Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
'Janek Wiśniewski padł...."
Autor: Mariusz Rogus, pi, 16/12/2005 - 23:09
Dzisiaj ukazał się przedruk na portalu: STOWARZYSZENIE NA RZECZ POSZANOWANIA PRAWA DZIECI I RODZINY Dzisiaj mija właśnie rocznica zabójstwa sławnego "Janka Wisniewskiego" Oto cała prawda: Zbyszek Godlewski padł Izabela i Eugeniusz Godlewscy: "Pojawiło się u nas dwóch z Urzędu Wojewódzkiego. Powiedzieli, że zapraszają na pogrzeb syna. Milicyjną suką dojechaliśmy do Trójmiasta. Na cmentarzu w Oliwie byliśmy po 11. Ciało Zbyszka całe podziurawione. Jedna z kul trafiła w głowę, czaszkę miał roztrzaskaną. Z Izabelą i Eugeniuszem Godlewskimi, rodzicami Zbyszka zastrzelonego w Gdyni 17 grudnia 1970 roku, bohatera "Ballady o Janku Wiśniewskim", rozmawia Grzegorz Szaro Przed 35 laty, 14 grudnia 1970 r., na wieść o podwyżkach cen żywności zastrajkowała Stocznia Gdańska. 15 grudnia na ulicach Gdańska doszło do starć robotników z milicją. Zginęło siedem osób. 16 grudnia zastrajkowały największe zakłady Trójmiasta. Przed gdańską stocznią zastrzelono dwóch stoczniowców. Tego samego dnia wicepremier Stanisław Kociołek zaapelował o przerwanie strajku. Gdyńscy stoczniowcy posłuchali. 17 grudnia 1970 r. po godz. 6 rano wielu z nich przyjechało pociągiem na stację kolejki Gdynia Stocznia. W grupie był 18-letni Zbyszek Godlewski - elblążanin od czterech miesięcy zatrudniony przy przeładunku statków. Na kładce nad torami naprzeciwko robotników stanęło wojsko. Żołnierze zabili 13 osób.
Izabela Godlewska: Zbyszek dopiero od czterech miesięcy pracował w Gdyni. My w Elblągu, jeszcze 17 grudnia nic nie wiedzieliśmy. Radio, telewizja, gazety nie informowały. 18 w piątek znaleźliśmy w drzwiach awizo. Poszliśmy na pocztę, a tu budynek zastawiony czołgami, nie można wejść. Wróciliśmy do domu i ja zadzwoniłam od sąsiadki, wtedy telefonu nie mieliśmy. Gdy zapytałam o telegram, kobieta, która odebrała, powiedziała, że to bardzo poważna sprawa i żebym uważnie słuchała. Przeczytała mi: "Zbyszek nie żyje. Kazik".
Eugeniusz Godlewski: Starszym kolegą Zbyszka, też z Elbląga. Razem wyjechali do stoczni. Kazik był przy zastrzeleniu Zbyszka. Potem opowiedział nam, że gdy szli rano do pracy, syn dostał serię z karabinu na kładce nad torami. I.G. : Pojechaliśmy szukać syna. E.G.: W szpitalu w Gdyni Redłowie facet w białym fartuchu powiedział, że nie pokaże nam ciała, bo musimy mieć zezwolenie prokuratora. Pojechaliśmy do prokuratury. Budynek był zastawiony wojskiem. I wiele osób w takiej sytuacji jak my. Prokurator mówi, że jest sobota i nic nie załatwimy. Kazał przyjechać w poniedziałek. A w niedzielę wieczorem pojawiło się u nas dwóch z Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku. Powiedzieli, że zapraszają na pogrzeb syna. Milicyjną suką dojechaliśmy do Trójmiasta. Na cmentarzu w Oliwie byliśmy po jedenastej. Ciało Zbyszka całe podziurawione. Jedna z kul trafiła w głowę, czaszkę miał roztrzaskaną. I.G.: Na cmentarzu Zbyszek był pochowany jako czwarty tej nocy. Groby rozmieścili w różnych miejscach, bo nie chcieli, by rodziny zabitych kontaktowały się ze sobą. E.G: Przed odjazdem z cmentarza przypomniałem sobie, że w kaplicy zostały ubrania syna. Wróciłem i poprosiłem o te rzeczy, chciałem koniecznie się dowiedzieć, jak zginął. Byłem oficerem Wojska Polskiego, więc od razu zauważyłem, że dostał serię z broni maszynowej - trzy lub cztery kule w brzuch i jeden pocisk w głowę.
E.G.: Zobaczyłem to na zdjęciu, po raz pierwszy w 1980 lub 1981 roku. Wałęsa zorganizował we Wrzeszczu wystawę fotografii z Grudnia '70. Zapytałem organizatora, czy da mi odbitkę, bo to mój syn. Odpowiedział, że to nie jest żaden Zbyszek Godlewski, tylko Janek Wiśniewski. Bo Krzysztof Dowgiałło - inżynier ze stoczni, autor słów "Ballady o Janku Wiśniewskim" - gdy pisał, to nie znał jego nazwiska i wymyślił symboliczne. Poznaliśmy pana Krzysztofa w roku 80. Przepraszał nas za to wymyślone nazwisko, a ja mu odpowiedziałem, żeby się nie przejmował i sobie ręce podaliśmy. Teraz w Gdyni jest ulica Janka Wiśniewskiego.
I.G.: Nie szkodzi. Smutno tylko trochę, bo niedawno okazało się, że Mieczysław Cholewa, który skomponował melodię do "Ballady...", był współpracownikiem SB" Źródło: ojcowie.pl -- Śpiewaliśmy razem z moim bratem tę pieśń wielokrotnie, nie zdając sobie nawet sprawy, że śpiewamy o Zbigniewie Godlewskim.... |
Faktycznie, smutno
Faktycznie, smutno :(
Wojciech
-------------
"Bóg, dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością"