Szukaj na PNWydarzenia
Zaloguj sięnoweczytane 2006
Ile? |
Skandal z Radosławem Sikorskim
12-11-2007, 18:48 | Azrael
To, co się dzieje wokół kandydata na ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego, dawno już przekroczyło normy dyskursu politycznego, nawet tak kulawego, jak się odbywa w Polsce. Standardy polityczne, narzucone przez polityków związanych z Prawem i Sprawiedliwością, w szczególności dotyczy to braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich, zostały tak drastycznie obniżone, że wymaga to natychmiastowej interwencji – przypomnieniu, o co w tym wszystkim powinno chodzić. Od dnia, kiedy Radosław Sikorski zaczął być wymieniany jako kandydat do rządu (na fotel szefa MON, lub MSZ) od razu zaczęły płynąc z Pałacu Namiestnikowskiego pomruki niezadowolenia, przeradzające się z czasem w krzyki (głównie Aleksandra Szczygły) groźby i insynuacje. Było tego wiele. Począwszy od tego, że Sikorski przekroczył swoje uprawnienia w trakcie wizyty w USA, zadając dotacji dla polskiej armii (jak się okazało, w uzgodnieniu z ówczesnym premierem, Kazimierzem Marcinkiewiczem – i zapewne za wiedzą Lecha Kaczyńskiego), poprzez insynuacje o współpracy z wywiadem brytyjskim (Peter McQuibben, łącznik wywiadu MI6 przy szefie Urzędu Ochrony Państwa), na innych insynuacjach kończąc. Aż dziwne, że nie znaleziono żadnych afer obyczajowych, ale i tak minister (sic!) Szczygło powinien odpowiedzieć nie tylko przed sądem za słowa o zdradzie… A tak naprawdę chodzi o o to, że Lech Kaczyński, podjudzany przez swojego brata – po pierwsze nie może ścierpieć, że Sikorski był gotów na powiedzenie prawdy o zasadach i stylu prowadzenia polityki przez Kaczyńskich, po drugie – że polityka zagraniczna, najbardziej zabagniona sfera polskiego życia społecznego, wymyka mu się z rąk. Karol Karski, obecny jeszcze minister SZ odważył się nawet uchylić rąbka tajemnicy, że w wypadku nominacji Sikorskiego – Kaczyński zamierza blokować nominacje i odwołania ambasadorów… Gra, jak zwykle w tego rodzaju przypadkach, polega na tym, że coś niby jest, ale nie możemy tego pokazać. Pokażemy, ale niech Donald Tusk zgodzi się na naszego kandydata (Jacka Saryusz – Wolskiego). Na szczęście Premier nie ugina się przed szantażem. Cała ta sprawa ma posmak skandalu, rozpętanego w Kancelarii Prezydenta i osłabia przede wszystkim polski rząd i polską politykę zagraniczną, za którą odpowiedzialny jest Donald Tusk. Odpowiednie zapisy w Konstytucji RP mówią;
Lech Kaczyński nie ma żadnych uprawnień, ani żadnych narzędzi, aby wpływać na, po pierwsze, nominację ministerialną, po drugie na zasady i formę prowadzenia polityki zagranicznej. Jego działania należy traktować jako niezgodne z polską racją stanu. Lech Kaczyński nie potrafi przejść do porządku dziennego nad tym, że jego prerogatywy i moc decyzyjna ograniczone są do zapisów ustawy zasadniczej – i każda próba negacji jej zapisów, lub swoistej interpretacji – może się skończyć źle dla niego. Autorytet zajmowanego stanowiska jest już i tak mocno nadszarpnięty… Dobrze, że Donald Tusk zachowuje zimną krew i nie godzi się na wywołanie kryzysu konstytucyjnego – bo uległość wobec absurdalnych żądań dużego pałacu – ośmieliła by Kaczyńskiego do innych obstrukcyjnych działań. Azrael |