Dramat katolickiego porywacza z Turcji

3 października br. doszło do niecodziennych wydarzeń na włoskim lotnisku w Brindisi, którymi jednak nie zainteresowały się największe światowe media, bo porywacz samolotu nie był ani islamistą uzbrojonym w ładunki wybuchowe, ani Czeczenem, któremu należy się ponoć tradycyjna już litość za to, że jego kraj nie może doczekać się niezależności od Rosji.

Kogo też mógłby zainteresować szczęśliwy finał całej historii, gdy tymczasem czytelników, słuchaczy czy widzów karmi się najczęściej krwawymi, brutalnymi scenami mającymi na celu zwiększyć popularność danego środka masowego przekazu?

W każdym razie włoska agencja ?Ansa? zdecydowała się opisać zaszłe zdarzenia po tym, jak późniejszy porywacz jeszcze w sierpniu br. wystosował wstrząsający list do papieża Benedykta XVI. W liście tym zawarł swoje tragiczne przeżycia z Turcji i z Albanii, a wynikające z faktu przyjęcia przez niego chrześcijaństwa i Chrztu św. w obrządku rzymskokatolickim.

Ten młody człowiek urodził się w 1978 r. jako obywatel turecki, choć jego rodzina przybyła do Azji Mniejszej z Macedonii w ramach przymusowych przesiedleń, jakie tam nastąpiły jeszcze po I wojnie światowej. Hakan Ekinci, bo tak się zwie ów mężczyzna, twierdzi, że jego rodzina została zmuszona do przyjęcia obywatelstwa tureckiego, a w jego akcie urodzenia wpisano ?wyznanie muzułmańskie? bez pytania się kogokolwiek z rodziny o zgodę.

W tureckiej szkole musiał zaś uczęszczać na lekcje religii islamskiej ? pomimo tego, że nie przejawiał nimi najmniejszego zainteresowania. Za to był też zresztą karany przez samych nauczycieli ? wbrew temu, co się pisze w tureckiej konstytucji, która zakłada świecki charakter państwa. Nic więc dziwnego, że kiedy Hakan poszedł do wojska, to przełożeni od razu zauważyli jego negatywny stosunek do islamu i prześladowali go za to, że nie chce się modlić do Allaha.

Ucieczka z armii nic nie dała, albowiem chrześcijanin znalazł się w więzieniu, gdzie był poddawany torturom ? rzekomo zakazanym ostatnio w Turcji pod pretekstem ubiegania się przez ten kraj o członkostwo w Unii Europejskiej. Dopiero ucieczka z więziennego szpitala w 2005 r. zaowocowała wolnością związaną z przedostaniem się do Albanii, gdzie Hakan poprosił o azyl.

Tymczasowo został jednak umieszczony w obozie dla uchodźców prowadzonym przez Komisariat ONZ, zaś rząd albański zaczął grozić uciekinierowi ekstradycją do Turcji. Przedstawicielstwo ONZ w ogóle nie reagowało na tego typu enuncjacje i było nawet skłonne wydać Hakana w ręce tureckie ? tym bardziej, że Albania to kraj muzułmański i utrzymujący szczególnie dobre stosunki z Turcją.

Kiedy więc groźba przekazania chrześcijanina stała się realna, ten ? długo się nie namyślając ? porwał samolot tureckich linii lotniczych lecący z Tirany do Konstantynopola, załodze nakazał lecieć do Włoch, po czym na lotnisku w Brindisi uwolnił wszystkich pasażerów i oddał się w ręce włoskiej policji bez dłuższych targów. Pozostawił też list, kończący się błaganiem Benedykta XVI o okazanie pomocy.

Należy przypuszczać, że pobyt we włoskim więzieniu będzie dla Hakana prawdziwym wybawieniem w porównaniu z tym, co spotkało go w Turcji i że raczej nie będzie wydalony z Italii, ale nasuwa się przy tym kilka pytań i wątpliwości.

Jaką bowiem rolę pełni ONZ i jej doktryna ?prawo-człowiecza?, skoro nie jest ona w stanie skutecznie obronić człowieka prześladowanego za wiarę i tak łatwo ulega naciskom ze strony państwa, na terenie którego zakłada obozy dla uchodźców? Po co w takim razie w ogóle jest potrzebna taka organizacja? Dlaczego Hakan uciekł do Albanii, skoro dobrze wiedział, że jest to kraj muzułmański, a nie np. do chrześcijańskiej i to znacznie bliżej położonej Grecji, która ? pomimo wspólnej przynależności do NATO ? nadal pozostaje w faktycznym konflikcie z Turcją?

Być może wystąpiła tutaj bariera językowa lub uciekinier sądził, że wraz z rzeszą albańskich emigrantów bez problemu przedostanie się na wybrzeże włoskie, ale to jeszcze i tak nie wyjaśnia występujących tutaj wątpliwości. Wreszcie czemu to pisze się i mówi wszędzie o świeckości tureckiej armii, skoro pokazana praktyka wprost przeczy owej zasadzie wprowadzonej jeszcze przez Ataturka?

I tak dosłownie na kilka dni przed porwaniem samolotu dowódca wojsk lądowych Turcji ostrzegł swój własny rząd, że ?zasada sekularyzmu to kamień węgielny Republiki Tureckiej?, co wielu obserwatorów odebrało jako groźbę przeprowadzenia wojskowego zamachu stanu na wzór czterech poprzednich, poczynając od 1961 r. Wtedy to bowiem oficerowie obalali te rządy, które sami uznawali za bardzo islamskie.

Tymczasem sprawa Hakana dobitnie pokazuje, iż ?najciemniej jest zawsze pod latarnią?, tzn. że w samej armii propaguje się islam, a opornych poddaje się nieuzasadnionym represjom. Co wreszcie zamierza zrobić chrześcijańska Europa, aby pomagać braciom w wierze z innych krajów i nie odwracać się od nich w najcięższych chwilach prześladowań? Czy obozy dla uchodźców i więzienia staną się jedyną ?ofertą? dla tych, którzy publicznie odważyli się przyznać do Chrystusa w krajach islamu, a potem różnymi sposobami przedostali się do owej wymarzonej Europy?


Mariusz Affek
www.konserwatyzm.pl
inne teksty autora...

W Polsce, Turcji i innych państwach świeckich,

obowiązek służby wojskowej dotyczy obywateli bez względu na wyznanie.
Nie wiem jak jest teraz, ale do niedawna w Szwecji niemowlęta były automatycznie włączane do państwowego kościoła luterańskiego, chyba, że rodzice wykonali pewne zabiegi administracyjne aby temu zapobiec.
Karanie więzieniem porywaczy samolotów jest zaś jedną z najbardziej przestrzeganych norm prawa międzynarodowego.
Wydaje się, że albo Hakan jest straszliwym pechowcem, albo być może socjopatą. Nie pisze Pan o próbie powrotu do Macedonii, co raczej wskazuje na ten drugi przypadek.

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.