Polska kontra partie polityczne ? 6:1 w I rundzie

Bezbronne, manipulowane, oszukiwane, ogłupiane sondażami i atakami mediów, ogołocone z elit społeczeństwo polskie, już w I rundzie wyborów samorządowych 2006, pokazało swoim partyjnym okupantom gest Kozakiewicza.

Oczywiście niezależne media, jak zawsze, karmią nas papką, z której wynikać ma coś dokładnie przeciwnego, że owszem, partie polityczne ? w szczególności te, które na to zasługują ? wybory wszędzie, jak należy, wygrały i teraz już tylko pozostaje im sprawiedliwy i godny podział łupów. Pokazują nam nieustannie słupki, z których wynika to, czego rządzący sobie życzą, na dowód czego pokazują nam miny zadowolonych z siebie polityków, dla których teraz jedynym zmartwieniem jest jak się najlepiej ułożyć w koalicyjnych przetargach.

Jednak z danych już opublikowanych przez Państwową Komisję Wyborczą wyłania się całkiem inny obraz. W najbardziej istotnej części samorządowego konkursu wyborczego, w zmaganiach o to, kto będzie naprawdę rządził polskimi gminami, a więc w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, partie polityczne poniosły sromotną porażkę, jeszcze głębszą i poważniejszą niż w wyborach 2002 roku.

W I turze wyborów wybrano 1633 wójtów, burmistrzów i prezydentów. Na II turę oczekuje jeszcze 843 gminy, ponieważ żaden z kandydatów nie uzyskał więcej niż połowy ważnie oddanych głosów. Przyjrzyjmy się bliżej strukturze tych wyników.

Otóż w I turze zaledwie 282 wybranych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wygrało wybory pod szyldem komitetów partii politycznych. 1351 już wybranych gospodarzy gmin wystąpiło jako kandydaci bezpartyjni.

Do II tury wyborów w 515 gminach przeszli wyłącznie kandydaci bezpartyjni. Oznacza to, że co najmniej 1866 gmin będzie miało bezpartyjnych gospodarzy. Tylko w 47 gminach druga tura odbędzie się pomiędzy kandydatami zgłoszonymi przez partie polityczne. Partie polityczne będą zatem rządziły co najmniej w 282 + 47 = 329 gminach. 329 to zaledwie niecałe 15% z 2195 gmin, w których konkurs partie-niepartie został już rozstrzygnięty.

Pozostało jeszcze 280 gmin, w których do II tury stanie po jednym kandydacie partyjnym i jednym bezpartyjnym. Z opublikowanych danych nie wynika, żeby w tych gminach przewagę mieli kandydaci partyjni. Ale nawet ? co jest zupełnie nieprawdopodobne ? gdyby we wszystkich tych gminach zwyciężyli przedstawiciele partii, to i tak liczba partyjnych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie przekroczy 25%. Jest to więc wynik gorszy od tego, jaki te same partie uzyskały cztery lata temu.

Nie pomogła nachalna i bezwstydna propaganda partyjna, nie pomogły billboardy z portretami wodzów rozwieszane na każdym kroku, nie pomogły otwarte studia, do których dopuszczani są tylko zaufani pracownicy frontu ideologicznego. W jedynym konkursie, w którym społeczeństwo miało jakie takie szanse, pokazało dobitnie swój stosunek do partyjnego państwa.

Przeglądając wyniki tych wyborów zaskakuje bardzo wysoka liczba wybranych wójtów, burmistrzów i prezydentów, którzy uzyskali ogromną ilość głosów, ponad 70%, a często nawet i ponad 80%. Jest to ciekawe zjawisko i wymaga wyjaśnienia. Moim zdaniem świadczy o tym, że mieszkańcy łączą się dla obrony lokalnych liderów, którzy się na swoich stanowiskach sprawdzili, bo mają świadomość ? albo podświadomość ? że są oni jak gwoździe w partyjnych butach i że wodzowie tych partii wiele by dali, żeby te gwoździe jak najszybciej wyrwać.

Bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast stanowią dla nas wielki poligon, na którym Polacy przetestować mogą rolę i znaczenie wyborów powszechnych w jednomandatowych okręgach wyborczych. W ten sposób można się przekonać o fałszywości mitów rozpowszechnianych przez wrogów takiego systemu wyborczego.

Jednym z tych mitów jest głoszony pogląd, że w JOW wygrać może byle kto, że wystarczy np. 10% głosów poparcia i mandat w kieszeni. Jarosław Kaczyński posługiwał się takim przykładem: zgłosi się 10 kandydatów, każdy dostanie po 10% głosów, jeden z nich o 1 głos więcej i bierze wszystko.

Do wyborów wójtów etc. zgłosiło się 8227 kandydatów. To oznacza, że średnio na jeden mandat wypadło 3,32 kandydatów. A zatem, aby wygrać konieczne jest zdobycie minimum 30% głosów (gdyby wybory były w jednej turze, rzecz jasna).

Te liczby warto porównać z liczbą kandydatów na jedno miejsce w wyborach do rad. Ogólna liczba stanowisk radnych wynosi aktualnie 46790. O te stanowiska ubiegało się 194387 kandydatów. Widać więc, że gdy w grę wchodzi odpowiedzialność to już tak wielu chętnych nie ma! Dowodzi tego także i to, że w niektórych gminach były spore kłopoty ze znalezieniem kandydatów na stanowiska wójtów, a jest nawet taka, w której kandydata nie znaleziono. Warto zadać sobie zapytanie: dlaczego żadna z partii politycznych nie zdecydowała się tam posłać swoich oficerów? Przecież tam można było wygrać praktycznie nic nie robiąc?

Warto takie pytanie postawić i warto poszukać na nie odpowiedzi. Myślę, że znalezienie tej odpowiedzi pozwoli lepiej zrozumieć sens klęski, jaką partie polityczne w Polsce poniosły na tym kolejnym etapie walki ze swoim społeczeństwem.

Warto też zapytać gdzie są te wszystkie Stokłosy, którymi cały czas straszy się dzieci i które jakoby mają wygrywać w jednomandatowych okręgach wyborczych? Gdzie są ci mafiosi i bogacze, którzy za piwo i parówki przekupują wyborców? Zwolennicy takich teorii powinni nam ich niezwłocznie zdemaskować. Mieli na to pełne cztery lata od wyborów w roku 2002 i jakoś nie specjalnie im się to udało.

I warto wreszcie poddać pod rozwagę czy naprawdę konieczna jest druga tura wyborcza? Ale do tego tematu wrócimy, gdy wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast zostaną zakończone.


Jerzy Przystawa
www.jow.pl
więcej tekstów autora... i tutaj...

jak to możliwe

że partie poniosły klęskę. Przeciez od kilku dni słyszę telewizornianych ekspertów którzy zarzekają się że niezależnych nie ma, wszyscy bądź większość gdzieś należą tylko to ukrywają.
Dlaczego? Przyznam nie mam zielonego pojęcia. Ponadto nie mógłbym uwierzyć w to że TV w wolnej i demokratycznej Rzeczpospolitej znowu kłamie.

To jest: Inquiz

kłamsTVo

jest to zwyczajne przemilczanie pewnych tematów. Media tez biora udział w walce politycznej. Telewizja państwowa ma swocih mocodawców a prywatne chyba spekulują kto będzie rządził jak im będą odnawiac koncesje.

To jest: Inquiz

Mamoniologia stosowana

czyli lubie filmy tkore juz widzialem. Oczywiscie nie zaprzeczam iz czesc miast i wsi ma dobrych gospodarzy. Ja jednak jeżdząc po Polsce moglem sie zorientować iz bedą wybory ponieważ takiego spiętrzenia prac drogowych nie widziałem już od dawna. Gierkowska propaganda sukcesu jest nadal w modzie.

To jest: Jerzy Przystawa

Drogi, telewizja i JOW

Mój tekst - tak mi się przynajmniej wydaje - nie jest o jakości gospodarzy, tylko o stosunku obywateli polskich do partyjnego państwa. Myślę, że pewnym argumentem za tym, że wynik wyborów WBiPM dobrze ten stosunek ujmuje, może być fakt, iż wszyscy zawołani "analitycy i eksperci" telewizyjni jakoś na ten temat się nie wypowiadają. Cala uwaga mediów skupiona jest na słupkach z wyborów do rad. Otóż wybory do sejmików nie dają społeczeństwu żadnych szans i jest to stricte "partyjny konkurs piękności", podobnie, choć w nieco mniejszym stopniu są wybory do rad powiatów. Tam trwa nieustanna "walka polityczna", a z rządzeniem jest podobnie jak w całym państwie. Inaczej jest w gminach, właśnie dzięki temu, ze gospodarzy wybiera się bezpośrednio, a więc w JOW (chociaż nie tak, jak to proponuje Ruch JOW, ale jednak). I wyniki wyborów pokazują wyraźnie, że "widzenie samorzadowej Polski" jakie prezentują partie i jakie prezentuje społeczeństwo, zasadniczo się różnią.

Oczywiste jest, że każdy kandydat chce przed wyborami pokazac się z jak najlepszej strony. Ale z tymi drogami chyba nie jest tak, jak Pan postrzega. Po prostu samorządy dostały duże pieniądze unijne, które muszą pójść na drogi i w określonym czasie. Jeśli nie są zostaną wykorzystane w tym czasie, to przepadną. To w dużym stopniu wyjaśnia ten niezwykły ruch "drogowy". Wrocławianie klną Dutkiewicza w żywy kamień za rozkopany we wszystkich kierunkach Wrocław, pomimo tego uzyskał on wynik ponad 80% poparcia.

Pozdrawiam,

Jerzy Przystawa

To jest: kaktusnadłoni

Propaganda chodnikowa.

Właśnie, spiętrzenie prac drogowo-chodnikowych jest największe tam, gdzie jest zły gospodarz. Dobry, takiej propagandy nie potrzebuje.

To jest: Jerzy Przystawa

Obywatele kontra Partie Polityczne

Panowie i Panie,

Powtarzam - zresztą nie ja to wymyśliłem - że toczy się w Polsce walka partii politycznych z Polakami. Ta walka, oczywiście, jest nierówna i nieuczciwa. Partie polityczne mają ogromne możliwości oszukiwania społeczeństwa, podczas gdy my, obwatele, mamy tylko kartkę wyborczą, która - najczęściej - jest dodatkowo znaczona, aby nam maksymalnie obronę naszych pozycji utrudnić. Jednym z elementów tej walki jest to, że partie UKRYWAJĄ swoją tożsamość i nie ma dziś ani jednej, która odważyła by się nazwać po prostu "partią polityczną". Mamy tylko "sojusze", "platformy" , "unie" itd itp - kto coś sprytniejszego wymyśli. A dlaczego one tak robią? Dlaczego samego słowa "partia" boją się wystawić na sztandar?

Oczywiście, tak jak nieboszczka PZPR, która przecież zawsze miała w zapasie całą furę "bezpartyjnych", a nawet "wielkich autorytetów moralnych i społecznych" , które dopiero teraz jakby tracą swój czar i blask - tak i obecne partie budują swoją pozycję przy pomocy ludzi, którzy muszą oficjalnie uchodzić za "bezpartyjnych" i "niezależnych". A dlaczego trzeba tak robić? Dlaczego trzeba poloegać na "niezaleznych" i "bezpartyjnych" a ci ich zwolennicy nie mogą ucziciwie przypiąć sobie partyjnych identyfikatorów?

Ale MOTŁOCH POLSKI tego wszystkiego nie lubi. No, jak to Motłoch, pozbawiony subtelnych interpretatorów, komentatorów, którzy mieliby możność usiąść w studio telewizyjnym na równych prawach z "niezaleznymi i bezpartyjnymi eskpertami" jakich tam usadowiły partie, musi się kierować wyłącznie swoją intuicją, wyczuciem. Dlaczego intuicja MOTŁOCHU ma być bardziej subtelna i wyrafinowana od tego co potrafią "eksperci" i "komentatorzy", którzy do perfekcji opanowali sztukę subtelnego czytania między wierszami?

Widzę, ze i tu wielu potrafi bezbłędnie odczytywać co zapisano pomiędzy. Interpretujcie więc Panowie i Panie: dlaczego w roku 2002 - kiedy publikowałem wyniki wyborów wójtów, b i p, podałem wynik Polska - Partie 3:1 (75% vs 25%), a teraz jest 6:1 (85% vs 15%)? Macie jakiś dobry pomysł, żeby to zinterpretować z korzyścią dla partii politycznych?

Pozdrawiam,

Jerzy Przystawa

To jest: BolesławM

to beznadziejne

Szanowny p. profesorze cenię sobie bardzo pana analizy wyborcze oraz podziwiam zaangażowanie w walce o JOW, tym niemniej nie podzielam pana optymizmu w stosunku do bezpartyjnych kandydatów. Ci ludzie nawet jeśli kandydują w wyborach jako niezależni to tylko dlatego ponieważ uważają że taki akurat szyld przyniesie im sukces.

W niektórych przypadkach jak pan sam zauważył taka taktyka się opłaca a w innych nie. W moim mieście kandydaci niezależni w sumie nie uzyskali nawet 20% głosów, a prezydentem został ponownie wybrany w I turze z listy partyjnej facet, który niczym się nie zasłużył oprócz tego że jest.

Moim zdaniem popełnia pan błąd polegający na tym, że traktuje pan elektorat jako pewien kapitał obywatelski a to jest tylko bezkształtna masa kierująca się w swoich działaniach nieracjonalnymi nastrojami, uprzedzeniami oraz sympatiami.

Pan też jest elementem bezkształtnej irracjonalnej masy?

-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

To jest: samograf

Zróbmy ankietę!

Może pan przepytać cały elektorat, co indywidulalny wyborca o sobie pod tym względem myśli. Okaże się, że każdy oddzielnie jest chlubnym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Motłochem jest zawsze cała reszta.

To jest: Jerzy Przystawa

Motłoch Polski

Ten Motłoch ma nie byle jakie osiągnięcia: przez prawie pół wieku, pozbawiony elit, przeciwstawiał się komunistycznej indoktrynacji, pomimo tego, że młóciły nim bezlitośnie wszelkie elity i wszelkie media i cały system edukacyjny.

I teraz też ten Motłoch odróżnia partyjniactwo od demokracji i kiedy tylko pojawia się najmniejsza szansa pokazuje wlaśnie ten "gest Kozakiewicza". Na tym opiera się moja nadzieja, ze może jeszcze dożyję czasu, gdy w polityce polskiej pojawi się cnota odpowiedzialności i kiedy politycy zaczną się z tym Motłochem liczyć i uwzględniać jego potrzeby.

Pozdrawiam,

Jerzy Przystawa

Motłoch a Lud

Są to dwie nazwy mające identyczny desygnat. ZAWSZE jest tak, że zadowoleni z wyniku procesów społecznych używają słowa "Lud", a niezadowoleni - słowa "Motłoch".
Np. w Polsce prezydenta Kwaśniewskiego wybrał "motłoch", ale już Kaczyńskiego - "lud". Dla innych było oczywiście odwrotnie.

To jest: samograf

Ja też odróżniam motłoch od Motłochu

Ale motłoch nie daje się łatwo zdefiniować, ponieważ, jak już wcześniej zauważyłem, to są "ci inni". I tak dla przykładu przypadek pretensji do garbatego:
http://prawica.net/node/5299#comment-109...

Popieram Pana zdanie, w tych

Popieram Pana zdanie, w tych ekstremalnych warunkach radzimy sobie zadziwiajaco dobrze.
Malgorzata

To jest: Jerzy Przystawa

Co jest beznadziejne?

Teza mojego tekstu jest - tak mie sie wydawało przynajmniej - jasna: w walce o mandaty W,B i PM wszystkie partie polityczne poniosły klęskę i to w rozmiarze jeszcze większym niż 4 lata temu, bo aż 6:1, gdyz oficjalni kandydaci partii uzyskali jedynie 15% mandatów ( w poprzednich wyborach 25%). Na to Pan, i wielu innych wnikliwych czytelników, tłumaczycie mi, ze ci "bezpartyjni" to poprzebierani partyjni, a więc partie, chociaż z pozoru przegrały, to tak naprawdę wygrały.

Argument ten ma tyle samo sensu, co tłumaczyć mi, ze w meczu Polska - Niemcy wygrali Polacy, bo bramek nastrzelali nam Kloze i Podolski, ktorzy tylko przebrali sie w niemieckie kostiumy.

Pozdrawiam,

Jerzy Przystawa

Klęska partyjniactwa w gminach

dodaje otuchy. Gmina to fundament samorządności.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

Zasadność drugiej tury widac już teraz

Ci kandydaci, którzy uzyskali ponad 50% już są wybrani i w ich okręgach drugiej tury nie będzie. A tam gdzie będzie druga tura, wyborcy kandydatów którzy odpadli będa mieli możliwość wyboru, albo absencji. W każdym razie wójt/burmistr/prezydent będzi miał zawsze poparcie absolutnej większości wyborców swojej społeczności. I tak powinno być.

To jest: MarcinB

wybory wojtow i prezydentow to tak jak JOW

jakze cieawy mielibysmy Sejm po takich wyborach. Zastanawia mnie tylko czy mozliwe byloby powolanie rzadu.

Marcin Bienkowski
floorplans2004@yahoo.com.au

Byłoby możliwe...

..powołanie rządu. Pod jednym - obecnie baardzo trudnym - warunkiem, żeby rząd i posłowie przypomnieli sobie, co to znaczy podział władz i że rząd jest władzą WYKONAWCZĄ. Inaczej mówiąc, żeby wreszcie porzucono dążenie do tzw "stabilnej większości", która nie jest niczym innym niz PRLowska maszynka do głosowania.
Przekleństwem polskiej demokracji są tzw. "stabilne większości rządowe"

To jest: MarcinB

Pan(i) ciagle nie rozumie jak to dziala

Rzad moze kazdy stworzyc, ale zeby rzadzic musi miec poparcie wiekszosci sejmowej. Mamy rzad cieniasow i jakos nic im nie wychodzi, nie liczac tego co wyszlo z szafy Lesiaka.

Marcin Bienkowski
floorplans2004@yahoo.com.au

Co to znaczy rządzić ?

W Polsce milcząco (i często bez zastanowienia) uważa się, że rządzić, to znaczy decydować o prawie wszystkim. W szczególności o ustawodawstwie.
Ale taką koncepcję podważył już Monteskiusz w XVIII wieku.
Stałego poparcia w parlamencie rząd wcale mieć nie musi a nawet nie powinien. Na tym właśnie polega podział władzy.
Niedawno w USA wybory do Kongresu wygrali demokraci. Nikt jednak nie obawia się anarchii w Stanach Zjednoczonych.
W Szwajcarii każda niemal ustawa może być obalona w referendum. Nikt nie mógłby wskazać kto "rządzi" (w polskim znaczeniu tego słowa) w Szwajcarii, ale państwo egzystuje całkiem nieźle, a na pewno niegorzej niż Polska.

To jest: BTadeusz

Takie pytanie zadaje Pan sobie

po płółtorarocznym mieszaniu w głowach innych?

To, co Pan dotąd napisał, to w stanie umysłu bez odpowiedzi na to pytanie?

Rządzić , to stanowić i wykonywać prawo.

Pytanie zadałem nie sobie...

...ale poprzednikowi. Uważam bowiem,ze w Polsce słowo "rządzić" jest niewłaściwie rozumiane.
Jeżeli rządzić , to stanowić i wykonywać prawo a także pilnować jego przestrzegania, to te trzy funkcje nie muszą znajdować się w jednych rękach, a nawet nie powinny, co właśnie postulował Monteskiusz.
Niestety w Polsce Monteskiusz został świadomie zapomniany. Dzięki nieszczęsnym koalicjom rządowym stanowienie prawa znalazło się praktycznie w rękach rządu.
W czasie debat konstytucyjnych w latach 90 St. Michałkiewicz proponował, żeby rzad konstytucyjnie pozbawić inicjatywy ustawodawczej. Uważałem to wtedy za zbyt radykalne, ale coraz bardziej mi sie to w odniesieniu do Polski podoba. A jest to chyba jedyna rzecz w publicystyce St. M. z którą się zgadzam.

To jest: BTadeusz

Póki sobie Pan w głowie nie ułoży

całościowej wizji państwa To Panska wyobraźnia co i rusz będzie Panu takie figle płatac.

A jak Pan sobie juz ułoży, to zauważy Pan, że niewiele w niej miejsca na "demokrację" i poglądy.

Prawo (mało zmienne) i jego wykonywanie pod okiem sądów. To wystarczy. I nie zostawia dużo luzu na "mniemania" i "podobania się".
Inaczej mamy anarchię, lub komunizm.

Z wiekiem zgodzi się Pan z Michalkiewiczem w znacznie wiekszej ilosci spraw.

Wizja państwa...

...taka, że 'niewiele w niej miejsca na "demokrację" i poglądy' coś mi przypomina z lat 1944-1989. Nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek w mojej głowie "ułożyła się" taka wizja.

To jest: BTadeusz

Jak Panu przetanie się nonsensownie kojarzyć

I jak by się jadnak Panu coś w głowie ułozyło.
To proszę się zgłosić.
Będziemy mogli kontynuowac.
Jak Pan nie ma wizji państwa, to nie mamy tematu rozmowy. Rozmawiamy o niczym.

Tak nawiasem mówiąc własnie Pan udowodnił, że własne poglady na rządzenie brzydko przypisał Pan "większości Polaków".

PRL się kłania ?

Swoją wizję państwa mam i właśnie ją próbowałem przedstawić, oczywiście w imieniu własnym a nie żadnej większości. A z pewnym wzruszeniem przyjąłem sugestię, żeby zgłosić się po nabyciu właściwych poglądów. "Kraj lat dziecinnych" mi się przypomniał

To jest: BTadeusz

Proszę sie dalej wzruszać.

To jedyny Pański argument. To naprawdę Panu wychodzi.

To jest: Leszek Koltunski

Chociaz uwazam,

ze to Panskie poglady sa sluszne, Panie Tadeuszu, to trzeba powiedziec, ze to p. indris wygral ta dyskusje.

To jest: BolesławM

jakaż to demokracja

Pan prof. utyskuje na partie, że to one chcą zawłaszczyć przestrzeń polityczną. Jeśli nie one to kto miałby rządzić? Jacyś mityczni niezależni?. Niezależni od kogo, czego? Od przywódców, liderów, elity, czy od wyborców.

Przecież to nikt inny tylko liderzy partyjni wsłuchują się i pilnie śledzą notowania sondaży i innych badań społecznych aby reagować na zmiany nastrojów, preferencji., np. stosunku do pederastów. Czegóż chcieć więcej?

Wybrany w okręgu jednomandatowym poseł, najprawdopodobniej, mądry i uczciwy będzie podejmował decyzje w zależności od swojego na konkretny problem poglądu, a nie będzie zwracał uwagi na kaprysy poszczególnych wyborców.

Selekcja (nie)naturalna

cytuję BolesławM:
Jeśli nie one to kto miałby rządzić? Jacyś mityczni niezależni?. Niezależni od kogo, czego? Od przywódców, liderów, elity, czy od wyborców.

Problem polega chyba nie tyle na usunięciu partii z życia publicznego, co w selekcji kandydatów tych partii. Starałem się w innym wątku pokazać, jak komiczny jest sposób ich doboru. Wybory, czy lepiej głosowanie, w aktualnej formie prowadzi tylko do zapewnienia apanaży grupie osób znajdujących się blisko jakiegoś popularnego lidera. Lepiej już byłoby zorganizować np. Sejm na kształt WZA spółki akcyjnej. Co jakiś czas spotyka się kilka osób, wskazanych przez pewną partię, głosują uwzględniając procent poparcia, tak jak procent akcji. Nie ma jałowych dyskusji w czasie antenowym, mamy oszczędności na dietach, nikogo nie obchodzi aktualna przynależność klubowa tego, czy innego posła, ustawy i tak pisane (w większości) są poza parlamentem, tam są co najwyżej modyfikowane.

Reasumując: w systemie proporcjonalnym to afiliacja partyjna determinuje opinie o osobie, w JOW przynajmniej jest szansa, że to opinie o członkach partii będą deteminować opinię o niej.

Jeśli obserwacje autora są poprawne,to.......

Na początku lat osiemdziesiątych w padł mi w ręce raport (wtedy go potraktowałem jako bajki), międzynarodowej grupy eksperckiej "Rzym 2000" (działającej pod egidą Watykanu,w latach 60-tych ubiegłego stulecia).Grupa ta miała przedstawić "wizję świata w roku 2000". W raporcie tym jako jeden z możliwych scenariuszy podawano postępujący zanik systemu partyjnego !.
To co się dzieje aktualnie w Polsce (korupcja, nepotyzm, itp) i w innych krajach jest dowodem na poparcie tej tezy.
Także zaobserwowana przez autora artykułu niechęć polskiego
"luda" do parti politycznych, jest także dowodem na poparcie tej tezy.

....partie polityczne odchodzą do lamusa historii ????

To jest: Piotr T. Waszkiewicz

ale

Panie Profesorze,

jeden przykład:

We Wrocławiu bezpartyjny Rafał Dutkiewicz był popierany przez cztery partie polityczne (PiS, PO, Samoobrona, SdPl) - i można się zastanawiać, jaki wynik dostałby, gdyby PO (szalenie silna w mieście) wystawiła kontrkandydata (np. byłego prezydenta, posła Bogdana Zdrojewskiego)... A dlaczego nie wystawiła? Ano dlatego, że "bezpartyjność" p. Dutkiewicza jest jaka jest...

Choć z wydźwiękiem Pańskiego textu trudno się nie zgodzić; chodzi tylko o proporcje; sądzę, że jeśli brać pod uwagę przypadki takie jak powyższy, nie byłoby 6:1...

Piotr T. Waszkiewicz
ptjw@interia.pl

Jaki wynik we Wrocławiu? Ano taki!

1 R.Kubacki (KW PSL) 1575 0,81%
2 J.Dobrosz (KW LPR) 4124 2,11%
4 D.Jackiewicz (KW PiS) 46901 23,98%
5 B.Zdrojewski (KW PO RP) 64376 32,92%
6 T.Czajkowski (KKWyborczy SLD+SDPL+PD+UP) 23335 11,93%
7 R.Czarnecki (KW Samoobrona RP) 2478 1,27%
17 R.Dutkiewicz (KWW Rafała Dutkiewicza) 48284 24,69%

Jak widać: w drugiej rundzie znaleźliby się:
4 D.Jackiewicz (KW PiS) 46901 23,98%
5 B.Zdrojewski (KW PO RP) 64376 32,92%
17 R.Dutkiewicz (KWW Rafała Dutkiewicza) 48284 24,69%

Ze wskazaniem na parę
4 D.Jackiewicz (KW PiS) 46901 23,98%
5 B.Zdrojewski (KW PO RP) 64376 32,92%

Zatem PO wspaniałomyślnie (?) zrezygnowała z prezydentury w imię prezydentury... z drugiego rzędu. Naprawdę Wrocławiem rządzi 'Magdalenka' w postaci przepoczwarzającego się notorycznie Komitetu Obywatelskiego (Dutkiewicz- Zdrojewski) wspieranego przez zmutowaną UW i dyskretnie wspieranego przez Lewiznę. No i jakiś śladowy AWS w osobie Czarneckiego (chwilowo "chłopek" od Leppera).

Oczywiście istnieje również "świat równoległy", ale on ma gryf tajne/przez/poufne. I napisanie czegokolwiek na ten temat mogłoby pociagnąć za sobą skutki prawne w postaci doniesienia o popełnieniu przestępstwa w związku z ujawnieniem tajemnicy państwowej - niezależnie od tego co by to mogło znaczyć.

To jest: Qrczak

I przez PiS

cytuję sutan:
Naprawdę Wrocławiem rządzi 'Magdalenka' w postaci przepoczwarzającego się notorycznie Komitetu Obywatelskiego (Dutkiewicz- Zdrojewski) wspieranego przez zmutowaną UW i dyskretnie wspieranego przez Lewiznę.

I przez PiS (Dutkiewicz).

Uszczegółowienie - Wrocławia c.d.

Pytanie brzmiałoby: na kogo głosowaliby PiS-owcy w sytuacji wybory między Jackiewiczem (PiS) a Dutkiewiczem(PO)?

p.s. Od tyłu:
PiS to mutacja AWS (K.Ujazdowski), a ten na poprzednim etapie zwał się Komitetem Obywatelskiem (dla każdego coś miłego!).

Panie Sutan - troche mniej

Panie Sutan - troche mniej emocji.
Dutkiewicz nigdy nie był w PO, ani w UD, ani w UW.
Podczas ostatnich wyborów do parlamentu zachęcał do głosowania na Jackiewicza (PiS).

To jest: Ireneusz

A propos członkowie partii

Całkiem zabawna sytuacja w moim pobliżu. Otóż zwyciężył, jak można było przewidywać, człowiek przedsiębiorczy i konkretny. Przedłużył kadencję.
Jaki jednak problem? Otóż jest on, i za takiego się uważa, członkiem Platformy. Jednocześnie dzień po wyborach członkowie lokalni właśnie tejże Platformy z totalnym oburzeniem skomentowali, iż jest to - dosłownie cytuję - NIEDOPUSZCZALNE, ABY TAKI CZŁOWIEK ZWYCIĘŻYŁ. PRZECIEŻ MIAŁ ZWYCIĘŻYĆ członek SLD (czy jakiejś takiej lokalnej czapki skrywającej SLDziaków przed okiem mało inteligentnych).
Jak miło było tego posłuchać :))
Wygląda na to, że nawet człnkowie partii nie psują, a wręcz poprawiają teorię pana Przystawy.

To jest: BolesławM

na Zeusa jakie to ma znaczenie?

przecież to nie o to chodzi czy zwycięży Dutkiewicz niezależny czy Zdrojewski partyjny. Obydwaj oni sprawują władzę ponieważ zostali WYBRANI. Jeśli tak to ci kandydują nie myślą o tm jak rządzić a tylko o tym aby zostać wybranym.

Jaka jest różnica między mężem stanu a politykiem? Ano taka że ci pierwsi myślą o przyszłych pokoleniach a drudzy o przyszłych wyborach /M. Thatcher w wywiadzie na pytanie W. Walendziaka/

Wszyscy ci którzy zajmują się w Polsce polityką wiedzą /może oprócz p. prof. Przystawy/, że najważniejsza jest skuteczność w osiąganiu zamierzonego celu, a tym celem jest być wybranym. Wszystko jedno za pomocą jakiej ordynacji czy metody. A potem to już jakoś leci.

To jest: Jerzy Przystawa

Znaczenie wyboru polityka

Nawet jeśli przyjmiemy taką simplifikację pojęcia polityki i polityka to chwila zastanowienia pokaże nam jakie znaczenie ma SPOSÓB wyboru polityka.

Opiszę taką sytuację. Kilka lat temu, na konferencję Ruchu JOW, jaka odbywała się na terenie Sejmu, przyjechał gość, lord Norman Lamont, były Chancellor of the Exchequer w rządzie Margaret Thatcher. Była sobota rano i przed rozpoczęciem konferencji oprowadzałem go po korytarzach sejmowych. Nagle z korytarza wyłoniła się grupa mężczyzn i kobiet w dobrych humorach. Lamont zapytał kim są ci ludzie i co tu robią w sobotę rano? Odpowiedziałem, że to posłowie Rzeczypospolitej po męczącej pracy w polskim parlamencie. Na twarzy Lamonta wykwitło zdumienie. Pokręcił głową i powiedział nam, że w brytyjskim parlamencie coś takiego jest nie do pomyślenia. Tam, kiedy parlament kończy "urzędowanie" w piątek przed porą lunchu, wszyscy posłowie rozjeżdżają się do swoich "constituencies" i tam muszą przez cały weekend bratać się z wyborczą hołotą, udawać zainteresowanie ich sprawami, wysłuchiwać tych durnych chłopów i jeszcze głupszych bab, bo od tego zależy ich "być lub nie być", to znaczy - tak jak Pan uważa - "zostac ponownie wybranym". Opisuje to znakomicie inny brytyjski lord, Jeffrey Archer, w książce "First among Equals", którą już parokrotnie wydwało Wydawnictwo Prószyński pod tytułem "Pierwszy między równymi" Tam jest po prostu nie do pomyślenia, żeby wyborca miesiącami zabiegał o audiencję u posła z jego okręgu, albo nie otrzymał odpowiedzi na list. Wszystko to jest regułą w Polsce, chociaż, jak Pan słusznie zauważa, i tu i tam chodzi o to, żeby zostać wybranym na następną kadencję.

Pozdrawiam,

Jerzy Przystawa

Ordynacja jest TA SAMA....

...dla wyboru prezydenta miasta,niezależnie od tego, czy wystawia go partia, czy nie. Jeżeli więc prezydent chce być wybrany powtórnie (jak było z Dutkiewiczem), to musi czymś do siebie wyborców przekonać już w trakcie swojego urzędowania.

To jest: Jerzy Przystawa

Ordynacja ta sam...

Jeśli więc Panu nie chodziło o ordynację, to nie zgadnę o co Panu chodziło. Proponuję pisać jaśniej i mniej aluzyjnie, bo ja nie jestem aż tak inteligentny.

Pozdrawiam,

JP

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.