Dlaczego nie jestem nacjonalistą?

Friedrich August von Hayek napisał przed wieloma latami słynny tekst „Dlaczego nie jestem konserwatystą”, w którym dowodził, że konserwatyzm kojarzy mu się z konserwowaniem tego, co aktualnie istnieje, czyli państwa socjaldemokratycznego. Tymczasem ja – po ostatniej lekturze wypowiedzi Wojciecha Wierzejskiego – zrozumiałem ostatecznie dlaczego nie jestem nacjonalistą.

Cios pierwszy

Początkiem intelektualnego nokautu, jaki zadał mi Wojciech Wierzejski, było stwierdzenie w TVN anonsujące powstanie LiSu. Usłyszeliśmy wtedy: "Wiele nas łączy. (...) Liga Polskich Rodzin nigdy nie mówiła że jest partią prawicową (...) dla mnie najbliższą ideowo-programową partią jest Samoobrona i w sposób naturalny jestem zwolennikiem porozumienia z Samoobroną a nie z PiSem”.

Tekst ten trudno nazwać inaczej niźli mianem żenującego. Wielokrotnie byłem krytyczny wobec taktyki politycznej LPR; bezustanne wolty, głoszone hasła – wszystko to ocierało się o demagogię i populizm. Coraz mniej przypominało to solidną przedwojenną tradycję endecką z jej szacunkiem dla własności prywatnej, wolnej przedsiębiorczości; coraz mniej widać tu było podstawowych wartości politycznych „starej endecji”, czyli niezwykle racjonalnej geopolityki i pewnego – niezwykle charakterystycznego dla myśli Romana Dmowskiego – specyficznego realizmu politycznego opartego o pozytywistyczny warsztat politologiczny.

Zamiast tego był polityczny romantyzm, demagogia, jakieś dziwaczne idee w polityce zagranicznej skierowane naraz przeciwko Unii Europejskiej i Niemcom, ale także przeciwko USA (wojna w Iraku czy Afganistanie) i Rosji i jej aliantom (walka o prawa człowieka na Białorusi).

Innymi słowy: myśl staroendecka była mieszanką dwóch zasadniczych idei, czyli skrajnej politycznej racjonalności, szczególnie geopolitycznej oraz zasad wolnorynkowych w ekonomii. Myśl LPR - mimo wielokrotnego cytowania wersetów z Dmowskiego - stała na antypodach tych zasad.

LPR głosiła woluntaryzm w polityce zagranicznej, gdzie partia ta nie umiała wskazać żadnych partnerów i sojuszników. W stosunkach wewnętrznych partia posługiwała się najgorszą socjalną demagogią, praktycznie ścigając się z Lepperem na hasła socjalne. Ze starej endecji pozostał tylko nacjonalizm.

Ale czy nacjonalizm ten jest nacjonalizmem staroendeckim? W myśli przedwojennej łączono go z silną dozą racjonalizmu politycznego i indywidualizmu ekonomicznego. Nacjonalizm rozumiano jako państwo w granicach etnograficznych (z mniejszościami możliwymi do asymilacji) i skuteczną politykę międzynarodową, a także swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w państwie narodowym.

Tymczasem nacjonalizm LPR połączony był przede wszystkim z populizmem, gdzie słowo „narodowy” łączono z podwyższeniem świadczeń dla bezrobotnych, państwową opieką społeczną, becikowymi i berecikowymi; dziełem „narodowym” miało być dopłacanie przez podatnika do nierentownych kopalń i hut. W sumie wynikało z tego, że najbardziej „narodowa” była polityka gospodarcza Polski Ludowej, gdzie państwo „unarodowiło” handel, większą i średnią własność prywatną.

W ten sposób LPR – pod hasłami „narodowymi” – broniła tzw. zdobyczy socjalizmu. Nacjonalizm przekształcił się w praktyce w parasocjalistyczną, kolektywistyczną ideologię, której największym wrogiem był „antynarodowy” kapitalizm; gdzie wrogiem była prywatna własność i swoboda jej użytkowania.

W ten sposób, nadużywając symboliki endeckiej i podszywając się pod jej spuściznę, LPR budowała coś, co poza hasłami „narodowymi” z klasyczną endecją nie miało nic wspólnego. Endecja była partią prawicy. Nie chodzi tylko o prawicowość w kwestiach kulturowych czy światopoglądowych. Endecja była partią myślącą prawicowo o ekonomii i życiu społecznym – i nawet burżuazja żydowska okazjonalnie oddawała na listy narodowe swoje głosy bardziej bojąc się socjalistów niż antysemityzmu.

Tymczasem LPR – zachowując slogany „narodowe” i katolicki światopogląd endecki – zaczęła w to miejsce wkładać zupełnie nową treść, nową wizję społeczną. I nie była to wizja Dmowskiego, Balickiego, Popławskiego czy Kozickiego. Była to wizja społeczno-gospodarcza Edwarda Gierka. Słuchając działaczy LPR w sumie można było dojść do wniosku, że jedynym defektem PRL był ten, że ówczesny socjalizm był budowany pod hasłami ateistyczno-internacjonalistycznymi. Gdyby tylko budować tenże socjalizm pod hasłami państwa katolickiego i narodowego, to byłoby to właśnie to, o co chodzi kierownictwu LPR.

W małych miasteczkach w Polsce – gdzie silne wpływy posiada SLD – zachowały się jeszcze gdzieniegdzie pomniki poległych za „wyzwolenie narodowe i społeczne”. To jest właśnie ta retoryka socjalistyczna i nacjonalistyczna pewnej epoki PRL, która wydaje się bliźniaczo podobna retoryce partii Romana Giertycha.

Cios drugi

W wywiadzie dla portalu prawy.pl, w rozmowie z Robertem Wyrostkiewiczem i Markiem Miśko – już po utworzeniu LiSa – Wojciech Wierzejski mówi:

„Podział na prawicę i lewicę ukształtował się w dobie rewolucji francuskiej. Dziś już jest nieco anachroniczny. My, endecy, z serca zawsze poczuwaliśmy się do powinowactwa z szeroko rozumianą prawicą, ale zawsze nieodmiennie podkreślaliśmy, że są nam obcy zarówno kosmopolici lewicowi, socjaliści jak i internacjonaliści konserwatyści.

Liga Polskich Rodzin odwołując się do tradycji Ruchu Narodowego, jest ugrupowaniem tradycjonalistycznym. Ważne są dla nas wartości takie jak tradycja narodowa, duma narodowa, wiara ojców, wartości rodzinne, monogamiczne nierozerwalne małżeństwo i obrona tegoż małżeństwa; tradycyjne wychowanie, surowa obyczajowość chrześcijańska, obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Nie mniej jednak jest jeszcze bardzo ważny drugi element, a mianowicie interes narodowy – dobro narodu oraz element społeczny, czyli rozwój narodu rozumiany jako jego unarodowienie.

Na początku lat 90. miały miejsce kongresy zjednoczeniowe ruchu narodowego. Pan Andrzej Lepper, wtedy jeszcze mniej znany przywódca Samoobrony uczestniczył w tych kongresach. Już wtedy akcentował mocne stanowisko w związku z prowadzoną przez Niemcy polityką oraz wypowiadał się krytycznie wobec ‘brukselskiej unii’. Wspólne poglądy wyrażamy od wielu lat (...). Polski Obóz Narodowy zawsze wystrzegał się klasyfikowania w kategoriach lewica i prawica. Zawsze mówiliśmy, że nie lewica i nie prawica tylko polski obóz narodowy”.


W tej wypowiedzi mamy rażącą sprzeczność. Jest faktem, że pojęcie „polski obóz narodowy” wprowadził do obiegu Jędrzej Giertych, który sprzeciwiał się pojęciom „prawicy” i „lewicy”. Pojawia się tylko pytanie, dlaczego tradycja endecka niezbyt chętnie akceptowała klasyczne podziały na prawicę i lewicę? Wynikało to przede wszystkim z faktu, że korzenie nacjonalizmu są jednoznacznie lewicowe.

Nacjonalizm narodził się w czasie Rewolucji Francuskiej – rozumiano go wtenczas jako prawo suwerennego narodu do rządzenia państwem i prawo to uznawano za wyższe niż Boskie i historyczne prawa króla Ludwika XVI. Był tedy synonimem demokracji i walki o prawa wyborcze, a nie duchowej narodowej wspólnoty. Klasycy endeccy mieli pełną świadomość tego nieprawego (dosłownie i w przenośni) pochodzenia nacjonalizmu. Dlatego Roman Dmowski – zawzięcie krytykując światopoglądowy (antyklerykalny i liberalny) wymiar Rewolucji Francuskiej – doceniał jej rolę narodowotwórczą. Uważając, że nacjonalizm ma genezę lewicową sądził, że lepiej dla ruchu narodowego negować podział prawica-lewica, niż popaść w trudności z wpisaniem się w ten schemat z powodów historycznych.

I to była jedyna trudność. W praktyce endecja głosiła prawicową wizję państwa, kultury, ekonomii – i była partią prawicową, która zawsze w swojej historii współdziałała z innymi siłami prawicy gdy chodziło o kwestie ekonomiczne czy kulturowe (stricte polityczne niekoniecznie ze względu na stosunek części konserwatystów do Piłsudskiego). Jeśli na polu ekonomicznych przeżywała jakieś kontrowersje to wynikało to z wydarzenia bieżącego, jakim był Wielki Kryzys gospodarczy, gdy wielu ludziom (np. Adam Doboszyński) wydało się, że to nie krach giełdy, ale całego kapitalizmu. Na szczęście ta wizja nie sprawdziła się kompletnie i powody gorączki antykapitalistycznej ustały.

Jeśli weźmiemy do ręki broszurę Romana Dmowskiego „Kościół, naród i państwo” (którą Wojciech Wierzejski na pewno zna), to przeczytamy tam, że człowiek najpierw przynależy do wspólnoty katolickiej, a dopiero potem jest Polakiem, a więc interesy katolicyzmu są pierwsze w stosunku do interesów narodowych. Oznacza to uznanie zasad konserwatywnych za istotniejsze od zasady narodowej. Naród u Dmowskiego – co podkreśla wielu badaczy jego myśli – nie jest absolutem, ziemskim bogiem, przed którym składa się pokłony. Najpierw jest się katolikiem, akceptuje się zasady katolickiego prawa naturalnego, a dopiero potem jest się polskim nacjonalistą, który winien działać w ramach stanowionych przez zasady katolickie.

I Wojciech Wierzejski do pewnego momentu głosi to samo, mówiąc

„Liga Polskich Rodzin odwołując się do tradycji Ruchu Narodowego, jest ugrupowaniem tradycjonalistycznym. Ważne są dla nas wartości takie jak tradycja narodowa, duma narodowa, wiara ojców, wartości rodzinne, monogamiczne nierozerwalne małżeństwo i obrona tegoż małżeństwa; tradycyjne wychowanie, surowa obyczajowość chrześcijańska, obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci”.

Jednakże po tej deklaracji idzie następna, zaczynająca się od charakterystycznych słów „nie mniej jednak”. Wedle klasycznych zasad perswazyjnych (tzw. NLP) jeśli nie chce się czemuś zaprzeczyć wprost, należy najpierw tę zasadę górnolotnie uznać i pochwalić, po czym powiedzieć „ale” i zacząć snuć wątpliwości. Rafał Ziemkiewicz znakomicie pokazał tę technikę w swojej książce o „Michnikowszczyźnie”: Adam Michnik nigdy nie mówi „jestem wrogiem lustracji”, lecz stwierdza „oczywiście jestem za lustracją, ale (...)”, po czym zaczyna mnożyć tyle wątpliwości, że po przeczytaniu artykułu do końca czytelnik dochodzi do przekonania, że lustracja jest niemożliwa i niesprawiedliwa.

Wojciech Wierzejski czyni dokładnie ten sam zabieg NLP: najpierw wskazuje na prymat wartości endeckich (i konserwatywnych równocześnie), takich jak tradycja, religia, rodzina, obyczajowość, po czym wstawia owo „nie mniej jednak” (odpowiednik „ale”). Tym samym oddając hołd tym wartościom wprowadza nas do frazy z której ma wynikać, że w praktyce wyżej wymienione wartości wcale nie są najważniejsze. I tak rzeczywiście jest, gdyż Wierzejski po owym „nie mniej jednak” pisze, że „jest jeszcze bardzo ważny drugi element, a mianowicie interes narodowy – dobro narodu oraz element społeczny, czyli rozwój narodu rozumiany jako jego unarodowienie”.

To stwierdzenie Wierzejskiego całkowicie zmienia wcześniejszą deklarację o prymacie takich konserwatywnych wartości jak tradycja, religia, rodzina, obyczajowość. Okazuje się bowiem, że to nie one stoją najwyżej w piramidzie imponderabiliów ruchu narodowego. Najpierw jest bowiem „interes narodowy”. Konia z rządem, kto mi powie na czym polega interes narodowy? Pozornie odpowiedź jest banalnie prosta: interes narodowy to to, co jest dobre dla narodu.

Tylko co jest dobre dla narodu?

Po pierwsze, interes narodu krótkofalowy i długofalowy mogą być ze sobą w sprzeczności. Jako pierwszy zauważył to bodaj Max Weber pisząc, że krótkofalowy interes ekonomiczny Niemiec wymaga sprowadzania do poznańskiego tanich robotników polskich z Kongresówki; ale interes długofalowy wymaga, aby ich nie sprowadzać, gdyż obecność dodatkowych Polaków wzmacnia polskość na terenach objętych Kultrukampfem i germanizacją.

Po drugie, czy tenże interes narodowy wymaga aby Polska była monarchią, czy republiką? Byli nacjonaliści-monarchiści (Charles Maurras) i republikanie (Maurice Barres). Co jest bardziej narodowym rządem: republika czy monarchia? Inny przykład: czy interes narodowy wymaga aby państwo było katolickie czy laickie? Niby katolicyzm wzmacnia obyczaje „narodowe”, ale ma swojego przywódcę za granicą, poza obszarem narodowym. Byli tedy nacjonaliści poganie (Maurice Barres) i nacjonaliści-katolicy (szczególnie w Hiszpanii czy polscy młodoendecy). Czy interes narodowy wymaga aby kopalnie prywatyzować (z możliwością przejęcia ich w „obce ręce”) czy aby pozostawić państwowymi (i podatnik „narodowy” musi do nich ustawicznie dopłacać)? Byli wszak nacjonaliści o poglądach socjalistycznych w ekonomii (Adolf Hitler czy Benito Mussolini), ale byli i nacjonaliści wolnorynkowi (Popławski, Balicki, Enrico Corradini).

Dochodzimy tedy do wniosku, że określenie „interes narodowy” nic nie znaczy, a dokładniej – znaczy to, co prowadzący partię nacjonalistyczną politycy uznają za „narodowe” w swojej subiektywnej ocenie. Wojciech Wierzejski tę niepewność co jest interesem narodowym jeszcze wzmacnia stwierdzeniem, że interes ten to „element społeczny, czyli rozwój narodu rozumiany jako jego unarodowienie”. A, czyli dobro narodowe oznacza to samo co „element społeczny” czyli – jeśli dobrze rozumiem - „uspołecznienie”? Jeśli mnie pamięć nie myli, to ostatnio w Polsce „uspołecznianiem” własności zajmowała się PZPR.

Ale nie o PZPR tym razem chodzi, chociaż – jak już pisałem – model gospodarczy późnego PRL wyraźnie pokrywa się z idealnym ustrojem narodowym w gospodarce LPR. To stwierdzenie o „elemencie społecznym” ma nas wprowadzić do uznania, że istotą ruchu narodowego są hasła „społeczne”, czyli „socjalne”, czyli „socjalistyczne”. I w ten oto sposób dostrzegamy zbieżność pomiędzy hasłami „narodowymi” LPR i hasłami socjalistycznego populizmu „Samoobrony”.

Wedle Wojciecha Wierzejskiego, polski interes narodowy wymaga, aby ruch narodowy porzucił wszystkie prawicowe pryncypia, które konstytuowały jego tożsamość przez 100 lat i przeszedł na pozycje socjalistyczno-populistyczne. W ten sposób, pod hasłami „interesu narodowego” i konieczności uspołeczniania, czyli „rozwoju narodu rozumianego jako jego unarodowienie” (cokolwiek by ta tautologia miała znaczyć) mamy stwierdzenie, że nacjonalizm jest tym samym co populizm i demagogia. No, a stąd już jest jasno i prosto do cytowanego na początku tego tekstu stwierdzenia, że „dla mnie najbliższą ideowo-programową partią jest Samoobrona”.

I dlatego nie jestem nacjonalistą

Nie jestem specjalnie zaskoczony wypowiedziami Wojciecha Wierzejskiego. On po prostu wyraża pewną tendencję tkwiącą u podstaw nacjonalizmu.

Pozwolę sobie w tym miejscu na osobistą dygresję. Rozstałem się z sympatią do nacjonalizmu pisząc moją ostatnią książkę, poświęconą nacjonalizmowi francuskiemu („Nacjonalizm francuski 1886-1940”, von Boroviecky, Warszawa 2007), gdyż pisząc ją zrozumiałem na jak niestabilnym systemie doktrynalnym zbudowano tę doktrynę. Ta niestabilność ma u swojego podłoża właśnie tenże „interes narodowy”. To w jego imieniu nacjonaliści przeistaczali się z ateistów w katolików i odwrotnie; z wolnorynkowców w socjalistów i odwrotnie; z republikanów w monarchistów i odwrotnie.

Pisząc tę książkę zrozumiałem, że u źródeł nacjonalizmu nie ma stabilnego fundamentu filozofii politycznej; to ruch poruszający się swobodnie między ekstremami prawicy i lewicy, kapitalizmu i socjalizmu, demokratyzmu i autorytaryzmu, katolicyzmu i antyklerykalizmu. I to co dziś uznaje on za „antynarodowe” i sprzeczne z „interesem narodowym”, jutro może uznać za „narodowe”.

Nie ma przy tym gwarancji, że za 10 lat nie obróci swojego poglądu o 180 stopni. Nacjonaliści francuscy np. od 1789 do 1940 przeszli fantastyczną ewolucję ze skrajnej lewicy na skrajną prawicę, ale brak stabilnej filozofii politycznej mógł popchnąć ich w dowolną stronę. Jedni wracali na lewicę, inni stawali się faszystami – i nadal uważali się za tych „prawdziwych” nacjonalistów.

Polski ruch narodowy zatoczył właśnie podobne koło. Narodził się przecież z romantycznej i rewolucyjnej tradycji powstańczej, która ok. 1905 roku – w obliczu rewolucji socjalistycznej – obrał kierunek na prawo i sojusz z konserwatystami; w latach dwudziestych uległ gwałtownej katolicyzacji, stając się partią klasycznej prawicy. To ta endecja, którą mamy przed oczami myśląc o prawzorze endeckim.

Ale przypadek LPR pokazał, że tak jak endecja u swojego zarania bezustannie szła w prawo, w innych okolicznościach może gwałtownie przejść w lewo i współtworzyć LiSa z bolszewikami od Leppera. W imię „interesu narodowego” można uzasadnić absolutnie wszystko. W imię tegoż interesu można potępić demokrację i zapragnąć dyktatury; zażądać radykalnej prywatyzacji nierentownego sektora państwowego; chcieć uczynić z kraju państwo katolickie. Oto nacjonalizm prawicowy.

Ale w imię tegoż samego „interesu narodowego” można chcieć oprzeć ustrój na zasadzie referendalno-plebiscytarnej; zażądać upaństwowienia gospodarki i usunięcia „kosmopolitycznego” katolicyzmu. Oto nacjonalizm lewicowy. Jego przykładem niechaj będzie Argentyna epoki Juana Perona.

I właśnie dlatego nie jestem nacjonalistą. Tradycja, prawo naturalne, rodzina, własność prywatna – oto zasady, które uważam za absolutne i które nie mogą być bronione lub atakowane w zależności od tego, czy ktoś uzna je za zgodne lub sprzeczne z „interesem narodowym”. Te wartości są wcześniejsze niż interes narodowy, gdyż wynikają z mojej wiary katolickiej.

Jestem narodowcem o tyle, o ile ruch narodowy gotów jest te wartości podzielać; o tyle o ile tradycja narodowa, której ruch ten broni, pokrywa się z tradycją katolicką i równie katolickim rozumieniem prawa naturalnego. Nie jestem katolikiem czy wolnorynkowcem dlatego, że to jest zgodne z „interesem narodowym”. Byłbym apologetą Kościoła i zasady własności prywatnej nawet wtedy gdyby było to uznane za „antynarodowe”.

Przypadek LPR jest odmienny. Tu wszystkie zasady i pryncypia są o tyle ważne, o ile wymaga tego „interes narodowy”. Dziś kierownictwo tej partii uważa, że wszystkie zasady można wrzucić do kosza, gdyż „interes narodowy” wymaga, aby parę osób z kierownictwa załapało się do Sejmu w przyszłych wyborach. Nie wiem co to za „interes narodowy” – ja, Polak się z nim nie identyfikuję.


Adam Wielomski
www.konserwatyzm.pl
inne teksty autora...

Jaki to nacjonalizm...?

witekm
Do wróbla nie strzela się z armaty, by określić charakter LPR nie potrzeba odwoływać się do szczytnych -izmów. Przywódcy LPR-u to grupka młodych płaskich koniunturalistów, którzy już zapędzili się w zaułek bezideowia. Interes narodowy nisko im zwisa, a ich celem jest przemycić się dalej do sejmu- tu niewiele trzeba się napracować a tak dobrze płacą!

Jednym słowem LPR to żadna endecja, ani nacjonalizm, to mierny, obliczony na prymitywnego wyborcę koniunkturalizm.

witekm

Bzdura

.

To jest: GS

to takie imię? ;o) czy co?

Niestety myślę, że ocena LPRu jest słuszna.

Racja.

LPR ocenia rzeczywistość trafnie.

To jest: Jan Bodakowski

LPR nie jest populistyczny

LPR chciałby być populistyczny i mieć poparcie społeczne. Jednak Roman Giertych gardzi motłochem (taka postawa elitarystyczna) i głosi swoje poglądy (które wyborcom się nie podobają). Za swój elitaryzm Roman Giertych płaci klęską wyborczą.
LPR w swojej polityce parlamentarnej jest wspakendecki. Poza parlamentem (np w publikacjach Racji Polskiej- takie pismo gdzie pisuje pan Wielomski) to całkiem prawicowe środowisko. LPR cierpi więc na schizofrenie w parlamencie to socjaliści, poza parlamentem kapitaliści.
Ten socjalizm LPR nie wynika z przemyślenia. Mam wrażenie że sprawy gospodarki nie nurtują LPRowców. LPR nie opowiedział się za socjalizmem, nie wybrał go, raczej przyjął jako coś z rzeczywistości. Pewnie gdyby w III RP był kapitalizm za normalny LPR przyjął by kapitalizm. Dzieci alkoholików nie wyobrażają sobie że można żyć bez alkoholu, dzieci lumpenproletariuszy że można iść do szkoły, LPR nie wyobrażają sobie że można żyć w kapitalizmie.

Panie Janie....

cytat:
LPR cierpi więc na schizofrenie w parlamencie to socjaliści, poza parlamentem kapitaliści.
A... zna Pan inną partię która nie cierpi na ten przypadek schizofrenii ??? -))
--------------
Zakazać Państwu prowadzenia działalności gospodarczej!!

--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

To jest: Jan Bodakowski

nie znam innych parlamentarnych partii

Znam kilka poza parlamentarnych. Tan sam syndrom widać u UPR owców którzy robią poza UPR karierę polityczną i szybko zostają socjalistami.

To jest: Aleksander Majewski

To nie UPR-owcy,

To jest: Jan Bodakowski

Minister Dembski

Czy Ryszard Czarnecki to założyciele UPR

Kolejny osinowy kołek w

Kolejny osinowy kołek w samo serce socjalizmu - ciekaw jestem, ile osób sprawdziło podaną przez Pana informację.

--------------
Prawica RP (partia polityczna)

się pochwalę ;-)

cytuję Catbert:
ciekaw jestem, ile osób sprawdziło podaną przez Pana informację.
Pochwalę się: wiedziałem bez sprawdzania... choć zagadka była z gatunku podchwytliwych, bo minister nazywał się Dębski nie Dembski.

Jakieś nagrody? ;-)

pozdrawiam wbity (w pychę)
TBM

Tak, jak się takie kwiatki

Tak, jak się takie kwiatki czyta:

Od 1990 kierował łódzkim oddziałem Unii Polityki Realnej. W latach 1991-1992 pracował jako prezes RSW "Prasa-Książka-Ruch" zakładając w tym czasie m.in. spółkę EMPiK. Od 1993 członek zarządu krajowego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Dyrektor Łódzkiej Wytwórni Papierosów w latach 1994-1996. W 1997 pełnił obowiązki zarządcy komisarycznego w Zakładach Przemysłu Spirytusowego w Sieradzu.

... a potem "Baranina" to się człowiekowi dziwne skojarzenia nasuwają.

A P. Czarnecki mógłby napisać coś w stylu "Od UPR do Samoobrony".

Piękne, piękne...

--------------
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Paweł Bała

Dębski a nie Dembski...

Dębski a nie Dembski...

Ma Pan takie pojęcie

o LPR, jak ja o życiu na Marsie... Internet to dobre miejsce, gdzie na jedną sensowną wypowiedź może przypadać setka bzdurnych...

To jest: Jan Bodakowski

Co się konkretnie Panu niepodaoba.

Czy "Racja Polska" nie publikuje wolnorynkowych tekstów? Czy LPR w parlamencie nie jest pro lewicowy? Nie da się pogodzić wolnorynkowego Rybarskiego i Konecznego (na który powołuje się LPR) z działalnością parlamentarną. Jak jest inaczej to proszę mnie oświecić.

Podobnie jak nie da się

z działaniami LPR pogodzić doradców cesarzy z dynastii Ming... :-))

Artykuł uznaję za

Artykuł uznaję za interesujący.

hymm...???

cytat:
...co jest dobre dla narodu?
"Naród" - pojęcie niedookreślone, wymaga dołączenia przymiotnika!!!
Na terytorium Rzeczopspolitej żyje wiele narodów, np. Polacy,Slązacy, Ukraińcy,Tatarzy,Łękowie itd.
To samo dotyczy pojęcia "interes narodowy" - przymiotnik potrzebny, aby było wiadomo o interes jakiej grupy narodowościowej chodzi!!
Więc Szanowny p.Wielomski.... używaj Pan pojęć jednoznacznie wskazujących , bo... chciałbym Pana zrozumieć, ale... w tym wypadku, nie potrafię !

Pozdrawiam - też Adam - jednocześnie nadal zalecając aspirynkę na wirusa "made in Gramsci".
--------------
Zakazać Państwu prowadzenia działalności gospodarczej!!

--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

To jest: JJerzy

Cyt.: "... żyje wiele

Cyt.: "... żyje wiele narodów, np. Polacy,Slązacy, Ukraińcy,Tatarzy,Łękowie ..." i ćwiczą na koniu z łękami :))))))

Jerzy

Myślę że "ę" i "em" są fonetycznie blisko brzmiące.....

można się pomylić.Tylko co to ma wpólnego z "ćwiczeniami na koniu" - błąd wynikający z fonetyki zmienił logikę zdania ??
Natomiast, używanie pojęć niedookreślonych np. "naród" jest ewidentnym błędem logicznym, bo nie wiadomo o kogo konkretnie chodzi.
--------------
Zakazać Państwu prowadzenia działalności gospodarczej!!

--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

To jest: JJerzy

I po co te nerwy??? Czyżbym

I po co te nerwy??? Czyżbym trafił w 'słabiznę'???
A to niedookreślenie to czystej wody szukanie problemu zastępczego. P. Wielomski jasno wyłożył swój punkt widzenia. Powiem nawet, że jest to jeden z lepszych jego tekstów.
A co do tego 'niedookreślonego' narodu ... Myślę tak sobie, że należy Pan raczej do mniejszości ... Dla większości jest raczej oczywiste o jakim narodzie mówi autor.

Jerzy

Jak to by powiedzieć... trafiony-zatopiony.

dysortografik jestem (w szkole ręce puchły od linijki za błędy ortograficzne - nie pomogło).
Natomiast używanie pojęć niedookreślonych ... to jeden z lepszych trików socjotechnicznych - na to zwracałem uwagę.

Pozdrawiam - myślę że tym razem bez "byków", a jeśli jakiś się ostał ... z góry przepraszam.
--------------
Zakazać Państwu prowadzenia działalności gospodarczej!!

--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

:)

cytuję adam_54:
dysortografik jestem

To dobrze Pan trafił :)
Tu wielu podobnych.
Podobno tworzona już jest frakcja dysortografów/dyslektyków PN. Będzie jedną z silniejszych, może zagrozić nawet PPPPPPP :)

Wcale się tego nie wstydzę - ot taka przypadłość

Natomiast bardzo mnie "drażni" logika zdań. Bywa tak że jeśli jeden organ się osłabia, drugi się wyostrza.

Pozdrawiam - śmiejąc się sam z siebie :DDDDDD
--------------
Zakazać Państwu prowadzenia działalności gospodarczej!!

--------------
Pozbawić partie osobowości prawnej!!

Pierwszy błąd w Pana

Pierwszy błąd w Pana tekście polega na tym, że atakuje Pan nacjonalizm za pomocą ataków na LPR, a Liga nie jest partią nacjonalistyczną.

Pisze Pan, że nacjonalista dziś jest katolikem i wolnorynkowcem a jutro będzie antyklerykałem i socjalistą jeśli uzna to za zgodne z interesem narodu. Myli sie Pan, że Ruch Narodowy jest w stanie porzucić wiarę katolicką w imię tegoż interesu, bo wiara nigdy nie bedzie sprzeczna z interesem narodu (sprzeczna może być polityka Watykanu- np.Roman Dmowski był kontestatorem polityki Watykanu ale nie stał się antyklerykałem czy porzucił religię). Co do kwestii gospodarczych to 'nacjonaliści'(rozumni nacjonaliści a nie dzieciaki z nopu, którzy wierzą w narod.-socjalizm) są zwolennikami kapitalizmu ponieważ jest to korzystne dla naszej gospodarki. Socjalizm nigdy nie będzie zbieżny z polskim interesem narodowym dlatego nacjonaliści, nigdy nie staną sie socjalistami.

Co do innych kwestii to ma Pan rację. Świat się zmienia i to co dziś jest dla naszego narodu korzystne jutro może być skrajnie niekorzystne. I wtedy można przechodzić na inne pozycje (nie dotyczy to na pewno gospodarki i religii jak napisałem powyżej). Doktrynerstwo i ciasny dogmatyzm, który przez Pana przebija może wyrządzić wiele szkód i na pewno nie jest lekiem na problemy naszego kraju.

To jest: Karolinap

Nacjonalista-kapitalista

W takim razie czego konkretnie chce nacjonalista-kapitalista? Rozumiem, że chciałby Polski jednolitej etnicznie, której obywatele-Polacy uprawiali by w jej granicach wolny handel, czy tak? Bez ingerencji obcego kapitału? Czy takie wizje w dzisiejszych czasach (globalizacja, informatyzacja etc.) nie są zbyt... anachroniczne?

PS. Czy mógłby mi Pan pokazać jakieś ugrupowanie/stowarzyszenie zrzeszające takich "prawdziwych" nacjonalistów?

Nacjonalista-kapitalista

cytuję KarolinaP:
W takim razie czego konkretnie chce nacjonalista-kapitalista? Rozumiem, że chciałby Polski jednolitej etnicznie, której obywatele-Polacy uprawiali by w jej granicach wolny handel, czy tak? Bez ingerencji obcego kapitału? Czy takie wizje w dzisiejszych czasach (globalizacja, informatyzacja etc.) nie są zbyt... anachroniczne?

Nie są anachroniczne, są niemożliwe. Tylko, gdzie ja napisałem, że nacjonalista chce czegoś takiego?

To jest: Karolinap

cytat:Tylko, gdzie ja

cytat:
Tylko, gdzie ja napisałem, że nacjonalista chce czegoś takiego?

Nie zrozumieliśmy się - nie wkładam Panu tego w usta, tylko pytam na czym polegać ma wizja nacjonalistyczno-kapitalistycznego kraju? Bo skoro nacjonalizm - to nie chcemy obcych, a skoro kapitalizm - to chcemy wolnego rynku. W jaki sposób to pogodzić?

Kapitalizm

nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Proszę szkolne głupoty schować głęboko do szuflady. Obcych zapraszamy. Niech wzbogacają naszą kulturę, nasze społeczeństwo tym, co mają dobrego. Ale zapraszać obcych, żeby rządzili w naszym kraju? Pani to popiera?
Nie chodzi o to, żeby rządził Polak. Chodzi o to, żeby rządził po polsku... Tak się składa, że po polsku może rządzić tylko Polak.

Narodowość rządząca

A dzisiaj jaka narodowość u nas rządzi?
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: R1a1

No w sumie właściwie to nie wiadomo jaka.

Konstytucja jest tutaj mało konkretna:

cytuję Konstytucję:

Art. 4.

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

O taaakk...

Władza należy do narodu. A naród ogląda telewizję... :-))

Narod oczekuje by to slowo

Narod oczekuje by to slowo 'lub' nie bylo az tak marginalne, jak jest do chwili obecnej. Narod jednoznacznie zyje w kraju, w ktorym sprawuja wladze 'przedstawiciele' narodu. To jest wyrazem braku pelnej suwerennosci i tylko czasami 'lub'. Widac to bardzo wyraznie oczami emigracji.

To złożony problem..

Na dziś różne siły walczą o prymat. Kto ma rządzić Polakami. Wywiady, organizacje międzynarodowe, wielcy tego świata, finansjera, czy kto tam jeszcze... Jest kasa do wyrwania, to kto żyw, stara się wyrwać jak najwięcej dla siebie. To zrozumiałe. Po komunistycznej pralni nie mogło być inaczej. Jak się okażemy ludźmi z jajami, to i ci, którzy nas teraz starają się doić na potęgę, zaczną z nami rozmawiać z respektem... Ale ruch należy do nas. :-)

To jest: Jerzy Kałwak

Panie Prawicowcu, rządzą u nas Obywatele, czyli ci, co

mają bierne i czynne prawa wyborcze. Zgodnie z konstytucją. Więc w czym problem?
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak

----------------------------------
http://jerzykalwak.aribo.pl/

Kto u nas rządzi

Panie Jerzy, ja zadałem pytanie „A dzisiaj jaka narodowość u nas rządzi?”, ponieważ Krzysztof M napisał „Nie chodzi o to, żeby rządził Polak. Chodzi o to, żeby rządził po polsku... Tak się składa, że po polsku może rządzić tylko Polak.”

Wypowiedź Krzysztofa M jest trochę mętna, stąd moje pytanie. Pytanie zresztą niepotrzebne, bo ja i bez pytania wiem, kto u nas rządzi. To miał być żart, ale okazał się nieudany.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

To jest: Jerzy Kałwak

Ja zrozumiałem od razu, ale

pisząc do Pana, pisałem od razu do p. Krzysztofa, a w ten sposób nie wdawałem się z nim w spór, tylko dopowiadałem szczegół do Pańskiej wypowiedzi. Żeby nie było tak mętnie.
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak

----------------------------------
http://jerzykalwak.aribo.pl/

Pan od razu zauwazyl ze

Pan od razu zauwazyl ze mniejszosci musza byc w ukladzie nieproporcjonalnym, bo inaczej to dyskryminacja. Najlepiej, jak mniejszosci rzadza prawie wylacznie Polakami. To jest oczekiwaniem na dzien dzisiejszy. Zas udzial Polakow konstytucyjnie zagwarantowany ponizej 1/3 by demokratycznie, mozna by ich bylo zawsze przeglosowac. Fantastycznie!

W Polsce rządzą Polacy

Panie Kryspinie, p. Jerzemu i mnie chodziło o to, że w Polsce rządzą Polacy, mówiąc tekstem otwartym.
- - - - - - -
Prawica RP (partia polityczna)

Niejednemu psu

Burek.

To jest: Karolinap

Panie Krzysztofie, wobec

Panie Krzysztofie, wobec socjalizmu istnieje tylko jedna alternatywa - wolny rynek. Skoro w Pańskim rozumieniu kapitalizm nie oznacza wolnego rynku (co do sporów terminologicznych, to różne ruchy różnie rozumieją te pojęcia i szkoła tu niestety i tak nic nie pomoże), to oznaczać może tylko lżejszą formę czego innego i ja za taki kapitalizm dziękuję.

I nie rozumiem, dlaczego Pan przechodzi do rządzenia, gdy ja pytam o gospodarkę.

cytat:
Nie chodzi o to, żeby rządził Polak. Chodzi o to, żeby rządził po polsku... Tak się składa, że po polsku może rządzić tylko Polak.

No tak, to logiczne :)

Na infekcję "wolnym rynkiem"

zalecam udział w kierownictwie jakiejś firmy, która walczy o przetrwanie. Tam Panią oświecą, co to jest "wolny rynek"... :-))) Jak się Pani dowie, ile i komu trzeba posmarować, i że to jest tak na całym świecie, to wtedy możemy dalej rozmawiać... Mnie też kiedyś uczyli o "wolnym rynku"... Instynktownie czułem, że coś tu nie gra... I jak się człek rozejrzał wokoło, to się okazało, że wolnego rynku nie ma! To tylko taki abstrakt pozwalający studentom zrozumieć prawo podaży i popytu. :-)

Pozdrawiam.

Czyni mi Pani zarzut,

że przechodzę do rządzenia... Bo to jest sprawa najważniejsza. To posłowie ustalają reguły gry. To rząd ustala, czy cła mają być w wysokości 2%, czy 52%... Myślałem, że to oczywiste... Gospodarka jest pochodną polityki... A ta jest pochodną poglądów na zestaw trzech elementów (patrz: Koneczny).

To jest: Karolinap

odp kapitalizm

cytat:
To rząd ustala, czy cła mają być w wysokości 2%, czy 52%... Myślałem, że to oczywiste... Gospodarka jest pochodną polityki...

Ja odniosłam wrażenie, że w systemie, o którym rozmawiamy właśnie chodzi o to, żeby rząd ingerował jak najmniej, a gospodarka nie była pochodną polityki, tylko aktywności ekonomicznej obywateli. Wychodzi na to, że Pański "kapitalizm" niczym nie różni się od dzisiejszego postsocjalistycznego (chociaż nie wiem, czy "post") bagna, jakie mamy w Polsce. Bynajmniej tutaj wolnego rynku nie mamy, więc trudno też oczekiwać, żeby zarząd firmy skazanej na funkcjonowanie w quasi-socjalistycznym kraju oświecał mnie w temacie wyżej wspomnianego. To, o czym Pan napisał odnośnie owej firmy - korupcja i inne patologie mają niestety miejsce w o wiele wyższej skali w krajach dryfujących ku socjalizmowi niż w krajach dążących do wolnego rynku. Wolna konkurencja korupcję eliminuje, bo zwyczajnie nie ma komu dawać w łapę - ani politykowi, ani urzędnikowi.
Dobranoc.

Wolna konkurencja

jest wolna tylko w zakresie przekupywania urzędników, którzy decydują o przetargach... Wiele fortun wyrosło na zamówieniach publicznych, rządowych, wojskowych... GM nie byłby tym czym jest, gdyby nie dojścia do zamówień wojennych. Microsoft tak samo, gdyby nie kontakty z agendami rządowymi... itd. Pani mityczny "wolny rynek" nie istnieje... Jedyne, co jest realne, to prawo podaży i popytu, tak proste, że zrozumie to nawet przedszkolak. ... Odnoszę wrażenie, że istnieją ludzie (Pani też?), którzy żyją jedynie dzięki temu, że mogą lamentować, że "wolnego rynku nie ma!"... :-)) Ich celem nie jest dobrobyt ogólny, ale dobrobyt przedsiębiorców...

To jest: Karolinap

wolna konkurencja

Owszem, czysty wolny rynek nie istnieje na poziomie "państwowym", ale to właśnie najczęściej z tego powodu, że to państwo mu wchodzi w paradę. Aczkolwiek istnieją kraje, które tego ideału są bardzo blisko - np. Estonia, czy Szwajcaria. Co do Stanów Zjednoczonych - Microsoft Microsoftem (przy okazji - wcale nie twierdzę, że USA są tak bardzo wolnorynkowe), ale skoro już jesteśmy przy komputerach - czy słyszał Pan o takiej firmie jak Google? Przyzna Pan, że dosyć znana, a jednak udało jej się wyrosnąć na rynkowego giganta bez rządowych dotacji (jej historię świetnie opisuje J. Battelle w książce "Szukaj. Jak Google i konkurencja wywołali biznesową i kulturową rewolucję").

To nie prawda, że wolne rynki nie istnieją. Istnieją, tylko - z wyżej wymienionych powodów - rzadko na poziomie państwowym. Jest np. coś takiego jak e-commerce - wolny handel przez internet na szeroką skalę (nawet ponadpaństwową). Miejsce rządowych dotacji zajmuje tu znienawidzona przez Pana konkurencja. I tak będzie, dopóki internet będzie wolny od państwowych macek.

cytat:
Odnoszę wrażenie, że istnieją ludzie (Pani też?), którzy żyją jedynie dzięki temu, że mogą lamentować, że "wolnego rynku nie ma!"... :-)) Ich celem nie jest dobrobyt ogólny, ale dobrobyt przedsiębiorców...

No tak, bo przecież tylko socjalizm daje wszystkim po równo (z tym tylko wyjątkiem że przedsiębiorcy zamieniają się w nim w partyjnych dygnitarzy).

Czy mógłby mi Pan napisać, co według Pana oznacza słowo "kapitalizm"?

Kapitalizm to

system społeczny, państwowy, gdzie kapitał jest podstawą państwa. Gdzie ten, kto ma własność - rządzi. Więc czysty kapitalizm, to koniec rozwoju... To totalna stagnacja. ... Czy wierzy Pani, że Google, które już dawno zapowiadały się jako łakomy kąsek dla służb specjalnych zostawione zostały tak, ot sobie, bez nadzoru? Bez wsparcia, kiedy już realizowały zlecenia rządowe? ... (naiwnych nie sieją, sami rosną). Miliony ludzi korzystają z google. I wiedza o tych ludziach jest dla rządzących manipulatorów wiedzą bezcenną... Nie wie Pani tego??

To jest: Jerzy Kałwak

Nie mam nic do ukrycia, to co mi szkodzi, że

mnie sprawdzają jakieś służby na googlach?
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak

----------------------------------
http://jerzykalwak.aribo.pl/

Pisze Pan

jak kompletny laik w sprawach społecznych... Zaskakujący dualizm... :-)) Takie informacje, w skali makro, są do wykorzystania przez rządzących i to niekoniecznie dla dobra rządzonych... :-))

To jest: Karolinap

odp.

cytuję Krzysztof M:
system społeczny, państwowy, gdzie kapitał jest podstawą państwa. Gdzie ten, kto ma własność - rządzi. Więc czysty kapitalizm, to koniec rozwoju...

Kapitalizm = system państwowy... Kapitał podstawą państwa... Jak żyję, takich definicji kapitalizmu jeszcze nie spotkałam :) Kapitalizm zakłada własność prywatną, a nie rządową. To, co mamy obecnie w Polsce to w najlepszym wypadku socjalizm w wersji light, dlaczego uparł się Pan nazywać to kapitalizmem? To socjalizm jest ustrojem, w którym ten, kto ma własność rządzi i czysty socjalizm oznacza koniec rozwoju, czego zresztą dowiodła historia, gdy gospodarki krajów komunistycznych się zawaliły.

Google jest tak olbrzymią firmą, że spokojnie obyłaby się bez rządowego wsparcia. A czy obecnie jest wykorzystywana politycznie czy nie, tego nie wiem, być może jest. Faktem jest jednak, że swoją pozycję zdobyła tylko i wyłącznie dzięki własnemu zapleczu intelektualnemu i umiejętnie prowadzonej grze rynkowej.

Czy to znaczy,

że najbardziej socjalistyczne państwo Europy, Szwecja nie jest kapitalistyczna? :-) Bo według Pani definicji na to wychodzi.

To jest: Karolinap

szwecja

Nie, nie jest kapitalistyczna. Zapraszam do lektury: http://prawica.net/node/2390.

Bingo, pelna aprobata z

Bingo, pelna aprobata z mojej strony!

Pani Karolino

cytuję KarolinaP:
Bo skoro nacjonalizm - to nie chcemy obcych, a skoro kapitalizm - to chcemy wolnego rynku. W jaki sposób to pogodzić?

To nie tak do końca, nie chcemy obcych, którzy mogliby sprawiać nam w kraju problemy (np. muzłumanie). Nikt Polski nie chce ogrodzić drutami kolczastymi aby nie wpusczać np. Niemców, Francuzów czy Włochów. Mam wrażenie, że swoją wiedzę o nacjonaliźmie czerpie Pani z "GW".

To jest: Karolinap

nacjonalizm za drutami

Ja rozumiem, że nikt nie chce ogrodzić Polski drutami i nie czerpię wiedzy z "GW" :) Rozumiem, że nacjonalizm postuluje, aby nie dopuścić do sytuacji, żeby wpływy mniejszości narodowych były większe niż wpływy rdzennych Polaków (jeśli jest inaczej, to proszę mnie poprawić). Ale cały czas nie mogę tego pogodzić z kapitalizmem (wobec nieścisłości wynikłych z dyskusji z panem Krzysztofem M. wyjaśniam że dokonuję tu pewnego uproszczenia i utożsamiam kapitalizm z wolnym rynkiem), bo załóżmy hipotetyczną sytuację - gdy np. Niemcy zaczną produkować najlepsze na rynku karabiny i ów rynek zdominują zupełnie uczciwymi sposobami, to podejrzewam, że rządzącym nacjonalistom może się to średnio podobać. Nie chcę się z nikim kłócić, do czego usilnie prowokował mnie Krzysztof M. tylko chcę wyjaśnienia na poziomie doktrynalnym, bo przecież, przynajmniej po części, ta dyskusja ma taki charakter.

.

cytuję KarolinaP:
gdy np. Niemcy zaczną produkować najlepsze na rynku karabiny i ów rynek zdominują zupełnie uczciwymi sposobami, to podejrzewam, że rządzącym nacjonalistom może się to średnio podobać.

W takiej sytuacji powinniśmy kupować jak najwięcej takich karabinów dla polskiej armii.
Błądzi Pani zupełnie próbując udowodnić, że nacjonalizm nie da się pogodzic z kapitalizmem.

Oj...

To nie błąd. To zbłąkanie. :-)

To jest: Karolinap

odp marek winicjusz

cytuję marek winicjusz:
Błądzi Pani zupełnie próbując udowodnić, że nacjonalizm nie da się pogodzic z kapitalizmem.

Myli się Pan. Nie próbuję niczego udowodnić, tylko dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego konkretnego rozwiązania ideologicznego. Ponieważ interesuję się doktrynami politycznymi, a szczególnie ich rozmaitymi konfiguracjami, pytam o szczegóły z ciekawości.

Wracając do dyskusji (jeśli oczywiście mogę nie będąc posądzaną o próby narzucania Panu czegokolwiek) - a jak z wolnością słowa? Gdyby Niemcy, lub Litwini prowadzili w Polsce własne wydawnictwa i publikowaliby teksty komentujące bieżące wydarzenia z wyraźną niechęcią wobec Polaków, byłoby to akceptowane? Gdyby prowadzili przedsiębiorstwa znacznie bardziej konkurencyjne w danych branżach od polskich - też? Jeżeli tak, to rozumiem, że nacjonalizm znajdowałby odzwierciedlenie tylko w sferze politycznej?

PS. Proszę pana Krzysztofa M o nie zabieranie głosu na tematy, których nie rozumie.

Ależ skąd!

W Polsce zawsze żyły różne nacje. Ale to kraj Polaków, w którym żyją i Ukraińcy i Białorusini i Grecy i żydzi* i Niemcy. Chodzi o to, według jakiego wzorca będzie organizowane życie w Polsce... Według żydowskiego? Według greckiego? Niemieckiego? Ukraińskiego? ... Europejczycy wmawiają nam, że różnic nie ma, że to wszystko jedno, bo wszyscy jesteśmy ludźmi... Prawda. Ale RÓŻNIMY się... Mało tego - należymy do różnych cywilizacji... I nic w tym złego. Ale całość pod tytułem Polska może być urządzana według jednej recepty - nie wielu! Ale jakiej? Turańskiej? Bizantyńskiej? Żydowskiej? Czy Łacińskiej? ... Jestem za łacińską. A Pani?

* małą literą, bo to mniej nacja, a bardziej religia.

PS. Kto słyszał, żeby były jakieś problemy w Polsce z Grekami? (to tak na marginesie... może dla młodych będzie to przyczynek do przemyśleń...)

problemy w Polsce z Grekami?

cytuję Krzysztof M:

PS. Kto słyszał, żeby były jakieś problemy w Polsce z Grekami? (to tak na marginesie... może dla młodych będzie to przyczynek do przemyśleń...)

Były - niewielkie - w Trójmieście z greckimi komunistami (lata 60) , którzy dali nogę ze swej ojczyzny gdy angole rozpalili im grunt pod nogami:)
-------------------------
"...wybieraj póki czas, wybieraj na co czekasz, wybieraj. I aby ci pomóc nieznacznie popychamy języczek wagi."

-----
Eeee ...,

To jest: R1a1

Pan nie uważa

tego za problem?

cytuję Krzysztof M:
Kto słyszał, żeby były jakieś problemy w Polsce z Grekami?

Jeśli już,

to wolę jak "Śpiewa Wiesław".

Popieram pana w calej

Popieram pana w calej rozciaglosci. Dzialo sie to jeszcze w XVII wieku, kiedy to polscy magnaci rozdawali i kontrolowali pieniedzmi. Slady dowodow na obecnej Ukrainie, na ich zlecenie i za ich pieniadze budowano jednoczesnie koscioly katolickie, cerkwie, synagogi i swiatynie ormianskie!!!

Czy Pani

aby nie dąży do zwady? Bo woli, dążenia do prawdy nie zauważyłem...

To jest: Karolinap

Nie dążę ani do zwady ani

Nie dążę ani do zwady ani do prawdy, jeno do zaspokojenia ciekawości :) Jeśli urządzimy kraj na "modłę" polską bez przykrych konsekwencji dla mniejszości narodowych, to skoro zdecydujemy się na gospodarkę rynkową, siłą rzeczy trzeba będzie dopuścić do niej i owe mniejszości. I załóżmy, że żydzi, Grecy i inni Litwini zaczną produkować towary (np. również takie o znaczeniu strategicznym), które okażą się lepsze jakościowo od swoich odpowiedników produkowanych przez polskie firmy i zdominują rynek. Nadal wszystko ok?

Jeśli reguły gry będą uczciwe,

to jest to niemożliwe. ... Proszę opodatkować Wietnamczyków, czy Chińczyków tak, jak opodatkowani są Polacy. Zobaczymy, czy wyprodukują gumę do majtek.

To jest: Karolinap

podatki

A po co kogokolwiek opodatkowywać? Bez podatków, w warunkach prywatyzacji wszystko jest możliwe, również (a może przede wszystkim) przy uczciwych regułach gdy.

Porównywać można

tylko porównywalne. Jeśli komuś jedzenie rośnie na drzewach cały rok, a innemu nie, to te gospodarki są słabo porównywalne. To samo dotyczy innych, poza jedzeniem, rzeczy.

To jest: Dubitacjusz

Ultrakonserwatysta uzasadnia czemu nie jest nacjonalistą

I jest to logiczny tekst. Oczywiście, istnieją różnice między nacjonalizmem i konserwatyzmem, ale nie powinny one przekreślać współpracy tam, gdzie cele są zbieżne lub chociaż jest możliwy sensowny kompromis. Nie ma jednak sensu "na siłę" łączyć konserwatyzm z nacjonalizmem.

Faktycznie w ideologii narodowej najsłabszym punktem jest sam naród i jego interes. Pojęcie te nie mogą być precyzyjnie dookreślone. Dla mnie "naród" to poczucie wspólnoty, które się ma "wewnątrz". "Interesem" narodu jest jego trwanie i rozwój. Dotyczy to przejawów życia gospodarczo-społecznego (tu uzasadnione jest szukanie w ekonomii "optimum" wykorzystania zasobów), ale też życia kulturalnego czy naukowego.
Aby naród mógł trwać i wzrastać konieczny jest sprzyjający klimat polityczny. I tu pojawia się nacjonalizm. I znowu różni ludzie inaczej widzą drogę realizacji polityki narodowej, więc i nacjonalizmy są różne.

To jest: Paweł Bała

Oczywiście. Istnieją

Oczywiście. Istnieją przecież znaczne różnice między nacjonalizmem rasistowskim a chrześcijańskim. To jasne.

Możliwości współpracy jest sporo. W gruncie rzeczy podnoszenie kwestii "czy naród pochodzi z prawego łoża czy jest też bękartem Rousseau" to anachronizm i osłabianie obozu reakcji. Wie Pan - ja nawet jestem w stanie poprzeć PiS na dziś dzień, chociaż widzę w tej formacji więcej wad niż zalet. Niestety, inni są gorsi... W obliczu zastąpienia resztek cywilizacji łacińskiej ideologią "wykluczonych" to są nic nie znaczące detale.

My z narodowcami nieźle sie dogadujemy, sam byłem w organizacji narodowej jako pewnego rodzaju "ciało obce", potrafiłem tam się odnaleźć i gdyby nie nieodpowiedzialność i pycha liderów to spokojnie mógłbym tam funkcjonować.

Z pewnością jednak nie można współpracować z narodowymi - socjalistami i z zwykłymi populistami wycierającymi sobie gębę Balickim i Dmowskim. To jest jak kolaboracja z Rewolucją.

To jest: Jerzy Kałwak

Jestem nacjonalistą i dlatego

nie czytam tekstów, które ktoś tytułuje "Dlaczego nie jestem nacjonalistą?"

Jeżeli nawet czytam, to nie polemizuję z polemikami, bowiem musiałbym opowiedzieć się po którejś stronie. Gdybym opowiedział się po stronie p. Wierzejskiego, to oddałbym swój głos socjalistom, gdybym poparł p. Wielomskiego, optowałbym za monarchistami.

Tymczasem nacjonalizm nie jest kwestią ustrojową - na pewno nie w sensie ekonomicznym. Co najwyżej z nacjonalizmu wynikają kwestie ekonomiczne, jak np. własność ziemi.

Cytuję cytatę Wielomskiego z Wierzejskiego:
"Ważne są dla nas wartości takie jak tradycja narodowa, duma narodowa, wiara ojców, wartości rodzinne, monogamiczne nierozerwalne małżeństwo i obrona tegoż małżeństwa; tradycyjne wychowanie, surowa obyczajowość chrześcijańska, obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Nie mniej jednak jest jeszcze bardzo ważny drugi element, a mianowicie interes narodowy – dobro narodu oraz element społeczny, czyli rozwój narodu rozumiany jako jego unarodowienie".

Nic dodać, nic ująć - tylko się pod tym podpisywać (będąc nacjonalistą). Czymże jest bowiem "unarodowienie", np. unarodowienie obcych? W Wielkiej Brytanii, jak czytamy ostatnio, powstał program unarodowiania przybyszów i ich potomków, którzy są wyobcowani kulturowo, a mieszkają w GB. Taki jest bowiem interes narodowy Brytyjczyków: zachować i chronić państwo i kulturę brytyjską. Niemcy czynią to cały czas. Za chwilę zaczną to robić modernistyczni Francuzi czy zdenacjonalizowani Holendrzy i Skandynawowie.

Czy tylko dlatego, że Wierzejski kłamie w sprawie swoich uczuć do Leppera i Samoobrony, wspierając swoje łgarstwa wartościami i hasłami narodowymi, mielibyśmy kwestionować nacjonalizm?! Gdyby chociaż Wierzejski był narodowcem, a nie socjalistą!? Ale nie jest. Jest co najwyżej narodowym socjalistą, który współpracuje z narodowymi komunistami (moczarowcami) z Samoobory, którzy w dodatku nie wiedzą, że zostali wymyśleni i założeni przez moczarowców z SB.
--------------
http://prawica.net/node/6035
aribo.pl/jerzykalwak

----------------------------------
http://jerzykalwak.aribo.pl/

To jest: JJerzy

Pan Wielomski zdaje się nie

Pan Wielomski zdaje się nie zauważać realnie istniejących uwarunkowań. Buduje sobie wyidealizowaną utopię, nie zdając sobie zapewne sprawy z tego, że jego poglądy są w dzisiejszych realiach wręcz szkodliwe.
Jest, zapewne, przeciwnikiem poprawności politycznej, a jednak nie zdaje sobie sprawy, że takie 'w czambuł' odsądzanie nacjonalizmu doskonale wpisuje się w nurt tworzenia 'nowego człowieka', takiego 'uczesanego' EUropejczyka, pozbawionego wszelkich -izmów i fobii, sztucznie wykreowanego i pozbawionego naturalnych zachowań i reakcji. Już mamy kilka takich słów, co to ich EUropojczykowi wypowiadać nie wypada. Np patriotyzm ... Znaczy już niemal tyle samo co nacjonalizm, ale na pewno uzyskał zabarwienie rodem z 'ciemnogrodu'.
I wszystko byłoby może nawet do zniesienia, gdyby inne narody też 'chciały' być takie poprawne ... I tu wroga robota p. Wielomskiego, o dziwo (zapewne bez jego intencji) zaczyna pokrywać się z działaniami osób pokroju p. Geremka. To my mamy być 'nowym ludziem', pomimo złych doświadczeń i tego, że całe otoczenie jest nacjonalistyczne, wrogie i pogardliwe ...
Smaczku dodaje to, że oto p. Wielomski, taki idealista, gdy szuka uzasadnienia dla swego bycia 'ponad mierzwę narodową', jakoś tak bezboleśnie gubi maskę intelektualisty, gdy trafia na przeciwników, dla których brak mu argumentów merytorycznych. Wtedy chętnie znajduje im 'lokal zastępczy', cyt.: "... miejsce heretyka jest na stosie... To dobre dla oświetlania ulic w nocy. Można zaoszczędzić na prądzie ...". Dosyć rażąca niespójność.

Jerzy

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.