyczące działań po 1983 roku — są jeszcze niedostępne. Informacje tajne wychodzą na światło dzienne i to jest dowód na to, że państwo jest chore. Abstrahując od lustracji, wszyscy na świecie śmieją się z państwa, które upublicznia tajne informacje na temat swoich służb wywiadowczych, działających już po odzyskaniu niepodległości [chodzi o raport Antoniego Macierewicza w sprawie Wojskowych Służb Informacyjnych — przyp. red.].

Stowarzyszenie KoLiber nieco inaczej niż Pan patrzy na kwestie polityki historycznej czy lustracji. Czy ten rozdźwięk nie przeszkadza Panu należeć do KoLibra?

Można to wyjaśnić tym, że KoLiber to młodzi ludzie, którzy podlegają atmosferze politycznej i społecznej, kreowanej w dużej mierze przez media. Młodym ludziom brakuje pewnej ostrożności i doświadczeń i ulegają nastrojom kreowanym w sferze medialnej. Niemniej KoLiber jest bardzo sensowną organizacją i fakt, iż mam w pewnych sprawach nieco inne poglądy, nie powoduje, bym nie mógł mu pomagać. Łączy nas przecież bardzo wiele innych, nie mniej ważnych, wartości i idei. KoLiber to miejsce, w którym kształtują się ludzie wyznający i propagujący poglądy bardzo niepopularne w mainstreamie. A te poglądy to po prostu fundamenty polityki silnych i zdrowych państw, jak choćby Stanów Zjednoczonych Ameryki. Polska choroba polega na tym, że wystarczy jedna różnica, by powstały trzy nowe partie. Więc myślę, że w KoLibrze jest miejsce na różnice poglądów.

Oprócz Prawicy.net prowadzi Pan także bloga paliwowego Szczesniak.pl. Zdaje się, że nie są to jedyne inicjatywy w sieci, którymi chce się Pan zajmować.

Chcę wystartować kilka portali internetowych, które zajmowałyby się innymi dziedzinami, którymi się interesuję. Przykładowo - podatkami i przydałoby się miejsce, w którym w rozsądny sposób można by walczyć o to, by podatki były w Polsce o wiele niższe, a przede wszystkim — co jest znacznie ważniejsze — by były sensownie wydawane. Chciałbym, by była to mocna inicjatywa i finansowała się z ofiarności publicznej (tak jak dzisiaj Prawica.net), Będę ją prowadził w ramach moich obywatelskich pasji. W Polsce nie ma takich miejsc, a w Stanach Zjednoczonych jest ich pełno. Miejsc, w których obywatele sami wypracowują i walczą o swoje interesy, bo w sprawach podatków trudno polegać na politykach.

W Stanach Zjednoczonych politykę opracowuje się od dołu. Poparcie dla polityków jest wtórne wobec kwestii którymi się zajmują ideowe grupy nacisku, jakimi są np. National Riffle Association, czyli posiadacze broni palnej, czy przeciwnicy aborcji. Czy Pana portale mają być skromnym przeniesieniem na Polskie warunki tego typu inicjatyw?

Chciałbym, żeby tak było. Te inicjatywy nie są utrzymywane przez rząd. Funkcjonują zarówno lewicowe, jak i prawicowe tego typu organizacje. W dodatku nie trzymają się szyldów partyjnych, tylko po równo kontroluję zarówno Republikanów, jak i Demokratów. Gdy dany kongresmen źle zagłosuje, to potrafią doprowadzić do odrzucenia go przez wyborców w kolejnych wyborach. Bronienie się tym, że klub zarządził dyscyplinę w głosowaniu, jest w takich warunkach nie do pomyślenia. Na tym przykładzie widać mizerię polskiego życia obywatelskiego. Staram się przykładowo wspierać Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Jest to moim zdaniem najsilniejsza obywatelska inicjatywa w Polsce, jednocześnie kompletnie ignorowana przez polityków.


Rozmawiał Stefan Sękowski
inne teksty autora...

Wywiad autor przeprowadził dla pisma Stowarzyszenia KoLiber „Goniec Wolności".

0
Jeszcze nie głosowano
 
To jest: Piotr Piętak

No nareszcie. Gratuluje

No nareszcie. Gratuluje wywiadu no i poglądów.
I odwagi.

Przyłączam się do gratulacji!

Przyłączam się do gratulacji! Zawsze w rozmowie z panem Andrzejem podkreślam to, czego sam chyba nie docenia, bo też trudno dostrzec pewne rzeczy z perspektywy Warszawy i wielkich miast. Dzieki Prawicy.net myśl prawicowa trafiła pod strzechy, do Polski powiatowej, gminnej, miasteczek, wsi. Tutaj nie było bibuły, drugiego obiegu, nawet niszowych pisemek prawicowych. Jesli trafiały sie czasem, to nie w takim nasileniu jak w Warszawie, gdzie podczas stanu wojennego praktycznie kazdy zetknął sie z literaturą drugiego obiegu, podczas gdy w "Polsce powiatowej" były to bardzo małe środowiska, liczące po kilka osób. Prawica.net spopularyzowała zagadnienie, udostepniła za darmo mnóstwo tekstów, tłumaczeń, wywiadów, ukazała całe bogactwo myśli, idei i postaw politycznych - prawicowych i nie tylko. Żadne ministerstwo, fundacja hojnie wspomagana przez państwo, nie zrobiły dla upowszechnienia mysli politycznej tyle co ten portal. Duża robota edukacyjna i znakomity przykład obywatelskiego działania. O popularyzowaniu JOW już nawet nie wspominam. Autorowi wywiadu równiez gratuluję pomysłu, w końcu dotąd nikt nie wpadł na to, żeby na Prawica.net przeprowadzić rozmowe z człowiekiem, który stworzył portal... Prawica.net. Dziękuję.

Zaintrygowała mnie pewna

Zaintrygowała mnie pewna rzecz. Czy prywatnym firmom paliwowym, zabroniono budować zbiorniki na paliwa?

To jest: Marek Bekier

Nie zabroniono. Formalnie nie

Nie zabroniono. Formalnie nie istnieje taki przepis, który zabrania. W realnych warunkach jest to jednak pytanie bez znaczenia bo:
1) istotna jest wielkość zbiornika, jego bezpieczeństwo dla środowiska i wynikające stąd koszty i czas wybudowania;
2) istotna jest celowość takiego zbiornika z powodów czysto technicznych a nie wydumanych przepisów.
Nie znam dokładnie parametrów zbiorników, które wynikają z naprędce ustanowionego prawa (p. A. Szczęśniak pewnie zna i wypowie się bardziej merytorycznie) jadnak wiem, że małe firmy nie były w stanie takich zbiorników wybudować w czasie dość krótkim by nie zniknąć z rynku.
Co do technicznej celowości to jestem pewien, że taka nie istnieje.

Marek Bekier

Uważa więc Pan, że Państwo

Uważa więc Pan, że Państwo nie powinno utrzymywać zapasów paliw?

To jest: Marek Bekier

To jest kwestia oceny

To jest kwestia oceny bezpieczeństwa w okreslonych warunkach. Powinna być jakaś rezerwa, najlepiej rozproszona w wielu miejscach. Myślę, że najlepszym rozwiązaniemy byłoby ogłoszenie przetargu na zapewnienie przechowywania tej rezyrwy. W omawianym tutaj okresie taki przetarg byłby wygrany przez państwowego monopolistę bo tylko on miał zbiorniki. Później mogło by być różnie. Nie widzę potrzeby wiązania konieczności zapewnienia tej rezerwy ze zwykłym handlem paliwami.

Marek Bekier

No chyba nie do końca.

No chyba nie do końca. Magazynowanie paliw, to kosztowne przedsięwzięcie.\
Skazuje firmy, które mają obowiązek to czynić, na nierówną konkurencję.

Magazynowanie paliw!!! To wzgledy bezpieczeństwa

przede wszystkim, bo paliwo może wybuchnąć. Przepis są straszne wszędzie. Daleko od zabudowań itp.

To jest: Marek Bekier

Właśnie dlatego twierdzę, że

Właśnie dlatego twierdzę, że te dwie rzeczy (zwykły handel i rezerwa strategiczna na czas wojenny lub jakiś wielki kryzys) należy radykalnie rozdzielić. Rezerwa powinna być opłacana z budżetu a wykonywana w drodze przetargu.

Marek Bekier

Ale pewnie wtedy, by płakano,

Ale pewnie wtedy, by płakano, że z naszych podatków wspiera sie państwowe firmy. Ponadto dano by do ręki np. Rosji możliwość na polityczne rozgrywanie tej sytuacji.

Kresy

"Ja w ogóle mówię jak Niemiec — tak mi niedawno powiedziano. We Wrocławiu, z którego pochodzę, jest zupełnie inne podejście, niż w byłej Kongresówce. U nas nie ma tradycji liberum conspiro, tradycji powstańczej. Myślę właśnie kategoriami zachodniej Polski, kategoriami polityki realistycznej, opartej na możliwościach, a nie ideałach i wartościach."

Jeśli ktoś może w Polsce myśleć kategoriami zachodnimi, to chyba najprędzej ludzie z poznańskiego lub Galicji. We Wrocławiu mieszkają potomkowie ludzi z Kresów.

Wiesław Liźniewicz

To jest: Rafał Maria Popowski

Stefanie gratuluje bardzo

Stefanie gratuluje bardzo dobry tekst z przyjemnością przeczytałem ten tekst . Ja doszedłem do takich samych wniosków jak Pan Andrzej . W pewnych sprawach Andrzej może być i to powiem odważnie Autorytetem a nie jak niektóre pseudo autorytety intelektualnej prawicy robią z siebie tylko błaznów i pośmiewisko ( nie kieruje tych słów pod niczyim adresem ) . Stefanie oby tak dalej. Czekam na kolejne teksty .

_________________________

DIFFICILIS IN OTIO QUIES

ME NEMO MINISTRO FUR ERIT

To jest: Waldemar Pernach

Andrzeju!

z przyjemnością przeczytałem Twój tekst. Wtrącę głos tylko do dwóch kwestii. Piszesz „antykomuny było tyle co nic” Jak zwykle w historii we wszystkich rewoltach i ruchach aktywistów, organizatorów, przywódców było tyle co nic. W niewielu przypadkach poszły za nimi rzesze. Taki był i nasz przypadek. Nawet, gdy imperatywem powszechnym nie była uświadomiona potrzeba realizacji celu co po socjalizmie, to na pewno świadomą potrzebą było obalenie tej formy ustrojowej. A w tej robocie, w formie zorganizowanej, brały udział setki tysiące osób, a w oporze biernym - miliony.

Tym niewielu, których „było tyle co nic”, jako świadomym wyzwaniu „przysługują prawa autorskie” do skończenia roboty i realizacji uświadomionego celu, czyli budowy takiego porządku ustrojowego i takiego państwa, o którym piszesz. Inaczej, to ma miejsce syndromu Grunwaldu – bitwa wygrana, a zwycięstwo nie skonsumowane. Powinna była być dekomunizacja i lustracja – wtedy. Ale wtedy tych, którzy mieli świadomość tego, co ma być po komuniźmie i jaką budować Rzeczpospolitą, wymanipulowali ludzie nie reprezentujący żadnych władz związkowych ani struktur konspiracyjnych czy społecznych.

Teraz lustracja ma tylko wartość historyczną i moralną, bo w rzeczywistości najistotniejszy wpływ na państwo mają nieformalne „grupy trzymające władzę” tworzone przez ludzi starego systemu i działające w ich interesie i ich mocodawców zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu. Ale to inna historia.

Piszesz w obronie Wielgusa, że biskup to „człowiek zaszczuty przez media”, a „publicyści uzurpują sobie prawo stanowienia, co to jest Kościół i kto ma prawo być jego pasterzem”. Media uzurpują sobie wiele praw i gnoiły wiele osób, niewinnych osób. A w tym przypadku biskup był niewinny? Kościół ziemski tworzą ludzie, wierni i hierarchowie, i wszyscy podlegają wzajemnej ocenie z tym, że pasterze - bardziej krytycznej. Ci, którzy nauczali a zawiedli uczniów, powinni przed nimi stanąć i wyznać swój błąd, a nie kręcić i zatajać.

Kościół czuł się w obowiązku wyspowiadać się i przeprosić za stosy i antysemityzm, to dlaczego Kościół przed swoimi wiernymi – jak piszesz „sprawy lustracji powinien załatwiać wewnątrz”. Ludzie grzechy hierarchów widzieli, widzą i oceniają, a więcej szkód przynosi Kościołowi zatajanie niż wyznanie grzechów, co było by przykładem dla innych.

Zgadzam się z Twoim poglądem, że Polsce potrzebna jest materialna siła i ją trzeba budować. Jako zwolennik romantyzmu chcę zauważyć, że w Polsce obydwa te kierunki zawsze się uzupełniały. Były hasła, były ideały, a co do czego - romantycy pospołu z pozytywistami brali się do dzieła, czy to było powstanie, czy realizacja utopii budowania szklanych domów.

Pozdrawiam
Waldek Pernach

Waldemar Pernach

To jest: Andrzej

Waldku

1. Tysiące, dziesiątki tysięcy opozycjonistów. To nic nie zmienia. "Prawa autorskie" to może mają do budowania siły Polski a nie do załatwiania starych porachunków. Bo to duża różnica.

2. Dzisiejsza "llustracja" - taka jaką jest - rozwala i dzieli Polskę. Jest narzędziem właśnie zemsty (dokończenia rachunków), a nie budowania siły. Albo się jednoczy Polaków, albo się ich dzieli 20 lat po końcu komuny. Tertium non datur. Mówienie o moralności i historycznej sprawiedliwości jest właśnie owym "romantyzmem", który (parafrazując Goethego)

"Jam częścią tej siły,
która wiecznie dobra pragnąc,
wieczne zło czyni. "

. Jak z państwowymi molochami (sam znasz to dobrze) - państwo kreuje takie, a potem nie potrafi tym zarządzać, staje się ich zakładnikiem. WIęc lepiej niech skróci front, naprawi samo siebie, a nie dłubie tam gdzie go nie potrzeba.

3. Państwa mi w Kościele nie potrzeba. Niech się politycy sami zlustrują, a nie lustrują innych. Sam doskonale wiesz (byłeś tego celem), jak beztrosko, jak wrednie politycy i dziennikarze posługują się tymi papierzyskami, żeby zniszczyć innych. Nie myślisz, że innych też boli, gdy im robią to, co robili Tobie?

4. Kościół zrobi to, czym go natchnie Duch Święty. Ja o Kościół jestem spokojny. A nie politycy czy media są tymi, przed którymi Kościół ma się spowiadać. Nie mnie, Tobie, a tym bardziej im - o tym decydować.

5. Dzisiaj ci "romantycy" przywłaszczyli sobie państwo, nadali mu obrzydliwy ton i zacięcie bronią swoich pozycji. Nie ma tam miejsca dla "realistów", chcących to państwo naprawić. Więcej - "realista" to dzisiaj zdrajca! Więc nie ma i nie będzie współpracy.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Niech się politycy sami zlustrują, a nie lustrują innych. Sam doskonale wiesz (byłeś tego celem), jak beztrosko, jak wrednie politycy i dziennikarze posługują się tymi papierzyskami, żeby zniszczyć innych.
Znam człowieka, na którego w IPN powinny być tomy akt. A jemu przedstawiono trzy kartki A4 i powiedziano, że to jest wszystko, co mają. :-) Lustracja po wizycie tam Michnika i Kozłowskiego jest fikcją, bo jest możliwa w sprawach błahych, a w sprawach ważnych... jak trzeba, to IPN odnajduje cudownym sposobem nieznane akta!, o których wcześniej tenże IPN nie wiedział! :-)

Ad pkt 5

Jakoś we Wrocławiu nie poznałem wielu prawdziwych "romantyków" w polityce. Są to "romantycy" tylko pod publikę. Na codzień kierują się zwykłym cwaniactwem, o tyle przykrym, że pełnym hipokryzji. Niektórzy są u "sterów" do dzisiaj.
Może więc nie problem w "romantyżmie" lecz w jego braku? Tym samym braku wiekszych ideii i konskwencji działania dla dobra wspólnego.
W zestawieniu z obecnymi realiami Pana postawa wydaje mi się właśnie romantyczna i... proszę tak trzymać.

PS
Nie wiem też o jakie "wartości" niby walczą politycy(oczywiście poza kasą i stanowiskami dla siebie)? Czy myśli Pan o walce np. z homofobią czy ksenofobią? W tym rzeczywiście wydają się być gorliwi. Obawiam się więc, że rozmawiamy o "wartościach" całkiem nowych i sztucznych... tylko pod politykę.

To jest: BTadeusz

Strach pisać o tych "prawach autorskich".

Ale trzeba.
Wsród tych "uprawnionych" jest wielu herosów i sporo hien.
Sa mądrzy i głupi.

Rachunek historyczny nie może być płacony pracą współczesnych.
Przy presji na taką sprawiedliwość historyczną - degradujemy sie matreialnie.
By pozostać "sprawiedliwymi" - należy to czynić na własny koszt.
Gorzkie to - wiem.
Ale dowodzenie włwsnej wyższości moralnej należy przeprowadzać na kartach publikacji - niechby na kamiennych tablicach - ale nie - z foteli prezesów spółek skarbu państwa.

Pozdrawiam.
(były "udziałowiec" jednej z "komisji koordynacyjnych").-:)

PRZESTAWIAJMY PROBLEMY Z GŁOWY NA NOGI...

Partyzantka

Dlaczego we Wrocławiu i Poznaniu nie było a okupacji partyzantki.
Odpowiedź:
BO NIEMCY NIE POZWALALI.

Mozets

Wroclaw?

cha..cha...jakim cudem we Wrocku mieli byc podczas wojny polscy partyzanci?Prawie w srodku Reichu?

To jest: Rafał 07

Bardzo dobry wywiad, duża

Bardzo dobry wywiad, duża część poglądów autora jest mi bliska. Mam tu na myśli szczególnie porzucenie romantyzmu w polityce zagranicznej. Polscy politycy prawicy bez względu na przynależność partyjną i reprezentowane poglądy nie potrafią myśleć kategoriami realizmu.

Nie zgadzam się z tezą autora, że lustracja Kościoła jest jego wewnętrzną sprawą. Mogłoby tak być tylko gbyby Kościół polski nie zajmował tak dużej pozycji w życiu społecznym państwa. Wtedy i to tylko z zatrzeżeniami można by to traktować jako sprawę do rozwiązania przez Episkopat. Nie zgadza się to też z przekazem moralnym Kościoła, jak ludzie skrywający prawdę mają nauczać Nas wszystkich co jest prawdziwe i etyczne. Też uważam, że ingerencja państwa w sprawy kościelne jest niestosowna, ale rola publicystów którym leży na sercu jego dobro (nie mówie tu o mediach dominujących w naszym dyskursie politycznym, którym zależy na zniszczeniu Kościoła) jest jak najbardziej moim zadnaiem uprawniona(np ks. Isakowicza- Zalewskiego). Szczególnie wobec braku ustaleń kościelnej komisji historycznej i postawy wielu hierachów, którzy starją się zamieść sprawę pod dywan. Pozdrawiam i licze na merytoryczną dyskuję

Na BBC prezentują się różne kraje. W ten weekend będzie r

Polska. Prezentacje rozpoczyna film o ks. Isakowiczu - Zaleskim i zdradzie
polskiego Kościoła w czasie komuny.
Okazuje się, że inne postkomunistyczne kraje nie miały tego rodzaju problemów, tamtejsze Kościoły zwyczajne przestały istnieć.

cytat:
My Country: Poland
New series on BBC World News, showcasing documentaries made by local film-makers about their own country. This week 'Poland's Turbulent Priest', the first of three films from Poland.
SHOWING TIMES
Saturday 4th July at 1410 GMT
Repeated: Sunday 5th July at 0210, 0910 and 1710 GMT.

-----------------------------------------------------------------------

My Country: Poland

'POLAND'S TURBULENT PRIEST'

Once as a young priest, Father Tadeusz Zaleski was a thorn in the side of Poland’s Communist Government. Today, it’s the Catholic Church which is trying to silence him.

As Poland celebrates 20 years of freedom its peaceful transition from Communism owes much to the role of the Catholic church - from its Polish Pope down to its most humble village priests.

In supporting striking workers and the dissident Solidarity movement they risked arrest, torture and even murder. Father Zaleski almost lost his life. But after many arrests by the secret police and brutal torture, he survived and in 1989 he and his fellow Poles were free.

A Shocking Truth

Free, until in 2005, the old security files were opened and inside he discovered a shocking and uncomfortable truth: that in the Krakow Archdiocese where he worked some members of the Church were not the heroes they have been painted.

That among his friends in the hierarchy there were informers, fellow clergymen recruited by the Communist authorities to spy on priests like him.[IMAGE2]

Amid denials and denunciations Father Zaleski is driven to reveal the documents he has found and one by one the guilty resign and apologise, dismayed to have been exposed in this way. But he is compelled, he argues to reveal the truth in a book so that the facts are out and available to all. Many have found these revelations about the Church too painful to believe and blame him for damaging its reputation.

Again he is questioned and punished, banished from the cultural capital Krakow to a rural backwater and ordered to remain silent. He is undeterred seeing this adversity as part of a wider picture.

“It is, after all,” he says, “the history of Christianity; Judas betrayed, Peter denied and Thomas doubted”. The truth must come out, he believes, if the Catholic Church is to survive.

--------------------------------------------------------------------------------

Showing this weekend, on BBC World News

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Prezentacje rozpoczyna film o ks. Isakowiczu - Zaleskim i zdradzie
polskiego Kościoła w czasie komuny.
Czyli walki z Kościołem ciąg dalszy.

To jest: dante_alighieri

Prawdy sie Pan boi?

.

Każdy ma swoją prawdę.

!

To jest: Andrzej

do: Rafał Łatka

Dziękuję za wskazanie na politykę zagraniczną. To jest rzeczywiście domena dramatycznej ślepoty i nieskuteczności. Oglądam to z punktu widzenia spraw energetycznych i nie mogę się nadziwić.

Jak można tak źle formułować cele (a raczej w ogóle ich nie mieć)?

Jak można tracić niewielkie siły na destrukcję stosunków EU z Rosją, kiedy nie starcza nam ich na obronę własnych interesów?

Interesów polskich nie mamy chyba zdefiniowanych, bo jeśli potrafimy oddawać to co zdobyliśmy przed akcesją za enigmatyczne zapisy o solidarności energetycznej...

Jeśli kraj stoi na węglu wartym bilony złotych i podpisuje pakt klimatyczno-energetyczny... to słów brakuje i tchu w piersiach...

O Kościele zdanie wyraziłem w innym poście. Pan jest katolikiem?

To jest: Rafał 07

Jak słusznie Pan zauważa w

Jak słusznie Pan zauważa w kwestiach energetycznych polska polityka to zupełny dramat... Najgorszym krokiem w moim przekonaniu jest podpisanie pakietu klimatycznego i moja reakcja była bardzo w tym względzie podobna do Pańskiej.
Dodałby tu jeszcze oprócz kwestii typowo ekonomicznych sprawy tożsamościowe i historyczne. Polityka rządów zarówno Tuska jak i Kaczyńskiego jest w tym wzgłędzie równie fatalna. Szcególnie chodzi mi tu o prawa Polaków na Litwie, gdzie państwo litewskie nie przestrzega żadnych zawartych umów. Równie fatalnie jest z polityką wobec Ukrainy (kwetie związane z upa) i Białorusi (sprawy naszej mniejszości). Brak tu realizmu i dochodzi do porzucenia ważnych dla Nas kwestii w imię jakiegoś ,,mitycznego porozumienia" przeciwko Rosji.

Jestem katolikiem, chociaż nie da się ukryć, że jest mi bliżej do Kościoła z przed Vaticanum Secundum.

To jest: Krzysztof M

Bać się prawdy? :-))

Tę prawdę, to lewactwo stosuje jak im się podoba. Czyli Kościół? - Zlustrować! Ubeków? - Trochę później (a najlepiej wcale) :-) Czyli odwrócenie kota ogonem. :-) Dlatego napisałem o walce z Kościołem. A pan tego po raz n-ty nie zauważył. Ubecja ma być nietykalna - rozumiem. :-) Znam takiego gościa, funkcjonariusza starego systemu. Emerytura gigantyczna! A wkład w dobro wspólne? UJEMNY! Znam go nie tylko ja, stąd ocena. Takich ludzi są tysiące. O nich lewactwo nie pisze. Oni są nie do ruszenia. :-)) Kościół? A, KOŚCIÓŁ! To co innego! Wal w Kościół! Wal w czarnych! :-)) Stąd ta lustracja tego Zalewskiego. Coś tam na niego musi być ciężkiego w archiwach. :-)

To jest: Rafał 07

Przecież nikt tutaj nie mówi

Przecież nikt tutaj nie mówi o ubekach. Po co miesza Pan dwa oddzielne tematy. Członków ub i sb należało by zamknąć w więzieniach. Od Kościoła wymagam jedynie prawdy, przyznania się w imię głoszonej etyki. Chyba można tego wymagać... prawda?? Nikt tu nie ,,wali w czarnych" , a poza tym filmu Pan nie oglądał, więc dlaczego ocenia go Pan apriori. Tego typu widzenie cechuje właśnie lewactwo z jego niezmiennymi pseudoprawdami. Taka samo ocena ks. Zalewskiego jest zupełnie nie merytoryczna i atakuje Go, Pan w sposób personalny, co jest zdecydowanie karygodne. Szczególnie wobec zasług ks. Isakowicza w walce z komunizmem.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Przecież nikt tutaj nie mówi o ubekach.
Ja mówię. Panu to w kontekście lustracji nie pasuje?
cytat:
Członków ub i sb należało by zamknąć w więzieniach.
Ale na razie mówmy o księżach. Ubecy później :-)) Prawda? Później. A może wcale? :-)
cytat:
Nikt tu nie ,,wali w czarnych"
A zaciekłe domaganie się lustracji księży katolickich to co to jest?
cytat:
Szczególnie wobec zasług ks. Isakowicza w walce z komunizmem.
Następny santo subito? :-) Już Lechu Wu był święty dla milionów. A jak się to skończyło?

To jest: Rafał 07

Jak najbardziej mi pasuje,

Jak najbardziej mi pasuje, jak wyżej wskazałem oczekuje kary więzienia dla ubeków, nigdzie nie napisałem, że później, prawda...? Domaganie się lustracji księży jest to normalny odruch człowieka zatroskanego oddalaniem się Kościoła od społeczenśtwa i od prawdy. Jest niewątpliwym faktem, że około 10 procent kapłanów podjęło się współpracy z aparatem bezpieczeństwa (A. Dudek, R. Gryz,Komuniści i Kościół w Polsce w latach 1944- 1989, J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce 1944- 1989), nie uważa Pan jako katolik, że należało by to wyjaśnić. Jeśli chodzi o ks. Isakowicza nawet nie wiem jak może Pan mieć coś przeciwko niemu. Tak samo proszę o nie wkłdanie mi w usta słów, których nie powiedziałem o santo subito. Uważam Go za przykład kapłana zangażowanego nie tylko w lustracje, ale też w walkę z zakłamaniem na temat zbrodni oun i upa. Pana porównanie ks. Isakowicza do ,,obalacza komunizmu" i bolka jest zupełnie nieadekwatne i wręcz komiczne.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
oczekuje kary więzienia dla ubeków, nigdzie nie napisałem, że później, prawda...?
To może tym się pan zajmie? A nie tropieniem księży katolickich? Proponuję zacząć od zaraz. I tu ciekawe, ile energii wkładać się będzie w tropienie UBeków? :-) Tyle, co w tropienie księży? Więcej? Mniej?

To jest: Qrczak

Co to za warunki?

"Przyznam się, jak najpierw on się przyzna". Jak dziecko.

Personalizm to zło, to socjalistyczna ideologia oparta na kłamstwie

To jest: Krzysztof M

.

O! Pan też jest zdania, że najpierw księży należy wyspowiadać? A UBeków potem? :-)

To jest: Rafał 07

Już wcześniej chciałem

Już wcześniej chciałem napisać, że argumentacja Pana Krzysztofa M. jest infantylna, widzę, że nie tylko ja to zauważyłem.

To jest: Rafał 07

Jakby raczył Pan zauważyć

Jakby raczył Pan zauważyć dyskusja tutaj nie dotyczyła ubeków. Poza tym nie uprawiam jak Pan to określił ,,tropienia księży" ,pragnę jedynie poznać prawdę na ten temat. Oczekiwałbym także jak już wcześniej wspominałem, akceptacji przez Kościół smutnej historii współpracy części księży z aparatem bezpieczeństwa prl. Od instytucji, która ma byc przewodnikiem moralnym społeczeństwa niezbędne jest oczekiwanie prawdy. Nie można jej na pewno oczekiwać po zbrodniarzach z ub, a ich ściganiem i postawieniem przed organami sprwiedliwośći powinny zajmować się instytucje państwowe. Podpisałem się w liście o zmniejszoniu emerytur byłym esbekom. Interesuje mnie co Pan robił w tym kierunku. Skoro chce PAn bym się tym zajmował. Jestem członkiem Kościoła i on mnie żywotnie interesuje.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
dyskusja tutaj nie dotyczyła ubeków.
O tak! O tym nie mówmy! Nie mówmy o UBekach. Mówmy o księżaaaaach!!! :-)
cytat:
Nie można jej na pewno oczekiwać po zbrodniarzach z ub, a ich ściganiem i postawieniem przed organami sprwiedliwośći powinny zajmować się instytucje państwowe.
Rozumiem, że UBekami będą się zajmowały instytucje państwowe. A księżmi będzie zajmował się PAN! Wraz z GW, TVN-em i innymi takimi. :-)
cytat:
Jestem członkiem Kościoła i on mnie żywotnie interesuje.
A to, to już widać, jak na dłoni.

To jest: Rafał 07

Widzę, że Pana styl pisania

Widzę, że Pana styl pisania się nie zmienia: dużo ataków, brak argumentów. Nie odnosi się Pan oczywiście zupełnie do tematu dyskusji. Zaraz Pan powie, że abp. Peatz i Wielgus to osoby niewinne zniszczone przez brudne media między innymi takie jak Gazeta Polska i Rzeczpospolita.
Nie zachowuje Pan jak widać zasad tego forum, bowiem żadnych merytorycznych uwag w Pan wypowiedziach nie ma. Nie spełnia Pan więc zasady merytoryczności: http://www.prawica.net/node/1...
Myślę, że powinien Pan przeczytać wymogi dyskusji przytoczone przez admina i regulamin szczególnie punkty: 2, 4, 5, 8.

O co Panu chodzi więcej? Co Pana uspokoi?

cytat:
Sprawa lustracji biskupów jest zamknięta" - ogłasza episkopat po liście z Watykanu w tej sprawie.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Sprawa lustracji biskupów jest zamknięta" - ogłasza episkopat po liście z Watykanu w tej sprawie.
Proszę pani. Dla pewnych kręgów ta sprawa nie będzie zamknięta NIGDY. :-) Podobnie jest z holocaustem. Polska ma płacić bez końca. :-) A księża katoliccy tłumaczyć się ze "zdrad" do końca świata. :-) Te kręgi tak mają.

To jest: Rafał 07

To proszę tutaj przytoczyć

To proszę tutaj przytoczyć kiedy się tłumaczyli np abp Wielgus i abp Peatz, chętni przeczytam...

Duchowni tlumaczą się przed

Bogiem. To Panu nie wystarczy?Przed kim się mają tłumaczyć wg. Pana?
Jeżeli wierzący ufają Kościołowi, to przyjmują to co Kościół głosi. Jeżeli nie
ufają to nic ich do tego nie skłoni, żadne tłumaczenia.

To jest: Rafał 07

Absolutnie nie wystarczy,

Absolutnie nie wystarczy, duchowni powinni się wytłumaczyć także przed swoimi wiernymi. Zauważyć chociaż istnienie takiego problemu, zaprzeczanie prowadzi jedynie do zapomnienia tak wielu chwalebnych chwil w działalności Kościoła w okresie PRL- u. Skandale związane z odkrywaniem agentów działających wśród kapłanów podważają zaufanie do instytucji Kościoła i osłabianie jego pozycji w społeczeństwie. Dla własnego dobra Kościół powinien ,,coś z tym zrobić", niech za przykład posłuży tutaj przeproszenie przez Kościół w USA za molestowanie dzieci przez kilkunastu kapłanów. Problem zupełnie niepodobny, ale pokazujący jak dzięki ekspiacji można stopniowo odzyskąc utracone zaufanie społeczne.

W USA odkupienie nastąpiło poprzez sprzedaż siedziby

biskupa i wielomilionowymi odszkodowaniami dla niektórych wiernych.
W Polsce, donosy były glupotą, kto co powiedział przy obiedzie, kto
gdzie podszedł, jak się zachował, itp. Jaka to szkoda? Kto stracił? Robienie z tego cyrku jest dziecinadą. Nie wiem po co to komu i co z tego niby ma przyjść.
Kościół wie co robi dla własnego dobra. Wierzącym to nie jest potrzebne.

To jest: Rafał 07

Czyli według tego co Pani

Czyli według tego co Pani pisze śmierć ks. Suchowlca, ks. Niedzielaka i ks. Popiełuszki nie jest żadną szkodą i dziecinadą.Na każdego z nich donosiły osoby nie tylko świeckie, ale też duchowne. Skąd Pani ma wiadomości, że donosy w Polsce były głupotą, czyżby prosto z wywiadów z abp Wielgusem?? Donosy zniszczyły w Polsce wielu osobom życie w sposób doszczętny lub w skrajnych przypadkach doprowadzały do śmierci osoby na którą donoszono i Pani nazywa to głupotą????
Szykanowanie wielu patriotycznie nastawionych księży dzięki donosom z ich własnych kręgów jest bez znaczenia.??? Autorytetem moralnym mają być dla mnie ludzie, którzy zdradzili własnych braci w wierze i współpracowali z organizacją zbrodniczą?? Zadaniem Kościoła jest służenie jego wiernym, a jak może to być możliwe bez przyznania, że niektórzy jego członkowie poważnie zgrzeszyli.

Ponawiam pytanie, co Pana zadowoli? Widzę, że Pan

występuje w roli skrzywdzonych księży. Zapewne prosili Pana o to.
A może Pana jakiś ksiądz skrzywdził?

cytat:
Zadaniem Kościoła jest służenie jego wiernym, a jak może to być możliwe bez przyznania, że niektórzy jego członkowie poważnie zgrzeszyli.

Mam wrażenie , że Pan nieco zapomniał Katechzm. Spowiedz jak napisałam jest przed Bogiem nie przed wiernymi. Pisałam to już raz, ale Pan to pomija. Jeżeli by zmierzyc jakie zasługi ma abp.Wielgus i z przeproszeniem tych co go osądzają, dla Kościoła i Polsk, i to sto razy wolę Wielgusa. A Pan jakie
ma kwalifikacje moralne do takich sądow?

To jest: Prawicowiec

Nigdy się nie

znudzi emigrantce AK to wojowanie w obronie komunistycznych agentow? To jakieś osobiste uwarunkowania?

Ktoś musi bronić Koscioła. Cały wysiłek Jana Pawła II

już jest zmarnowany przez rewizjonistów. Kiedyś Panie P. Polacy bedą tego
gorzko żałowac. Za dwadzieścia następnych lat te piękne kościoły będą
zamienione na hale koncerowe lub targowe. Zobaczy Pan. Ja to piszę bo
już to widziałam. A jakie są Pańskie uwarunkowania? Złość i nienawiść?

To jest: Prawicowiec

Kościół to

nie agentura. Moje uwarunkowanie jest takie, że nie jestem agentem.

Każdy tak mówi, szczególnie najbardziej podejrzani.

cytat:
Moje uwarunkowanie jest takie, że nie jestem agentem.

Kościół to nie agantura, ale nikt Prymasa mie broni, nawet prawicowcy.

Do oglądania załączam wybór kościołów zamienionych na domy mieszkalne.
http://images.google.ca/image...

To jest: Rafał 07

Ciężko bronić człowieka tak

Ciężko bronić człowieka tak nieudolnego jakim jest prymas Glemp, zdecydowanie nie poszedł w ślady swojego wielkiego poprzednika...

Nie pierwszy raz

spotykam się na PN ze stawianiem w opozycji do siebie, Stefana kard. Wyszyńskiego i Józefa kard. Glempa. To jest, Wielkość vs. Nieudolność.
Jest to o tyle dla mnie interesujące, że dane mi było żyć w czasach gdy jeden i drugi (po sobie) przewodzili polskiemu Kościołowi. Jestem niezmiernie ciekawym, jak Pan przedstawiłby w kilku zdaniach wielkość kard. Wyszyńskiego i nieudolność kard. Glempa?

Eeee ..."tylko kierunek działania ma znaczenie"

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Nigdy się nie znudzi emigrantce AK to wojowanie w obronie komunistycznych agentow?
Nie tylko jej.

To jest: Rafał 07

Nikt mnie nie skrzywdził, po

Nikt mnie nie skrzywdził, po co Pani używa argumentów personalnych, to są żadne argumenty. To tak jak ja bym powiedział, że nie ma Pani pojęcia o polskim Kościele, bo jest Pani emigrantką, ale nie robię takich rzeczy... Z chęcią wysłucham jakie ma to zasługi abp. Wielgus poza gigantycznym skandalem na cały świat jaki się za jego sprawa dokonał. Nie muszę Pani uświadamiać ile strat poniósł przez to polski Kościół. Co do spowiedzi jest to prywatna sprawa każdego wierzącego i jako sprawa prywatna mnie nie interesuje. Kwalifikacje moralne do sądów o Kościele ma każdy wierny, jako członek Kościoła.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
ile strat poniósł przez to polski Kościół.
Żadnych strat nie poniósł. Straty poniósł lud Warszawy.
cytat:
Co do spowiedzi jest to prywatna sprawa każdego wierzącego i jako sprawa prywatna mnie nie interesuje.
Jednak dobry człowiek z pana. Taki wspaniałomyślny. :-)
cytat:
Kwalifikacje moralne do sądów o Kościele ma każdy wierny, jako członek Kościoła.
Rewelacja! Chyba sobie zaprenumeruję pana wypowiedzi. :-))

Oto dorobek:

Stanisław Wielgus w czasie swojej posługi został uhonorowany między innymi:

Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski
Nagrodą Ministra Edukacji Narodowej
Odznaczeniem Lubelskiego Towarzystwa Naukowego "Resolutio Pro Laude"
Nagrodą imienia Włodzimierza Pietrzaka.
Posiada również honorowe obywatelstwo miast:

Pułtuska (od 2005)
Płocka (od 2006)
Opublikował kilkanaście książek i ok. 400 artykułów, promotor wielu prac doktorskich i magisterskich.

cytat:
To tak jak ja bym powiedział, że nie ma Pani pojęcia o polskim Kościele, bo jest Pani emigrantką,

Abp. Wielgus nie jest członkiem Polskiego Kościoła, który jest swojego rodzaju
neopogaństwem. Abp. Wielgus jest członkiem Kościoła Katolickiego, powszechnego, tego samego, którego czlonkiem ja jestem. My tu na emigracji
też mamy katolików. A głową tego Kościoła i w Polsce i na całym świecie jest
Ojciec Święty mieszkający w stolicy apostolskiej tj. w Watykanie.
Tak wiec rozliczenie członków Kościoła, powtarzam jeszcze raz, nie jest sprawą polityczną, bo Kościoł nie jest organem państwa, a sprawą Kościoła
i już się dokonało. Episkopat Polski to ogłosił, Papież przyjął i nie ma o czym
dyskutować.
Kto jest pokrzywdzony, a jest to sprawa kryminalna, może wystąpić do sądu ,
stąd było moje pytanie.
Każde inne rozliczenie, które nie ma błogosławieństwa odpowiedniej władzy hierarchicznej Kościoła, prowadzi do herezji.
cytuję Słowa Ojca Świętego:
Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań

http://www.fidelitas.pl/1636....
Tyle mam na ten temat do powiedzenia.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Donosy zniszczyły w Polsce wielu osobom życie w sposób doszczętny lub w skrajnych przypadkach doprowadzały do śmierci
Rozumiem, że teraz pan wskaże choć jednego poszkodowanego w wyniku "donosów" duchownych. :-) Jeden, to przecież niewiele.

To jest: Rafał 07

Obiecałem, że już nie będę

Obiecałem, że już nie będę czytał i odpisywał na Pańskie mizerne komentarze. Tutaj zrobię ostatni wyjątek.Poszkodowanych jest jak mówiłem wielu ks. Niedzielak, ks. Suchowolec, ks. Popiełuszko ( nowa monografia IPN o Ks. Popiełuszce, niech Pan zajrzy), ks. Isakowicz. Jakby Pan poczytał trochę monografii o polskim Kościele, to może poszerzyłby Pan wiedzę na Jego temat i poziom pańskich komentarzy na ten temat by się podniósł chociaż trochę i zaczął by Pan używać jakichkolwiek argumentów

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Tutaj zrobię ostatni wyjątek.
Normalnie czuję się normalnie zaszczycony. Normalnie. :-)

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Absolutnie nie wystarczy, duchowni powinni się wytłumaczyć także przed swoimi wiernymi.
To jest zdanie mediów. I pańskie. A nie zdanie wiernych.
cytat:
Dla własnego dobra Kościół powinien ,,coś z tym zrobić",
To mi obłudą pachnie. Na kilometr. Tak jak obłuda Terlikowskiego, który narobił wiele zła w sprawie biskupa Wielgusa.
Pan w widoczny sposób dąży do tego, żeby dokopać czarnym.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Nie zachowuje Pan jak widać zasad tego forum, bowiem żadnych merytorycznych uwag w Pan wypowiedziach nie ma. Nie spełnia Pan więc zasady merytoryczności: http://www.prawica.net/node/1...
Myślę, że powinien Pan przeczytać wymogi dyskusji przytoczone przez admina i regulamin szczególnie punkty: 2, 4, 5, 8.

Proszę! Mamy tu nowego moderatora. :-) Co na to admin? :-))
cytat:
Nie odnosi się Pan oczywiście zupełnie do tematu dyskusji.
Nie piszę ku pańskiej uciesze. :-) Jak się nie podoba, zgłaszać do admina! I nie czytać! Nie czytać! :-)

To jest: Rafał 07

Z chęcią skorzystam z drugiej

Z chęcią skorzystam z drugiej rady, bo Pana twierdzenia nie mają żadnej wartości, nie są poparte żadnymi argumentami i w większości nie odnoszą się do tematu dyskusji. Nie widzę więc żadnego powodu by czytać to co Pan pisze.

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
Nie widzę więc żadnego powodu by czytać to co Pan pisze.
Jakże się cieszę! Rozumiem, że jak nie będzie pan czytał, to i komentować pan nie będzie. A to już jest coś! :-)

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
proszę o nie wkłdanie mi w usta słów, których nie powiedziałem o santo subito.
To powiedziałem ja. A nie pan.
cytat:
nie uważa Pan jako katolik, że należało by to wyjaśnić
Nie uważam.
cytat:
Pana porównanie ks. Isakowicza do ,,obalacza komunizmu" i bolka jest zupełnie nieadekwatne i wręcz komiczne.
Cierpliwości. Już scena polityczna nie takie cuda widziała. :-) O Bolku też paru gadało w roku 1980-tym. :-) I co? Został świętym na następne "parę" lat!

To jest: Rafał 07

Może posłużyłby sie Pan

Może posłużyłby sie Pan jakimś uzasadnieniem swoich tez, a ,,nie prostym nie uważam", bez cienia jakiejkolwiek refleksji na ten temat. O bolku mówiło więcej niż paru... a jakoś nie słyszałem by ktoś mówił o jakiś ,,nikczemnościach" popełnionych przez ks. Isakowicza. Szczególnie, że pochodzę z Nowej Huty i każdy tu wie, że ks. Isakowicz zawsze był ze społeczeństwem, prowadząc wielokrotnie Msze św. za Ojczyznę. Proszę wieć nie oskarażać bezpodstawnie, chyba, że ma Pan jakieś dowody, to chętnię się z nimi zapoznam.

To jest: Andrzej

Ładnie...

cytuję Rafał Łatka:
Od Kościoła wymagam jedynie przyznania się

Pan od Kościoła wymaga? no, no...

Przed kim Kościół ma się przyznać? I do czego? Że budował za komuny kościoły? Że starał się o cement, deski i inne takie?

Księża mają w TV i gazetach się kajać przed widzami? A może jeszcze będziemy sms-ami głosować, czy mu wybaczamiy?

Boże...

To jest: Rafał 07

Kościół owszem budował

Kościół owszem budował kościoły w całym okresie istnienia PRL-u. W latach czterdziestych, piedziesiątych i sześcdzieiątych było to niezwykle trudne, w latach 70 nastąpiła reorientacja władz w kierunku większej swobody Kościoła w tym względzie. Należy zauważyć jednak zdecydowanie różnicę między staraniem się o budowę kościoła, a współpracą z reżimem w zamian za to. Można było budować, nawet i bez zgody władz, pokazuje to przykład abp. Ignacego Tokarczuka (A. Dudek, R. Gryz,Komuniści i Kościół w Polsce w latach 1944- 1989 lub I. Tokatczuk, W starciu z totalitaryzmem). Nie twierdzę, że mają się jak Pan mówi ,,kajać przed widzami" wystarczyłby chociaż jeden komunikat Rady Głównej Episkopatu na ten temat.Zabranie głosu i powiedzenie, że niektórzy kapłani zgrzeszyli ciężko w czasach PRL-u. Szczególnie np. wobec skandalów z abp Peatzem i abp Wielgusem, żeby podać tylko najbardziej rażące przypadki. Nie mówiąc już o dośc dużej grupie szacowanej przez historyków na 10% ogółu kapłanów przypadków współpracy z ub lub sb (A. Dudek, R. Gryz,Komuniści i Kościół w Polsce w latach 1944- 1989, J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce 1944- 1989). Nie mówiąć już o ,,ruchu księży patriotów".

To jest: Andrzej

Dla ilustracji "nie kierowania się wartościmi w polityce"

Artykuł Ziemkiewicza:

cytat:
Nad trumną Becka ciszej, proszę!

Rafał A. Ziemkiewicz 09-05-2009

Mało co tak mnie w ostatnim czasie poraziło i przeraziło, jak apologetyczny artykuł o Józefie Becku. Rzecz w tym, że artykuł ten, pochwalający postrzeganie polityki jako „rzucania na stos” własnego państwa i narodu w imię abstrakcyjnych wartości, podpisany został nazwiskami dwóch byłych ministrów spraw zagranicznych RP i byłego przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Sejmu.

Gdyby te absurdalne zachwyty nad „człowiekiem, który mówił o honorze” powielane były przez publicystów, nawet przez historyków – pół biedy. Ale gdy czynią to ludzie, którym Polska powierzyła, i być może powierzy jeszcze kiedyś prowadzenie swych spraw na arenie międzynarodowej − po prostu włosy stają dęba na głowie.

Szanowni Panowie! Na litość boską, wartość przywódcy mierzy się skutkami jego działań, a nie patetycznymi gestami. Wódz zasługuje na szacunek, kiedy wygra bitwę. Niekiedy zasługuje nań także wtedy, gdy polegnie, ale to już nie zawsze − nikt przy zdrowych zmysłach nie pochwali Władysława Warneńczyka, który głupio dał się podpuścić do niepotrzebnej wojny, a potem jeszcze bardziej głupio rzucił się na pierwszą linię i dał zabić, co sprowadziło zagładę na całą jego armię. A cóż mówić o wodzach, którzy rzuciwszy żołnierzy na nieuniknioną rzeź, na przeciwnika wielokrotnie silniejszego, bez szansy na zwycięstwo, wiedząc, że ich klęska oznaczać będzie wydanie całego kraju, narodu, jego dziedzictwa i ludności na pastwę wroga − sami dożyli spokojnie żywota na emigracji?

Józef Beck nie zasłużyłby na szacunek nawet, gdyby II wojna światowa jakimś cudem nie wybuchła. Od samego początku prowadził politykę mocarstwową, nie będąc szefem dyplomacji mocarstwa. Innymi słowy, uprawiał zwykłą tromtadrację, a nie politykę; nic dla Polski w ten sposób nie ugrał, wszystkich zdołał zrazić. A ostatecznie wraz z przyjaciółmi z obozu Sanacji zaplątał się we własną propagandę i aby nie stracić twarzy, pchnął kraj do wojny, która wygrana być nie mogła.

[...]

Nawiasem − czy apologeci Becka czytali pamiętniki Churchilla? Ów niezłomny Churchill, który gotów był walczyć na plażach, ulicach i podwórkach, który obiecywał pot, krew i łzy, mówi tam wprost: gdyby Hitler zdobył broń atomową i wycelował ją w Londyn, nie mielibyśmy wyjścia, musielibyśmy się bezwarunkowo poddać. Beck na jego miejscu by się nie poddał. Beck po prostu doprowadził by do zagłady, w imię honoru, samemu zawczasu nawiawszy w jakieś bezpieczne miejsce − oczywiście, po to, by stamtąd dalej prowadzić walkę.

[...]

Tak, co do jednego zgoda: to przemówienie o honorze bardzo mu się udało. Szkoda, że facet nie został w życiu deklamatorem, tylko politykiem. I że kaprys pierniczejącego dyktatora postawił go na stanowisku daleko przekraczającym jego umysłowe możliwości. Narody nie mają „honoru”. Narody mają żywotne interesy, które pan Beck kompletnie zignorował − w imię honoru nie tyle Polski, co swojej kamaryli, która tak długo i intensywnie nadymała się urojoną „mocarstwowością”, aż stała się zakładnikiem własnego pijaru. I koniec końców wolała doprowadzić do zagłady państwa i narodu, niż przyznać się do fiaska swej polityki.

Piszę skrótowo, jak rzadko nie starając się ukryć wściekłości − temat wart jest książki, i, dalibóg, jeśli zdrowie pozwoli, ta książka zostanie niebawem napisana. To, czego dopuściły się miernoty rządzące Rzeczpospolitą po śmierci Piłsudskiego, to rzecz w całej historii bez precedensu. Chyba jedyną rzeczą porównywalną do tego samobójstwa, do jakiego doprowadzili Polskę Beck z Rydzem i Mościckim, są ostatnie rozkazy kompletnie już oszalałego Hitlera, który w 1945 słał ze swego bunkra polecenia, by wymordować ludność cywilną, powycinać lasy, wyburzyć miasta, zatruć rzeki i tak dalej; skoro Niemcy nie sprostali historycznemu wyzwaniu, niech w ogóle znikną ze świata.

Różnica jest taka, że te rozkazy Hitlera zignorowali nawet jego najwierniejsi pretorianie. A szaleństwo przywódców II RP znajduje jeszcze po 70 latach apologetów − i to wśród ludzi odpowiedzialnych za naszą współczesną politykę! Niech nas Pan Bóg ma w opiece, bo na naszych „mężów stanu” raczej nie mamy co liczyć.
"Rz" Online

To jest: Krzysztof M

.

cytat:
To, czego dopuściły się miernoty rządzące Rzeczpospolitą po śmierci Piłsudskiego
Aha. Znaczy coś już można. Z czasem może można będzie więcej. Kto wie? A może nawet wszystko? :-) Tymczasem Piłsudski jest "cacy", a ci, którzy po nim nastali, są "be". :-) No, od czegoś trzeba zacząć.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.