Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
Burza w szklance (antyfaszystowskiej) wody
Autor: Jacek Bartyzel, czw, 24/08/2006 - 21:37
Urozmaicająca kanikułę ?afera Grassa?, choć na krótko tak wielu ekscytująca, roztapia się równie szybko jak kostki lodu w soft drinku serwowanym w kurorcie z all inclusive. Wygląda na to, że wojenny epizod młodego Günterka w Waffen SS zdoła na dłużej przykuć uwagę już tylko wyspecjalizowanych tropicieli nazistów z Centrum Szymona Wiesenthala ? a ci, jak wiadomo, potrafią ?uprzyjemnić? życie każdemu, którego wywęszą. Jak zwykle, najbardziej komiczną rolę w tym przedstawieniu odegrał nasz przesławny Noblista, b. prezydent Lech Wałęsa, który najpierw dostrzegł w dzieleniu honorowego obywatelstwa miasta Gdańska z żołnierzykiem Dola [1] plamę nie do zniesienia na swojej politycznej cnocie, ale minęło ledwie kilkadziesiąt godzin, a już uznał, że to utracone dziewictwo da się jakoś zacerować, nawet mimo honorowego spółkowania. Od razu widać, że światli ludzie szybko mu wyperswadowali niestosowność boczenia się na autorytet moralny i wytykania ?grzechów młodości?. No bo w końcu, któż jest bez winy?, a poza tym, jak by ten świat wyglądał, gdyby nawet pośród autorytetów moralnych zanikła już solidarność? Mną osobiście sprawa wojennej przeszłości Grassa nie ?wstrząsnęła?, jako że persona ta budziła zawsze moją niechęć, a to z racji całej jej publicznej działalności. W jakiej by sprawie Grass nie zabierał głosu ? a otworu gębowego, jak to lewicowy intelektualista, nie zamykał prawie nigdy ? zawsze był po stronie przeciwnej do moich zapatrywań: za kontestacją `68 roku przeciwko ?autorytarnej demokracji? Adenauera; za komunistycznym Vietkongiem przeciwko Amerykanom; za nikaraguańskimi sandinistami przeciwko contras, itd. itd. W gruncie rzeczy to typowy egzemplarz spod matrycy produkującej bez wytchnienia od epoki oświecenia ciągle to samo intelektualne barachło, u którego nieznośne są nie tylko poglądy, ale również styl ich wyrażania: wrzaskliwy, histeryczny, przesycony tandetnym patosem zaangażowania i osobliwego ? bo idącego w parze z ametafizycznym relatywizmem ? absolutyzmu ?moralnego?. Jedyne, czym Grass się wyróżnia w tym stadzie dodatnio, to talent literacki; pisarzem jest naprawdę niezłym, przynajmniej Blaszany bębenek to niewątpliwe arcydzieło, chociaż oczywiście takiemu Ernestowi Jüngerowi do pięt jego autor nie dorasta. Naprawdę na tle całokształtu publicznego zaangażowania Grassa ?dojrzałego?, ujawniony teraz fakt jego wojennej służby wydaje mi się okolicznością znacznie mniej obciążającą, nawet jeśli jego służba była ochotnicza. Mieć pretensję do nastolatka, że chce przeżyć wojenną przygodę, znaczy nie rozumieć w ogóle natury ludzkiej, wymagać zaś od niego ? wówczas ? wiedzy o skali zbrodni hitlerowskich, to już zupełna aberracja. Powiadają nam wszakże, że Waffen SS, gdzie Grass służył, została uznana za formację zbrodniczą. Nie neguję udokumentowanych faktów popełnienia zbrodni przez ten lub inny oddział, lecz podejrzliwie patrzę na tego rodzaju generalizujące określenia, i to aż z dwóch powodów: primo, że mają one typowy dla mentalności demokratycznej charakter ideologiczny, secundo, że o ich prawomocnym usankcjonowaniu zdecydowali zwycięscy wrogowie. Ja jednak pamiętam również, że w międzynarodowych oddziałach tej formacji zbrojnej (nie identycznej przecież z SS w ścisłym sensie ? hitlerowskich ?sztafet ochronnych?) służyły tysiące młodych ludzi z prawie wszystkich narodów Europy, którzy wcale nie byli nazistami, lecz chcieli ocalić kontynent przed bolszewizmem. Owszem, walczyli też po ?niewłaściwej stronie? (ale ?właściwej strony? tout court wówczas nie było), lecz idea, która ich ożywiała, była mniej więcej taka sama, jak tych rycerzy europejskich w XV wieku, którzy pod Grunwaldem walczyli po stronie Zakonu Krzyżackiego; oni też wierzyli, że to Zakon broni Christianitas. Instynktownie rozumiał to ?niedouczony? (w oczach takich jak Grass) i ?kiepski aktor? Ronald Reagan, który 20 lat temu, nie przejmując się lewackimi wrzaskami, złożył wraz z kanclerzem Kohlem hołd poległym w czasie wojny żołnierzom właśnie Waffen SS, na cmentarzu w Buisburgu. Kto nie pojmuje tej złożoności spraw z okresu II wojny światowej, ten skazany jest na kultywowanie ?braterstwa broni? z ?wyzwolicielską? Armią Czerwoną, w jej ?borbie? z ?germańskim faszyzmem?. Dokładnie tak, jak w scenariuszu Krzyżaków towarzysza pułkownika Forda, gdzie przed bitwą pod Grunwaldem odbywa się narada miłujących pokój wojsk Układu Warszawskiego, dowodzonych przez marszałka Żukowa, przebranego za króla Jagiełłę, a główna rola w teatrze bitewnym przypada ?pułkom smoleńskim?. Z powodów podanych wyżej, wolałbym, żeby go tak nie fetowano, ale skoro już się to stało, to dziś wszczynać o to awanturę nie ma najmniejszego sensu. Ostatecznie, jest Gdańszczaninem, kochającym niewątpliwie to miasto, a Gdańsk w jego twórczości pełni rolę genius loci tak wyrazistą i mocną, jak na przykład Dublin w twórczości Joyce?a czy Warszawa w dziełach Prusa. Chociaż zatem burza wokół Grassa była błaha i niegodna uwagi dla niej samej, nie znaczy to, że nie była pouczająca. Przeciwnie, była, i to bardzo. Unaoczniła ona bowiem w jakim chocholim tańcu pląsa ciągle i beznadziejnie nasza rodzima stupid right, i jak tę jej głupotę łatwo potrafi neutralizować szczwana lewica. Scenariusz jest tu zawsze taki sam: najpierw jakiś ?chytreńki? (w swoim mniemaniu) głupek prawicy wywęszy jakiś wstydliwy ? dla reputacji lewicowego autorytetu ? epizodzik z przeszłości, a potem podlewa go plebejskim sosem plemiennego atawizmu. I właśnie wtedy, kiedy już zdaje mu się, że znokautował wroga, ten, zaledwie na moment się zachwiawszy, najspokojniej w świecie strząsa go jak dokuczliwą, lecz niegroźną muchę. Zawsze niezawodną packą na tę muchę okazuje się wymyślona już w epoce tworzenia Frontów Ludowych z lat 30. ubiegłego wieku, zwycięsko przetestowana w ?koalicji antyhitlerowskiej? oraz wciąż obowiązująca retoryka i semantyka antyfaszyzmu, z dychotomicznym podziałem na ?reakcyjne? dyktatury i ?postępowe? demokracje (dla jednych ? liberalne i mieszczańskie, dla drugich ludowe, ale przecież właśnie w świetle tej uprzedniej dychotomii okazuje się, że ta różnica jest detaliczna). Ta maszynka od lat działa bezbłędnie, wręcz automatycznie; prawicowy głupek triumfalnie wrzeszczy: ?Grass był w Waffen SS?, a rzecznik światłości ledwie od niechcenia miażdży go pogardliwym wzruszeniem ramion: ?no to co z tego; przecież później odkupił młodzieńczą winę całym swoim życiem antyfaszysty i demokraty, walczącego z wszystkimi dyktaturami?. A wówczas prawicowy głupek zapomina języka w gębie i zastyga z ustami otwartymi ze zdumienia, że znów się nie udało. Stoi tak, nic nie rozumiejąc, i stać będzie. Obawiam się, że do końca świata.
[1] Wyjaśnienie dla młodzieży: ?Dolo? to ksywka tow. Adolfa Hitlera w słowniku niezapomnianej pamięci Janusza Szpotańskiego, ?Szpotem? przez przyjaciół zwanego. |
z VD do SS... na marginesie GraSS afery
Przepraszam. Właściwie mógłbym zgodzić się z Pana tezami gdyby jednak nie kilka znaczących powątpiewań...
Otóż metoda tłumacząca wstępujących do WSS z chęci stawienia oporu bolszewizmowi może posłużyć jako argument za rozgrzeszaniem członków takich organizacji jak PZPR czy nawet UB, którzy chcięli ,,dobrze". Wybierali ,,mniejsze zło". Hm, co najmniej dziwne podejście... chyba jednak dalekie od konserwatyzmu.
Mnie jednak zaniepokoiła inna kwestia dotycząca całej ,,afery" Grassa. Starszy człowiek z Gdańska powiedział przed ,,massmedialnymi" kamerami mniej wiecej tak: mój ojciec też przymusowo służył w SS, bo miał do wyboru rodzinę albo obóz koncentracyjny.
Dla mnie, osoby z Wielkopolski, traktowanej podobnie jak Gdańsk jako część niemieckiej rzeszy, oznacza to po prostu wcześniejsze podpisanie listy VD, a więc uznanie siebie za Niemca. Jednak, przynajmniej w moich rodzinnych stronach - zachodnich kresach, kilkadziesiąt procent ludzi takich oświadczeń nie podpisywało. Z Pana artykułu mógłbym złośliwie wywnioskować, że byli zbyt mało konserwatywni (sic!). Płacili słono. W rzeczywistości jednak chodzi o to, że taki massmedialny ,,news" przechodzi jako argument za czymś... pozytywny argument. Hm.
SS
A ja z Pana tezami zgadzam się całkowicie, wywlekanie tych spraw jest śmieszne. A jaki to by był patriota z Grassa gdyby nie wstąpił do armii? Od kiedy to podczas wojny można wybierać sobie jednostkę? A zresztą jakie to ma znaczenie w jakiej jednostce będę bronić ojczyznę? Grass gdyby uchylał się od wojska, wtedy byłby godny potępienia!
Wiki - SS i Wehrmacht...
...to zasadniczo dwie rozne formacje, o czym Pan powinien wiedziec.
SS i Waffen-SS to byla elita hitlerowskiego systemu. To nie byl pobor do wojska, lecz sluzba ochotnicza, dostapienie ktorej towarzyszylo sprawdzone odpowiednie pochodzenie rasowe.
Do Wehrmachtu, jak do kazdego innego wojska, brano z "poboru".
Zolnierze Wehrmacht-u byli zupelnie inaczej traktowani w niewoli alianckiej, niz ci z Waffen-SS.
P.S. Czy Pan, jako entuzjasta PW, mieszka w Polsce?
Re Alvis
Szanowny Panie!
Oczywiście, że wiem o tych różnicach.
Tylko, że pod koniec wojny do SS szli ludzie i z poboru.
Odnośnie pochodzenia rasowego - w jednostkach SS byli też:
Rosjanie, Azerowie, i inne narodowości.
Zaspokoję Pana ciekawość, mieszkam w Polsce w województwie Warmińsko - Mazurskim. Pisałem to w poście który Pan czytał,czyżby nie?
Pozdrawiam.
Re Alvis
Szanowny Panie!
Oczywiście, że wiem o tych różnicach.
Tylko, że pod koniec wojny do SS szli ludzie i z poboru.
Odnośnie pochodzenia rasowego - w jednostkach SS byli też:
Rosjanie, Azerowie, i inne narodowości.
Zaspokoję Pana ciekawość, mieszkam w Polsce w województwie Warmińsko - Mazurskim. Pisałem to w poście który Pan czytał,czyżby nie?
Pozdrawiam.
Grass i Waffen-SS
Pod koniec wojny rygory byly inne, ale biorac pod uwage wiek Grassa-juniora, to mozna przyjac, ze "tatus" nie byl wcielony przymusowo.
Poza tym do Waffen-SS tez nie wcielano przymusowo nawet Azerow czy Ukraincow, nie mowiac o Flamandach czy Francuzach.
Re Alvis 2
Przy załamującym się froncie, szybkim marszu Cz.A. Niemcy brali w "kamasze" kilkunastoletnich chłopców, dziadków i nie mieli czasu na wybieranie jednostek dla rekrutów.
Druga sprawa, jest obywatelem kraju który przegrywa wojnę i jako młody chłopak nie chce walczyć, ratować ojczyzny?
Myślę, że Pan też nie zostawił by ojczyzny w potrzebie.
Gdybym żył wtedy i miał karabin
Tłumaczyłbym każdemu napotkanemu niemieckiemu żołnierzowi, że lepiej by zrobił, gdyby zostawił ojczyznę w potrzebie.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Przeciw Niemcom, za Polską
Dobrze powiedziane.
Też dobrze powiedziane
Szósty prezydent Republiki Federalnej Niemiec, Richard von Weizsäcker, powiedział, że kapitulacja Niemiec w 1945 roku nie była klęską, ale wyzwoleniem od nazizmu. To wymagało kolosalnej odwagi.
Kolosolna głupota.
Jaka odwaga?
Kto protestował?
Kilku osiemdziesięciolatków?
Poza tym, prezydentura w Niemczech to już polityczna emerytura.
O czyją głupotę pan się tak troszczy?
Kiedy von Weizsäcker wypowiadał swoją kwiestię, nie mógł mieć pewności, z jaką reakcją ona się spotka. Zawsze najłatwiej być strasznie mądrym post factum.
Re Equatore, Prawicowiec
Ależ Panowie! To jawna zdrada ojczyzny, za to się idzie pod sąd wojenny i pod ścianę.
Osąd jakiegoś ustroju przez państwa zwycięskie nie wiele jest wart, dla Niemców był to ustrój dobry.
Zlikwidował bezrobocie i pozwalał Niemcom marzyć o 1000 letniej Rzeszy.
Pan daruje Panie Prawicowcu, ale zaczynam wątpić w Pana prawicowość!
Jak u nas toczy się dyskusja o przywróceniu KS to w państwach poprawnych politycznie jest wrzask, Kaczyńscy do władzy, tak samo, a homosie. Może nie do końca jest to porównanie właściwe, ale z wrażenia nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Dla Niemców był to ustrój dobry?
Post usunięty

Post usunięty
za ataki personalne (p. 4)
Proszę powiedzieć to samo, ale innymi słowami.
Dla Polaków był to ustrój zły.
Dla Niemców, jak się okazało po efektach - też. Rezultatem była przegrana wojna, poważne straty w ludziach, ruina kraju, utrata części terytorium. Gdyby przy okazji nie zdewastowali połowy Europy, zwłaszcza Polski, powiedziałbym, że zbyt surowa. Ale w świetle tego w jakim stanie zostawili okupowane przez siebie terytoria na wschodzie, można powiedzieć, że Niemcy wykpili się tanim kosztem.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Trudno wykorzenić mity
Twierdzenie pana wiki3 jest tyle samo warte, co bajka o tym, że "za czasów Mao to przyjmniej każdy Chińczyk mógłbyć pewny swojej miski ryżu". Po latach okazało się, że niektóre prowincje były regularne nawiedzane przez klęski głodu. To samo tyczy postulowanej punktualności włoskiej kolei za rządów Mussoliniego. Nic podobnego nigdy nie miało miejsca - to tylko czcza propaganda. Ogół niemieckich obywateli był konsekwentnie oszukiwany przez nazistów. Np. w połowie lat 30. umożliwiono tani kredyt na zakup samochodów. Wszystkie samochody zostały skonfiskowane na samym początku wojny, ale "właściciele" byli dalej zobowiązani spłacać kredyty. Po zwycięstwie nad Francją jakiś czas wszędzie w Niemczech można było kupować po niskich cenach koniaki i szampany. Pod wpływem tych ostatnich niejedna Gretchen została zdeflorowana w perlistym nastroju. Stąd też najpewniej pochodzą te miłe wspomnienia niektórych naocznych świadków tamtych czasów
Nie wykorzenione mity
Propaganda w PRL była tak sterowana, że wszystko co dobre to ze wschodu, a co złe to zachód. Po 1989r. w podręcznikach nic się nie zmieniło, inercja tego molocha jest ogromna. A może warto wreszcie spojrzeć obiektywnie i już bez emocji poza siebie?
"Trudno wykorzenic mity"
Zgadzam sie z Panem, tylko rzecz w tym co kto przyjmuje za mit.
Niedostatek zywnosci w hitlerowskiej Rzeszy - bo rzeczywiscie byl system "kartkowy" - lagodzilo Niemcom poczucie ich wyzszosci rasowej, potegi militarnej i stalej ekspansji terytorialnej, co niewatpliwie przynosilo okresowo poprawe zaopatrzenia. Zyli dosc skromnie ale bez bezrobocia i hiper-inflacji, ktora pamietali z czasow Republiki. "Wszystkie samochody zostały skonfiskowane na samym początku wojny, ale "właściciele" byli dalej zobowiązani spłacać kredyty." - Na poczatku, ktorej wojny i czy wszystkie??
Polskie prawo tez przewidywalo zajecie prywatnych srodkow transportu w razie mobilizacji.
Dalej pisze Pan: "To samo tyczy postulowanej punktualności włoskiej kolei za rządów Mussoliniego. Nic podobnego nigdy nie miało miejsca - to tylko czcza propaganda." - Znowu "strzela Pan bez prochu".
Akurat wiem cos na ten temat od Wlochow z tamtego pokolenia. Wiele mozna zarzucic propagandzie Mussoliniego, ale porzadek w kraju zrobil.
O czym my tu rozmawiamy?
I ci "Włosi z tamtego pokolenia" skutecznie przekonali pana, że ten "porządek" wynikał z ogólnej praworządności przestrzeganej przez niezawisłe sądy, policję i aparat bezpieczeństwa w szczególności?
I po co cały ten pański patos?
"Tak często słyszymy zdanie: Piękną i zaszczytną rzeczą jest umrzeć za Ojczyznę. Jednakże trudniej jest niekiedy żyć dla Ojczyzny. Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata" - powiedział prymas Stefan Wyszyński w Warszawie 6 stycznia 1981 r.
Wie Pan, ci mlodzi ludzie,
Wie Pan, ci mlodzi ludzie, ktorzy sluzyli w ramach jednostek ochotniczych SS formowanych z renegatow w krajach okupowanych przez Niemcy mieli zawsze inny wybor niz stanac w jednym szeregu z hitlerowcami, wlozyc mundur ze swastyka i z piorunkami. Dzis moznaby powiedziec, ze byl to blad w ocenie rzeczywistowsci, ktory jednak po prostu trzeba nazwac zaprzanstwem. Jesli Panskim zdaniem walka z bolszewizmem usprawiedliwiala zaprzanstwo, to gratuluje szkieletu moralnego i systemu wartosci, na ktorym Pan sie opiera.
Zbrodniczy charakter SS nie wynika tylko z subiektywnych ocen zwyciezcow czy tez z ich ideologicznosci. Jak widac zna sie Pan na tyle na tematyce SS, ze latwo sprawdzic historyczne fakty z II wojny stojace za taka, a nie inna ocena SS jako formacji wojskowej i policyjnej. Szkoda, ze w imie swej wizji swiata neguje Pan te fakty i wyraza niejako zdziwienie wobec oceny SS jako formacji zbrodniczej.
Na koniec: to nie Buisburg a Bitburg, gdzie Reagan skladal wieniec. O ile sie nie myle, leza tam rowniez zolnierze dywizji pancernej SS "Das Reich", tej samej, ktorej jeden z oddzialow oddzial spalil zywcem mieszkancow wioski Oradour-sur-Glane. Ale prawda, ofiarami byli Francuzi, narod lewacko-rewolucyjny, a wiec kto tam by ich zalowal. Moze tylko fakt, ze spalono tych ludzi w kosciele da Panu troche wiecej do zastanowienia.
Pisze Pan o Grassie jezykiem swiadczacym o glebokiej pogardzie. Mozna sie z kims nie zgadzac, ale pogarda dla przeciwnika intelektualnego to po prostu brak kultury. Byc moze Grass to jeden lewicowy wrzask, ale przynajmniej literacko strawny. Panski teskt to niezly gniot. Nie chce powiedziec "prawicowy", bo nie chce byc niegrzeczny wobec innych piszacych na NP. Nie bede tez dociekac, ze jakiego otworu ten panski gniot sie wydobyl.
(do moderatora: w ostatnim zdaniu uzywam sformulowan zaczerpnietych z dyskutowanego tekstu)
Pozdrawiam.
Rehabilitacja Waffen SS ???
Waffen SS nie walczyło tylko o ocalenie Europy przed bolszewizmem, ale przede wszystkim o utrzymanie w niej hitlerowskiego "ładu". To właściwie powinno wystarczyć do oceny tej formacji.
Krótka rozmowa o zdradzie (wiki3)
Komentarz do postu z 26/08/2006 - 08:58 (wiki3)
Podaję poniżej parę cytatów z dnia wczorajszego i dzisiejszego, w których jest mowa o żołnierzach armii hitlerowskiej i ich traktowaniu przez Polaków w czasie wojny.
wiki3 data: pi, 25/08/2006 - 22:19
Przy załamującym się froncie, szybkim marszu Cz. A. Niemcy brali w "kamasze" kilkunastoletnich chłopców, dziadków i nie mieli czasu na wybieranie jednostek dla rekrutów.
Equatore data: pi, 25/08/2006 - 23:30
Gdybym żył wtedy i miał karabin, tłumaczyłbym każdemu napotkanemu niemieckiemu żołnierzowi, że lepiej by zrobił, gdyby zostawił ojczyznę w potrzebie.
Prawicowiec data: pi, 25/08/2006 - 23:46
Dobrze powiedziane.
wiki3 data: sob, 26/08/2006 - 08:58
Ależ Panowie! To jawna zdrada ojczyzny, za to się idzie pod sąd wojenny i pod ścianę. Osąd jakiegoś ustroju przez państwa zwycięskie nie wiele jest wart, dla Niemców był to ustrój dobry. Zlikwidował bezrobocie i pozwalał Niemcom marzyć o 1000 letniej Rzeszy. Pan daruje Panie Prawicowcu, ale zaczynam wątpić w Pana prawicowość!
Ta krótka rozmowa między wiki3, Equatore i Prawicowcem pokazuje pewne zróżnicowanie podejścia do międzynarodowych konfliktów zbrojnych. Equatore jest zwolennikiem brania żołnierza niemieckiego do niewoli dlatego, że III Resza zaatakowała Polskę, a on (Equatore) jako żołnierz polski biorący udział w działaniach wojennych i patriota, chce w ten sposób wspomagać swą ojczyznę w potrzebie. Gdyby ten niemiecki żołnierz się poddał i poszedł w polską niewolę, to zostawiłby w potrzebie swą ojczyznę, stałby się zdrajcą Niemiec. Gdyby się nie zgodził poddać, tylko za swą ojczyznę dzielnie walczył, to zostałby przez Equatore zabity, lub sam by zabił Equatore.
Taka rzeczy kolej na polu walki wydaje mi się naturalna. Popieram plan Equatore na wypadek wojny, sam zachowywałbym się tak samo. Też namawiałbym niemiaszków do zdrady ich ojczyzny, a w przypadku odmowy zabijałbym ich z zimną krwią.
Inne stanowisko zajmuje wiki3. Rozumie on, że żołnierz niemiecki nie może zdradzić, bo mógłby za to pójść pod ścianę. Rozumie także, że z punktu widzenia Niemców ustrój III Rzeszy był dobry i nie dziwi się żołnierzom niemieckim, że walczą za Hitlera i ojczyznę. Dziwi się natomiast temu, że żołnierz polski (Equatore) zamierza przemocą nakłaniać żołnierzy niemieckich do zdrady. Moje poparcie dla Equatore i jego koncepcji traktowania nieprzyjaciela w czasie wojny wiki3 postrzega jako coś niewłaściwego do tego stopnia, że jest gotów z tego powodu odmówić mi prawa do dumnego miana prawicowca.
Pragnę zwrócić uwagę wiki3, że gdyby któryś z nas (Equatore lub Prawicowiec) uchylał się w warunkach bojowych od strzelania do żołnierzy niemieckich lub brania ich do niewoli, to zostałby przez nasze dowództwo uznany za zdrajcę ojczyzny i mógłby pójść pod ścianę. Podczas wojny konflikt interesów między żołnierzami armii nieprzyjacielskich jest rzeczą zwyczajną i zrozumiałym jest takie zjawisko, że każda ze stron walczy w interesie własnej ojczyzny nie chcąc zostawiać jej w potrzebie. Postawa taka jest podyktowana tzw. patriotyzmem (już to polskim, już niemieckim).
Nie rozumiem, dlaczego zajmując takie stanowisko jestem podejrzewany przez wiki3 o brak prawicowości, wszak patriotyzm jest częścią konserwatyzmu, a konserwatyzm konstytuuje jeden z niezbywalnych składników poglądu prawicowego. Panie wiki3, czy mógłby Pan uzasadnić swoje słowa, które brzmią: ?Pan daruje Panie Prawicowcu, ale zaczynam wątpić w Pana prawicowość!?.
__________
prawicowość = konserwatyzm + liberalizm + antykomunizm
Re Prawicowiec
"Tłumaczyłbym każdemu napotkanemu niemieckiemu żołnierzowi, że lepiej by zrobił, gdyby zostawił ojczyznę w potrzebie."
Nastąpiło nieporozumienie, powyższy tekst zrozumiałem jako słowa Grassa. Była przecież mowa o tym jak miałby zachować się Grass? Więc autor cytowanego tekstu mówił za Grassa.
Jeśli nie, i mówi to jako nasz żołnierz to ma Pan całkowitą rację.
Tylko jak podczas wojny można tłumaczyć napotkanemu wrogowi co ma robić? Raczej wtedy kółek dyskusyjnych brak.
Więc cytowany tekst chyba trzeba rozumieć tak jak ja go zrozumiałem.
Pozdrawiam.
Nie idzie sie "w niewole"...
...tylko "do niewoli". Tak jest po polsku. "W niewole" czyli "w pljen" czyli, jak to pisze Prawicowiec to rusycyzm.
Zmienila sie nie zachwiana poprawnosc Prawicowca. Dawniej: kropka, przecinek, przerwa, ortografia, itd plus rownania. Teraz sazniste teksty. Czy to ten sam?
Podobnie, jak p.WIKI, mam niejakie watpliwosci w prawicowsc "Prawicowca". Ta jasnosc i surowosc ocen...Byly prokurator czy cos w tym rodzaju?
Poza tym zle odbieram autodeklaracje swiatopogladowe.
P.S.
Panie Wiki, zupelnie niepotrzebne sa Pana zachwyty nad mlodymi "forumowiczami", ktorzy z latwoscia posluguja sie wiadomosciami techniki komputerowej, jak np. "wklejanie" tekstow.
Pokoleni, ktoremu pewnie Panu blisko, doskonale poslugiwalo sie liczydlami i to wystarczalo do wykonywania obliczen, ja poslugiwalem sie przez wiele lat suwakiem logarytmicznym do obliczen technicznych. O obu tych "urzadzeniach" dzis zapewne nikt z pokolenia komputerowego, nie ma pojecia.
Re Alvis
Tak, suwakiem logarytmicznym do dzisiaj potrafię się posługiwać!
Ale czy to równoznaczne?
A odnośnie liczydeł, jakoś udało mi się ominąć to urządzenie, choć w szkole podstawowej było.
Natomiast niedawno przywieziono mi z Japonii ichne liczydła,
które są do dzisiaj tam w szkołach stosowane.
Zasady liczenia są inne i liczydła też się różnią.
Jest to 13 pręcikow, na każdym jest 5 koralików, jeden koralik jest w pionie oddzielony listewką od reszty koralików na wszystkich pręcikach.
Więc Japończycy nie tylko znają się na komputerach, ale też i na liczydłach!
Pozdrawiam.
wiki - to nie jest rownoznaczne...
...ale rowniez chodzi o to,ze np.przerwa w dostawie energii el. obezwladnia uzytkownika komputera, kasy itp. Pokolenie "suwakow logarytmicznych" musialo miec wiedze matematyczna. Pokolenie przecietnych uzytkownikow komputerow wie, ktory klawisz nacisnac, reszte wykonuje sztuczna inteligencja.
Parenascie lat temu, z kontaktu z tutejszym architektem wynikl "problem" rachunku - akurat wymiar 12x12 - kiedy ta architekt zabierala sie do kartki i olowka, dalem odpowiedz. Zdziwiona pani zapytala: "skad ty to wiesz"? Podobnie kiedys bylo z podzialem cala czyli tutejszego incza (inch, czesc miary nie dziesietnej) na 10 rownych odcinkow. Problem "kwadratury kola" rozwiazalem twierdzeniem Talesa.
Galopujacy postep techniczno-informacyjny nie powinien pozbawiac ludzi wiedzy podstawowej. Podany przez Pana przyklad liczydel japonskich jest akurat ilustracja mojego punktu widzenia.
Serdecznie pozdrawiam "antagoniste"
Liczydła
No tak to co Pan pisze to absolutna prawda, jestem podbudowany!
"Antagonista" - różnić się, to przecież tak pięknie!
Pozdrawiam.