Wydarzenia
Publikuj na PNTeraz czytaneZaloguj sięPrace Prawicy.net |
2+2=6
Autor: RSz, nie, 28/01/2007 - 09:10
Znajomy zadzwonił do mnie: "Wiem, że Rzepy nie bierzesz do ręki, ale zajrzyj do dzisiejszej (27.01.07) - jest ciekawy artykulik o Broniu K., a i o tobie wspominają jakoś inaczej". Zajrzałem, rzeczywiście, ciekawostka. Po październiku 1956 r. satyryk Osęka napisał taki felietonik, jak to najpierw w szkole twierdzili, za nauką radziecką, że 2+2=9, nauczyciel sugerował jednak, że wynik może być 8, a może nawet 7. Po upadku stalinizmu partia ogłosiła, że wynik jest 6. Była nadzieja, że kolejne plenum poda, że wynik dodawania to 5 i pół, a może nawet tylko 5. A tymczasem każdy uczeń w szkole wiedział, że jak doda dwa palce do dwu, to ma ich razem cztery! No więc w Rz. napisali, że 2+2=6. Czekam na następne wyniki. Po marginalizacji Rokity Komorowski staje się numerem dwa w Platformie. Gromadzi kolejne funkcje i stanowiska
Metamorfozy radykała Swą polityczną karierę Bronisław Komorowski budował powoli, lecz konsekwentnie. I dzisiaj w wieku 55 lat może zawalczyć o najwyższą stawkę. Jeśli jednak zagra źle, straci wszystko. Dobrze, że nikt nie wypowiada Polsce wojny, bo zanim zebrałby się rząd, minister Komorowski podpisałby już kapitulację. Ten żart krążył po sejmowych kuluarach, gdy obecny wicemarszałek Sejmu był szefem resortu obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka, który w nieskończoność odwlekał podejmowanie decyzji. Dzisiaj nazwisko Bronisława Komorowskiego pojawia się w sejmowych kuluarach w zupełnie innej aurze. - Zachowuje się tak, jakby był przyszłym premierem Polski - mówią ci, którzy w Platformie Obywatelskiej są nastawieni do niego krytycznie. Jeszcze niedawno Komorowski miał opinię człowieka rubasznego, niemal brata łaty, pracowitego, ale nieskłonnego do podejmowania decyzji. - Bronek się zmienił, stwardniał - uważają teraz partyjni koledzy. Po marginalizacji Rokity Komorowski staje się numerem dwa w Platformie. Gromadzi kolejne funkcje i stanowiska: wicemarszałka Sejmu, wiceprzewodniczącego partii, ministra w gabinecie cieni odpowiedzialnego za sprawy zagraniczne, głównego organizatora kongresu programowego PO. Złośliwi mówią, że tę ostatnią funkcję otrzymał w nagrodę za pomoc w "zabijaniu" Jana Rokity. Ta nagroda zawierała dodatkowy smaczek, bo Rokita dotychczas odpowiadał za program partii, był szefem gabinetu cieni. Na pasku Rokity Gdy konflikt Tusk - Rokita z całą jaskrawością ujrzał światło dzienne, Komorowski opowiedział się jednoznacznie po stronie lidera Platformy. Niedoszły premier z Krakowa skarżył się publicznie, że do walki z nim użyto czołgów, które po nim przejechały. Pierwszym z nich kierował Tusk, ale następnym - Komorowski. Podczas posiedzenia Klubu PO, który rozliczał Rokitę z popierania kandydata PiS na prezydenta Krakowa, pouczał go, że myli taktykę ze strategią. Przez lata był jednak cieniem Rokity i robił to, co uzgodnili. - Janek zawsze mógł liczyć na wsparcie Bronka, który go kochał miłością bez wzajemności - uważa Artur Balazs, współzałożyciel SKL. Oparcie w piskorczykach Komorowski stanął na czele specjalnej komisji do wyjaśnienia udziału ludzi mazowieckiej Platformy w aferze mostowej. Jej dokonania były skromne. Rokita grzmiał, że w Warszawie jest nadal sitwa. Zwolniono kilku mniej znanych działaczy. Stołeczna prasa oceniała, że powierzenie Komorowskiemu kierowania komisją było wątpliwe. Jeśli trzymać się wysokich standardów moralnych, nie powinien jej przewodniczyć, bo na początku lat 90. był w grupie osób, które na przetargu kupiły od gminy Jabłonna atrakcyjne działki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że gmina dostała je od wojewody pod budowę szpitala, a radnym na tym terenie był Piotr Fogler, znajomy Komorowskiego z Klubu Unii Demokratycznej. Wybuchł skandal, mieszkańcy obwiniali Foglera o zawarcie sprzecznej z ich interesami transakcji. Rok później Komorowski został szefem PO na Mazowszu. Znowu miał czyścić Platformę z piskorczyków, ludzi związanych z byłym prezydentem Warszawy Pawłem Piskorskim. Problem w tym, że zawsze był z nim w dobrych relacjach. W zarządzaniu mazowiecką PO opierał się na jego ludziach, w tym na Sławomirze Potapowiczu, który został sekretarzem regionu. Gdy trzeba było coś załatwić, nikt nie szedł do Komorowskiego. Od razu rozmawiał z Potapowiczem. - Komorowski firmował swoim nazwiskiem działania piskorczyków, a mógł przecież zebrać do kupy środowisko konserwatywne, byłych działaczy SKL - mówi zawiedziony warszawski samorządowiec, konserwatysta. - Zbliżenie do grupy Piskorskiego, to był już krok za daleko. Przymiarka do fotela przewodniczącego Zbliżenie to przyniosło jednak efekty. Niespełna rok temu piskorczycy zaczęli namawiać Komorowskiego, by zawalczył o przewodnictwo całej Platformy na czerwcowym kongresie partii. Przekonywali, że ma szanse w rywalizacji z Tuskiem osłabionym po dwukrotnie przegranych wyborach. I Komorowski ogłosił, że rozważa start. - Ludzie Piskorskiego dotarli nawet do mnie i pytali, czy mógłbym wesprzeć kandydaturę Komorowskiego - opowiada parlamentarzysta PO, bliski współpracownik Rokity. - Sądzę, że nie chodziło im o mnie, ja przecież żadną szablą w PO nie dysponuję. Chcieli wysondować, czy Rokita poparłby Komorowskiego. Ostatecznie jednak Komorowski nie wystartował. Tusk przystąpił bowiem do kontrofensywy. Postanowił ostatecznie rozbić piskorczyków. Piskorski został wyrzucony z partii, podobny los spotkał grupę jego ludzi. Wicemarszałek ocenił, że nie ma szans, i zrobił to dostatecznie wcześnie, by móc ułożyć się z Tuskiem. Został wiceprzewodniczącym. Umowy nie zburzyło nawet wyemitowane w programie "Teraz my" nagranie z ukrytej kamery kuluarowych rozmów delegata wyrzuconego z partii i Komorowskiego. Jan Artymowski: Dzień dobry. Od Macierewicza do Mazowieckiego - Bronek uznał, że ma przed sobą przyszłość tylko wtedy, jeśli będzie działał w porozumieniu z Tuskiem, i postawił na tę kartę. Dla tego celu był gotów poświęcać swoich ludzi - uważa Potapowicz, który też został z partii usunięty. Dzisiejszy wicemarszałek stawiał w życiu na różne karty. Swoją opozycyjną aktywność, jeszcze jako uczeń liceum, rozpoczął w harcerstwie, w grupie Antoniego Macierewicza. Były konspiracyjne spotkania, aresztowania, udział w patriotycznych nielegalnych manifestacjach. Później współpracował z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela, ale także z bardziej lewicowym Komitetem Obrony Robotników. Uczestniczył w wydawaniu macierewiczowskiego "Głosu". Współpracował z Macierewiczem, Marianem Piłką, Janem Dworakiem. Drukował, kolportował, wydawał. - Ma piękną opozycyjną kartę, to bohater walki o niepodległość - mówi Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Samoobrony, a w latach osiemdziesiątych współpracownik "Głosu". Ani Macierewicz, ani Komorowski nie chcą dzisiaj wspominać tamtej współpracy. - Wszyscy byliśmy bardzo radykalni, zbyt radykalni, wspomnienia są nadmiernie bolesne - ucina moje pytania Komorowski. - Od razu przyjął propozycję, choć nie znałem go wcześniej - wspomina Hall. Znajomi upatrują powodów decyzji Komorowskiego w sprawach materialnych. Był nauczycielem w seminarium w Niepokalanowie, a musiał utrzymać czworo dzieci (piąte szykowało się wtedy na świat). Od tego mało znaczącego stanowiska rozpoczął polityczną karierę, której ojcem chrzestnym był Marian Piłka, były prezes ZChN, a dzisiaj poseł PiS. Po kilku miesiącach został po raz pierwszy wiceministrem obrony narodowej. Wybrał go premier Mazowiecki. Między ZChN a Unią Demokratyczną Mazowieckiego do dzisiaj uważa za swojego politycznego nauczyciela. - Do grobowej deski będę mu wdzięczny, że dał mi szansę przeistoczenia się z radykała w człowieka umiaru i kompromisu - powtarza. Jednak na początku pracy w rządzie Mazowieckiego chciał wstąpić do ZChN razem z grupą Macierewicza. Miał nawet zapewnione miejsce w kierownictwie tej partii. Odradził mu to Hall. Chociaż nie był członkiem Unii Demokratycznej, w kolejnych wyborach do Sejmu startował z list tej partii. A w 1994 roku został sekretarzem Unii Wolności - krótko po wstąpieniu do niej. Także teraz zdecydował o tym Mazowiecki. - Wybór Unii Demokratycznej był zupełnie sprzeczny z tym, co robił wcześniej, było to dla mnie niemiłe zaskoczenie - mówi Piłka. Szeremietiew na celowniku Dwukrotnie był wiceministrem, gdy na czele MON stał Janusz Onyszkiewicz. Nie chciał już być zastępcą trzeci raz. Ale dopiero gdy Unia Wolności wyszła z rządu, pojawiła się szansa dla Komorowskiego, wówczas posła AWS z ramienia SKL. Pomógł Rokita, który bardzo zabiegał o ministerialną nominację dla niego u premiera Buzka. Starania były konieczne, bo Komorowski miał kiepskie notowania w Akcji, a na to samo stanowisko szykował się Romuald Szeremietiew, wiceminister obrony narodowej. Po objęciu MON Komorowski chciał go od razu zwolnić. Premier nie wyraził zgody. Rozpoczęła się wielomiesięczna walka między obu politykami. Szeremietiew był podejrzewany o korupcję. Zgodę na jego śledzenie przez WSI wydał Komorowski. Konflikt zakończył się spektakularną akcją aresztowania na promie doradcy Szeremietiewa, Zbigniewa Farmusa, podejrzanego o korupcje. W akcji uczestniczyli pracownicy UOP, były śmigłowce Marynarki Wojennej i... telewizyjne kamery. Nie wiadomo, przez kogo ściągnięte. Skutkiem akcji było odwołanie Szeremietiewa. Farmus nie miał certyfikatu dostępu do informacji niejawnych, choć faktycznie miał w nie wgląd. Był to koronny argument przeciwko Szeremietiewowi, że do tego dopuścił. Niedawno sąd oczyścił Farmusa z zarzutu korupcji, oskarżył go tylko o ujawnienie tajemnicy służbowej. Certyfikatu bezpieczeństwa nie miał też doradca ministra Komorowskiego, generał Adam Tylus, jeden z jego najbliższych współpracowników. W czym więc doradzał pozbawiony dostępu do ważnych informacji? - Przełożony może wydać pozwolenie w określonej sprawie na dostęp do takich informacji - odparł Komorowski. Ale dodał, że nie pamięta, czy takiego pozwolenia swojemu doradcy udzielił. General Tylus był dyrektorem jednego z ważnych departamentów w MON w czasach PRL. Krytycy Komorowskiego zarzucają mu, że w ministerstwie współpracował z "czerwonymi" generałami i konserwował układ postkomunistyczny. Faktem jest, że z kadrą wojskową nawiązał dobre relacje. - Dawał im parasol ochronny - uważa Marian Piłka. - Dawanie parasola ochronnego to jego specjalność, podobnie przecież rozpiął go nad piskorczykami w mazowieckiej PO. Z pracą w resorcie obrony związany jest też zapewne stosunek Komorowskiego do likwidacji WSI. Miał i nadal ma w tej sprawie odmienne stanowisko niż Klub Platformy. - Nieprawdopodobną zbrodnią było zlikwidowanie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, tego nie zrobili nawet bolszewicy - mówi. Zaznacza jednak, że nad ustawą likwidującą WSI głosował tak jak cały klub. Jego stosunek do WSI był zapewne jednym z powodów, że nie chciał być ministrem obrony narodowej w planowanym przed wyborami rządzie koalicji PiS - PO. Słusznie spodziewał się sprzeciwu Jarosława Kaczyńskiego. Deklarował, że interesuje go MSZ. Konsekwentnie trzyma się tego do dzisiaj. W Platformie jest ministrem-cieniem ds. polityki zagranicznej i publicznie recenzuje działalność minister Anny Fotygi. Zaliczył jednak zabawną wpadkę, którą politycy PiS natychmiast nagłośnili. Jakiś czas temu na radiowej antenie z pełną powagą powiedział, że Norwegia jest w Unii Europejskiej. - Komorowski tworzy nową historię Unii - drwili. Ostry recenzent PiS Już między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich zaskoczył radykalizmem wypowiedzi pod adresem PiS. Stał się najostrzejszym krytykiem braci Kaczyńskich, nie licząc oczywiście Stefana Niesiołowskiego. Tuż po zwycięstwie PiS obwieścił: - Szkoda Polski. I tę frazę powtarzał później wielokrotnie. Przekonywał, że lepiej zna się na polityce rodzinnej od Jarosława Kaczyńskiego, bo ma gromadkę dzieci, a lider PiS tylko kota. W krytyce posługiwał się też rymowanymi żartami: "Gdy spytasz PiS-owca, która jest godzina, odpowie? "Nie wiem, to Platformy wina"". Zdaniem Ryszarda Czarneckiego Komorowski świadomie sięga po radykalizm językowy, by być wyrazistym. - Jakieś półtora roku temu, gdy spotkaliśmy się rano w radiowej Trójce, przekonywał mnie: "Wiesz, tutaj trzeba ostro walić, bo ludzie potrzebują wyrazistych postaci" - opowiada Czarnecki. Sam Komorowski wyjaśnia to inaczej: - Nie byłem przeciwnikiem porozumienia z PiS. Wręcz przeciwnie, liczyłem, że będziemy mogli zrobić jeśli nie rewolucję moralną, to przynajmniej doprowadzimy do głębokiej przebudowy moralności w polityce. Ale gdy się okazało, że PiS sięgnęło po poparcie Leppera dla Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, był to dla mnie sygnał: to wszystko jest pic na wodę, fotomontaż. Bo hasło odnowy moralnej jest głoszone w niedobrych intencjach. Wtedy zwątpiłem. Bez względu na motywy Bronisław Komorowski stał się jedną z najbardziej wyrazistych twarzy Platformy. I bardzo często wypowiada się publicznie. Pełni niejako rolę rzecznika prasowego, zastępując Tuska, który najczęściej przebywa w Gdańsku. - Czy nie obawia się pan, że podzieli los Płażyńskiego, Olechowskiego, Gilowskiej, a ostatnio Rokity, którzy błyszczeli, a potem zostali wypchnięci z Platformy? - Kto się w polityce boi, ten niech z polityki zmyka - odpowiada Komorowski. Zaraz jednak dodaje bardziej pokojowo: - Nie spieszę się z oświadczeniami, że będę premierem z Warszawy. Zbyt daleko idące deklaracje zazwyczaj oznaczają kres kariery politycznej. W polityce płaci się cenę za zawrót głowy albo za brak aspiracji politycznych. Trzeba iść środkiem. ¦ Małgorzata Subotić |
Autorka to zona czy córka Milana z TVN? Rodzina ...i wszystko
jasne.
Amanasunta ostatnia Królowa Ostrogotów
PO POrażka
PO to doskonały przykład patologi w polityce. PO mogła być fajną partia klasycznie liberalną, obniżyć podatki, zlikwidować szkodliwe przepisy, zapewnić wolność słowa. Okazało się że to politykierzy co w lekceważeniu mają Polaków i w socjalizmie ścigają się z LPR i PIS. PO to dowód że partię wolnościową trzeba budować od podstaw bez starych działaczy.
Mogłaby...
PO przegrała wybory, więc nie mogła tego realizować.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
PO moglo i realizowalo.
walwo-Wiekszosc politykow z PO w ostatnich 17 latach wspoltworzylo isniejace przepisy, podaki i biurokracje. Jesli chodzi o odnowe moralna w polityce to mozna zalozyc ze PO dzialalo by prawdopodobnie jak B. Komorowski w oczyszczaniu korupcji politycznej w Warszawie. Dzialalnosc polityczna PO w ostatnim roku rozwiala zludzenia co do kierownictwa tej parti. Bez zmiany przywodztwa nie ma szans ze PO wplynie pozytywnie na losy Polski mimo szczerych checi niektorych jej czlonkow i sympatykow. Tusk, Komorowski, Schetyna, Niesiolowski to niestety realny symbol partii.
Realnym symbolem PO
są nie tylko Donald Tusk (serio dajecie głowę, że byłby lepszym prezydentem aniżeli Lech Kaczyński?), Bronisław Jamajka Komorowski, czy Stefan Crazy Niesiołowski, ale od niedawna przede wszystkim profesor doktor habilitowana nauk prawnych Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nie możemy zapominać o tej liderce.
Leszek Zinkow, Kraków
leszekzi@interia.pl
Zna pan jakiegoś polityka PO
który odgrywał w Polsce 1989-2005 większą rolę niż bracia Kaczyńscy? Jeśli już sięgamy do życiorysów. Bo jeśli wyrażamy się ściśle, to PO istnieje dopiero od 2001 roku. Tłumaczyłem już to kilka razy, ale nadal czytam głupkowate uwagi o roli PO przed 2001 rokiem. To już nie jest przejęzyczenie czy niewiedza - to świadome kłamstwo.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Politykiem PO przed 2001
walwo- Politykiem PO odgrywajacym wieksza role niz Kaczynscy przed rokiem 2001 byl na pewno Jan Maria Rokita jako pierwszy na liscie. Jesli przestanie Pan patrzyc tak emocjonalnie to bedzie jasne ze mowimy o politykach PO ktorzy byli w UW i UD lub KLD. Odgrywali wieksza role niz Kaczynscy bo byli w partii rzadzacej lub wspolrzadzacej. Za okres kiedy Kaczynski byl w rzadzie-krotszy zreszta niz wymienieni-nie ma on czego sie wstydzic.
Zapalczywosc niestety przytepia ocene sytuacji. Tylko naiwnosc pozwala miec nadzieje ze uda wmowic sie ze PO wyrosla z niczego w 2001 roku i nie odpowiade za swoja dzialalnosc polityczna przed 2001. Zreszta ocena tej partii w ostatnim roku dzialalnosci jest niestety przygnebiajaca. Ja prosze Pana nie jestem czlonkiem PiS i nie mam zadnego interesu popierac zadnej partii inaczej niz realnie oceniajac jej przydatnosc dla interesow Polski. Rok temu PiS i PO byly dla mnie partiami rownorzednymi z lekko przewaga sympatii dla PO. Po roku widze sprawy niestety inaczej.
PiS robi pewnie bledy ale uwazam ze najlepiej dba o interesy kraju ze wszystkich rzadow po upadku komunizmu.
Szkoda ze duzo uczciwych ludzi dalej daje sie nabierac na propagande "partii inteligentow".
Pan nie docenia znaczenia braci Kaczyńskich
Kaczyńscy mają od 1990 swoją własną partię, którą kierowali.
Do 1991 są najbliższymi współpracownikami Lecha Wałęsy, przywódcy "Solidarności" i prezydenta. Są prezydenckimi ministrami.
Lech w latach 1992-5 jest prezesem NIK.
PC była jedną z partii współrządzących za czasów rządu Olszewskiego. Potem bracia lądują w rządzącym AWS, a Lech jest ministrem sprawiedliwości w tym rządzie.
Owszem, Rokita też piastował kilka stanowisk, ale jako postać drugiego planu. Liderem był jedynie w SKL, między Styczniem a Balazsem, w latach 2000-1, kiedy to ugrupowanie było częścią AWS. Prawdziwą władzą dysponował jedynie jako szef URM za Suchockiej. Moim zdaniem jego rola w okresie 1989-2005 była mniejsza. Z reszty polityków PO jakieś tam znaczenie posiadało jeszcze kilku, ale prawdziwej władzy - żaden.
Ale cała ta sprawa jest fałszywie postawiona. Władzę w okresie 1989-2005 sprawowali: Wałęsa, Krzaklewski, Kwaśniewski, Miller, Oleksy, Cimoszewicz, Belka, Pawlak, Mazowiecki, Balcerowicz, Suchocka, Geremek, Bielecki, Olszewski i Buzek. Ci ludzie podejmowali decyzje i to oni są odpowiedzialni za sukcesy i porażki polskich władz, a nie ich pierwo- drugo- i trzeciorzędni pomagierzy, których imię jest legion. Obecnie rządzą ludzie niezupełnie nowi, którzy jednak byli niegdyś najwyżej postaciami drugiego planu. Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk po raz pierwszy w życiu są odpowiednio prezydentem, premierem i liderem opozycji. To nowa karta. Ani bycie ministrem, ani wicemarszałkiem nie przygotowuje do sprawowania władzy, władzy prawdziwej - kiedy człowiek sam podejmuje decyzje w sprawie kraju i odpowiada za nie przed Bogiem i historią.
Zrzucanie hurtem winy za wszystkie rzeczywiste i wyimaginowane wady IIIRP akurat na posłów PO jest śmieszne i gdyby nie to, że PO jest głównym rywalem PiS, nie miałoby miejsca. Tak się przypadkiem składa, że miażdząca większość ludzi rządzących w tym okresie należy do partii "Polityczna emerytura", kilku znajduje się w LiD a jeden w PSL. Zarówno PiS,PO,Samoobrona i LPR to polityczne nowinki, które dopiero od wyborów w 2001 mogą naprawdę pokazywać co potrafią.
Czas na ocenę rzeczywistych możliwości PO jako partii rządzącej przyjdzie wtedy, kiedy partia ta będzie sprawować władzę. PiS, Samoobrona i LPR już podlegają ocenie.
Powtarzam - zarzucanie opozycji że nie obniżyła podatków, nie zlikwidowała szkodliwych przepisów i nie zapewniło wolności słowa to głupota. Za te sprawy odpowiedzialni są ci, którzy rządzą.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"
Znaczenie braci Kaczynskich
walwo- Mozliwe ze stojac z boku moge nie dostrzegac jakichs detali, mam natomiast szanse oceniac bez emocji.
Liste ktora Pan przedstawil uwazam za prawidlowa z wyjatkiem Olszewskiego ktory niestety nie mial takiego wplywu na polityke kraju bo po bardzo krotkim okresie zostal obalony.
Pozmienialbym moze kolejnosc postaci na liscie zostawiajac na pierwszym miejscu Walese, oceniajac ich szkodliwosc dla kraju.
Dodalbym pare innych nazwisk jak np. Lewandowski czy Karczmarek.
Upieralbym sie tez przy Rokicie za okres rzadow Suchockiej, niestety nie bylbym taki poblazliwy dla niego jak Pan.
Nie to jednak jest meritum moich pogladow. Jak wspomnialem rok temu pozytywnie widzialem PO, czyli niejako rozgrzeszalem kierownictwo tej partii za bledy przeszlosci. Nie to wiec widze jako najwazniesza wade kierownictwo PO.
Wada wieksza niz zbrodnia jest niestety glupota przywodztwa PO.
Atakujac tak zajadle PiS tworzy sytuacje politycznie patowa w kraju. Gdyby nawet w tej chwili byly wybory w Polsce i PO by wygrala to co by bylo mozna sobie wyobrazic.
Po tak jednoznacznym stwierdzeniu ze nie moze PO wspoldzialac z PiS zostaje SLD lub tak opluwana Samoobrona.
Czy to jest szansa dla Polski, smiem watpic.
Dlatego nie mam wyboru lecz musze myslec ze PO to polityczni dyletanci lub co gorsze kombinatorzy ktorzy chca utrzymac patologie zastane po poprzednich rzadach.
PO ma w wiekszosci parasol ochronny mediow w przeciwienstwie do PiS ktory jest zaciekle zwalczany przez glowne media. Slabe glosy obrone przedstawiane sa jako glosy rezimowych dziennikarzy. Takie klamliwe i tendencyjne dziennikarstwo obserwujwe od lat na calym swiecie. Geobels to przedszkolak w tym chorze.
Wracajac teraz do braci Kaczynskich, widze ich znacznie lepiej teraz niz przed rokiem. Dzialajac w warunkach jakie istnieja w kraju mysle ze robia duzo dobrego dla Polski. Obwinianie ich za obecna koalicje jest taka bzdura jak ze Jaruzelski jest polskim patriota.
Koalicja jest taka bo innej nie moglo byc i tu prosze Pana prosze popatrzec na czolowych krzykaczy PO.
To ze w takich warunkach Jaroslaw Kaczynski trwa i dziala swiadczy ze wyrosl na rasowego polityka. Na tle cherlakow politycznych PO jest to widok optymistyczny. Czolowy intelektualista PO, "premier z Krakowa", bawi sie Tuskiem jak chlopcy w piaskownicy. Wkladajac kij w szprychy wrzeszcza ze zle sie dzieje. Doktor Nauk HGW nie ma kwalifikacji przeczytac i zapamietac paru linijek przepisow ale co gorsze placze ze ja wprowadzono w blad. To jest zenada. Zagadka jest dla mnie jak mozna dawac glowe ze Tusk bylby lepszym prezydentem niz obecny. Tak ryzykowac moze nie najwazniejszy organ. To ze ktos widzi nienajlepiej zza granicy to jeszcze od biedy mozna zrozumiec ale co sie dzieje z ludzmi myslacymi w kraju.
Nieboszczka UW powielila Demokratow z USA chytrym sloganem ze jest to partia inteligentow. To chwycilo, bo naturalnie kazdy woli sie utozsamiac z inteligentami niz daj my na to z "ciemnymi moherami". Dla ludzi nie zabardzo upartych i majacych jednak troche w glowie to nie powinno dzialac w nieskonczonosc.
Jestem optymista z natury i widze ze Kaczynscy dzialajac moze zapalczywie ale w dobrej wierze narazili sie roznym kretaczom zostali poddani nagonce medialnej przez dlugi okres czasu, przetrwali to i teraz robia to samo tylko skuteczniej.
Nalezy im dac szanse bo to jest szansa dla Polski, i oceniac ich po rozsadnym okresie ich dzialalnosci.
Niestety nie moge sie zgodzic ze nalezy ich obciazac za przeszlosc jak np. Rokite. Jedyny dluzszy okres kiedy Lech Kaczynski byl w rzadzie to okres ministra sprawiedliwosci, kiedy i wtedy po poztywnych osiagnieciach zdymisjonowal go Buzek.
Nie chce omawiac okresu Walesy bo to specyjalna sytuacja i byla juz dyskutowana.
Ja widze to ze i w tych warunkach Kaczynski probowal robic cos pozytywnego ale w swietle tej wiedzy ktora mamy teraz bylo to niemozliwe.
Ja przychylam sie do zdania ze dla dobra Polski nalezy zostawic Walese na pomniku trybuna ludowego i ignorowac jego zalosne wyjasnienia.
Zabijanie tajemnicą państwową
Zdumiewa obojętność prawicowych dziennikarzy i polityków wobec ustawy o ochronie informacji niejawnych. Tajemnica państwowa jest potężną bronią służb ochrony państwa używaną przeciwko politykom i obywatelom.
Okazuje się, że w demokracji parlamentarnej funkcjonariusze służb mają większą legitymację do definiowania, co jest tajemnicą państwową niż wybieralni politycy. Mało tego funkcjonariusze służb wydają zgodę politykom i ministrom na dostęp do tajemnicy państwowej.
Przed powołaniem Macierewicza na likwidatora WSI pojawiły się w prasie głosy, że jego upoważnienie na dostęp do tajemnicy państwowej dobiega końca i to jest przeszkodą do powołania go na tę funkcję.
Sprawa Lesiaka dotyczy nieprawnych działań służb wobec polityków. Dlaczego jest ona utajniona? Na pewno młoda polska demokracja tylko na tym traci a nic nie zyskuje bezpieczeństwo państwa.
Sprawa Szeremietiewa i Farmusa jest jawnym dowodem na to, że można ludzi wykańczać tą bronią.
Kiedyś pisałem o problemie tajemnic państwowych na prawica.net: http://prawica.net/node/5768
Komorowski to polityk z klasą
i dobrze powiedział Kaczyńskiemu, że lepiej zna się na polityce prorodzinnej, bo jest ojcem wielodzietnej rodziny.
Cóż, pożyjemy, zobaczymy, jak się wydarzenia potoczą. Jestem pewien, że im mocniejsza będzie pozycja Komorowskiego, tym więcej będzie ataków na niego. Już pisałem kiedyś, że Bronisław Komorowski to mój kandydat na prezydenta w 2010 roku. Ale pewnie mu się nie uda, bo Tuskowi woda uderzyła do głowy.
Michał (poznaniak, obecnie w Tampere )
P.s. Tak na marginesie, "Niemcy" to po szwedzku i po norwesku "Tyskland" - to taka ciekawostka dla zwolenników pis not war
Płażyński to jedyny kandydat
na prezydenta. Jedyny poważny.
--------------
aribo.pl/jerzykalwak
Komorowski, to wykładnik PO.
Stadny instynkt władzy, chore ambicje, próżność, niestety ale brak patriotyzmu to cechy, które wyprowadziły tego polityka na manowce.
Przecenił się, a mogło być całkiem inaczej!
ta, może lepiej gdyby został klakierem Kaczyńskich?
Przecenił się, a mogło być całkiem inaczej!
Wtedy na pewno byłby uczciwym politykiem, dla którego liczy się tylko dobro Polski. A ponieważ powiedział "Szkoda Polski", to na pewno należy do "układu".
Michał (poznaniak, obecnie w Tampere )
Mniej emocji
walwo-Mysle ze mniej emocji w ocenach politycznych pozwoliloby na trzezwiejsze oceny.
Jesli chodzi o B.Komorowskiego to nie to co powiedzial tylko to co robil i robi jest negatywne.
To ze w Polsce istnija uklady nie trzeba udowadniac, jest to oczywisty fakt. Jesli ktos nie chce tego uznac to albo zalezy mu na utrwalaniu tego stanu, albo jest tak zacietrzewiony politycznie ze nie chce tego dostrzec. Dyskusja w takim przypadku jest bezprzedmiotowa. Rok temu mozna bylo miec zludzenia do intencji PO teraz niestety tylko wielkie zaparcie jest potrzebne zeby sympatyzowac z ta partia.
Rozumiem, że...
...w obecnych okolicznościach nie może Pan dać wykładni wprost do swojej interpretacji równania (przyp: 2+2=6) w przypadku tego tekstu z Rzepy. Mimo to, źle się czuję w konfrontacji zacytowanego fragmentu z brakiem jakiejkolwiek Pana podpowiedzi.
I to nie tylko dlatego, że jestem humanistką. Na pocieszenie pozostaje fakt, że nie jestem blondynką (nie urażając oczywiście wszystkich blond piękności).
Serio mówiąc, chciałabym zrozumieć, co Pan miał na myśli...
Podpowiadam
Miła Pani Junono,
2+2=4 będzie wówczas, gdy ktoś opisze rolę pana BK w aferze korupcyjnej MON. Cytowany artykulik jest o tyle ciekawy, że dla uważnego czytelnika niesie on przesłanie, iż pan BK w istocie jest karierowiczem - dla władzy i pozycji okresowo zmienia poglądy. Do tego mamy kilka wskazań kierunkowych dot. spraw materialnych (działka "szpitalna", piskorczycy, gen. Tylus...?). A więc jak na ten czas mamy 2+2=6, co jest jednak postępem.
Pozdrawiam
R. Szeremietiew
PS. Na marginesie - cieszę się, że Pani się odezwała. Jak Pani odebrała spektakl TV o "Ince"?
RSz
warto byłoby
prześledzić proces likwidacji i zagospodarowywania oficeów aparatu partyjno-politycznego wywodzącego się z LWP, w której to operacji uczestniczył p. BK. To też by mogło przyczynić się do wysadzenia tego karierowicza z siodła albo przynajmniej do podłożenia mu nogi. Czego z całego serca mu życzę. Jakoś organicznie go nie cierpię, nie wiem nawet z jakiego powodu
mgt-22
~
Panie Romuladzie, zdaje się, że po dzisiejszym wydaniu Rzepy matematyka oszalała.
Ale zostawmy to...
Dziękuję za podpowiedź. Przeczuwałam, że może Panu chodzić o TĘ osobę. Dziękuję, że Pan potwierdził moje intuicyjne tropy, wszak tylko na nich i amatorskim postrzeganiu polskiego krajobrazu może polegać ktoś taki, jak ja. Pana BK odbieram pod wpływem różnych jego odsłon i wolt, jakie zaprezentował w ciągu ostatniego roku coraz nieciekawiej...
Przeżyłam ogromnie, nie obyło się bez łez...
Kuriozalnie i anegdotycznie, "uciekłam" do domu, by zobaczyć ten spektakl z pewnego służbowego spotkania, pulsującego radośnie brazylijskimi rytmami i bałam się, że nie zdołam przestawić receptorów, ale wystarczyła czołówka, by przenieść się w tamten podły czas...
Mnóstwo refleksji i pytań z cyklu: dlaczego dopiero teraz, po kilkunastu latach (Inka została oczyszczona o ile pamiętam w 1991 roku) powstał uczciwy spektakl przypominający tę bohaterstką dziewczynę ? Jak to jest możliwe, że oprawcy "Inek" nie zostali (w uczciwym, w odróżnieniu od tego"Inkowego", procesie) osądzeni i ukarani ? Ba! Wielu z nich zmieniło nazwiska i ślad po nich zaginął. Naczelnik wydziału UB w Gdańsku Józef Bik zmienił nazwisko na Bukar, potem Gawarski, a w roku 1968 wyjechał do Izraela i tam przedstawił się jako ofiara polskiego antysemityzmu. Trzy lata temu ( !!!) napisał do IPN prośbę o potwierdzenie, że pracował w UB, bo dzięki temu miał dostać wyższą emeryturę.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070122/kultur...
Pozdrawiam Pana serdecznie i ponad obecne chwilowe szaleństwa matematyczne, życzę powodzenia. Kiedyś, w pierwszej naszej "rozmowie" na PN napisałam, ze podchodzę do Pana (przepraszam) "przypadku" po części egoistycznie. Z wygodnej pozycji widza, ale i osoby, która marzy, by seria zawodów (co do osób i wydarzeń) w końcu się skończyła.
Też wzruszyłem się!
Pani Junono,
Podobnie odebrałem spektakl poświęcony "Ince".
Odrobina refleksji. Mam w ręku wspomnienia wspaniałej Polki Grażyny Lipińskiej, nauczycielki, zasłużonej w obronie Grodna w 1939 r. przed Sowietami, która następnie przeszła piekło sowieckich więzień i obozów zachowując się bohatersko. Ona zatytułowała swoje wspomnienia z tych strasznych lat:"Jeśli zapomnę o nich..." - to oczywiście część wiersza,Poety który pisał:
Ty, Boże na niebie,
zapomnij o mnie...
Czy Bóg zapomniał już o Polakach, którym nie przeszkadza, że bohaterowie walki o niepodległość z lat "Polski Ludowej", którzy zginęli w nierównym boju i w katowaniach ubeckich zginęli ponownie w narodowej niepamięci? A ich oprawcy, całe tabuny ubeków i esbeków, obwieszeni orderami, opływają w dostatki dzieki sutym emeryturom wypłacanym hojną rączką III RP - Polski wszak NIEPODLEGŁEJ. Brakuje nam tylko uchwały sejmowej: "UB/SB dobrze zasłużyły się Ojczyźnie".
Z pozdrowieniem
R. Szeremietiew
ps. W sprawie "matematycznych" odkryć Rzepki wkrótce zabiorę głos - tekst jest wyjątkowo wredny i kłamliwy - red. Marszałek pomaszerowała do "Dziennika", ale zostawiła jakiegoś przyuczonego następcę, żeby Bertold K. nie czuł się osamotniony?
RSz
Jak być Polką - z pamiętnika zesłanej do Kazachstanu...
"Aby dać sobie jakoś radę z różnymi przedmiotami nie znając dobrze języka rosyjskiego uczyłam się wszystkiego na pamięć. Radziłam sobie lepiej z językiem niemieckim od moich szkolnych kolegów i koleżanek, ponieważ znałam alfabet łaciński, a oni musieli się dopiero uczyć. Nowa klasa miała dwa razy w tygodniu język kazachski. W języku kazachskim stosowany był alfabet łaciński. Czytałam płynnie czytanki nie rozumiejąc ani słowa. Uczniów w klasie było dziesięciu. Rosjanie, ja jedna Polka w całej szkole, jedna dziewczynka, która matkę miała Rosjankę, ojca Kazacha i córka dyrektora szkoły Kazaczka Katia. Rodzicom widocznie zależało, żeby nauczyła się dobrze języka rosyjskiego. Dzieci były w wieku 12-14 lat. Dzieci i młodzież i ta kazachska odnosiła się do mnie dobrze i z wielkim zainteresowaniem, ponieważ byłam z obcego dla nich świata, z dalekiego kraju. Podczas przerw był taki zwyczaj, że młodzież na korytarzu szkolnym trzymając się za ręce tworzyła szerokie koło. Posuwając się z wolna śpiewała pieśni, przeważnie kazachskie. Po odśpiewaniu jednej wybierano do środka koła solistę, który śpiewał jakąś piosenkę, potem wybierał następcę, a sam wracał do obrębu koła. Znowu śpiewali wszyscy, a potem śpiewał ten, którego wybrano do koła. Pewnego dnia moja matka przeżyła prawdziwy wstrząs. Weszła do korytarza i usłyszała mój śpiew. Stojąc pośrodku koła śpiewałam po polsku polską piosenkę. Moja matka zamarła w bezruchu. Stałam otoczona czarnowłosą, skośnooką młodzieżą, drobna, szczupła dziewczynka z warkoczykami ciemnoblond, bo tak w tym czasie wyglądałam i co sił w płucach śpiewałam polską piosenkę. Wydałam się mojej matce taka zagubiona, samotna w kręgu azjatyckiej młodzieży, że szeroko rozwartymi oczami wpatrywała się we mnie, jakby nagle zaskoczona, zdziwiona, przerażona, jak ja się tu znalazłam wśród obcych, ja, jej mała Halina - jak ja się tu znalazłam wśród całkowicie obcego świata. Wrażenie, które nagle przeżyła było silne, bo wstrząsnęło nią do głębi duszy. Rozpłakała się i długo nie mogła się uspokoić. Kiedy wybierano mnie do koła, wszyscy prosili, żebym śpiewała polskie piosenki. Nawet interesowało to moje polskie śpiewanie nauczycieli Kazachów, Rosjanki i Niemca Webera. Słuchali z zainteresowaniem. Myślę, że było to dla nich coś bardzo egzotycznego, po prostu nieznanego dotychczas. Myślę też, że byłam mimo woli pierwszą propagatorką, a może i jedyną polskich pieśni w Maj-Bałyku."
Skrócenie Komorowskiego...
Od dawna jest już wiadome, że umiejętnie i mądre rozegranie przez PiS tzw. „Sprawą Szeremietiewa”, dla Komorowskiego i jego wspólników (nie tylko tych z MON), mogłoby skończyć się więcej niż fatalnie. Ale żeby to dobrze i mądrze rozegrać, liderzy PiS-u powinni jak najszybciej skontaktować się z kim trzeba, aby poznać tą właściwą wersję wydarzeń. A co za tym idzie, wreszcie zakończyć ten naciągnięty i niepotrzebny nikomu proces. Zastanawiające, że nikt na to jeszcze nie wpadł? Przyjmując interpretację przedstawioną przez Pana Romualda, jestem przekonany, że wystarczyłoby tego na skrócenie Komorowskiego, co najmniej...o głowę! I może wtedy "nadajnik PO" wreszcie by zamilkł?!
Panie Romuladzie
Być może jest Pan już po lekturze tego artykułu, ale jeśli nie, to polecam - dzisiejsza Gazeta Polska. Tekst pt.: "Medialne egzekucje". Między innymi o Pana sprawie.
Pozdrawiam...