Mity marcowe 1968

Mija 37 rocznica WYDARZEŃ MARCOWYCH. Na ich temat opublikowano kilkadziesiąt książek i prac. Większość w duchu zgodnym z "politycznie poprawną" oceną Wydarzeń, jako zrywu studentów pod przywództwem jedynego, słusznie działającego ośrodka politycznego, dowodzonego przez Adama Michnika.

Jest kilka prac czysto chronologicznych, opierających się na źródłach prasowych, są też relacje uczestników, ale nikt "nie dotarł" do prostej prawdy o prowokacji przygotowanej przez członka BP PZPR, szefa MSW gen. Mieczysława Moczara, prowokacji skierowanej przeciwko I sek. PZPR Władysławowi Gomułce i jego ekipie.

W 1967 w porywie szczeniackiej głupoty przeniosłem się z Wydziału Historii UW, na Wydział Filozofii, i nowo tam utworzony Instytut Nauk Politycznych. Już na pierwszym wykładzie u dr Szackiej zdrętwiałem, gdy w przerwie osiemnastoletnie szczeniaki zaczęły do siebie mówić per "towarzyszu" - (dopiero potem przeszli między sobą na "ty").

Wśród 120 studentów, ja wraz z Andrzejem Dąbkowskim (synem "kułaka" spod Czerwieńska), i trzecim chłopakiem Włodkiem Mizerką z Targówka(?), tworzyliśmy matecznik "reakcji". Do stycznia 1968 nic nie wskazywało na nadchodzący kryzys polityczny. Życie toczyło się siermiężnie, a o "zdjęciu" Dziadów z afisza itd., dowiadywaliśmy się z Wolnej Europy. Dopiero po feriach świątecznych aktyw ZMS i kadra z PZPR, zaczęli roznosić ulotki uświadamiające studentów "kto to są Komandosi" i ich szef Adam Michnik.

Naiwnie zapytałem nijakiego Matejewskiego (bratanka zastępcy Moczara), ilu jest tych "komandosów", czego oni chcą - wywołało to odwrócenie się na pięcie. W pierwszych dniach marca, w gablotkach pojawiły się odezwy ZMS przestrzegające przed komandosami Michnika. 4 marca z UW zostali relegowani Michnik i Szlejfer.

6 marca w gablotkach i pod pulpitami ławek leżały ulotki wzywające do bojkotu wiecu wyznaczonego na 8 marca. To z tych zawiadomień roznoszonych przez aktyw PZPR i ZMS, całe UW dowiedziało się o terminie wiecu. 8 marca w południe, wraz z Dąbkowskim pobiegliśmy na skwer przed BUwem (starym).

Z tonu i ostrości propagandy antywiecowej spodziewaliśmy się wielotysięcznego tłumu, a tu w prawym, bliższym Krakowskiego Przedmieścia, rogu skwerku, między cisami (rosną do dzisiaj) stało około 40 osób, a w oddaleniu od nich około 100.

"Komandosi" trzymani "na barana" przez kolegów odczytali protest w sprawie relegowania Michnika, parę zdań o Dziadach, o Konstytucji PRL, a po 10 minutach zapanował kompletna konsternacja i cisza. Wtedy Baśka Toruńczyk, ówczesna dziewczyna Michnika, odczytał apel ponownie, i potem po raz trzeci przeczytano ten sam tekst. Próbowano skandować jakieś hasła, ale nikt ich nie podchwycił, i wiec praktycznie upadł.

Z lewej strony skweru stała w "formacji trójkąta" grupa aktywu ZMS i ZSP pod przewodem starosty naszego, pierwszego roku INP - Heńka Szafira - ( czasami drukuje korespondencje z Jerozolimy w Newsweeku), który (bez megafonu) usiłował polemizować z komandosami. W tej grupie też nie było entuzjazmu, i po zaledwie 30 minutach wiec umierał śmiercią naturalną, a studenci zaczynali rozchodzić się do swoich zajęć.

I tak by się skończyły słynne WYDARZENIA MARCOWE '68, gdyby w tym momencie na teren UW, od strony Krakowskiego, nie zaczęły wbiegać grupy cywilów, milicjantów, i nie wjeżdżać obdrapane autobusy z aktywem PZPR i ORMO - można ich było poznać po jesionkach w jodełkę i koszmarnych, welurowych kapeluszach. To oni wywołali zajścia, odpychając wszystkich wychodzący studentów od bramy, i tłukąc każdego, kto usiłował opuścić skwerek.

Siłą rzeczy zostaliśmy zagnani pod rektorat w Pałacu Kazimierzowskim, gdzie prorektor "komuch" Rybicki wyszedł na balkon z łańcuchem na piersiach, i wzywał do rozejścia się, co było oczywiście niemożliwe, ponieważ wszystkie boczne uliczki UW były zablokowane przez ORMO i tajniaków.

Dopiero teraz wydarzenia marcowe stawały się wydarzeniami. Nie były to w jakiejkolwiek mierze rozruchy w obronie Michnika i komandosów, tylko spontaniczny odruch samoobrony napadniętych studentów, który to odruch następnego dnia przerodził się w wystąpienia antykomunistyczne skierowane przeciwka władzy PRL.

Starannie przygotowana prowokacja szefa MSW gen. Moczara i jego ludzi takich jak dr Walichnowski, gen. Korczyński, ambasador Ptasiński, v-min. Matejewski, Kazimierz Kąkola itd., zaczynała nabierać rozmachu.

Studenci zgromadzeni przed zamkniętą bramą UW zaczęli wycofywać się Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem napierani przez oddziały milicji. (Wróciłem przez wydział geografii do budynku filozofii ze zdartym gardłem - nie mogłem zupełnie mówić od wrzeszczenia, jak i oddychać, od zmasowanego ataku gazowego).

Spontaniczny pochód studentów, około 1.000 osób idący Krakowskim Przedmieściem, MO mogła bez wysiłku rozbić i skierować w Świętokrzyską, mogła rozbić przy Wareckiej, i przy Foksal, ale Moczar celowo dopuścił pochód aż na skrzyżowanie Nowego Światu i Jerozolimskich, pod same okna KC, by tam dopiero na oczach Gomułki, rozpędzić demonstrantów i popakować ich do bud milicyjnych.

Moczar doniósł też Gomułce treść rzekomo wznoszonych haseł : "Precz z Gomułką"; "Zambrowski do biura!" - co było tanim wymysłem.

9 marca brałem z kolegami udział w wiecu, w auli Politechnik Warszawskiej. To już był prawdziwy wiec, manifestacja narodowa i antykomunistyczna ( nikt nie wspominał nawet o Michniku i "komandosach")- . Po wiecu, gdy kolos Polibudy już się "rozbujał", wyszliśmy w pochodzie skierowanym pod MSW na Rakowieckiej (budynki były wtedy nie ogrodzone - a od strony pustego Pola Mokotowskiego można było tam wejść bez problemu). Czoło pochodu w równych rzędach zaczęło maszerować Polną, wznosząc hasła Gestapo, gestapo", "Pachoły!" itd.

W przypadku tego pochodu, milicja i SB zadziałały w pełni profesjonalnie - szedłem w około 12 rzędzie, gdy nadbiegły dwa odziały ZOMO z tarczami i pałami, i zaatakowały czoło pochodu z obu stron, od Mokotowskiej i od Wawelskiej, rozbijając go na wysokości 15-go rzędu!

Pochód został zawrócony ku Politechnice ( zaczął się strajk okupacyjny PW), a odcięte czoło pochodu został pognane aż do Placu na Rozdroży. Biegliśmy po błocie i gruzie dzisiejszego wykopu Trasy Łazienkowskiej.

W wieżowcach, po lewej stronie Placu na Rozdrożu, ludzie pochowali nas po mieszkaniach i częstowali herbatą. Atmosfera była jak w czasie okupacyjnej łapanki - pełna solidarność społeczna skierowana przeciw okupantowi!

Zabłocony i z rozciętym uchem (dostałem kamieniem, przeznaczonym dla ZOMOwców) dotarłem koło 13:00 na wydział. Rozgorączkowany pobiegłem na piętro gdzie natknąłem się na naradzające się resztki "komandosów" - gdy relacjonowałem wypadki na Politechnice, nagle zrozumiałem, że te wymuskane siksy w zachodnich ciuchach i ich kolesie jeżdżący trymphfami, biorą mnie za "użytecznego idiotę".

(I tak IM już zostało - zawsze uważali się za jedynych godnych i powołanych do rządzenia Polską - tak było na Uniwerku - potem w KOR-ze, przy Okrągłym Stole, w UD, UW i dzisiaj w PD. Mając dzisiejszy zasób wiedzy, z przerażeniem stwierdzam, że moczarowskie ulotki opisujące ich jako "polityczny odłam bananowej młodzieży", których tatusiowi odpadli w wewnątrzpartyjnej walce między "natolińczykami" a "puławianami", nie wiele mija się z prawdą.

Faktycznie były to w 90% dzieci odsuniętych z PZPR "funków" pochodzenia żydowskiego, bo w PPR-PZPR antysemityzm był podstawowym orężem walki o stołki. Od dziecka byli wychowani w realiach właścicieli Polski Ludowej, a gdy im to zabrano, zaczęli walczyć o rewizję linii PZPR, o prawo do utraconego, komunistycznego raju - gdzie latami, jako wybrańcy mieli według zasady "każdemu według potrzeb". Dzisiaj grupa ta wraz z klientelą liczy 600 ? 800 osób i uważa, że ma dalej niezbywalne prawo do rządzenia 38 milionowym narodem!)

Rozruchy były dalej rozdmuchiwane przez SB - zatrzymywano w okolicach UW wszystkich studentów, zabierano legitymacje, pałowano bez przyczyny, rozpowszechniano nekrologi rzekom zabitych studentek!

Machina prowokacji szła pełną parą - TV i Słowo Powszechne, Kurier Polski szalały - Bolesław Piasecki odreagowywał wszystkie upokorzenia prywatne i polityczne, jakich doznał z "rąk" ppłk. Luny Bristigier. Pouczał "Trybunę Ludu" i KC PZPR jak rozprawić się z syjonistami (ówczesny synonim Żydów). Nagonka antysemicka została rozpętana jak za najlepszych czasów carskiej Ochrany.

W Audytorium Maximum odbyły się trzy wiece studenckie, to po prostu były spontaniczne wystąpienia powstańcze młodzieży polskiej, skierowane przeciw komunie, PRL-wi, i pachołkom ZSRR!

Około 19 marca do ciasnego umysłu Gomułki dotarło, że prowokacja jest skierowana przeciw niemu, i jego rodzinie. Kampanię zaczęto wyciszać.

Efektem wydarzeń była emigracja około 20 tys. Żydów - niedobitków ocalałych z Zagłady, pacyfikacja "przedwojennej resztówki" inteligencji polskiej - śmierć Zawieyskieg, i wkrótce też Pawła Jasienicy.

Złamanie karier życiowych kilkuset zdolnych studentów w całej Polsce, usuniecie do listopada ?68 z PZPR około 230 tys. (!) ludzi - (a więc wszystkich niewygodnych, i nie wykazujących entuzjazmu dla antysemickich czystek - przyjęto natomiast do partii około 4 tys. aktywistów marcowych), czystka w wojsku dokonana przez gen. Jaruzelskiego (dzisiejszego przyjaciela Michnika), oraz podkopanie autorytetu Gomułki, którego odsunięto wraz z ekipą w grudniu 1970 roku.

Nowa ekipa Gierka, przy wsparciu Moskwy, ostatecznie zablokowała starania grupy Moczara o przejęcie władzy. W 1971 podczas oficjalnej wizyty Gierka w Pradze Czeskiej, Moczar w "swoim" starym Olsztynie, po raz ostatni usiłował zaistnieć jako kandydat na genseka, zaalarmowany Gierek przerwał wizytę i po przylocie do Olsztyna rozgonił wojewódzką konferencje partyjną z Moczarem włącznie.

Wkrótce potem ambasador gen. Korczyński popełnił samobójstwo w Algierze, a v-min MSW Mytejewski został skazany na 6,5 roku więzienia za organizowanie "czarnej kasy" SB.

Gdyby gen. Moczar nie miał pretekstu do rozpętania wydarzeń marcowych w 1968 roku, to być może protest robotniczy z grudnia 1970 wsparty zostałby przez masowe wystąpienia studenckie. Struktury PRL odczułyby to znacznie boleśniej, a ustępstwa nowej ekipy musiałyby być znacznie większe, niż te wprowadzone przez Gierka.

Z ludzi "przyzwoitych" pragnę tu poza Zawieyskim, Kisielem, Jasienicą, przypomnieć też szefa MSZ Adam Rapackiego, który do przedstawionej mu listy Żydów jakich powinien zwolnić, dopisał na końcu swoje nazwisko i opuścił MSZ na zawsze ( objął je po nim przedwojenny endek na usługach PZPR, niejaki Winiewicz)

Przeciwstawne postawy z Uniwersytetu Warszawskiego: to moje wspomnienie Audytorium Maximum, a przed nim, siwiuteńki jak gołąbek, kruchy profesor Stanisław Herbst rozłożonymi rękoma odgradza studentów od napierających tajniaków, a z drugie strony przypadek szczupłego, długowłosego chłopaczka - Stanisław Cioska, który w kilka miesięcy potem, w nagrodę za "aktywność" w gnojeniu studentów został przewodniczącym Rady Naczelnej ZSP, z przynależnym kierowcą i wielką limuzyną, z której przez 37 lat nigdy nie wysiadł (dzisiaj jest doradcą prezydenta).

Kto poza tow. Cioskiem i marcowym aktywem PZPR (dzisiaj w SLD), odcina jeszcze kupony od wydarzeń marcowych?

No oczywiści środowisko "Agory" i ludzie Michnika - od Aleksandra Smolara - szefa Fundacji Batorego i Eugeniusz Smolara włodarza Polskiego Radia począwszy, aż po Baśkę Toruńczyk, która poprzez "Zeszyty Litarckie" wydawane przez "Agorę" sprawuje rząd dusz w polskiej literaturze i kulturze.

W za trzy lata, w roku 2008 będziemy obchodzić 40 rocznicę zawłaszczonych przez UD-UW-PD Wydarzeń Marcowych - mam nadzieję, że obudzą się wszyscy zwykli Polacy, ówcześni studenci i wykładowcy, uczestnicy antykomunistycznych wydarzeń marca 1968, i swoim masowym odzewem zepchną na margines oficjałki "Gazety Wyborczej" i "środowiska" Agory.

Najwyższy czas dać świadectwo prawdzie.


Remigiusz Włast-Matuszak

Ciekawy artykuł.

Ciekawy artykuł.

To jest: RSz

Na bakier z logiką

Dostrzegam, że ożywczy „prąd” do dyskusji wniósł pan Abraham. Wydaje się jednak, że nie powinien on galopować w nieznane z młodzieńczym zapałem, ale koniecznie zajrzeć do jakiegoś podręcznika logiki. Bowiem wypowiada się na bakier z logiką. Oczywiście powinien zajrzeć logiki klasycznej, a nie dialektycznej, gdzie poza wartościami prawda – fałsz marksiści mają jeszcze półprawdę i półfałsz, czyli cztery „wartości”.
Dlaczego tak sądzę?
A więc czytamy kategoryczne stwierdzenie: „Polacy byli na najwyższych stanowiskach - minister MBP Radkiewicz, wiceministrowie: Romkowski, Mietkowski, Świetlik, Lewikowski.”
A kiedy kilku dyskutantów dowiodło, że towarzysze wice-UB w większości jednak nie mieli polskiego pochodzenia pan Abraham ogłosił: „Przyznaję, że omyliłem się co do narodowości drugorzędnych bezpieczniaków - Romkowskiego i Mietkowskiego.”
Czyli najpierw byli Polacy, członkowie kierownictwa trzęsący bezpieką, a kiedy wyszło, że Polakami nie byli, to stali się „drugorzędnymi bezpiecznikami”. He, he, WICEMINISTROWIE UB - goście bez znaczenia, zapewne z uprawnieniami gdzieś tak między woźnym, a sprzątaczką? Teraz wiem dlaczego sprzątaczce z UB nie wolno było zabrać uprawnień kombatanckich.

Pan Abraham gromi też jednego z dyskutantów:

cytat:
Z zapałem godnym lepszej sprawy stara się Pan wyeksponować osoby prawie bez możliwości decyzyjnych (wiceministrowie, dyrektorzy departamentow, a nawet zastępcę dyrektora departamentu, szkoda, że pomija Pan sprzątaczki) - a zapomina o etnicznych Polakach i etnicznych Rosjaninach (plus Gruzin Stalin) - którzy naprawdę decydowali o tym, jak ma wyglądać i funkcjonować aparat bezpieczeństwa w Polsce.

To, że wiceministrowie i dyrektorzy departamentów nie mieli „możliwości decyzyjnych” to by się taki TYLKO dyrektor płk UB Jacek Różański (właśc. Józef Goldberg) uśmiał. No a „zastępcę dyrektora departamentu” ppłk UB Światło (właśc. Izaak Fleischfarb), który osobiście zamykał dostojników komunistycznych Gomułkę, Żymierskiego, Spychalskiego to była zapewne taka ubecka szara myszka „bez możliwości decyzyjnych”? Wolne żarty.
Naprawdę „Radzę oczęta umyć, mózg odświeżyć krzepiącym snem” i - koniecznie przyswoić reguły wnioskowania.
R. Szeremietiew

"Czyli najpierw byli Polacy,

"Czyli najpierw byli Polacy, członkowie kierownictwa trzęsący bezpieką, a kiedy wyszło, że Polakami nie byli, to stali się „drugorzędnymi bezpiecznikami”."

I kto tu jest na bakier z logiką?
Szefem (ministrem) MBP był człowiek polskiej narodowości - niejaki Radkiewicz. Szef - to postać pierwszorzędna.
Część wiceszefów (wiceministrów) była narodowości żydowskiej - a wiceszef przy szefie to chyba postać drugorzędna - nieprawdaż, panie z pokręconą logiką?

--

"No a „zastępcę dyrektora departamentu” ppłk UB Światło (właśc. Izaak Fleischfarb), który osobiście zamykał dostojników komunistycznych Gomułkę, Żymierskiego, Spychalskiego to była zapewne taka ubecka szara myszka „bez możliwości decyzyjnych”?"

Ściślej to panie nielogiczny Gomułkę fizycznie zamykał jakiś mało gramotny stójkowy, a następnie klawisz o mało żydowskim nazwisku typu Socha czy inny Wróbel. A samą decyzję o przymknięciu tak znaczących osób podejmował ktoś wyżej, niż jakiś zastępca dyrektora departamentu.

A wracając do Światły - niepotrzebnieś pan go wspomniał, bo wstyd to dla Polaków, że spośród pracowników "polskiej" bezpieki tylko Żyd odważył się zerwać z komunistami i przejść na Jasną Stronę Mocy. Bezpieczniaki z polskim pochodzeniem wysługiwali się ruskim mordercom do końca.

To jest: RSz

Oj...

Szanowny Panie,
Zadziwia mnie Pan coraz bardziej - ręce opadają. Ten wiceminister UB to miał jakieś kompetencje, o czymś decydował, czy czekał aż „polak” Radkiewicz powie mu co ma robić. A jak już jakieś draństwo popełnił, to był współwinny z Radkiewiczem, czy tylko sam Radkiewicz był zbrodniarzem, a Romkowski lub Mietkowski czyści niczym lelije?

Co do aresztowania Gomułki.

cytat:
„Gomułka od dłuższego czasu spodziewał się aresztowania. Prawdopodobnie dlatego, w perspektywie uwięzienia zdecydował się zalegalizować w Urzędzie Stanu Cywilnego w Warszawie swój związek z Zofią Szoken, z którą związany był od przeszło dwudziestu lat. Stało się to 21 kwietnia 1951 roku.
Na przełomie lipca i sierpnia 1951 roku Władysław Gomułka spędzał z żoną urlop w Krynicy. Oficjalnie przydzielono mu ochronę składającą się z czterech pracowników Departamentu Ochrony Rządu. Gomułka nie miał złudzeń, że ludzie ci przyjechali z nim nie tyle po to, żeby go ochraniać, lecz raczej by go kontrolować. I faktycznie, przekazywali oni codziennie raporty do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego o tym, co Gomułka robił, z kim się spotykał, w jakim był nastroju .
Zatrzymanie Gomułków nastąpiło 2 sierpnia 1951 roku. Przeprowadził je osobiście pułkownik Józef Światło...”

Źródło: http://www.gomulka.terramail.pl/biografia.htm
I jeszcze Spychalski:
cytat:
Aresztowania bez sankcji prokuratorskiej dokonał 13 maja 1950 r. ppłk Józef Światło, wicedyrektor Biura Specjalnego MBP. Kiedy Spychalski „przychodzi do siebie – relacjonuje Światło – zastaje już mnie w swoim pokoju. Za nim wchodzi jego ochrona, która mnie widzi i wie o co chodzi, bo ze mną pracowała. Od razu wiedzą, dlaczego tu jestem. Spychalski ma przed sobą mnie, a za sobą swoją ochronę. Znaliśmy się osobiście. Wita się ze mną, podaje mi rękę. A ja już tę rękę trzymam i nie puszczam. Agenci moi rewidują go.
Spychalski zbladł trochę, a ja powiadam: pojedziemy do Warszawy, towarzyszu. Nie stawiał oporu i samochodem odstawiłem go do Warszawy, do naszej willi w Miedzeszynie.

Źródło: Robert Spałek, „Światło na Spychalskiego”, OBEP, IPN, Warszawa.

Nie wiem też czemu Pan sądzi, że Polacy powinni się wstydzić, gdyż ubecy polskiej narodowości służyli Sowietom "do końca"? To że kanalia zdradza naród z którego pochodzi chyba nie obciąża tego narodu. Zwłaszcza, gdy naród nie dysponuje wymiarem sprawiedliwości, który powinien tego zbrodniarza ukarać. Byłby Pan zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej Polaków za zbrodnie popełnione przez ubeków polskiego pochodzenia? Nie zauważyłem też aby Żydzi byli dumni z tego, że zbrodniarz Światło służyć sowietom przestał i zwiał na Zachód. Nie obciąża też narodu żydowskiego fakt, że w UB byli oprawcy żydowskiego pochodzenia.
Radzę Panu zrezygnować z tych kryteriów rasowych – „etniczny” Polak Ratkiewicz. A ja jestem „etniczny” Rosjanin i co Pan z tym zrobi?
R. Szeremietiew

A ja mialem odczucie, ze

A ja mialem odczucie, ze Marzec 68 byl sprawa czysto wojskowa, czyli dostarczeniem oficerow do walki w wojnie egipsko-izraelskiej.
Pan, jako ekspert moze cos dopowie na ten temat?
Reszta to polityczna zadyma. Jesli jakis Zyd dostal lanie to za brak posluszenstwa w sprawie ratowania prawdziwej ojczyzny. A kto chcialby na front arabski, zwlaszcza z kluczowych pozycji?

To jest: RSz

Polska, wojsko, Żydzi

Panie Kryspinie,
Nie, nie sądzę, aby tak było - "dostarczeniem oficerow do walki w wojnie egipsko-izraelskiej".
Zresztą trudno mi sobie wyobrazić tych "oficerów" z komunistycznego UB w roli dowódców armii izraelskiej. To zbyt dobre wojsko, aby ubowskich "wojaków" stawiać na czele izraelskich jednostek bojowych. Prawda natomiast jest, że Izrael różnymi sposobami zabiegał o to, by Żydzi osiedlali się w Izraelu chcąc poprawić relacje demograficzne. W tym zwłaszcza Żydzi z Polski byli potrzebni, którzy byli też prawdziwymi budowniczymi państwa Izrael.

Ciekawym momentem współpracy polsko - żydowskiej w obszarze wojskowym jest okres przed 1939 r. Wtedy polskie czynniki wojskowe i nasz wywiad porozumiały się z przywódcami syjonistycznymi stawiającymi za cel odbudowę Izraela (Włodzimierz Żabotyński). „Wikipedia” tako tym informuje:

cytat:
W latach 1937-1938 W. Żabotyński wraz z przywódcą całego ruchu syjonistycznego Nahumem Sokolowem prowadził rozmowy z Apoloniuszem Zarychtą z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przedstawicielem polskiego rządu premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego w sprawie zorganizowania szkolenia wojskowego dla członków młodzieżowego Betaru. W rezultacie na wiosnę 1939 r. został zorganizowany w Bolkowie w rejonie Andrychowa w Beskidzie Małym 3-miesięczny obóz wojskowy dla młodych Żydów, który był utrzymany w ścisłej tajemnicy. Mieli oni stanowić przyszłą kadrę przeznaczoną do walki o państwo żydowskie. Nowa Organizacja Syjonistyczna dostała także kredyt od rządu w wysokości 212 tys. złotych. Jednocześnie W. Żabotyński kupował w Polsce broń i amunicję, organizując ich przemyt do Palestyny.
Po klęsce wojny obronnej 1939 r. rewizjoniści-syjoniści zamknięci jak wszyscy Żydzi w gettach współtworzyli pod koniec 1939 r. Żydowski Związek Wojskowy. Kulminacją jego działalności był udział wraz z Żydowską Organizacją Bojową w powstaniu w getcie warszawskim w kwietniu-maju 1943 r. Po zakończeniu wojny rewizjoniści-syjoniści, którzy pozostali w Polsce, podjęli próbę pod koniec 1945 r. legalizacji działalności pod nazwą Związek Żołnierzy Żydów Uczestników Walki z Faszyzmem, ale już w lutym 1946 r. władze państwowe odmówiły rejestracji tej organizacji. Wobec tego podjęto nielegalną pracę, często przenikając do szeregów innych organizacji żydowskich, takich jak Aguda, Ichud, czy Mizrach. Natomiast w Palestynie rewizjoniści-syjoniści działali w ramach organizacji paramilitarnych Irgun Cwai Leumi i Hagana, które podjęły w latach 40. akcje terrorystyczne przeciwko Brytyjczykom i miejscowym Arabom.

Źródło: "http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_Organizacja_Syjonistyczna"
Dodam jeszcze, że ruch syjonistyczny i program zbudowania państwa Izrael wspierali polscy narodowcy ze Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego i Ruchu Narodowo-Radykalnego "Falanga" - ha, polscy antysemici wspierali żydowskich syjonistów, zgroza!
Natomiast akcję szkolenia żydowskich bojowców i dostarczanie im broni do Palestyny Polska ukrywała nie chcąc narażać się Brytyjczykom, którzy zwalczali żydowski ruch wolnościowy na terenie Palestyny.
Wkład w umocnienie podziemia żydowskiego miał też gen. Anders. W składzie armii polskiej ewakuowanej z Sowietów była spora grupa obywateli polskich żydowskiego pochodzenia, którzy w Palestynie zdezerterowali z wojska. Jednym z tch żołnierzy był późniejszy premier Izraela Menchem Begin. Gen. Anders nie pozwolił ścigać dezerterów mimo deklaracji Anglików, że ich złapią i wydadzą polskim sądom wojskowym. Powiedział wówczas, że jako Polak wie dobrze jaką wartość ma niepodległość i rozumie żydowskich dezerterów, którzy chcą walczyć o niepodległość własnego kraju. Po latach Begin jako premier odwiedził Anglię i spotkał się z gen. Andersem, który przebywał na emigracji. Generał z humorem wspominał, jak premier Begin zameldował mu się jako kapral podchorąży WP, jemu byłemu przełożonemu wojskowemu i dziękował za to, co dla Izraela Generał przed laty uczynił.
Nie jednak prawdą, jak twierdza niektórzy, że Begin zdezerterował z WP i do tego z bronią w ręku. Najpierw uzyskał od gen. Andersa zwolnienie z wojska. Stefan Korboński tak o tym pisze:
cytat:
Kapral Menachem Begin podejmując decyzję, czy zostać czy walczyć z faszystami, stwierdził: "Armia, której mundur noszę i której składałem przysięgę wojskową, walczy ze śmiertelnym wrogiem narodu żydowskiego, faszystowskimi Niemcami. Nie można opuścić takiej armii, nawet po to, aby walczyć o wolność we własnym kraju."
Begin pozostałby w szeregach polskiej armii, gdyby nie szczęśliwy przypadek. Zastępca dowódcy II Korpusu, generał Michał Tokarzewski, były legionista i organizator polskiego Podziemia w 1939 roku, przekraczając w 1940 roku granicę niemiecko-sowiecką, został aresztowany przez NKWD i uwolniony, podobnie jak Begin, z sowieckiego obozu koncentracyjnego po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 roku.
Los przywiódł do Palestyny również Wiktora Tomira Drymmera, byłego szefa departamentu polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który wspierał syjonistyczne organizacje bojowe, Irgun i Haganę. Natychmiast skontaktował się z Irgunem, który posiadając drukarnię, zaczął wydawanie Niezależnego Biuletynu dla członków armii Andersa. Irgun poradził też polskim dowódcom, aby oznaczyli swoje pojazdy wojskowe polskimi oznaczeniami, aby uniknąć ataków ze strony Irgunu, skierowanych przeciw Brytyjczykom.
Na prośbę Irgunu Drymmer zwrócił się do Generała Tokarzewskiego z sugestią, aby zwolnił Menachema Begina z wojska, ponieważ jest on potrzebny organizacjom żydowskim. Jako były przywódca Podziemia w pełni rozumiał on co się dzieje, a ponieważ sprzyjał celom, do których osiągnięcia dążyło żydowska konspiracja, generał dał Beginowi urlop na czas nieokreślony.
Teraz nic nie stało na przeszkodzie, aby Begin został przywódcą Irgun Cwai Leumi, co było pierwszym krokiem na drodze do stanowiska premiera niepodległego państwa żydowskiego, o jakie walczył przez całe życie.

http://www.antyk.org.pl/teksty/ozydach-08.htm

Tak więc niepodległa Druga RP miała swój zaszczytny udział w odbudowie państwa Izrael i pomogła Żydom w kształceniu przyszłych dowódców. Satelicka PRL wspierała Izrael koniunkturalnie, a gdy Sowiety postawiły na Arabów komuniści w Polsce rozpętali antysemicką hecę i chcieli jeszcze Izraelowi wysłać swoich „oficerów” z UB. Na marginesie - spośród tych, co opuścili PRL w wyniku nagonki większość do Izraela zdaje się nie pojechała, taki np. były sędzia LWP odpowiedzialny za wydawanie wyroków śmierci na polskich patriotów, kpt. Stefan Michnik, osiadł w Szwecji.

R. Szeremietiew

Dziekuje Panu za obszerny

Dziekuje Panu za obszerny wyklad, niezmiernie interesujacy.
z powazaniem
K. Haski

"Zatrzymanie Gomułków

"Zatrzymanie Gomułków nastąpiło 2 sierpnia 1951 roku. Przeprowadził je osobiście pułkownik Józef Światło..."

Rozumiem, że jak jakiegoś Pershinga czy innego Krakowiaka zatrzymywał osobiście jakiś posterunkowy Ciepielak - to nic nie znaczący Ciepielak przez to urasta w Pańskich oczach na prominenta polskich organów ścigania? ;)

"Radzę Panu zrezygnować z tych kryteriów rasowych"

Tyle już tu wpisów, że widocznie Panu to umknęło - dyskusja zaczęła się mojej reakcji na rasistowskie wynurzenia niejakiego Michalkiewicza, który kłamliwie twierdził, że Żydzi byli szefami Polaków w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa. Dla mnie kryteria rasowe są obce, a juz zwłaszcza nienawiść na tym tle - uważam Pana z rosyjskim, Kopernika z niemieckim, Funka z żydowskim pochodzeniem za pełnoprawnych Polaków.

To jest: dante_alighieri

a potem przyszedl "rachunek za Swiatlo"

i to calkiem spory:)

To jest: RSz

Precz z rasizmem!

Panie „Abraham”
Z Panem nie da się dyskutować. Jest Pan wyjątkowo odporny na argumenty. Przy tym trzyma się Pan niczym pijany płotu tezy, że ubek, jeśli tylko był pochodzenia żydowskiego, to nie odgrywał żadnej istotnej decyzyjnej roli w MBP. Najpierw zapewniał Pan, że wszystkiemu byli winni „polacy” kierujący bezpieką, a kiedy okazało się, że wiceministrowie MBP Polakami nie byli to Pan zaczął twierdzić, że wszystkiemu był winien jeden „polak” minister Radkiewicz, a jego zastępcy o niczym nie decydowali.
Napisałem, że Światło zamykał Gomułkę. Pan mnie pouczył:

cytat:
Ściślej to panie nielogiczny Gomułkę fizycznie zamykał jakiś mało gramotny stójkowy, a następnie klawisz o mało żydowskim nazwisku typu Socha czy inny Wróbel. A samą decyzję o przymknięciu tak znaczących osób podejmował ktoś wyżej, niż jakiś zastępca dyrektora departamentu.

No tak, decyzję o aresztowaniu Gomułki nie podejmował Światło tylko Jakub Berman – mam podać źródło? Kiedy dowiodłem jednak, że wykonawcą zadania, aresztującym, nie była żadna przaśna „socha”, czy inny swojsko brzmiący „wróbel”, tylko onże Światło, to Pan niezrażony tym wykłada mi:
cytat:
Rozumiem, że jak jakiegoś Pershinga czy innego Krakowiaka zatrzymywał osobiście jakiś posterunkowy Ciepielak - to nic nie znaczący Ciepielak przez to urasta w Pańskich oczach na prominenta polskich organów ścigania?

No, wpływowy szef ważnej komórki centralnej MBP jako ktoś w rodzaju „posterunkowego”. Dokonuje Pan ustalenia na wagę nagrody stalinowskiej.

Co do Michalkiewicza – nic mi nie umknęło. Niech Pan nie tłumaczy swoich rasistowskich wypowiedzi koniecznością odpowiadania na kłamstwo. To Pana nie usprawiedliwia. Zwłaszcza, że w UB byli na stanowiskach „polacy” wydający rozkazy „żydom” i byli „żydzi” wydający rozkazy „polakom”. Tam wszak panował internacjonalizm i dopiero po tym jak matuszka partia wypięła się na część tych internacjonałów wtedy dowiedzieliśmy się, że owi kopnięci uważają się za Żydów. Przed marcem 1968 r. mieli to narodowe kryterium zdaje się w niezbyt szlachetnym miejscu.
Pańskie zapewnienie, że nie jest Pan rasistą, w świetle Pańskich wypowiedzi brzmi nieszczerze. Wg mnie jesteś Pan rasista, i to zajadły. Powinien Pan przybrać inny "nick", bo nie uchodzi, aby "Abraham" propagował rasizm.

R. Szeremietiew

To jest: Dariusz Adamczewski

Re:Mity marcowe 1968

Mocne słowa, a raczej bardzo mocne. Artykuł bardzo ciekawy, dla wielu otwierający oczy, bezstronny i raczej obiektywny.

********************************
Polityka jest jak wredna kochanka, często chcesz od niej uciec, a jednak ciągnie cię do niej nadal, jeszcze bardziej...

Re:Mity marcowe 1968

cytuję Dariusz Adamczewski:
Artykuł bardzo ciekawy, dla wielu otwierający oczy, bezstronny i raczej obiektywny.

To jest: Dariusz Adamczewski

Re:Mity marcowe 1968

Bezstronny - czyli sprawiedliwy. Pan Remigiusz Włast-Matuszak napisł to wszystko, co przeżył osobiście w marcu 1968 roku. Każdy ma prawo do wydawania swoich nieazleżnych opinii i ocen. Na szczęście są też inni, którzy brali w tamych latach udział w tych zajściach. Obiektywizm na pierwszym miejscu, dlatego może znajdzie się ktoś, kto albo poprze autora lub temu zaprzeczy.

Polemika bardzo wskazana.

PS:To co napisał Pan Remigiusz,jest bardzo ciekawe i zmienia po części moją dotychczasową wiedzę i pogląd na tamte czasy. Dzięki mu za to.

********************************
Polityka jest jak wredna kochanka, często chcesz od niej uciec, a jednak ciągnie cię do niej nadal, jeszcze bardziej...

:)

:)

"to tylko mity"

Można powiedzieć , że dokonał Pan bluźnierstwa. Co w takim razie z historią podaną do wierzenia przez Ministerstwo Prawdy ?
Jedynym ratunkiem będzie stwierdzenie , że to był tylko sen.
Nie było żadnej bijatyki pomiędzy frakcjami PPR-PZPR , nie było Moczara, Gomułki ? "tymi rencami" budującego socjalizm. Nie było sklepów za żóltymi firankami gdzie można było dostać wytworne trunki , którymi raczyła się klasa robotnicza ? oczywiście ustami swoich przedstawicieli. Nie było cudownych metamorfoz , które jako jeden z pierwszych zainicjował towarzysz Światło ? prominent Urzędu Bezpieczeństwa , który po szczęśliwej ucieczce na zachód demaskował straszne poczynania systemu komunistycznego przez mikrofony radia Wolna Europa. Pokazał on sposób na przeistoczenie się w wybitnego działacza opozycji antykomunistycznej. Sposób tak często naśladowany w późniejszych czasach, szczególnie przez towarzyszy oderwanych od ciepłych stołeczków w strasznych dniach ?marcowych?.
Skoro to był tylko sen to może przyśni się Panu również dalszy ciąg tej historii.
Chyba , że Wielki Brat zakaże śnić.
Pozdrowienia
Sceptyk

To jest: Tadeusz Jarski

Dziękuję, Panie Remigiuszu!

Spotkałem wielu uczestników "wydarzeń marcowych". którzy z goryczą mówili o tym jak cynicznie wykorzystano ich młodzieńczy idealizm. Niestety, z reguły mówili niewiele i niechętnie. Sądzę, że wstydzili się tego, że użyto ich jako "pożytecznych idiotów", oraz że wielu obawiało się konsekwencji uczciwego wypowiadania się na ten temat.

Pański artykuł jest szczegulnie ważny i wartościowy, bo w bezkompromisowy, ale kulturalny i rzeczowy sposób oświetla mroczny zaułek naszej historii.

Serdecznie pozdrawiam

Tadeusz

To jest: RemWM

Re.Pan Tadeusz Jarski

Dzięki za dobre słowo, Panu i cierpliwym Czytelnikom Prawicy.Net. Pozdrawiam Redaktora Andrzeja, za wyciąganie z Archiwym Portalu tak szybko "uciekajacych" tekstów.
Za dwa lata wypadnie 40-ta rocznica Marca '68. Będą oficjałki jak w Stoczni Gdańskiej. O Marcu zawsze mówiłm prawdę, zawsze komuś to nie pasowało. Napisałm to by odkłamać zawłaszczenie Marca dokonane przez Michnika i jego ludzi. Kor, UD, UW uczynili z nich meczenników na miarę: Kniewskiego,Hubnera, Mariana Buczka, czy Nowotki, a jak się odsłoni prawdę, to PRAWDA pomnijsza ich 100 razy, i odziera z wszelkiej szalchetnej bezinteresowaności. Marzec był wybuchem narodwoego sprzeciwu przeciw komunie, a nie naprawieniem socjalzmu.

Pozdrawiam serdecznie RWM

To jest: Rafał Poniecki

Spisywac slowa i czyny...

Wprawdzie sam tez "bralem w tym udzial", ale warto przeczytac bylo o tym, jak to faktycznie sie zaczelo. Do nas, do Wroclawia, dotarlo to juz niejako jako "strajk solidarnosciowy" z innymi uczelniami.
Oczywiscie, mowilo sie o zdjeciu "Dziadow", (ktory student z Wr-wia pojechal by do W-wy na Dziady?), tak jak wszyscy mielismy dosc bolszewii, a jako mlodzi ludzie bylismy sklonni do emocjonalnych wystapien.
Ale skoro teraz dowiadujemy sie, ze warszawskie spontaniczne wydarzenia zostaly starannie wyrezyserowane w KW, lub nawet KC, to moze i te spontaniczne protesty w innych osrodkach akademickich w kraju tez, w mniej lub bardziej dyskretny sposob, zostaly zainicjowane?
Przeciez najbardziej widocznym efektem Marca 68 byly zmiany organizacyjne na uczelniach, a wiec cos co nie mialo zadnego zwiazku z protestami studenckimi. Kolejne wyrezyserowane spontaniczne przemiany?

Rafal Poniecki

Dziękuję.

Dziękuję.

To jest: Dariusz Adamczewski

Kto ma ujawniać prawdę?

Jeśli Państwa poloklenie uczestniczące w tamtych marcowych zajściach, nie zacznie się "otwierać" i mówić jak wtedy było, to kto ma to za was zrobić?. Na litość Boską, nikt tego lepiej nie opisze, nie opowie, zobrazuje, jak jego bezpośredni uczestnicy i naoczni świadkowie. Wy sami!

********************************
Polityka jest jak wredna kochanka, często chcesz od niej uciec, a jednak ciągnie cię do niej nadal, jeszcze bardziej...

To jest: Teresa Bochwic

No i opowiedzialam, .

No i opowiedzialam, zapraszam niedługo do lektury.

To jest: Dariusz Adamczewski

Dziekuję !

Dziękuję Pani za szybką odpowiedż. Bardzo chętnie przeczytam wspomnienia związane z tamtym okresem. Jakby nie było, to już historia wpisana "różnie" w dzieje Polski.

********************************
Polityka jest jak wredna kochanka, często chcesz od niej uciec, a jednak ciągnie cię do niej nadal, jeszcze bardziej...

Tak

Tadeusz mial racje.Rozmawialismy o tym w Londynie.O, tak bali sie konsekwencji.W czasie spodkania na ulicy ogladali sie za siebie.
Pan Remigiusz napisal prawde.
Pozdrawiem.

To jest: Teresa Bochwic

Pan bardzo kochał Gomułkę, prawda?

Pan bardzo kochał Gomułkę, prawda? Tę sympatię widac z wielu linijek Pana tekstu.
Tak się składa, ze i ja tam byłaM TEGO DNIA, a raczej w tamte marcowe dni. I nie piszę wspomnień po 37 latach, gdy pamieć zaciera się, bo już dwa razy opisałam to wszystko bardzo dokładnie - w 1986 i 1988 roku, w podziemnej "Karcie" nr 5 i w książce "Krajobraz po szoku". Nie wszystko Pan dobrze pamięta. Nie trwało to pół godziny, ale prawie trzy, tak się składa, ze posługiwałam się już wtedy sprawnie zegarkiem. Po pałowaniu przez milicję (a była to krótka akcja, paręnaście minut) wyszłam na Krakowskie Przedmieście i spojrzałam na zegarek. Dochodziła własnie trzecia po południu.
W wiecu nie uczestniczyło wiele osób, może z 500, a Pan nie zdaje sobie chyba sprawy co to znaczy 40 osób, to jest grupka są 4 osoby na dziesięć. Żarty.
Kruchutka postać zasłaniająca studentów rozłożonymi rękami to profesor Czesław Bobrowski, ekonomista. Widać, że rzadko bywał Pan na uniwersytecie.
Komandosi byli w tym okresie rzeczywiście aktywni i widoczni, poza tym ZORGANIZOWANI, natomiast ruch marcowego protestu był ruchem ogólnopolskim, co wiadomo co najmniej od 1981 roku, a od paru lat IPN wydaje na ten temat ksiażki i robi rocznicowe wystawy, gdzie wszystko jest dokładnie wyjaśnione. Wychodzą na ten temat książki historyków.
Komandosi jak Ateńczycy i Spartanie - mają najlepszą propagandę, w starożytności zginęły setki tysięcy wojowników wszystkich nacji, ale do dziś świat opiewa los 300 towarzyszy Leonidasa.
A propos towarzyszy - akurat studiowałam filozofię w tym czasie. Nie slyszałam przez 5 lat NIGDY słowa "towarzysz" na korytarzu czy w salach wydziału. A na pewno nie z ust studentów, nawet pochodzenia kapepowskiego.
Proszę nie przesadzać.
Reszta z grubsza sie zgadza.

To jest: Rafał Poniecki

Ja Gomulki nie kochalem..

Pani Tereso, czy moze Pani wspomnienia sa gdzies dostepne na internecie? Po mojej stronie stawu pewnie tego nie kupie.

Pozdrawiam,

Rafal Poniecki

To jest: Teresa Bochwic

Umieszczę je na www.abcnet.com.pl,

Umieszczę je na www.abcnet.com.pl,jezeli zgodzi się prowadzący ten portal Józef Darski ("Kronika ukraińska" w "Kulturze" paryskiej). Przy okazji - przypomniałam sobie, że moje wspomnienie "pokoleniowe" wydrukował także Jerzy Giedroyc w letnim numerze "Kultury" w 1986 roku. Niestety, usunął cały passus o Marcu 68. Na moją interwencję (akurat byłam w Paryżu i czytałam korektę) wyjaśnił, że o Marcu juz tyle było, ze nie warto tego drukować. "Karta" z kolei nieco okroiła mój tekst, ze słów początkowych i końcowych, bo, jak mi wyjaśnili, nie zgadzali się z wyrażonym tam poglądem, ze "S" była dla mnie jedynym okresem wolności w życiu. Oni czuli się zawse wolni, jak wyjaśnili, więc to usunęli. Ale ten początek jest u Giedroycia. Z kolei do "Krajobazu po szoku" zastrzegłam, że żadnych zmian. Zaproponowano mi wydrukowanie "fagmentów". Polegało to na usunięciu pierwszej i kawałka ostatniej strony z około 40-stronicowego tekstu, ale za to jest całość o Marcu 68. Moze warto to wreszcie scalić i umieścic na portalu Darskiego czy tutaj, na Prawica.net, jeżeli zgoDzi się ADMINISTRACJA.
Tamże mój umieszczony mój pamiętnik "dziennik 1991" z okresu pracy w Kancelarii Wałęsy (wersja niepoprawiona).
Należy dodac do opisu p. Matuszaka, że oprócz Toruńczyk rezolucje odczytali Mirosław Sawicki, (walterowiec, szef Solidarności oświaty w Warszawie w 1981 roku, wiceminister oświaty pod min. Wiatrem i minister u Belki - ale droga, co?) i Irena Lasota. Po rezolucjach były przemowy, potem długa dyskusja z prorektorem Rybickim, potem wyłanianie delegacji (była w niej m.in. Jadwiga Staniszkis), potem atak "robotników" czyli tajniaków, podwiezionych autobusami od strony ul. Oboźnej, potem rozejście się i dopiero wtedy, po ponad dwóch godzinach w sumie, krótki atak MO i pałowanie. Dlatego trwało to w sumie prawie trzy godziny.
Sądzę, że prowokacja była, ale i zryw naturalny i szlachtny też był, sytuacja wyraźnie wymknęła się towarzyszom z rąk. Opisał ten mechanizm prowokacji bardzo ciekawie w latach 70. obecny na wiecu wówczas asystent filozofii czy socjologii (miał dwa fakultety) Jakub Karpiński pod pseudonimem Marek Tarniewski, obecnie zamieszczone w jego zbiorze "Wykres gorączki" o przewrotach w PRL.

To jest: Teresa Bochwic

Pytanie o miłość do Gomułki nie dotyczyło Pana Ponieckiego

Pytanie o miłość do Gomułki nie dotyczyło Pana Ponieckiego, ale dajmy już temu spokój.

To jest: RemWM

Gomułkę ? Pani Redaktor, czy to metoda "projekcji" ?

"Reszta z grubsza się zgadza" - czy przypdakiem Pani nie przesadza? Wynika z tego, że ma Pani monopol na pisanie o Marcu'68, jak i zdekretowany konstytucyjnie dogmat o nieomylności. Tekst napisałm rok temu. Sorki, ale nie wiedziałem, ze wchodzę w Pani "szkodę" i poruszam temat zastrzeżony dla Pani. Proszę podać inne tematy, których nie należy poruszac bez uzgodnienia z Panią. Dostosuję się.

Remigiusz Włast-Matuszak

czy to metoda "projekcji"

Panie Remigiuszu broń Boże proszę się nie dostosowywać do rozdzielnika "zastrzeżonych" tematów. Była taka publikacja , której zresztą nie czytałem , ale tytuł chyba jest wiele mówiący - "Polska z oddali a Prawda z bliska".
Pamiętający tamte czasy - pały zresztą też - będą Panu wdzięczni za wszelkie "projekcje" z innej perspektywy.
Pozdrawiam
Sceptyk

To jest: Teresa Bochwic

Do p. Remigiusza

Proponuję monopol dla prawdy nie dla osób. Czy to Pana zadowoli?
Chciałam podkreśliśc, że pamięć po 13 latach jest lepsza niż po 37, i zapewne dotyczy to nas obojga. Stąd bardziej ufam temu, co napisałam wtedy gdy wspomnienie było świeże, niz temu, co Pan napisał dziś, zreszta daje Pan rozliczne dowody drobnych pomyłek, które prostowałam. Uwagi dotyczyły - nie czterdzieści osób, tylko czterysta czy pięćset, nie pól godziny, tylko trzy, chyba że wyszedł Pan wcześniej. Jakub Karpiński odkrył prowokację po 5 latach, a nie po 37. Dobrze, ze Pan pisze swoje, naświetla wszystko kolejny raz. Natomiast w Pana tekście jest ten denerwujący ton poczucia pierwszeństwa, no nie był Pan pierwszy, Jakub Karpiński opisał i zanalizował tę prowokację po 5 latach.
Eisler też popełnił w 1 wersji sporo pomyłek w ocenie np. czasu zajść, drugiej niestety nie czytałam, podobno jest naprawdę dobra.
Myślalam, ze o tym uczy się juz w szkołach, ale podobno szkoły nadal kończą kurs historii na bezpiecznym 1942 roku.

No i masz babo placek. Znowu

No i masz babo placek. Znowu sie okazuje, że nawet wśród prawd przemilczanych, nie ma jednej...

To jest: RemWM

Re. Pani Red. Teresa Bochwic

1/ Cieszę się, że wszystkie Autorytety są zgodne, iz była to prowokacja.
2/ Jak wszyscy "konspirujący" 18-sto letni młodziankowie pisałem w 1968 roku pamiętnik - przyniosę go pokazać "na Boleść".
3/ Jedyną ważną sprawą jest zorganizowanie w 2008 roku (40-ta rocznica) normalnych, odkłamanych obchodów Marca'68. Mam nadzieje, że się Pani nie będzie uchylać od czynnego udziału. (zawłaszczenie Marca'68 przez beneficjantów Magdalenki jest pospolitą hucpą polityczną)
Z wyrazami szacunku Remigiusz Włast-Matuszak

To jest: Teresa Bochwic

Do p. Remigiusza, zróbmy wspólnie prawidziwe obchody

zróbmy wspólnie prawidziwe obchody Marca, to świetny pomysł. Podkreslam - komandosi zawsze byli świetnie zorganizowani, co widać do dziś, mieli też wsparcie różnego rodaju.
Pana dzienniczek należy koniecznie opublikować! Niech pan nie zostawia tego dla siebie!
Pozdrawiam

cytat:Reszta z grubsza sie

cytat:
Reszta z grubsza sie zgadza.

Hmm, jest Pani pewna? Moze zapytac kogos trzeciego?
Nie chcialbym czytac nieprawdziwego tekstu. Zaczalem czytac od ostatniego komentarza i jesli wedlug Pani Autor napisal nieporawde, to nie ma po co czytac, co?
Jestem mlodszy (przepraszam) od Autora, wiec prosze sobie wyobrazic, jak sie zdumialem, gdy przeczytalem, ze Pani nie slyszala slowa "towarzyszu" z ust dzieci bylych KPP-owcow! Ja takie slowa slyszalem na poczatku lat 80, z ust dzieci bylych KPP-owcow i PZPR-owcow. Moze tez zle pamietam? Czy byla Pani moze przypadkowo w Łodzi w 1980?

Krzysztof Kalebasiak

kontakt

Panie Remku bardzo prosze o kontakt e-mailowy .
Posiadam ciekawe informacje kore mogly by ukazac "mity 1968" w nowym swiatle.
pozdrawiam i oczkujac na Panska reakcje
Dariusz Boryca Lodz aktualnie mieszkajacy w Nederland.

To jest: RemWM

Re.Darek Boryca

OK! Od niedzieli 22:00 zostawiam wiadomości dla Ciebie, i zaczynam wątpić czy to faktycznie Ty. Po latach nie mam Waszego adresu. Zostaw kontakt na portalu : www.bankier.pl , na Forum. Remek

To jest: Zdzislaw

RemWM

Bardzo dobrze, że Pan to opisał. Może już dosyć tej "wielkiej" martyrologii dzieci komunistycznych władców.
Też znałem to środowisko, zwrot towarzyszu był tam obecny.
Jeśli idzie o ilość demonstrantów, to jeszcze trochę, a zrobi się z tych kilkudziesięciu osób kilka tysięcy z "wielkim" Michnikiem na czele.

Przy okazji, o jednym z

Przy okazji, o jednym z bohaterow tamtych wydarzen
http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&kat...

Krzysztof Kalebasiak

To jest: RSz

Mój Marzec 1968

Wspominam po latach.
W marcu 1968 r. byłem współorganizatorem demonstracji antykomuszej w Legnicy. Tak, tak w Legnicy, nazywanej wówczas z racji ogromnego garnizonu sowieckiego mlen’kaja Moskwa. Kolega Jurek Urbański, który studiował we Wrocławiu przywiózł jakieś ulotki ze strajku studenckiego. Na maszynie do pisania dziś nieżyjącego Zygmunta Urbana, absolwenta KUL, bibliotekarza w Zespole Szkół Zawodowych przepisywaliśmy te ulotki. Kolega studiujący sztuki plastyczne Henryk Baca zaprojektował ulotkę wzywająca legniczan na wiec. Jako miejsce wyznaczyliśmy plac Wilsona. Jakież było moje zdziwienie, gdy o wyznaczonej godzinie zastałem na placu tłum wypełniający szczelnie chodniki i okoliczne trawniki. Jurek zwrócił się do mnie, to co robimy pierwszą czwórkę i ruszamy. Z duszą na ramieniu, miałem 23 lata, wyszedłem za Jurkiem na ulicę. Ruszyliśmy do centrum miasta. W wąskich uliczkach starego miasta (wtedy jeszcze stały kamieniczki, później za Gierka barbarzyńsko wyburzone, w ich miejsce postawiono bloki z wielkiej płyty) drogę zastąpiła nam milicja z pałkami. Z tyłu też była podobna niebieska wataha. I zaczął się łomot. Wtedy i mój grzbiet zapoznał się z „bijącym sercem partii”. Przez parę tygodni miałem sine plecy i jak się okazało pęknięte dwa żebra.

Po paru miesiącach Zygmunt zdobył u znajomego w Lublinie „List do partii” autorstwa Kuronia i Modzelewskiego wskazywanych przez RWE jako przywódcy protestu. Czytaliśmy ich dzieło z przerażeniem – to był marksistowski bełkot. (Swoja drogą może by ktoś dziś je przypomniał i wydrukował?)
Pamiętam jak Jurek zapytał – to za to panowie dostaliśmy manto?
Ależ skąd - odparł Zygmunt – na naszej ulotce było „Sowieci wynoście się do domu”.

Jak nie trudno zgadnąć mnie też nikt nie zapraszał na salony, gdzie odznaczano zasłużonych w marcu 1968. Być może zorganizowanie anty sowieckiej demonstracji w Legnicy w tamtym czasie to nie jest wyczyn godny odnotowania..
A więc mój marzec był trochę inny. Bardzo bliski Polski, Mickiewicza, a bardzo, bardzo odległy od marksizmu–trockizmu warszawskich „komandosów” szukających sprzeczności w nadbudowie, czy w bazie, dziś trudno dociec.
Nikt nie wspomina Legnicy. Czy IPN ma na ten temat jakieś papiery legnickiej bezpieki?

R. Szeremietiew

To jest: R1a1

Z tym dziełem

cytuję RSz:

Po paru miesiącach Zygmunt zdobył u znajomego w Lublinie „List do partii” autorstwa Kuronia i Modzelewskiego wskazywanych przez RWE jako przywódcy protestu. Czytaliśmy ich dzieło z przerażeniem – to był marksistowski bełkot. (Swoja drogą może by ktoś dziś je przypomniał i wydrukował?)

... można można zapoznać się tu:
Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, List otwarty do partii

To jest: Jerzy Kałwak

Nie znałem wcześniej tego pańskiego tekstu, ale

tło i okoliczności znam od połowy lat 70. od bezpośredniego uczestnika wydarzeń na UW, Janka Imacha - studenta historii, który został wtedy srogo pobity i wyleciał z uczelni z zakazem studiowania w Polsce. Od tamtego pobicia chorował nieustannie, już nie żyje.

Co za okazję świętował po 40 latach Pan Prezydent?
--------------
aribo.pl/jerzykalwak

Pan Michalkiewicz tez

Pan Michalkiewicz tez wspomina

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=293
Krzysztof Kalebasiak

Michalkiewicz wspomina i kłamie

Kłamstwem Michalkiewicza jest, że "polscy" siepacze z aparatu bezpieczeństwa mieli Żydów za szefów wydających rozkazy. Przecież nie było na stołku szefa komunistycznej bezpieki ani jednego Żyda. Brutalna prawda jest taka - w bezpiece to Polacy byli na najwyższych stanowiskach - minister MBP Radkiewicz, wiceministrowie: Romkowski, Mietkowski, Świetlik, Lewikowski.
Kolejni szefowie Służby Bezpieczeństwa to: Bogusław Stachura, Władysław Ciastoń, Henryk Dankowski, Jerzy Karpacz.

Gdzie ci Żydzi?????
Owszem, byli - ale na niższych stanowiskach, gdzie musieli słuchać rozkazów swych szefów - Polaków.

Kłamstwem Michalkiewicza jest, że wyjazdy Żydów w 1968 roku były w pełni dobrowolne. Najpierw był szantaż - wyrzucenie z pracy, wilczy bilet, nagonka - a dopiero potem "propozycja nie do odrzucenia".

Z tego, co działo się za

Z tego, co działo się za mojej pamieci, to pan Michalkiewicz przejął się czyimś indywidualnym losem tylko raz, kiedy sam został pomówiony o antysemityzm. Pamiętam jego wystąpienie w studio TVN24 i było wystąpienie kwękliwe, bynajmniej nie skupione na dziarskiej obronie swojego prawa do wyrazania poglądów, lecz na uspwiedliwianiu sie, że został źle zrozumiany...

Pan Michalkiewicz ma prawo

Pan Michalkiewicz ma prawo być antysemitą, filosemitą, neutrosemitą, a nawet Semitą. Jego sprawa, nie ma obowiązku kochania czy nienawidzenia tego czy owego.
Ale niech kłamstw nie pisze.

To jest: Krzysztof Laskowski

Panie Abrahamie,

cytuję Abraham:
wiceministrowie: Romkowski, Mietkowski.

Roman Romkowski (wcześniej Menasze Grinszpan) i Mieczysław Mietkowski (wcześniej Mojżesz Bobrowicki) to byli Żydzi, podobnie jak Julia Brystygierowa (de domo Prajs), Józef Światło (wcześniej Izaak Fleischfarb) czy Józef/Jacek Różański (wcześniej Józef Goldberg). Troszkę się Pan zagalopował w wytykaniu redaktorowi Michalkiewiczowi błędów.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: JJerzy

Pan Abraham nie wie zapewne,

Pan Abraham nie wie zapewne, że w pewnych 'postępowych' środowiskach była taka 'nowa świecka tradycja' zmieniania nazwisk na bardziej ... swojsko brzmiące. Swoją drogą, ciekawe czy ktoś prowadził w tej sprawie jakieś badania, statystyki.

Michalkiwicz jednak kłamie

Bo nawet jak Mietkowski i Romkowski byli Żydami, to nie byli oni na najwyższych stanowiskach - musieli słuchać swego szefa Radkiewicza, etnicznego Polaka.

A następni Żydzi, których Pan wymienił, to juz trzeci sort.
Może czas przyjąć do wiadomości, że za poczynania każdej firmy odpowiada szef, a nie sprzątaczka?

To jest: Krzysztof Laskowski

Co Pan tak na mnie naskoczył?

"Czas przyjąć do wiadomości". Co to za pouczenie? Czy zaprzeczyłem temu, że Radkiewicz nimi trząsł? Napisałem, że to byli Żydzi, którzy farbowali się na Polaków niemających nic wspólnego z Żydami.

W ogóle najwięcej do powiedzenia miał Józef Stalin. W Polsce obok Radkiewicza Iwan Sierow oraz Bolesław Bierut, Hilary Minc i Jakub Berman. Niewątpliwie mieszane towarzystwo, jeśli chodzi o pochodzenie.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

Mieszane towarzystwo

"W ogóle najwięcej do powiedzenia miał Józef Stalin. W Polsce obok Radkiewicza Iwan Sierow oraz Bolesław Bierut, Hilary Minc i Jakub Berman. Niewątpliwie mieszane towarzystwo, jeśli chodzi o pochodzenie."

Najwięcej do powiedzenia miał Stalin - Gruzin.
Na drugim miejscu Bierut (Polak) - nie wiem czemu na równi z Bierutem stawia Pan Minca i Bermana - którzy byli podwładnymi Bieruta.
Na trzecim miejscu szef bezpieki polskiej Radkiewicz (Polak), którego działania z Moskwy koordynował Sierow (Rosjanin).

No i owszem, towarzystwo decyzyjne mieszane: gruzińsko-polsko-rosyjskie.
Lecz oczęta wyobraźni pogrobowców Gomułki widzą na stanowiskach decyzyjnych głównie Żydów.
Radzę oczęta umyć, mózg odświeżyć krzepiącym snem.

To jest: R1a1

Pańskie zacietrzewienie zaczyna się pogłębiać:

cytuję Abraham:
Lecz oczęta wyobraźni pogrobowców Gomułki widzą na stanowiskach decyzyjnych głównie Żydów.
Radzę oczęta umyć, mózg odświeżyć krzepiącym snem.

Na pana miejscu zastanowiłbym się, dlaczego z tego mieszanego towarzystwa agentów Moskwy terroryzujących Polskę chce Pan koniecznie wyretuszować Żydów. Żydów których w kierownictwie komunistycznego aparatu represji dostrzec musi nawet ślepy:

http://prawica.net/node/2791#comment-234159

P.S. Żona Gomułki była Żydówką, więc nie bardzo wiem o co Panu chodzi z tymi "pogrobowcami Gomułki".

Nie usiłuję wyretuszować

Nie usiłuję wyretuszować Żydów, lecz przywrócić właściwe proporcje. W niektórych środowiskach na Żydów zwala się zło całego świata - gdy to ludzie tacy jak inni. I wśród Polaków i wśród Żydów zdarzały się i kanalie i ludzie godni szacunku.

To jest: Krzysztof Laskowski

Żydzi w tym gigantycznym geszefcie

komunistycznym uczestniczyli bardzo gorliwie, nawet jeśli nie siedzieli na najwyższych stanowiskach. Fakt, że nie o o wszystkim bezpośrednio decydowali, odpowiedzialności za zbrodnie z nich nie zmywa. Różański, Brystygierowa czy Fejgin "tylko wykonywali rozkazy", co jednak nie oznacza, że byli w jakimkolwiek stopniu lepsi od Wielkiego Językoznawcy.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

Polacy w tym gigantycznym geszefcie

komunistycznym uczestniczyli bardzo gorliwie, nawet jeśli nie siedzieli na najwyższych stanowiskach. Fakt, że nie o o wszystkim bezpośrednio decydowali, odpowiedzialności za zbrodnie z nich nie zmywa.

Napisałem dokładnie to samo co Pan, zamieniając jednak mniej licznych Żydów na o wiele bardziej licznych w aparacie bezpieczeństwa Polaków, by właściwe proporcje były zachowane.

Proszę nie zapominać, że w aparacie bezpieczeństwa w Polsce czasów stalinowskich Żydzi stanowili niewielki ułamek, nawet wśród funkcjonariuszy wyższego i średniego szczebla byli ok. dziesięciokrotnie mniej liczni od Polaków - i do tego nie byli na stanowiskach najwyższych.

Chętnie powtarzane w niektórych środowiskach słowo "żydokomuna" nie jest prawdziwe - prawdziwsze będzie niestety "polakokomuna" - takie są fakty, czy się one komuś podobają, czy nie.

To jest: dante_alighieri

komune w Polsce "utrwalali"

glownie chlopscy synowie dla ktorych byl to awans spoleczny i materialny.

To jest: Jan Bodakowski

tak przypadkiem byli

tak przypadkiem byli obrzezani

No i jestesmy w domu. Polska

No i jestesmy w domu. Polska ma kompleks nieobrzezanego członka..

To jest: Jan Bodakowski

To się panu udało.

To się panu udało.

W przypadku Polaków

chodzi o obrzezanie wykonane na rozumie. Żydom zdarza się więc obrzezanie dubeltowe. To jednak Naród Wybrany!

"komune w Polsce "utrwalali"

"komune w Polsce "utrwalali" glownie chlopscy synowie dla ktorych byl to awans spoleczny i materialny."

Chłopscy, czy babscy - głównie pochodzenia polskiego.
Radzę wszystkim tropicielom żydowskich spisków i bezecności powtarzać przed wieczornym paciorkiem:

Zbrodnicza stalinowska polakokomuna
Zbrodnicza stalinowska polakokomuna
Zbrodnicza stalinowska polakokomuna
Zbrodnicza stalinowska polakokomuna
Zbrodnicza stalinowska polakokomuna.........

Czy nie tak właśnie tak objawia się

wspomniana nieco wyżej - dubeltowość? Niektórzy rzezacy mogli być przodownikami pracy socjalistycznej.

Na setkę chłopa, spośród

Na setkę chłopa, spośród mej najbliższej rodziny, jeżelibym znalazł pięciu-ośmiu komuchów, włączając w to ZSL, to bardzo bym nie skłamał.
Może to jest skrzywiony obraz, bo obejmuje ludzi, którzy byli i są zakorzenieni od setek lat w jednym miejscu. Inaczej było wśród przesiedleńców.
Ale jeżeli spojrzeć na polskie elity (po 1945), na tych wszystkich "ukąszonych Heglem" to, ... rzygać się chce.
-----
Eeee, .

To jest: Krzysztof Laskowski

Nie przeczę, że niektórzy mogą przesadzać

z demonizowaniem Żydów jako wykonawców woli Wielkiego Językoznawcy. Nie obwiniam wszystkich przedstawicieli tego narodu o zbrodnie, a raczej o to, że niektórzy należeli do grona wykonawców rozkazów. A jako wykonawcy byli wcale wpływowi.

Prawica RP (partia polityczna)

Vivat contrarevolutio conservatrix! Exercitus Catholicus Regius

To jest: RSz

Kto kim trząsł?

cytuję Krzysztof Laskowski:
"Czas przyjąć do wiadomości". Co to za pouczenie? Czy zaprzeczyłem temu, że Radkiewicz nimi trząsł? ...

Panie Krzysztofie,
a kto "trząsł" Rakiewiczem? Oto tekścik á propos:
Kulturalny starszy pan
PROF. JERZY EISLER
=====================
– Teraz wszyscy mówią o integracji europejskiej, o wstąpieniu do Unii, za chwilę będzie rocznica 3 Maja, a ja chcę przypomnieć zupełnie inne wydarzenie. 10 kwietnia minęła w zapomnieniu 20. rocznica śmierci Jakuba Bermana. Młodzi ludzie w ogóle nie wiedzą, kim był Jakub Berman. Zastanawiałem się, gdyby ktoś chciał sporządzić listę dziesięciu najbardziej wpływowych ludzi PRL, na pewno na tej liście byłby także Jakub Berman. Przez 12 lat, między 1944 a 1956 rokiem, był szarą eminencją systemu. W stalinowskiej Polsce był de facto człowiekiem numer 2 przy Bolesławie Bierucie. Przy czym życiorys Bermana jest dość nietypowy.

Urodził się w Warszawie w rodzinie średniozamożnej, takiej mieszczańskiej, żydowskiej, ale na tyle jednak zamożnej, że mógł skończyć studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Był człowiekiem wykształconym, był inteligentem. Zresztą, co ciekawe, przed wojną w Komunistycznej Partii Polski nigdy nie działał w środowisku robotniczym, ale zawsze wśród inteligencji. Nawet czasem mówiło się, że to spowodowało, że nigdy nie był aresztowany, nigdy nie był sądzony, nigdy nie był w międzywojennej Polsce poddawany represjom, co wśród działaczy KPP było bardzo rzadkie. Był raz czy dwa razy zatrzymany na krótko przez policję, ale bez żadnych konsekwencji.

Berman znał doskonale język rosyjski w mowie i w piśmie, potrafił czytać po angielsku, francusku i niemiecku. Był człowiekiem wykształconym, o ogromnych humanistycznych zainteresowaniach. Był zresztą nieetatowym asystentem Ludwika Krzywickiego, przygotowywał pod jego kierunkiem doktorat. Przedwojenna KPP-owska kariera polityczna przekreśliła nadzieje na karierę naukową.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, podobnie jak większość właściwie działaczy komunistycznych żydowskiego pochodzenia, znalazł się na terenach zajętych po 17 września 1939 roku przez Armię Czerwoną. Ale co ciekawe, w odróżnieniu od wielu swoich towarzyszy, nie zabiegał o członkostwo we Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii Bolszewików (UKPB). Potem gdzieś to w jego życiorysie tkwiło. Natomiast był bardzo aktywny w środowisku Polaków w Związku Radzieckim – już po rozpoczęciu się wojny radziecko-niemieckiej w 1941 roku. Był jednym z działaczy Związku Patriotów Polskich, a później jednym z twórców Centralnego Biura Komunistów Polskich w styczniu 1944 roku. Co ważne, wielu uważa, że to właśnie Jakub Berman był pomysłodawcą Biura. Oczywiście, nie oszukujmy, był nim Stalin, ale Berman był tym pomysłodawcą-wykonawcą Polskiego Komitetu Narodowego, późniejszego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego powstałego w lipcu 1944 roku.

I jego kariera w Polsce wyglądała bardzo ciekawie. Berman zawsze zajmował stanowiska w cieniu. Był np. podsekretarzem stanu w Prezydium Rady Ministrów, był więc podwładnym Osóbki-Morawskiego czy później Józefa Cyrankiewicza, ale wszyscy wiedzieli, że ten podwładny w rządzie w rzeczywistości dysponuje dużo większą władzą. W latach 1945–1956, niezależnie od tych pełnionych funkcji partyjnych i państwowych, był szarą eminencją reżimu i od roku 1948 niewątpliwie tą osobą numer 2. Z ramienia partii – i to było właśnie straszne i śmieszne – aparat bezpieczeństwa i szeroko rozumiane życie umysłowe, kulturalne w okresie stalinowskim. Mówiono, dowcipkowano gorzko, że od tego połączenia ani bezpieczeństwo nie było bardziej kulturalne, ani kultura nie była bardziej bezpieczna.

Dla wielu ludzi Berman był symbolem polskiego stalinizmu, nic więc dziwnego, że gdy wiosną 1956 roku zaczęła się na dobre w Polsce „odwilż”, Berman był jednym z pierwszych, którzy musieli odejść z Biura Politycznego i rządu. W maju 1957 roku wraz z długoletnim ministrem bezpieczeństwa publicznego Stanisławem Radkiewiczem został na trzy lata wykluczony z partii, choć na tym samym plenum naiwnie lub obłudnie stwierdzano, że obaj nie orientowali się w systemie przestępczych metod śledztwa i wymuszania zeznań stosowanych w X Departamencie MBP. Oczywiście, orientowali się.

Dzisiaj historycy wiedzą, że Berman całą masę śledztw, przesłuchań nadzorował wraz z Bierutem i Radkiewiczem w kierownictwie PPR. Później, po wyrzuceniu z partii, po odejściu z życia publicznego, przez wiele lat był redaktorem w Książce i Wiedzy, gdzie próbował niezależnie od zajmowanego niezbyt wysokiego stanowiska, pełnić rolę rozgrywającego, szarej eminencji.
2004-04-30

Ot taki mało znaczący osobnik - jak by powiedział p. Abraham, który miał przecież za szefa "polaka" Bieruta. I zapewne ten "polak" sterroryzował i zmusił Bermana do tego, aby "trząsł" on "polakiem" Rakiewiczem. W ten sposób "polak" Bierut trząsł też "polakiem" Radkiewiczem przy pomocy "żyda" Bermana. Zapewne Berman wykonywał swoje zadanie z największym wstrętem.
R. Szeremietiew