Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Wołam o prawdę
Autor: Jacek Bartyzel, wt, 30/05/2006 - 21:59
Publikując na łamach ?Gazety Wyborczej? (27-28 V 2006) swój artykuł Wołam o sprawiedliwość, o. Ludwik M. Wiśniewski OP zakończył go następującymi słowami:
Mimo iż Ojciec Ludwik zdecydował się zgromić mnie za pośrednictwem medium o wielotysięcznym nakładzie, odpowiadam Mu w ten sam sposób, w który upubliczniłem swoją inkryminowaną tu uwagę, czyli rozsyłając odpowiedź pocztą elektroniczną do przyjaciół i znajomych. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że dotrze ona do Ojca tą samą drogą, co poprzednia informacja. Czynię tak z dwu powodów. Primo dlatego, że nie mam żadnych złudzeń, iżby ?GW? opublikowała moją odpowiedź. Secundo zaś, gdybym nawet się co do tego mylił, to i tak w moim kanonie smaku nie mieści się czernienie papieru z moją sygnaturą na łamach tego ? że posłużę się sławną opinią kanclerza Adenauera o ?Der Spiegel? ? gównianego pisemka. Najpierw ad personam: ze słów Ojca Ludwika wnoszę, że wskutek zapoznania się z moją kuriozalną informacją przestał mnie cenić. Przyjmuję to z żalem i z pokorą, niemniej pragnę podkreślić, że mój szacunek, moje uznanie i moja sympatia dla Niego pozostają niezachwiane. Zawsze będę Bogu dziękować za to, że na swojej drodze dane mi było spotkać tak wspaniałego kapłana, człowieka i Polaka, jak Ojciec Ludwik. Równie szczerze muszę jednak wyznać, że smuci mnie fakt, że swoje stanowisko w kwestii lustracji (czy jakiejkolwiek zresztą) uznaje On za stosowne przedstawiać właśnie za pośrednictwem nie tylko głównego narzędzia propagandy partii antylustracyjnej, ale i konsekwentnej promocji poglądów i zachowań jaskrawo przeciwstawnych nauce moralnej Kościoła. Moja osoba jest tu niczym, lecz jest mi doprawdy przykro, że w dobroci swojego serca Ojciec Ludwik pozwala wykorzystywać autorytet swojego nazwiska do nieczystej gry bardzo konkretnej grupy interesu, która przeciwstawiając się rozpoznawaniu ponurej prawdy o przeszłości wykreowanych przez tę grupę ?autorytetów?, walczy o zachowanie swojego przynajmniej metapolitycznego władztwa nad polskim życiem zbiorowym. Przechodząc ad rem, chciałbym naprzód odnieść się do sugestii zawartej w ostatnim akapicie artykułu Ojca Ludwika. Może ona być krzywdząca nie tyle dla mnie, co dla autora publikacji o niechlubnej przeszłości ks. Czajkowskiego. Nie znam dr. Witkowskiego ani jego poglądów i nie wiem czy po rozpoznaniu dossier księdza nasunęły mu się konkluzje podobne do moich odnośnie do szerszego kontekstu sprawy, uważam natomiast, że nie ma żadnych podstaw, aby zakładać, że do jej badania przystępował z zamiarem znalezienia jakiegoś kompromatu na postępowego labusia. Chcę zatem stanowczo zaznaczyć, że pogląd o możliwej kompatybilności modernistycznych poglądów księdza Czajkowskiego i jego agenturalności formułowałem na własną, a nie dr. Witkowskiego, odpowiedzialność. Sądziłem, że jest to oczywiste, ale, jak widać, niezupełnie, stąd konieczność tego przypomnienia. Zasadniczy przedmiot naszego sporu można ująć następująco: czy uprawnione jest domniemanie istnienia związku, być może również implikacji, a w każdym razie pewnej analogii, pomiędzy głoszeniem modernistycznych, sprzecznych z depositum fidei, poglądów religijnych a agenturalną służbą otwartym wrogom Kościoła? Otóż, już na czysto logicznej płaszczyźnie istnienia takiego iunctim nie można przynajmniej wykluczyć. Jego prawdopodobieństwo zwiększa się zaś jeszcze, kiedy ten (ks. Czajkowskiego) casus, który zapewne nie jest izolowanym precedensem, obejrzeć w szerszej perspektywie dziejów Kościoła i świata. Przede wszystkim ? w perspektywie tej najważniejszej, bo decydującej dla celu ostatecznego człowieka, konfrontacji przeciwchrześcijańskiej Rewolucji i katolickiej Kontrrewolucji, która w całej epoce nowożytnej i współczesnej zdaje się być kolejnym ucieleśnieniem augustyńskiej wizji odwiecznej walki Dwóch Państw: Bożego (civitas Dei), zakotwiczonego w Kościele Wojującym i pielgrzymującym po ziemi, oraz ziemskiego (civitas terrena), które ilekroć oddala się od Państwa Bożego i zrywa swoją z nim więź, zawsze popada w niewolę u Księcia Tego Świata i staje się civitas diaboli. Przez większą część tego czasu ? nazwijmy go umownie ?epoką Piusów? ? Kościół katolicki był niewzruszoną skałą, o którą rozbijały się wszystkie fale Rewolucji oraz wysoko świecącą latarnią, która wskazywała cel i kierunek wszelkiej akcji kontrrewolucyjnej, zmierzającej do przywrócenia Christianitas, Społecznego Królestwa Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Zwłaszcza niezrównany Syllabus bł. Piusa IX i Pascendi Dominici gregis św. Piusa X tworzyły jakby ?system antyrakietowy? Kontrrewolucji, zdolny do przechwycenia każdego zatrutego pocisku wystrzelonego z obozu Rewolucji i jego zniszczenia. Niestety, nieomal od samego początku konfrontacji z Rewolucją, zaczęli się także pojawiać, tak pośród kleru jak i laikatu, katolicy skłonni do przejścia na stronę wroga, albo przynajmniej do poszukiwania niemożliwego kompromisu pomiędzy zasadami obu ?państw?, w wersji najbardziej naiwnej zaś ? marzący o ?ochrzczeniu? Rewolucji, tak jakby ten egalitarny acephalus, tułów bez głowy, mógł być drugim Chlodwigiem, Mieszkiem I czy innym pogańskim (czyli przedchrześcijańskim, a nie antychrześcijańskim) władcą. Zaczęło się stosunkowo ?niewinnie?, od katolików liberalnych czy ?chrześcijańskiej? demokracji, ale raz odwrócona wskazówka kompasu szybko zaczęła szaleńczo wychylać się ku coraz skrajniejszym postaciom ?chrześcijańskiego? socjalizmu, ?teologii? wyzwolenia, ?teologii? rewolucji, ateistycznej ?teologii? śmierci Boga, ?teologii? Holocaustu etc. Również ? i do wewnątrz ? ku ?demokratyzacji Kościoła?, Jego ?otwartości?, fałszywego ekumenizmu, rzekomego powrotu do prostoty epoki przedkonstantyńskiej. Konfrontacja: Rewolucja ? Kontrrewolucja przeniosła się bowiem w naszych czasach także do samego Kościoła, czego skądinąd nie skrywali nigdy ci, którzy w Soborze Watykańskim II chcieli widzieć ?rok 1789 w Kościele? (poniekąd zresztą nim był, jako odpowiednik ?buntu? Stanów Generalnych Kościoła, czyli przesiąkniętych duchem Rewolucji biskupów i teologów), a jeszcze bardziej radykalni marzyli i marzą o ?roku 1917?. Ta demokratyczna herezja XX wieku jest, jak pisał Jean Madiran, ?herezją biskupów. Nie są oni jej wynalazcami, tylko jej agentami. Nie są podbici przez nią; jeśli ona ogarnęła prawie wszystkich, to nie z powodu ich bezsilności lub nieuwagi, lecz dlatego, że oni są w niej. Byli już takimi, sekretnie, przed Soborem Watykańskim Drugim; w trakcie Soboru pozwolili sobie być trochę mniej dyskretni; od Soboru zmierzają ku niej otwarcie i do ostatecznych konsekwencji w swoich decyzjach i przedsięwzięciach oficjalnych; w tej sposób nie mamy już ani katechizmu, ani liturgii, a sakramenty są zagrożone? (L?Hérésie du XXe si?cle, Paris 1987?, s. 11). Powody, dla których poszczególni kapłani czy świeccy przechodzili słowem i czynami na stronę Rewolucji (w świecie i w Kościele), mogły być oczywiście różne. Jednych mogła motywować właściwa umysłom egzaltowanym gorączka reformatorska, innych pokusa ? jak mawiał Bierdiajew ? ?przemieniania kamieni w chleb?, czyli ? w progresistowskim żargonie ? ?opcja preferencyjna na rzecz ubogich?, której, nawiasem mówiąc, a co ma szczególną aktualność w rozważanym przez nas kontekście, pierwszym znanym wyrazicielem był Judasz z Kariothu, zgorszony zużyciem na namaszczenie stóp Pana całego flakonu drogocennych wonności, za których równowartość można by nakarmić rzesze nędzarzy. Rodzajem motywacji dość wstydliwej dla tych postępowych katolików, którzy poddali się dzisiejszej poprawności politycznej, może być także nacjonalizm, czego przykładem w czasie Krucjaty hiszpańskiej było stanięcie kleru baskijskiego po stronie czerwonej Republiki z pobudek szowinistycznych. Jakiekolwiek jednak były przyczyny wszystkich tych przypadków faktycznej zdrady Kościoła poprzez odstępstwo od Jego nauki, rozsądne wydaje się przypuszczenie, że wszędzie tam, gdzie Kościół znalazł się pod trwałym panowaniem antyreligijnej tyranii totalitarnej, w szczególności bezbożnego komunizmu, współwystępowanie przypadków jednoczesnej apostazji doktrynalnej i agenturalności w sensie pospolitym, tj. uwikłania się w bezpośrednią i świadomą zależność od policji politycznej, połączoną z donosicielstwem, było co najmniej prawdopodobne, a przy tym ? oceniając to, ile możności, chłodno ? zupełnie racjonalne. Kto kierował się pełnym pychy osobistej przekonaniem, że w ?wolnym osądzie? swojego indywidualnego rozumu znalazł trafniejszą od autoryzowanej papieską nieomylnością Tradycji katolickiej odpowiedź na pytanie o to, co jest prawdziwą i szczerą wiarą, jak winien być urządzony Kościół (i świat społeczny również), jaką liturgię winien sprawować, jak odnosić się do błędnowierców etc., ten stał się mentalnie i psychologicznie przygotowany także do takiej postaci odstępstwa, którego ślady historycy odnajdują dzisiaj w kartotekach archiwów policyjnych. Nie twierdzę, że od religijnego modernizmu czy od pogardy dla 1500-letniej epoki konstantyńskiej Kościoła, w której istotnie błogosławił On wysiłkom na rzecz zbudowania Civitas Christiana (mającym być przecież niczym innym, jak imperium felix w rozumieniu św. Augustyna), prowadzić musi, i prowadziła zawsze, droga do stania się agentem komunistycznej bezpieki. Twierdzę jedynie, że posiadanie takich przekonań wytwarza w duszy pewien habitus, pewną trwałą dyspozycję mentalną, psychologiczną i moralną, która najpierw niszczy w duszy barierę immunologiczną przed różnorakimi, bywało że i potwornymi, naciskami (co zresztą jest również po prostu utratą zdolności do korzystania z Bożej łaski), a potem ? już po upadku ? ułatwia samousprawiedliwianie się. I zapewne tego rodzaju przypadki były faktycznie częstsze niż ujawniony ostatnio. Właśnie dlatego polecałem lekturę komentarza dr. Wielomskiego, ponieważ w moim odczuciu dobrze wskazywał on w swojej analizie przesłanki i konsekwencje takiego rozumowania. Nie jest to zresztą tylko kwestia intuicji. Dzięki badaniom historyków zgłębiających (notabene, w atmosferze ohydnego kwestionowania ich kompetencji naukowych, głównie właśnie przez publicystów ?GW?) archiwa IPN wiemy naprawdę coraz więcej o podejmowanych przez reżim komunistyczny działaniach realnie wspomagających postępowe nurty w Kościele, i w tym celu werbujących i uaktywniających swoją agenturę. Jak unaocznia to choćby w swoich doskonale udokumentowanych tekstach Sławomir Cenckiewicz (przykładowo: Cisi sprzymierzeńcy reform, ?Christianitas? 2004, nr 19/20; Kto będzie papieżem? Bezpieczniacka troska o kontynuację linii Jana XXIII, tamże, 2005, nr 23/24), komuniści byli żywotnie zainteresowani nie tylko sprawami tak oczywistymi z punktu widzenia ich interesów, jak zablokowanie potępienia komunizmu przez Sobór czy zwycięstwo linii aggiornamento, ale również kwestiami ściśle doktrynalnymi i eklezjologicznymi, w tym reformą liturgiczną. Trudno o bardziej wymowny dowód na to, że słudzy szatana niekiedy lepiej od nominalnych katolików rozumieją sens formuły: lex orandi, lex credendi oraz jej znaczenie dla rozumienia jedynozbawczości Kościoła katolickiego. Kolejna, bardziej szczegółowa, lecz wielkiej wagi kwestia. Ksiądz Czajkowski, jak wiadomo, w swojej roli supergwiazdy Kościoła otwartego czynny był najbardziej na odcinku ekumenizmu, uprawianego przezeń dokładnie w tym duchu, który jeden z największych myślicieli katolickich XX wieku ? prof. Romano Amerio, nazywał abstrahującym od kwestii prawdziwości religii ekumenizmem naturalistycznym i humanitarnym, koncentrującym się na mglistej ?jedności chrześcijan? czy nawet całego rodzaju ludzkiego, a przemilczającym cel, który w encyklice Mortalium animos papież Pius XI stawiał prawdziwemu ekumenizmowi, tj. powrotu błędnowierców do jedynego prawdziwego Kościoła. Dla tego ekumenizmu humanitarnego ?różne religie są zmiennymi, lecz jednakowo ważnymi manifestacjami historycznymi?, a ?organizacja religijna rodzaju ludzkiego ma wzorować się na jego świeckiej kondycji? (Ekumenizm, w: R. Amerio, ks. K. Stehlin, Ekumenizm grzechem przeciw miłości, Warszawa 2002, s. 43-44). W swojej tak pojętej działalności ekumenicznej ks. Czajkowski szczególnie intensywnie uprawiał ?dialog? z judaizmem, wielokrotnie dając dowody już nie tylko negowania konieczności nawrócenia wyznawców judaizmu, ale wręcz przyjmując judeocentryczny punkt widzenia, z drugiej zaś strony, tropiąc niestrudzenie i piętnując arogancko wszelkie przejawy ?antysemityzmu? w religii, w której uzyskał święcenia kapłańskie (jeszcze ledwie parę tygodni temu domagał się prohibicji z tego tytułu dla pięknej, staropolskiej pieśni wielkopostnej Ludu mój, ludu?). Czy w tej roli był również tylko pożytecznym idiotą, którego można bez jego wiedzy zadaniować do antykatolickich działań, z powodu jego nieroztropności uczonego, który nie widzi świata poza książkami? A może takich pytań w ogóle już nie wolno stawiać, pod groźbą popadnięcia w stan moralnego zdziczenia, jak by orzekł JE abp Józef Życiński? I, na koniec, jeszcze jedna kwestia. Może mi ktoś wytknąć, że koncentrując się na przypadkach agenturalności modernistycznych i modnych labusiów, nie zauważam, a może nawet chciałbym schować pod sukno przypadki, które z pewnością również występowały, analogicznego uwikłania ze strony księży doktrynalnie ?niepodejrzanych?. Nic podobnego. Ani mi w głowie zaprzeczać, że byli duchowni, których do zdrady skłoniły najrozmaitsze, ale nie mające nic wspólnego z ?progresizowaniem? pobudki, jak przysłowiowy ?worek, korek i rozporek?, zawiedzione ambicje, czy choćby spaczone pojęcie troski duszpasterskiej, jak na przykład pragnienie zdobycia za tę cenę też przysłowiowego worka cementu na remont czy budowę kościoła. Rzecz jednak w tym, że wszystkie tego rodzaju przypadki są moralnie i intelektualnie nieskomplikowane, przeraźliwie jednowymiarowe, rzec by można, wyrażają one banalność zła skażonej grzechem natury ludzkiej. Nie ma w nich, rzekłbym, tej metafizycznej grozy, tego swądu siarki, który czuć naprawdę dopiero wtedy, gdy akt zły moralnie wykluwa się ze spekulacji pysznego, jednostkowego rozumu, będącego ? jak pisał Joseph de Maistre ? ?tępym gburem, którego cała potęga ogranicza się do niszczenia? (Wybór pism, Warszawa 1968, s. 201). Co więcej, ci nieszczęśnicy, w przeciwieństwie do labusiów, nigdy nie byli namaszczeni na wybitność przez żadne ?opiniotwórcze? salony, nigdy nie nominowano ich do prestiżowych nagród ani nie powtarzano z nabożeństwem ich złotych myśli, a jeśli już cieszyli się jakimś autorytetem, to co najwyżej pośród swojej parafialnej trzódki. A kiedy i oni będą zdekonspirowani, to można być pewnym, że ich niewinności nie będzie dowodził, przynajmniej tak samo donośnie, kolektyw autorytetów intelektualnych i moralnych. Więc jeśli już mamy przede wszystkim współczuć tym, co zdradzili, to może jednak dane nam rezerwy miłosierdzia spożytkować w pierwszym rzędzie na rzecz tych cichych, zwyczajnych celników, a nie złotoustych faryzeuszy, okupujących najwyższe miejsca u stołu bogatych wdów i zawsze perorujących na rynkach idei.
Gorący temat: Lustracja w Kościele http://prawica.net/Lustracja_w_Kosciele |
Smutne ale prawdziwe
Przeczytalem artykul o dzialalnosci donosicielskiej ks. Czajkowskiego i wywiad z nim, w ktorym mial dawac odopwiedz na postawione zarzuty. Odpowiedz ta jest calkowicie niewspolmierna do zarzutow, i w rezultacie potwierdza je. Zarzuty te zostaly tez potwierdzone przez niezalezna wypowiedz z IPN. Co wiec pozostaje? Nalezy uznac, ze fakt wieloletniej wspolpracy ks Czjkowskiego z SB jest potwierdzony.
W takiej sytuacji wielorakie aspekty obfitej dzialalnosci publicznej i duszpasterskiej ks. Czajkowskiego musza byc ocenione i z tej perspektywy. W konsekwencji pytania zmierzajce do takich ocen sa ze wszech miar uzasadnione, poniewaz wiarygodnosc osobista jak rowniez wiarygodnosc duszpasterska i publiczna ks. Czajkowskiego sa podwazone w sposob zasadniczy i bezposredni. Co wiecej,nie znaczy to, ze nie byly poza watpliwosciami poprzednio. O tym nizej. A wiec pytania tego rodzaju sa tym bardziej uzasadnione.
Oczywiscie, pytania takie moga byc wypowiadane w rozny sposob i w roznych kontekstach. Te sposoby i konteksty sa jednak w decydujacym stopniu okreslone przez tresci, oceny i sady, ktorymi ks. Czajkowski publicznie szafowal. Sa one rowniez okreslone przez konteksty jego dzialalnosci.
I tu dochodzimy do sprawy publikowania wypowiedzi przez osoby duchowne wyznania rzymsko katolickiego w mediach takich jak Gazeta
Wyborcza. Publikacje te to sprawa bardzo smutna ale jak wiemy wszyscy niestety notorycznie prawdziwa. Osoba taka korzystajaca z tego rodzaju mediow w podstawowy sposob narusza bowiem dobra Wiary,poprzez uwiarygadnianie tresci i postaw rozpowszechnianych przez te media i wymierzonych przeciwko Wierze. Malo tego, to uwiarygodnienie jest oparte na autorytecie Kosciola, ktory ta osoba reprezentuje. Jest wiec taka osoba przyczyna skandalu w sensie katechizmowym.
Niestety, dodatkowa przyczyna skandalu jest regularnosc takich praktyk bez widocznej reakcji zwierzchnosci koscielnej.
Oczywiscie, mamy tu rowniez do czynienia z dzialalnoscia par exellance skandalicznie polityczna. Te wystapienia osob duchownych uwiarygadniaja "moralnie" dzialania polityczne osrodkow sterujacych rzeczonymi mediami. Nie bede tu sie rozwodzil nad antykatolickimi i antypolskimi aspektami tych dzialan.
Czy od tego koktajlu dzialan wieje siarka? Radze czytac katechizmy.
Panie Jacku S.Pawłowski
Ja nie dyskutuje z argumentami obu stron.
Ja stwierdzam tylko jak różnymi językami operują obie strony.
Ksiądz językiem przystępnym i zrozumiałym.
Świecki językiem zamkniętym, obcym, średniowiecznym.
Proszę zgadnąć, który z nich trafia do czytelnika?
Pozdrawiam
Murray
Pytanie porządkowe
Proszę zgadnąć, który z nich trafia do czytelnika?
A proszę podpowiedzieć, kim jest czytelnik?
PT
Czytelnik, dobre pyt.??
Tak, to dobre pytanie.
To ja i pan, i inni prawicowcy ( ci czytają głownie o żydach i agentach ) ale nie tylko .
To 400 tys. czytelników GW + 3X wiecej ich bliskich.
To 5/10 tys. odsłon na PN dziennie, i ileś odsłon ( ile ?? ) na innych portalch na których ten tekst zawisł ( wedle Bartyzela, z obrzydzeniem ), to ileś cytatów w radiu a może i gdzie indziej??
Tak więc czytelników jest wielu.
A ja się pana spytam, ilu przeczytało to do końca i ze zrozumieniem ?
Pozdrawiam
Murray
Czytelnik GW i Czytelnik PN
Czyli ogólnie obowiązującej odpowiedzi nie ma.
Tak więc czytelników jest wielu.
A ja się pana spytam, ilu przeczytało to do końca i ze zrozumieniem ?
Zaryzykuję intuicyjną odpowiedź: na PN (proporcjonalnie) znacznie więcej niż w GW.
Pozdrawiam.
PT
Panie Piotrze
W GW jej nie było.
Bo nie mogło, aż się z obrzydzenia "wstrząchłem", wewnętrznie i zewnętrznie.
Pozdrawiam
Murray
Re: Panie Piotrze
Czyli w liczbach bezwzględnych: na PN więcej niż w GW.
Pozdrawiam.
PT
Panie Piotrze
Logika, fakty, liczby.
Tak.
Pozdrawiam.
Murray
Re: Problem
Czytałem art. o.Ludwika. Czy się z nim zgadzam? Nie do końca.Mam wątpliwości.Tym bardziej, że czas pędzi i niesie nowe informacje. Ale zrozumiałem w czym rzecz oraz jakie są argumenty.
Teraz przeczytałem polemikę prof. Bartyzela.
Co przeczytałem ?
Najpierw pokrętne tłumaczenie dlaczego nie w GW, a gdyby nawet...
Potem, oddanie szacunku polemiście, ale tak aby dać mu do zrozumienia , że go nie ma.
A co potem?
Tekst, pełen odniesień, makaronizmów, łacińskich cytatów, pustosłowia, dywagacji, ucieczek, skrętów i wykretów, porównań i przenośni itd, itp..
Ot arystokrata przemawia do chama i plebsu, a że plebs nie rozumie, to jego wina.
To już nie jest zamknięcie się w twierdzy, to jest wejście na słup sterczący na szczycie stołpu, tego zamku.
Ten cytat najbardziej mi tu pasuje.
Pełno w tym tekście "tej metafizycznej grozy, tego swądu siarki, który czuć naprawdę dopiero wtedy, gdy akt zły moralnie wykluwa się ze spekulacji pysznego, jednostkowego rozumu, będącego ? jak pisał Joseph de Maistre ? ?tępym gburem, którego cała potęga ogranicza się do niszczenia? - a może wyniosłej pogardy dla maluczkich?
Tak, pogardy i pychy.
Szkoda.
Murray
Czy to pierwszy etap analizy, p. Murray (elementy składowe, układ, wzajemne powiązania i funkcje)?
Brakuje mi trochę chłodu.
Czepialstwo p. murray'a
Chcialbym aby p. murray przeczytal felieton jeszcze raz i podal przyklady:
makoranizmow
pustoslowia
ucieczek
skretow i wykretow
ktore, jesli sa, moga byc okreslone negatywnie. Natomias uzywanie lacinskich cytatow, odniesien, porownan i przenosni, jesli dobre i stosownie uzyte, zwykle jest pisania zaleta.
Prosze oto gdyz mam wrazenie, ze p. murray sie tylko czepia, gdyz albo nie lubi piszacego, albo niepodoba mu sie tresc.
Dzięki za znakomity tekst
Świetnie napisane!
oczywiście pochwała nie dotyczy komentarza Murraya
oczywiście pochwała nie dotyczy komentarza Murraya, który zerwał się z okolic antylustracyjnych
Dziwny jest ten świat
Ja przyjmuje do wiadomości , że Hitler był innym Niemcem niż wspominana przez Papieża Eryka ale nawet Papież nazwał po imieniu tak zbrodniarzy jak i ich ofiary . Dlatego zgadzam się z autorem tekstu , że w Polsce , pewne łże elity stawiają sprawy do góry nogami i parszywe "gnidy" TW nakazują bronić a ich ofiary niszczyć . To żywy absurd i bezczelne gwałcenie pojęcia logiki oraz etyki chrześcijańskiej , wypływającej z dekalogu . Nikt nie żąda zemsty i kary straszliwej dla agentów SB i TW ale przynajmniej bezwzględnego odsunięcia takich "gnid" od wpływu na bycie jakimikolwiek autorytetami czy publicznymi kreatorami moralności.
PiS=łze elity?!
"...pewne łże elity..."-
tylko jawi się problem; po której stronie jest Ten (Ci),który te "łże elity" nazwał i wskazał. Dlaczego ci "czyści" maja taki problem z otwarciem akt IPN.Ktoś ich powstrzymuje czy powstrzymują się sami? Ciągle mamy słowa,słowa,słowa a brak czynów.
Typowy dla p. Bartyzela artykuł z tezą
Typowy dla p. Bartyzela artykuł z tezą. Według dzisiejszego Dziennika mieliśmy w Polsce w 1982 roku 6 tys. współpracowników SB w Kościele. Ilu z nich było modernistami? Ech, nie warto tego nawet komentować.
Pan Jacek wysnuwał
Pan Jacek wysnuwał przypuszczenie zależności odwrotnej, modernistyczną agenturalność medialną łącząc z większym prawdopodobieństwem agenturalności esbeckiej.
No właśnie o to mi chodzi.
No właśnie o to mi chodzi. Na te 6 tys. ilu było zwolennikiem komunii na rękę? Promil? Teza, że zwolennicy zmian posoborowych to "grupa ryzyka" w Kościele jest moim zdaniem naciągane ale zrozumiałe w świetle dotychczasowej publicystyki p. Bartyzela.
No właśnie nie o to Panu
No właśnie nie o to Panu chodzi bo odwrócił wynikanie p. Jacka, on je wyprowadza od grupy sprzedawczyków medlalnych na grupę agentów esbeckich, Pan zaś odwrotnie, dla wykazania naciągalności tezy, lecz, wybaczy Pan, fałszując ową tezę.
Re: No właśnie nie o to Panu
P. Gicie, z innej strony - pesymistyczny żołnierz Kontrewolucji p. J.B., wytrzymał czy nie wytrzymał - jak myślisz? Moim zdaniem nie wytrzymał.
Słabe nerwy, czy co?
To samo co wyżej, mógłby z zimną krwią napisać gdy odstawią imbryk z wrzacą wodą. Nie udawaj, że nie widzisz jak się zagotowało po Czajkowskim i Malińskim. Nie udawaj, że czas włączenia imbryka nie miał znaczenia.
Faktem jest iż p. J.B przywraca pamięć i rozpoznaje zło Rewolucji i nikczemności jej sług, "bez czego żadna Kontrewolucja nie będzie kiedykolwiek możliwa" ["Umierać ale powoli" s. 11].
Zresztą zacytował E. Jungera, p. J.B.:
"Z hołotą tego rodzaju rozprawiano się dawniej jak z opryszkami, lecz wzrost jej sił wskazywał na głębokie zmiany w systemie porządku, zdrowia, a nawet bezpieczeństwa narodu. Tu właśnie należało rozpocząć dzieło, dlatego wpierw potrzebni byli ludzie prawa i nowi teologowie, którzy widzą zło wyraźnie - od wierzchołka aż po najdelikatniejsze korzenie; a dopiero później cios konsekrowanym mieczem, który jak błyskawica przenika mroki."
Z jednej strony rozumiem ogrom satysfakcji, z drugiej - ni cha cha.
Karty - gołym okiem widać - znaczone, a Pan J.B. zagrał.
Odwieczny spór: od razu przywalić, czy trochę odczekać?
Żebyś nie miał watpliwości - jestem... sam nie wiem.
Warto komentowac
Jesli teza jest, ze modernizm ksiezy robil ich bardziej podatnymi na wspolprace z SB, to te teze mozna zweryfikowac. Najlepiej, przez ujawnienie listy tych 6 tys.
Pomijajac teze i intencje nojrozniejszych proponentow lustracji, uwazam, ze najwazniejsza jest prawda. Aby do niej dojsc nalezy ujawnic liste tych 6 tys.
A propos "tezy" ...
Ks. kard. Dziwisz, jako pierwszy metropolita diecezji krakowskie mianowal niedawno tzw. swieckich szafarzy najswietszego sakramentu. Jego postawa wobec lustracji duchowienstwa byla szeroko komentowna na PN, nie ma wiec sensu powtarzac.
Zbieg okolicznosci?
Dobrze, że nie zignorował Pan oponenta
A wydawało się, że wystarczy dobrze przygotować transformacje, aby prawda historyczna "pociągnęła" za sobą prawdę objawioną.
I o ile udało się wmówić "narodowi", że to ON jest Demiurgiem Transformacji, o tyle Prawda, jako taka, nie mogła się zmienić, bo JEST NIEZMIENNA.
Potwierdził to, całkiem świeżo i porażająco wyraźnie, BXIV, mówiąc, że Prawda jest niezależna od kontekstu historycznego.
Pragnienie sprawiedliwości tu, na Ziemi, wsparte niecierpliwością, zabija pokorę, tępi ostrość widzenia i prowadzi na piaski.
A my, z uporem, budujmy na skale...
...............
Bardzo jasny wywód , Panie Jacku.
Zdmuchnął Pan nieco tego piachu...
Wspaniały artykuł
dziękuję Autorowi. Precyzja myśli, język - wszystko świetne. I smutne, smutne wnioski.
Bartyzel ----Dlaczego ??
Proszę mi powiedzieć- napisać, szanowni prawicowcy, dlaczego jest tak mało komentarzy pod polemiką prof. Bartyzela??
Mało co i kto zrozumiał te wyniosłe wersety?
A może to jakiś spisek?
Pozdrawiam
Murray
Pan Bartyzel zawsze pisze to
Pan Bartyzel zawsze pisze to samo. Raz się przeczyta i starczy.
Lesław w spisku ??
Pan , panie Lesławie jest składnikiem spisku.
Wiedzą to wszyscy na PN.
Prosze się nie wtrącać, pańskie palce sa naznaczone stygmatem GW.
Aż mną wstrząsnęło, jak to napisłem, a potem przeczytałem.
Czy ktoś jeszcze , czytał polemikę p. Bartyzela oprócz czytelników GW ?
Nie widzę, nie słyszę ? ( nie liczę tych, którzy napisali, że są zachwyceni, nie zdołali niestety napisać czym ? )
Pozdrawiam
Murray
Re: Lesław w spisku ??
Wiedzą to wszyscy na PN.
Prosze się nie wtrącać, pańskie palce sa naznaczone stygmatem GW.
Aż mną wstrząsnęło, jak to napisłem, a potem przeczytałem.
Czy ktoś jeszcze , czytał polemikę p. Bartyzela oprócz czytelników GW ?
Nie widzę, nie słyszę ? ( nie liczę tych, którzy napisali, że są zachwyceni, nie zdołali niestety napisać czym ? )
Pozdrawiam
Murray
Doczekamy się w końcu rzetelnej analizy na poziomie składniowym, Murray?
Od dawna sie zastanawiam,dlaczego??
Ci kaplani ,ktorzy zostali nimi z prawdziwego powolania,nie awansuja prawie wcale w hierarchii koscielnej.Czytalam biografie sw.J.Bosco to wiem ,ze nie tylko nie cieszyl sie szacunkiem swoich przolozonych ,ale wrecz Jego poswiecenie i wysilek poniesiony w celu wychowania trudnej,i patologicznej mlodziezy byl nie tylko niedoceniany, a czasami stawal sie powodem smiechu wsrod Jego przelozonych.Nigdy ,dlatego ,ze kase przeznaczal na potrzeby swoich wychowankow,awansu sie nie doczekal. Dzisiejsi ksieza salezjanscy,zajmuja sie mlodzieza tak jak ich Patron,z ta roznica ,ze ta mlodziez jest wartosciowa i nie sprawia trudnosci wychowawczych.To sama przyjemnosc a nie mordega jaka przezyl ks.Bosco.To wszystko sprawilo ,ze ja zdaje sobie sprawe ,ze prawdziwe koscielne brylanty nigdy nie awansuja,tu na Ziemi.Bo nasladowac Chrystusa ,to trzeba wziac krzyz,a dla mnie ten werset oznacza -czyn dobre uczynki, a to juz wymaga wyrzeczen.Czynienie zla nie wymaga zadnego wysilku.Malo obecnych dostojnikow koscielnych podaza ta droga prowadzaca do zbawienia.Zyja dniem dzisiejszym i stad sa takie wypaczenia wiary do jakiej sie dopuszczaja ,pazarnenosc na dobra doczesne i blokowanie prawdy.
Dobre pytania
Dobre pytania. Jak juz Dante pokazal wielu wielkich kosciola znalazla sie w piekle. I bardzo zasluzenie. Co bylo prawda wtedy jest prawda teraz. Moze czas na kolejna reformacje aby tym kosciolem potrzasnac albo raczej kontrareformacje, gdyz ta doczesnosc elit kosciola, ich liberalizm i libertynizm w duzej mierze ma elementy liberalnego protestantyzmu. Za jednym wyjatkiem, ze protestanci maja duzo mnie hipokryzji - nie chowaja sie za autorytetem kosciola.
Smutne ale prawdziwe, ciąg dalszy
Co do działalności osób duchownych w rzeczonych mediach przytaczam przykład z niedawnej przeszłości:
--------
Salon polityczny Trójki
ks. prof. Michał Czajkowski - gość Jolanty Pieńkowskiej
Jolanta Pieńkowska : Wczoraj biskupi z zespołu do spraw duszpasterskiej troski o Radio Maryja napisali w specjalnym oświadczeniu, że wyrażają uznanie dla ewangelizacyjnej roli radia i są głęboko zaniepokojeni nasilającą się kampania przeciw osobom i instytucjom kościelnym prowadzona przez określone media. Jak ksiądz profesor odebrał to oświadczenie ?
Ksiądz profesor Michał Czajkowski : Biskupi dodają, że chodzi przede wszystkim o katechezę, szkołę modlitwy i formacji liturgicznej. I to prawda. Tylko proszę pamiętać o starym przysłowiu, że łyżka dziegciu niszczy całą beczkę miodu. I jestem przekonany, że właśnie te akcenty agresywne, partyjne , polityczne, to pomawianie ludzi, te akcenty ksenofobiczne , antysemickie w jakiś sposób przekreślają wartość tych audycji ewangelizacyjnych. Bo jeśli po słowach nienawiści zaczyna się od razu Różaniec , to jest dla mnie profanacja modlitwy, profanacja imienia Matki Najświętszej. Także jest to oświadczenie, które słusznie podkreśla jedną stronę działalności Radia Maryja, ale nie zajmuje się tym, co jest istotne w działalności tego radia. Niestety właśnie ta demoralizacja milionów naszych wiernych, których wpędza się w jakieś lęki , zagrożenia nieustanne, niechęć do innych. A czasem padają tam słowa nienawiści.
---------
Czy ta wypowiedz ks. prof. Czajkowskiego nie jest publiczną nagonką, niszczeniem ojców Redemptorystów z Radia Maryja przy pomocy steku epitetów ? To jest oczywiście pytanie retoryczne. A przecież to tylko jeden przykład. I kto przeciwko takim wystąpieniom protestował? To jest następne pytanie retoryczne. I niestety nie można sie oprzeć wrażeniu, że fragment z łyżką dziegciu z perspektywy dnia dzisiejszego nabiera ponurej ironii, zwłaszcza okraszony zarzutem ?demoralizacji milionów naszych wiernych, których wpędza się w jakieś lęki , zagrożenia nieustanne, niechęć do innych?.
To nie jest pytanie retoryczne!
To celowe niszczenie wiarygodnosci maryjnych mediow.Podle rowniez.Ja sadze ,ze to zawisc o duza popularnosc tej rozglosni jest powodem nagonki niektorych zawistnikow w sutannach.Ja jestem sluchaczem tych mediow i sluchanie audycji w tym radiu ,ma pozytywny wplyw w zwalczaniu wad mojego charakteru.Wrecz tlumi negatywne uczucia takie jak nienawisc czy zawisc.Prawda ujawniana w tych mediach jest czasami dla niektorych bolesna.To dobrze.
Re: To nie jest pytanie retoryczne!
Coś mi się widzi Panie ulcik, że nie do końca zwalczyłeś wchodząc do gry, mimo że nie powinieneś (ks. Isakowicz).
Ale nie dziwię się temu gdy wielcy gniewem zawrzeli taki np.: Paweł Milcarek wraz z E. Czaczkowską ślą listy, Pan Jacek Bartyzel też się nie znalazł w czasie i miejscu, jakiś Piotr Semka, Terlikowski i wszelkie inne gromady.
Tutaj, prawica.net, nie jest odosobniona w jazgocie, no, może poza p. Sławkiem.
Ja życzyłby,m sobie...
... żeby lustrację przeprowadzić wśród duchownych i środowisk katolickich, którzy tak chętnie współpracują z ateistami... Ale to jest tylko moje zdanie. może dowiedzielibyśmy sie ciekawych rzeczy.
Re: Ja życzyłby,m sobie...
A wśród takich duchownych i śrdodowisk katolickich, które nie współpracują chętnie z ateistami też?
pozdrawiam
TBM
Podejrzewam, że Pan GrzegorzP niezbyt wyraźnie stwierdził...
Że wreszcie byłoby dla Niego jasne dlaczego Ci duchowni i środowiska tak chętnie i bez "przymusu" współpracowali z ateistami i dlaczego mieli takie liberalne poglądy na temat wiary i pewnych doktryn.
Na pięciu ujawnionych
Na pięciu ujawnionych agentów w Kościele (o. Hejmo, o. Drozdek, ks. Czajkowski, ks. Maliński i ks. Bielański) tylko jeden ma liberalne poglady. Dwóch ojców zakonników to współpracownicy Radia Maryja. Żadnych wniosków z tego nie wyciągam.
Re: Na pięciu ujawnionych
Woła, ale nie widzi
Pan Bartyzel woła o prawdę, ale nie chce jej zobaczyć. Pisze, że ksiądz Czajkkowski "kierował się pełnym pychy osobistej przekonaniem, że w ?wolnym osądzie? swojego indywidualnego rozumu znalazł trafniejszą od autoryzowanej papieską nieomylnością Tradycji katolickiej odpowiedź na pytanie o to, co jest prawdziwą i szczerą wiarą, jak winien być urządzony Kościół (i świat społeczny również)".
Przecież idee głoszone przez księdza Czajkowskiego i papieża Jana Pawła II są identyczne! Pojednanie z innymi religiami czego przyładem jest Asyż. Pochwała demokracji wyrażana w przy różnych okazjach. Socjalistyczne podejście do problemów społecznych, czego przykładem jest choćby stwierdzenie bodajże wygłoszone w Sosnowcu podczas pielgrzymki w 1991 "płaca powinna zależeć od wkładu pracy, nie od jej efektu". Katolicyzm po prostu głosi to, co w danej chwili jest społecznie nosne i co wydaje mu się korzystne. Papież ze swoją "nieomylnością w sprawach wiary i moralności" nie jest tu żadnym wyjątkiem. Taka jest prawda.
Co do ujawnienia agentury wśród duchownych, to księża Czajkowski i Maliński figurowali na listach juz od ponad roku. Mozna to sprawdzić http://www.abcnet.com.pl/pl/artykul.php?art_id=224.... Nie wywołało to zadnej reakcji. Podejrzewam, że o osobch, które chciał ujawnic ksiądz Zaleski też każdy, kto chciał juz dawno się dowiedział. Na ujawnienie agentów wśród księży czasu było aż nadto. Conajmniej 16 lat. Ukrywanie prawdy to nie zaniedbanie czy słabość, tylko świadoma polityka prowadzona przez papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI, której celów można się tylko domyslać. Pan Bartyzel dotknął poważnego problemu moralnego i ma na jego temat inne zdanie niż Magisterium Kościoła, który uznaje za swój. Ma tylko dwie mozliwości
Może uznać, że kierował nim "pełen pychy rozum", odwołać wszystko i zamilknąć.
Może odrzucić katolicyzm w całośći.
Jak Bóg będziecie znali dobro i zło.
Panowie, może będziecie znali prawdę, ale ta prawda was nie wyzwoli. Już widać kamienie w waszych rękach.
Skąd ta pewność?
Niełatwo jest nie sądzić, czego Pana post jest najlepszym dowodem. Mówi Pan "Nie sądźcie" i zaraz sam sądzi. Wyrokuje z wielką pewnością, że "prawda was nie wyzwoli. Już widać kamienie w w waszych rekach".A skąd Pan to wie? Zdumiewająca swoją drogą sprawa z tą agenturą. Ani jeden z tych podobno "dyszących nienawiścią" lustratorów nie chce byłych agentów karać. Chodzi tylko o to, żeby było wiadomo, kto był kim w tamtych latach, a jest to ważne, choćby dlatego, że najpewniej taki sam jest teraz. I nie można tego osiągnąć.
A co do egzegezy Mt 7; 1-5, zwracam uwagę na wiersz ostatni. Jeśli ktoś nie ma belki we wlasnym oku, to może wyjąć drzazgę z cudzego oka. Może nawet powinien? Może akurat z takim przypadkiem mamy tu do czynienia? Skąd wiadomo, że każdy zwolennik ujawnienia agentów, to obłudnik?
Warto też przeczytać w tym samym rozdziale Ewangelii Mateusza takie słowa "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz sa drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po owocach" (Mt7; 15 -16). Jest to nakaz Jezusa.
Kilkanaście lat przemilczania problemu, wykręty gdy wyszedł on na światło dzienne. Czy to naprawdę dobre owoce?
Nie pamiętam gdzie przeczytałem poniższą myśl.
"Dodajmy jeszcze dla porządku, że nie sądźmy znaczy nie tylko: nie wolno nam potępiać, ale również: nie wolno nam usprawiedliwiać. Sąd naprawdę zostawmy Panu Bogu."
Wiec co nam wolno?
Wiec co nam wolno? Czekac na znak z nieba czy z kurii czy od samego K. Dziwisza?
Przecież to jasne!
Wolno nam nie usprawiedliwiać.
?Wołanie o prawdę"
Łężany,10.VI.2006r.
Szanowny Panie,
Wraz z ostatnim numerem Najwyższego Czasu dotarło do mnie Pańskie ?Wołanie o prawdę?. Na tak rozpaczliwe wołanie pozostaje tylko odpowiedzieć. Tak mozolnie porusza się Pan po jakże skomplikowanym labiryncie polityki kościoła katolickiego! I tak bardzo chce Pan wierzyć, że w tym gąszczu jeszcze gdzieś ukryta jest PRAWDA?! Wnioskuję również, że ufa Pan w ?jedynozbawczą moc? tego tzw. kościoła. Proszę powiedzieć, kogo on zbawi; tych co za Piusami pójdą, czy może tych, co za Janem XXIII, a może za Życińskim? Czy w swym skomplikowanym, filozoficznym wręcz wywodzie, nie dostrzega Pan niczego niewłaściwego? Nauka Chrystusa jest tak prosta ? zrozumieli ją prości ludzie i rozumieją do dziś ? jeśli tylko otworzą na nią swe serca.
?Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie.?
Jan 14,6
?I wszystko poddał pod nogi jego, a jego samego (Chrystusa) ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła?
Efez. 1,22
?Głosimy to nie w uczonych słowach ludzkiej mądrości, lecz w słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę. Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać?
Kor. 2,13-14
Podziwiam Pańskie wysiłki poszukiwania prawdy, lecz wiem, że tam gdzie jej Pan poszukuje, nie znajdzie jej Pan. Tam jej po prostu nie ma. Piszę to z taką pewnością, gdyż sama ? wiele lat temu, w czasach studenckich, będąc w Krakowie brnęłam przez labirynt, poruszałam się w straszliwych ciemnościach,ogłupiona filozofią, ?wyniosłością mowy i mądrości?Kor.2,1. Żarliwie wołałam wtedy i prosiłam o Prawdę. Nie znalazłam oparcia u kościelnych hierarchów. Dopiero odrzucenie wszystkich kłamstw i wymysłów ludzkich, jakimi karmi nas od wieków katolicyzm, pozwoliło mi otworzyć serce na prostą ewangelię Jezusa Chrystusa:
?Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;
Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.?
Ef.2,8-9
Jeżeli szczerze szuka Pan Prawdy - oto ona.
Obserwuję teraz z boku zmagania ludzi walczących o władzę, wpływy, pieniądze, rząd dusz? Nieodparcie nasuwa mi się tu pewne skojarzenie. Stalinizm, komunizm, metody zniewalania ludzkich umysłów. I pośród tego morza zła, kłamstwa, fałszu, zdrady ? ludzie podejmujący próby znalezienia się w organizacji, poszukiwania prawdy, oddzielenia tych, co zbłądzili od przestępców, złoczyńców, katów. Jednak człowiek może zrobić wszystko z drugim człowiekiem. System ? z gruntu zły, oparty na kłamstwie, wciąga jak bagno i nie pozostawia ludzi czystymi. W takiej sytuacji ludzie przeżywający rozterki duchowe, ludzie, którym rzeczywiście zależało na prawdzie, na wskazaniu tych, którzy maja rację utożsamiali się w końcu z systemem, bo on zniewala umysły i łamie ludzi, podporządkowuje ich sobie i swoim celom. Tak złamano Tadeusza Borowskiego i tak system i jego metoda złamał ks. Isakowicza-Zaleskiego Są więc dwie drogi: albo poddać się Metodzie, albo ? będąc wolnym człowiekiem ? wyjść i powrócić do Źródła. Nie należę już do kościoła uzurpującego sobie prawo do manipulowania ludźmi i perfidnie zmieniającego ewangelię Chrystusową. Walki w łonie katolicyzmu, który mieni się być kościołem, nie dotyczą mnie i nie mnie je oceniać.
Tego pokoju Ducha i pewności zbawienia i Panu z całego serca życzę.
Renata Kłosowicz
www.corleone0@autograf.pl
Ciekawe co to za "Źródło"
Ciekawe co to za "Źródło" do którego Pani wraca? Tak z ciekawości pytam, protestantyzm czy jakaś sekta?
Re: Ciekawe co to za "Źródło"
pozdrawiam
TBM
ciekawe co to...
Z mojego tekstu jasno wynika, że jestem przeciwna ORGANIZACJI,skąd więc ten pomysł o ŚWIADKACH JEHOWY? Chyba znów zadziałał polski stereotyp: "INNY" ,to pewnie JEHOWA,albo sssekta, bo jakże to mieć w Polsce poglądy prawicowe i nie być katolikiem....
Co do Źródła - też oczywiste - NAUCZANIE JEZUSA CHRYSTUSA zawarte w Piśmie Świętym.
Czyli jednak protestantka.
Czyli jednak protestantka. Ja nie mam nic naprzeciw, witam Siostrę Odłączoną na forum :)
O organizację proszę się lękać. "Ty jesteś Piotr, Opoka, i na tej Opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą."
co to za Zródło...
widzę ,że zupełnie nie pojął pan intencji mojego tekstu- nie z lęku o losy jakiejkiejkolwiek organizacji go pisałam.
Odniosłem się do
Odniosłem się do tego:
Nie wiem jak to oceniać inaczej niż krytykę Kościoła katolickiego. Jeżeli Kościół zniósł prostytutki na ucztach Aleksandra VI, zniesie też paru kapusiów w kurii.
No chyba, że nie zrozumiałem Pani wypowiedzi.
odniosłem się
panta rhei .Tak trzymać panie Lesławie...
Aby z Boga była owa przeogromna moc
"Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas." (2 Kor 4, 7)
Tak właśnie będę trzymał.
Co warte jest nauczanie
Co warte jest nauczanie Chrystusa oderwane od Ciała prawdziwego Kościoła. To jakby zachwalać owoc, który podkradamy, albo który z drzewa rosnącego za ogrodzeniem przypadkiem wpadł do naszego ogródka. Skoro sami gardzimy uprawą, to czy delektując się tym, co tak długo pielęgnowano za nas - wypada nam kwestionować trud ogrodnika?
Co warte jest...
Figura stylistyczna godna Homera. Ot co.
A coż to jest? prawda!
moze lepiej wołac o więcej szmalu - jak górnicy?
TW Mieczysław
http://tinyurl.com/qloqx
Ciekawy jestem, czy pan Kowalski próbując rozłamać LPR robił to jako BYŁY agent, czy może jako AKTUALNY?